Abe’a i Dana łączą trzy rzeczy: obaj pracują w tej samej firmie, obaj przedwcześnie owdowiali i aby poradzić sobie z tragediami w życiu osobistym, w wolnym czasie zaczęli oddawać się wędkowaniu. Na miejscówkę dla kolejnej z wypraw wędkarskich obierają trudno dostępny Potok Holendra. Kiedy od właściciela przydrożnej knajpy słyszą przedziwną i mrożącą krew w żyłach historię, jaka rozegrała się w okolicach Potoku prawie wiek wcześniej, nie przypuszczają, że na miejscu czeka ich o wiele gorszy koszmar…
Klimatyczna historia o dość rzadko spotykanej w gatunku szkatułkowej narracji. Powiedziałabym jednak, że bardziej niż z dorobku Lovecrafta, Poe’go i Melville’a, powieść czerpie inspiracje z twórczości współczesnych amerykańskich mistrzów horroru - Kinga i zmarłego niedawno Simmonsa. Plus, tych inspiracji jest na tyle dużo, że trochę ciężko uznać "Poławiacza" za objawienie literackie (co usilnie sugeruje wydawca).
W opozycji do części recenzentów tej powieści, za najlepszą część książki uważam opowieść Howarda, jak dla mnie jest kompletna, najbardziej trzymająca w napięciu i najmroczniejsza, wątek Abe’a i Dana równie dobrze można by wyciąć (mimo iż lepiej spaja historię).
Abe’a i Dana łączą trzy rzeczy: obaj pracują w tej samej firmie, obaj przedwcześnie owdowiali i aby poradzić sobie z tragediami w życiu osobistym, w wolnym czasie zaczęli oddawać się wędkowaniu. Na miejscówkę dla kolejnej z wypraw wędkarskich obierają trudno dostępny Potok Holendra. Kiedy od właściciela przydrożnej knajpy słyszą przedziwną i mrożącą krew w żyłach historię,...
Na pierwszy rzut oka Poławiacz może wydawać się historią zwyczajną: dwóch mężczyzn, Abe i Dan, którzy szukają ukojenia w wędkowaniu po osobistych tragediach. Abe, starszy, częściowo pogodzony z losem, oraz Dan, świeżo po stracie najbliższych, odnajdują w rytuale wędkowania chwilowy azyl od świata i własnego bólu. Jednak w trakcie podróży nad Potok Holendra zatrzymują się w przydrożnej knajpie, gdzie właściciel, Howar, zaczyna snuć opowieść sprzed niemal wieku, historię tytułowego Poławiacza, istoty czy zjawiska, które nie powinno istnieć, a jednak czai się w cieniu codzienności.
Siłą tej książki jest atmosfera, która nie buduje napięcia wprost, lecz powoli zaciska pętlę, wciągając czytelnika w dziwnie niepokojący świat. To nie horror krwawy ani spektakularny, bo groza i dziwność wkradają się niemal niezauważalnie, mieszając się z pozornie banalnymi czynnościami i codziennością bohaterów.
To powieść weird fiction w najlepszym wydaniu: literatura, która miesza realizm z absurdalną, przesuniętą logiką, zmusza do uważnego czytania i nagradza obrazy, które pozostają w pamięci na długo. Langan pokazuje, jak daleko potrafi popchnąć człowieka żałoba i obsesja.
Poławiacz zdobył Bram Stoker Award, i trudno się dziwić, bo to książka, która udowadnia, że horror i dziwność nie muszą przychodzić w postaci efektownych scen, by wstrząsnąć czytelnikiem. To opowieść, która zostaje w głowie długo po odłożeniu książki, wciąga w świat, w którym granice rzeczywistości są płynne, a codzienność może skrywać coś całkowicie obcego i niepokojącego.
Dla tych, którzy cenią literaturę, która zmusza do myślenia, wciąga powoli i zostaje w pamięci, Poławiacz jest lekturą obowiązkową. To książka niepokojąca, piękna i literacko dopracowana, prawdziwy przykład tego, jak weird fiction może zachwycać w nowoczesnym wydaniu.
Zapraszam na mojego instagrama @rybamaglos, gdzie publikuję recenzje i nowinki ze świata literackiego.
Na pierwszy rzut oka Poławiacz może wydawać się historią zwyczajną: dwóch mężczyzn, Abe i Dan, którzy szukają ukojenia w wędkowaniu po osobistych tragediach. Abe, starszy, częściowo pogodzony z losem, oraz Dan, świeżo po stracie najbliższych, odnajdują w rytuale wędkowania chwilowy azyl od świata i własnego bólu. Jednak w trakcie podróży nad Potok Holendra zatrzymują się w...
Ciekawy zamysł, bardzo Lovecraftiański, ale nie trafił do mnie ani klimat ani historia, a niektóre zabiegi językowe uważam za nietrafione. Myślę że na dużą niekorzyść tej książki w mojej ocenie działa to że jeszcze się nie znalazł taki książkowy horror który by mnie w jakikolwiek sposób choćby zaniepokoił.
Ciekawy zamysł, bardzo Lovecraftiański, ale nie trafił do mnie ani klimat ani historia, a niektóre zabiegi językowe uważam za nietrafione. Myślę że na dużą niekorzyść tej książki w mojej ocenie działa to że jeszcze się nie znalazł taki książkowy horror który by mnie w jakikolwiek sposób choćby zaniepokoił.
Pierwsza książka 2026, opowiada tak naprawdę dwie luźno powiązane historie. Wszechobecny motyw straty i próbami radzenia sobie z nią sprawnie przewija się z elementami nadnaturalnej grozy rodem z opowiadań Lovecrafta.
Niestety niesamowitość tej grozy momentami ogranicza się do 'ayoo it's da fish people again', co nie jest niczym odkrywczym, ale jest to na tyle sprawnie poprowadzone, że nie przeszkadza. Zresztą książką nazywa się Poławiacz, ryboludzie byli gwarantowani. Autor wyraźnie inspiruje się Lovecraftem również w długich i przeciągniętych miejscami opisach, które nie zawsze stanowią dobrą podbudowę napięcia, a tylko męczą oczy i sztucznie przeciągają cała historię.
Książka podzielona jest na trzy części. W pierwszej Abe i Dan (ja i Paweł), każdy ze swoją własną stratą i bólem, odnajdują ukojenie w wędkowaniu. Narracja poprowadzona jest w taki sposób, że byłem wciągnięty i zaciekawiony dalszym ciągiem ich historii, zwłaszcza, że Abe (narrator) zapowiada, że shit's about to get weird. Niestety po całym budowaniu podkładu pod główną historię (katastrofalny wypad na ryby nad Potok Holendra) całe momentum zostaje przerwane, bo teraz przez 1/3 książki opowiadamy historię o czym innym.
Druga część to historia powstania rezerwuaru, w którym Abe i Dan wędkują. Momentami była w sumie bardziej angażująca niż główni bohaterowie, ale też o wiele więcej się w niej działo. Może też przez to jak się skończyła i wróciliśmy nad Potok Holendra to akcja trochę przyspieszyła, niemniej i tak byłem już trochę wybity z rytmu.
Ostatnia część kulminuje część pierwszą i jest fajnie i groźnie i rybio, ale miałem wrażenie, że przeczytanie całego backstory w poprzedniej części miało stanowczo na mały pay-off, żeby uznać je za opłacalny. Poza dalszym przeplataniem motywu straty i mignięciem tego całego P O Ł A W I A C Z A, nie ma zbyt wiele co łączyłoby w znaczący sposób obie historie.
Anyway poza paroma dłużyznami i bardzo nieinteresującymi mnie technicznymi opisami wędkowania to całkiem szybko wciągnąłem tę książkę i jestem zadowolony. Łopatologiczne metafory i powtarzane wiele razy motywy grozy nie przeszkadzały w finalnym odbiorze, więc ogólnie to nie wiem, polecam jak ktoś lubi ryby albo śmierć.
Smut Radar (bd przy każdej książce oznaczać czy występuje s*x i czy jest cool) - jest jeden s*x z niespodzianką (niespodzianka to fish person), stanowczo za mało dla koneserów.
Pierwsza książka 2026, opowiada tak naprawdę dwie luźno powiązane historie. Wszechobecny motyw straty i próbami radzenia sobie z nią sprawnie przewija się z elementami nadnaturalnej grozy rodem z opowiadań Lovecrafta.
Niestety niesamowitość tej grozy momentami ogranicza się do 'ayoo it's da fish people again', co nie jest niczym odkrywczym, ale jest to na tyle sprawnie...
Powieść nie była tragiczna, ale nie zapowiadała niczego ciekawego. Odłożyłem po kilkudziesięciu stronach, żeby nie marnować czasu. Język z nutką grafomanii, a od niektórych metafor zgrzytały zęby.
Powieść nie była tragiczna, ale nie zapowiadała niczego ciekawego. Odłożyłem po kilkudziesięciu stronach, żeby nie marnować czasu. Język z nutką grafomanii, a od niektórych metafor zgrzytały zęby.
Wahałem się między 7 a 8. Finalnie stwierdziłem, że zakończenie poszło w takim kierunku, które delikatnie mnie rozczarowało. Owszem, lubię kiedy powieści grozy zostawiają pewne niedopowiedzenia, gdy owiane są aurą tajemniczością. Tutaj jednak, mam wrażenie, że tego niedopowiedzenia pozostawiono nieco zbyt dużo, za dużo otwartych wątków i tej konkluzji trochę w końcowym rozrachunku brakuje. Trzeba też przyznać, że niektóre sceny do tej powieści nie pasowały i wybijały się swoją kiczowatością. Chociażby scena seksu głównego bohatera z "rybią Marie". Po prostu niekiedy za mocno bije pewna irracjonalność z poczynań bohaterów i czasem za bardzo podszyte jest to wszystko tą poetyckością i fantastycznością tego "drugiego świata".
Niemniej, wyobraźnia Johna Langana jest niesamowita. Również to z jaką dbałością o detale przedstawia nam światy po obu stronach zwierciadła. Oczywiście nie sposób nie dostrzec ewidentnych inspiracji Lovecraftem. Z podobną starannością wchodzi także w umysł bohatera, penetruje go pod różnymi kątami tworząc bardzo solidne portrety psychologiczne. Doceniam też rozmach tej powieści i jej strukturę. Historia obejmuje setki lat, są tutaj opowieści w opowieściach, ale wszystkie finalnie spaja... no właśnie, to już się sami przekonacie. Natomiast czuć, że autor włożył dużo pracy w połączenie tych historii i jest w tym płynność.
Wahałem się między 7 a 8. Finalnie stwierdziłem, że zakończenie poszło w takim kierunku, które delikatnie mnie rozczarowało. Owszem, lubię kiedy powieści grozy zostawiają pewne niedopowiedzenia, gdy owiane są aurą tajemniczością. Tutaj jednak, mam wrażenie, że tego niedopowiedzenia pozostawiono nieco zbyt dużo, za dużo otwartych wątków i tej konkluzji trochę w końcowym...
Jeśli chodzi o horror to mało co mnie zaskakuje. Tak też było tym razem, natomiast była to książka naprawdę dobra - obydwie historie i ich zawiązanie było sprawnie poprowadzone, fabuła wciągała i chciało się zobaczyć co będzie dalej. Polecam jeśli szukacie czegoś nietuzinkowego. Zapada w pamięć.
