Doprawdy nie wiem dlaczego autor uparł się by zatytułować książkę "Uparty kotek". Właściwie uparty jest przez chwilkę. Jasne, że pociągnęło to za sobą całą lawinę zdarzeń, ale bardziej by pasowało "Zagubiony kotek". Wtedy pewnie nie byłoby takiego morału - słuchaj swoich opiekunów... ewentualnie nie chodź sam do lasu. Phi! Lis nie raz, nie dwa był sam w lesie. Nooo zgubiłem się dwa razy, ale nigdy nie permanentnie :) I zawsze wiedziałem, że jestem lisem... kotek nie wiedział, że jest kotkiem.
Rozkoszniutka jest ta historyjka. Musiała być popularna skoro zdecydowano się aż na trzy wydania. Czytałem to najmłodsze z 1961 roku, z ilustracjami Zofii Fijałkowskiej. Obrazek na którym kotek siedzi na pieńku i płacze, jest taaaaka rozczulająca. Oczywiście wszystko się dobrze kończy a kotek dostaje nauczkę.
Kolejna książeczka z archiwum literatury dziecięcej. Te książeczki za jakiś czas pójdą w zapomnienie. Nikt ich nie wznowi, znikną drugiego obiegu. Szkoda ich.
Doprawdy nie wiem dlaczego autor uparł się by zatytułować książkę "Uparty kotek". Właściwie uparty jest przez chwilkę. Jasne, że pociągnęło to za sobą całą lawinę zdarzeń, ale bardziej by pasowało "Zagubiony kotek". Wtedy pewnie nie byłoby takiego morału - słuchaj swoich opiekunów... ewentualnie nie chodź sam do lasu. Phi! Lis nie raz, nie dwa był sam w lesie. Nooo zgubiłem...
Dziś u mnie bajka, ale nie taka zwykła bajka. Jest to książka z mojego dzieciństwa, którą moi bliscy czytali mi codziennie na dobranoc. Odnalazłam ją dopiero teraz po wielu latach i bardzo żałuję, że nie posiadam wersji papierowej. Pojawiła się u mnie silna potrzeba, by do niej wrócić.
W czasie ostatnich warsztatów na których byłam doświadczyłam poczucia, że nie radzę sobie ze smutkiem, gdyż w dzieciństwie nikt nie nauczył mnie z nim obcować. Pamiętam, że zawsze, gdy czytano mi tą książkę, gdy tylko kotek gubił się w lesie, ja zaczynałam płakać, więc osoba, która mi czytała, przerzucała strony do momentu, gdy kotek się znajdował.
Dziś postanowiłam zmierzyć się z tą bajką, oraz przepracować swój własny wewnętrzny smutek, który nieustannie i bez potrzeby, towarzyszył mi w życiu.
Bajka jest dość krótka - Kiedy kotek gubi się dziewczynce, spotyka różne zwierzątka, które próbują mu pomóc wrócić do domu.
Książeczka kończy się optymistycznie i płynie z niej morał:
"- Nigdy, przenigdy nie pójdę sam do lasu!"
Cieszę się, że po tylu latach mogłam do niej wrócić <3
Dziś u mnie bajka, ale nie taka zwykła bajka. Jest to książka z mojego dzieciństwa, którą moi bliscy czytali mi codziennie na dobranoc. Odnalazłam ją dopiero teraz po wielu latach i bardzo żałuję, że nie posiadam wersji papierowej. Pojawiła się u mnie silna potrzeba, by do niej wrócić.
Doprawdy nie wiem dlaczego autor uparł się by zatytułować książkę "Uparty kotek". Właściwie uparty jest przez chwilkę. Jasne, że pociągnęło to za sobą całą lawinę zdarzeń, ale bardziej by pasowało "Zagubiony kotek". Wtedy pewnie nie byłoby takiego morału - słuchaj swoich opiekunów... ewentualnie nie chodź sam do lasu. Phi! Lis nie raz, nie dwa był sam w lesie. Nooo zgubiłem się dwa razy, ale nigdy nie permanentnie :) I zawsze wiedziałem, że jestem lisem... kotek nie wiedział, że jest kotkiem.
Rozkoszniutka jest ta historyjka. Musiała być popularna skoro zdecydowano się aż na trzy wydania. Czytałem to najmłodsze z 1961 roku, z ilustracjami Zofii Fijałkowskiej. Obrazek na którym kotek siedzi na pieńku i płacze, jest taaaaka rozczulająca. Oczywiście wszystko się dobrze kończy a kotek dostaje nauczkę.
Kolejna książeczka z archiwum literatury dziecięcej. Te książeczki za jakiś czas pójdą w zapomnienie. Nikt ich nie wznowi, znikną drugiego obiegu. Szkoda ich.
Doprawdy nie wiem dlaczego autor uparł się by zatytułować książkę "Uparty kotek". Właściwie uparty jest przez chwilkę. Jasne, że pociągnęło to za sobą całą lawinę zdarzeń, ale bardziej by pasowało "Zagubiony kotek". Wtedy pewnie nie byłoby takiego morału - słuchaj swoich opiekunów... ewentualnie nie chodź sam do lasu. Phi! Lis nie raz, nie dwa był sam w lesie. Nooo zgubiłem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to230 - Uparty kotek - Iwan Biełyszew - 1956 rok
#91/52/2019
Dziś u mnie bajka, ale nie taka zwykła bajka. Jest to książka z mojego dzieciństwa, którą moi bliscy czytali mi codziennie na dobranoc. Odnalazłam ją dopiero teraz po wielu latach i bardzo żałuję, że nie posiadam wersji papierowej. Pojawiła się u mnie silna potrzeba, by do niej wrócić.
W czasie ostatnich warsztatów na których byłam doświadczyłam poczucia, że nie radzę sobie ze smutkiem, gdyż w dzieciństwie nikt nie nauczył mnie z nim obcować. Pamiętam, że zawsze, gdy czytano mi tą książkę, gdy tylko kotek gubił się w lesie, ja zaczynałam płakać, więc osoba, która mi czytała, przerzucała strony do momentu, gdy kotek się znajdował.
Dziś postanowiłam zmierzyć się z tą bajką, oraz przepracować swój własny wewnętrzny smutek, który nieustannie i bez potrzeby, towarzyszył mi w życiu.
Bajka jest dość krótka - Kiedy kotek gubi się dziewczynce, spotyka różne zwierzątka, które próbują mu pomóc wrócić do domu.
Książeczka kończy się optymistycznie i płynie z niej morał:
"- Nigdy, przenigdy nie pójdę sam do lasu!"
Cieszę się, że po tylu latach mogłam do niej wrócić <3
https://www.facebook.com/zaczytanaeliza/photos/a.1656801191286441/2207991442834077/?type=3&theater
230 - Uparty kotek - Iwan Biełyszew - 1956 rok
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to#91/52/2019
Dziś u mnie bajka, ale nie taka zwykła bajka. Jest to książka z mojego dzieciństwa, którą moi bliscy czytali mi codziennie na dobranoc. Odnalazłam ją dopiero teraz po wielu latach i bardzo żałuję, że nie posiadam wersji papierowej. Pojawiła się u mnie silna potrzeba, by do niej wrócić.
W czasie ostatnich...