Ostatni z Cuszimy

Okładka książki Ostatni z Cuszimy
Borys Michajłowicz Czetwieruchin Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Finna Seria: Seria z kotwiczką [FINNA] historia
264 str. 4 godz. 24 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Seria:
Seria z kotwiczką [FINNA]
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2005-01-01
Liczba stron:
264
Czas czytania
4 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
8389929368
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ostatni z Cuszimy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ostatni z Cuszimy

Średnia ocen
7,5 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3
3

Na półkach:

Nie tak dawno szukałem w internecie opinii o wspomnieniach Borysa Czetwieruchina spod Cuszimy, ale właściwie nie znalazłem żadnej recenzji. Postanowiłem więc napisać swoją, może komuś się przyda.

Książka "Ostatni z Cuszimy" jest połączeniem wspomnień podoficera carskiej marynarki, członka Trzeciej Eskadry Pacyfiku, uzupełnionych o wstawki szwedzkiego redaktora, Gunnara Mullerna, dotyczące kwestii japońskich.

Borys Michajłowicz Czetwieruchin w trakcie bitwy cuszimskiej służył na flagowym okręcie Trzeciej Eskadry Pacyfiku - Imperatorze Nikołaju I - jako dowódca baterii 6-calowych dział.
W książce pokrótce opisuje swoją młodość niezwiązaną z marynarką i ustawiczne dążenie, wbrew przeciwnościom losu, do służby w carskiej flocie. Gdy w końcu mu się to udaje, wybucha wojna rosyjsko-japońska, a on sam zostaje przeniesiony w stopniu podoficera do tworzonej na Bałtyku Drugiej Eskadry Pacyfiku. Przeniesienie to zostaje jednak cofnięte na skutek interwencji "nadopiekuńczego" mentora, ku wielkiemu rozczarowaniu Borysa.
Jednakże, jak wiemy, carskie władze dochodzą do wniosku, że na Pacyfik trzeba wysłać wszystkie unoszące się na wodach Bałtyku łajby z działami - co skutkuje powołaniem do życia przestarzałej Trzeciej Eskadry Pacyfiku. Tym razem Czetwieruchinowi udaje się zaciągnąć na flagowy statek admirała Niebogatowa, z którym wypływa w podróż na drugi koniec globu.

Sam opis trasy Trzeciej Eskadry jest dość skąpy, miejscami uzupełniany też o co znaczniejsze wydarzenia z podróży Drugiej Eskadry, która obfitowała w znacznie więcej "przygód" (głównie za sprawą niekompetencji załogi Kamczatki).
W międzyczasie w książce zarysowana zostaje sytuacja Japonii, jej flota, postać admirała Togo i następujące po wybuchu wojny wydarzenia w Port Arthur.

Wspomnienia autora z samej bitwy cuszimskiej siłą rzeczy koncentrują się na sytuacji okrętu i eskadry, w której służył. Oczywiście manewry, walka i straty pozostałych okrętów są opisane, ale z punktu widzenia ze stanowiska na Imperatorze Nikołaju I, a nie taktyki/sytuacji całej floty.
Z autorem jesteśmy do samego końca bitwy, wszak po wyeliminowaniu z walki admirała Rożestwieńskiego, to admirał Niebogatow przejął dowodzenie i to on podjął decyzję o poddaniu.

Ostatnie rozdziały poświęcone są okresowi niewoli carskich oficerów w Japonii. Czetwieruchin nie ukrywa swojego zachwytu nad kulturą tego kraju i niezwykle ludzkiemu traktowaniu pokonanych Rosjan. Bardzo mocno kontrastuje to z zachowaniem Japończyków w trakcie II WŚ, zaledwie o jedno pokolenie młodszych. Czytelnik może jedynie snuć domysły skąd taka mentalna zmiana i skrajne wypaczenie honorowych zasad bushido, prezentowanych przez admirała Togo i jego oficerów, w zaledwie 20 lat.

Na samym końcu książki pokrótce opisane są dalsze losy głównodowodzących oboma flotami i samego Czetwieruchina po powrocie z niewoli.

