„Władze Uniwersytetu Śląskiego nie widzą żadnej możliwości wyegzekwowania od mgra Jerzego Illga właściwej realizacji zadań socjalistycznej szkoły wyższej”.(s.13.)
„Jesienią 1987 roku po raz ostatni pracowałem „na czarno” w Sztokholmie. Od dziesięciu lat wyjazdy do przyjaciół w Szwecji pozwoliły mi łatać budżet domowy,
a nawet umożliwiły mi dorobienie się malucha. Myłem okna, zbierałem truskawki, nosiłem wiadra z piaskiem … pracowałem na zmywaku...byłem nocnym recepcjonistą w hotelu,, czyściłem do białego drewna sufit i ściany domku należącego niegdyś do dziadka Alfreda Nobla”. (s.189.)
„Pamiątką z tego okresu – przejmującą i zaskakującą dla mnie- jest wpis w „Drugiej przestrzeni”, ostatnim tomie wierszy Miłosza. Czesław wręczył mi go bez słowa, uśmiechając się zagadkowo, a równocześnie poważnie patrząc mi w oczy.(…)
...niezbyt już foremnymi literami dedykacja:
„Przewoźnikowi Charonowej łodzi- Czesław Miłosz, 9.VII.2002, Kraków”.(s. 105.)
Jerzy Illg, mój znak o noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach, o nowej dekadzie i pięknej plejadzie. Wyd. Znak, Kraków 2019.
Już trzy powyższe cytaty z Illga
pozwalają dostrzec miarę
i wielkość wydawcy,
redaktora naczelnego Znaku.
Szczególne „słowa uznania”
należą się władzom UŚ (z roku 1982).
Bogini Fortuna
też dołożyła swoje trzy grosze
(czuwała nad przyszłym redaktorem -
szczęśliwym człowiekiem).
Illg w „moim znaku” (II wydanie)
zgromadził tak bogaty materiał biograficzny,
ze mógłby nim obdzielić kilku Illgów,
jednakże Illg jest tylko jeden,
wyjątkowy i niepowtarzalny,
jak niejeden noblista.
Pióro Illga ma niezwykłą swobodę
wydobywania na światło dzienne
wyjątkowych spotkań, zdarzeń,
miejsc, okoliczności,
rozmów nie tylko z pisarzami.
Czytelniku,
bez Illga nie znajdziesz się w kręgu Znaku!
Tekst niezwykle osobisty i prawdziwy.
10/10
„Władze Uniwersytetu Śląskiego nie widzą żadnej możliwości wyegzekwowania od mgra Jerzego Illga właściwej realizacji zadań socjalistycznej szkoły wyższej”.(s.13.)
„Jesienią 1987 roku po raz ostatni pracowałem „na czarno” w Sztokholmie. Od dziesięciu lat wyjazdy do przyjaciół w Szwecji pozwoliły mi łatać budżet domowy,
a nawet umożliwiły mi dorobienie się malucha. Myłem...
Jak to się teraz mówi "boomer" wspomina.
O tyle ciekawy boomer, że to człowiek zawodowo związany z ciekawymi ludźmi, w tym z naszymi współczesnymi noblistami. Fajnie snują się te wspomnienia pokazujące, że noblista też człowiek. Warto przeczytać.
Jak to się teraz mówi "boomer" wspomina.
O tyle ciekawy boomer, że to człowiek zawodowo związany z ciekawymi ludźmi, w tym z naszymi współczesnymi noblistami. Fajnie snują się te wspomnienia pokazujące, że noblista też człowiek. Warto przeczytać.
„Mija dziesięć lat od pierwszego wydania tej książki (...). Gdy ukazała się w 2009 roku na 50-lecie Znaku, żyli jeszcze (...) Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak, Andrzej Szczeklik, Seamus Heaney” – pisze w przedmowie do drugiego wydania „Mojego znaku” Jerzy Illg. Przywołuję te słowa nie bez powodu – pokazują one bowiem, jak zmieniła się (a przy tym: jak musiała się zmienić) na przestrzeni kilkunastu lat recepcja tej publikacji: wydawnictwo nabrało charakteru bardziej refleksyjnego i retrospektywnego.
„Mój znak” to zbiór kilkudziesięciu opowieści, szkiców i zapisków biograficznych, które w sposób anegdotyczny opowiadają o twórcach, z którymi w trakcie swojego życia zawodowego zetknął się Illg. Mamy zatem w omawianej książce przedstawione między innymi historie rozgrywające się w siermiężnych latach PRL-u (oczywiście z dużym naciskiem na drugi obieg wydawniczy), wspomnienia związane z Tygodnikiem Powszechnym i wydawnictwem Znak, a także obrazy z polskiego życia akademickiego i literackiego. Wśród twórców, których Illg przywołuje, możemy wymienić między innymi dwójkę polskich noblistów – Wisławę Szymborską oraz Czesława Miłosza. Jego narracja wykracza jednak poza kręgi pisarskie i poetyckie, dlatego też w przywoływanych wspomnieniach pojawiają się filozofowie i duchowni – choćby Leszek Kołakowski, Josif Brodski, Józef Tischner oraz Jan Twardowski.
Myślę, że omawianie „Mojego znaku” warto zacząć od próby wskazania przeznaczenia tej książki: nie jest to publikacja ani do końca biograficzna, ani też próbująca podsumować polskie życie wydawniczo-kulturalne ostatnich kilkudziesięciu lat. To raczej pozycja utrzymana w nurcie wspominkowo-dygresyjnym, choć – co ważne – stroniąca od sentymentalnych rozważań. Głównym bohaterem jest Illg, który opowiadając o różnych zdarzeniach i postaciach, przedstawia samego siebie – inteligentna, pracownika akademickiego, wydawcę, zapalonego czytelnika i redaktora. Nie jest to jednak opowieść stricte autobiograficzna – dla autora najważniejsi pozostają ci, których spotkał, z którymi udało mu się nawiązać bliższe relacje, dlatego też w „Moim znaku” więcej uwagi poświęca on życiu literackiemu, środowiskom artystycznym i inteligenckim, niż sobie czy własnym doświadczeniom. Wprawdzie w snutych przez Illga historiach pojawia się wiele odniesień i wyraźnie poprowadzonych wątków osobistych, to wydają się mieć charakter marginalny, pozwalają rozbudować opowieść o kimś lub o czymś innym – na przykład o działalności Tygodnika Powszechnego, Znaku, warunkach, w jakich wypuszczano druki w drugim obiegu, relacjach, jakie łączyły poszczególnych twórców czy pracach nad różnymi książkami.
