Rosja od kuchni to najapetyczniejsza książka, którą przeczytałem w tym roku.
Autor spisał historie wielu ludzi, którzy żyli w ZSRR i pamiętają czasy od chwili jego powstania, do jesieni ludów, kiedy ostatnie imperium upadło.
Dodaje, że znajdują się tam ciekawe przepisy, które używano w Związku Radzieckim. Zapewne, gdyby nie obecna sytuacja w Rosji, to pewnie pojechałbym do Moskwy i skosztował ich pyszności, jest tym: Kotlet Pożarski po carsku, sałatka owocowa.
Zjadłbym też przysmak ostatniego cara Mikołaja I Romanowa, lecz bez dodatku rumu, wolę wariant z galaretką. Mówię o Macédoine.
Słyszeliście kiedyś o dżemie z orzechów? Ja nigdy. Skosztowałbym z ochotą.
To nie tylko książka z przepisami, gustami kulinarnymi przywódców ZSRR, ale też historie wodzów i opis dziejów Związku Sowieckiego.
Wiem jedno! Na pewno nigdy w życiu bym nie wziął do ust zupy słowiańskiej. Dlaczego? Chodzi o skład. Jednakże nie będę wdawał się w szczegóły. Przeczytajcie sami!
Kolejna książka na 34 rocznicę upadku ZSRR, która jest niebawem! No i na 103 rocznicę jego powstania...
Rewelacyjna i apetyczna. Aż ślinka leci na widok fotografii niektórych potraw.
Rosja od kuchni to najapetyczniejsza książka, którą przeczytałem w tym roku.
Autor spisał historie wielu ludzi, którzy żyli w ZSRR i pamiętają czasy od chwili jego powstania, do jesieni ludów, kiedy ostatnie imperium upadło.
Dodaje, że znajdują się tam ciekawe przepisy, które używano w Związku Radzieckim. Zapewne, gdyby nie obecna sytuacja w Rosji, to pewnie pojechałbym...
„Ale chodź Kosmonauci uwielbiali kuchnie Mamanii, jej dania nie mogły polecieć w kosmos”.
Co jadał Lenin? Kto mu gotował?
W tym reportażu znajdziecie odpowiedź na te i wiele innych pytań. Autor z humorem pokazuje co się znajdowało na talerzach w Rosji, a na dodatek łączy to z historią i wieloma ciekawostkami.
Przywódcy rosyjscy jak na tamte czasy mieli wysublimowany smak. Co najbardziej przeraża, to „talerze” zwykłych ludzi. W czasach panującego głodu byli w stanie zjeść „wszystko”.
Świetny reportaż, który czyta się fantastycznie. Autor jak zwykle nie zawiódł.
„Ale chodź Kosmonauci uwielbiali kuchnie Mamanii, jej dania nie mogły polecieć w kosmos”.
Co jadał Lenin? Kto mu gotował?
W tym reportażu znajdziecie odpowiedź na te i wiele innych pytań. Autor z humorem pokazuje co się znajdowało na talerzach w Rosji, a na dodatek łączy to z historią i wieloma ciekawostkami.
Przywódcy rosyjscy jak na tamte czasy mieli wysublimowany...
Kto by pomyślał, że ja kompletna noga kulinarna. Ja który poza prostymi przepisami będę zachwycony książką którą w dużej mierze traktuje o kuchni pewnego „kraju”. A jednak reportaż jest na tyle wybitny, że zerwałem nockę żeby go przeczytać!
Kuchnia tu jest jakby pewnym punktem odniesienia do opowiedzenia pewnych historii i zrobiono to bardzo sprawnie. Nic nie jest tu na siłę. Głównymi bohaterami są głównie kucharze a głównym tematem jest wszystko co kręci się w szeroko rozumianym około jedzeniowym temacie. Mamy tu zatem np temat wielkiego głodu na Ukrainie, kolacji na której podjęto decyzję o rozwiązaniu ZSRR, tego co jedli radzieccy kosmonauci (m.in Jurij Gagarin) czy wojna w Afganistanie z punktu widzenia kucharki.
Koniecznie przygotujcie paczkę chusteczek bo będą potrzebne. Najtrudniejsza ale i też nieciekawsze moim zdaniem była historia kucharek z Czarnobyla.
Polecam książkę wszystkim bo ile tu wiedzy!!!!
Fantastyczna!
Z drobnych mankamentów to bardzo brakuje mi tu przypisów w tekście ale nie umniejsza to mojej frajdy z poznania tych opowieści.
Kto by pomyślał, że ja kompletna noga kulinarna. Ja który poza prostymi przepisami będę zachwycony książką którą w dużej mierze traktuje o kuchni pewnego „kraju”. A jednak reportaż jest na tyle wybitny, że zerwałem nockę żeby go przeczytać!
Kuchnia tu jest jakby pewnym punktem odniesienia do opowiedzenia pewnych historii i zrobiono to bardzo sprawnie. Nic nie jest tu na...
Dawno, bardzo dawno nie czytałam tak dobrego reportażu. Uśmiechnęłabym się z niedowierzaniem, gdyby ktoś powiedział mi, że przez 400 stron będę na granicy płaczu. Stron poświęconych mocarstwu, o którym w gruncie rzeczy nie wiem zbyt wiele (mgliste wspomnienia lekcji rozszerzonej historii na widok niektórych nazwisk/odhaczone). W dodatku od strony kulinarnej. Z całą moją miłością do tematyki herbu garnka i patelni - gula w gardle nie ma prawa urosnąć po zasięgnięciu wiedzy "co osoba XYZ jadła X lat temu". No otóż właśnie może.
Z Witoldem Szabłowskim zetknęłam się już przy okazji "Jak nakarmić dyktatora". I było to coś w rodzaju zbilansowanej pod każdym względem diety, która mimo iż wartościowa, nie do końca odpowiada kubkom smakowym. Co zadziałało na korzyść tym razem? Na pewno bliskość geograficzna (fakt, że "w pakiecie" z tytułowym krajem siłą rzeczy przytaczane są polskie akcenty), a także mnogość relacji pochodzących wprost od zwykłych ludzi. Rozdziały o charakterze cywilnym to zdecydowanie najlepsza - i moja ulubiona - część całej książki. Wspomnienia okresu wielkiego głodu, oblężenia Leningradu czy katastrofy czarnobylskiej prawdopodobnie długo nie wyjdą mi z głowy. Opowieści spod wspólnego, kulinarnego mianownika, stanowią pyszny przyczynek do refleksji nad rosyjską historią, społeczeństwem i dokonywanymi przemianami.
Zachwycam się również (i przestać nie umiem) przyjętą przez autora formą. Narracja modyfikowana w zależności od potrzeby - świetna sprawa. A to bezpośrednia relacja uczestnika wydarzeń, a to lekcja historii pod przewodnictwem pana Szabłowskiego; nie ma mowy o znużeniu. I jakże fantastyczny dodatek w postaci tematycznego wykazu przepisów. Większy przypływ kulinarnej kreatywności i jestem gotowa pokusić się o odtworzenie jakiegoś dania.
Na koniec walor z gatunku tych najpróżniejszych, ale grzechem byłoby o nim nie napomknąć - trzymanie tej książki to czysta przyjemność. Życzyłabym sobie, by każdy tytuł doczekał się tak przepysznego wydania. Ten papier, coś wspaniałego (smakowałam palcami, nie językiem ⚠️).
Dawno, bardzo dawno nie czytałam tak dobrego reportażu. Uśmiechnęłabym się z niedowierzaniem, gdyby ktoś powiedział mi, że przez 400 stron będę na granicy płaczu. Stron poświęconych mocarstwu, o którym w gruncie rzeczy nie wiem zbyt wiele (mgliste wspomnienia lekcji rozszerzonej historii na widok niektórych nazwisk/odhaczone). W dodatku od strony kulinarnej. Z całą moją...
Fascynująca i chwilami przerażająca książka śladami byłego ZSRR a raczej przywódców ZSRR oczami ich kucharzy, i reperkusje dotykające zwykłych ludzi. Głód na Ukrainie, deportacja Turków z Krymu choć zamieszkiwali Krym ponad 800 lat, życie w Czarnobylu w czasie katastrofy, etyczny kodeks prawdziwego kucharza, który spotkał się z prezydentem Nixonem i kręcił się przy tych Wielkich. Książka ważna, a sposób opowiedzenia kawału historii od strony kuchni fascynujący. Zdecydowanie polecam.
Do tych, którzy piszą o "kontrowersyjnej ocenie faktów historycznych", autor przytacza jedynie opinie swoich rozmówców, z których niektórzy nadal mają prawo myśleć, że ZSRR to ósmy cud świata (z bliska wielu rzeczy nie widać, podobnie i u nas). Ale obrażać się z tego powodu na książkę? Niepojęte.
Fascynująca i chwilami przerażająca książka śladami byłego ZSRR a raczej przywódców ZSRR oczami ich kucharzy, i reperkusje dotykające zwykłych ludzi. Głód na Ukrainie, deportacja Turków z Krymu choć zamieszkiwali Krym ponad 800 lat, życie w Czarnobylu w czasie katastrofy, etyczny kodeks prawdziwego kucharza, który spotkał się z prezydentem Nixonem i kręcił się przy tych...
„Rosja od kuchni”, ciekawy pomysł, choć moim zdaniem nie do końca udany. Tematyczne smaczki typu co jadał Lenin, Stalin czy Gagarin w kosmosie to momentami frapujący materiał, choć zyskałby na wartości, gdyby został zgłębiony. Muśnięcie historii, polityki i żywienia, potraktowane ogólnikowo sprawiają, że książkę czyta się lekko, co może przypadnie do gustu niektórym czytelnikom.
Sporo danych nie popartych żadnymi źródłami i kontrowersyjna interpretacja niektórych faktów historycznych powodują, że muszę odjąć kilka gwiazdek.
„Rosja od kuchni”, ciekawy pomysł, choć moim zdaniem nie do końca udany. Tematyczne smaczki typu co jadał Lenin, Stalin czy Gagarin w kosmosie to momentami frapujący materiał, choć zyskałby na wartości, gdyby został zgłębiony. Muśnięcie historii, polityki i żywienia, potraktowane ogólnikowo sprawiają, że książkę czyta się lekko, co może przypadnie do gustu niektórym...