Książka zaopatrzona jest w kilka rysunków technicznych statków obu stron konfliktu oraz w krótkie biografie najważniejszych postaci opracowane przez polskiego wydawcę. W tym miejscu mały zarzut - nie wiedzieć czemu wśród tych biografii brak życiorysów samego Niebogatowa i Rożestwieńskiego, podczas gdy po stronie japońskiej istnieje wpis dotyczący adm. Togo...
Brak też - choć to zapewne wina szwedzkiego współautora - krótkiego rysu geopolitycznego sytuacji pomiędzy dwoma mocarstwami i omówienia lub chociaż wypisania powodów samego wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej.

Chyba standardowo dla serii z kotwiczką w książce jest masa literówek i nieskładnych zdań - nie wiem czy ktokolwiek to choć raz czyta przed oddaniem do druku.

Ogółem moje wrażenia z lektury "Ostatniego z Cuszimy" są pozytywne. Właściwie to zaskoczyła mnie ta książka, gdyż w ogóle nie spodziewałem się, że będzie się ją tak dobrze i szybko czytać. Absolutnie nie jest to wyczerpujące opracowanie bitwy cuszimskiej, ale jako ciekawy dodatek i uzupełnienie tematu posłuży znakomicie.

Nie tak dawno szukałem w internecie opinii o wspomnieniach Borysa Czetwieruchina spod Cuszimy, ale właściwie nie znalazłem żadnej recenzji. Postanowiłem więc napisać swoją, może komuś się przyda.

Książka "Ostatni z Cuszimy" jest połączeniem wspomnień podoficera carskiej marynarki, członka Trzeciej Eskadry Pacyfiku, uzupełnionych o wstawki szwedzkiego redaktora, Gunnara...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

