Czuć, że opowiadania zostały napisane dość dawno temu, bo na współczesnym czytelniku mogą nie zrobić wrażenia. Pierwsze dwa musiałam pominąć ze względu na język, który był dla mnie prawie całkiem niezrozumiały. Jedno opowiadanie bardzo mi się spodobało, to o krzyczących włosach. Reszta to w dużej mierze bajki.
Czuć, że opowiadania zostały napisane dość dawno temu, bo na współczesnym czytelniku mogą nie zrobić wrażenia. Pierwsze dwa musiałam pominąć ze względu na język, który był dla mnie prawie całkiem niezrozumiały. Jedno opowiadanie bardzo mi się spodobało, to o krzyczących włosach. Reszta to w dużej mierze bajki.
Widać w tej książce znaki czasów, i to wielorakiego rodzaju. Wydanie z 1983 roku jest okrutnie liche, chociaż na szczęście mój egzemplarz nie był intensywnie czytany i jakoś się trzyma. Fakt, że było wzorowane na wydaniu z 1949 roku, widać w notach o autorach na końcu, gdzie o Rzewuskim pisze się jako o przedstawicielu "klasy feudałów" i "najskrajniejszej reakcji". Jeśli chodzi o same nowele/opowiadania, niektóre są interesujące jedynie ze względów historycznych, ale są i takie, które dotąd zachowały świeżość i smak. Najlepsze wydają mi się "Włosy krzyczące na głowie" Barszczewskiego i "Narożna kamienica" Korzeniowskiego, oba zresztą uwzględnione również w PIW-owskiej antolologii opowieści niesamowitych.
Dwie historie Ossolińskiego, sławnego jako jeden z pierwszych, którzy opracowywali literacko wątki ludowe (aby je wykpić) czytało mi się jakoś nadzwyczaj ciężko. Czy to język język XVIII-wieczny, czy gawędziarska maniera, czy pokrętność szyderstwa, nie wiem, w każdym razie "Nie użyje, nie zje, nie spije... diabeł przyleci i porwie" szło mi jak po grudzie. Ze względu na silny polemiczny charakter i krytykę zarówno skąpstwa, jak i przesądów, chyba trąci to już myszką.
Potockiego jest wyrywek z "Rękopisu znalezionego w Saragossie", zawsze mile widziany. Tytułowe "Ja gorę" reakcyjnego feudała Rzewuskiego dosyć przejmujące, choćby ze względu na te słowa użyte w tytule i wielokrotnie w treści opowiadania. "Lekarz magnetyczny" Dzierzkowskiego wydaje się korzystać (dosyć zgrabnie, trzeba powiedzieć) z okrzepłych już konwencji opowiadania fantastycznego. "Zachariaszek" Barszczewskiego i "Grobowiec bez napisu" Tripplina to szlachecko-dworkowe gawędy, przy czym tekst Tripplina maluje dosyć ciekawie się czytającą postać parszywego szlachetki. "Paliwoda" Sztyrmera to gawęda po prostu, sowizdrzalska fantasmagoria rodem z bajek o krainie absurdu (pojedynek na beczkach z prochem, jazda na delfinie, zgubne w skutkach uczłowieczanie syreny winem).
Najsłabsze, bo najbardziej pretensjonalne, wydały mi się "Biała róża Pinettiego" Grozy (o tyle jeszcze ciekawa, że ckliwy melodramat łączy z groteskowymi wyczynami Pinettiego) i "Gra w szachy" Libelta, rozwleczona strasznie, sypiąca rozlicznymi kliszami i irytująco naiwna.
Widać w tej książce znaki czasów, i to wielorakiego rodzaju. Wydanie z 1983 roku jest okrutnie liche, chociaż na szczęście mój egzemplarz nie był intensywnie czytany i jakoś się trzyma. Fakt, że było wzorowane na wydaniu z 1949 roku, widać w notach o autorach na końcu, gdzie o Rzewuskim pisze się jako o przedstawicielu "klasy feudałów" i "najskrajniejszej reakcji"....
Opowiadania do tego zbioru wybrał Julian Tuwim, ale pochodzą z czasów o wiele wcześniejszych — najstarsi Autorzy tekstów żyli w osiemnastym wieku, najmłodszy zmarł grubo przed końcem dziewiętnastego.