👨🍳 Na początku myślisz: reportaż kulinarny, będzie o pasztecie i czaczy.Ale potem orientujesz się, że autor nie przyszedł tu robić pierogów – on tu odprawia polityczny sabat przy kuchennym stole.
🥄 Szabłowski nie szuka sensacji – on ją przyrządza. I to według receptury, która przypomina rosyjską kuchnię wojskową: jest siermiężnie, konkretnie, ale nagle bach! – pojawia się trufla. Tyle że w tej opowieści truflą może być cichy kucharz cara, który nie zdezerterował nawet przed plutonem egzekucyjnym.
🥵 Smak tej książki to historia podduszona w tłuszczu absurdu, doprawiona ideologią i podlana autentycznością. Stalin, który miał rzekomo jadać jak lud, jadał jak bogowie – a lud miał tylko wierzyć, że czuł smak tej samej zupy.
🥬 Na talerzu mamy nie tylko pasztety carskie i szaszłyki z daczy Stalina, ale też duszoną przeszłość – od Wielkiego Głodu po Czarnobyl. Kuchnia to tu broń, nie dodatek. Garnek zamienia się w megafon propagandy. I to takiej, która smakuje kłamstwem, ale pachnie domowo.
🍷 Każdy rozdział – to osobny „talerz”. A na nim: trochę humoru, szczypta grozy, i ogromny głód – nie tylko na jedzenie, ale na zrozumienie, jak przez żołądek zdobywa się narody.
📌 Szabłowski wchodzi do kuchni Rosji z rozmachem, ale i pokorą – wie, że za każdą potrawą stoi człowiek, a za każdym człowiekiem – historia, którą warto doprawić empatią.
📈 Dla mnie: 8/10 polityczny bigos, który bulgocze długo i zostawia smak długo po ostatnim kęsie.
Szabłowski po raz kolejny pokazuje, że historia lepiej smakuje, gdy się ją opowie przez żołądek. Ale uważaj: można się nią zadławić.
👁 talerze imperium, podane na szybko 👁
🍽 Talerz I. Iwan Charitonow – kucharz cara wierny aż po grób (dosłownie – leżą w tej samej trumnie).
🍽 Talerz II. Kucharka Lenina kontra legenda o prostocie wodza – trochę wstyd, że miał służbę, ale przecież trzeba jakoś gotować rewolucję.
🍽 Talerz III. Hanna Basaraba – czyli jak zagłodzić naród i udawać, że to tylko post.
🍽 Talerz IV. U Stalina w górach – czacza leje się strumieniami, a kucharz śpiewa do ciasta.
🍽 Talerz V. Piękna i Beria – i nie, to nie bajka Disneya, tylko mroczny romans w cieniu zbrodni.
🍽 Talerz VI. Oblężony Leningrad – piekarz piekący chleb z niczego i dumy.
🍽 Talerz VII. Ekshumacja wojennego smaku – o tym, jak kuchnia frontowa bywała równie okrutna co pole bitwy.
🍽 Talerz VIII. Uczta w Jałcie – teatr geopolityki z deserem dla aliantów.
🍽 Talerz IX. Gagarin i jego kucharka – pierwszy człowiek w kosmosie jadł zupę. Symboliczne.
🍽 Talerz X. Kucharz Kremla – dyplomacja przez danie główne.
🍽 Talerz XI. Mama Nina – gotuje w Afganistanie, by leczyć dusze żołnierzy.
🍽 Talerz XII–XIV. Trzy powroty jednego kucharza – historia Wiktora Biełajewa to opowieść o lojalności, wódce i propagandzie.
🍽 Talerz XV. Gulasz z dzika – ostatnia wieczerza ZSRR, zanim imperium zjadło samo siebie.
🍽 Talerz XVI. Spirydon Putin – kucharz z sanatorium, dziadek przyszłego władcy.
🍽 Talerz XVII. Krymskie czebureki i historia tatarskiej kuchni pisanej deportacją.
🍽 Talerz XVIII. Finał – historia zatacza koło. I znowu mamy kucharza, i znowu mamy imperium.
📦 Zdejmuję z półki (i z siebie kurz) 💡
🍴 Imperium na wolnym ogniu 🍴
👨🍳 Na początku myślisz: reportaż kulinarny, będzie o pasztecie i czaczy.Ale potem orientujesz się, że autor nie przyszedł tu robić pierogów – on tu odprawia polityczny sabat przy kuchennym stole.
🥄 Szabłowski nie szuka sensacji – on ją przyrządza. I to według receptury, która przypomina rosyjską kuchnię...
Na LC ma ocenę rewelacyjną ale mnie nie zachwyciła aż tak bardzo. Czytało mi się naprawdę dobrze, pomysł ciekawy, a wykonanie jeszcze lepsze. Szabłowski ani na moment nie zanudza, sprawnie przechodzi pomiędzy poszczególnymi wątkami. Dosyć fajnie łączy kuchnie elit z kuchnią zwykłych ludzi, a najciekawsze chyba były dla mnie opisy jak ludzie radzili sobie żywieniowo (a raczej jak nie radzili) w czasie wielkiego głody na Ukrainie, albo przy oblężeniu Leningradu. Czytając miałem poczucie, że treść jest mocno skondensowana, a książka w żadnym momencie nie jest przegadana. Porusza i wątki kulinarne i historyczne, lekkość miesza się z terrorem, a wszystko na tle pasjonującej historii Rosji/ZSRRR w XX i na początku XXI w. Choć bez zachwytów to na pewno polecam.
Na LC ma ocenę rewelacyjną ale mnie nie zachwyciła aż tak bardzo. Czytało mi się naprawdę dobrze, pomysł ciekawy, a wykonanie jeszcze lepsze. Szabłowski ani na moment nie zanudza, sprawnie przechodzi pomiędzy poszczególnymi wątkami. Dosyć fajnie łączy kuchnie elit z kuchnią zwykłych ludzi, a najciekawsze chyba były dla mnie opisy jak ludzie radzili sobie żywieniowo (a...
W tej książce dopina się razem naprawdę sporo. Pomysł, wykonanie, efekt końcowy. Autor zabiera nas w arcyciekawą podróż - po Rosji, ale strony kuchni. Ta podróż po XX-wiecznym państwie i jego historii - od upadku caratu, przez powstanie, rozwój, najlepsze lata i koniec ZSRR daje mnóstwo przyjemności.
Znajdą tu coś dla siebie miłośnicy historii, kulinariów (zarówno pichcenia, jak i samej historii niektórych potraw), kultury rosyjskiej (i nie tylko!).
Witold Szabłowski znalazł ciekawy sposób na przedstawienie dziejów, problemów społecznych oraz myślenia mieszkańców Rosji (oraz byłego ZSRR) z ostatniego stulecia. Autor zabiera czytelnika w prawdziwą ucztę po różnych zakątkach, w których najeść można się po korek. Przesytu nie ma, a nawet człowiek ma chęć na jeszcze jeden kawałek!
W tej książce dopina się razem naprawdę sporo. Pomysł, wykonanie, efekt końcowy. Autor zabiera nas w arcyciekawą podróż - po Rosji, ale strony kuchni. Ta podróż po XX-wiecznym państwie i jego historii - od upadku caratu, przez powstanie, rozwój, najlepsze lata i koniec ZSRR daje mnóstwo przyjemności.
Znajdą tu coś dla siebie miłośnicy historii, kulinariów (zarówno...
Wyrażenie " od kuchni" ma wiele znaczeń i Ta książka jest wielkim smaczkiem dla wielbicieli i historii i etnografii i kuchni i zawiera też wiele innych smaczków na temat naszego największego sąsiada. To prawdziwa uczta dla ciekawych Świata. Zajrzyj za zasłonę kuchni Rosji, a dowiesz się wiele więcej.....
Wyrażenie " od kuchni" ma wiele znaczeń i Ta książka jest wielkim smaczkiem dla wielbicieli i historii i etnografii i kuchni i zawiera też wiele innych smaczków na temat naszego największego sąsiada. To prawdziwa uczta dla ciekawych Świata. Zajrzyj za zasłonę kuchni Rosji, a dowiesz się wiele więcej.....
Książka ciekawa ale i bardzo trudna, ta okrutność tego kraju staje się w pewnym momencie nie do zniesienia. Byłoby "super fajnie" gdyby nie byłaby to bezdenna nieludzka tragedia. Czujemy się zagubieni wśród tych naszych poczciwych idealistycznych bohaterów żyjących w piekle.
Książka ciekawa ale i bardzo trudna, ta okrutność tego kraju staje się w pewnym momencie nie do zniesienia. Byłoby "super fajnie" gdyby nie byłaby to bezdenna nieludzka tragedia. Czujemy się zagubieni wśród tych naszych poczciwych idealistycznych bohaterów żyjących w piekle.
Czyta się doskonale, choć jedzenie z radzieckiego imperium wypadło niezbyt apetycznie (może z wyjątkiem przysmaków gruzińskich i kuchni krymskich Tatarów). W zbiorze chronologicznie ułożonych reportaży ("osiemnastu talerzy") zaglądamy najpierw do jadłospisu ostatniego cara Mikołaja II, przechodzimy przez ważne momenty z dziejów ZSRR (wielki głód na Ukrainie, oblężenie Leningradu, program lotów kosmicznych, Afganistan, Czarnobyl), a kończymy na współczesnych kremlowskich stołówkach, gdzie "samo to, że nikt cię nie ochrzania, to komplement". Jak wiadomo, to imperium budowano nie tyle nożem i chochlą, co przemocą i propagandą, więc i kucharze miewali ciężkie życie.
Czyta się doskonale, choć jedzenie z radzieckiego imperium wypadło niezbyt apetycznie (może z wyjątkiem przysmaków gruzińskich i kuchni krymskich Tatarów). W zbiorze chronologicznie ułożonych reportaży ("osiemnastu talerzy") zaglądamy najpierw do jadłospisu ostatniego cara Mikołaja II, przechodzimy przez ważne momenty z dziejów ZSRR (wielki głód na Ukrainie, oblężenie...