57 użytkowników ma tytuł Ostatni z Cuszimy na półkach głównych
  • 36
  • 21
29 użytkowników ma tytuł Ostatni z Cuszimy na półkach dodatkowych
  • 17
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Admiral Scheer. Krążownik dwóch oceanów Jochen Brennecke
Admiral Scheer. Krążownik dwóch oceanów
Jochen Brennecke Theodor Krancke
Być może z wiekiem (do trumny) staję się zbyt krytyczny, ale beletryzowana opowieść o operacjach bojowych z udziałem słynnego „pancernika kieszonkowego” nie spodobała mi się. Duży wpływ na takie postrzeganie tej książki mają liczne literówki, a nawet błędy ortograficzne [sic!] Ba, błędów nie ustrzegła się okładka oraz strona tytułowa. Pisana z angielska nazwa jednostki „Admiral Sheer” – no nie… Drugi zarzut to propagandowy wydźwięk książki, zwłaszcza dotyczący działań na wodach północnego Atlantyku. Fabularyzowane dialogi są po prostu mało strawne. Rycerskość w postępowaniu, solidarność ludzi morza, czy wzajemne zrozumienie między dowódcami alianckich i niemieckich jednostek są mało wiarygodne. Ale oddając sprawiedliwość, to ta publikacja zawiera też lepsze momenty. Dużo lepiej czyta się relacje z rajdu po południowym Atlantyku oraz działania na Oceanie Indyjskim z przełomu 1940/41. Sceny z przebiegu morskiego chrztu po przekroczeniu równika, remont wodnosamolotu Arado w chałupniczych warunkach czy dzieje „jajecznego transportu” z s/s „Duquesa” mogą budzić uśmiech. Rejs po południowych wodach zdaje się przypominać piracką przygodę w starym stylu. Historia okrętu nie jest pełna, zamyka się na powrocie do Europy, z krótką wzmianką o zatopieniu w porcie kilońskim w dn. 09.04.1945 r., zaś udział w operacji „Wunderland” został tylko skrótowo omówiony w aneksie. Summa summarum – mocno naciągane 6/10
Kedar - awatar Kedar
ocenił na 6 4 miesiące temu
Moja wojna. Wspomnienia ostatniego dowódcy ORP „Dzik” Andrzej Kłopotowski
Moja wojna. Wspomnienia ostatniego dowódcy ORP „Dzik”
Andrzej Kłopotowski
Pamiętam, że jako młody człowiek zaczytywałem się literaturą morską, zwłaszcza dotyczącą przebiegu II wojny światowej. Do najbardziej ulubionych należały książki o charakterze wspomnieniowym, wśród których prym wiodły pozycje autorstwa czołowych dowódców PMW: Bolesława Romanowskiego oraz Borysa Karnickiego. Nie ma chyba miłośnika dziejów wojny podwodnej, które nie znałby historii „straszliwych bliźniaków” – ORP „Sokół” i ORP „Dzik”. Dopiero po wielu latach natknąłem się na publikację kolejnego z polskich „podwodniaków” – komandora Andrzeja Kłopotowskiego. To nazwisko nie było mi całkowicie nieznane, natomiast nie miałem pojęcia, że również ten oficer spisał swoje refleksje z czasów służby oraz etapu życia cywilnego. Mam jednak wrażenie, że w przypadku tej książki konstrukcja jest mniej zwarta, a zarazem bardziej wyrywkowa (porównując z publikacjami przytoczonych wyżej dowódców) i jest to kolejny, prawdziwy „worek” z rozmaitymi marynarskimi opowieściami i przemyśleniami :-) Nie zmienia to faktu, że tę niezbyt obszerną książeczkę czyta się bardzo przyjemnie; niezwykle ciekawie wypadły partie może mniej związane z bronią podwodną, lecz poświęcone dowódcom polskich ścigaczy artyleryjskich S-2 (ORP „Wilczur”) i S-3 (ORP „Wyżeł”). Wartościowy materiał, gdyż w polskiej historiografii ten epizod w dziejach Polskiej Marynarki Wojennej zajmuje bardzo mało miejsca. Reasumując, miłośnicy marynistyki przyjmą tę publikację z zadowoleniem.
Kedar - awatar Kedar
ocenił na 7 3 lata temu
W pościgu za „Bismarckiem” Eryk Sopoćko
W pościgu za „Bismarckiem”
Eryk Sopoćko