Najdonośniej w omawianej publikacji wybrzmiewają te ustępy i rozdziały, które zostały poświęcone wspomnieniom poszczególnych postaci. Illg wydaje się uważnym, przenikliwym oraz dobrym obserwatorem, który potrafi syntetycznie przedstawiać spostrzeżenia i wyciągać z nich wnioski. Jeżeli więc przywołuje znajomość Szymborskiej i Miłosza, to – poza dość literalną relacją, wskazaniem początków ich przyjaźni – zauważa, że „Komiczny był kontrast pomiędzy tą królewską parą”, gdyż poetka „nie znosiła wyczerpujących, poważnych rozmów i w sytuacjach towarzyskich najchętniej sięgała po żarty, paradoksy, absurdalne anegdoty”, gdy autor „Zniewolonego umysłu” „złakniony był rozmów istotnych”, a „żarciki w ogóle go nie interesowały”. Wiele w „Moim znaku” tego typu – na poły prywatnych, na poły oficjalnych – obserwacji, choć dominują ustępy poświęcone sprawom zawodowym (związanym na przykład z procesem wydawniczym, sporami o okładkę, organizacją życia literackiego i różnych kulturalnych wydarzeń).
Czytając tę książkę, trudno nie odnieść wrażenia, że zawarte w niej opowieści mają stanowić – jak poezja w rozumieniu Horacego – „pomnik trwalszy niż ze spiżu”. Nie jest to przy tym – co warto ponownie podkreślić – budowanie monumentu samemu sobie: Illga interesuje bardziej portretowanie przyjaciół, postaci zasłużonych dla polskiej (choć nie tylko) kultury i literatury, a także ujmowanie w faktograficzne ramy różnych historyczno-kulturalnych doświadczeń. W jednym z rozdziałów Illg pisze o Normanie Daviesie jako o dziejopisie – wydaje się, że tym określeniem równie dobrze można określić samego autora „Mojego znaku”. Choć jego książka ma charakter subiektywny i determinowana jest raczej sentymentami i własnymi sympatiami, to mimo to stanowi interesujące źródło cennych informacji na przykład o działalności wydawnictwa Znak i jego środowisku, wielu pisarzach i poetach, a także o szeroko rozumianych kręgach artystycznych ostatnich kilkudziesięciu lat.
„Mija dziesięć lat od pierwszego wydania tej książki (...). Gdy ukazała się w 2009 roku na 50-lecie Znaku, żyli jeszcze (...) Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak, Andrzej Szczeklik, Seamus Heaney” – pisze w przedmowie do drugiego wydania „Mojego znaku” Jerzy Illg. Przywołuję te słowa nie bez powodu – pokazują one bowiem, jak zmieniła się (a przy tym: jak musiała się...
Dawno nie czytałam już żadnej autobiografii, a ta bardzo mnie zainteresowała. Większość z Was na pewno dobrze zna wydawnictwo Znak, ale pewnie nie wszyscy wiedzą, że jego redaktorem naczelnym jest Jerzy Illg, który jest autorem tej książki. Ta publikacja jest nowym i rozszerzonym wydaniem. Nie czytałam pierwszego wydania, więc to moje pierwsze spotkanie z tą pozycją.
Jerzy Illg w swojej książce opowiada nie tylko o pracy i profesji wydawcy. To także zbiór wielu wspomnień, przeżytych przygód, odbytych podróży, ciekawych spotkań. Znajdziecie tutaj wspomnienia dotyczące znanych noblistów i innych autorów i przyjaciół pana Jerzego, nie zabraknie tu również anegdot i humoru. Przeczytacie m.in. o loteryjkach Wisławy Szymborskiej, o paleniu marihuany z Czesławem Miłoszem, o podstępach, do jakich uciekał się Jerzy Illg, by pozyskać autora, o nocach spędzanych z whisky i poezją. Autor tej publikacji nie tylko redaguje książki, bo wystawia również kabarety, organizuje spotkania i festyny, kręci filmy. Wszystko to i jeszcze więcej możecie tutaj właśnie znaleźć.
Lubię czasami przeczytać jakąś ciekawą biografię lub autobiografię. Czasem czytam o znanych mi osobach, a czasem dzięki takim publikacjom mogę poznać trochę bardziej osoby mi nieznane. O autorze tej książki kiedyś słyszałam, ale tak naprawdę prawie nic nie mogłabym o nim powiedzieć. Dzięki tej publikacji mogłam go poznać trochę lepiej, dowiedzieć się wielu ciekawych informacji, przeczytać o zabawnych sytuacjach i nie tylko. Książka pozytywnie mnie zaskoczyła, bo nie spodziewałam się, że tak dobrze będzie się ją czytać. Autor w przystępny i interesujący sposób opowiada o sobie i swoich przyjaciołach, o wielu wydarzeniach i niezapomnianych spotkaniach. Publikacja została podzielona na sześć części, a każda z nich bardziej przybliża nam konkretny temat. Jest na przykład część poświęcona przyjaźniom, jest inna opowiadająca o kabaretach, są również podróże.
Najbardziej spodobały mi się rozdziały poświęcone znanym i cenionym osobom, z którymi autor miał często przyjacielskie relacje. Z ciekawością czytałam o Wisławie Szymborskiej, o Czesławie Miłoszu, Seamusie Heaneyu, księdzu Józefie Tischnerze, Ryszardzie Kapuścińskim i wielu innych osobach. Nie o wszystkich wcześniej słyszałam, ale o każdym z nich czytałam z dużym zainteresowaniem. Pozostałe rozdziały również były dla mnie ciekawe, chętnie czytałam o podróżach, o zabawnych wspomnieniach, a także o pracy w wydawnictwie. Znajdziecie w tej książce mnóstwo różnych i ciekawych opowieści, przeczytacie o wielu autorach, ważnych dla Jerzego Illga znajomościach, o poezji, o wydarzeniach kulturalnych. Dla mnie ta publikacja była naprawdę intrygująca. To dobrze spisana historia nie tylko wydawnictwa, ale także cennych przyjaźni.
Jerzy Illg napisał tę książkę w przystępny sposób, wszystko jest zrozumiałe i czyta się ją naprawdę dobrze. Nie mogłabym nie wspomnieć o pięknym wydaniu tej publikacji. W środku jest mnóstwo zdjęć, różnych wycinków, ilustracji. Całość prezentuje się naprawdę ciekawie. Na końcu znajduje się również indeks osób, o których wspomina autor.
"Mój znak.O noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach, o nowej dekadzie i pięknej plejadzie" to interesująca książka o znanych i cenionych osobach, to zbiór wspomnień, anegdot, przeżytych przygód i różnych podróży. Opisane przez autora opowieści są naprawdę ciekawe, niektóre są zabawne, ale znajdą się również takie, które mogą skłonić do przemyśleń. Ilustracje i fotografie znajdujące się w tej książce są świetnym dodatkiem, który sprawia, że całość jest jeszcze bardziej interesująca.
"Wydawanie książek bardzo wielu i bardzo różnych autorów nigdy nie sprowadzało się dla mnie tylko do biznesu. Od więzi formalnej, umowy i jej warunków ważniejsza często była szansa na nową, ciekawą znajomość, zaś w szczególnych wypadkach - przyjaźń. Nie wiem, kim byłbym bez tych więzi, bez ludzi, których dzięki tej pracy poznałem."
https://czytam-wszystko.blogspot.com
Dawno nie czytałam już żadnej autobiografii, a ta bardzo mnie zainteresowała. Większość z Was na pewno dobrze zna wydawnictwo Znak, ale pewnie nie wszyscy wiedzą, że jego redaktorem naczelnym jest Jerzy Illg, który jest autorem tej książki. Ta publikacja jest nowym i rozszerzonym wydaniem. Nie czytałam pierwszego wydania, więc to moje pierwsze spotkanie z tą pozycją.