Ani tytuł, ani podtytuł, nie oddają istoty książki. Reporter (1980) opowiada głównie o ZSRR, o Rosji radzieckiej i jej peryferiach – np. Gruzji, Ukrainie*. Chronologicznie przybliża istotne wydarzenia XX stulecia, nomen omen od kuchni, od kulis, jednocześnie opowiadając o kulinariach, ale wyjąwszy smutną historię ostatniego cara (rozdz. I), która pełni rolę wstępu do części właściwej, tematem jest ZSRR, czyli Czerwone Imperium**. Nie mamy tu nic o początkach Rosji z okresu szalonego Iwana Groźnego ani wariactwach Piotra Wielkiego czy tłustej carycy Katarzyny (a byłoby o czym pisać). W takim wypadku tytuł powinien brzmieć: „ZSRR od kuchni”, i w sumie ciężko powiedzieć czemu się na to nie zdecydowano (?). Natomiast wstawienie do podtytułu sarkastycznego przymiotnika wskazującego na kolor – sygnalizującego ramy czasowe – nie ratowałby sprawy, bo jest on mocno wyrost: nie ma tu w zasadzie mowy o jakiejś inżynierii społecznej na bazie jedzenia. Jest pragmatyzm lat względnego dobrobytu i gospodarki niedoborów, proza życia i ekscesy władzy, która obaliwszy monarchię, przejęła jej zwyczaje żywieniowe***.
Jest to porządny zbiór reportaży, skleconych tak, aby luźno łączyły się w jedną całość****. Wszystkie rozdziały napisano żwawo, z wigorem, w dobrym stylu. Wszystkie czyta się naprawdę przyjemnie, z ciekawością, nawet jeśli dotyczą oklepanych tematów. W obszernych partiach autor oddaje głos swoim bohaterom, ale obrabia ich wypowiedzi, więc literacko jest to atrakcyjne.
Do tekstu wkradło się kilka błędów technicznych, warsztatowych, i niestety merytorycznych. Nie zmienia to faktu, że książka jest zdecydowanie dobra. Dla koneserów tematyki rosyjskiej, postradzieckiej, będzie być może zbyt ogólna, jednak osoby słabiej zorientowane przepadną bez reszty*****.
______________________
* Trochę w myśl zasady, że tam Rosja gdzie stanęła stopa ruskiego sołdata. Jest to jednocześnie odzwierciedlenie mentalności tamtejszego społeczeństwa, a co za tym idzie jego resentymentów, tak bardzo problematycznych w kwestii relacji z tzw. „bliską zagranicą”.
** Rozdział o kuchni krymskich Tatarów, opowiada ogólnie o ich losach w XX i XXI stuleciu, od II wojny światowej i deportacji do Azji Środkowej, poprzez powrót, po czasy zawieruchy na Ukrainie (od 2013).
*** W formie uproszczonej, ale oddającej istotę rzeczy, zwraca na to uwagę George Orwell, opisując wybryki świń w Folwarku zwierzęcym (1945). Każdy, kto zetknął się z twórczością Orwella po raz pierwszy za pośrednictwem pamiętnej kreskówki z ‘54 – oglądanej wielokrotnie na VHS-ie, w wieku zdecydowanie zbyt niedojrzałym by wiedzieć z czym ma się do czynienia – będzie miał przed oczami właśnie te sceny.
**** W końcówce części rozdziałów, autor stara się nawiązywać do kolejnego tematu lub zawiesza akcję, i tak łączy reportaże w jedną całość. Kilka razy powraca kremlowski kuchmistrz – Wiktor Biełajew – oraz wątek stalinowski.
***** Nostalgia za radzieckimi lodami, funkcjonująca w rosyjskich mediach społecznościowych, w ogóle się nie pojawia. Nie jest to też nic więcej, jak garść historii, które opowiadają o różnych, najczęściej trudnych wyzwaniach XX stulecia. To co czytamy na okładce, zdecydowanie wprowadza nas w błąd.
•
Jedzenie – podstawowa potrzeba fizjologiczna, fundament piramidy Maslowa, wpisana w codzienność każdego człowieka, stanowi dogodny pretekst do opowieści o różnych momentach z historii ZSRR, luźno bądź pierwszoplanowo nawiązując do kuchni.
W części reportaży jedzenie, kwestie kulinarne, problem dostępności produktów – są eksponowane bardziej, w innych mniej, i tam uwagę czytelnika kradną inne aspekty. Niestety, tytuł książki rozmija się z zawartością.
•
W różnych miejscach, między poszczególnymi podrozdziałami, lub na ich końcu, autor ładuje przepisy kulinarne, niekiedy zajmujące wiele stron. Byłoby chyba lepiej, gdyby wylądowały na końcu książki – czytanie ich nie jest pasjonujące, niewiele wnosi do tekstu głównego, i raczej nie zachęca do eksperymentów kulinarnych*.
To co najciekawsze, tj. dostępność produktów, ich gama, kuchnia domowa – pojawia się w książce w bardzo zawężonej formie. Byłoby fajnie, gdyby autor napisał tak: gospodyni domowa miała w latach takich a takich następujący wybór produktów, brakowało X i Y, Z było nieosiągalne. Radzono sobie z tym tak… Zestawienie siatki z zakupami z lat 30. i 80. byłoby bardzo ciekawe, podobnie z wykazaniem różnic: miasto a wieś. Niestety nie ma tutaj tego tyle, ile moglibyśmy się spodziewać po tytule.
______________________
* Zwłaszcza osoby na diecie roślinnej. Prawdę mówiąc, czytanie o cielęcinie, tłuszczu z ogona itp. „przysmakach” jest dosyć obrzydliwe.
•
Pod kątem swojej swobody, pomysłu na całość, książka kojarzy się ze zbiorkiem Nie ma (2018) Mariusza Szczygła, gdzie elementem wspólnym jest brak (utrata), poczucie pustki/deficytu – problemy są bardzo odmienne, ale łączą je bohaterowie dręczeni podobnym odczuciem; natomiast treściowo, w odniesieniu do atmosfery i tematyki – z Katiuszą z bagnetem, nieżyjącego już niestety Igora T. Miecika.
•
„Putin, choć jada skromnie, ma wielki apetyt na władze w regionie [postsowieckim] i na świecie. Rosja zaatakowała Gruzję, miesza się w konflikty na Bliskim Wschodzie, próbuje (skutecznie) wpływać na wybory w Stanach Zjednoczonych i w krajach Unii Europejskiej.
Ale najjaskrawszym przykładem jej polityki jest napaść na Ukrainę w roku 2014. Putin pokazał wtedy, że nie cofnie się przed niczym” (str. 314).
Słowa wklepywane w okresie pandemicznym*. Jakiś rok później Putin posunął się dalej, decydując na inwazję w trybie full mode, która trwa już drugi rok.
______________________
* Pandemia Sars-CoV-2, od końca 2019 aż do momentu „odwołania” przez Władimira Putina, w pierwszym kwartale 2022. Nagle temat Covid-19 i jego różnych mutacji odszedł do lamusa, i choć wracał, to jednak my nie wróciliśmy do paranoi która która była całkowicie nieadekwatna do skali faktycznego zagrożenia. Najgorszy był zastój gospodarczy. Prawda była taka, nie szło się przed tym uchronić – kto miał zachorować, ten zachorował, większość przeszła zakażenie łagodnie, niektórzy nawet tego nie zauważając, słabsze organizmy, niekoniecznie starsze, miały pecha i albo się męczyły, doświadczając później pewnych konsekwencji, albo szły na łono Abrahama. Ale tak jest również w przypadku innych wirusów, i nikt nie zaszczepia z tego powodu społecznej paniki. Tak, covid był dosyć zajadły, ale jak się można było spodziewać przechorowanie dawało odporność, szybko pojawiły się szczepionki, a powtórki z czarnej śmierci ostatecznie nie było. I chyba nikt rozsądny, już po wstępnej analizie sytuacji, nie zadręczał się takim scenariuszem.
•
UWAGI TECHNICZNE I MERYTORYCZNE (wyd. I, W.A.B., 2021): str. 10 – „[…] to prawda, ale niecała” (tu: nie cała); str. 29 – jak jest coś nudne, to nie jak „flaki w oleju” tylko „flaki z olejem”; str. 43 – „Ogórki nastawiały zimą na kiszone” (na kiszenie?); str. 58 – włosy kucharki nie były „ścięte na chłopaka”, na fotografii ze str. 50 widać to wyraźnie, są ulizane, półdługie albo spięte; str. 62 – Przywołże (Powołże?); str. 82 (podpis pod fotografią) – „ze z” (z); str. 116 – komunałki to nie budynki wielorodzinne (!), ale mieszkania w których żyją niespokrewnione osoby, nierzadko całe rodziny, każda w swoim pokoju, jednocześnie korzystając z części wspólnych (korytarza, łazienki, kuchni), pani Tamara tłumaczy to łopatologicznie na str. 118 (aczkolwiek czytelnicy raczej to wiedzą); str. 136 – zapewne autor zrobił to z rozmysłem, bo gdzie indziej mamy podobne powtórzenia, ale tutaj brzmi to dziwnie, fraza „dla przyjaciół Pasza” była już na str. 134; str. 149 – Kercz nad Morzem Białym?, CZARNYM, na Krymie?; str. 162 – nie August III Waza, tylko Zygmunt; str. 191 – szykarny – rusycyzm (szykowny); str. 223 – Afgańców (tu pejoratywnie Afgańczyków, jednak afganiec to w potocznym rosyjskim radziecki weteran z Afganistanu…); str. 256 – zdanie zarzynające się od „aż” – to, do czego mogłaby się odnosić ta partykuła, jest wiele linijek wcześniej; str. 264 – Pribałtyka w ZSRR to nie tylko Litwa, Łotwa i Estonia, ale również Obwód Kaliningradzki; str. 270 – zabrali (zebrali – lit.); str. 350 – nie do końca zrozumiale poskładana narracja, czytelnik może mieć wątpliwości co do tego kto jest u kogo.
(2021)
Ani tytuł, ani podtytuł, nie oddają istoty książki. Reporter (1980) opowiada głównie o ZSRR, o Rosji radzieckiej i jej peryferiach – np. Gruzji, Ukrainie*. Chronologicznie przybliża istotne wydarzenia XX stulecia, nomen omen od kuchni, od kulis, jednocześnie opowiadając o kulinariach, ale wyjąwszy smutną historię ostatniego cara (rozdz. I), która pełni rolę wstępu...
