Na początek chciałam oznajmić, że mocno ubolewam, że to nie jest kompendium o znacznie większej ilości owoców, niż ta garstka, która jest przedstawiona w książce. Z chęcią poznałabym kilka ciekawostek o wielu innych owocach.
Te przedstawione na łamach książki są ciekawe, ale momentami nudnawe. Wydaje mi się, że trochę brak dynamiki.
Na początek chciałam oznajmić, że mocno ubolewam, że to nie jest kompendium o znacznie większej ilości owoców, niż ta garstka, która jest przedstawiona w książce. Z chęcią poznałabym kilka ciekawostek o wielu innych owocach.
Te przedstawione na łamach książki są ciekawe, ale momentami nudnawe. Wydaje mi się, że trochę brak dynamiki.
Wydawałoby się, że opowieści o owocach powinny być smakowite. A tu jest niezbyt strawnie: dłużyzny, dywagacje, zagmatwanie do niemożliwości i nużące wstawki. Błyskotliwe momenty zdarzają się z rzadka. Dla mnie pierwszy rozdział o ananasie był fantastyczny, intrygujący, inspirujący i w ogóle taki, że łał. I stąd wielkie moje rozczarowanie resztą. Chyba najgorzej wspominam rozdział o arbuzach, które są czasem melonami, a jeszcze plącze się jakaś kolokwinta - toż dopiero bałagan. Może temat jest niełatwy, a może źle opisany. Zaznaczę jeszcze, że książka zyskuje w postaci ebooka, gdzie w zalewie - wręcz potopie - przypisów, można kliknąć w linki, które prowadzą nas do stron internetowych ciekawszych niż treść książki. Być może warto pomęczyć się dla tych linków. Zdecydowanie dla zmotywowanych.
Wydawałoby się, że opowieści o owocach powinny być smakowite. A tu jest niezbyt strawnie: dłużyzny, dywagacje, zagmatwanie do niemożliwości i nużące wstawki. Błyskotliwe momenty zdarzają się z rzadka. Dla mnie pierwszy rozdział o ananasie był fantastyczny, intrygujący, inspirujący i w ogóle taki, że łał. I stąd wielkie moje rozczarowanie resztą. Chyba najgorzej wspominam...
Zaczynało się bardzo dobrze, a było... takie sobie. Na początku czytało mi się bardzo dobrze, ale im dalej w las tym książka bardziej mnie nudziła. Przede wszystkim mam wrażenie, że była mocno chaotyczna - informacje dotyczące historii rośliny były przeplatane z danymi botanicznymi, jakimiś osobistymi opiniami autora, cytatami z seriali - no wszystko to chaos, bez ładu i składu. Ogólnie mam wrażenie, że książka nie przeszła korekty.
Najbardziej drażniły mnie tu nic nie wnoszące przemyślenia autora, który narzucał wręcz swoje zdanie. Już pomijam kilka nieprawdziwych informacji i stereotypowe postrzeganie niektórych kwestii (np. kobiet).
Każdy rozdział był podobny, a im dalej w las, tym książka mnie bardziej nudziła.
Bez szału. Właśnie ją skończyłam i już z niej nic nie pamiętam.
Zaczynało się bardzo dobrze, a było... takie sobie. Na początku czytało mi się bardzo dobrze, ale im dalej w las tym książka bardziej mnie nudziła. Przede wszystkim mam wrażenie, że była mocno chaotyczna - informacje dotyczące historii rośliny były przeplatane z danymi botanicznymi, jakimiś osobistymi opiniami autora, cytatami z seriali - no wszystko to chaos, bez ładu i...
Jabłko, gruszka, truskawka, a może migdały? Jako przekąska, element zdrowej diety, dla starszych i dla dzieci. Kupujemy, hodujemy, smakujemy, ale czy wiemy coś więcej oprócz popularnych gatunków? Jeśli nie to warto sięgnąć po opowieść o owocach. Autor zagłębia się w nie tylko botaniczne rozważania, ale także odnosi się do tradycji różnych narodów, sięga po literaturę oraz wierzenia ludowe.
