Gloria Scott 10
Stały pacjent 6
Tańczące sylwetki 8
Zniknięcie młodego lorda 7
Czarny Piotr 7
Stary dwór shoscombe 6
Sześć popiersi Napoleona 7
Przygoda w Copper beeches 9
Gloria Scott 10
Stały pacjent 6
Tańczące sylwetki 8
Zniknięcie młodego lorda 7
Czarny Piotr 7
Stary dwór shoscombe 6
Sześć popiersi Napoleona 7
Przygoda w Copper beeches 9
To na pewno nie są najlepsze opowiadania z udziałem słynnego detektywa - niemniej odświeżyłem sobie je z zainteresowaniem. Conan Doyle stworzył nietuzinkowego bohatera, będącego wzorem dla wielu kolejnych postaci - i tu widać i słychać to w każdym opowiadaniu.
To na pewno nie są najlepsze opowiadania z udziałem słynnego detektywa - niemniej odświeżyłem sobie je z zainteresowaniem. Conan Doyle stworzył nietuzinkowego bohatera, będącego wzorem dla wielu kolejnych postaci - i tu widać i słychać to w każdym opowiadaniu.
Nie każde zniknięcie to zbrodnia, ale jeśli znika lord, a jego buty wciąż stoją równo przy łóżku, to wiesz, że coś tu się nie zgadza. Nie że ogień, nie że krzyk – raczej coś w rodzaju powolnego zanikania. Takie angielskie rozpłynięcie się, które nie budzi alarmu, tylko pytanie: „Czy pan hrabia życzył sobie nie istnieć?”. I Holmes, jak to on – nie rzuca się w oczy, nie ściga duchów, tylko zakłada rękawiczki, robi krok do tyłu i zaczyna czytać przestrzeń. Bo tutaj ślady są niewidzialne. Bo tutaj zbrodnia, jeśli w ogóle istnieje, ma maniery i herb.
Doyle nie konstruuje tej historii jak sensacji. Buduje ją jak szkatułkę – powoli, z dbałością o mechanizm, który nie zaskakuje, ale domyka się precyzyjnie. Fabuła nie rzuca się do gardła, tylko przysiada obok i szepcze: „Uważaj. To nie jest to, co myślisz”. Holmes nie zachwyca nagłymi błyskami geniuszu. On tu nie błyszczy – on się żarzy. Jego dedukcja to długi, spokojny proces palenia cygara, gdzie dym unosi się nad kłamstwami. Krok po kroku rozmontowuje historię, w której arystokracja nie tyle coś ukrywa, co nie dopuszcza, żeby coś wyszło na wierzch. Prawda to nie sekret. Prawda to brak zaproszenia.
Styl Doyle’a w tym opowiadaniu nie spieszy się. Nie pogania. Daje miejsce na ciszę, na zawahanie, na subtelność, która dziś wydaje się niemodna. I w tym właśnie jest jego siła – że nie musi przyciągać uwagi. Ona sama przychodzi, kiedy przestajesz szukać. Nawet zwroty akcji, które mogłyby być efektowne, są tu podane ze smakiem. Jak herbata – nigdy wrząca, zawsze idealnie ciepła. Jakby autor wiedział, że prawdziwe napięcie nie rodzi się z eksplozji, ale z milczenia po zdaniu, które zabrzmiało o jeden ton za cicho.
To opowiadanie nie wywraca niczego do góry nogami. Nie jest punktem zwrotnym ani wielkim objawieniem. Ale zostaje. Jak zapach drewna w gabinecie, jak odgłos zamykanego notesu. Nie trzeba tu rozlewu krwi, żeby poczuć ciężar. Holmes przypomina, że najlepsze śledztwa to te, w których wszystko jest zbyt idealnie na miejscu. Że prawda nie zawsze wygląda na prawdę. I że zniknięcie to czasem tylko elegancka forma obecności – tyle że po drugiej stronie lustra.
Nie każde zniknięcie to zbrodnia, ale jeśli znika lord, a jego buty wciąż stoją równo przy łóżku, to wiesz, że coś tu się nie zgadza. Nie że ogień, nie że krzyk – raczej coś w rodzaju powolnego zanikania. Takie angielskie rozpłynięcie się, które nie budzi alarmu, tylko pytanie: „Czy pan hrabia życzył sobie nie istnieć?”. I Holmes, jak to on – nie rzuca się w oczy, nie ściga...
Oczekiwania:
Przeczytam w końcu ciekawą książkę detektywistyczną o osławionym Sherlocku; wciągnie mnie tak, że przeczytam z zapartym tchem; opowiadania będą skomplikowane, pełne zwrotów akcji i zagadek psychologicznych.
A tu nic z tych rzeczy niestety. Opowiadania aż zaskakują prostotą, przewidywalnością. Książka nie trzyma czytelnika w napięciu, nie zachęca do dedukcji i pisania w głowie swojego pomysłu na bieg wydarzeń, ponieważ wszystko jest aż nadto oczywiste. Słowem- naprawdę nic nadzwyczajnego.
Dodam jedynie, że ostatnie opowiadanie moim zdaniem najlepsze. I gdyby pozostałe były napisane na tym poziomie, to pewnie byłoby 7/10.
Oczekiwania:
Przeczytam w końcu ciekawą książkę detektywistyczną o osławionym Sherlocku; wciągnie mnie tak, że przeczytam z zapartym tchem; opowiadania będą skomplikowane, pełne zwrotów akcji i zagadek psychologicznych.
A tu nic z tych rzeczy niestety. Opowiadania aż zaskakują prostotą, przewidywalnością. Książka nie trzyma czytelnika w napięciu, nie zachęca do dedukcji i...
