Wróć na stronę książki

Oceny książki Mój znak. O noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach, o nowej dekadzie i pięknej plejadzie

Średnia ocen
7,5 / 10
82 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
441
419

Na półkach:

„Władze Uniwersytetu Śląskiego nie widzą żadnej możliwości wyegzekwowania od mgra Jerzego Illga właściwej realizacji zadań socjalistycznej szkoły wyższej”.(s.13.)
„Jesienią 1987 roku po raz ostatni pracowałem „na czarno” w Sztokholmie. Od dziesięciu lat wyjazdy do przyjaciół w Szwecji pozwoliły mi łatać budżet domowy,
a nawet umożliwiły mi dorobienie się malucha. Myłem okna, zbierałem truskawki, nosiłem wiadra z piaskiem … pracowałem na zmywaku...byłem nocnym recepcjonistą w hotelu,, czyściłem do białego drewna sufit i ściany domku należącego niegdyś do dziadka Alfreda Nobla”. (s.189.)
„Pamiątką z tego okresu – przejmującą i zaskakującą dla mnie- jest wpis w „Drugiej przestrzeni”, ostatnim tomie wierszy Miłosza. Czesław wręczył mi go bez słowa, uśmiechając się zagadkowo, a równocześnie poważnie patrząc mi w oczy.(…)
...niezbyt już foremnymi literami dedykacja:
„Przewoźnikowi Charonowej łodzi- Czesław Miłosz, 9.VII.2002, Kraków”.(s. 105.)

Jerzy Illg, mój znak o noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach, o nowej dekadzie i pięknej plejadzie. Wyd. Znak, Kraków 2019.

Już trzy powyższe cytaty z Illga
pozwalają dostrzec miarę
i wielkość wydawcy,
redaktora naczelnego Znaku.
Szczególne „słowa uznania”
należą się władzom UŚ (z roku 1982).
Bogini Fortuna
też dołożyła swoje trzy grosze
(czuwała nad przyszłym redaktorem -
szczęśliwym człowiekiem).

Illg w „moim znaku” (II wydanie)
zgromadził tak bogaty materiał biograficzny,
ze mógłby nim obdzielić kilku Illgów,
jednakże Illg jest tylko jeden,
wyjątkowy i niepowtarzalny,
jak niejeden noblista.
Pióro Illga ma niezwykłą swobodę
wydobywania na światło dzienne
wyjątkowych spotkań, zdarzeń,
miejsc, okoliczności,
rozmów nie tylko z pisarzami.

Czytelniku,
bez Illga nie znajdziesz się w kręgu Znaku!
Tekst niezwykle osobisty i prawdziwy.
10/10

„Władze Uniwersytetu Śląskiego nie widzą żadnej możliwości wyegzekwowania od mgra Jerzego Illga właściwej realizacji zadań socjalistycznej szkoły wyższej”.(s.13.)
„Jesienią 1987 roku po raz ostatni pracowałem „na czarno” w Sztokholmie. Od dziesięciu lat wyjazdy do przyjaciół w Szwecji pozwoliły mi łatać budżet domowy,
a nawet umożliwiły mi dorobienie się malucha. Myłem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
688
446

Na półkach:

Jak to się teraz mówi "boomer" wspomina.
O tyle ciekawy boomer, że to człowiek zawodowo związany z ciekawymi ludźmi, w tym z naszymi współczesnymi noblistami. Fajnie snują się te wspomnienia pokazujące, że noblista też człowiek. Warto przeczytać.

Jak to się teraz mówi "boomer" wspomina.
O tyle ciekawy boomer, że to człowiek zawodowo związany z ciekawymi ludźmi, w tym z naszymi współczesnymi noblistami. Fajnie snują się te wspomnienia pokazujące, że noblista też człowiek. Warto przeczytać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
11
10

Na półkach:

„Mija dziesięć lat od pierwszego wydania tej książki (...). Gdy ukazała się w 2009 roku na 50-lecie Znaku, żyli jeszcze (...) Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak, Andrzej Szczeklik, Seamus Heaney” – pisze w przedmowie do drugiego wydania „Mojego znaku” Jerzy Illg. Przywołuję te słowa nie bez powodu – pokazują one bowiem, jak zmieniła się (a przy tym: jak musiała się zmienić) na przestrzeni kilkunastu lat recepcja tej publikacji: wydawnictwo nabrało charakteru bardziej refleksyjnego i retrospektywnego.