Nie ma co dużo pisać - solidny reportaż obracający się wokół kuchni i Rosji (pod różnymi postaciami państwowymi). Podróż, w jaką zabierał nas Autor, jest wyjątkowa, głównie przez to, że - jak się okazuje - kuchnia i jedzenie miały wpływ na historię i decydentów. Polecam każdemu, również tym, którzy Rosją specjalnie wcześniej się nie interesowali.
Nie ma co dużo pisać - solidny reportaż obracający się wokół kuchni i Rosji (pod różnymi postaciami państwowymi). Podróż, w jaką zabierał nas Autor, jest wyjątkowa, głównie przez to, że - jak się okazuje - kuchnia i jedzenie miały wpływ na historię i decydentów. Polecam każdemu, również tym, którzy Rosją specjalnie wcześniej się nie interesowali.
Ze względu na krojoną tematykę książki nie dostajemy całkowitego obrazu historycznego i społecznego Rosji. Natomiast jako uzupełnienie wiedzy czy bodziec do sięgnięcia po bardziej szczegółową literaturę ta pozycja zdecydowanie się sprawdza.
Jestem laikiem w kwestii Rosji, oczywiście kojarzę podstawowe fakty, natomiast nie znam dokładnie podwalin czy skutków wydarzeń historycznych, nie śledzę z szczegółową uwagą nastrojów społecznych oraz nie żyłam w czasach komunizmu, dlatego ta pozycja była dla mnie dosyć ciekawa oraz skłaniając do refleksji, a pewne jej fragmenty zostaną na dłużej w mojej głowie, bo dzięki dotarciu do świadków naocznych pewnych wydarzeń, te sytuacje stają się bardziej bliższe i nadaje się im bardziej emocjonalnego charakteru.
Być może w książce zabrakło zdecydowanego głosu autora, który by pewne kwestie naprostował, ponieważ wielu bohaterów zdecydowanie miało czy ma poglądy, w których widać mocne maczanie palców propagandy. Bez tego zabiegu tę pozycję należy traktować z pewnym przymrużeniem oka.
Niemniej pozycja jest dosyć ciekawa koncepcyjnie i dobrze stylistycznie oraz językowo napisana.
Ze względu na krojoną tematykę książki nie dostajemy całkowitego obrazu historycznego i społecznego Rosji. Natomiast jako uzupełnienie wiedzy czy bodziec do sięgnięcia po bardziej szczegółową literaturę ta pozycja zdecydowanie się sprawdza.
Jestem laikiem w kwestii Rosji, oczywiście kojarzę podstawowe fakty, natomiast nie znam dokładnie podwalin czy skutków wydarzeń...
Książka "Rosja od kuchni. Jak zbudować imperium nożem, chochlą i widelcem" Witolda Szabłowskiego zabiera nas do lektury z pogranicza faktu i reportażu.
Po książkę sięgnęłam z polecenia, jednak coś w niej do końca nie gra. Oczywiście przepisy są godne uwagi, jednak dużo w niej lania wody i nieścisłości.
Dość dużo wiem o wschodnich potrawach, ponieważ dziadek mojego męża urodził się na obecnych terenach Białorusi (kiedyś Polski), a teściowa pamięta jak jeździła jako mała dziewczynka ze swoim tatą do swojej babci po wyznaczeniu nowej granicy Polski. To była olbrzymia wyprawa, pełna fascynujących opowieści. Do dnia dzisiejszego uracza nas różnymi opowieściami z tamtego okresu.
Ludzie w obecnych czasach nie potrafią odsiewać wartościowych informacji od plew.
To jest przerażajace. Nie do końca rozumiem fenomenu tej książki.
Książka "Rosja od kuchni. Jak zbudować imperium nożem, chochlą i widelcem" Witolda Szabłowskiego zabiera nas do lektury z pogranicza faktu i reportażu.
Po książkę sięgnęłam z polecenia, jednak coś w niej do końca nie gra. Oczywiście przepisy są godne uwagi, jednak dużo w niej lania wody i nieścisłości.
Dość dużo wiem o wschodnich potrawach, ponieważ dziadek mojego męża...
Znany ze znakomitych reportaży Witold Szabłowski już drugi raz zagląda do garnków kucharzy, którzy służyli i karmili dyktatorów, albo tych, którzy budowali Związek Radziecki. Najpierw było docenione nagrodą Gourmand World Cookbook Award „Jak nakarmić dyktatora”, a teraz autor zainteresował się tematyką wykorzystywania przez komunistyczny aparat władzy kwestii żywieniowych do manipulowania społeczeństwem. Bo jego „Rosja od kuchni” nie jest bynajmniej książką kucharską, choć przepisy w niej są, a jakże. Jednak wystarczy spojrzeć na ich tytuły i już rozumiemy, że autor stara się pokazać, jak perfidnie władza ZSRR sterowała ludźmi za pomocą decyzji związanych z dostawami żywności, a przede wszystkim jak wielkie były dysproporcje między tym, co stało na stołach wierchuszki i zwykłego obywatela sowieckiego państwa.
Smakowite gawędy zaprezentowane w tym reportażu to wynik ogromnej pracy autora, który zjeździł tereny dawnego ZSRR od Kamczatki po Kaliningrad i odnalazł ludzi, którzy pracowali w kuchniach najważniejszych ludzi w państwie, albo w miejscach, gdzie tworzyła się historia świata. I tak mamy tu rozmowę z prawnuczką kucharza ostatniego rosyjskiego cara, który został rozstrzelany wraz z carską rodziną przez bolszewików, kucharzem Stalina, kucharzami z Kremla, ale także z kucharkami karmiącymi ludzi, którzy likwidowali skutki awarii w Czernobylu, czy kobietą, która karmiła młodych kosmonautów z Gagarinem na czele. Z tych opowieści można się dowiedzieć nie tylko tego, co jadali pierwsi sekretarze i ich goście, ale też tego, jak przez jedzenie robi się wielką politykę. Ludzie zatrudnieni w kuchniach stawali się chcąc nie chcąc świadkami ważnych wydarzeń, a pośrednio poniekąd ich współtwórcami. Na przykład Polina Iwanowna wspomina, że jej gulasz z dzika był ostatnią potrawą zjedzoną w Związku Radzieckim, bo to właśnie przy nim podpisano porozumienie, na mocy którego zlikwidowano tę strukturę państwową, a ona nie może tego przeboleć.
Jednak najbardziej poruszające są te rozdziały, w których Witold Szabłowski rozmawia z ludźmi, którzy przeżyli głód. Bo brak jedzenia jest jeszcze lepszym narzędziem manipulacji niż jego dostatek. Staruteńka Hanna Besaraba pamięta Wielki Głód na Ukrainie, a Tamara Andriejewna oblężenie Leningradu. Ich opowieści o tym, czego dopuszczali się ludzie, by znaleźć coś do jedzenia są wstrząsające, podobnie jak zamieszczone na końcu tych fragmentów przepisy na placki z siana, czy chleb z kory sosnowej. Na zamieszczonych fotografiach widać uśmiechnięte staruszki z Witoldem przy stole, ale także innych rozmówców i ciekawe momenty z ich życia.
„Rosja od kuchni” to ciekawe studium socjologiczne skupione na relacjach władza- obywatel, ale także niezła gawęda o życiu codziennym w sowieckim państwie. Co ciekawe wielu rozmówców autora przyznaje się do tego, że w czasach młodości szczerze wierzyło w komunizm, albo bardzo żałuje upadku Związku Radzieckiego, uznając go za twór o wiele bardziej ludzki od współczesnej Rosji.
Wisienką na torcie jest tu opowieść o dziadku obecnego prezydenta Rosji Spirydonie Putinie, który rzekomo też był znakomitym kucharzem, choć żadne źródła tego nie potwierdzają.
Książkę Szabłowskiego bardzo polecam jako przykład dobrze napisanego reportażu, który czyta się przyjemnie, a przy okazji można się sporo dowiedzieć o tym, „jak buduje się imperia nożem, chochlą i widelcem”.
Znany ze znakomitych reportaży Witold Szabłowski już drugi raz zagląda do garnków kucharzy, którzy służyli i karmili dyktatorów, albo tych, którzy budowali Związek Radziecki. Najpierw było docenione nagrodą Gourmand World Cookbook Award „Jak nakarmić dyktatora”, a teraz autor zainteresował się tematyką wykorzystywania przez komunistyczny aparat władzy kwestii żywieniowych...
Bardzo ciekawie patrzy się na historię Rosji dosłownie od strony kuchni i potraw. Nie próbowałem zamieszczonych przepisów, ale sama reporterska historia znakomicie oddaje ducha epoki i wschodnią mentalność, jednocześnie nie będąc książką w pełni poważną.
Bardzo ciekawie patrzy się na historię Rosji dosłownie od strony kuchni i potraw. Nie próbowałem zamieszczonych przepisów, ale sama reporterska historia znakomicie oddaje ducha epoki i wschodnią mentalność, jednocześnie nie będąc książką w pełni poważną.
Świetnie się czyta! Autor przybliża nam rosyjską historię poprzez odniesienie do jedzenia jakie towarzyszyło ważnym postaciom i wydarzeniom historycznym.
Świetnie się czyta! Autor przybliża nam rosyjską historię poprzez odniesienie do jedzenia jakie towarzyszyło ważnym postaciom i wydarzeniom historycznym.
Momentami nużąca. Zdecydowanie najciekawsze fragmenty to te, które tyczą się cara Mikołaja II, Lenina i Gagarina.
Momentami nużąca. Zdecydowanie najciekawsze fragmenty to te, które tyczą się cara Mikołaja II, Lenina i Gagarina.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRosja od kuchni to najapetyczniejsza książka, którą przeczytałem w tym roku.
Autor spisał historie wielu ludzi, którzy żyli w ZSRR i pamiętają czasy od chwili jego powstania, do jesieni ludów, kiedy ostatnie imperium upadło.
Dodaje, że znajdują się tam ciekawe przepisy, które używano w Związku Radzieckim. Zapewne, gdyby nie obecna sytuacja w Rosji, to pewnie pojechałbym do Moskwy i skosztował ich pyszności, jest tym: Kotlet Pożarski po carsku, sałatka owocowa.