Jeśli chodzi o horror to mało co mnie zaskakuje. Tak też było tym razem, natomiast była to książka naprawdę dobra - obydwie historie i ich zawiązanie było sprawnie poprowadzone, fabuła wciągała i chciało się zobaczyć co będzie dalej. Polecam jeśli szukacie czegoś nietuzinkowego. Zapada w pamięć.
Zacznę od tego, że nie wiem jakim cudem ta książka uzyskała aż tak wysokie oceny. Pomimo kilku negatywnych opinii nie dostrzegłam niczego, co zniechęciłoby mnie do zakupu i przeczytania tej powieści. Niniejszym więc opisuję o czym faktycznie jest ta książka, żeby inne osoby, o przynajmniej zbliżonych oczekiwaniach nie musiały brnąć na siłę przez tych ponad 300 stron.
Po pierwsze książka pojawiała się zwykle w działach typu "horror/thriller/ science fiction". Według mnie jest to krzyżówka tego wszystkiego plus jeszcze dodałabym fantasy.
Zaczyna się jak horror i całkiem dobra powieść, a po ok 80 stronach dostajemy opowieść barmana, która dość szybko idzie w kierunku fabuły typu "Smętarz dla zwierząt". Czy więc chodzi o ożywianie zmarłych? Nie. Niestety. Żeby autor na tym właśnie zakończył swoją kreatywność, to byłoby pół biedy.
Zachowania bohaterów książki są zwyczajnie nielogiczne - na osiedlu pracowniczym kobieta wstaje z martwych i tylko dwóch facetów ma z tym problem, a cała reszta tego nie widzi? Ale mniejsza o logikę, bo już nawet nie w tym rzecz. Później wchodzi kolejny wątek - potwora z głębin. Nie żartuję! Serio. Poważny, nagradzany pisarz napisał powieść o żywych trupach, jakiś czarach/runach i głębinowym stworze. Gdyby fantazja autora na tym sie urwała, to może byłoby to jeszcze jakkolwiek strawne, ale tam było jeszcze min poszukiwanie, o ile pamiętam, kwiatu lotosu w podziemnym mieście i przypadek śmierci, który jest tak mocno w stylu fantasy, że bardziej pasowałby do książek dla dzieci i młodzieży.
No i tu mam problem - jak czytać te wszystkie wymysły, będąc jakkolwiek dorosłym człowiekiem? A to jeszcze nie koniec, bo jest jeszcze ostatnia część książki, w której znowu pojawiają się kolejne zjawiska paranormalne i gdzie znowu jest to troche od czapy.
Po przeczytaniu powieści pomyślałam, że może ja po prostu nie rozumiem gatunki, jakim jest weird fiction. Co więc zrobiłam? Sięgnęłam po Lovecrafta. Wnioski? To nie jest kwestia gatunku. Lovecraft brał "na warsztat" jedno zjawisko i fenomenalnie je rozwijał w mistyczną opowieść.
Powiem wprost - biorąc do rąk "Poławiacza" liczyłam na głęboką, refleksyjną opowieść. Myślałam, że tytułowy poławiacz to jakaś tajemnicza postać, która będzie wchodzić z bohaterami powieści w jakieś ciekawe, mroczne interakcje, a tu gdzie tam! Podziemne oceany, jakieś potworki itp. Czułam się jakbym czytała horror kategorii B, a nawet gorzej.
Przedobrzone, przekombinowane, brak aury tajemniczości, że nie wspomnę o jakimś dreszczyku emocji. Jeśli ktoś lubi w fantasy, horrorach, czy science fiction choćby element realizmu, to ta powieść może mu się bardzo nie spodobać.
Zacznę od tego, że nie wiem jakim cudem ta książka uzyskała aż tak wysokie oceny. Pomimo kilku negatywnych opinii nie dostrzegłam niczego, co zniechęciłoby mnie do zakupu i przeczytania tej powieści. Niniejszym więc opisuję o czym faktycznie jest ta książka, żeby inne osoby, o przynajmniej zbliżonych oczekiwaniach nie musiały brnąć na siłę przez tych ponad 300 stron.
Początkowo byłam sceptycznie nastawiona - słownictwo rodem z jakiejś wsiowej dziury i gawędziarski ton. Jednak im dalej w las, tym więcej niepokoju, tym więcej wody i rybopodobnych istot.
Zrobiło się tajemniczo, strasznawo i wciągająco. Wsiąkłam. Nie mogłam się oderwać.
Dużo, dużo nawiązań do Moby Dicka, dużo Poego i dużo Lovecrafta. Autor mnie kupił.
Jedynym mankamentem było zakończenie.
Początkowo byłam sceptycznie nastawiona - słownictwo rodem z jakiejś wsiowej dziury i gawędziarski ton. Jednak im dalej w las, tym więcej niepokoju, tym więcej wody i rybopodobnych istot.
Zrobiło się tajemniczo, strasznawo i wciągająco. Wsiąkłam. Nie mogłam się oderwać.
Dużo, dużo nawiązań do Moby Dicka, dużo Poego i dużo Lovecrafta. Autor mnie kupił.
Główny bohater opowiada historię, jak prawdziwy rybak. Naprawdę wierzę, że ktoś taki, by mi taką opowieść przekazał. Może trochę mniej pięknym językiem, który jest ewidentnie widoczny w tej książce.
Przyciągnęła mnie historia Aba, spodobała mi się i chciałam poznać jej zakończenie. W trakcie dostaliśmy jeszcze historię o tytułowym poławiaczu i ona też była dobra. Przerwała mi poprzednią, ale była dobra, więc nie byłam zła.
Całość jest wolna, skupia się na budowaniu i utrzymywaniu napięcia oraz na uczuciach bohaterów. Dla każdego jednak coś się znajdzie, bo zadziwiająco sporo osób umiera.
Główny bohater opowiada historię, jak prawdziwy rybak. Naprawdę wierzę, że ktoś taki, by mi taką opowieść przekazał. Może trochę mniej pięknym językiem, który jest ewidentnie widoczny w tej książce.
Przyciągnęła mnie historia Aba, spodobała mi się i chciałam poznać jej zakończenie. W trakcie dostaliśmy jeszcze historię o tytułowym poławiaczu i ona też była dobra. Przerwała...
Środkowa część historii to zdecydowanie największy atut! Bardzo spodobała mi się historia o tytułowym poławiaczu, a także niespieszny sposób prowadzenia opowieści. Końcówka trochę bardziej naciągana, ale całokształt naprawdę klasa.
Środkowa część historii to zdecydowanie największy atut! Bardzo spodobała mi się historia o tytułowym poławiaczu, a także niespieszny sposób prowadzenia opowieści. Końcówka trochę bardziej naciągana, ale całokształt naprawdę klasa.
Zaczyna się bardzo dobrze, psychologiczna analiza traumy i rozpaczy, wolno rozwijająca się akcja(dla mnie to zawsze na plus), powieść w powieści też początkowo intryguje, niestety im dalej tym gorzej. Naciągane 6
Zaczyna się bardzo dobrze, psychologiczna analiza traumy i rozpaczy, wolno rozwijająca się akcja(dla mnie to zawsze na plus), powieść w powieści też początkowo intryguje, niestety im dalej tym gorzej. Naciągane 6
Abe”mu nie dane jest cieszyć się zbyt długo życiem rodzinnym. Jego żona umiera, a świat, dotąd bajkowy wręcz, rozpada się. Spokój odnajduje w wędkarstwie. Na początek jest to jedynie odskocznia od samotności w samotność, z biegiem czasu zaczyna czerpać z tego niezwykłą przyjemność. Wkrótce znajduje towarzysza do wędkarskich wypraw – Danego, to współpracownik, którego życie doświadczyło podobną tragedią – w wypadku ginie jego żona i dzieci. Obaj mają swój sposób o oswojenie straty, kto poniósł większą, a kto mniejszą? Tego mierzyć nie sposób. Na początku znajomości omijają drażliwe tematy, z biegiem czasu nie są one już bezwzględnym tabu. Dan proponuje wędkarski wypad nad Potok Holendra – dość tajemnicze miejsce, pomijane przez przewodniki wędkarskie, zresztą Dan nie bardzo chce zdradzić jak się o nim dowiedział. Eskapada rozpoczyna się od pobytu u Howarda – karczmarza, który – kiedy dowiaduje się od Abe i Dana, gdzie ci się wybierają, robi wszystko, żeby od zamiaru ich odwieźć. Opowiada historię, powstania tego miejsca, a jest to historia, która wymyka się rozsądkowi. Dan, w przeciwieństwie do Abe'go nie wydaje się historią zbytnio zdziwiony, szczególnie, że nie wędkarstwo ciągnie go nad okryty złą sławą potok...
Langan tworzy powieść w powieści, główni bohaterowie na długi czas znikają z fabuły, stając się – jak czytelnik – jedynie słuchaczami. To bardzo specyficzny horror z niezmierzoną ilością opisów miejsc, osób, przyrody, opowieścią wielopokoleniową. Akcja snuje się bez galopady, nawet „krwawe momenty” opisane są w sposób liniowy. Jeżeli chodzi o budowanie napięcia to niczego takiego nie ma, ale to żadna wada. To nietypowa próba opisania czym jest strata i jak sobie z nią radzić, zachowując racjonalizm. O próbie zmierzenia się z tym co niewytłumaczalne, o tęsknocie, którą można oswoić, ale nie wytresować.
Abe”mu nie dane jest cieszyć się zbyt długo życiem rodzinnym. Jego żona umiera, a świat, dotąd bajkowy wręcz, rozpada się. Spokój odnajduje w wędkarstwie. Na początek jest to jedynie odskocznia od samotności w samotność, z biegiem czasu zaczyna czerpać z tego niezwykłą przyjemność. Wkrótce znajduje towarzysza do wędkarskich wypraw – Danego, to współpracownik, którego życie...
Książka przede wszystkim ma niesamowity klimat, wciąga czytelnika niczym powieściowy potok Holendra. Powieść ma formę powieści szkatułkowej, napisana jest pięknym, poetyckim językiem. Polecam !
Książka przede wszystkim ma niesamowity klimat, wciąga czytelnika niczym powieściowy potok Holendra. Powieść ma formę powieści szkatułkowej, napisana jest pięknym, poetyckim językiem. Polecam !
Mmm... to co tygryski lubią najbardziej: nieśpiesznie, dokładnie tkana fabuła, gęstniejący mrok... czytelniczo przepysznie. I te przysmaczki w postaci nawiązań, mrugnięć do czytelnika. Polecam.
Mmm... to co tygryski lubią najbardziej: nieśpiesznie, dokładnie tkana fabuła, gęstniejący mrok... czytelniczo przepysznie. I te przysmaczki w postaci nawiązań, mrugnięć do czytelnika. Polecam.
Książka pokazuje dwa bieguny radzenia sobie ze stratą najbliższej osoby. Z jednej strony można przepracować stratę, znaleźć sobie nowe miejsce na ziemi, a z drugiej strony można nie dopuszczać do siebie faktu że osoba którą straciliśmy nie wróci, wtedy w głowie różne fantastyczne, nierealne rzeczy stają się motywem przewodnim i prowadzą do szaleństwa.