Opowiadania zróżnicowane — pochodzą wszak z różnych epok. Raczej fantasy, o SF nawet nie ma co mówić (obecnie trudno tak nazwać pomysł udania się na Księżyc balonem). Dość często pojawia się diabeł, jeśli nie osobiście, to przynajmniej w opowieści. Niekiedy teksty ciekawe, ale czasem musiałam się przedzierać przez rozmemłane westchnienia jakiegoś zakochanego młodzieńca. W jednym przypadku bohater zachowywał się tak głupio, że nie doczytałam do końca, niespecjalnie interesowały mnie przygody idioty, który słabo sobie radzi z liczeniem do stu (a czytać umiał, podobno nawet interesował się matematyką). Najbardziej spodobały mi się dwa opowiadania Jana Barszczewskiego — jedno nawet oparte na interesującym pomyśle, który i dzisiaj mógłby znaleźć uznanie.
Nieco więcej tutaj: http://finklaczyta.blogspot.com/2017/03/ja-gore-stara-antologia-fantastyczna.html
Opowiadania do tego zbioru wybrał Julian Tuwim, ale pochodzą z czasów o wiele wcześniejszych — najstarsi Autorzy tekstów żyli w osiemnastym wieku, najmłodszy zmarł grubo przed końcem dziewiętnastego.
Opowiadania zróżnicowane — pochodzą wszak z różnych epok. Raczej fantasy, o SF nawet nie ma co mówić (obecnie trudno tak nazwać pomysł udania się na Księżyc balonem). Dość...
Szczególną uwagę zwraca na siebie utwór Rzewuskiego pt. "Ja gorę". Fascynujące początki konwencji gotyckiej w Polsce, a wszystko okraszone gawędowym stylem! Znajdziemy tutaj elementy demonologii ludowej (jest coś w ostatnim opowiadaniu Pogorzelskiego z drugiej części "Dziadów" Mickiewicza), a przede wszystkim widzimy, że świat postrzegano dualistyczne: jako wspólnotę żywych i umarłych. Utwór zawiera w sobie trzy historie, z czego prawdziwą grozę budzi ostatnie, dotyczy historii zamku, w którym doszło do zabójstwa pary małżeńskiej oraz kapłana, który pobłogosławił związek.
Szczególną uwagę zwraca na siebie utwór Rzewuskiego pt. "Ja gorę". Fascynujące początki konwencji gotyckiej w Polsce, a wszystko okraszone gawędowym stylem! Znajdziemy tutaj elementy demonologii ludowej (jest coś w ostatnim opowiadaniu Pogorzelskiego z drugiej części "Dziadów" Mickiewicza), a przede wszystkim widzimy, że świat postrzegano dualistyczne: jako wspólnotę żywych...
Czuć, że opowiadania zostały napisane dość dawno temu, bo na współczesnym czytelniku mogą nie zrobić wrażenia. Pierwsze dwa musiałam pominąć ze względu na język, który był dla mnie prawie całkiem niezrozumiały. Jedno opowiadanie bardzo mi się spodobało, to o krzyczących włosach. Reszta to w dużej mierze bajki.
Czuć, że opowiadania zostały napisane dość dawno temu, bo na współczesnym czytelniku mogą nie zrobić wrażenia. Pierwsze dwa musiałam pominąć ze względu na język, który był dla mnie prawie całkiem niezrozumiały. Jedno opowiadanie bardzo mi się spodobało, to o krzyczących włosach. Reszta to w dużej mierze bajki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWidać w tej książce znaki czasów, i to wielorakiego rodzaju. Wydanie z 1983 roku jest okrutnie liche, chociaż na szczęście mój egzemplarz nie był intensywnie czytany i jakoś się trzyma. Fakt, że było wzorowane na wydaniu z 1949 roku, widać w notach o autorach na końcu, gdzie o Rzewuskim pisze się jako o przedstawicielu "klasy feudałów" i "najskrajniejszej reakcji". Jeśli chodzi o same nowele/opowiadania, niektóre są interesujące jedynie ze względów historycznych, ale są i takie, które dotąd zachowały świeżość i smak. Najlepsze wydają mi się "Włosy krzyczące na głowie" Barszczewskiego i "Narożna kamienica" Korzeniowskiego, oba zresztą uwzględnione również w PIW-owskiej antolologii opowieści niesamowitych.
Dwie historie Ossolińskiego, sławnego jako jeden z pierwszych, którzy opracowywali literacko wątki ludowe (aby je wykpić) czytało mi się jakoś nadzwyczaj ciężko. Czy to język język XVIII-wieczny, czy gawędziarska maniera, czy pokrętność szyderstwa, nie wiem, w każdym razie "Nie użyje, nie zje, nie spije... diabeł przyleci i porwie" szło mi jak po grudzie. Ze względu na silny polemiczny charakter i krytykę zarówno skąpstwa, jak i przesądów, chyba trąci to już myszką.