„Gloria Scott” To nie tylko pierwsza sprawa Holmesa, lecz i jego pierwsza sprawa, którą poznałam w postaci książkowej („Sherlock Holmes niepokonany”).
Widać podobieństwo do „Tragedii w Boscombe Valley”, choć rozwiązane inaczej.
Ponieważ już to opisywałam, przypomnę tylko, że zadaniem Sherlocka było zrozumienie prawdziwego znaczenia pozornie zabawnego listu (z pozoru zabawne wrażenie sprawiają też „Tańczące sylwetki”, lecz są znacznie trudniejsze do odczytania). Jednak by rozwiązać zagadkę „Glorii Scott” musiał przeczytać wspomnienia sędziego, dość zajmujące. Co prawda pozostają znaki zapytania, szubrawiec-marynarz donosząc na sędziego i jego przyjaciela sam przyznawałby się do obecności na statku „Gloria Scott”, a jego odpowiedzialność nie była przecież mniejsza od nich, może nawet większa, skoro pozostał na pokładzie. I komu by uwierzono, powszechnie szanowanemu sędziemu czy jakiemuś łachmycie?
„Pacjent doktora Trevelyana” (jakby dobre, choć końcówka mogła by być trochę lepsza) „Tańczące sylwetki” (bardzo dobre jako zagadka, treść raczej przykra) „Zniknięcie młodego lorda” (dobry początek, zakończenie stawia Holmesa w dziwnym świetle) „Harpun Czarnego Piotra” (bardzo dobre) opisałam w „Sherlock Holmes niepokonany”.
„Psy się nie mylą” Bardzo dobre. Podobne do „Srebrnej Gwiazdy”, tam w przeddzień wyścigów zniknął koń, tu zaś koń jest na miejscu, lecz ...
Przezabawny początek, treser konia wyścigowego wpada na Baker Street:
- Panie Holmes, sir Robert zwariował!
- No to do psychiatry było trzeba iść, cóż mogę zrobić w takiej sprawie?
Opowieść tresera skłania detektywa do przeprowadzenia śledztwa pod pozorem wędkowania.
Jak wskazują poszlaki, ów sir Robert, znany hulaka, uśmiercił swoją siostrę (właścicielkę tego konia) i wynajął kogoś do jej udawania. Psa siostry oddał karczmarzowi, bowiem pies rozpoznałby obcą osobę, a psy się nie mylą. Zwłoki zostały spalone. Tylko czyje?
Przyznaję, zakończenie trochę mnie zaskoczyło.
Jak zauważył Sherlock w innej opowieści, poszlaki mogą być mylące („Dolina Boscombe”).
„Sześć popiersi Napoleona” Dobre. Trochę podobne do „Błękitnego Karbunkułu”. W Londynie grasuje przestępca rozbijający kolejne popiersia Napoleona. Rozwiązania domyśliłam się jeszcze przed zakończeniem, bowiem skojarzyłam to z „Dwunastoma krzesłami”, które chyba powstały pod wpływem tego opowiadania.
„Przygoda w Copper Beeches” czyli „Przedsiębiorcza Guwernantka”
Początek przypomina „Samotną Cyklistkę”, a treść „Sprawę tożsamości” (choć lepiej zakończone) i „Nakrapianą przepaskę” (lecz mniej okrutne).
Holmes od rana przynudza (niby to Watson usiłuje każdemu sprawozdaniu dodać barw i życia, zamiast poprzestać na zaprotokołowaniu ścisłego dedukowania ze skutków o przyczynach) zanim w końcu powie, co zaszło. Zastanawia się, czy jego zawód tak podupadł, że ma udzielać panienkom porad w sprawie podjęcia pracy. Violetta Hunter przybywa prosić o poradę, czy ma zostać guwernantką w dziwnym domu, gdzie wprawdzie płacą więcej niż gdzie indziej, jednak każą jej skrócić włosy i chodzić w błękitnej sukni. Detektyw uznaje to za dziwne, lecz początkowo ma za mało danych.
Po dwóch tygodniach dostają od Violetty pilne wezwanie. Gdy przybywają, słyszą od niej opowieść, z której Holmes wnioskuje, iż w domu tym jest uprawiana przestępcza działalność. Wyruszają na odsiecz ...
Dobre, tylko kończy się trochę za szybko, wnioski były słuszne, jednak sprawa zostaje rozwiązana samoistnie, właściwie bez pomocy Holmesa, podobnie jak w „Glorii Scott” i „Urzędniku Maklera”. Film z 1965 (Sherlock - Douglas Wilmer, Watson - Nigel Stock) ma rozbudowane zakończenie, którego tu mym zdaniem brakowało. To dziwne, lecz ekranizacja czasem bywa lepsza od książki.
„Gloria Scott” To nie tylko pierwsza sprawa Holmesa, lecz i jego pierwsza sprawa, którą poznałam w postaci książkowej („Sherlock Holmes niepokonany”).
Widać podobieństwo do „Tragedii w Boscombe Valley”, choć rozwiązane inaczej.
Ponieważ już to opisywałam, przypomnę tylko, że zadaniem Sherlocka było zrozumienie prawdziwego znaczenia pozornie zabawnego listu (z pozoru...