Ta książka to świeży oddech w literaturze. Erudycyjna, ciekawa, przezabawna. Trochę anegdotyczna, trochę biograficzna, a na pewno autobiograficzna :) Bo Jerzy Illg jak mało kto potrafi pisać o pracy redaktora, która bywa równie emocjonująca, co praca agenta do zadań specjalnych, odpowiedzialna - jak praca sapera i wyczerpująca, jak praca sportowca zawodowo biegającego maratony. Coś niesamowitego. Bankiety, przyjaźnie, podróże, głupie żarty robione bardzo mądrym ludziom, spektakularne wpadki i ważne moralnie decyzje. Książka, w której znani i podziwiani nobliści i ci, którzy noblistami jeszcze nie zostali, opisywani są z ciepłem, sympatią, miłością. Piękny czas rozkwitu Znaku zamknięty w szkatułce - książce.
Lektura kojąca, trochę nostalgiczna, ale napawająca nadzieją, że wystarczy być szczerym i pewnym siebie, by robić "rzeczy piękne, dobre i mądre".
Książka została niedawno wznowiona, jest dostępna w sklepach - na lubimyczytac.pl jest stara wersja, nieposzerzona o ostatnie 10 lat.
Ta książka to świeży oddech w literaturze. Erudycyjna, ciekawa, przezabawna. Trochę anegdotyczna, trochę biograficzna, a na pewno autobiograficzna :) Bo Jerzy Illg jak mało kto potrafi pisać o pracy redaktora, która bywa równie emocjonująca, co praca agenta do zadań specjalnych, odpowiedzialna - jak praca sapera i wyczerpująca, jak praca sportowca zawodowo biegającego...
W 1982 roku komisja weryfikujaca postawy nauczycieli akademickich wydala opinie o magistrze Jerzym Illgu. Wladze Uniwersytetu Slaskiego nie widzialy zadnej mozliwosci wyegzekwowania od magistra wlasciwej realizacji zadan socjalistycznej szkoly wyzszej. Domyslam sie, ze autor ksiazki jest tym wladzom dozgonnie wdzieczny. Z taka bowiem 'rekomendacja' Illg znalazl w stanie wojennym prace w 'Znaku', wkraczajac tym samym w swiat magiczny.
"Moj Znak" to nie tylko ksiazka o ludziach absolutnie wyjatkowych, ale tez opowiesc o jej autorze, wielkim szczesciarzu, ktory mogl, i nadal moze uczestniczyc w niewiarygodnych wydarzeniach oraz znac i przyjaznic sie z legendami literatury. Osobami o niesamowitym poczuciu humoru, tworzacymi zaczarowane zycie literackie i kulturalne Krakowa.
Lzy wzruszenia wywoluje wspomnienie o Kapuscinskim.
Pasjonujaca i pelna czulosci opowiesc o arcy-pieknych przyjazniach.
W 1982 roku komisja weryfikujaca postawy nauczycieli akademickich wydala opinie o magistrze Jerzym Illgu. Wladze Uniwersytetu Slaskiego nie widzialy zadnej mozliwosci wyegzekwowania od magistra wlasciwej realizacji zadan socjalistycznej szkoly wyzszej. Domyslam sie, ze autor ksiazki jest tym wladzom dozgonnie wdzieczny. Z taka bowiem 'rekomendacja' Illg znalazl w stanie...
Książka - kopalnia wiedzy o wielu znakomitościach, podana w sposób interesujący, dowcipny, udokumentowana i zilustrowana na różne sposoby. Spędzałam z nią wiele wieczorów, czytając na glos fragmenty i śmiejąc się do rozpuku. Niezwykłe życie prowadził Jerzy Illg i wspaniałych ludzi miał szczęście osobiście poznać. Chylę czoło i polecam. Dodatkową atrakcją jest załączona płyta DVD. Rewelacja.
Książka - kopalnia wiedzy o wielu znakomitościach, podana w sposób interesujący, dowcipny, udokumentowana i zilustrowana na różne sposoby. Spędzałam z nią wiele wieczorów, czytając na glos fragmenty i śmiejąc się do rozpuku. Niezwykłe życie prowadził Jerzy Illg i wspaniałych ludzi miał szczęście osobiście poznać. Chylę czoło i polecam. Dodatkową atrakcją jest załączona...
Proszę Państwa, co tu dużo gadać, kawał historii, historii wydawnictwa Znak, jak i ludzi z nim związanych. Opowiedzianych fantastycznie, szczerze. Wszystko opasane wstęgą prywatnych relacji z wielkimi twórcami kultury i z taką iskrą szelmowską w oku, która mówi "ja tam byłem miód i wino piłem".
Proszę Państwa, co tu dużo gadać, kawał historii, historii wydawnictwa Znak, jak i ludzi z nim związanych. Opowiedzianych fantastycznie, szczerze. Wszystko opasane wstęgą prywatnych relacji z wielkimi twórcami kultury i z taką iskrą szelmowską w oku, która mówi "ja tam byłem miód i wino piłem".
UWAGA!! NIESAMOWITY MATERIAŁ POZNAWCZY!!
Jerzy Illg (ur. 1950), od 1992 r. redaktor naczelny wydawnictwa ZNAK, autor niedokończonego wywiadu rzeki z prof. Andrzejem Szczeklikiem, pisze, jak głosi podtytuł:
"...o noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach.."
I to jak wspaniale pisze!!! Pisze przede wszystkim o ludziach związanych z elitą inteligencji krakowskiej, a wymienić o kim nie sposób, bo lista nazwisk liczy stron jedenaście. Wyrzucony w 1982 roku z Uniwersytetu Ślaskiego znalazł schronienie w środowisku "Tygodnika Powszechnego" i ZNAK-u, nie dziw więc, że od ludzi tej enklawy zaczyna. Zwraca też uwagę na niepowtarzalną rolę "Tygodnika Powszechnego" Turowicza w podtrzymywaniu ducha polskości przez cały okres okupacji sowieckiej. Posłuchajcie, Państwo, barwnej opowieści Illga, o trzyletniej przerwie w wydawaniu "TP" przez właścicieli (s. 26):
"....Jak wiadomo, w latach 1953 – 1956 za odmowę zamieszczenia nekrologu Stalina 'Tygodnik Powszechny' był odebrany prawowitej redakcji, zaś jego 'podróbkę' z zachowaną winietą wydawali PAX-owscy kolaboranci. Gdy wraz ze zbliżającą się odwilżą wiały już nowe wiatry, stojący na czele PAX-u cyniczny stary lis Bolesław Piasecki zaprosił prawowitą redakcję na rozmowy, proponując kompromisowy 'mix' 'starej' i aktualnej redakcji pisma.. ..Rysujące się porozumienie.. ..storpedował.. ..Jacek Woźniakowski, oświadczając, niedyplomatycznie: 'Ale z kim my właściwie rozmawiamy? Pan Piasecki przed wojną trzymał z faszystami, teraz wysługuje się komunistom. Co my możemy mieć sobie do powiedzenia?' Rozmowy zostały zerwane, a w październiku 1956 roku pismo powróciło do prawowitych właścicieli bez upokarzających koncesji....".