Książka pokazuje dwa bieguny radzenia sobie ze stratą najbliższej osoby. Z jednej strony można przepracować stratę, znaleźć sobie nowe miejsce na ziemi, a z drugiej strony można nie dopuszczać do siebie faktu że osoba którą straciliśmy nie wróci, wtedy w głowie różne fantastyczne, nierealne rzeczy stają się motywem przewodnim i prowadzą do szaleństwa.
Napisana w stylu retro, przypominają mi się stare dziewiętnastowieczne monety, gdzieniegdzie trochę zaśniedziałe lecz mają swój urok ......tu także choć podróbka to przez wprawnego mincerza sprawiona. Autor momentami marudzi lecz całościowo wszystko trzyma się kupy i nie nudzi.
Poolecam
Napisana w stylu retro, przypominają mi się stare dziewiętnastowieczne monety, gdzieniegdzie trochę zaśniedziałe lecz mają swój urok ......tu także choć podróbka to przez wprawnego mincerza sprawiona. Autor momentami marudzi lecz całościowo wszystko trzyma się kupy i nie nudzi.
Poolecam
Nasz umysł w chwili zagrożenia próbuje racjonalnie podejść do sytuacji, które mogą wydawać się niewyobrażalne. Łatwiej jest pokonać lub oswoić się ze strachem, który znamy niż z czymś co do końca nie chce podlegać prawidłom realnego świata. Horror, który jako gatunek umożliwia przeżycie trwożących sytuacji w bezpieczny sposób oprócz wyzwalania strachu i deszczyku, przynosi pewną formę oczyszczenia. Oczywiście tak jak każdy gatunek literacki ma swe podgatunki w zależności od tego co jest bardziej eksponowane w danym dziele. Ostatnimi czasy tryumfy święci literatura weird fiction, choć jej protoplaści żyli na początku XX wieku, chociażby Edgar Allan Poe, czy też H.P.Lovecraft. Bazuje ona na zetknięciu czy też wdarciu się czegoś paranormalnego, często nie do końca nazwanego, w zwyczajne życie bohaterów. Pieczołowite oddanie aury niesamowitości i tworzenie przesiąkniętej mrokiem opowieści w dużej mierze oddziałuje na emocje czytelnika bardziej niż typowy rozlew krwi. Tego typu literatura sięga po głęboko osadzone w każdym z nas lęki, wywlekając je na światło dzienne a sama opowieść potrafi trzymać w nieustannej niepewności aż do końca.
„Poławiacz” jak do tej pory to jedyne dostępne i przetłumaczone na język polski dzieło Johna Langana. Powieść w stu procentach wpisuje się w definicję weird fiction, lecz aby czerpać przyjemność z lektury, trzeba powoli nią się delektować. Książka Langana należy do tych, które wymagają większej uwagi od czytelnika. Nieśpieszne tempo może zniechęcić tych, którzy byli przygotowani na szybki rozlew krwi, bądź pojawienie się potwora, choć takowy w powieści się pojawia, lecz autor buduje grozę stopniowo, a jak już przemyca elementy nadnaturalne, czyni to w sposób subtelny. John Langan napisał książkę wielowymiarową i niełatwą, ale taką, która długo po odłożeniu będzie szargała myśli czytelników.
Gdy umiera jego chora na raka żona, Abe próbuje zapomnieć o stracie, oddając się nowej pasji – wędkarstwu. Wkrótce dołącza do niego Dan, którego rodzina zginęła w wypadku. Szukający nowych wyzwań i łowisk przyjaciele postanawiają wybrać się na ryby nad mało znany potok. W przydrożnym barze, prowadzonym przez Howarda, znawcę lokalnych historii, dowiadują się o złej sławie Potoku Holendra, jaką owiany jest strumień, i o tajemniczej postaci znanej jako Poławiacz.
Powieść została podzielona na trzy części. Pierwsza i ostatnia skupiają się na historii Abe’a i Dana, dwóch przyjaciół wdowców, którzy poszukują ukojenia podczas łowienia ryb. Druga część, a zarazem najdłuższa opisuje historię rodziny Schmidtów, niemieckich imigrantów, którzy po osiedleniu się w małym amerykańskim miasteczku będą świadkami iście w „Lovecraftowskich”stylu wydarzeń z tytułowym Poławiaczem jako osią centralną opowieści. Choć obie historie dzieją się w różnych wiekach, pozornie niepowiązane, tworzą spójną całość.
Pierwszym co rzuca się w oczy to nieśpieszne, wręcz mozolne tempo akcji, co owszem dla niektórych może być wadą, lecz dzięki temu autor zyskuje dużo przestrzeni na budowanie świata przedstawionego, by w pewnym momencie go odrealnić. John Langan nie rzuca nas w wir wydarzeń, te z czasem przyjdą, skupia się na przedstawieniu sytuacji bohaterów, ich motywacji oraz targających nimi emocji, jednocześnie wpierw ledwie zauważalnie, z czasem coraz bardziej wprowadzając elementy nadnaturalne. Ze względu na szkatułkową formę opowieści oraz liczne i rozbudowane dygresje, „Poławiacz” wymaga uważnej lektury, aby móc w pełni docenić jego kunszt. Pierwsza część, gdyby usunąć z niej delikatne elementy nadnaturalne jest niesamowicie melancholijną, ale również piękną opowieścią o stracie i bólu, o niemożności zachowania tego, co przeminęło.
Opowiadania przez Langana historia magnetyzuje, co raz bardziej rozumiejąc stratę głównych bohaterów, próbujemy z odłamków dziwnych zdarzeń skleić coś co da się zrozumieć. Oczywiście im dalej tym więcej wydarzeń zaczyna nie mieć racjonalnego wyjaśnienia. Sam Poławiacz, odkąd pojawia się o nim wzmianka jest postacią niezwykle enigmatyczną i taką pozostaje prawie do samego końca. John Langan długo powstrzymuje swą wyobraźnię, lecz gdy już zrzuca więzy, to wkraczamy w świat mrocznej niesamowitości, która zaczyna poniekąd przyprawiać o obłęd zarówno bohaterów jak i czytelników. Autor w subtelny sposób nawiązuje do rozwiązań wypracowanych przez pionierów tego gatunku takich jak Edgar Allan Poe , czy też H.P.Lovecraft. Nie tylko w formie bytów przedwiecznych, istniejących za cienką granicą oddzielającą nasz świat od tego drugiego. Coś co powinno być znajome, chociażby natura, odgrywająca dużą rolę w powieści, staje się czymś obcym, odrealnionym i niezrozumianym.
Warto zwrócić uwagę na gawędziarski styl autora, który mimo ogromnej ilości dygresji i niuansów, pozostaje płynny, przez co powieść nie nabiera cech wodolejstwa. W odpowiedni nastrój wprowadzają również ilustracje rozmieszczone w obrębie powieści. Bazujące na czerni i różnych odcieniach szarości odwzorowują elementy, które wzbudzają w bohaterach, ale również w czytelnikach niepokój. Choć w powieści pojawiają się wywołujące trwogę istoty to najbardziej przerażające są te ludzkie aspekty wydarzeń – strata bliskich, samotność, tęsknota i nieustanna chęć ponownego zobaczenia. Zakończenie nie wywołuje ogromnego zaskoczenia, gdyż autor już w początkowym rozdziale, poprzez słowa głównego bohatera zdradza ich losy, lecz pozostawia nas z pewną nutą niepewności. Jednym słowem pięknie napisana opowieść o stracie i cenie, jaką jesteśmy w stanie zapłacić za odzyskanie marzeń.
Podsumowując, „Poławiacz” jest powieścią pełną niuansów i jakże nieoczywistą. Przepiękna opowieść o niewyobrażalnej stracie, która może dotknąć każdego z nas, która zostaje zetknięta z szansą odmiany losy, lecz wymagającą wkroczenia na grunt nierealności i pierwotnego strachu. Alegorycznie nawiązując do wędkowania- jest nieśpiesznie, spokojnie, czasem wplecione zostają elementy grozy, niczym ryba zahaczająca o haczyk, lecz gdyż już połknie przynętę, fabuła skokowo wkracza w mroczny realizm magiczny. Walka z rybą potrafi być długa, lecz gdy wyłowimy pokaźny okaz, doceniamy nasze starania i jej piękno, podobnie jest z „Poławiaczem”.
W mrocznych odmętach
Nasz umysł w chwili zagrożenia próbuje racjonalnie podejść do sytuacji, które mogą wydawać się niewyobrażalne. Łatwiej jest pokonać lub oswoić się ze strachem, który znamy niż z czymś co do końca nie chce podlegać prawidłom realnego świata. Horror, który jako gatunek umożliwia przeżycie trwożących sytuacji w bezpieczny sposób oprócz wyzwalania...
Wyzwanie LC lipiec 2023 - Przeczytam książkę, której tytuł lub nazwisko autora zaczyna się na „L”
Powiedzieć, że autor umiejętnie buduje klimat byłoby niedopowiedzeniem. Robi to po mistrzowsku, bo zanim pojawi się właściwa groza w zasadzie nie dzieje się nic, a straszno jest. I duszno. I oglądasz się przez ramię, choć nie wiesz dlaczego.
Jeśli wartka akcja nie jest dla was niezbywalnym walorem to warto sięgnąć po „Poławiacza”.
Polecam.
Wyzwanie LC lipiec 2023 - Przeczytam książkę, której tytuł lub nazwisko autora zaczyna się na „L”
Powiedzieć, że autor umiejętnie buduje klimat byłoby niedopowiedzeniem. Robi to po mistrzowsku, bo zanim pojawi się właściwa groza w zasadzie nie dzieje się nic, a straszno jest. I duszno. I oglądasz się przez ramię, choć nie wiesz dlaczego.
Jeśli wartka akcja nie jest dla was...
Niepokojaca. To jedno slowo chyba najtrafniej oddaje klimat ksiazki. Powiesc grozy, choc mocno odstajaca od typowego horroru, raczej surrealistyczna, do tego napisana jezykiem literackim, a nie pelna potycznego slangu i przeklenstw. Akcja zmierza bardzo wolno do przodu, ksiazka mozna sie delektowac jak najlepsza potrawa. Dodatkowo zmusza do pewnej gimnastyki umyslowej. Bo jak wyobrazic sobie bezkres?
Swietna okladka i ilustracje, wydawnictwo Vesper nie zawodzi w tej kwestii.
Ile mozna zniesc i poswiecic aby odzyskac kogos, kogo kochalo sie calym sercem?
Po przeczytaniu "Poławiacza" jest okazja samemu sie przekonac.
Niepokojaca. To jedno slowo chyba najtrafniej oddaje klimat ksiazki. Powiesc grozy, choc mocno odstajaca od typowego horroru, raczej surrealistyczna, do tego napisana jezykiem literackim, a nie pelna potycznego slangu i przeklenstw. Akcja zmierza bardzo wolno do przodu, ksiazka mozna sie delektowac jak najlepsza potrawa. Dodatkowo zmusza do pewnej gimnastyki umyslowej. Bo...