Potockiego jest wyrywek z "Rękopisu znalezionego w Saragossie", zawsze mile widziany. Tytułowe "Ja gorę" reakcyjnego feudała Rzewuskiego dosyć przejmujące, choćby ze względu na te słowa użyte w tytule i wielokrotnie w treści opowiadania. "Lekarz magnetyczny" Dzierzkowskiego wydaje się korzystać (dosyć zgrabnie, trzeba powiedzieć) z okrzepłych już konwencji opowiadania fantastycznego. "Zachariaszek" Barszczewskiego i "Grobowiec bez napisu" Tripplina to szlachecko-dworkowe gawędy, przy czym tekst Tripplina maluje dosyć ciekawie się czytającą postać parszywego szlachetki. "Paliwoda" Sztyrmera to gawęda po prostu, sowizdrzalska fantasmagoria rodem z bajek o krainie absurdu (pojedynek na beczkach z prochem, jazda na delfinie, zgubne w skutkach uczłowieczanie syreny winem).
Najsłabsze, bo najbardziej pretensjonalne, wydały mi się "Biała róża Pinettiego" Grozy (o tyle jeszcze ciekawa, że ckliwy melodramat łączy z groteskowymi wyczynami Pinettiego) i "Gra w szachy" Libelta, rozwleczona strasznie, sypiąca rozlicznymi kliszami i irytująco naiwna.
Widać w tej książce znaki czasów, i to wielorakiego rodzaju. Wydanie z 1983 roku jest okrutnie liche, chociaż na szczęście mój egzemplarz nie był intensywnie czytany i jakoś się trzyma. Fakt, że było wzorowane na wydaniu z 1949 roku, widać w notach o autorach na końcu, gdzie o Rzewuskim pisze się jako o przedstawicielu "klasy feudałów" i "najskrajniejszej reakcji"....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowiadania do tego zbioru wybrał Julian Tuwim, ale pochodzą z czasów o wiele wcześniejszych — najstarsi Autorzy tekstów żyli w osiemnastym wieku, najmłodszy zmarł grubo przed końcem dziewiętnastego.
Opowiadania zróżnicowane — pochodzą wszak z różnych epok. Raczej fantasy, o SF nawet nie ma co mówić (obecnie trudno tak nazwać pomysł udania się na Księżyc balonem). Dość często pojawia się diabeł, jeśli nie osobiście, to przynajmniej w opowieści. Niekiedy teksty ciekawe, ale czasem musiałam się przedzierać przez rozmemłane westchnienia jakiegoś zakochanego młodzieńca. W jednym przypadku bohater zachowywał się tak głupio, że nie doczytałam do końca, niespecjalnie interesowały mnie przygody idioty, który słabo sobie radzi z liczeniem do stu (a czytać umiał, podobno nawet interesował się matematyką). Najbardziej spodobały mi się dwa opowiadania Jana Barszczewskiego — jedno nawet oparte na interesującym pomyśle, który i dzisiaj mógłby znaleźć uznanie.
Nieco więcej tutaj: http://finklaczyta.blogspot.com/2017/03/ja-gore-stara-antologia-fantastyczna.html
Opowiadania do tego zbioru wybrał Julian Tuwim, ale pochodzą z czasów o wiele wcześniejszych — najstarsi Autorzy tekstów żyli w osiemnastym wieku, najmłodszy zmarł grubo przed końcem dziewiętnastego.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowiadania zróżnicowane — pochodzą wszak z różnych epok. Raczej fantasy, o SF nawet nie ma co mówić (obecnie trudno tak nazwać pomysł udania się na Księżyc balonem). Dość...
Szczególną uwagę zwraca na siebie utwór Rzewuskiego pt. "Ja gorę". Fascynujące początki konwencji gotyckiej w Polsce, a wszystko okraszone gawędowym stylem! Znajdziemy tutaj elementy demonologii ludowej (jest coś w ostatnim opowiadaniu Pogorzelskiego z drugiej części "Dziadów" Mickiewicza), a przede wszystkim widzimy, że świat postrzegano dualistyczne: jako wspólnotę żywych i umarłych. Utwór zawiera w sobie trzy historie, z czego prawdziwą grozę budzi ostatnie, dotyczy historii zamku, w którym doszło do zabójstwa pary małżeńskiej oraz kapłana, który pobłogosławił związek.
Szczególną uwagę zwraca na siebie utwór Rzewuskiego pt. "Ja gorę". Fascynujące początki konwencji gotyckiej w Polsce, a wszystko okraszone gawędowym stylem! Znajdziemy tutaj elementy demonologii ludowej (jest coś w ostatnim opowiadaniu Pogorzelskiego z drugiej części "Dziadów" Mickiewicza), a przede wszystkim widzimy, że świat postrzegano dualistyczne: jako wspólnotę żywych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to