To całkiem ciekawa podroż od Ameryki po Europę z dowolnym owocem w dłoni.
Jabłko, gruszka, truskawka, a może migdały? Jako przekąska, element zdrowej diety, dla starszych i dla dzieci. Kupujemy, hodujemy, smakujemy, ale czy wiemy coś więcej oprócz popularnych gatunków? Jeśli nie to warto sięgnąć po opowieść o owocach. Autor zagłębia się w nie tylko botaniczne rozważania, ale także odnosi się do tradycji różnych narodów, sięga po literaturę oraz...
Książka bardzo mi się spodobała. Popularno-naukowa, przypominające National Geographic, ale o owocach. Wiele się dowiedziałam i z czystą przyjemnością odkryłam nowe zwroty, słówka, miejsca i przepisy.
Książka bardzo mi się spodobała. Popularno-naukowa, przypominające National Geographic, ale o owocach. Wiele się dowiedziałam i z czystą przyjemnością odkryłam nowe zwroty, słówka, miejsca i przepisy.
Książka dostarcza sporo wiedzy o popularnych owocach, ich pochodzeniu i historii upraw. Niestety autor dość chaotycznie złożył w całość to dzieło, przez co lektura czasami jest męcząca i irytująca.
Książka dostarcza sporo wiedzy o popularnych owocach, ich pochodzeniu i historii upraw. Niestety autor dość chaotycznie złożył w całość to dzieło, przez co lektura czasami jest męcząca i irytująca.
Książka w oparciu o dostępne źródła wskazuje miejsca pochodzenia wybranych owoców, ich zastosowanie, wpływ zdrowotny ich spożywania. Do tego ostatniego podejść należy jednak z dystansem ze względu na brak odniesień do naukowych badań.
Poziom rozdziałów jest nierówny. Miejscami zawiodła korekta tekstu.
Książka w oparciu o dostępne źródła wskazuje miejsca pochodzenia wybranych owoców, ich zastosowanie, wpływ zdrowotny ich spożywania. Do tego ostatniego podejść należy jednak z dystansem ze względu na brak odniesień do naukowych badań.
Poziom rozdziałów jest nierówny. Miejscami zawiodła korekta tekstu.
Pomimo pewnych braków redakcyjnych i bałaganu w treści bardzo ciekawa książka. Można się dowiedzieć, skąd na naszym stole wzięły się owoce, które dzisiaj uważamy za coś oczywistego, a kiedyś nasi przodkowie wcale o nich nie wiedzieli. Poza tym skąd te ananasy w świecie starożytnym? Lubię takie książki, które powodują, że w ruch idzie wikipedia i google. Polecam jako lekką i uzupełniającą wiedzę lekturę.
Pomimo pewnych braków redakcyjnych i bałaganu w treści bardzo ciekawa książka. Można się dowiedzieć, skąd na naszym stole wzięły się owoce, które dzisiaj uważamy za coś oczywistego, a kiedyś nasi przodkowie wcale o nich nie wiedzieli. Poza tym skąd te ananasy w świecie starożytnym? Lubię takie książki, które powodują, że w ruch idzie wikipedia i google. Polecam jako lekką i...
Książce brakuje korekty. Niektóre zdania mają wprowadzający w błąd szyk, czasem wydają się być wyrwane z kontekstu, jakby przeniesione z innego akapitu. W jednym z rozdziałów dowiadujemy się o drzewie, które żyje 100 lat, 7 stron dalej staje się długowieczne i dożywa 400lat (jeśli chodzi o dwa różne drzewa, to zrzucam to ponownie na korektę...). Rozdziały są bardzo nierówne pod względem treści: w świecie arbuzów kręcimy się w kółko w starożytnej Grecji i zajmujemy głównie nazewnictwem, czterech rodzajów warzyw, a przykładowo w rozdziale ananasa dowiadujemy się więcej o przetwórstwie i transporcie. Miał być chyba Wohlleben, a wyszło jak zwykle.