Zbiór 8 opowiadań o przygodach Sherlocka Holmesa. Opowiadania zazwyczaj słabiej wypadają przy pojedynczej powieści, lecz w tym wypadku czytało mi się je przyjemniej, niż takie "Studium w szkarłacie". Trzymają dosyć równy poziom, z czego kilka jest lepszych. Po tej lekturze bardziej polubiłem przemądrzałego Holmesa. 7/10
Zbiór 8 opowiadań o przygodach Sherlocka Holmesa. Opowiadania zazwyczaj słabiej wypadają przy pojedynczej powieści, lecz w tym wypadku czytało mi się je przyjemniej, niż takie "Studium w szkarłacie". Trzymają dosyć równy poziom, z czego kilka jest lepszych. Po tej lekturze bardziej polubiłem przemądrzałego Holmesa. 7/10
Holmes jest w sumie parodią inteligencji, a nie jej uosobieniem - no chyba, że ktoś nie potrafi rozróżnić dedukcji od wróżbiarstwa (jesteś amatorem biegania, ponieważ twoje zadrapanie na policzku jest skutkiem muśnięcia listkiem spadającym z drzewa podczas treningu na swojej ulubionej ścieżce jakieś dwadzieścia trzy lata temu, cztery miesiące, piętnaście dni i osiem godzin temu).
Holmes jest w sumie parodią inteligencji, a nie jej uosobieniem - no chyba, że ktoś nie potrafi rozróżnić dedukcji od wróżbiarstwa (jesteś amatorem biegania, ponieważ twoje zadrapanie na policzku jest skutkiem muśnięcia listkiem spadającym z drzewa podczas treningu na swojej ulubionej ścieżce jakieś dwadzieścia trzy lata temu, cztery miesiące, piętnaście dni i osiem godzin...
Jest to moje pierwsze, w sumie dosyć przypadkowe literackie zetknięcie z Sherlockiem Holmesem. Zauważyłam tę książkę na półce w domu mojej cioci, a w związku z tym, że mam hopla na punkcie starych, zniszczonych, pachnących starocią książek z pożółkłymi stronicami, postanowiłam ją pożyczyć. I bardzo dobrze zrobiłam. Książka jest zbiorem kilku krótkich opowiadań kryminalnych/detektywistycznych - ciekawych, mimo że trochę już archaicznych zarówno pod względem języka jak i metody śledztwa prowadzonego przez Sherlocka Holmesa. Chyba najbardziej przypadło mi do gustu opowiadanie "Przygoda w Corper Beeches" i tytułowe "Zniknięcie młodego lorda", może dlatego że lubię wątki rodzinne w zagadkach kryminalnych. Niemniej wszystkie są świetne, a postać Sherlocka Holmesa zainteresowała mnie na tyle, że na pewno sięgnę jeszcze kiedyś po jakąś książkę Doyla. Lubię jego żelazną logikę, zaskakującą (na początku) umiejętność uchwycenia szczegółów, wobec których każda inna osoba przechodzi obojętnie oraz małe dziwactwa, które czynią jego postać jeszcze bardziej intrygującą.
Jest to moje pierwsze, w sumie dosyć przypadkowe literackie zetknięcie z Sherlockiem Holmesem. Zauważyłam tę książkę na półce w domu mojej cioci, a w związku z tym, że mam hopla na punkcie starych, zniszczonych, pachnących starocią książek z pożółkłymi stronicami, postanowiłam ją pożyczyć. I bardzo dobrze zrobiłam. Książka jest zbiorem kilku krótkich opowiadań...
Bardzo przyjemna książeczka z opowiadaniami o przygodach Sherlocka Holmesa. Krótkie i przyjemne opowiadanka, czyta się je szybko, łatwo i przyjemnie. A przy tym można ciut pogłówkować nad zagadkami które rozwiązuje Sherlock z czasem przyjemnym rezultatem bo niejednokrotnie można rozwiązać zagadkę.
Bardzo przyjemna książeczka z opowiadaniami o przygodach Sherlocka Holmesa. Krótkie i przyjemne opowiadanka, czyta się je szybko, łatwo i przyjemnie. A przy tym można ciut pogłówkować nad zagadkami które rozwiązuje Sherlock z czasem przyjemnym rezultatem bo niejednokrotnie można rozwiązać zagadkę.
Klasyka kryminału i jedyny w swoim rodzaju Holmes. Dziś to trochę antyk, bo i język stary, i metody głównego bohatera dość schematyczne, a niekiedy już nie aktualne, i konstrukcja opowiadań jakaś słaba. Ale pamiętając, że to Doyle wprowadził jako pierwszy (bo w kolejnych opowiadaniach i powieściach) bohatera - detektywa o dziwnych obyczajach i genialnym umyśle - należy się mu szacunek. Pomijając więc niedoskonałości warsztatu warto przeczytać. Niestety, w schyłkowym PRL-u książka jest wydana koszmarnie - słaby druk, niedoróbki redakcyjne, fatalne wydanie, nawet niezbyt przemyślany dobór opowiadań to na pewno wady. Dlatego ocena jest podwójna - za tekst Arthura Conana Doyle'a 7 gwiazdek, za wydanie najwyżej 3, średnia dość słaba. Ale ciągle warto czytać.
Klasyka kryminału i jedyny w swoim rodzaju Holmes. Dziś to trochę antyk, bo i język stary, i metody głównego bohatera dość schematyczne, a niekiedy już nie aktualne, i konstrukcja opowiadań jakaś słaba. Ale pamiętając, że to Doyle wprowadził jako pierwszy (bo w kolejnych opowiadaniach i powieściach) bohatera - detektywa o dziwnych obyczajach i genialnym umyśle - należy się...
Bardzo długo czytałam owe opowiadania. Jak wiadomo jedne lepsze drugie gorsze. Mimo to wciąż uwielbiam Sherlocka i Doyla, a szczególnie ostatnie opowiadanie przypadło mi do gustu.