Warto o tym pamiętać, bo było to j e d y n e pismo, które podtrzymywało nas na duchu i dlatego czytam je już 66 rok. A co u Illga? Nieprzerwany korowód anegdot, począwszy od żony Międzyrzeckiego - poety Juliana Hartwiga. Proszę Państwa, to się wspaniale czyta, jeśli nawet niektóre nazwiska są czytelnikowi obce, bo Illg jest świetnym gawędziarzem i wszystko podaje nie tylko dowcipnie, ale i klarownie.
Po pierwszej części zatytułowanej „Skąd się tutaj wziąłem?”, mamy drugą pt „Znakomitości” poświęconą wspomnieniom kontaktów z Miłoszem, Szymborską, Barańczakiem, Brodskim, Seamusem Heaneyem, ks. Tischnerem, ks. Twardowskim, Kołakowskim, Normanem Daviesem, Kapuścińskim, prof. Szczeklikiem i Bronisławem Majem. Uff!! Dużo tego, a wszystkich anegdot, i tak nikt nie spamięta.
Trzecia część pt „ 'NaGłos' i do rozpuku”. Autor wyjaśnia (s. 305):
„Po wprowadzeniu stanu wojennego...... ..Publiczne spotkania z niezależnymi autorami nie mogły się w tym czasie odbywać na terenie instytucji państwowych - świetnym rozwiązaniem okazał się szyld Sekcji Literackiej Klubu Inteligencji Katolickiej, pod którym zaczęto organizować wieczory 'pisma mówionego'. Rychło - jako 'NaGłos' właśnie - stało się ono najpopularniejszą sceną literackiego Krakowa....”.
Szczególnie dużo tu o Monice Żeromskiej i Marianie Stali. Czwarta część pt „W drodze”, to jak nie trudno się domyślić, wspomnienia z wielu podróży i spotkań w trakcie nich. Fascynująca lektura, a ja zamiast wymieniania odwiedzanych miejsc, przytoczę rozmowę autora ze starym Żydem w międzynarodowym Salonie Książki Żydowskiej w Paryżu (s. 354):
- By the way: are you a Jew?
- No, sorry.
- Well, nobody's perject - wyrozumiale pokiwał głową.
Przypominam, że „Nobody is perfect” to ostatnia sekwencja filmu „Pół żartem, pół serio” z Marylin Monroe. No i wreszcie dobrnąłem do ostatniej części pt „Kabaret Znak”, którego zawartość definiuje tytuł. A w ogóle: SZKODA GADAĆ, bo to trzeba samemu przeczytać!!
UWAGA!! NIESAMOWITY MATERIAŁ POZNAWCZY!!
Jerzy Illg (ur. 1950), od 1992 r. redaktor naczelny wydawnictwa ZNAK, autor niedokończonego wywiadu rzeki z prof. Andrzejem Szczeklikiem, pisze, jak głosi podtytuł:
"...o noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach.."
I to jak wspaniale pisze!!! Pisze przede wszystkim o ludziach ...
Bardzo fajnie napisana, dużo anegdot, z których śmiałam się na głos. Pan Barańczak niesamowity mózg, a pani Szymborksa to fajna babka musiała być. Te ich "wierszyki" były niesamowite. Lubię ludzi z dystansem do życia.
Bardzo fajnie napisana, dużo anegdot, z których śmiałam się na głos. Pan Barańczak niesamowity mózg, a pani Szymborksa to fajna babka musiała być. Te ich "wierszyki" były niesamowite. Lubię ludzi z dystansem do życia.
Mam problem z tą książką. No bo tak : z jednej strony pięknie wydana pozycja, okraszona wieloma fotografiami, często z prywatnych zbiorów, które się z ciekawością ogląda. Wiele informacji, bogactwo ciekawostek i anegdot. Pikantne szczególiki podane z ciepłym uśmiechem. A to wszystko o szeroko znanych ludziach pióra, Noblistach , tłumaczach, poetach.
A z drugiej nieznośna po jakimś czasie maniera nadużywania pierwszej osoby l. pojedynczej , irytujące przepychanie się na osobę główną wydarzeń/spotkań z Noblistami, tłumaczami, poetami. Zaskakujące pamiątki prezentowane właśnie w fotografiach, a to zeskanowany bilet lotniczy, a to foto jakiegoś menu. No i ta nawet nie ukrywana nuta wyższości krakowskiego ducha , intelektu i poczucia humoru nad resztą populacji.
Podsumowując : mam wrażenie, że Autor napisał książkę "pochwalę się kogo znałem, znam i spotykam, gdzie byłem i z kim". I bardzo dobrze, że ją napisał, bo przy wszystkich zastrzeżeniach ma się jednak dużą korzyść z lektury . I do pewnego stopnia przyjemność. Można ponarzekać, ale ważne, że po przeczytaniu.
Mam problem z tą książką. No bo tak : z jednej strony pięknie wydana pozycja, okraszona wieloma fotografiami, często z prywatnych zbiorów, które się z ciekawością ogląda. Wiele informacji, bogactwo ciekawostek i anegdot. Pikantne szczególiki podane z ciepłym uśmiechem. A to wszystko o szeroko znanych ludziach pióra, Noblistach , tłumaczach, poetach.
A z drugiej nieznośna...
Może czasami w tych wspominkowych wynurzeniach redaktora Wydawnictwa Znak można wyczuć trochę próżności i megalomaństwa, ale na szczęście nie na tyle, by zniszczyło to lekturę. Ja odebrałem tę książkę pozytywnie. Dobrze się ją czyta - może dlatego, że ma taki nieco plotkarsko-vouyerystyczny charakter. Dla mnie było to o tyle ciekawe, że od wielu lat należę do wielbicieli krakowskiego wydawnictwa i jego autorów. Na brawa zasługuje sposób wydania tej publikacji - papier, typografia, zdjęcia, rysunki, a nawet płyta DVD.
Może czasami w tych wspominkowych wynurzeniach redaktora Wydawnictwa Znak można wyczuć trochę próżności i megalomaństwa, ale na szczęście nie na tyle, by zniszczyło to lekturę. Ja odebrałem tę książkę pozytywnie. Dobrze się ją czyta - może dlatego, że ma taki nieco plotkarsko-vouyerystyczny charakter. Dla mnie było to o tyle ciekawe, że od wielu lat należę do wielbicieli...
„Władze Uniwersytetu Śląskiego nie widzą żadnej możliwości wyegzekwowania od mgra Jerzego Illga właściwej realizacji zadań socjalistycznej szkoły wyższej”.(s.13.)
„Jesienią 1987 roku po raz ostatni pracowałem „na czarno” w Sztokholmie. Od dziesięciu lat wyjazdy do przyjaciół w Szwecji pozwoliły mi łatać budżet domowy,
a nawet umożliwiły mi dorobienie się malucha. Myłem okna, zbierałem truskawki, nosiłem wiadra z piaskiem … pracowałem na zmywaku...byłem nocnym recepcjonistą w hotelu,, czyściłem do białego drewna sufit i ściany domku należącego niegdyś do dziadka Alfreda Nobla”. (s.189.)