Nie chcę być przy tym wyłącznie negatywnie krytyczny, książka ma swoje plusy, autor bardzo szeroko spogląda na tematykę owoców, ma pomysł na przedstawieni treści, a tekst jest przystępny.
Książce brakuje korekty. Niektóre zdania mają wprowadzający w błąd szyk, czasem wydają się być wyrwane z kontekstu, jakby przeniesione z innego akapitu. W jednym z rozdziałów dowiadujemy się o drzewie, które żyje 100 lat, 7 stron dalej staje się długowieczne i dożywa 400lat (jeśli chodzi o dwa różne drzewa, to zrzucam to ponownie na korektę...). Rozdziały są bardzo nierówne...
na książkę trafiłam przypadkiem, kupiłam ją na wyprzedaży w markecie, ale okazała się zadziwiająco dobra. Autor w formie reportażu opowiada historię popularnych owoców i ich dzisiejsze znaczenie dla niektórych regionów w sposób niezwykle lekki i zajmujący.
na książkę trafiłam przypadkiem, kupiłam ją na wyprzedaży w markecie, ale okazała się zadziwiająco dobra. Autor w formie reportażu opowiada historię popularnych owoców i ich dzisiejsze znaczenie dla niektórych regionów w sposób niezwykle lekki i zajmujący.
Książka ciekawa tematycznie, aczkolwiek nierówna. Niektóre z rozdziałów (np. o kasztanach, migdałach, czy pomarańczach) przypadły mi bardziej do gustu niż inne. Niewykluczone, że tylko dlatego, iż te dary natury bardzo lubię… :)
Nie ukrywam, że niektóre wyliczenia w stylu: kto kiedy jaki owoc w jakim dziele wspomniał nieco mnie znużyły. Podobnie jak teorie (czasem wzajemnie się wykluczające) odnośnie początkowego miejsca pochodzenia i kierunków rozprzestrzeniania się poszczególnych owoców. Za to dużo bardziej spodobały mi się znacznie pewniejsze informacje o obecnych metodach uprawy, ciekawostki z nimi związane, a także wskazania co do najlepszych (zdaniem autora) lokalizacji do delektowania się owocami lub różnego rodzaju produktami, których są podstawą.
Przy medycznych, czy nawet tylko korzystnych dla naszego zdrowia własnościach owoców zabrakło mi trochę rozróżnienia na teorie, w które wierzono dawniej oraz na te, które zostały potwierdzone naukowo. Bez tego wskazania można odnieść wrażenie, że dieta oparta na jednym tylko owocu może być zbawcza dla człowieka i uleczy go z wszelkich dolegliwości.
I pewnie się czepiam, ale nic na to nie poradzę, że pewna nieścisłość rzuciła mi się w oczy. Kiedy mowa jest o truskawkach, pan Frézier (ten, który przywiózł do Francji sadzonki poziomki chilijskiej) przeraził się faktu, że poziomki nie zaowocowały i „widmo niełaski, a co gorsza może nawet gilotyny zajrzało mu w oczy”. A działo się to w roku 1714 lub 1715, kiedy to gilotyna sensu stricte jeszcze nie istniała…
Do przeczytania.
Książka ciekawa tematycznie, aczkolwiek nierówna. Niektóre z rozdziałów (np. o kasztanach, migdałach, czy pomarańczach) przypadły mi bardziej do gustu niż inne. Niewykluczone, że tylko dlatego, iż te dary natury bardzo lubię… :)
Nie ukrywam, że niektóre wyliczenia w stylu: kto kiedy jaki owoc w jakim dziele wspomniał nieco mnie znużyły. Podobnie jak teorie (czasem wzajemnie...