„Stanęliśmy na klifie i zwróciliśmy się stronę Atlantyku. Był przypływ. Obserwowaliśmy, jak fale monotonie uderzały w kamienie na brzegu. Skały porastały niezliczone skorupiaki i inne stworzenia. Potęga przyrody … Uświadomiłem sobie, że człowiek był w stanie wojny, zawsze walczył z czymś lub kimś” (s.69). Literatura marynistyczna ma swój niewątpliwy urok. Bezkres mórz i oceanów od wieków fascynuje kolejne pokolenia pisarzy, którzy wyruszając w rejs przedstawiają piękno i niebezpieczeństwo życia ludzi morza. Jednym z nich był Eryk Sopoćko, który w latach II wojny światowej był reporterem wojennym pływającym m.in. na polskim niszczycielu „Orkan” czy brytyjskim pancerniku „Rodney”. „W pościgu za Bismarckiem” składa się z 12 opowiadań Eryka Sopoćko, które publikował na łamach prasy polskiej w Wielkiej Brytanii w latach II wojny światowej. Jego twórczość oprócz przedstawienia przeróżnych epizodów z marynarskiego życia, ma również na celu mocne zaakcentowanie wartości sojuszu polsko-brytyjskiego i podkreślanie dobrych relacji pomiędzy dwoma narodami prowadzącymi walkę morską z niemiecką III Rzeszą. Czytając jego opowiadania, można szybko zauważyć, że autor jest admiratorem Imperium Brytyjskiego i jego olbrzymiego wpływu na losy świata. Na kartach jego opowiadań Wielka Brytania wraz ze swoim ogromnym wpływem na losy świata, jest przeciwstawiania hitlerowskiemu reżimowi, który chce zniszczyć jej dokonania. „Noc spędzona w schronie nie zawsze zapewnia wypoczynek, za to hartuje ducha, co pomaga przetrzymać wszelkie trudności i niedogodności spowodowane przez wojnę. Cała ta bieda i niewygoda wywoływała efekt zupełnie odwrotny od tego, czego spodziewał się Hitler po nalotach Luftwaffe. Barbarzyńskie bombardowania zamiast osłabić, tylko wzmocniły postawę Brytyjczyków. To duch rządzi ciałem, nie da się go złamać bombami zapalającymi i trotylem” (s.41) Sopoćko jako reporterowi wojennemu udaje się bardzo dobrze oddać emocje, które towarzyszą oficerom i marynarzom w trakcie walki. Szczególnie jest to widoczne w tytułowym opowiadaniu, w którym autor będąc oficerem-stażystą na brytyjskim pancerniku „Rodney” bierze udział w zatopieniu niemieckiego pancernika „Bismarck”. Sopoćko doskonale oddaje atmosferę strachu przed starciem z potężnym przeciwnikiem, chęci zemsty oraz woli walki do samego końca. Czytając jego relacje, można odnieść wrażenie, jakby było się na pokładzie okrętu wraz z autorem i sekunda po sekundzie przeżywało to co on blisko 80 lat temu. Erykowi Sopoćko, nie było dane rozwinąć swojego literackiego talentu. Zginął na pokładzie „Orkana” w 1943 roku, w wieku zaledwie 24 lat. To co po sobie zostawił, dobrze oddaje ducha pokolenia, które urodziło się w niepodległej Polsce, a któremu przez wybuch koszmarnej wojny w 1939 r. nie było nigdy dane rozwinąć w pełni swoich talentów, gdy zabłąkana kula, bomba czy torpeda przerwała rozkwitające życie. „Nad łodzią wyrasta nowy obrazek. Dekoracje przedstawiają Polskę. Lata pokoju. Jeszcze tak niedawno… Potem wojna. Nie będę spał. Nie mogę. Otworzył oczy. Na rufie łodzi leży przygotowana flaga. Polak poznał z czego zrobiona. Z ich bielizny, raz już użytej na bandaże. Biało-czerwone postrzępione płachty. Zamknął oczy powstrzymując strumień cisnących się łez. Wymowa tych dwóch kolorów, a zwłaszcza zeschnięta czerwień krwi, przelanej dla wspólnej sprawy krwi, zbyt silne wywołuje wrażenie. Symbolika umie czasem silnie przemawiać …” (s.146)
Kamil Kartasiński - awatar Kamil Kartasiński
ocenił na 6 3 lata temu
Fala za falą... Wspomnienia dowódcy ORP „Piorun” Eugeniusz Pławski
Fala za falą... Wspomnienia dowódcy ORP „Piorun”
Eugeniusz Pławski