Ta książka zainteresowała mnie od kiedy tylko pojawiła się w zapowiedziach. Nie znałam wcale autora i nie słyszałam niczego na temat jego twórczości, więc ryzykowałam rozczarowanie. Na szczęście pan Langan mnie nie zawiódł, a nawet całkiem zaskoczył.
Jako obsesjonatka horrorów nauczyłam się doceniać też te mniej przerażające książki. Nie brnę w coraz większe ekstremalności, by cokolwiek poczuć. Raczej się wyciszyłam i zaczynam przyglądać się horrorom pod nieco innym kątem. Zainteresowałam się psychologią postaci, zaciekawiłam się ich reakcjami i jeśli uznałam je za wiarygodne i spójne, to spróbowałam się wczuć w ich sytuację. Z podobnym klimatem spotkałam się w „Poławiaczu”, do którego dopięłabym z pewnością tag slow burn. Powieść posiada wiele kluczowych elementów folk horroru – nienaruszona przestrzeń, odosobnienie, niepokojący system wierzeń czy przesądów. Niezwykle interesujące w tym nowym/starym podgatunku jest to, że przemyca się w nich często całkiem inteligentne komentarze społeczne.
„Poławiacz” jest nie tylko folk horrorem, który trzyma czytelnika za gardło. Jednym z głównych tematów poruszanych w powieści jest strata. Żałoba została tu ukazana w całej swojej brutalnej odsłonie. Jest kataklizmem, który dewastuje duszę. Jest bezlitosna wobec tych, którzy stracili swoich bliskich w jednej sekundzie i nie odpuszcza także tym, którzy musieli obserwować bezradnie czyjąś śmierć przez lata.
Główny bohater porównuje żałobę z pobytem w „ponurej krainie”. Postronna osoba dociera jedynie na skraj tego miejsca. Abe i Dan przyglądają się wnikliwie otoczeniu i z goryczą zauważają, że współczucie innych osób jest bardzo krótkotrwałe i ulotne. Znika szybko w nawale codzienności, a wraz z nią wyrozumiałość. Ostatecznie pozostają z bólem sami. Ten ból nie znika w trakcie rodzinnego zjazdu, nie zabierze go inny człowiek, który doświadczył podobnej straty, nie zagłuszy go także nowo odkryta pasja. Nie wyleczy go czas. Czasami można z bólem jakoś żyć, można na chwilę odwrócić uwagę, ale on powraca w rytmie przypływu i odpływu. Niektórzy nigdy się z nim nie pogodzą. Wolą pójść na dno, niż pozwolić odejść ukochanej osobie. Konserwują w sobie ten ból, tkwią obsesyjnie w fazie gniewu, ich strata staje się katalizatorem do destrukcyjnych działań i przerażających wydarzeń.
Opowieść Abe’a nie tylko zasmuca, ale także pociesza. Niesie za sobą jakąś życiową mądrość i dystans do pewnych spraw, które uspokajają. Przysłuchiwałam się temu doświadczonemu człowiekowi z wielkim zainteresowaniem i szybko zapominałam o irytacji, gdy zaczął wyprzedzać czasami fakty. Książka ma ogólnie bardzo ciekawą strukturę, a szczególną uwagę przyciąga usłyszana w barze opowieść. Ta forma relacji ma w sobie coś ze złowrogiego reportażu. Elementy nadprzyrodzone mogą nie do końca współgrać z naturalistycznym początkiem, ale taki jest już urok werid fiction. Na szczęście zostają wprowadzane powoli i stopniowo. Gdy nasza wyobraźnia sobie z nimi poradzi, to można się tylko cieszyć lekturą. Autor zrobił także lekki ukłon w stronę dzieł Lovecrafta.
Na uwagę zasłużyły także nawiązania do znanych dzieł klasycznych czy marynistycznego malarstwa. Autor posługiwał się naprawdę interesującą symboliką. Szczególną rolę odgrywa w jego dziele woda. Jest to potężny i bardzo kapryśny żywioł, który przynosi życie, ale i także śmierć w najróżniejszych postaciach. Pasja wędkarska naszych bohaterów zaskakująco pasowała do całości. To samo można także powiedzieć o designu książki. Naprawdę warto dać tej powieści szansę.
Ta książka zainteresowała mnie od kiedy tylko pojawiła się w zapowiedziach. Nie znałam wcale autora i nie słyszałam niczego na temat jego twórczości, więc ryzykowałam rozczarowanie. Na szczęście pan Langan mnie nie zawiódł, a nawet całkiem zaskoczył.
Jako obsesjonatka horrorów nauczyłam się doceniać też te mniej przerażające książki. Nie brnę w coraz większe...
Przez znaczny czas, z tego poświęconego na lekturę, nie do końca wiedziałem, co myśleć o zakończonym właśnie horrorze. Z jednej strony bowiem jest tu bardzo dobry pomysł fabularny i trzeba przyznać, że dość realistycznie autor prowadzi nas przez nieprawdopodobieństwa akcji, a pomaga mu w tym pewnego rodzaju szkatułkowość opowieści i przeniesienie zasadniczej jej części do opowieści-w-opowieści, co odsuwa ją w czasie do epoki kolonizatorów Ameryki. Chcecie to wierzcie, a może to i bzdura, ale tak wynika z przeprowadzonych przeze mnie badań - tak zdaje się mówić snujący zasadniczą opowieść właściciel baru.
Tym niemniej - jeśli na opowieść historyczną poświęca się większość powieści - na jej współczesną część pozostaje już jakby mniej miejsca i staje się ona, po tym co już wiemy, cokolwiek przewidywalna. To właśnie - jak dla mnie - podstawowy mankament książki: słabsza jej część dotycząca współczesności, szczególnie w początkowej fazie. Wrażenie to w dużej mierze znika w trakcie lektury i ostatecznie wciąga ona coraz bardziej i coraz też lepsze wywiera ogólne wrażenie.
Jednak jak na horror przystało: mrok jest, wydarzenia niewytłumaczalne i przerażające są, tajemnic masa. Niezłe weird-story. Jak zaś przystało na wydawnictwo Vesper (kiedyż oni się odnajdą we współczesności i dowiedzą o istnieniu e-booków?!) - jest ładna oprawa książki: dobry kremowy papier, dobre wykorzystanie powierzchni kartki (druk dość dobry i 35 linii na stronę - raczej dla osób z dobrym wzrokiem), sugestywna okładka i mroczne, lekko nieczytelne ryciny rozdzielające co jakiś czas tekst (brawo, Maciej Kamuda!). Sam pisarz raczej też straszy nas niezwykłością historii, nastrojem i jej "scenografią", niż pełnymi grozy zdarzeniami (choć i one się zdarzają).
Ale nie wyczerpuje to wszystko, o czym powyżej, treści powieści i tego czym ona może być; jest to też bowiem historia ujarzmiania potęgi przyrody, opowieść o dojrzewaniu i o radzeniu sobie ze stratą. Dość - jak na literaturę rozrywkową - poważnie potraktowana i nawet całkiem przejmująca. Pytania o możliwość (i koszty!) powrotu z zaświatów bliskich nam osób nie od dziś pojawiają się i powracają w powieści i filmie grozy; potencjalnym zaś eksperymentatorom przypominam, że dobrze się nigdy te czary nie kończą, a małe jest prawdopodobieństwo odzyskania istoty, z której będziemy radzi...
A jeszcze jest sporo tropów literacko-kulturowych: od najbardziej oczywistych poczynając, skoro powieść rozpoczyna się cytatem z “Moby Dicka” po przypowieść o Lewiatanie i wreszcie duchy E. A. Poe’go i H. P. Lovercrafta, unoszące się nad - nomen omen - wodami. Więcej tropów literackich zainteresowani odnajdą zresztą w posłowiu, a to doskonałe osadzenie powieści nie tylko w literaturze gatunkowej, ale i szerzej - w kontekście toposów kultury - może uświadomi komuś w to wątpiącemu, że nawet tak rozrywkowy gatunek jak horror czy powieść grozy nieść może też spory ciężar literacki.
Lekturę sponsorowała lipcowa literka "L" w nazwisku autora.
Przez znaczny czas, z tego poświęconego na lekturę, nie do końca wiedziałem, co myśleć o zakończonym właśnie horrorze. Z jednej strony bowiem jest tu bardzo dobry pomysł fabularny i trzeba przyznać, że dość realistycznie autor prowadzi nas przez nieprawdopodobieństwa akcji, a pomaga mu w tym pewnego rodzaju szkatułkowość opowieści i przeniesienie zasadniczej jej części do...
No cóż. Książka o stracie, która z początku wydaje się zapowiadać świetna historie, po czasie traci i juz wiesz, ze nie ma sensu liczyc na cos wiecej. I niestety to sie sprawdza bo nic wiecej nie ma. Jest tylko subtelna groza, ktorej potencjał umarl. Plus za narrację.
No cóż. Książka o stracie, która z początku wydaje się zapowiadać świetna historie, po czasie traci i juz wiesz, ze nie ma sensu liczyc na cos wiecej. I niestety to sie sprawdza bo nic wiecej nie ma. Jest tylko subtelna groza, ktorej potencjał umarl. Plus za narrację.
Nie do końca pojmuję zachwyty nad tą książką. Recenzje opisujące ją jako wybitnie literacki horror wydają mi się wystawione mocno na wyrost. Powieść jest napisana zgrabnie, historia jest dość ciekawa, a groza subtelna i taka, jaką lubię. Ale w ogólnym rozrachunku nie znalazłem w "Poławiaczu" niczego wybitnego.
Mamy tu do czynienia z powieścią szkatułkową. Historię głównego bohatera w jednej trzeciej przerywa opowieść o losach imigrantów z Europy pracujących przy budowie tamy i grozą, z jaką muszą się zmierzyć. Po opowieści wewnątrz opowieści wracamy na kilkadziesiąt stron do głównego bohatera, aby w dość szybki, żeby nie powiedzieć zdawkowy sposób załapać się na podsumowanie.
Spodziewałem się czegoś znacznie lepszego, ale nie powiem, że bardzo się rozczarowałem. Książkę czytało mi się przyjemnie, stosunkowo krótkie rozdziały sprawiają, że kartkowało mi się ją także szybko. Polecam fanom grozy bardziej subtelnej, ale z zastrzeżeniem, żeby obniżyli swoje oczekiwania względem powieści.
Dobra.
Nie do końca pojmuję zachwyty nad tą książką. Recenzje opisujące ją jako wybitnie literacki horror wydają mi się wystawione mocno na wyrost. Powieść jest napisana zgrabnie, historia jest dość ciekawa, a groza subtelna i taka, jaką lubię. Ale w ogólnym rozrachunku nie znalazłem w "Poławiaczu" niczego wybitnego.
Mamy tu do czynienia z powieścią szkatułkową. Historię...
Abe’a i Dana łączą trzy rzeczy: obaj pracują w tej samej firmie, obaj przedwcześnie owdowiali i aby poradzić sobie z tragediami w życiu osobistym, w wolnym czasie zaczęli oddawać się wędkowaniu. Na miejscówkę dla kolejnej z wypraw wędkarskich obierają trudno dostępny Potok Holendra. Kiedy od właściciela przydrożnej knajpy słyszą przedziwną i mrożącą krew w żyłach historię, jaka rozegrała się w okolicach Potoku prawie wiek wcześniej, nie przypuszczają, że na miejscu czeka ich o wiele gorszy koszmar…
Klimatyczna historia o dość rzadko spotykanej w gatunku szkatułkowej narracji. Powiedziałabym jednak, że bardziej niż z dorobku Lovecrafta, Poe’go i Melville’a, powieść czerpie inspiracje z twórczości współczesnych amerykańskich mistrzów horroru - Kinga i zmarłego niedawno Simmonsa. Plus, tych inspiracji jest na tyle dużo, że trochę ciężko uznać "Poławiacza" za objawienie literackie (co usilnie sugeruje wydawca).