Naprawdę dobra, ciekawa historia różnych owoców. Tylko dosłownie historia. PLUS za ciekawostki, gdzie można zjeść najlepsze lody truskawkowe lub wypić nalewkę wiśniową :)
Odpowiada mi też "swobodne" poczucie humoru autora, nie wiem jak inaczej to nazwać.
Jeśli chcecie dowiedzieć się o działaniu owoców na organizm, ich właściwościach, to tutaj tego nie znajdziecie.
Naprawdę dobra, ciekawa historia różnych owoców. Tylko dosłownie historia. PLUS za ciekawostki, gdzie można zjeść najlepsze lody truskawkowe lub wypić nalewkę wiśniową :)
Odpowiada mi też "swobodne" poczucie humoru autora, nie wiem jak inaczej to nazwać.
Jeśli chcecie dowiedzieć się o działaniu owoców na organizm, ich właściwościach, to tutaj tego nie znajdziecie.
"Zadziwiające życie owoców" to z humorem napisana książka, na temat owoców oczywiście, choć nie wszystkich, bo jak wiadomo pomidor to z botanicznego punktu widzenia owoc, a w tej publikacji go nie znajdziemy.
Autor skupił się na owocach w ujęciu tradycyjnym. Znajdziemy tu rozdział o ananasie i arbuzach, jabłkach, granatach i pomarańczach. Jedne są ciekawsze inne trochę mniej (najmniej mnie wciągnął ostatni, poświęcony truskawkom, ale to moja subiektywna ocena).
Choć wydawało mi się, że o owocach sporo wiem, to nie podejrzewałam, że ananasy były już prawdopodobnie znane starożytnym Rzymianom (choć to owoce rosnące w Ameryce Południowej). Nie sądziłam też, że tyle zamieszania może być wokół biblijnego jabłka, czy też granatu, bo jabłkiem dawniej nazywano każdy większy okrągły owoc. Dodatkowo łacińska nazwa jabłka może mięc dwoiste znaczenie.
Lektura przyjemna i ciekawa, czasem jedynie autor skacze z tematu na temat i zdarzało mi się zgubić i nie miec pewności czy wciąż pisze o tym samym owocu / miejscu itp. Jednak nawet to nie zniechęciło mnie do czytania. Książka pełna wskazówek dla turysty - gdzie warto skosztować tradycyjnego deseru, czy napoju z danego owocu. Kiedy i gdzie możemy trafic na święto jabłka czy np. pomarańczy.
W opisach owoców mnóstwo jest odniesień do starożytnych pism, w tym do Biblii i średniowiecznych autorów, którzy danym owocom przypisywali czasami "magiczne" właściwości. Tych fragmentów nie należy odczytywać dosłownie, przecież chyba nikt nie uwierzy, że np. figi mogłyby leczyć bezpłodność. Autor zamieszcza je jako dowód na to, że znany dany owoc był od dawna, a w minionych wiekach leczono tym, co było pod ręką, nie zawsze zgodnie z aktualną wiedzą medyczną.
Tym, którzy zastanawiają się skąd na naszych stołach arbuzy, czy truskawki oraz tym, którzy podczas podrózy lubią odwiedzać nietypowe miejsca i próbować lokalnych specjałów, polecam.
"Zadziwiające życie owoców" to z humorem napisana książka, na temat owoców oczywiście, choć nie wszystkich, bo jak wiadomo pomidor to z botanicznego punktu widzenia owoc, a w tej publikacji go nie znajdziemy.
Autor skupił się na owocach w ujęciu tradycyjnym. Znajdziemy tu rozdział o ananasie i arbuzach, jabłkach, granatach i pomarańczach. Jedne są ciekawsze inne trochę...