„Pamiątką z tego okresu – przejmującą i zaskakującą dla mnie- jest wpis w „Drugiej przestrzeni”, ostatnim tomie wierszy Miłosza. Czesław wręczył mi go bez słowa, uśmiechając się zagadkowo, a równocześnie poważnie patrząc mi w oczy.(…)
...niezbyt już foremnymi literami dedykacja:
„Przewoźnikowi Charonowej łodzi- Czesław Miłosz, 9.VII.2002, Kraków”.(s. 105.)
Jerzy Illg, mój znak o noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach, o nowej dekadzie i pięknej plejadzie. Wyd. Znak, Kraków 2019.
Już trzy powyższe cytaty z Illga
pozwalają dostrzec miarę
i wielkość wydawcy,
redaktora naczelnego Znaku.
Szczególne „słowa uznania”
należą się władzom UŚ (z roku 1982).
Bogini Fortuna
też dołożyła swoje trzy grosze
(czuwała nad przyszłym redaktorem -
szczęśliwym człowiekiem).
Illg w „moim znaku” (II wydanie)
zgromadził tak bogaty materiał biograficzny,
ze mógłby nim obdzielić kilku Illgów,
jednakże Illg jest tylko jeden,
wyjątkowy i niepowtarzalny,
jak niejeden noblista.
Pióro Illga ma niezwykłą swobodę
wydobywania na światło dzienne
wyjątkowych spotkań, zdarzeń,
miejsc, okoliczności,
rozmów nie tylko z pisarzami.
Czytelniku,
bez Illga nie znajdziesz się w kręgu Znaku!
Tekst niezwykle osobisty i prawdziwy.
10/10
„Władze Uniwersytetu Śląskiego nie widzą żadnej możliwości wyegzekwowania od mgra Jerzego Illga właściwej realizacji zadań socjalistycznej szkoły wyższej”.(s.13.)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Jesienią 1987 roku po raz ostatni pracowałem „na czarno” w Sztokholmie. Od dziesięciu lat wyjazdy do przyjaciół w Szwecji pozwoliły mi łatać budżet domowy,
a nawet umożliwiły mi dorobienie się malucha. Myłem...
Jak to się teraz mówi "boomer" wspomina.
O tyle ciekawy boomer, że to człowiek zawodowo związany z ciekawymi ludźmi, w tym z naszymi współczesnymi noblistami. Fajnie snują się te wspomnienia pokazujące, że noblista też człowiek. Warto przeczytać.
Jak to się teraz mówi "boomer" wspomina.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO tyle ciekawy boomer, że to człowiek zawodowo związany z ciekawymi ludźmi, w tym z naszymi współczesnymi noblistami. Fajnie snują się te wspomnienia pokazujące, że noblista też człowiek. Warto przeczytać.
„Mija dziesięć lat od pierwszego wydania tej książki (...). Gdy ukazała się w 2009 roku na 50-lecie Znaku, żyli jeszcze (...) Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak, Andrzej Szczeklik, Seamus Heaney” – pisze w przedmowie do drugiego wydania „Mojego znaku” Jerzy Illg. Przywołuję te słowa nie bez powodu – pokazują one bowiem, jak zmieniła się (a przy tym: jak musiała się zmienić) na przestrzeni kilkunastu lat recepcja tej publikacji: wydawnictwo nabrało charakteru bardziej refleksyjnego i retrospektywnego.
„Mój znak” to zbiór kilkudziesięciu opowieści, szkiców i zapisków biograficznych, które w sposób anegdotyczny opowiadają o twórcach, z którymi w trakcie swojego życia zawodowego zetknął się Illg. Mamy zatem w omawianej książce przedstawione między innymi historie rozgrywające się w siermiężnych latach PRL-u (oczywiście z dużym naciskiem na drugi obieg wydawniczy), wspomnienia związane z Tygodnikiem Powszechnym i wydawnictwem Znak, a także obrazy z polskiego życia akademickiego i literackiego. Wśród twórców, których Illg przywołuje, możemy wymienić między innymi dwójkę polskich noblistów – Wisławę Szymborską oraz Czesława Miłosza. Jego narracja wykracza jednak poza kręgi pisarskie i poetyckie, dlatego też w przywoływanych wspomnieniach pojawiają się filozofowie i duchowni – choćby Leszek Kołakowski, Josif Brodski, Józef Tischner oraz Jan Twardowski.
Myślę, że omawianie „Mojego znaku” warto zacząć od próby wskazania przeznaczenia tej książki: nie jest to publikacja ani do końca biograficzna, ani też próbująca podsumować polskie życie wydawniczo-kulturalne ostatnich kilkudziesięciu lat. To raczej pozycja utrzymana w nurcie wspominkowo-dygresyjnym, choć – co ważne – stroniąca od sentymentalnych rozważań. Głównym bohaterem jest Illg, który opowiadając o różnych zdarzeniach i postaciach, przedstawia samego siebie – inteligentna, pracownika akademickiego, wydawcę, zapalonego czytelnika i redaktora. Nie jest to jednak opowieść stricte autobiograficzna – dla autora najważniejsi pozostają ci, których spotkał, z którymi udało mu się nawiązać bliższe relacje, dlatego też w „Moim znaku” więcej uwagi poświęca on życiu literackiemu, środowiskom artystycznym i inteligenckim, niż sobie czy własnym doświadczeniom. Wprawdzie w snutych przez Illga historiach pojawia się wiele odniesień i wyraźnie poprowadzonych wątków osobistych, to wydają się mieć charakter marginalny, pozwalają rozbudować opowieść o kimś lub o czymś innym – na przykład o działalności Tygodnika Powszechnego, Znaku, warunkach, w jakich wypuszczano druki w drugim obiegu, relacjach, jakie łączyły poszczególnych twórców czy pracach nad różnymi książkami.
Najdonośniej w omawianej publikacji wybrzmiewają te ustępy i rozdziały, które zostały poświęcone wspomnieniom poszczególnych postaci. Illg wydaje się uważnym, przenikliwym oraz dobrym obserwatorem, który potrafi syntetycznie przedstawiać spostrzeżenia i wyciągać z nich wnioski. Jeżeli więc przywołuje znajomość Szymborskiej i Miłosza, to – poza dość literalną relacją, wskazaniem początków ich przyjaźni – zauważa, że „Komiczny był kontrast pomiędzy tą królewską parą”, gdyż poetka „nie znosiła wyczerpujących, poważnych rozmów i w sytuacjach towarzyskich najchętniej sięgała po żarty, paradoksy, absurdalne anegdoty”, gdy autor „Zniewolonego umysłu” „złakniony był rozmów istotnych”, a „żarciki w ogóle go nie interesowały”. Wiele w „Moim znaku” tego typu – na poły prywatnych, na poły oficjalnych – obserwacji, choć dominują ustępy poświęcone sprawom zawodowym (związanym na przykład z procesem wydawniczym, sporami o okładkę, organizacją życia literackiego i różnych kulturalnych wydarzeń).