W opozycji do części recenzentów tej powieści, za najlepszą część książki uważam opowieść Howarda, jak dla mnie jest kompletna, najbardziej trzymająca w napięciu i najmroczniejsza, wątek Abe’a i Dana równie dobrze można by wyciąć (mimo iż lepiej spaja historię).
Abe’a i Dana łączą trzy rzeczy: obaj pracują w tej samej firmie, obaj przedwcześnie owdowiali i aby poradzić sobie z tragediami w życiu osobistym, w wolnym czasie zaczęli oddawać się wędkowaniu. Na miejscówkę dla kolejnej z wypraw wędkarskich obierają trudno dostępny Potok Holendra. Kiedy od właściciela przydrożnej knajpy słyszą przedziwną i mrożącą krew w żyłach historię,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa pierwszy rzut oka Poławiacz może wydawać się historią zwyczajną: dwóch mężczyzn, Abe i Dan, którzy szukają ukojenia w wędkowaniu po osobistych tragediach. Abe, starszy, częściowo pogodzony z losem, oraz Dan, świeżo po stracie najbliższych, odnajdują w rytuale wędkowania chwilowy azyl od świata i własnego bólu. Jednak w trakcie podróży nad Potok Holendra zatrzymują się w przydrożnej knajpie, gdzie właściciel, Howar, zaczyna snuć opowieść sprzed niemal wieku, historię tytułowego Poławiacza, istoty czy zjawiska, które nie powinno istnieć, a jednak czai się w cieniu codzienności.
Siłą tej książki jest atmosfera, która nie buduje napięcia wprost, lecz powoli zaciska pętlę, wciągając czytelnika w dziwnie niepokojący świat. To nie horror krwawy ani spektakularny, bo groza i dziwność wkradają się niemal niezauważalnie, mieszając się z pozornie banalnymi czynnościami i codziennością bohaterów.
To powieść weird fiction w najlepszym wydaniu: literatura, która miesza realizm z absurdalną, przesuniętą logiką, zmusza do uważnego czytania i nagradza obrazy, które pozostają w pamięci na długo. Langan pokazuje, jak daleko potrafi popchnąć człowieka żałoba i obsesja.
Poławiacz zdobył Bram Stoker Award, i trudno się dziwić, bo to książka, która udowadnia, że horror i dziwność nie muszą przychodzić w postaci efektownych scen, by wstrząsnąć czytelnikiem. To opowieść, która zostaje w głowie długo po odłożeniu książki, wciąga w świat, w którym granice rzeczywistości są płynne, a codzienność może skrywać coś całkowicie obcego i niepokojącego.
Dla tych, którzy cenią literaturę, która zmusza do myślenia, wciąga powoli i zostaje w pamięci, Poławiacz jest lekturą obowiązkową. To książka niepokojąca, piękna i literacko dopracowana, prawdziwy przykład tego, jak weird fiction może zachwycać w nowoczesnym wydaniu.
Zapraszam na mojego instagrama @rybamaglos, gdzie publikuję recenzje i nowinki ze świata literackiego.
Na pierwszy rzut oka Poławiacz może wydawać się historią zwyczajną: dwóch mężczyzn, Abe i Dan, którzy szukają ukojenia w wędkowaniu po osobistych tragediach. Abe, starszy, częściowo pogodzony z losem, oraz Dan, świeżo po stracie najbliższych, odnajdują w rytuale wędkowania chwilowy azyl od świata i własnego bólu. Jednak w trakcie podróży nad Potok Holendra zatrzymują się w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawy zamysł, bardzo Lovecraftiański, ale nie trafił do mnie ani klimat ani historia, a niektóre zabiegi językowe uważam za nietrafione. Myślę że na dużą niekorzyść tej książki w mojej ocenie działa to że jeszcze się nie znalazł taki książkowy horror który by mnie w jakikolwiek sposób choćby zaniepokoił.
Ciekawy zamysł, bardzo Lovecraftiański, ale nie trafił do mnie ani klimat ani historia, a niektóre zabiegi językowe uważam za nietrafione. Myślę że na dużą niekorzyść tej książki w mojej ocenie działa to że jeszcze się nie znalazł taki książkowy horror który by mnie w jakikolwiek sposób choćby zaniepokoił.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza książka 2026, opowiada tak naprawdę dwie luźno powiązane historie. Wszechobecny motyw straty i próbami radzenia sobie z nią sprawnie przewija się z elementami nadnaturalnej grozy rodem z opowiadań Lovecrafta.
Niestety niesamowitość tej grozy momentami ogranicza się do 'ayoo it's da fish people again', co nie jest niczym odkrywczym, ale jest to na tyle sprawnie poprowadzone, że nie przeszkadza. Zresztą książką nazywa się Poławiacz, ryboludzie byli gwarantowani. Autor wyraźnie inspiruje się Lovecraftem również w długich i przeciągniętych miejscami opisach, które nie zawsze stanowią dobrą podbudowę napięcia, a tylko męczą oczy i sztucznie przeciągają cała historię.
Książka podzielona jest na trzy części. W pierwszej Abe i Dan (ja i Paweł), każdy ze swoją własną stratą i bólem, odnajdują ukojenie w wędkowaniu. Narracja poprowadzona jest w taki sposób, że byłem wciągnięty i zaciekawiony dalszym ciągiem ich historii, zwłaszcza, że Abe (narrator) zapowiada, że shit's about to get weird. Niestety po całym budowaniu podkładu pod główną historię (katastrofalny wypad na ryby nad Potok Holendra) całe momentum zostaje przerwane, bo teraz przez 1/3 książki opowiadamy historię o czym innym.
Druga część to historia powstania rezerwuaru, w którym Abe i Dan wędkują. Momentami była w sumie bardziej angażująca niż główni bohaterowie, ale też o wiele więcej się w niej działo. Może też przez to jak się skończyła i wróciliśmy nad Potok Holendra to akcja trochę przyspieszyła, niemniej i tak byłem już trochę wybity z rytmu.
Ostatnia część kulminuje część pierwszą i jest fajnie i groźnie i rybio, ale miałem wrażenie, że przeczytanie całego backstory w poprzedniej części miało stanowczo na mały pay-off, żeby uznać je za opłacalny. Poza dalszym przeplataniem motywu straty i mignięciem tego całego P O Ł A W I A C Z A, nie ma zbyt wiele co łączyłoby w znaczący sposób obie historie.
Anyway poza paroma dłużyznami i bardzo nieinteresującymi mnie technicznymi opisami wędkowania to całkiem szybko wciągnąłem tę książkę i jestem zadowolony. Łopatologiczne metafory i powtarzane wiele razy motywy grozy nie przeszkadzały w finalnym odbiorze, więc ogólnie to nie wiem, polecam jak ktoś lubi ryby albo śmierć.
Smut Radar (bd przy każdej książce oznaczać czy występuje s*x i czy jest cool) - jest jeden s*x z niespodzianką (niespodzianka to fish person), stanowczo za mało dla koneserów.
Pierwsza książka 2026, opowiada tak naprawdę dwie luźno powiązane historie. Wszechobecny motyw straty i próbami radzenia sobie z nią sprawnie przewija się z elementami nadnaturalnej grozy rodem z opowiadań Lovecrafta.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety niesamowitość tej grozy momentami ogranicza się do 'ayoo it's da fish people again', co nie jest niczym odkrywczym, ale jest to na tyle sprawnie...
Powieść nie była tragiczna, ale nie zapowiadała niczego ciekawego. Odłożyłem po kilkudziesięciu stronach, żeby nie marnować czasu. Język z nutką grafomanii, a od niektórych metafor zgrzytały zęby.
Powieść nie była tragiczna, ale nie zapowiadała niczego ciekawego. Odłożyłem po kilkudziesięciu stronach, żeby nie marnować czasu. Język z nutką grafomanii, a od niektórych metafor zgrzytały zęby.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWahałem się między 7 a 8. Finalnie stwierdziłem, że zakończenie poszło w takim kierunku, które delikatnie mnie rozczarowało. Owszem, lubię kiedy powieści grozy zostawiają pewne niedopowiedzenia, gdy owiane są aurą tajemniczością. Tutaj jednak, mam wrażenie, że tego niedopowiedzenia pozostawiono nieco zbyt dużo, za dużo otwartych wątków i tej konkluzji trochę w końcowym rozrachunku brakuje. Trzeba też przyznać, że niektóre sceny do tej powieści nie pasowały i wybijały się swoją kiczowatością. Chociażby scena seksu głównego bohatera z "rybią Marie". Po prostu niekiedy za mocno bije pewna irracjonalność z poczynań bohaterów i czasem za bardzo podszyte jest to wszystko tą poetyckością i fantastycznością tego "drugiego świata".
Niemniej, wyobraźnia Johna Langana jest niesamowita. Również to z jaką dbałością o detale przedstawia nam światy po obu stronach zwierciadła. Oczywiście nie sposób nie dostrzec ewidentnych inspiracji Lovecraftem. Z podobną starannością wchodzi także w umysł bohatera, penetruje go pod różnymi kątami tworząc bardzo solidne portrety psychologiczne. Doceniam też rozmach tej powieści i jej strukturę. Historia obejmuje setki lat, są tutaj opowieści w opowieściach, ale wszystkie finalnie spaja... no właśnie, to już się sami przekonacie. Natomiast czuć, że autor włożył dużo pracy w połączenie tych historii i jest w tym płynność.
Wahałem się między 7 a 8. Finalnie stwierdziłem, że zakończenie poszło w takim kierunku, które delikatnie mnie rozczarowało. Owszem, lubię kiedy powieści grozy zostawiają pewne niedopowiedzenia, gdy owiane są aurą tajemniczością. Tutaj jednak, mam wrażenie, że tego niedopowiedzenia pozostawiono nieco zbyt dużo, za dużo otwartych wątków i tej konkluzji trochę w końcowym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobrze się czytało
Dobrze się czytało
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka o łowieniu ryb, o niczym więcej. Nie wiem jak ktoś mógł podpisać to jako horror.
Książka o łowieniu ryb, o niczym więcej. Nie wiem jak ktoś mógł podpisać to jako horror.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli chodzi o horror to mało co mnie zaskakuje. Tak też było tym razem, natomiast była to książka naprawdę dobra - obydwie historie i ich zawiązanie było sprawnie poprowadzone, fabuła wciągała i chciało się zobaczyć co będzie dalej. Polecam jeśli szukacie czegoś nietuzinkowego. Zapada w pamięć.