„Mój znak” to zbiór kilkudziesięciu opowieści, szkiców i zapisków biograficznych, które w sposób anegdotyczny opowiadają o twórcach, z którymi w trakcie swojego życia zawodowego zetknął się Illg. Mamy zatem w omawianej książce przedstawione między innymi historie rozgrywające się w siermiężnych latach PRL-u (oczywiście z dużym naciskiem na drugi obieg wydawniczy), wspomnienia związane z Tygodnikiem Powszechnym i wydawnictwem Znak, a także obrazy z polskiego życia akademickiego i literackiego. Wśród twórców, których Illg przywołuje, możemy wymienić między innymi dwójkę polskich noblistów – Wisławę Szymborską oraz Czesława Miłosza. Jego narracja wykracza jednak poza kręgi pisarskie i poetyckie, dlatego też w przywoływanych wspomnieniach pojawiają się filozofowie i duchowni – choćby Leszek Kołakowski, Josif Brodski, Józef Tischner oraz Jan Twardowski.

Myślę, że omawianie „Mojego znaku” warto zacząć od próby wskazania przeznaczenia tej książki: nie jest to publikacja ani do końca biograficzna, ani też próbująca podsumować polskie życie wydawniczo-kulturalne ostatnich kilkudziesięciu lat. To raczej pozycja utrzymana w nurcie wspominkowo-dygresyjnym, choć – co ważne – stroniąca od sentymentalnych rozważań. Głównym bohaterem jest Illg, który opowiadając o różnych zdarzeniach i postaciach, przedstawia samego siebie – inteligentna, pracownika akademickiego, wydawcę, zapalonego czytelnika i redaktora. Nie jest to jednak opowieść stricte autobiograficzna – dla autora najważniejsi pozostają ci, których spotkał, z którymi udało mu się nawiązać bliższe relacje, dlatego też w „Moim znaku” więcej uwagi poświęca on życiu literackiemu, środowiskom artystycznym i inteligenckim, niż sobie czy własnym doświadczeniom. Wprawdzie w snutych przez Illga historiach pojawia się wiele odniesień i wyraźnie poprowadzonych wątków osobistych, to wydają się mieć charakter marginalny, pozwalają rozbudować opowieść o kimś lub o czymś innym – na przykład o działalności Tygodnika Powszechnego, Znaku, warunkach, w jakich wypuszczano druki w drugim obiegu, relacjach, jakie łączyły poszczególnych twórców czy pracach nad różnymi książkami.

Najdonośniej w omawianej publikacji wybrzmiewają te ustępy i rozdziały, które zostały poświęcone wspomnieniom poszczególnych postaci. Illg wydaje się uważnym, przenikliwym oraz dobrym obserwatorem, który potrafi syntetycznie przedstawiać spostrzeżenia i wyciągać z nich wnioski. Jeżeli więc przywołuje znajomość Szymborskiej i Miłosza, to – poza dość literalną relacją, wskazaniem początków ich przyjaźni – zauważa, że „Komiczny był kontrast pomiędzy tą królewską parą”, gdyż poetka „nie znosiła wyczerpujących, poważnych rozmów i w sytuacjach towarzyskich najchętniej sięgała po żarty, paradoksy, absurdalne anegdoty”, gdy autor „Zniewolonego umysłu” „złakniony był rozmów istotnych”, a „żarciki w ogóle go nie interesowały”. Wiele w „Moim znaku” tego typu – na poły prywatnych, na poły oficjalnych – obserwacji, choć dominują ustępy poświęcone sprawom zawodowym (związanym na przykład z procesem wydawniczym, sporami o okładkę, organizacją życia literackiego i różnych kulturalnych wydarzeń).

Czytając tę książkę, trudno nie odnieść wrażenia, że zawarte w niej opowieści mają stanowić – jak poezja w rozumieniu Horacego – „pomnik trwalszy niż ze spiżu”. Nie jest to przy tym – co warto ponownie podkreślić – budowanie monumentu samemu sobie: Illga interesuje bardziej portretowanie przyjaciół, postaci zasłużonych dla polskiej (choć nie tylko) kultury i literatury, a także ujmowanie w faktograficzne ramy różnych historyczno-kulturalnych doświadczeń. W jednym z rozdziałów Illg pisze o Normanie Daviesie jako o dziejopisie – wydaje się, że tym określeniem równie dobrze można określić samego autora „Mojego znaku”. Choć jego książka ma charakter subiektywny i determinowana jest raczej sentymentami i własnymi sympatiami, to mimo to stanowi interesujące źródło cennych informacji na przykład o działalności wydawnictwa Znak i jego środowisku, wielu pisarzach i poetach, a także o szeroko rozumianych kręgach artystycznych ostatnich kilkudziesięciu lat.

https://lekkokrytyka.blogspot.com/2020/04/pomnik-trwalszy-niz-ze-spizu-jerzy-illg.html

„Mija dziesięć lat od pierwszego wydania tej książki (...). Gdy ukazała się w 2009 roku na 50-lecie Znaku, żyli jeszcze (...) Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak, Andrzej Szczeklik, Seamus Heaney” – pisze w przedmowie do drugiego wydania „Mojego znaku” Jerzy Illg. Przywołuję te słowa nie bez powodu – pokazują one bowiem, jak zmieniła się (a przy tym: jak musiała się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to