Zjadłbym też przysmak ostatniego cara Mikołaja I Romanowa, lecz bez dodatku rumu, wolę wariant z galaretką. Mówię o Macédoine.
Słyszeliście kiedyś o dżemie z orzechów? Ja nigdy. Skosztowałbym z ochotą.
To nie tylko książka z przepisami, gustami kulinarnymi przywódców ZSRR, ale też historie wodzów i opis dziejów Związku Sowieckiego.
Wiem jedno! Na pewno nigdy w życiu bym nie wziął do ust zupy słowiańskiej. Dlaczego? Chodzi o skład. Jednakże nie będę wdawał się w szczegóły. Przeczytajcie sami!
Kolejna książka na 34 rocznicę upadku ZSRR, która jest niebawem! No i na 103 rocznicę jego powstania...
Rewelacyjna i apetyczna. Aż ślinka leci na widok fotografii niektórych potraw.
Rosja od kuchni to najapetyczniejsza książka, którą przeczytałem w tym roku.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor spisał historie wielu ludzi, którzy żyli w ZSRR i pamiętają czasy od chwili jego powstania, do jesieni ludów, kiedy ostatnie imperium upadło.
Dodaje, że znajdują się tam ciekawe przepisy, które używano w Związku Radzieckim. Zapewne, gdyby nie obecna sytuacja w Rosji, to pewnie pojechałbym...
„Ale chodź Kosmonauci uwielbiali kuchnie Mamanii, jej dania nie mogły polecieć w kosmos”.
Co jadał Lenin? Kto mu gotował?
W tym reportażu znajdziecie odpowiedź na te i wiele innych pytań. Autor z humorem pokazuje co się znajdowało na talerzach w Rosji, a na dodatek łączy to z historią i wieloma ciekawostkami.
Przywódcy rosyjscy jak na tamte czasy mieli wysublimowany smak. Co najbardziej przeraża, to „talerze” zwykłych ludzi. W czasach panującego głodu byli w stanie zjeść „wszystko”.
Świetny reportaż, który czyta się fantastycznie. Autor jak zwykle nie zawiódł.
„Ale chodź Kosmonauci uwielbiali kuchnie Mamanii, jej dania nie mogły polecieć w kosmos”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo jadał Lenin? Kto mu gotował?
W tym reportażu znajdziecie odpowiedź na te i wiele innych pytań. Autor z humorem pokazuje co się znajdowało na talerzach w Rosji, a na dodatek łączy to z historią i wieloma ciekawostkami.
Przywódcy rosyjscy jak na tamte czasy mieli wysublimowany...
Bardzo lubię książki tego autora. Mają taki klimat jakby jakiś wujek usiadł i opowiadał.
Bardzo lubię książki tego autora. Mają taki klimat jakby jakiś wujek usiadł i opowiadał.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna książka. Zwłaszcza rozdział o Tatarach Krymskich.
Świetna książka. Zwłaszcza rozdział o Tatarach Krymskich.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKto by pomyślał, że ja kompletna noga kulinarna. Ja który poza prostymi przepisami będę zachwycony książką którą w dużej mierze traktuje o kuchni pewnego „kraju”. A jednak reportaż jest na tyle wybitny, że zerwałem nockę żeby go przeczytać!
Kuchnia tu jest jakby pewnym punktem odniesienia do opowiedzenia pewnych historii i zrobiono to bardzo sprawnie. Nic nie jest tu na siłę. Głównymi bohaterami są głównie kucharze a głównym tematem jest wszystko co kręci się w szeroko rozumianym około jedzeniowym temacie. Mamy tu zatem np temat wielkiego głodu na Ukrainie, kolacji na której podjęto decyzję o rozwiązaniu ZSRR, tego co jedli radzieccy kosmonauci (m.in Jurij Gagarin) czy wojna w Afganistanie z punktu widzenia kucharki.
Koniecznie przygotujcie paczkę chusteczek bo będą potrzebne. Najtrudniejsza ale i też nieciekawsze moim zdaniem była historia kucharek z Czarnobyla.
Polecam książkę wszystkim bo ile tu wiedzy!!!!
Fantastyczna!
Z drobnych mankamentów to bardzo brakuje mi tu przypisów w tekście ale nie umniejsza to mojej frajdy z poznania tych opowieści.
Kto by pomyślał, że ja kompletna noga kulinarna. Ja który poza prostymi przepisami będę zachwycony książką którą w dużej mierze traktuje o kuchni pewnego „kraju”. A jednak reportaż jest na tyle wybitny, że zerwałem nockę żeby go przeczytać!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKuchnia tu jest jakby pewnym punktem odniesienia do opowiedzenia pewnych historii i zrobiono to bardzo sprawnie. Nic nie jest tu na...
Dawno, bardzo dawno nie czytałam tak dobrego reportażu. Uśmiechnęłabym się z niedowierzaniem, gdyby ktoś powiedział mi, że przez 400 stron będę na granicy płaczu. Stron poświęconych mocarstwu, o którym w gruncie rzeczy nie wiem zbyt wiele (mgliste wspomnienia lekcji rozszerzonej historii na widok niektórych nazwisk/odhaczone). W dodatku od strony kulinarnej. Z całą moją miłością do tematyki herbu garnka i patelni - gula w gardle nie ma prawa urosnąć po zasięgnięciu wiedzy "co osoba XYZ jadła X lat temu". No otóż właśnie może.
Z Witoldem Szabłowskim zetknęłam się już przy okazji "Jak nakarmić dyktatora". I było to coś w rodzaju zbilansowanej pod każdym względem diety, która mimo iż wartościowa, nie do końca odpowiada kubkom smakowym. Co zadziałało na korzyść tym razem? Na pewno bliskość geograficzna (fakt, że "w pakiecie" z tytułowym krajem siłą rzeczy przytaczane są polskie akcenty), a także mnogość relacji pochodzących wprost od zwykłych ludzi. Rozdziały o charakterze cywilnym to zdecydowanie najlepsza - i moja ulubiona - część całej książki. Wspomnienia okresu wielkiego głodu, oblężenia Leningradu czy katastrofy czarnobylskiej prawdopodobnie długo nie wyjdą mi z głowy. Opowieści spod wspólnego, kulinarnego mianownika, stanowią pyszny przyczynek do refleksji nad rosyjską historią, społeczeństwem i dokonywanymi przemianami.
Zachwycam się również (i przestać nie umiem) przyjętą przez autora formą. Narracja modyfikowana w zależności od potrzeby - świetna sprawa. A to bezpośrednia relacja uczestnika wydarzeń, a to lekcja historii pod przewodnictwem pana Szabłowskiego; nie ma mowy o znużeniu. I jakże fantastyczny dodatek w postaci tematycznego wykazu przepisów. Większy przypływ kulinarnej kreatywności i jestem gotowa pokusić się o odtworzenie jakiegoś dania.
Na koniec walor z gatunku tych najpróżniejszych, ale grzechem byłoby o nim nie napomknąć - trzymanie tej książki to czysta przyjemność. Życzyłabym sobie, by każdy tytuł doczekał się tak przepysznego wydania. Ten papier, coś wspaniałego (smakowałam palcami, nie językiem ⚠️).
Dawno, bardzo dawno nie czytałam tak dobrego reportażu. Uśmiechnęłabym się z niedowierzaniem, gdyby ktoś powiedział mi, że przez 400 stron będę na granicy płaczu. Stron poświęconych mocarstwu, o którym w gruncie rzeczy nie wiem zbyt wiele (mgliste wspomnienia lekcji rozszerzonej historii na widok niektórych nazwisk/odhaczone). W dodatku od strony kulinarnej. Z całą moją...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFascynująca i chwilami przerażająca książka śladami byłego ZSRR a raczej przywódców ZSRR oczami ich kucharzy, i reperkusje dotykające zwykłych ludzi. Głód na Ukrainie, deportacja Turków z Krymu choć zamieszkiwali Krym ponad 800 lat, życie w Czarnobylu w czasie katastrofy, etyczny kodeks prawdziwego kucharza, który spotkał się z prezydentem Nixonem i kręcił się przy tych Wielkich. Książka ważna, a sposób opowiedzenia kawału historii od strony kuchni fascynujący. Zdecydowanie polecam.
Do tych, którzy piszą o "kontrowersyjnej ocenie faktów historycznych", autor przytacza jedynie opinie swoich rozmówców, z których niektórzy nadal mają prawo myśleć, że ZSRR to ósmy cud świata (z bliska wielu rzeczy nie widać, podobnie i u nas). Ale obrażać się z tego powodu na książkę? Niepojęte.
Fascynująca i chwilami przerażająca książka śladami byłego ZSRR a raczej przywódców ZSRR oczami ich kucharzy, i reperkusje dotykające zwykłych ludzi. Głód na Ukrainie, deportacja Turków z Krymu choć zamieszkiwali Krym ponad 800 lat, życie w Czarnobylu w czasie katastrofy, etyczny kodeks prawdziwego kucharza, który spotkał się z prezydentem Nixonem i kręcił się przy tych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna.
Świetna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Rosja od kuchni”, ciekawy pomysł, choć moim zdaniem nie do końca udany. Tematyczne smaczki typu co jadał Lenin, Stalin czy Gagarin w kosmosie to momentami frapujący materiał, choć zyskałby na wartości, gdyby został zgłębiony. Muśnięcie historii, polityki i żywienia, potraktowane ogólnikowo sprawiają, że książkę czyta się lekko, co może przypadnie do gustu niektórym czytelnikom.
Sporo danych nie popartych żadnymi źródłami i kontrowersyjna interpretacja niektórych faktów historycznych powodują, że muszę odjąć kilka gwiazdek.
„Rosja od kuchni”, ciekawy pomysł, choć moim zdaniem nie do końca udany. Tematyczne smaczki typu co jadał Lenin, Stalin czy Gagarin w kosmosie to momentami frapujący materiał, choć zyskałby na wartości, gdyby został zgłębiony. Muśnięcie historii, polityki i żywienia, potraktowane ogólnikowo sprawiają, że książkę czyta się lekko, co może przypadnie do gustu niektórym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to📦 Zdejmuję z półki (i z siebie kurz) 💡
🍴 Imperium na wolnym ogniu 🍴
👨🍳 Na początku myślisz: reportaż kulinarny, będzie o pasztecie i czaczy.Ale potem orientujesz się, że autor nie przyszedł tu robić pierogów – on tu odprawia polityczny sabat przy kuchennym stole.
