rozwiń zwiń
Wróć na stronę książki

Oceny książki RPA - kraj niespodzianek

Średnia ocen
5,0 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


Sortuj:
avatar
41
41

Na półkach:

Opis dwutygodniowej podróży autorki, na krótko przed Mistrzostwami Piłkarskimi w 2010. Wynajętym samochodem przejechane kilkaset kilometrów, zwiedzone kilka parków. Dużo zdjęć, mało historii samego RPA, czyta się szybko, trochę przygód z podróży.
Raczej mało wskazówek dla osób podróżujących, bardziej traktowałabym to jako wspominki rodzinne.

Opis dwutygodniowej podróży autorki, na krótko przed Mistrzostwami Piłkarskimi w 2010. Wynajętym samochodem przejechane kilkaset kilometrów, zwiedzone kilka parków. Dużo zdjęć, mało historii samego RPA, czyta się szybko, trochę przygód z podróży.
Raczej mało wskazówek dla osób podróżujących, bardziej traktowałabym to jako wspominki rodzinne.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
67
48

Na półkach:

Książka bardzo słaba. Opis meldowań i wymeldowań się z hoteli w RPA, mało tak naprawdę można się dowiedzieć o RPA.

Książka bardzo słaba. Opis meldowań i wymeldowań się z hoteli w RPA, mało tak naprawdę można się dowiedzieć o RPA.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
255
9

Na półkach: , ,

Zapowiadało się ciekawie... podróż autem wszerz i wzdłuż RPA + zdjęcia. Wspaniała przyroda... i ten zagmatwany, jedyny w swoim rodzaju splot historycznych i społecznych ekstremali.
Niestety... kompletna klapa. Próbowałem mocno odpychać myśl, że autorka książki wydało sobie we własnym wydawnictwie prywatny album wspominkowy, bez charakteru, bez natchnienia, bez oryginalności. Podróż trwa dwa tygodnie, w czasie których autorka, jej partner i syn przejeżdżają kilka tysięcy kilometrów. Powoduje to, że wciąż są w biegu, wciąż spóźnieni, to wpadną na 2 godziny do parku narodowego, to szybko zrobią kilka fotek nad magicznymi wodospadami, to zajada na chwilę pod bajeczny stadion. W ten sposób kraju i ludzi poznać nie można i to widać na kartach książki, która jest po prostu płytka. Jest zapisem podroży bogatych turystów, których fascynuje pseudo-etniczny taniec plemienny w hotelu (bywający na agencyjnych wakacjach znają to jako wieczorek grecki, arabski, turecki...błłłłeeeee) i zakup pierścionka u jubilera w hipermarkecie. Nie mam nic przeciw posiadaniu i wydawaniu pieniędzy. W tym jednak przypadku wpłynęło to klimat podróży. Turyści nadrabiają kilkaset kilometrów, by za bajońska sumę kupić aparat w hipermarkecie. Nie mają jednak czasu na chwilę refleksji w dżungli, w zagubionym miasteczku, w metropolitalnym gwarze. Tam nie ma ani krzty ducha miejsc, w których byli. Bo być nie może, bo wszystko za szybko, zbyt powierzchownie, zbyt "by zaliczyć". Japońscy turyści z polskimi paszportami.

Podejściu do podroży towarzyszy też - w sensie negatywnym - język narracji - sztywny i jednostajny oraz - co też było wielkim rozczarowaniem - marne zdjęcia...pocztówki z wakacji. Antylopa pod drzewem - to można zrobić w zoo, bez konieczności wyjazdu na koniec Świata. Stadion w Durbanie - to można zobaczyć w Wikipedii... Brak fotograficznego oka, fotograficznej poetyki, nie ma ducha, ani osobistego zaangażowania autorki. Wszystko to pamiątkowy album. Tylko po co to publikować?

Zapowiadało się ciekawie... podróż autem wszerz i wzdłuż RPA + zdjęcia. Wspaniała przyroda... i ten zagmatwany, jedyny w swoim rodzaju splot historycznych i społecznych ekstremali.
Niestety... kompletna klapa. Próbowałem mocno odpychać myśl, że autorka książki wydało sobie we własnym wydawnictwie prywatny album wspominkowy, bez charakteru, bez natchnienia, bez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to