Bardzo długo czytałam owe opowiadania. Jak wiadomo jedne lepsze drugie gorsze. Mimo to wciąż uwielbiam Sherlocka i Doyla, a szczególnie ostatnie opowiadanie przypadło mi do gustu.
Moja pierwsza styczność z Holmesem. Opowiadania przypadkowo, zdaje się, wybrane do tego zbiorku.
Wad nie widzę, bo na detektywa patrzę przez różowe okulary ;)
Najbardziej przypadła mi do gustu "Przygoda w Cooper Beeches".
Moja pierwsza styczność z Holmesem. Opowiadania przypadkowo, zdaje się, wybrane do tego zbiorku.
Wad nie widzę, bo na detektywa patrzę przez różowe okulary ;)
Najbardziej przypadła mi do gustu "Przygoda w Cooper Beeches".
To już moja trzecia książka o przygodach sławnego detektywa, i jak zwykle genialna. Sherlock zawsze mnie zaskakuje a jego metody rozwiązywania zagadek są dla mnie świetne. Najlepsze według mnie okazało się opowiadanie końcowe, tak więc warto wytrwać do końca, co z Sherlockiem wcale nie będzie trudne. Polecam więc wszystkim fanom ciekawych historii!
To już moja trzecia książka o przygodach sławnego detektywa, i jak zwykle genialna. Sherlock zawsze mnie zaskakuje a jego metody rozwiązywania zagadek są dla mnie świetne. Najlepsze według mnie okazało się opowiadanie końcowe, tak więc warto wytrwać do końca, co z Sherlockiem wcale nie będzie trudne. Polecam więc wszystkim fanom ciekawych historii!
Chyba każdy zna Sherlocka Holmes’a i ten jego słynny portret z fajką w ręce. Na książkę trafiłam przez przypadek w bibliotece. Gdybym zauważyła, że to zbiór opowiadań z pewnością bym jej nie wypożyczyła. Popełniłabym duży błąd. Książka składa się z siedmiu krótkich opowiadań. Właśnie to, że nie są dłuższe to ich jedyny minus. Autor mógł je trochę rozwinąć. Zaczynałam czytać, polubiłam bohaterów, zainteresowałam się sprawą i wtedy wszystko się kończyło. Tak za każdym razem.
Nie umiem wybrać najlepszego lub najgorszego opowiadania. Wszystkie były na równym poziomie. Podziwiam autora w wymyślaniu takich historii, gdzie nigdy nie mogłam zgadnąć kto jest sprawcą przestępstwa. Znajdziemy tu siedem ciekawych przypadków m.in.: sprawę niszczenia popiersi Napoleona(zupełnie nie spodziewałam się takiego zakończenia), zabójstwa w mrocznym domku w lesie, tańczące ludziki, które pojawiają się w posiadłości klienta, czy zaginięcie tytułowego młodego lorda.
Imponuje mi postać detektywa Sherlocka Holmes’a. Za każdym razem chociażby wydawało się, że przestępca nie pozostawił żadnych śladów nasz bohater szuka, szuka, nie poddaje się, aż w końcu coś znajduje. Podobają mi się jego zdolności dedukcyjne i sposób przyjmowania podziękowań za wykonaną sprawę. Bez chciwości, pychy, zarozumialstwa, za to z pełną skromnością, czasem za darmo. Jego przyjaciel doktor Watson dotrzymuje mu tylko towarzystwa, nie ma takich zdolności, to on opisuje wszystkie sprawy. Podobało mi się. Bardzo miło spędziłam przy niej czas. Jeśli tylko pojadę do biblioteki znów coś takiego wypożyczę.
Chyba każdy zna Sherlocka Holmes’a i ten jego słynny portret z fajką w ręce. Na książkę trafiłam przez przypadek w bibliotece. Gdybym zauważyła, że to zbiór opowiadań z pewnością bym jej nie wypożyczyła. Popełniłabym duży błąd. Książka składa się z siedmiu krótkich opowiadań. Właśnie to, że nie są dłuższe to ich jedyny minus. Autor mógł je trochę rozwinąć. Zaczynałam...
Tytułowe opowiadanie zaskoczyło mnie, i to mocno. Nie czytam takich form, ale w wypadku Sherlocka Holmesa krótsze historie działają na jego korzyść. W pojedynczych sprawach możemy w pełni zobaczyć geniusz detektywa. Pozostałe historie bardzo mi się podobały. Arthur Conan Doyle miał niesamowitą wenę, aby wymyślić takie zagadki!
Minus z czysto edytorskich powodów - literówki i brak myślników dialogach.
Tytułowe opowiadanie zaskoczyło mnie, i to mocno. Nie czytam takich form, ale w wypadku Sherlocka Holmesa krótsze historie działają na jego korzyść. W pojedynczych sprawach możemy w pełni zobaczyć geniusz detektywa. Pozostałe historie bardzo mi się podobały. Arthur Conan Doyle miał niesamowitą wenę, aby wymyślić takie zagadki!
Minus z czysto edytorskich powodów - literówki...
Uwielbiam kryminały retro!
Uwielbiam kryminały retro!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGloria Scott 10
Stały pacjent 6
Tańczące sylwetki 8
Zniknięcie młodego lorda 7
Czarny Piotr 7
Stary dwór shoscombe 6
Sześć popiersi Napoleona 7
Przygoda w Copper beeches 9
Gloria Scott 10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStały pacjent 6
Tańczące sylwetki 8
Zniknięcie młodego lorda 7
Czarny Piotr 7
Stary dwór shoscombe 6
Sześć popiersi Napoleona 7
Przygoda w Copper beeches 9
To na pewno nie są najlepsze opowiadania z udziałem słynnego detektywa - niemniej odświeżyłem sobie je z zainteresowaniem. Conan Doyle stworzył nietuzinkowego bohatera, będącego wzorem dla wielu kolejnych postaci - i tu widać i słychać to w każdym opowiadaniu.