W książce „Fala za falą” są zamieszczone wspomnienia dowódcy ORP „Piorun” komandora Eugeniusza Pławskiego od narodzin do 16 czerwca 2004 gdy prochy kmdr. Pławskiego zostały sprowadzone do Polski przez syna, Jerzego, i pochowane na Cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni-Oksywiu. W zasadzie tylko nieliczni mieli świadomość, że tym samym powrócił symbolicznie do ojczyzny niezwykły człowiek, którego życie pełne było paradoksów i zaskakujących zwrotów. Są to wspomnienia – jednego z najwybitniejszych oficerów PMW. Wspomnienia Zeńki to nie tylko opowieść człowieka, który był świadkiem historii. On ją po prostu współtworzył Zarówno podczas zaślubin Polski z morzem (gen. Haller), jak i podczas tworzenia zrębów Polskiej Marynarki Wojennej, czy też pościgu za Bismarckiem. Był postacią nietuzinkową, polskim komandorem, oficerem pokładowym okrętów podwodnych i niszczycieli, pilocie wojskowym. To tylko wybrane funkcje, jakie pełnił. Urodził się w 1895 roku w Noworosyjsku na terenie Rosji. Stąd przylgnął do niego pseudonim „Żeńka”. Barwne dzieje jego przodków pobudzały jego wyobraźnię. Ukończył m.in. Szkołę Morskiego Korpusu w Petersburgu, Szkołę Lotnictwa Morskiego w Sewastopolu czy szkoły podwodnego pływania w Tulonie we Francji. W czasie I wojny światowej służył w Carskiej Marynarce Wojennej Rosji. Należał wówczas do tajnego Związku Wojskowych Polaków w Odessie. Pławski wspomina egzaminy w nowej polskiej marynarce wojennej, które przeszedł w Pucku w Kasynie Oficerskim. W 1940 roku Eugeniusz Pławski został dowódcą niszczyciela ORP „Piorun”. Po zakończeniu wojny Eugeniusz Pławski pozostał na emigracji, a w roku 1948 przeniósł się do Kanady. Fragment z książki z pobytu w Kanadzie: „…Zostałem drwalem, ogrodnikiem, pastuchem, malarzem, stolarzem, nawoziarzem i Bóg raczy wiedzieć kim jeszcze. Zaczęła się zaprawa do życia w Kanadzie i nauka sztuki oszczędzania…” Książka jest dobrze napisana z różnymi ciekawostkami z jego życia i dobrze się czyta z niepowtarzalnym humorem. Polecam tę książkę gdyż jest świetna, po prostu bardzo dobra.
Stefan Horn - awatar Stefan Horn
ocenił na 10 4 dni temu
Krążownik Kormoran Theodor Detmers
Krążownik Kormoran
Theodor Detmers
Ponad pięćdziesiąt lat musieli czekać polscy Czytelnicy na przetłumaczenie wspomnień dowódcy legendarnego krążownika pomocniczego „Kormoran”, komandora Theodora Detmersa, opowiadających o jednym z ciekawszych starć morskich – z australijskim krążownikiem „Sydney” – podczas II wojny światowej. Po raz pierwszy ukazały się one w 1959 roku. W naszym kraju ich wydaniem zajęła się – w ramach „Serii z Kotwiczką” – Oficyna Wydawnicza Finna. Wspomnienia Detmersa powstały na podstawie prowadzonego w trakcie rejsu prywatnego dziennika. Komandor Theodor Detmers (1902–1976) był doświadczonym dowódcą. Do Reichsmarine wstąpił w 1921 roku, podczas wojny dowodził niszczycielem „Hermann Schoemann”, a następnie „Kormoranem” – przerobionym ze zwykłego statku handlowego krążownikiem pomocniczym. Po jego zatonięciu w 1941 roku przez sześć kolejnych lat przebywał w niewoli. Głównym zadaniem „Kormorana” było „przeszkadzanie” w funkcjonowaniu linii żeglugowych aliantów na Atlantyku i Oceanie Indyjskim. Rejs Detmersa i podwładnych trwał dokładnie 352 dni. W jego trakcie „Kormoran” zatopił jedenaście alianckich jednostek, o łącznym tonażu 68 724 BRT. Kres tego imponującego wyczynu przyniosło dość nieoczekiwane dla niemieckiego dowódcy starcie z wspomnianym już krążownikiem „Sydney”. Starcie zakończone zwycięstwem, choć pyrrusowym, gdyż poważnie uszkodzonego w boju „Kormorana” trzeba było zatopić. Momentami można odnieść wrażenie, że akcja książki wcale nie dzieje się w czasie globalnego konfliktu. Podwładni Detmersa łowią rekiny, organizują imprezy z przebierankami z okazji przepłynięcia równika, próbują łapać albatrosy i tylko od czasu do czasu zdarza im się zatopić jakiś statek. Brzmi zupełnie jak skrót powieści o karaibskich piratach, a nie o marynarzach dumnej Kriegsmarine. Ciekawie przedstawiono codzienną służbę na okręcie „od kuchni”, a także przygotowania i treningi przez wypłynięciem w misję. Przyznam, że zanim przeczytałem pierwszą stronę książki, już byłem uprzedzony co do stylu autora. Spodziewałem się „suchego” żołnierskiego języka, żywcem wziętego z raportów składanych przełożonym. Fragmentami rzeczywiście tak było, ale trzeba też dodać, że podczas