Moje wrażenia po przeczytaniu tej książki są mocno mieszane. Tak jak i ona sama - zawiera wiele bardzo ciekawych rozdziałów, np. o ananasie czy jabłkach - ale też i sporo nudnych, będących głównie wyliczanką niespecjalnie wiarygodnych informacji z Biblii i innych mitologii. Jest bardzo sympatycznie napisana, ma jednak bardzo poważną wadę. Chodzi mianowicie o to, że autor bez jakiegokolwiek opierania się na prawdziwej wiedzy medycznej i odpowiednich badaniach, prowadzonych w kontrolowanych warunkach, bezkrytycznie powtarza całkowicie nieuzasadnione i niczym nie potwierdzone bajeczki, na co to dany owoc jakoby pomaga. W jednym miejscu wspomina nawet o homeopatii! Szukałem w bogatej literaturze podawanej po każdym rozdziale jakichś poważnych publikacji, ale jedyne, co znalazłem, to książczyny "dietetyków", którym się wydaje, że dietą można wyleczyć nawet poważne choroby. Zapewne jak u Steve'a Jobsa, który zmarł na raka trzustki, próbując się "leczyć" tartą marchwią z sokiem cytrynowym. Podsumowując - książka stanowi mieszaninę wiedzy botanicznej, bajek i pseudomedycyny.
Moje wrażenia po przeczytaniu tej książki są mocno mieszane. Tak jak i ona sama - zawiera wiele bardzo ciekawych rozdziałów, np. o ananasie czy jabłkach - ale też i sporo nudnych, będących głównie wyliczanką niespecjalnie wiarygodnych informacji z Biblii i innych mitologii. Jest bardzo sympatycznie napisana, ma jednak bardzo poważną wadę. Chodzi mianowicie o to, że autor...
Po co nam historia owoców?
A choćby po to, aby w końcu na myśl o pieczonych kasztanach z Francji, nie myśleć o tych, z których robiliśmy ludziki jako dzieci. Zawsze wydawało mi się to dziwne, że oni chcą jeść takie rzeczy. Nie dość, że w skorupce, to jeszcze twarde jak rycerz w lśniącej zbroi! To naprawdę wyzwalające uczucie dowiedzieć się, że to wcale nie te same kasztany.
Jabłko to nie tylko jabłko. Jego znaczenie w języku polskim jest dla nas oczywiste. Natomiast jego łacińska nazwa malum jest znacznie szersza znaczeniowo. Może oznaczać każdy większy owoc o kulistym kształcie (a więc gruszka już niekoniecznie się tu plasuje).
Confetti. Kojarzy nam się ze ścinkami papieru, które rzuca się z wyjątkowych okazji. A prawdziwe znaczenie tego słowa to migdały w cukrze. Te cuda można było rzucać w Rzymie, aby oznaczyć mężczyznę, który podobał się kobiecie. Nie jestem pewna, czy chciałabym dostać garścią słodkich migdałów, ale zwyczaj ten brzmi ciekawiej niż wycinanki z papieru.
Całość recenzji na zukoteka.pl
Po co nam historia owoców?
A choćby po to, aby w końcu na myśl o pieczonych kasztanach z Francji, nie myśleć o tych, z których robiliśmy ludziki jako dzieci. Zawsze wydawało mi się to dziwne, że oni chcą jeść takie rzeczy. Nie dość, że w skorupce, to jeszcze twarde jak rycerz w lśniącej zbroi! To naprawdę wyzwalające uczucie dowiedzieć się, że to wcale nie te same...
Czy do kuszenia biblijnej Ewy posłużyło jabłko, czy może jednak figa?
Dlaczego truskawki to „sutki mamki”, a co gasi granat i leczą wiśnie?
Czy ananas to afrodyzjak, a arbuzy jadają aniołowie?
Na te i inne ciekawe pytania odpowiada książka Jarosława Molendy. Każdy z dziesięciu rozdziałów autor poświęcił jednemu owocowi, zawierając wiele interesujących historii związanych z nim. Poszukuje źródeł pochodzenia, barwnie opowiada o oryginalnych, a czasem dziwnych cechach lub właściwościach prezentowanych owoców. Zamieścił też sporo ilustracji ukazujących te dary natury, miejsca bądź okoliczności ich pojawiania się w życiu ludzi na różnych kontynentach. Autor sięgnął do opracowań historycznych, archeologicznych i dzieł plastycznych ukazujących dzieje i „zakorzenienie” wybranych przez niego owoców w wielu kulturach świata.