Czytając tę książkę, trudno nie odnieść wrażenia, że zawarte w niej opowieści mają stanowić – jak poezja w rozumieniu Horacego – „pomnik trwalszy niż ze spiżu”. Nie jest to przy tym – co warto ponownie podkreślić – budowanie monumentu samemu sobie: Illga interesuje bardziej portretowanie przyjaciół, postaci zasłużonych dla polskiej (choć nie tylko) kultury i literatury, a także ujmowanie w faktograficzne ramy różnych historyczno-kulturalnych doświadczeń. W jednym z rozdziałów Illg pisze o Normanie Daviesie jako o dziejopisie – wydaje się, że tym określeniem równie dobrze można określić samego autora „Mojego znaku”. Choć jego książka ma charakter subiektywny i determinowana jest raczej sentymentami i własnymi sympatiami, to mimo to stanowi interesujące źródło cennych informacji na przykład o działalności wydawnictwa Znak i jego środowisku, wielu pisarzach i poetach, a także o szeroko rozumianych kręgach artystycznych ostatnich kilkudziesięciu lat.
https://lekkokrytyka.blogspot.com/2020/04/pomnik-trwalszy-niz-ze-spizu-jerzy-illg.html
„Mija dziesięć lat od pierwszego wydania tej książki (...). Gdy ukazała się w 2009 roku na 50-lecie Znaku, żyli jeszcze (...) Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak, Andrzej Szczeklik, Seamus Heaney” – pisze w przedmowie do drugiego wydania „Mojego znaku” Jerzy Illg. Przywołuję te słowa nie bez powodu – pokazują one bowiem, jak zmieniła się (a przy tym: jak musiała się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzesłodzona..
Przesłodzona..
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno nie czytałam już żadnej autobiografii, a ta bardzo mnie zainteresowała. Większość z Was na pewno dobrze zna wydawnictwo Znak, ale pewnie nie wszyscy wiedzą, że jego redaktorem naczelnym jest Jerzy Illg, który jest autorem tej książki. Ta publikacja jest nowym i rozszerzonym wydaniem. Nie czytałam pierwszego wydania, więc to moje pierwsze spotkanie z tą pozycją.
Jerzy Illg w swojej książce opowiada nie tylko o pracy i profesji wydawcy. To także zbiór wielu wspomnień, przeżytych przygód, odbytych podróży, ciekawych spotkań. Znajdziecie tutaj wspomnienia dotyczące znanych noblistów i innych autorów i przyjaciół pana Jerzego, nie zabraknie tu również anegdot i humoru. Przeczytacie m.in. o loteryjkach Wisławy Szymborskiej, o paleniu marihuany z Czesławem Miłoszem, o podstępach, do jakich uciekał się Jerzy Illg, by pozyskać autora, o nocach spędzanych z whisky i poezją. Autor tej publikacji nie tylko redaguje książki, bo wystawia również kabarety, organizuje spotkania i festyny, kręci filmy. Wszystko to i jeszcze więcej możecie tutaj właśnie znaleźć.
Lubię czasami przeczytać jakąś ciekawą biografię lub autobiografię. Czasem czytam o znanych mi osobach, a czasem dzięki takim publikacjom mogę poznać trochę bardziej osoby mi nieznane. O autorze tej książki kiedyś słyszałam, ale tak naprawdę prawie nic nie mogłabym o nim powiedzieć. Dzięki tej publikacji mogłam go poznać trochę lepiej, dowiedzieć się wielu ciekawych informacji, przeczytać o zabawnych sytuacjach i nie tylko. Książka pozytywnie mnie zaskoczyła, bo nie spodziewałam się, że tak dobrze będzie się ją czytać. Autor w przystępny i interesujący sposób opowiada o sobie i swoich przyjaciołach, o wielu wydarzeniach i niezapomnianych spotkaniach. Publikacja została podzielona na sześć części, a każda z nich bardziej przybliża nam konkretny temat. Jest na przykład część poświęcona przyjaźniom, jest inna opowiadająca o kabaretach, są również podróże.
Najbardziej spodobały mi się rozdziały poświęcone znanym i cenionym osobom, z którymi autor miał często przyjacielskie relacje. Z ciekawością czytałam o Wisławie Szymborskiej, o Czesławie Miłoszu, Seamusie Heaneyu, księdzu Józefie Tischnerze, Ryszardzie Kapuścińskim i wielu innych osobach. Nie o wszystkich wcześniej słyszałam, ale o każdym z nich czytałam z dużym zainteresowaniem. Pozostałe rozdziały również były dla mnie ciekawe, chętnie czytałam o podróżach, o zabawnych wspomnieniach, a także o pracy w wydawnictwie. Znajdziecie w tej książce mnóstwo różnych i ciekawych opowieści, przeczytacie o wielu autorach, ważnych dla Jerzego Illga znajomościach, o poezji, o wydarzeniach kulturalnych. Dla mnie ta publikacja była naprawdę intrygująca. To dobrze spisana historia nie tylko wydawnictwa, ale także cennych przyjaźni.
Jerzy Illg napisał tę książkę w przystępny sposób, wszystko jest zrozumiałe i czyta się ją naprawdę dobrze. Nie mogłabym nie wspomnieć o pięknym wydaniu tej publikacji. W środku jest mnóstwo zdjęć, różnych wycinków, ilustracji. Całość prezentuje się naprawdę ciekawie. Na końcu znajduje się również indeks osób, o których wspomina autor.
"Mój znak.O noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach, o nowej dekadzie i pięknej plejadzie" to interesująca książka o znanych i cenionych osobach, to zbiór wspomnień, anegdot, przeżytych przygód i różnych podróży. Opisane przez autora opowieści są naprawdę ciekawe, niektóre są zabawne, ale znajdą się również takie, które mogą skłonić do przemyśleń. Ilustracje i fotografie znajdujące się w tej książce są świetnym dodatkiem, który sprawia, że całość jest jeszcze bardziej interesująca.
"Wydawanie książek bardzo wielu i bardzo różnych autorów nigdy nie sprowadzało się dla mnie tylko do biznesu. Od więzi formalnej, umowy i jej warunków ważniejsza często była szansa na nową, ciekawą znajomość, zaś w szczególnych wypadkach - przyjaźń. Nie wiem, kim byłbym bez tych więzi, bez ludzi, których dzięki tej pracy poznałem."
https://czytam-wszystko.blogspot.com
Dawno nie czytałam już żadnej autobiografii, a ta bardzo mnie zainteresowała. Większość z Was na pewno dobrze zna wydawnictwo Znak, ale pewnie nie wszyscy wiedzą, że jego redaktorem naczelnym jest Jerzy Illg, który jest autorem tej książki. Ta publikacja jest nowym i rozszerzonym wydaniem. Nie czytałam pierwszego wydania, więc to moje pierwsze spotkanie z tą pozycją.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJerzy...