lektury zdarzały się także przebłyski literackiego talentu, o który trudno by podejrzewać niemieckiego służbistę. Tekst skrzy się nawet odrobiną humoru, na przykład gdy niemieccy marynarze dla zmylenia wroga postanawiają nazwać swój okręt… „Wiaczesław Mołotow” (Sowieci byli wówczas neutralni, dlatego „Kormoran” podszywał się pod nich przez cały rejs przez Atlantyk. Na Oceanie Indyjskim banderę radziecką zastąpiła japońska, a następnie holenderska). Nie wiem, na ile język powieści jest zasługą Detmersa, a ile od siebie dodali redaktorzy i autor przekładu Marek Jurczyński (podziękowanie za fachowe przypisy). W każdym razie książkę czyta się przyjemnie i przeczytanie niewiele ponad dwustu stron zajęło mi zaledwie dwa popołudnia. Książka jest w twardej oprawie, strony są szyte, a między okładkami znajdziemy kilkanaście fotografii i schemat techniczny „Kormorana”. Niestety wydawcy nie ustrzegli się wpadek. Od drobnych literówek (na przykład Gotehafen zamiast Gotenhafen) po brakujące w spisie treści dwa rozdziały. Błędy są także w wspomnianym schemacie tytułowego okrętu. Szkoda, że nie dodano mapki obrazującej rejs „Kormorana”. Aż się o to prosiło, ponieważ trudno wymagać od Czytelnika, aby śledził lekturę z mapą akwenów w drugiej ręce, by po współrzędnych poznać miejsca zatopienia upolowanych przez niemiecki okręt statków. Nie są to jednak niedociągnięcia, które odwiodą miłośników tego typu lektury od sięgnięcia po wspomnienia komandora Detmersa. Warto!
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na 6 2 lata temu
10 lat i 20 dni. Wspomnienia 1935-1945 Karl Dönitz
10 lat i 20 dni. Wspomnienia 1935-1945
Karl Dönitz
Nie jestem wielbicielem morza. Opisy bitew wielkich okrętów II wojny światowej, którymi pasjonował się w swojej "Drugiej wojnie światowej" Churchill, omijałem szerokim łukiem. Tym większym zaskoczeniem była dla mnie ta pozycja. Zaskoczeniem pozytywnym. Książka, mimo solidnego rozmiaru pisana jest w sposób daleki od marynistycznej manii. Tak, wiem czytałem opinie o ciężkim stylu autora. Z wielu wątpliwości, które mam wobec książki, tego akurat nie będę autorowi zarzucał. Znacznie większym problemem jest filtr niemieckiego żołnierza. Po książce powstałej ponad 10 lat po wojnie, spodziewałem się spowiedzi, a natrafiłem na mowę obrończą. W wielu miejscach nieudolną, choć po drugiej wojnie światowej trudno było zapewne znaleźć "udolne" argumenty. Autor w mowie końcowej wysnuwa dość logiczne wnioski o demokracji i systemie wodzowskim, ale w kontekście całej książki nie brzmi to dobrze. Co gorsza przebija w książce myśl o starciu dwóch wielkich sił, Niemców i Anglosasów. Ci drudzy nie daliby Niemcom się rozwijać w spokoju, więc wybuch wojny był nieunikniony. O aneksji Czechosłowacji i ataku na Polskę, admirał najwyraźniej zapomniał. O Hitlerze czy relacjach z nim autor nie rozpisuje się nadto. Może rzeczywiście kontakty były zdawkowe (trudne do uwierzenia), ale nazywanie Hitlera, fuhrerem, tyle lat po wojnie, osobiście interpretuję symbolicznie. Rozdział dotyczący kapitulacji i przejęcia władzy po śmierci Hitlera uznaję za najbardziej rozczarowujący. Zapewne w skali zarządzania flotą przez lata wojny, ten ostatni miesiąc wydawał się Donitz'owi najmniej ciekawy. Z mojej perspektywy to największe niedopatrzenie autora. Ten ostatni miesiąc, gdy rozpadało się nazistowskie marzenie jest z dzisiejszego oglądu najbardziej interesujący. Autor przeskakuje przez ten czas pobieżnie, na dodatek myli nazwisko protektora Czech i Moraw, a następnie przypisuje mu jak najlepsze chęci (spoiler: ostatni protektor Czech i Moraw za zbrodnie wojenne został skazany na śmierć w Norymberdze). Wciąż warto.
radolfo537d - awatar radolfo537d
ocenił na 7 3 lata temu

Cytaty z książki Ostatni z Cuszimy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ostatni z Cuszimy


Ciekawostki historyczne