Książka jest pełna szczegółów, wzmianek i ciekawostek, dzięki czemu nie zanudza odbiorcy, a niejeden czytelnik zostanie zaintrygowany przez „Zadziwiające życie owoców”.
ZJ
źródło: www.szkolnyklubrecenzenta.pl
Czy do kuszenia biblijnej Ewy posłużyło jabłko, czy może jednak figa?
Dlaczego truskawki to „sutki mamki”, a co gasi granat i leczą wiśnie?
Czy ananas to afrodyzjak, a arbuzy jadają aniołowie?
Na te i inne ciekawe pytania odpowiada książka Jarosława Molendy. Każdy z dziesięciu rozdziałów autor poświęcił jednemu owocowi, zawierając wiele interesujących historii związanych...
Na początek chciałam oznajmić, że mocno ubolewam, że to nie jest kompendium o znacznie większej ilości owoców, niż ta garstka, która jest przedstawiona w książce. Z chęcią poznałabym kilka ciekawostek o wielu innych owocach.
Te przedstawione na łamach książki są ciekawe, ale momentami nudnawe. Wydaje mi się, że trochę brak dynamiki.
Na początek chciałam oznajmić, że mocno ubolewam, że to nie jest kompendium o znacznie większej ilości owoców, niż ta garstka, która jest przedstawiona w książce. Z chęcią poznałabym kilka ciekawostek o wielu innych owocach.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTe przedstawione na łamach książki są ciekawe, ale momentami nudnawe. Wydaje mi się, że trochę brak dynamiki.
Wydawałoby się, że opowieści o owocach powinny być smakowite. A tu jest niezbyt strawnie: dłużyzny, dywagacje, zagmatwanie do niemożliwości i nużące wstawki. Błyskotliwe momenty zdarzają się z rzadka. Dla mnie pierwszy rozdział o ananasie był fantastyczny, intrygujący, inspirujący i w ogóle taki, że łał. I stąd wielkie moje rozczarowanie resztą. Chyba najgorzej wspominam rozdział o arbuzach, które są czasem melonami, a jeszcze plącze się jakaś kolokwinta - toż dopiero bałagan. Może temat jest niełatwy, a może źle opisany. Zaznaczę jeszcze, że książka zyskuje w postaci ebooka, gdzie w zalewie - wręcz potopie - przypisów, można kliknąć w linki, które prowadzą nas do stron internetowych ciekawszych niż treść książki. Być może warto pomęczyć się dla tych linków. Zdecydowanie dla zmotywowanych.
Wydawałoby się, że opowieści o owocach powinny być smakowite. A tu jest niezbyt strawnie: dłużyzny, dywagacje, zagmatwanie do niemożliwości i nużące wstawki. Błyskotliwe momenty zdarzają się z rzadka. Dla mnie pierwszy rozdział o ananasie był fantastyczny, intrygujący, inspirujący i w ogóle taki, że łał. I stąd wielkie moje rozczarowanie resztą. Chyba najgorzej wspominam...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaczynało się bardzo dobrze, a było... takie sobie. Na początku czytało mi się bardzo dobrze, ale im dalej w las tym książka bardziej mnie nudziła. Przede wszystkim mam wrażenie, że była mocno chaotyczna - informacje dotyczące historii rośliny były przeplatane z danymi botanicznymi, jakimiś osobistymi opiniami autora, cytatami z seriali - no wszystko to chaos, bez ładu i składu. Ogólnie mam wrażenie, że książka nie przeszła korekty.
Najbardziej drażniły mnie tu nic nie wnoszące przemyślenia autora, który narzucał wręcz swoje zdanie. Już pomijam kilka nieprawdziwych informacji i stereotypowe postrzeganie niektórych kwestii (np. kobiet).