To na pewno nie są najlepsze opowiadania z udziałem słynnego detektywa - niemniej odświeżyłem sobie je z zainteresowaniem. Conan Doyle stworzył nietuzinkowego bohatera, będącego wzorem dla wielu kolejnych postaci - i tu widać i słychać to w każdym opowiadaniu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie każde zniknięcie to zbrodnia, ale jeśli znika lord, a jego buty wciąż stoją równo przy łóżku, to wiesz, że coś tu się nie zgadza. Nie że ogień, nie że krzyk – raczej coś w rodzaju powolnego zanikania. Takie angielskie rozpłynięcie się, które nie budzi alarmu, tylko pytanie: „Czy pan hrabia życzył sobie nie istnieć?”. I Holmes, jak to on – nie rzuca się w oczy, nie ściga duchów, tylko zakłada rękawiczki, robi krok do tyłu i zaczyna czytać przestrzeń. Bo tutaj ślady są niewidzialne. Bo tutaj zbrodnia, jeśli w ogóle istnieje, ma maniery i herb.
Doyle nie konstruuje tej historii jak sensacji. Buduje ją jak szkatułkę – powoli, z dbałością o mechanizm, który nie zaskakuje, ale domyka się precyzyjnie. Fabuła nie rzuca się do gardła, tylko przysiada obok i szepcze: „Uważaj. To nie jest to, co myślisz”. Holmes nie zachwyca nagłymi błyskami geniuszu. On tu nie błyszczy – on się żarzy. Jego dedukcja to długi, spokojny proces palenia cygara, gdzie dym unosi się nad kłamstwami. Krok po kroku rozmontowuje historię, w której arystokracja nie tyle coś ukrywa, co nie dopuszcza, żeby coś wyszło na wierzch. Prawda to nie sekret. Prawda to brak zaproszenia.
Styl Doyle’a w tym opowiadaniu nie spieszy się. Nie pogania. Daje miejsce na ciszę, na zawahanie, na subtelność, która dziś wydaje się niemodna. I w tym właśnie jest jego siła – że nie musi przyciągać uwagi. Ona sama przychodzi, kiedy przestajesz szukać. Nawet zwroty akcji, które mogłyby być efektowne, są tu podane ze smakiem. Jak herbata – nigdy wrząca, zawsze idealnie ciepła. Jakby autor wiedział, że prawdziwe napięcie nie rodzi się z eksplozji, ale z milczenia po zdaniu, które zabrzmiało o jeden ton za cicho.
To opowiadanie nie wywraca niczego do góry nogami. Nie jest punktem zwrotnym ani wielkim objawieniem. Ale zostaje. Jak zapach drewna w gabinecie, jak odgłos zamykanego notesu. Nie trzeba tu rozlewu krwi, żeby poczuć ciężar. Holmes przypomina, że najlepsze śledztwa to te, w których wszystko jest zbyt idealnie na miejscu. Że prawda nie zawsze wygląda na prawdę. I że zniknięcie to czasem tylko elegancka forma obecności – tyle że po drugiej stronie lustra.
Nie każde zniknięcie to zbrodnia, ale jeśli znika lord, a jego buty wciąż stoją równo przy łóżku, to wiesz, że coś tu się nie zgadza. Nie że ogień, nie że krzyk – raczej coś w rodzaju powolnego zanikania. Takie angielskie rozpłynięcie się, które nie budzi alarmu, tylko pytanie: „Czy pan hrabia życzył sobie nie istnieć?”. I Holmes, jak to on – nie rzuca się w oczy, nie ściga...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOczekiwania:
Przeczytam w końcu ciekawą książkę detektywistyczną o osławionym Sherlocku; wciągnie mnie tak, że przeczytam z zapartym tchem; opowiadania będą skomplikowane, pełne zwrotów akcji i zagadek psychologicznych.
A tu nic z tych rzeczy niestety. Opowiadania aż zaskakują prostotą, przewidywalnością. Książka nie trzyma czytelnika w napięciu, nie zachęca do dedukcji i pisania w głowie swojego pomysłu na bieg wydarzeń, ponieważ wszystko jest aż nadto oczywiste. Słowem- naprawdę nic nadzwyczajnego.
Dodam jedynie, że ostatnie opowiadanie moim zdaniem najlepsze. I gdyby pozostałe były napisane na tym poziomie, to pewnie byłoby 7/10.
Oczekiwania:
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytam w końcu ciekawą książkę detektywistyczną o osławionym Sherlocku; wciągnie mnie tak, że przeczytam z zapartym tchem; opowiadania będą skomplikowane, pełne zwrotów akcji i zagadek psychologicznych.
A tu nic z tych rzeczy niestety. Opowiadania aż zaskakują prostotą, przewidywalnością. Książka nie trzyma czytelnika w napięciu, nie zachęca do dedukcji i...
„Gloria Scott” To nie tylko pierwsza sprawa Holmesa, lecz i jego pierwsza sprawa, którą poznałam w postaci książkowej („Sherlock Holmes niepokonany”).
Widać podobieństwo do „Tragedii w Boscombe Valley”, choć rozwiązane inaczej.