Jeśli chodzi o horror to mało co mnie zaskakuje. Tak też było tym razem, natomiast była to książka naprawdę dobra - obydwie historie i ich zawiązanie było sprawnie poprowadzone, fabuła wciągała i chciało się zobaczyć co będzie dalej. Polecam jeśli szukacie czegoś nietuzinkowego. Zapada w pamięć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie przepadam za takimi horrorami. Mało tutaj akcji i rozwinięcia fabuły a zbyt wiele wewnętrznych przemyśleń bohaterów.
Nie przepadam za takimi horrorami. Mało tutaj akcji i rozwinięcia fabuły a zbyt wiele wewnętrznych przemyśleń bohaterów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZacznę od tego, że nie wiem jakim cudem ta książka uzyskała aż tak wysokie oceny. Pomimo kilku negatywnych opinii nie dostrzegłam niczego, co zniechęciłoby mnie do zakupu i przeczytania tej powieści. Niniejszym więc opisuję o czym faktycznie jest ta książka, żeby inne osoby, o przynajmniej zbliżonych oczekiwaniach nie musiały brnąć na siłę przez tych ponad 300 stron.
Po pierwsze książka pojawiała się zwykle w działach typu "horror/thriller/ science fiction". Według mnie jest to krzyżówka tego wszystkiego plus jeszcze dodałabym fantasy.
Zaczyna się jak horror i całkiem dobra powieść, a po ok 80 stronach dostajemy opowieść barmana, która dość szybko idzie w kierunku fabuły typu "Smętarz dla zwierząt". Czy więc chodzi o ożywianie zmarłych? Nie. Niestety. Żeby autor na tym właśnie zakończył swoją kreatywność, to byłoby pół biedy.
Zachowania bohaterów książki są zwyczajnie nielogiczne - na osiedlu pracowniczym kobieta wstaje z martwych i tylko dwóch facetów ma z tym problem, a cała reszta tego nie widzi? Ale mniejsza o logikę, bo już nawet nie w tym rzecz. Później wchodzi kolejny wątek - potwora z głębin. Nie żartuję! Serio. Poważny, nagradzany pisarz napisał powieść o żywych trupach, jakiś czarach/runach i głębinowym stworze. Gdyby fantazja autora na tym sie urwała, to może byłoby to jeszcze jakkolwiek strawne, ale tam było jeszcze min poszukiwanie, o ile pamiętam, kwiatu lotosu w podziemnym mieście i przypadek śmierci, który jest tak mocno w stylu fantasy, że bardziej pasowałby do książek dla dzieci i młodzieży.
No i tu mam problem - jak czytać te wszystkie wymysły, będąc jakkolwiek dorosłym człowiekiem? A to jeszcze nie koniec, bo jest jeszcze ostatnia część książki, w której znowu pojawiają się kolejne zjawiska paranormalne i gdzie znowu jest to troche od czapy.
Po przeczytaniu powieści pomyślałam, że może ja po prostu nie rozumiem gatunki, jakim jest weird fiction. Co więc zrobiłam? Sięgnęłam po Lovecrafta. Wnioski? To nie jest kwestia gatunku. Lovecraft brał "na warsztat" jedno zjawisko i fenomenalnie je rozwijał w mistyczną opowieść.
Powiem wprost - biorąc do rąk "Poławiacza" liczyłam na głęboką, refleksyjną opowieść. Myślałam, że tytułowy poławiacz to jakaś tajemnicza postać, która będzie wchodzić z bohaterami powieści w jakieś ciekawe, mroczne interakcje, a tu gdzie tam! Podziemne oceany, jakieś potworki itp. Czułam się jakbym czytała horror kategorii B, a nawet gorzej.
Przedobrzone, przekombinowane, brak aury tajemniczości, że nie wspomnę o jakimś dreszczyku emocji. Jeśli ktoś lubi w fantasy, horrorach, czy science fiction choćby element realizmu, to ta powieść może mu się bardzo nie spodobać.
Zacznę od tego, że nie wiem jakim cudem ta książka uzyskała aż tak wysokie oceny. Pomimo kilku negatywnych opinii nie dostrzegłam niczego, co zniechęciłoby mnie do zakupu i przeczytania tej powieści. Niniejszym więc opisuję o czym faktycznie jest ta książka, żeby inne osoby, o przynajmniej zbliżonych oczekiwaniach nie musiały brnąć na siłę przez tych ponad 300 stron.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo...
Początkowo byłam sceptycznie nastawiona - słownictwo rodem z jakiejś wsiowej dziury i gawędziarski ton. Jednak im dalej w las, tym więcej niepokoju, tym więcej wody i rybopodobnych istot.
Zrobiło się tajemniczo, strasznawo i wciągająco. Wsiąkłam. Nie mogłam się oderwać.
Dużo, dużo nawiązań do Moby Dicka, dużo Poego i dużo Lovecrafta. Autor mnie kupił.
Jedynym mankamentem było zakończenie.
Początkowo byłam sceptycznie nastawiona - słownictwo rodem z jakiejś wsiowej dziury i gawędziarski ton. Jednak im dalej w las, tym więcej niepokoju, tym więcej wody i rybopodobnych istot.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZrobiło się tajemniczo, strasznawo i wciągająco. Wsiąkłam. Nie mogłam się oderwać.
Dużo, dużo nawiązań do Moby Dicka, dużo Poego i dużo Lovecrafta. Autor mnie kupił.
Jedynym...
Główny bohater opowiada historię, jak prawdziwy rybak. Naprawdę wierzę, że ktoś taki, by mi taką opowieść przekazał. Może trochę mniej pięknym językiem, który jest ewidentnie widoczny w tej książce.
Przyciągnęła mnie historia Aba, spodobała mi się i chciałam poznać jej zakończenie. W trakcie dostaliśmy jeszcze historię o tytułowym poławiaczu i ona też była dobra. Przerwała mi poprzednią, ale była dobra, więc nie byłam zła.
Całość jest wolna, skupia się na budowaniu i utrzymywaniu napięcia oraz na uczuciach bohaterów. Dla każdego jednak coś się znajdzie, bo zadziwiająco sporo osób umiera.
Główny bohater opowiada historię, jak prawdziwy rybak. Naprawdę wierzę, że ktoś taki, by mi taką opowieść przekazał. Może trochę mniej pięknym językiem, który jest ewidentnie widoczny w tej książce.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyciągnęła mnie historia Aba, spodobała mi się i chciałam poznać jej zakończenie. W trakcie dostaliśmy jeszcze historię o tytułowym poławiaczu i ona też była dobra. Przerwała...
Także jak @fordy zauważyłam język literacki. Dlatego polecam.
Także jak @fordy zauważyłam język literacki. Dlatego polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚrodkowa część historii to zdecydowanie największy atut! Bardzo spodobała mi się historia o tytułowym poławiaczu, a także niespieszny sposób prowadzenia opowieści. Końcówka trochę bardziej naciągana, ale całokształt naprawdę klasa.
Środkowa część historii to zdecydowanie największy atut! Bardzo spodobała mi się historia o tytułowym poławiaczu, a także niespieszny sposób prowadzenia opowieści. Końcówka trochę bardziej naciągana, ale całokształt naprawdę klasa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaczyna się bardzo dobrze, psychologiczna analiza traumy i rozpaczy, wolno rozwijająca się akcja(dla mnie to zawsze na plus), powieść w powieści też początkowo intryguje, niestety im dalej tym gorzej. Naciągane 6
Zaczyna się bardzo dobrze, psychologiczna analiza traumy i rozpaczy, wolno rozwijająca się akcja(dla mnie to zawsze na plus), powieść w powieści też początkowo intryguje, niestety im dalej tym gorzej. Naciągane 6
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAbe”mu nie dane jest cieszyć się zbyt długo życiem rodzinnym. Jego żona umiera, a świat, dotąd bajkowy wręcz, rozpada się. Spokój odnajduje w wędkarstwie. Na początek jest to jedynie odskocznia od samotności w samotność, z biegiem czasu zaczyna czerpać z tego niezwykłą przyjemność. Wkrótce znajduje towarzysza do wędkarskich wypraw – Danego, to współpracownik, którego życie doświadczyło podobną tragedią – w wypadku ginie jego żona i dzieci. Obaj mają swój sposób o oswojenie straty, kto poniósł większą, a kto mniejszą? Tego mierzyć nie sposób. Na początku znajomości omijają drażliwe tematy, z biegiem czasu nie są one już bezwzględnym tabu. Dan proponuje wędkarski wypad nad Potok Holendra – dość tajemnicze miejsce, pomijane przez przewodniki wędkarskie, zresztą Dan nie bardzo chce zdradzić jak się o nim dowiedział. Eskapada rozpoczyna się od pobytu u Howarda – karczmarza, który – kiedy dowiaduje się od Abe i Dana, gdzie ci się wybierają, robi wszystko, żeby od zamiaru ich odwieźć. Opowiada historię, powstania tego miejsca, a jest to historia, która wymyka się rozsądkowi. Dan, w przeciwieństwie do Abe'go nie wydaje się historią zbytnio zdziwiony, szczególnie, że nie wędkarstwo ciągnie go nad okryty złą sławą potok...
Langan tworzy powieść w powieści, główni bohaterowie na długi czas znikają z fabuły, stając się – jak czytelnik – jedynie słuchaczami. To bardzo specyficzny horror z niezmierzoną ilością opisów miejsc, osób, przyrody, opowieścią wielopokoleniową. Akcja snuje się bez galopady, nawet „krwawe momenty” opisane są w sposób liniowy. Jeżeli chodzi o budowanie napięcia to niczego takiego nie ma, ale to żadna wada. To nietypowa próba opisania czym jest strata i jak sobie z nią radzić, zachowując racjonalizm. O próbie zmierzenia się z tym co niewytłumaczalne, o tęsknocie, którą można oswoić, ale nie wytresować.
Abe”mu nie dane jest cieszyć się zbyt długo życiem rodzinnym. Jego żona umiera, a świat, dotąd bajkowy wręcz, rozpada się. Spokój odnajduje w wędkarstwie. Na początek jest to jedynie odskocznia od samotności w samotność, z biegiem czasu zaczyna czerpać z tego niezwykłą przyjemność. Wkrótce znajduje towarzysza do wędkarskich wypraw – Danego, to współpracownik, którego życie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka przede wszystkim ma niesamowity klimat, wciąga czytelnika niczym powieściowy potok Holendra. Powieść ma formę powieści szkatułkowej, napisana jest pięknym, poetyckim językiem. Polecam !
Książka przede wszystkim ma niesamowity klimat, wciąga czytelnika niczym powieściowy potok Holendra. Powieść ma formę powieści szkatułkowej, napisana jest pięknym, poetyckim językiem. Polecam !
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziwna i bez sensu...w dodatku autor strasznie rozbudował przeżycia wewnętrzne bohaterów. Szkoda czasu.
Dziwna i bez sensu...w dodatku autor strasznie rozbudował przeżycia wewnętrzne bohaterów. Szkoda czasu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMmm... to co tygryski lubią najbardziej: nieśpiesznie, dokładnie tkana fabuła, gęstniejący mrok... czytelniczo przepysznie. I te przysmaczki w postaci nawiązań, mrugnięć do czytelnika. Polecam.