Każdy rozdział był podobny, a im dalej w las, tym książka mnie bardziej nudziła.
Bez szału. Właśnie ją skończyłam i już z niej nic nie pamiętam.
Zaczynało się bardzo dobrze, a było... takie sobie. Na początku czytało mi się bardzo dobrze, ale im dalej w las tym książka bardziej mnie nudziła. Przede wszystkim mam wrażenie, że była mocno chaotyczna - informacje dotyczące historii rośliny były przeplatane z danymi botanicznymi, jakimiś osobistymi opiniami autora, cytatami z seriali - no wszystko to chaos, bez ładu i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJabłko, gruszka, truskawka, a może migdały? Jako przekąska, element zdrowej diety, dla starszych i dla dzieci. Kupujemy, hodujemy, smakujemy, ale czy wiemy coś więcej oprócz popularnych gatunków? Jeśli nie to warto sięgnąć po opowieść o owocach. Autor zagłębia się w nie tylko botaniczne rozważania, ale także odnosi się do tradycji różnych narodów, sięga po literaturę oraz wierzenia ludowe.
To całkiem ciekawa podroż od Ameryki po Europę z dowolnym owocem w dłoni.
Jabłko, gruszka, truskawka, a może migdały? Jako przekąska, element zdrowej diety, dla starszych i dla dzieci. Kupujemy, hodujemy, smakujemy, ale czy wiemy coś więcej oprócz popularnych gatunków? Jeśli nie to warto sięgnąć po opowieść o owocach. Autor zagłębia się w nie tylko botaniczne rozważania, ale także odnosi się do tradycji różnych narodów, sięga po literaturę oraz...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka bardzo mi się spodobała. Popularno-naukowa, przypominające National Geographic, ale o owocach. Wiele się dowiedziałam i z czystą przyjemnością odkryłam nowe zwroty, słówka, miejsca i przepisy.
Książka bardzo mi się spodobała. Popularno-naukowa, przypominające National Geographic, ale o owocach. Wiele się dowiedziałam i z czystą przyjemnością odkryłam nowe zwroty, słówka, miejsca i przepisy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka dostarcza sporo wiedzy o popularnych owocach, ich pochodzeniu i historii upraw. Niestety autor dość chaotycznie złożył w całość to dzieło, przez co lektura czasami jest męcząca i irytująca.
Książka dostarcza sporo wiedzy o popularnych owocach, ich pochodzeniu i historii upraw. Niestety autor dość chaotycznie złożył w całość to dzieło, przez co lektura czasami jest męcząca i irytująca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka w oparciu o dostępne źródła wskazuje miejsca pochodzenia wybranych owoców, ich zastosowanie, wpływ zdrowotny ich spożywania. Do tego ostatniego podejść należy jednak z dystansem ze względu na brak odniesień do naukowych badań.
Poziom rozdziałów jest nierówny. Miejscami zawiodła korekta tekstu.
Książka w oparciu o dostępne źródła wskazuje miejsca pochodzenia wybranych owoców, ich zastosowanie, wpływ zdrowotny ich spożywania. Do tego ostatniego podejść należy jednak z dystansem ze względu na brak odniesień do naukowych badań.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoziom rozdziałów jest nierówny. Miejscami zawiodła korekta tekstu.
Pomimo pewnych braków redakcyjnych i bałaganu w treści bardzo ciekawa książka. Można się dowiedzieć, skąd na naszym stole wzięły się owoce, które dzisiaj uważamy za coś oczywistego, a kiedyś nasi przodkowie wcale o nich nie wiedzieli. Poza tym skąd te ananasy w świecie starożytnym? Lubię takie książki, które powodują, że w ruch idzie wikipedia i google. Polecam jako lekką i uzupełniającą wiedzę lekturę.