Ponieważ już to opisywałam, przypomnę tylko, że zadaniem Sherlocka było zrozumienie prawdziwego znaczenia pozornie zabawnego listu (z pozoru zabawne wrażenie sprawiają też „Tańczące sylwetki”, lecz są znacznie trudniejsze do odczytania). Jednak by rozwiązać zagadkę „Glorii Scott” musiał przeczytać wspomnienia sędziego, dość zajmujące. Co prawda pozostają znaki zapytania, szubrawiec-marynarz donosząc na sędziego i jego przyjaciela sam przyznawałby się do obecności na statku „Gloria Scott”, a jego odpowiedzialność nie była przecież mniejsza od nich, może nawet większa, skoro pozostał na pokładzie. I komu by uwierzono, powszechnie szanowanemu sędziemu czy jakiemuś łachmycie?
„Pacjent doktora Trevelyana” (jakby dobre, choć końcówka mogła by być trochę lepsza) „Tańczące sylwetki” (bardzo dobre jako zagadka, treść raczej przykra) „Zniknięcie młodego lorda” (dobry początek, zakończenie stawia Holmesa w dziwnym świetle) „Harpun Czarnego Piotra” (bardzo dobre) opisałam w „Sherlock Holmes niepokonany”.
„Psy się nie mylą” Bardzo dobre. Podobne do „Srebrnej Gwiazdy”, tam w przeddzień wyścigów zniknął koń, tu zaś koń jest na miejscu, lecz ...
Przezabawny początek, treser konia wyścigowego wpada na Baker Street:
- Panie Holmes, sir Robert zwariował!
- No to do psychiatry było trzeba iść, cóż mogę zrobić w takiej sprawie?
Opowieść tresera skłania detektywa do przeprowadzenia śledztwa pod pozorem wędkowania.
Jak wskazują poszlaki, ów sir Robert, znany hulaka, uśmiercił swoją siostrę (właścicielkę tego konia) i wynajął kogoś do jej udawania. Psa siostry oddał karczmarzowi, bowiem pies rozpoznałby obcą osobę, a psy się nie mylą. Zwłoki zostały spalone. Tylko czyje?
Przyznaję, zakończenie trochę mnie zaskoczyło.
Jak zauważył Sherlock w innej opowieści, poszlaki mogą być mylące („Dolina Boscombe”).
„Sześć popiersi Napoleona” Dobre. Trochę podobne do „Błękitnego Karbunkułu”. W Londynie grasuje przestępca rozbijający kolejne popiersia Napoleona. Rozwiązania domyśliłam się jeszcze przed zakończeniem, bowiem skojarzyłam to z „Dwunastoma krzesłami”, które chyba powstały pod wpływem tego opowiadania.
„Przygoda w Copper Beeches” czyli „Przedsiębiorcza Guwernantka”
Początek przypomina „Samotną Cyklistkę”, a treść „Sprawę tożsamości” (choć lepiej zakończone) i „Nakrapianą przepaskę” (lecz mniej okrutne).
Holmes od rana przynudza (niby to Watson usiłuje każdemu sprawozdaniu dodać barw i życia, zamiast poprzestać na zaprotokołowaniu ścisłego dedukowania ze skutków o przyczynach) zanim w końcu powie, co zaszło. Zastanawia się, czy jego zawód tak podupadł, że ma udzielać panienkom porad w sprawie podjęcia pracy. Violetta Hunter przybywa prosić o poradę, czy ma zostać guwernantką w dziwnym domu, gdzie wprawdzie płacą więcej niż gdzie indziej, jednak każą jej skrócić włosy i chodzić w błękitnej sukni. Detektyw uznaje to za dziwne, lecz początkowo ma za mało danych.
Po dwóch tygodniach dostają od Violetty pilne wezwanie. Gdy przybywają, słyszą od niej opowieść, z której Holmes wnioskuje, iż w domu tym jest uprawiana przestępcza działalność. Wyruszają na odsiecz ...
Dobre, tylko kończy się trochę za szybko, wnioski były słuszne, jednak sprawa zostaje rozwiązana samoistnie, właściwie bez pomocy Holmesa, podobnie jak w „Glorii Scott” i „Urzędniku Maklera”. Film z 1965 (Sherlock - Douglas Wilmer, Watson - Nigel Stock) ma rozbudowane zakończenie, którego tu mym zdaniem brakowało. To dziwne, lecz ekranizacja czasem bywa lepsza od książki.
„Gloria Scott” To nie tylko pierwsza sprawa Holmesa, lecz i jego pierwsza sprawa, którą poznałam w postaci książkowej („Sherlock Holmes niepokonany”).
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWidać podobieństwo do „Tragedii w Boscombe Valley”, choć rozwiązane inaczej.
Ponieważ już to opisywałam, przypomnę tylko, że zadaniem Sherlocka było zrozumienie prawdziwego znaczenia pozornie zabawnego listu (z pozoru...
Zbiór 8 opowiadań o przygodach Sherlocka Holmesa. Opowiadania zazwyczaj słabiej wypadają przy pojedynczej powieści, lecz w tym wypadku czytało mi się je przyjemniej, niż takie "Studium w szkarłacie". Trzymają dosyć równy poziom, z czego kilka jest lepszych. Po tej lekturze bardziej polubiłem przemądrzałego Holmesa. 7/10
Zbiór 8 opowiadań o przygodach Sherlocka Holmesa. Opowiadania zazwyczaj słabiej wypadają przy pojedynczej powieści, lecz w tym wypadku czytało mi się je przyjemniej, niż takie "Studium w szkarłacie". Trzymają dosyć równy poziom, z czego kilka jest lepszych. Po tej lekturze bardziej polubiłem przemądrzałego Holmesa. 7/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHolmes jest w sumie parodią inteligencji, a nie jej uosobieniem - no chyba, że ktoś nie potrafi rozróżnić dedukcji od wróżbiarstwa (jesteś amatorem biegania, ponieważ twoje zadrapanie na policzku jest skutkiem muśnięcia listkiem spadającym z drzewa podczas treningu na swojej ulubionej ścieżce jakieś dwadzieścia trzy lata temu, cztery miesiące, piętnaście dni i osiem godzin temu).