Mmm... to co tygryski lubią najbardziej: nieśpiesznie, dokładnie tkana fabuła, gęstniejący mrok... czytelniczo przepysznie. I te przysmaczki w postaci nawiązań, mrugnięć do czytelnika. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka pokazuje dwa bieguny radzenia sobie ze stratą najbliższej osoby. Z jednej strony można przepracować stratę, znaleźć sobie nowe miejsce na ziemi, a z drugiej strony można nie dopuszczać do siebie faktu że osoba którą straciliśmy nie wróci, wtedy w głowie różne fantastyczne, nierealne rzeczy stają się motywem przewodnim i prowadzą do szaleństwa.
Książka pokazuje dwa bieguny radzenia sobie ze stratą najbliższej osoby. Z jednej strony można przepracować stratę, znaleźć sobie nowe miejsce na ziemi, a z drugiej strony można nie dopuszczać do siebie faktu że osoba którą straciliśmy nie wróci, wtedy w głowie różne fantastyczne, nierealne rzeczy stają się motywem przewodnim i prowadzą do szaleństwa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDałbym 7,5, ale nie ma połówek, książka dobra i przyjemnie się ją czyta.
Dałbym 7,5, ale nie ma połówek, książka dobra i przyjemnie się ją czyta.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNapisana w stylu retro, przypominają mi się stare dziewiętnastowieczne monety, gdzieniegdzie trochę zaśniedziałe lecz mają swój urok ......tu także choć podróbka to przez wprawnego mincerza sprawiona. Autor momentami marudzi lecz całościowo wszystko trzyma się kupy i nie nudzi.
Poolecam
Napisana w stylu retro, przypominają mi się stare dziewiętnastowieczne monety, gdzieniegdzie trochę zaśniedziałe lecz mają swój urok ......tu także choć podróbka to przez wprawnego mincerza sprawiona. Autor momentami marudzi lecz całościowo wszystko trzyma się kupy i nie nudzi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoolecam
W mrocznych odmętach
Nasz umysł w chwili zagrożenia próbuje racjonalnie podejść do sytuacji, które mogą wydawać się niewyobrażalne. Łatwiej jest pokonać lub oswoić się ze strachem, który znamy niż z czymś co do końca nie chce podlegać prawidłom realnego świata. Horror, który jako gatunek umożliwia przeżycie trwożących sytuacji w bezpieczny sposób oprócz wyzwalania strachu i deszczyku, przynosi pewną formę oczyszczenia. Oczywiście tak jak każdy gatunek literacki ma swe podgatunki w zależności od tego co jest bardziej eksponowane w danym dziele. Ostatnimi czasy tryumfy święci literatura weird fiction, choć jej protoplaści żyli na początku XX wieku, chociażby Edgar Allan Poe, czy też H.P.Lovecraft. Bazuje ona na zetknięciu czy też wdarciu się czegoś paranormalnego, często nie do końca nazwanego, w zwyczajne życie bohaterów. Pieczołowite oddanie aury niesamowitości i tworzenie przesiąkniętej mrokiem opowieści w dużej mierze oddziałuje na emocje czytelnika bardziej niż typowy rozlew krwi. Tego typu literatura sięga po głęboko osadzone w każdym z nas lęki, wywlekając je na światło dzienne a sama opowieść potrafi trzymać w nieustannej niepewności aż do końca.
„Poławiacz” jak do tej pory to jedyne dostępne i przetłumaczone na język polski dzieło Johna Langana. Powieść w stu procentach wpisuje się w definicję weird fiction, lecz aby czerpać przyjemność z lektury, trzeba powoli nią się delektować. Książka Langana należy do tych, które wymagają większej uwagi od czytelnika. Nieśpieszne tempo może zniechęcić tych, którzy byli przygotowani na szybki rozlew krwi, bądź pojawienie się potwora, choć takowy w powieści się pojawia, lecz autor buduje grozę stopniowo, a jak już przemyca elementy nadnaturalne, czyni to w sposób subtelny. John Langan napisał książkę wielowymiarową i niełatwą, ale taką, która długo po odłożeniu będzie szargała myśli czytelników.
Gdy umiera jego chora na raka żona, Abe próbuje zapomnieć o stracie, oddając się nowej pasji – wędkarstwu. Wkrótce dołącza do niego Dan, którego rodzina zginęła w wypadku. Szukający nowych wyzwań i łowisk przyjaciele postanawiają wybrać się na ryby nad mało znany potok. W przydrożnym barze, prowadzonym przez Howarda, znawcę lokalnych historii, dowiadują się o złej sławie Potoku Holendra, jaką owiany jest strumień, i o tajemniczej postaci znanej jako Poławiacz.
Powieść została podzielona na trzy części. Pierwsza i ostatnia skupiają się na historii Abe’a i Dana, dwóch przyjaciół wdowców, którzy poszukują ukojenia podczas łowienia ryb. Druga część, a zarazem najdłuższa opisuje historię rodziny Schmidtów, niemieckich imigrantów, którzy po osiedleniu się w małym amerykańskim miasteczku będą świadkami iście w „Lovecraftowskich”stylu wydarzeń z tytułowym Poławiaczem jako osią centralną opowieści. Choć obie historie dzieją się w różnych wiekach, pozornie niepowiązane, tworzą spójną całość.
Pierwszym co rzuca się w oczy to nieśpieszne, wręcz mozolne tempo akcji, co owszem dla niektórych może być wadą, lecz dzięki temu autor zyskuje dużo przestrzeni na budowanie świata przedstawionego, by w pewnym momencie go odrealnić. John Langan nie rzuca nas w wir wydarzeń, te z czasem przyjdą, skupia się na przedstawieniu sytuacji bohaterów, ich motywacji oraz targających nimi emocji, jednocześnie wpierw ledwie zauważalnie, z czasem coraz bardziej wprowadzając elementy nadnaturalne. Ze względu na szkatułkową formę opowieści oraz liczne i rozbudowane dygresje, „Poławiacz” wymaga uważnej lektury, aby móc w pełni docenić jego kunszt. Pierwsza część, gdyby usunąć z niej delikatne elementy nadnaturalne jest niesamowicie melancholijną, ale również piękną opowieścią o stracie i bólu, o niemożności zachowania tego, co przeminęło.
Opowiadania przez Langana historia magnetyzuje, co raz bardziej rozumiejąc stratę głównych bohaterów, próbujemy z odłamków dziwnych zdarzeń skleić coś co da się zrozumieć. Oczywiście im dalej tym więcej wydarzeń zaczyna nie mieć racjonalnego wyjaśnienia. Sam Poławiacz, odkąd pojawia się o nim wzmianka jest postacią niezwykle enigmatyczną i taką pozostaje prawie do samego końca. John Langan długo powstrzymuje swą wyobraźnię, lecz gdy już zrzuca więzy, to wkraczamy w świat mrocznej niesamowitości, która zaczyna poniekąd przyprawiać o obłęd zarówno bohaterów jak i czytelników. Autor w subtelny sposób nawiązuje do rozwiązań wypracowanych przez pionierów tego gatunku takich jak Edgar Allan Poe , czy też H.P.Lovecraft. Nie tylko w formie bytów przedwiecznych, istniejących za cienką granicą oddzielającą nasz świat od tego drugiego. Coś co powinno być znajome, chociażby natura, odgrywająca dużą rolę w powieści, staje się czymś obcym, odrealnionym i niezrozumianym.
Warto zwrócić uwagę na gawędziarski styl autora, który mimo ogromnej ilości dygresji i niuansów, pozostaje płynny, przez co powieść nie nabiera cech wodolejstwa. W odpowiedni nastrój wprowadzają również ilustracje rozmieszczone w obrębie powieści. Bazujące na czerni i różnych odcieniach szarości odwzorowują elementy, które wzbudzają w bohaterach, ale również w czytelnikach niepokój. Choć w powieści pojawiają się wywołujące trwogę istoty to najbardziej przerażające są te ludzkie aspekty wydarzeń – strata bliskich, samotność, tęsknota i nieustanna chęć ponownego zobaczenia. Zakończenie nie wywołuje ogromnego zaskoczenia, gdyż autor już w początkowym rozdziale, poprzez słowa głównego bohatera zdradza ich losy, lecz pozostawia nas z pewną nutą niepewności. Jednym słowem pięknie napisana opowieść o stracie i cenie, jaką jesteśmy w stanie zapłacić za odzyskanie marzeń.
Podsumowując, „Poławiacz” jest powieścią pełną niuansów i jakże nieoczywistą. Przepiękna opowieść o niewyobrażalnej stracie, która może dotknąć każdego z nas, która zostaje zetknięta z szansą odmiany losy, lecz wymagającą wkroczenia na grunt nierealności i pierwotnego strachu. Alegorycznie nawiązując do wędkowania- jest nieśpiesznie, spokojnie, czasem wplecione zostają elementy grozy, niczym ryba zahaczająca o haczyk, lecz gdyż już połknie przynętę, fabuła skokowo wkracza w mroczny realizm magiczny. Walka z rybą potrafi być długa, lecz gdy wyłowimy pokaźny okaz, doceniamy nasze starania i jej piękno, podobnie jest z „Poławiaczem”.
W mrocznych odmętach
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNasz umysł w chwili zagrożenia próbuje racjonalnie podejść do sytuacji, które mogą wydawać się niewyobrażalne. Łatwiej jest pokonać lub oswoić się ze strachem, który znamy niż z czymś co do końca nie chce podlegać prawidłom realnego świata. Horror, który jako gatunek umożliwia przeżycie trwożących sytuacji w bezpieczny sposób oprócz wyzwalania...
Wyzwanie LC lipiec 2023 - Przeczytam książkę, której tytuł lub nazwisko autora zaczyna się na „L”
Powiedzieć, że autor umiejętnie buduje klimat byłoby niedopowiedzeniem. Robi to po mistrzowsku, bo zanim pojawi się właściwa groza w zasadzie nie dzieje się nic, a straszno jest. I duszno. I oglądasz się przez ramię, choć nie wiesz dlaczego.
Jeśli wartka akcja nie jest dla was niezbywalnym walorem to warto sięgnąć po „Poławiacza”.
Polecam.
Wyzwanie LC lipiec 2023 - Przeczytam książkę, której tytuł lub nazwisko autora zaczyna się na „L”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowiedzieć, że autor umiejętnie buduje klimat byłoby niedopowiedzeniem. Robi to po mistrzowsku, bo zanim pojawi się właściwa groza w zasadzie nie dzieje się nic, a straszno jest. I duszno. I oglądasz się przez ramię, choć nie wiesz dlaczego.
Jeśli wartka akcja nie jest dla was...
Niepokojaca. To jedno slowo chyba najtrafniej oddaje klimat ksiazki. Powiesc grozy, choc mocno odstajaca od typowego horroru, raczej surrealistyczna, do tego napisana jezykiem literackim, a nie pelna potycznego slangu i przeklenstw. Akcja zmierza bardzo wolno do przodu, ksiazka mozna sie delektowac jak najlepsza potrawa. Dodatkowo zmusza do pewnej gimnastyki umyslowej. Bo jak wyobrazic sobie bezkres?
Swietna okladka i ilustracje, wydawnictwo Vesper nie zawodzi w tej kwestii.
Ile mozna zniesc i poswiecic aby odzyskac kogos, kogo kochalo sie calym sercem?
Po przeczytaniu "Poławiacza" jest okazja samemu sie przekonac.