🥄 Szabłowski nie szuka sensacji – on ją przyrządza. I to według receptury, która przypomina rosyjską kuchnię wojskową: jest siermiężnie, konkretnie, ale nagle bach! – pojawia się trufla. Tyle że w tej opowieści truflą może być cichy kucharz cara, który nie zdezerterował nawet przed plutonem egzekucyjnym.
🥵 Smak tej książki to historia podduszona w tłuszczu absurdu, doprawiona ideologią i podlana autentycznością. Stalin, który miał rzekomo jadać jak lud, jadał jak bogowie – a lud miał tylko wierzyć, że czuł smak tej samej zupy.
🥬 Na talerzu mamy nie tylko pasztety carskie i szaszłyki z daczy Stalina, ale też duszoną przeszłość – od Wielkiego Głodu po Czarnobyl. Kuchnia to tu broń, nie dodatek. Garnek zamienia się w megafon propagandy. I to takiej, która smakuje kłamstwem, ale pachnie domowo.
🍷 Każdy rozdział – to osobny „talerz”. A na nim: trochę humoru, szczypta grozy, i ogromny głód – nie tylko na jedzenie, ale na zrozumienie, jak przez żołądek zdobywa się narody.
📌 Szabłowski wchodzi do kuchni Rosji z rozmachem, ale i pokorą – wie, że za każdą potrawą stoi człowiek, a za każdym człowiekiem – historia, którą warto doprawić empatią.
📈 Dla mnie: 8/10 polityczny bigos, który bulgocze długo i zostawia smak długo po ostatnim kęsie.
Szabłowski po raz kolejny pokazuje, że historia lepiej smakuje, gdy się ją opowie przez żołądek. Ale uważaj: można się nią zadławić.
👁 talerze imperium, podane na szybko 👁
🍽 Talerz I. Iwan Charitonow – kucharz cara wierny aż po grób (dosłownie – leżą w tej samej trumnie).
🍽 Talerz II. Kucharka Lenina kontra legenda o prostocie wodza – trochę wstyd, że miał służbę, ale przecież trzeba jakoś gotować rewolucję.
🍽 Talerz III. Hanna Basaraba – czyli jak zagłodzić naród i udawać, że to tylko post.
🍽 Talerz IV. U Stalina w górach – czacza leje się strumieniami, a kucharz śpiewa do ciasta.
🍽 Talerz V. Piękna i Beria – i nie, to nie bajka Disneya, tylko mroczny romans w cieniu zbrodni.
🍽 Talerz VI. Oblężony Leningrad – piekarz piekący chleb z niczego i dumy.
🍽 Talerz VII. Ekshumacja wojennego smaku – o tym, jak kuchnia frontowa bywała równie okrutna co pole bitwy.
🍽 Talerz VIII. Uczta w Jałcie – teatr geopolityki z deserem dla aliantów.
🍽 Talerz IX. Gagarin i jego kucharka – pierwszy człowiek w kosmosie jadł zupę. Symboliczne.
🍽 Talerz X. Kucharz Kremla – dyplomacja przez danie główne.
🍽 Talerz XI. Mama Nina – gotuje w Afganistanie, by leczyć dusze żołnierzy.
🍽 Talerz XII–XIV. Trzy powroty jednego kucharza – historia Wiktora Biełajewa to opowieść o lojalności, wódce i propagandzie.
🍽 Talerz XV. Gulasz z dzika – ostatnia wieczerza ZSRR, zanim imperium zjadło samo siebie.
🍽 Talerz XVI. Spirydon Putin – kucharz z sanatorium, dziadek przyszłego władcy.
🍽 Talerz XVII. Krymskie czebureki i historia tatarskiej kuchni pisanej deportacją.
🍽 Talerz XVIII. Finał – historia zatacza koło. I znowu mamy kucharza, i znowu mamy imperium.
📦 Zdejmuję z półki (i z siebie kurz) 💡
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to🍴 Imperium na wolnym ogniu 🍴
👨🍳 Na początku myślisz: reportaż kulinarny, będzie o pasztecie i czaczy.Ale potem orientujesz się, że autor nie przyszedł tu robić pierogów – on tu odprawia polityczny sabat przy kuchennym stole.
🥄 Szabłowski nie szuka sensacji – on ją przyrządza. I to według receptury, która przypomina rosyjską kuchnię...
Na LC ma ocenę rewelacyjną ale mnie nie zachwyciła aż tak bardzo. Czytało mi się naprawdę dobrze, pomysł ciekawy, a wykonanie jeszcze lepsze. Szabłowski ani na moment nie zanudza, sprawnie przechodzi pomiędzy poszczególnymi wątkami. Dosyć fajnie łączy kuchnie elit z kuchnią zwykłych ludzi, a najciekawsze chyba były dla mnie opisy jak ludzie radzili sobie żywieniowo (a raczej jak nie radzili) w czasie wielkiego głody na Ukrainie, albo przy oblężeniu Leningradu. Czytając miałem poczucie, że treść jest mocno skondensowana, a książka w żadnym momencie nie jest przegadana. Porusza i wątki kulinarne i historyczne, lekkość miesza się z terrorem, a wszystko na tle pasjonującej historii Rosji/ZSRRR w XX i na początku XXI w. Choć bez zachwytów to na pewno polecam.
Na LC ma ocenę rewelacyjną ale mnie nie zachwyciła aż tak bardzo. Czytało mi się naprawdę dobrze, pomysł ciekawy, a wykonanie jeszcze lepsze. Szabłowski ani na moment nie zanudza, sprawnie przechodzi pomiędzy poszczególnymi wątkami. Dosyć fajnie łączy kuchnie elit z kuchnią zwykłych ludzi, a najciekawsze chyba były dla mnie opisy jak ludzie radzili sobie żywieniowo (a...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeden z moich ulubionych mistrzów polskiego reportażu…Polecam wszystkie książki Szablowskiego bo są ciekawe i doskonale napisane
Jeden z moich ulubionych mistrzów polskiego reportażu…Polecam wszystkie książki Szablowskiego bo są ciekawe i doskonale napisane
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW tej książce dopina się razem naprawdę sporo. Pomysł, wykonanie, efekt końcowy. Autor zabiera nas w arcyciekawą podróż - po Rosji, ale strony kuchni. Ta podróż po XX-wiecznym państwie i jego historii - od upadku caratu, przez powstanie, rozwój, najlepsze lata i koniec ZSRR daje mnóstwo przyjemności.
Znajdą tu coś dla siebie miłośnicy historii, kulinariów (zarówno pichcenia, jak i samej historii niektórych potraw), kultury rosyjskiej (i nie tylko!).
Witold Szabłowski znalazł ciekawy sposób na przedstawienie dziejów, problemów społecznych oraz myślenia mieszkańców Rosji (oraz byłego ZSRR) z ostatniego stulecia. Autor zabiera czytelnika w prawdziwą ucztę po różnych zakątkach, w których najeść można się po korek. Przesytu nie ma, a nawet człowiek ma chęć na jeszcze jeden kawałek!
W tej książce dopina się razem naprawdę sporo. Pomysł, wykonanie, efekt końcowy. Autor zabiera nas w arcyciekawą podróż - po Rosji, ale strony kuchni. Ta podróż po XX-wiecznym państwie i jego historii - od upadku caratu, przez powstanie, rozwój, najlepsze lata i koniec ZSRR daje mnóstwo przyjemności.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnajdą tu coś dla siebie miłośnicy historii, kulinariów (zarówno...
Wyrażenie " od kuchni" ma wiele znaczeń i Ta książka jest wielkim smaczkiem dla wielbicieli i historii i etnografii i kuchni i zawiera też wiele innych smaczków na temat naszego największego sąsiada. To prawdziwa uczta dla ciekawych Świata. Zajrzyj za zasłonę kuchni Rosji, a dowiesz się wiele więcej.....
Wyrażenie " od kuchni" ma wiele znaczeń i Ta książka jest wielkim smaczkiem dla wielbicieli i historii i etnografii i kuchni i zawiera też wiele innych smaczków na temat naszego największego sąsiada. To prawdziwa uczta dla ciekawych Świata. Zajrzyj za zasłonę kuchni Rosji, a dowiesz się wiele więcej.....
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka ciekawa ale i bardzo trudna, ta okrutność tego kraju staje się w pewnym momencie nie do zniesienia. Byłoby "super fajnie" gdyby nie byłaby to bezdenna nieludzka tragedia. Czujemy się zagubieni wśród tych naszych poczciwych idealistycznych bohaterów żyjących w piekle.
Książka ciekawa ale i bardzo trudna, ta okrutność tego kraju staje się w pewnym momencie nie do zniesienia. Byłoby "super fajnie" gdyby nie byłaby to bezdenna nieludzka tragedia. Czujemy się zagubieni wśród tych naszych poczciwych idealistycznych bohaterów żyjących w piekle.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSmaczna i ciekawa. Polecam.
Smaczna i ciekawa. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobre wyjaśnienie, skąd wzięła się, jak działa i dokąd Roosja zmierza.
Bardzo dobre wyjaśnienie, skąd wzięła się, jak działa i dokąd Roosja zmierza.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna książka, świetnie napisana. Wciąga!
Świetna książka, świetnie napisana. Wciąga!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzyta się doskonale, choć jedzenie z radzieckiego imperium wypadło niezbyt apetycznie (może z wyjątkiem przysmaków gruzińskich i kuchni krymskich Tatarów). W zbiorze chronologicznie ułożonych reportaży ("osiemnastu talerzy") zaglądamy najpierw do jadłospisu ostatniego cara Mikołaja II, przechodzimy przez ważne momenty z dziejów ZSRR (wielki głód na Ukrainie, oblężenie Leningradu, program lotów kosmicznych, Afganistan, Czarnobyl), a kończymy na współczesnych kremlowskich stołówkach, gdzie "samo to, że nikt cię nie ochrzania, to komplement". Jak wiadomo, to imperium budowano nie tyle nożem i chochlą, co przemocą i propagandą, więc i kucharze miewali ciężkie życie.