Ta książka to świeży oddech w literaturze. Erudycyjna, ciekawa, przezabawna. Trochę anegdotyczna, trochę biograficzna, a na pewno autobiograficzna :) Bo Jerzy Illg jak mało kto potrafi pisać o pracy redaktora, która bywa równie emocjonująca, co praca agenta do zadań specjalnych, odpowiedzialna - jak praca sapera i wyczerpująca, jak praca sportowca zawodowo biegającego maratony. Coś niesamowitego. Bankiety, przyjaźnie, podróże, głupie żarty robione bardzo mądrym ludziom, spektakularne wpadki i ważne moralnie decyzje. Książka, w której znani i podziwiani nobliści i ci, którzy noblistami jeszcze nie zostali, opisywani są z ciepłem, sympatią, miłością. Piękny czas rozkwitu Znaku zamknięty w szkatułce - książce.
Lektura kojąca, trochę nostalgiczna, ale napawająca nadzieją, że wystarczy być szczerym i pewnym siebie, by robić "rzeczy piękne, dobre i mądre".
Książka została niedawno wznowiona, jest dostępna w sklepach - na lubimyczytac.pl jest stara wersja, nieposzerzona o ostatnie 10 lat.
Ta książka to świeży oddech w literaturze. Erudycyjna, ciekawa, przezabawna. Trochę anegdotyczna, trochę biograficzna, a na pewno autobiograficzna :) Bo Jerzy Illg jak mało kto potrafi pisać o pracy redaktora, która bywa równie emocjonująca, co praca agenta do zadań specjalnych, odpowiedzialna - jak praca sapera i wyczerpująca, jak praca sportowca zawodowo biegającego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW 1982 roku komisja weryfikujaca postawy nauczycieli akademickich wydala opinie o magistrze Jerzym Illgu. Wladze Uniwersytetu Slaskiego nie widzialy zadnej mozliwosci wyegzekwowania od magistra wlasciwej realizacji zadan socjalistycznej szkoly wyzszej. Domyslam sie, ze autor ksiazki jest tym wladzom dozgonnie wdzieczny. Z taka bowiem 'rekomendacja' Illg znalazl w stanie wojennym prace w 'Znaku', wkraczajac tym samym w swiat magiczny.
"Moj Znak" to nie tylko ksiazka o ludziach absolutnie wyjatkowych, ale tez opowiesc o jej autorze, wielkim szczesciarzu, ktory mogl, i nadal moze uczestniczyc w niewiarygodnych wydarzeniach oraz znac i przyjaznic sie z legendami literatury. Osobami o niesamowitym poczuciu humoru, tworzacymi zaczarowane zycie literackie i kulturalne Krakowa.
Lzy wzruszenia wywoluje wspomnienie o Kapuscinskim.
Pasjonujaca i pelna czulosci opowiesc o arcy-pieknych przyjazniach.
W 1982 roku komisja weryfikujaca postawy nauczycieli akademickich wydala opinie o magistrze Jerzym Illgu. Wladze Uniwersytetu Slaskiego nie widzialy zadnej mozliwosci wyegzekwowania od magistra wlasciwej realizacji zadan socjalistycznej szkoly wyzszej. Domyslam sie, ze autor ksiazki jest tym wladzom dozgonnie wdzieczny. Z taka bowiem 'rekomendacja' Illg znalazl w stanie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka - kopalnia wiedzy o wielu znakomitościach, podana w sposób interesujący, dowcipny, udokumentowana i zilustrowana na różne sposoby. Spędzałam z nią wiele wieczorów, czytając na glos fragmenty i śmiejąc się do rozpuku. Niezwykłe życie prowadził Jerzy Illg i wspaniałych ludzi miał szczęście osobiście poznać. Chylę czoło i polecam. Dodatkową atrakcją jest załączona płyta DVD. Rewelacja.
Książka - kopalnia wiedzy o wielu znakomitościach, podana w sposób interesujący, dowcipny, udokumentowana i zilustrowana na różne sposoby. Spędzałam z nią wiele wieczorów, czytając na glos fragmenty i śmiejąc się do rozpuku. Niezwykłe życie prowadził Jerzy Illg i wspaniałych ludzi miał szczęście osobiście poznać. Chylę czoło i polecam. Dodatkową atrakcją jest załączona...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to jedna z moich ukochanych książek. Chciałabym być Jerzym Illgiem...
Jest to jedna z moich ukochanych książek. Chciałabym być Jerzym Illgiem...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toProszę Państwa, co tu dużo gadać, kawał historii, historii wydawnictwa Znak, jak i ludzi z nim związanych. Opowiedzianych fantastycznie, szczerze. Wszystko opasane wstęgą prywatnych relacji z wielkimi twórcami kultury i z taką iskrą szelmowską w oku, która mówi "ja tam byłem miód i wino piłem".
Proszę Państwa, co tu dużo gadać, kawał historii, historii wydawnictwa Znak, jak i ludzi z nim związanych. Opowiedzianych fantastycznie, szczerze. Wszystko opasane wstęgą prywatnych relacji z wielkimi twórcami kultury i z taką iskrą szelmowską w oku, która mówi "ja tam byłem miód i wino piłem".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUWAGA!! NIESAMOWITY MATERIAŁ POZNAWCZY!!
Jerzy Illg (ur. 1950), od 1992 r. redaktor naczelny wydawnictwa ZNAK, autor niedokończonego wywiadu rzeki z prof. Andrzejem Szczeklikiem, pisze, jak głosi podtytuł:
"...o noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach.."
I to jak wspaniale pisze!!! Pisze przede wszystkim o ludziach związanych z elitą inteligencji krakowskiej, a wymienić o kim nie sposób, bo lista nazwisk liczy stron jedenaście. Wyrzucony w 1982 roku z Uniwersytetu Ślaskiego znalazł schronienie w środowisku "Tygodnika Powszechnego" i ZNAK-u, nie dziw więc, że od ludzi tej enklawy zaczyna. Zwraca też uwagę na niepowtarzalną rolę "Tygodnika Powszechnego" Turowicza w podtrzymywaniu ducha polskości przez cały okres okupacji sowieckiej. Posłuchajcie, Państwo, barwnej opowieści Illga, o trzyletniej przerwie w wydawaniu "TP" przez właścicieli (s. 26):
"....Jak wiadomo, w latach 1953 – 1956 za odmowę zamieszczenia nekrologu Stalina 'Tygodnik Powszechny' był odebrany prawowitej redakcji, zaś jego 'podróbkę' z zachowaną winietą wydawali PAX-owscy kolaboranci. Gdy wraz ze zbliżającą się odwilżą wiały już nowe wiatry, stojący na czele PAX-u cyniczny stary lis Bolesław Piasecki zaprosił prawowitą redakcję na rozmowy, proponując kompromisowy 'mix' 'starej' i aktualnej redakcji pisma.. ..Rysujące się porozumienie.. ..storpedował.. ..Jacek Woźniakowski, oświadczając, niedyplomatycznie: 'Ale z kim my właściwie rozmawiamy? Pan Piasecki przed wojną trzymał z faszystami, teraz wysługuje się komunistom. Co my możemy mieć sobie do powiedzenia?' Rozmowy zostały zerwane, a w październiku 1956 roku pismo powróciło do prawowitych właścicieli bez upokarzających koncesji....".