Niepokojaca. To jedno slowo chyba najtrafniej oddaje klimat ksiazki. Powiesc grozy, choc mocno odstajaca od typowego horroru, raczej surrealistyczna, do tego napisana jezykiem literackim, a nie pelna potycznego slangu i przeklenstw. Akcja zmierza bardzo wolno do przodu, ksiazka mozna sie delektowac jak najlepsza potrawa. Dodatkowo zmusza do pewnej gimnastyki umyslowej. Bo...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka zainteresowała mnie od kiedy tylko pojawiła się w zapowiedziach. Nie znałam wcale autora i nie słyszałam niczego na temat jego twórczości, więc ryzykowałam rozczarowanie. Na szczęście pan Langan mnie nie zawiódł, a nawet całkiem zaskoczył.
Jako obsesjonatka horrorów nauczyłam się doceniać też te mniej przerażające książki. Nie brnę w coraz większe ekstremalności, by cokolwiek poczuć. Raczej się wyciszyłam i zaczynam przyglądać się horrorom pod nieco innym kątem. Zainteresowałam się psychologią postaci, zaciekawiłam się ich reakcjami i jeśli uznałam je za wiarygodne i spójne, to spróbowałam się wczuć w ich sytuację. Z podobnym klimatem spotkałam się w „Poławiaczu”, do którego dopięłabym z pewnością tag slow burn. Powieść posiada wiele kluczowych elementów folk horroru – nienaruszona przestrzeń, odosobnienie, niepokojący system wierzeń czy przesądów. Niezwykle interesujące w tym nowym/starym podgatunku jest to, że przemyca się w nich często całkiem inteligentne komentarze społeczne.
„Poławiacz” jest nie tylko folk horrorem, który trzyma czytelnika za gardło. Jednym z głównych tematów poruszanych w powieści jest strata. Żałoba została tu ukazana w całej swojej brutalnej odsłonie. Jest kataklizmem, który dewastuje duszę. Jest bezlitosna wobec tych, którzy stracili swoich bliskich w jednej sekundzie i nie odpuszcza także tym, którzy musieli obserwować bezradnie czyjąś śmierć przez lata.
Główny bohater porównuje żałobę z pobytem w „ponurej krainie”. Postronna osoba dociera jedynie na skraj tego miejsca. Abe i Dan przyglądają się wnikliwie otoczeniu i z goryczą zauważają, że współczucie innych osób jest bardzo krótkotrwałe i ulotne. Znika szybko w nawale codzienności, a wraz z nią wyrozumiałość. Ostatecznie pozostają z bólem sami. Ten ból nie znika w trakcie rodzinnego zjazdu, nie zabierze go inny człowiek, który doświadczył podobnej straty, nie zagłuszy go także nowo odkryta pasja. Nie wyleczy go czas. Czasami można z bólem jakoś żyć, można na chwilę odwrócić uwagę, ale on powraca w rytmie przypływu i odpływu. Niektórzy nigdy się z nim nie pogodzą. Wolą pójść na dno, niż pozwolić odejść ukochanej osobie. Konserwują w sobie ten ból, tkwią obsesyjnie w fazie gniewu, ich strata staje się katalizatorem do destrukcyjnych działań i przerażających wydarzeń.
Opowieść Abe’a nie tylko zasmuca, ale także pociesza. Niesie za sobą jakąś życiową mądrość i dystans do pewnych spraw, które uspokajają. Przysłuchiwałam się temu doświadczonemu człowiekowi z wielkim zainteresowaniem i szybko zapominałam o irytacji, gdy zaczął wyprzedzać czasami fakty. Książka ma ogólnie bardzo ciekawą strukturę, a szczególną uwagę przyciąga usłyszana w barze opowieść. Ta forma relacji ma w sobie coś ze złowrogiego reportażu. Elementy nadprzyrodzone mogą nie do końca współgrać z naturalistycznym początkiem, ale taki jest już urok werid fiction. Na szczęście zostają wprowadzane powoli i stopniowo. Gdy nasza wyobraźnia sobie z nimi poradzi, to można się tylko cieszyć lekturą. Autor zrobił także lekki ukłon w stronę dzieł Lovecrafta.
Na uwagę zasłużyły także nawiązania do znanych dzieł klasycznych czy marynistycznego malarstwa. Autor posługiwał się naprawdę interesującą symboliką. Szczególną rolę odgrywa w jego dziele woda. Jest to potężny i bardzo kapryśny żywioł, który przynosi życie, ale i także śmierć w najróżniejszych postaciach. Pasja wędkarska naszych bohaterów zaskakująco pasowała do całości. To samo można także powiedzieć o designu książki. Naprawdę warto dać tej powieści szansę.
Ta książka zainteresowała mnie od kiedy tylko pojawiła się w zapowiedziach. Nie znałam wcale autora i nie słyszałam niczego na temat jego twórczości, więc ryzykowałam rozczarowanie. Na szczęście pan Langan mnie nie zawiódł, a nawet całkiem zaskoczył.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJako obsesjonatka horrorów nauczyłam się doceniać też te mniej przerażające książki. Nie brnę w coraz większe...
Przez znaczny czas, z tego poświęconego na lekturę, nie do końca wiedziałem, co myśleć o zakończonym właśnie horrorze. Z jednej strony bowiem jest tu bardzo dobry pomysł fabularny i trzeba przyznać, że dość realistycznie autor prowadzi nas przez nieprawdopodobieństwa akcji, a pomaga mu w tym pewnego rodzaju szkatułkowość opowieści i przeniesienie zasadniczej jej części do opowieści-w-opowieści, co odsuwa ją w czasie do epoki kolonizatorów Ameryki. Chcecie to wierzcie, a może to i bzdura, ale tak wynika z przeprowadzonych przeze mnie badań - tak zdaje się mówić snujący zasadniczą opowieść właściciel baru.
Tym niemniej - jeśli na opowieść historyczną poświęca się większość powieści - na jej współczesną część pozostaje już jakby mniej miejsca i staje się ona, po tym co już wiemy, cokolwiek przewidywalna. To właśnie - jak dla mnie - podstawowy mankament książki: słabsza jej część dotycząca współczesności, szczególnie w początkowej fazie. Wrażenie to w dużej mierze znika w trakcie lektury i ostatecznie wciąga ona coraz bardziej i coraz też lepsze wywiera ogólne wrażenie.
Jednak jak na horror przystało: mrok jest, wydarzenia niewytłumaczalne i przerażające są, tajemnic masa. Niezłe weird-story. Jak zaś przystało na wydawnictwo Vesper (kiedyż oni się odnajdą we współczesności i dowiedzą o istnieniu e-booków?!) - jest ładna oprawa książki: dobry kremowy papier, dobre wykorzystanie powierzchni kartki (druk dość dobry i 35 linii na stronę - raczej dla osób z dobrym wzrokiem), sugestywna okładka i mroczne, lekko nieczytelne ryciny rozdzielające co jakiś czas tekst (brawo, Maciej Kamuda!). Sam pisarz raczej też straszy nas niezwykłością historii, nastrojem i jej "scenografią", niż pełnymi grozy zdarzeniami (choć i one się zdarzają).
Ale nie wyczerpuje to wszystko, o czym powyżej, treści powieści i tego czym ona może być; jest to też bowiem historia ujarzmiania potęgi przyrody, opowieść o dojrzewaniu i o radzeniu sobie ze stratą. Dość - jak na literaturę rozrywkową - poważnie potraktowana i nawet całkiem przejmująca. Pytania o możliwość (i koszty!) powrotu z zaświatów bliskich nam osób nie od dziś pojawiają się i powracają w powieści i filmie grozy; potencjalnym zaś eksperymentatorom przypominam, że dobrze się nigdy te czary nie kończą, a małe jest prawdopodobieństwo odzyskania istoty, z której będziemy radzi...
A jeszcze jest sporo tropów literacko-kulturowych: od najbardziej oczywistych poczynając, skoro powieść rozpoczyna się cytatem z “Moby Dicka” po przypowieść o Lewiatanie i wreszcie duchy E. A. Poe’go i H. P. Lovercrafta, unoszące się nad - nomen omen - wodami. Więcej tropów literackich zainteresowani odnajdą zresztą w posłowiu, a to doskonałe osadzenie powieści nie tylko w literaturze gatunkowej, ale i szerzej - w kontekście toposów kultury - może uświadomi komuś w to wątpiącemu, że nawet tak rozrywkowy gatunek jak horror czy powieść grozy nieść może też spory ciężar literacki.
Lekturę sponsorowała lipcowa literka "L" w nazwisku autora.
Przez znaczny czas, z tego poświęconego na lekturę, nie do końca wiedziałem, co myśleć o zakończonym właśnie horrorze. Z jednej strony bowiem jest tu bardzo dobry pomysł fabularny i trzeba przyznać, że dość realistycznie autor prowadzi nas przez nieprawdopodobieństwa akcji, a pomaga mu w tym pewnego rodzaju szkatułkowość opowieści i przeniesienie zasadniczej jej części do...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo cóż. Książka o stracie, która z początku wydaje się zapowiadać świetna historie, po czasie traci i juz wiesz, ze nie ma sensu liczyc na cos wiecej. I niestety to sie sprawdza bo nic wiecej nie ma. Jest tylko subtelna groza, ktorej potencjał umarl. Plus za narrację.
No cóż. Książka o stracie, która z początku wydaje się zapowiadać świetna historie, po czasie traci i juz wiesz, ze nie ma sensu liczyc na cos wiecej. I niestety to sie sprawdza bo nic wiecej nie ma. Jest tylko subtelna groza, ktorej potencjał umarl. Plus za narrację.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobra.
Nie do końca pojmuję zachwyty nad tą książką. Recenzje opisujące ją jako wybitnie literacki horror wydają mi się wystawione mocno na wyrost. Powieść jest napisana zgrabnie, historia jest dość ciekawa, a groza subtelna i taka, jaką lubię. Ale w ogólnym rozrachunku nie znalazłem w "Poławiaczu" niczego wybitnego.
Mamy tu do czynienia z powieścią szkatułkową. Historię głównego bohatera w jednej trzeciej przerywa opowieść o losach imigrantów z Europy pracujących przy budowie tamy i grozą, z jaką muszą się zmierzyć. Po opowieści wewnątrz opowieści wracamy na kilkadziesiąt stron do głównego bohatera, aby w dość szybki, żeby nie powiedzieć zdawkowy sposób załapać się na podsumowanie.
Spodziewałem się czegoś znacznie lepszego, ale nie powiem, że bardzo się rozczarowałem. Książkę czytało mi się przyjemnie, stosunkowo krótkie rozdziały sprawiają, że kartkowało mi się ją także szybko. Polecam fanom grozy bardziej subtelnej, ale z zastrzeżeniem, żeby obniżyli swoje oczekiwania względem powieści.
Dobra.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie do końca pojmuję zachwyty nad tą książką. Recenzje opisujące ją jako wybitnie literacki horror wydają mi się wystawione mocno na wyrost. Powieść jest napisana zgrabnie, historia jest dość ciekawa, a groza subtelna i taka, jaką lubię. Ale w ogólnym rozrachunku nie znalazłem w "Poławiaczu" niczego wybitnego.
Mamy tu do czynienia z powieścią szkatułkową. Historię...