Czyta się doskonale, choć jedzenie z radzieckiego imperium wypadło niezbyt apetycznie (może z wyjątkiem przysmaków gruzińskich i kuchni krymskich Tatarów). W zbiorze chronologicznie ułożonych reportaży ("osiemnastu talerzy") zaglądamy najpierw do jadłospisu ostatniego cara Mikołaja II, przechodzimy przez ważne momenty z dziejów ZSRR (wielki głód na Ukrainie, oblężenie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to(2021)
Ani tytuł, ani podtytuł, nie oddają istoty książki. Reporter (1980) opowiada głównie o ZSRR, o Rosji radzieckiej i jej peryferiach – np. Gruzji, Ukrainie*. Chronologicznie przybliża istotne wydarzenia XX stulecia, nomen omen od kuchni, od kulis, jednocześnie opowiadając o kulinariach, ale wyjąwszy smutną historię ostatniego cara (rozdz. I), która pełni rolę wstępu do części właściwej, tematem jest ZSRR, czyli Czerwone Imperium**. Nie mamy tu nic o początkach Rosji z okresu szalonego Iwana Groźnego ani wariactwach Piotra Wielkiego czy tłustej carycy Katarzyny (a byłoby o czym pisać). W takim wypadku tytuł powinien brzmieć: „ZSRR od kuchni”, i w sumie ciężko powiedzieć czemu się na to nie zdecydowano (?). Natomiast wstawienie do podtytułu sarkastycznego przymiotnika wskazującego na kolor – sygnalizującego ramy czasowe – nie ratowałby sprawy, bo jest on mocno wyrost: nie ma tu w zasadzie mowy o jakiejś inżynierii społecznej na bazie jedzenia. Jest pragmatyzm lat względnego dobrobytu i gospodarki niedoborów, proza życia i ekscesy władzy, która obaliwszy monarchię, przejęła jej zwyczaje żywieniowe***.
Jest to porządny zbiór reportaży, skleconych tak, aby luźno łączyły się w jedną całość****. Wszystkie rozdziały napisano żwawo, z wigorem, w dobrym stylu. Wszystkie czyta się naprawdę przyjemnie, z ciekawością, nawet jeśli dotyczą oklepanych tematów. W obszernych partiach autor oddaje głos swoim bohaterom, ale obrabia ich wypowiedzi, więc literacko jest to atrakcyjne.
Do tekstu wkradło się kilka błędów technicznych, warsztatowych, i niestety merytorycznych. Nie zmienia to faktu, że książka jest zdecydowanie dobra. Dla koneserów tematyki rosyjskiej, postradzieckiej, będzie być może zbyt ogólna, jednak osoby słabiej zorientowane przepadną bez reszty*****.
______________________
* Trochę w myśl zasady, że tam Rosja gdzie stanęła stopa ruskiego sołdata. Jest to jednocześnie odzwierciedlenie mentalności tamtejszego społeczeństwa, a co za tym idzie jego resentymentów, tak bardzo problematycznych w kwestii relacji z tzw. „bliską zagranicą”.
** Rozdział o kuchni krymskich Tatarów, opowiada ogólnie o ich losach w XX i XXI stuleciu, od II wojny światowej i deportacji do Azji Środkowej, poprzez powrót, po czasy zawieruchy na Ukrainie (od 2013).
*** W formie uproszczonej, ale oddającej istotę rzeczy, zwraca na to uwagę George Orwell, opisując wybryki świń w Folwarku zwierzęcym (1945). Każdy, kto zetknął się z twórczością Orwella po raz pierwszy za pośrednictwem pamiętnej kreskówki z ‘54 – oglądanej wielokrotnie na VHS-ie, w wieku zdecydowanie zbyt niedojrzałym by wiedzieć z czym ma się do czynienia – będzie miał przed oczami właśnie te sceny.
**** W końcówce części rozdziałów, autor stara się nawiązywać do kolejnego tematu lub zawiesza akcję, i tak łączy reportaże w jedną całość. Kilka razy powraca kremlowski kuchmistrz – Wiktor Biełajew – oraz wątek stalinowski.
***** Nostalgia za radzieckimi lodami, funkcjonująca w rosyjskich mediach społecznościowych, w ogóle się nie pojawia. Nie jest to też nic więcej, jak garść historii, które opowiadają o różnych, najczęściej trudnych wyzwaniach XX stulecia. To co czytamy na okładce, zdecydowanie wprowadza nas w błąd.
•
Jedzenie – podstawowa potrzeba fizjologiczna, fundament piramidy Maslowa, wpisana w codzienność każdego człowieka, stanowi dogodny pretekst do opowieści o różnych momentach z historii ZSRR, luźno bądź pierwszoplanowo nawiązując do kuchni.
W części reportaży jedzenie, kwestie kulinarne, problem dostępności produktów – są eksponowane bardziej, w innych mniej, i tam uwagę czytelnika kradną inne aspekty. Niestety, tytuł książki rozmija się z zawartością.
•
W różnych miejscach, między poszczególnymi podrozdziałami, lub na ich końcu, autor ładuje przepisy kulinarne, niekiedy zajmujące wiele stron. Byłoby chyba lepiej, gdyby wylądowały na końcu książki – czytanie ich nie jest pasjonujące, niewiele wnosi do tekstu głównego, i raczej nie zachęca do eksperymentów kulinarnych*.
To co najciekawsze, tj. dostępność produktów, ich gama, kuchnia domowa – pojawia się w książce w bardzo zawężonej formie. Byłoby fajnie, gdyby autor napisał tak: gospodyni domowa miała w latach takich a takich następujący wybór produktów, brakowało X i Y, Z było nieosiągalne. Radzono sobie z tym tak… Zestawienie siatki z zakupami z lat 30. i 80. byłoby bardzo ciekawe, podobnie z wykazaniem różnic: miasto a wieś. Niestety nie ma tutaj tego tyle, ile moglibyśmy się spodziewać po tytule.
______________________
* Zwłaszcza osoby na diecie roślinnej. Prawdę mówiąc, czytanie o cielęcinie, tłuszczu z ogona itp. „przysmakach” jest dosyć obrzydliwe.
•
Pod kątem swojej swobody, pomysłu na całość, książka kojarzy się ze zbiorkiem Nie ma (2018) Mariusza Szczygła, gdzie elementem wspólnym jest brak (utrata), poczucie pustki/deficytu – problemy są bardzo odmienne, ale łączą je bohaterowie dręczeni podobnym odczuciem; natomiast treściowo, w odniesieniu do atmosfery i tematyki – z Katiuszą z bagnetem, nieżyjącego już niestety Igora T. Miecika.
•
„Putin, choć jada skromnie, ma wielki apetyt na władze w regionie [postsowieckim] i na świecie. Rosja zaatakowała Gruzję, miesza się w konflikty na Bliskim Wschodzie, próbuje (skutecznie) wpływać na wybory w Stanach Zjednoczonych i w krajach Unii Europejskiej.
Ale najjaskrawszym przykładem jej polityki jest napaść na Ukrainę w roku 2014. Putin pokazał wtedy, że nie cofnie się przed niczym” (str. 314).
Słowa wklepywane w okresie pandemicznym*. Jakiś rok później Putin posunął się dalej, decydując na inwazję w trybie full mode, która trwa już drugi rok.
______________________
* Pandemia Sars-CoV-2, od końca 2019 aż do momentu „odwołania” przez Władimira Putina, w pierwszym kwartale 2022. Nagle temat Covid-19 i jego różnych mutacji odszedł do lamusa, i choć wracał, to jednak my nie wróciliśmy do paranoi która która była całkowicie nieadekwatna do skali faktycznego zagrożenia. Najgorszy był zastój gospodarczy. Prawda była taka, nie szło się przed tym uchronić – kto miał zachorować, ten zachorował, większość przeszła zakażenie łagodnie, niektórzy nawet tego nie zauważając, słabsze organizmy, niekoniecznie starsze, miały pecha i albo się męczyły, doświadczając później pewnych konsekwencji, albo szły na łono Abrahama. Ale tak jest również w przypadku innych wirusów, i nikt nie zaszczepia z tego powodu społecznej paniki. Tak, covid był dosyć zajadły, ale jak się można było spodziewać przechorowanie dawało odporność, szybko pojawiły się szczepionki, a powtórki z czarnej śmierci ostatecznie nie było. I chyba nikt rozsądny, już po wstępnej analizie sytuacji, nie zadręczał się takim scenariuszem.
•
UWAGI TECHNICZNE I MERYTORYCZNE (wyd. I, W.A.B., 2021): str. 10 – „[…] to prawda, ale niecała” (tu: nie cała); str. 29 – jak jest coś nudne, to nie jak „flaki w oleju” tylko „flaki z olejem”; str. 43 – „Ogórki nastawiały zimą na kiszone” (na kiszenie?); str. 58 – włosy kucharki nie były „ścięte na chłopaka”, na fotografii ze str. 50 widać to wyraźnie, są ulizane, półdługie albo spięte; str. 62 – Przywołże (Powołże?); str. 82 (podpis pod fotografią) – „ze z” (z); str. 116 – komunałki to nie budynki wielorodzinne (!), ale mieszkania w których żyją niespokrewnione osoby, nierzadko całe rodziny, każda w swoim pokoju, jednocześnie korzystając z części wspólnych (korytarza, łazienki, kuchni), pani Tamara tłumaczy to łopatologicznie na str. 118 (aczkolwiek czytelnicy raczej to wiedzą); str. 136 – zapewne autor zrobił to z rozmysłem, bo gdzie indziej mamy podobne powtórzenia, ale tutaj brzmi to dziwnie, fraza „dla przyjaciół Pasza” była już na str. 134; str. 149 – Kercz nad Morzem Białym?, CZARNYM, na Krymie?; str. 162 – nie August III Waza, tylko Zygmunt; str. 191 – szykarny – rusycyzm (szykowny); str. 223 – Afgańców (tu pejoratywnie Afgańczyków, jednak afganiec to w potocznym rosyjskim radziecki weteran z Afganistanu…); str. 256 – zdanie zarzynające się od „aż” – to, do czego mogłaby się odnosić ta partykuła, jest wiele linijek wcześniej; str. 264 – Pribałtyka w ZSRR to nie tylko Litwa, Łotwa i Estonia, ale również Obwód Kaliningradzki; str. 270 – zabrali (zebrali – lit.); str. 350 – nie do końca zrozumiale poskładana narracja, czytelnik może mieć wątpliwości co do tego kto jest u kogo.