Warto o tym pamiętać, bo było to j e d y n e pismo, które podtrzymywało nas na duchu i dlatego czytam je już 66 rok. A co u Illga? Nieprzerwany korowód anegdot, począwszy od żony Międzyrzeckiego - poety Juliana Hartwiga. Proszę Państwa, to się wspaniale czyta, jeśli nawet niektóre nazwiska są czytelnikowi obce, bo Illg jest świetnym gawędziarzem i wszystko podaje nie tylko dowcipnie, ale i klarownie.
Po pierwszej części zatytułowanej „Skąd się tutaj wziąłem?”, mamy drugą pt „Znakomitości” poświęconą wspomnieniom kontaktów z Miłoszem, Szymborską, Barańczakiem, Brodskim, Seamusem Heaneyem, ks. Tischnerem, ks. Twardowskim, Kołakowskim, Normanem Daviesem, Kapuścińskim, prof. Szczeklikiem i Bronisławem Majem. Uff!! Dużo tego, a wszystkich anegdot, i tak nikt nie spamięta.
Trzecia część pt „ 'NaGłos' i do rozpuku”. Autor wyjaśnia (s. 305):
„Po wprowadzeniu stanu wojennego...... ..Publiczne spotkania z niezależnymi autorami nie mogły się w tym czasie odbywać na terenie instytucji państwowych - świetnym rozwiązaniem okazał się szyld Sekcji Literackiej Klubu Inteligencji Katolickiej, pod którym zaczęto organizować wieczory 'pisma mówionego'. Rychło - jako 'NaGłos' właśnie - stało się ono najpopularniejszą sceną literackiego Krakowa....”.
Szczególnie dużo tu o Monice Żeromskiej i Marianie Stali. Czwarta część pt „W drodze”, to jak nie trudno się domyślić, wspomnienia z wielu podróży i spotkań w trakcie nich. Fascynująca lektura, a ja zamiast wymieniania odwiedzanych miejsc, przytoczę rozmowę autora ze starym Żydem w międzynarodowym Salonie Książki Żydowskiej w Paryżu (s. 354):
- By the way: are you a Jew?
- No, sorry.
- Well, nobody's perject - wyrozumiale pokiwał głową.
Przypominam, że „Nobody is perfect” to ostatnia sekwencja filmu „Pół żartem, pół serio” z Marylin Monroe. No i wreszcie dobrnąłem do ostatniej części pt „Kabaret Znak”, którego zawartość definiuje tytuł. A w ogóle: SZKODA GADAĆ, bo to trzeba samemu przeczytać!!
UWAGA!! NIESAMOWITY MATERIAŁ POZNAWCZY!!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJerzy Illg (ur. 1950), od 1992 r. redaktor naczelny wydawnictwa ZNAK, autor niedokończonego wywiadu rzeki z prof. Andrzejem Szczeklikiem, pisze, jak głosi podtytuł:
"...o noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach.."
I to jak wspaniale pisze!!! Pisze przede wszystkim o ludziach ...
Bardzo fajnie napisana, dużo anegdot, z których śmiałam się na głos. Pan Barańczak niesamowity mózg, a pani Szymborksa to fajna babka musiała być. Te ich "wierszyki" były niesamowite. Lubię ludzi z dystansem do życia.
Bardzo fajnie napisana, dużo anegdot, z których śmiałam się na głos. Pan Barańczak niesamowity mózg, a pani Szymborksa to fajna babka musiała być. Te ich "wierszyki" były niesamowite. Lubię ludzi z dystansem do życia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam problem z tą książką. No bo tak : z jednej strony pięknie wydana pozycja, okraszona wieloma fotografiami, często z prywatnych zbiorów, które się z ciekawością ogląda. Wiele informacji, bogactwo ciekawostek i anegdot. Pikantne szczególiki podane z ciepłym uśmiechem. A to wszystko o szeroko znanych ludziach pióra, Noblistach , tłumaczach, poetach.
A z drugiej nieznośna po jakimś czasie maniera nadużywania pierwszej osoby l. pojedynczej , irytujące przepychanie się na osobę główną wydarzeń/spotkań z Noblistami, tłumaczami, poetami. Zaskakujące pamiątki prezentowane właśnie w fotografiach, a to zeskanowany bilet lotniczy, a to foto jakiegoś menu. No i ta nawet nie ukrywana nuta wyższości krakowskiego ducha , intelektu i poczucia humoru nad resztą populacji.
Podsumowując : mam wrażenie, że Autor napisał książkę "pochwalę się kogo znałem, znam i spotykam, gdzie byłem i z kim". I bardzo dobrze, że ją napisał, bo przy wszystkich zastrzeżeniach ma się jednak dużą korzyść z lektury . I do pewnego stopnia przyjemność. Można ponarzekać, ale ważne, że po przeczytaniu.
Mam problem z tą książką. No bo tak : z jednej strony pięknie wydana pozycja, okraszona wieloma fotografiami, często z prywatnych zbiorów, które się z ciekawością ogląda. Wiele informacji, bogactwo ciekawostek i anegdot. Pikantne szczególiki podane z ciepłym uśmiechem. A to wszystko o szeroko znanych ludziach pióra, Noblistach , tłumaczach, poetach.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA z drugiej nieznośna...
Książka pełna ciekawych spojrzeń, myśli. Dzięki niej poznałam znane już osoby na nowo. Poznałam ich pasje dotąd mi nieznane... Niesamowita przygoda.
Książka pełna ciekawych spojrzeń, myśli. Dzięki niej poznałam znane już osoby na nowo. Poznałam ich pasje dotąd mi nieznane... Niesamowita przygoda.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDuża erudycja,dużo ciekawostek o noblistach, szeroka panorama wydarzeń kulturalnych napisana z dużym humorem i ciepłem.
Szczerze polecam...
Duża erudycja,dużo ciekawostek o noblistach, szeroka panorama wydarzeń kulturalnych napisana z dużym humorem i ciepłem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzczerze polecam...
Może czasami w tych wspominkowych wynurzeniach redaktora Wydawnictwa Znak można wyczuć trochę próżności i megalomaństwa, ale na szczęście nie na tyle, by zniszczyło to lekturę. Ja odebrałem tę książkę pozytywnie. Dobrze się ją czyta - może dlatego, że ma taki nieco plotkarsko-vouyerystyczny charakter. Dla mnie było to o tyle ciekawe, że od wielu lat należę do wielbicieli krakowskiego wydawnictwa i jego autorów. Na brawa zasługuje sposób wydania tej publikacji - papier, typografia, zdjęcia, rysunki, a nawet płyta DVD.
Może czasami w tych wspominkowych wynurzeniach redaktora Wydawnictwa Znak można wyczuć trochę próżności i megalomaństwa, ale na szczęście nie na tyle, by zniszczyło to lekturę. Ja odebrałem tę książkę pozytywnie. Dobrze się ją czyta - może dlatego, że ma taki nieco plotkarsko-vouyerystyczny charakter. Dla mnie było to o tyle ciekawe, że od wielu lat należę do wielbicieli...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to