Holmes jest w sumie parodią inteligencji, a nie jej uosobieniem - no chyba, że ktoś nie potrafi rozróżnić dedukcji od wróżbiarstwa (jesteś amatorem biegania, ponieważ twoje zadrapanie na policzku jest skutkiem muśnięcia listkiem spadającym z drzewa podczas treningu na swojej ulubionej ścieżce jakieś dwadzieścia trzy lata temu, cztery miesiące, piętnaście dni i osiem godzin...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to moje pierwsze, w sumie dosyć przypadkowe literackie zetknięcie z Sherlockiem Holmesem. Zauważyłam tę książkę na półce w domu mojej cioci, a w związku z tym, że mam hopla na punkcie starych, zniszczonych, pachnących starocią książek z pożółkłymi stronicami, postanowiłam ją pożyczyć. I bardzo dobrze zrobiłam. Książka jest zbiorem kilku krótkich opowiadań kryminalnych/detektywistycznych - ciekawych, mimo że trochę już archaicznych zarówno pod względem języka jak i metody śledztwa prowadzonego przez Sherlocka Holmesa. Chyba najbardziej przypadło mi do gustu opowiadanie "Przygoda w Corper Beeches" i tytułowe "Zniknięcie młodego lorda", może dlatego że lubię wątki rodzinne w zagadkach kryminalnych. Niemniej wszystkie są świetne, a postać Sherlocka Holmesa zainteresowała mnie na tyle, że na pewno sięgnę jeszcze kiedyś po jakąś książkę Doyla. Lubię jego żelazną logikę, zaskakującą (na początku) umiejętność uchwycenia szczegółów, wobec których każda inna osoba przechodzi obojętnie oraz małe dziwactwa, które czynią jego postać jeszcze bardziej intrygującą.
Jest to moje pierwsze, w sumie dosyć przypadkowe literackie zetknięcie z Sherlockiem Holmesem. Zauważyłam tę książkę na półce w domu mojej cioci, a w związku z tym, że mam hopla na punkcie starych, zniszczonych, pachnących starocią książek z pożółkłymi stronicami, postanowiłam ją pożyczyć. I bardzo dobrze zrobiłam. Książka jest zbiorem kilku krótkich opowiadań...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo przyjemna lektura, nie tyle ze względu na same zagadki, co na przyjemny i obrazowy styl. Polecam :)
Bardzo przyjemna lektura, nie tyle ze względu na same zagadki, co na przyjemny i obrazowy styl. Polecam :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo przyjemna książeczka z opowiadaniami o przygodach Sherlocka Holmesa. Krótkie i przyjemne opowiadanka, czyta się je szybko, łatwo i przyjemnie. A przy tym można ciut pogłówkować nad zagadkami które rozwiązuje Sherlock z czasem przyjemnym rezultatem bo niejednokrotnie można rozwiązać zagadkę.
Bardzo przyjemna książeczka z opowiadaniami o przygodach Sherlocka Holmesa. Krótkie i przyjemne opowiadanka, czyta się je szybko, łatwo i przyjemnie. A przy tym można ciut pogłówkować nad zagadkami które rozwiązuje Sherlock z czasem przyjemnym rezultatem bo niejednokrotnie można rozwiązać zagadkę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKlasyka kryminału i jedyny w swoim rodzaju Holmes. Dziś to trochę antyk, bo i język stary, i metody głównego bohatera dość schematyczne, a niekiedy już nie aktualne, i konstrukcja opowiadań jakaś słaba. Ale pamiętając, że to Doyle wprowadził jako pierwszy (bo w kolejnych opowiadaniach i powieściach) bohatera - detektywa o dziwnych obyczajach i genialnym umyśle - należy się mu szacunek. Pomijając więc niedoskonałości warsztatu warto przeczytać. Niestety, w schyłkowym PRL-u książka jest wydana koszmarnie - słaby druk, niedoróbki redakcyjne, fatalne wydanie, nawet niezbyt przemyślany dobór opowiadań to na pewno wady. Dlatego ocena jest podwójna - za tekst Arthura Conana Doyle'a 7 gwiazdek, za wydanie najwyżej 3, średnia dość słaba. Ale ciągle warto czytać.
Klasyka kryminału i jedyny w swoim rodzaju Holmes. Dziś to trochę antyk, bo i język stary, i metody głównego bohatera dość schematyczne, a niekiedy już nie aktualne, i konstrukcja opowiadań jakaś słaba. Ale pamiętając, że to Doyle wprowadził jako pierwszy (bo w kolejnych opowiadaniach i powieściach) bohatera - detektywa o dziwnych obyczajach i genialnym umyśle - należy się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo długo czytałam owe opowiadania. Jak wiadomo jedne lepsze drugie gorsze. Mimo to wciąż uwielbiam Sherlocka i Doyla, a szczególnie ostatnie opowiadanie przypadło mi do gustu.
Bardzo długo czytałam owe opowiadania. Jak wiadomo jedne lepsze drugie gorsze. Mimo to wciąż uwielbiam Sherlocka i Doyla, a szczególnie ostatnie opowiadanie przypadło mi do gustu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobre opowiadania, które bez problemu mogą konkurować z twórczością Agathhy Christie.