(2021)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAni tytuł, ani podtytuł, nie oddają istoty książki. Reporter (1980) opowiada głównie o ZSRR, o Rosji radzieckiej i jej peryferiach – np. Gruzji, Ukrainie*. Chronologicznie przybliża istotne wydarzenia XX stulecia, nomen omen od kuchni, od kulis, jednocześnie opowiadając o kulinariach, ale wyjąwszy smutną historię ostatniego cara (rozdz. I), która pełni rolę wstępu...
Przeczytałam na jednym wdechu, kawałek historii i kuchni... sięgam po kolejną tego autora
Przeczytałam na jednym wdechu, kawałek historii i kuchni... sięgam po kolejną tego autora
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ma co dużo pisać - solidny reportaż obracający się wokół kuchni i Rosji (pod różnymi postaciami państwowymi). Podróż, w jaką zabierał nas Autor, jest wyjątkowa, głównie przez to, że - jak się okazuje - kuchnia i jedzenie miały wpływ na historię i decydentów. Polecam każdemu, również tym, którzy Rosją specjalnie wcześniej się nie interesowali.
Nie ma co dużo pisać - solidny reportaż obracający się wokół kuchni i Rosji (pod różnymi postaciami państwowymi). Podróż, w jaką zabierał nas Autor, jest wyjątkowa, głównie przez to, że - jak się okazuje - kuchnia i jedzenie miały wpływ na historię i decydentów. Polecam każdemu, również tym, którzy Rosją specjalnie wcześniej się nie interesowali.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZe względu na krojoną tematykę książki nie dostajemy całkowitego obrazu historycznego i społecznego Rosji. Natomiast jako uzupełnienie wiedzy czy bodziec do sięgnięcia po bardziej szczegółową literaturę ta pozycja zdecydowanie się sprawdza.
Jestem laikiem w kwestii Rosji, oczywiście kojarzę podstawowe fakty, natomiast nie znam dokładnie podwalin czy skutków wydarzeń historycznych, nie śledzę z szczegółową uwagą nastrojów społecznych oraz nie żyłam w czasach komunizmu, dlatego ta pozycja była dla mnie dosyć ciekawa oraz skłaniając do refleksji, a pewne jej fragmenty zostaną na dłużej w mojej głowie, bo dzięki dotarciu do świadków naocznych pewnych wydarzeń, te sytuacje stają się bardziej bliższe i nadaje się im bardziej emocjonalnego charakteru.
Być może w książce zabrakło zdecydowanego głosu autora, który by pewne kwestie naprostował, ponieważ wielu bohaterów zdecydowanie miało czy ma poglądy, w których widać mocne maczanie palców propagandy. Bez tego zabiegu tę pozycję należy traktować z pewnym przymrużeniem oka.
Niemniej pozycja jest dosyć ciekawa koncepcyjnie i dobrze stylistycznie oraz językowo napisana.
Ze względu na krojoną tematykę książki nie dostajemy całkowitego obrazu historycznego i społecznego Rosji. Natomiast jako uzupełnienie wiedzy czy bodziec do sięgnięcia po bardziej szczegółową literaturę ta pozycja zdecydowanie się sprawdza.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem laikiem w kwestii Rosji, oczywiście kojarzę podstawowe fakty, natomiast nie znam dokładnie podwalin czy skutków wydarzeń...
wspaniały koncept na opowieść, który doskonale się udał
wspaniały koncept na opowieść, który doskonale się udał
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka "Rosja od kuchni. Jak zbudować imperium nożem, chochlą i widelcem" Witolda Szabłowskiego zabiera nas do lektury z pogranicza faktu i reportażu.
Po książkę sięgnęłam z polecenia, jednak coś w niej do końca nie gra. Oczywiście przepisy są godne uwagi, jednak dużo w niej lania wody i nieścisłości.
Dość dużo wiem o wschodnich potrawach, ponieważ dziadek mojego męża urodził się na obecnych terenach Białorusi (kiedyś Polski), a teściowa pamięta jak jeździła jako mała dziewczynka ze swoim tatą do swojej babci po wyznaczeniu nowej granicy Polski. To była olbrzymia wyprawa, pełna fascynujących opowieści. Do dnia dzisiejszego uracza nas różnymi opowieściami z tamtego okresu.
Ludzie w obecnych czasach nie potrafią odsiewać wartościowych informacji od plew.
To jest przerażajace. Nie do końca rozumiem fenomenu tej książki.
Książka "Rosja od kuchni. Jak zbudować imperium nożem, chochlą i widelcem" Witolda Szabłowskiego zabiera nas do lektury z pogranicza faktu i reportażu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo książkę sięgnęłam z polecenia, jednak coś w niej do końca nie gra. Oczywiście przepisy są godne uwagi, jednak dużo w niej lania wody i nieścisłości.
Dość dużo wiem o wschodnich potrawach, ponieważ dziadek mojego męża...
Znany ze znakomitych reportaży Witold Szabłowski już drugi raz zagląda do garnków kucharzy, którzy służyli i karmili dyktatorów, albo tych, którzy budowali Związek Radziecki. Najpierw było docenione nagrodą Gourmand World Cookbook Award „Jak nakarmić dyktatora”, a teraz autor zainteresował się tematyką wykorzystywania przez komunistyczny aparat władzy kwestii żywieniowych do manipulowania społeczeństwem. Bo jego „Rosja od kuchni” nie jest bynajmniej książką kucharską, choć przepisy w niej są, a jakże. Jednak wystarczy spojrzeć na ich tytuły i już rozumiemy, że autor stara się pokazać, jak perfidnie władza ZSRR sterowała ludźmi za pomocą decyzji związanych z dostawami żywności, a przede wszystkim jak wielkie były dysproporcje między tym, co stało na stołach wierchuszki i zwykłego obywatela sowieckiego państwa.
Smakowite gawędy zaprezentowane w tym reportażu to wynik ogromnej pracy autora, który zjeździł tereny dawnego ZSRR od Kamczatki po Kaliningrad i odnalazł ludzi, którzy pracowali w kuchniach najważniejszych ludzi w państwie, albo w miejscach, gdzie tworzyła się historia świata. I tak mamy tu rozmowę z prawnuczką kucharza ostatniego rosyjskiego cara, który został rozstrzelany wraz z carską rodziną przez bolszewików, kucharzem Stalina, kucharzami z Kremla, ale także z kucharkami karmiącymi ludzi, którzy likwidowali skutki awarii w Czernobylu, czy kobietą, która karmiła młodych kosmonautów z Gagarinem na czele. Z tych opowieści można się dowiedzieć nie tylko tego, co jadali pierwsi sekretarze i ich goście, ale też tego, jak przez jedzenie robi się wielką politykę. Ludzie zatrudnieni w kuchniach stawali się chcąc nie chcąc świadkami ważnych wydarzeń, a pośrednio poniekąd ich współtwórcami. Na przykład Polina Iwanowna wspomina, że jej gulasz z dzika był ostatnią potrawą zjedzoną w Związku Radzieckim, bo to właśnie przy nim podpisano porozumienie, na mocy którego zlikwidowano tę strukturę państwową, a ona nie może tego przeboleć.
Jednak najbardziej poruszające są te rozdziały, w których Witold Szabłowski rozmawia z ludźmi, którzy przeżyli głód. Bo brak jedzenia jest jeszcze lepszym narzędziem manipulacji niż jego dostatek. Staruteńka Hanna Besaraba pamięta Wielki Głód na Ukrainie, a Tamara Andriejewna oblężenie Leningradu. Ich opowieści o tym, czego dopuszczali się ludzie, by znaleźć coś do jedzenia są wstrząsające, podobnie jak zamieszczone na końcu tych fragmentów przepisy na placki z siana, czy chleb z kory sosnowej. Na zamieszczonych fotografiach widać uśmiechnięte staruszki z Witoldem przy stole, ale także innych rozmówców i ciekawe momenty z ich życia.
„Rosja od kuchni” to ciekawe studium socjologiczne skupione na relacjach władza- obywatel, ale także niezła gawęda o życiu codziennym w sowieckim państwie. Co ciekawe wielu rozmówców autora przyznaje się do tego, że w czasach młodości szczerze wierzyło w komunizm, albo bardzo żałuje upadku Związku Radzieckiego, uznając go za twór o wiele bardziej ludzki od współczesnej Rosji.
Wisienką na torcie jest tu opowieść o dziadku obecnego prezydenta Rosji Spirydonie Putinie, który rzekomo też był znakomitym kucharzem, choć żadne źródła tego nie potwierdzają.
Książkę Szabłowskiego bardzo polecam jako przykład dobrze napisanego reportażu, który czyta się przyjemnie, a przy okazji można się sporo dowiedzieć o tym, „jak buduje się imperia nożem, chochlą i widelcem”.
Znany ze znakomitych reportaży Witold Szabłowski już drugi raz zagląda do garnków kucharzy, którzy służyli i karmili dyktatorów, albo tych, którzy budowali Związek Radziecki. Najpierw było docenione nagrodą Gourmand World Cookbook Award „Jak nakarmić dyktatora”, a teraz autor zainteresował się tematyką wykorzystywania przez komunistyczny aparat władzy kwestii żywieniowych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to7,5/10
7,5/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciekawie patrzy się na historię Rosji dosłownie od strony kuchni i potraw. Nie próbowałem zamieszczonych przepisów, ale sama reporterska historia znakomicie oddaje ducha epoki i wschodnią mentalność, jednocześnie nie będąc książką w pełni poważną.
Bardzo ciekawie patrzy się na historię Rosji dosłownie od strony kuchni i potraw. Nie próbowałem zamieszczonych przepisów, ale sama reporterska historia znakomicie oddaje ducha epoki i wschodnią mentalność, jednocześnie nie będąc książką w pełni poważną.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietnie się czyta! Autor przybliża nam rosyjską historię poprzez odniesienie do jedzenia jakie towarzyszyło ważnym postaciom i wydarzeniom historycznym.
Świetnie się czyta! Autor przybliża nam rosyjską historię poprzez odniesienie do jedzenia jakie towarzyszyło ważnym postaciom i wydarzeniom historycznym.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to