Bardzo dobre opowiadania, które bez problemu mogą konkurować z twórczością Agathhy Christie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoja pierwsza styczność z Holmesem. Opowiadania przypadkowo, zdaje się, wybrane do tego zbiorku.
Wad nie widzę, bo na detektywa patrzę przez różowe okulary ;)
Najbardziej przypadła mi do gustu "Przygoda w Cooper Beeches".
Moja pierwsza styczność z Holmesem. Opowiadania przypadkowo, zdaje się, wybrane do tego zbiorku.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWad nie widzę, bo na detektywa patrzę przez różowe okulary ;)
Najbardziej przypadła mi do gustu "Przygoda w Cooper Beeches".
To już moja trzecia książka o przygodach sławnego detektywa, i jak zwykle genialna. Sherlock zawsze mnie zaskakuje a jego metody rozwiązywania zagadek są dla mnie świetne. Najlepsze według mnie okazało się opowiadanie końcowe, tak więc warto wytrwać do końca, co z Sherlockiem wcale nie będzie trudne. Polecam więc wszystkim fanom ciekawych historii!
To już moja trzecia książka o przygodach sławnego detektywa, i jak zwykle genialna. Sherlock zawsze mnie zaskakuje a jego metody rozwiązywania zagadek są dla mnie świetne. Najlepsze według mnie okazało się opowiadanie końcowe, tak więc warto wytrwać do końca, co z Sherlockiem wcale nie będzie trudne. Polecam więc wszystkim fanom ciekawych historii!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo topo prostu klasyka :)
po prostu klasyka :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGenialny detektyw w akcji. Czego chcieć więcej ? :)
Genialny detektyw w akcji. Czego chcieć więcej ? :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZero ubarwień, czysta dedukcja! Na +
Zero ubarwień, czysta dedukcja! Na +
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSherlock Holmes i jego przyjaciel Doktor Watson jak zwykle zachwycają.
Sherlock Holmes i jego przyjaciel Doktor Watson jak zwykle zachwycają.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChyba każdy zna Sherlocka Holmes’a i ten jego słynny portret z fajką w ręce. Na książkę trafiłam przez przypadek w bibliotece. Gdybym zauważyła, że to zbiór opowiadań z pewnością bym jej nie wypożyczyła. Popełniłabym duży błąd. Książka składa się z siedmiu krótkich opowiadań. Właśnie to, że nie są dłuższe to ich jedyny minus. Autor mógł je trochę rozwinąć. Zaczynałam czytać, polubiłam bohaterów, zainteresowałam się sprawą i wtedy wszystko się kończyło. Tak za każdym razem.
Nie umiem wybrać najlepszego lub najgorszego opowiadania. Wszystkie były na równym poziomie. Podziwiam autora w wymyślaniu takich historii, gdzie nigdy nie mogłam zgadnąć kto jest sprawcą przestępstwa. Znajdziemy tu siedem ciekawych przypadków m.in.: sprawę niszczenia popiersi Napoleona(zupełnie nie spodziewałam się takiego zakończenia), zabójstwa w mrocznym domku w lesie, tańczące ludziki, które pojawiają się w posiadłości klienta, czy zaginięcie tytułowego młodego lorda.
Imponuje mi postać detektywa Sherlocka Holmes’a. Za każdym razem chociażby wydawało się, że przestępca nie pozostawił żadnych śladów nasz bohater szuka, szuka, nie poddaje się, aż w końcu coś znajduje. Podobają mi się jego zdolności dedukcyjne i sposób przyjmowania podziękowań za wykonaną sprawę. Bez chciwości, pychy, zarozumialstwa, za to z pełną skromnością, czasem za darmo. Jego przyjaciel doktor Watson dotrzymuje mu tylko towarzystwa, nie ma takich zdolności, to on opisuje wszystkie sprawy. Podobało mi się. Bardzo miło spędziłam przy niej czas. Jeśli tylko pojadę do biblioteki znów coś takiego wypożyczę.
Chyba każdy zna Sherlocka Holmes’a i ten jego słynny portret z fajką w ręce. Na książkę trafiłam przez przypadek w bibliotece. Gdybym zauważyła, że to zbiór opowiadań z pewnością bym jej nie wypożyczyła. Popełniłabym duży błąd. Książka składa się z siedmiu krótkich opowiadań. Właśnie to, że nie są dłuższe to ich jedyny minus. Autor mógł je trochę rozwinąć. Zaczynałam...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytułowe opowiadanie zaskoczyło mnie, i to mocno. Nie czytam takich form, ale w wypadku Sherlocka Holmesa krótsze historie działają na jego korzyść. W pojedynczych sprawach możemy w pełni zobaczyć geniusz detektywa. Pozostałe historie bardzo mi się podobały. Arthur Conan Doyle miał niesamowitą wenę, aby wymyślić takie zagadki!
Minus z czysto edytorskich powodów - literówki i brak myślników dialogach.
Tytułowe opowiadanie zaskoczyło mnie, i to mocno. Nie czytam takich form, ale w wypadku Sherlocka Holmesa krótsze historie działają na jego korzyść. W pojedynczych sprawach możemy w pełni zobaczyć geniusz detektywa. Pozostałe historie bardzo mi się podobały. Arthur Conan Doyle miał niesamowitą wenę, aby wymyślić takie zagadki!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMinus z czysto edytorskich powodów - literówki...
Czy tu naprawdę potrzebny jest opis?
Czy tu naprawdę potrzebny jest opis?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to