Pomimo pewnych braków redakcyjnych i bałaganu w treści bardzo ciekawa książka. Można się dowiedzieć, skąd na naszym stole wzięły się owoce, które dzisiaj uważamy za coś oczywistego, a kiedyś nasi przodkowie wcale o nich nie wiedzieli. Poza tym skąd te ananasy w świecie starożytnym? Lubię takie książki, które powodują, że w ruch idzie wikipedia i google. Polecam jako lekką i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążce brakuje korekty. Niektóre zdania mają wprowadzający w błąd szyk, czasem wydają się być wyrwane z kontekstu, jakby przeniesione z innego akapitu. W jednym z rozdziałów dowiadujemy się o drzewie, które żyje 100 lat, 7 stron dalej staje się długowieczne i dożywa 400lat (jeśli chodzi o dwa różne drzewa, to zrzucam to ponownie na korektę...). Rozdziały są bardzo nierówne pod względem treści: w świecie arbuzów kręcimy się w kółko w starożytnej Grecji i zajmujemy głównie nazewnictwem, czterech rodzajów warzyw, a przykładowo w rozdziale ananasa dowiadujemy się więcej o przetwórstwie i transporcie. Miał być chyba Wohlleben, a wyszło jak zwykle.
Nie chcę być przy tym wyłącznie negatywnie krytyczny, książka ma swoje plusy, autor bardzo szeroko spogląda na tematykę owoców, ma pomysł na przedstawieni treści, a tekst jest przystępny.
Książce brakuje korekty. Niektóre zdania mają wprowadzający w błąd szyk, czasem wydają się być wyrwane z kontekstu, jakby przeniesione z innego akapitu. W jednym z rozdziałów dowiadujemy się o drzewie, które żyje 100 lat, 7 stron dalej staje się długowieczne i dożywa 400lat (jeśli chodzi o dwa różne drzewa, to zrzucam to ponownie na korektę...). Rozdziały są bardzo nierówne...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tona książkę trafiłam przypadkiem, kupiłam ją na wyprzedaży w markecie, ale okazała się zadziwiająco dobra. Autor w formie reportażu opowiada historię popularnych owoców i ich dzisiejsze znaczenie dla niektórych regionów w sposób niezwykle lekki i zajmujący.
na książkę trafiłam przypadkiem, kupiłam ją na wyprzedaży w markecie, ale okazała się zadziwiająco dobra. Autor w formie reportażu opowiada historię popularnych owoców i ich dzisiejsze znaczenie dla niektórych regionów w sposób niezwykle lekki i zajmujący.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka ciekawa tematycznie, aczkolwiek nierówna. Niektóre z rozdziałów (np. o kasztanach, migdałach, czy pomarańczach) przypadły mi bardziej do gustu niż inne. Niewykluczone, że tylko dlatego, iż te dary natury bardzo lubię… :)
Nie ukrywam, że niektóre wyliczenia w stylu: kto kiedy jaki owoc w jakim dziele wspomniał nieco mnie znużyły. Podobnie jak teorie (czasem wzajemnie się wykluczające) odnośnie początkowego miejsca pochodzenia i kierunków rozprzestrzeniania się poszczególnych owoców. Za to dużo bardziej spodobały mi się znacznie pewniejsze informacje o obecnych metodach uprawy, ciekawostki z nimi związane, a także wskazania co do najlepszych (zdaniem autora) lokalizacji do delektowania się owocami lub różnego rodzaju produktami, których są podstawą.
Przy medycznych, czy nawet tylko korzystnych dla naszego zdrowia własnościach owoców zabrakło mi trochę rozróżnienia na teorie, w które wierzono dawniej oraz na te, które zostały potwierdzone naukowo. Bez tego wskazania można odnieść wrażenie, że dieta oparta na jednym tylko owocu może być zbawcza dla człowieka i uleczy go z wszelkich dolegliwości.
I pewnie się czepiam, ale nic na to nie poradzę, że pewna nieścisłość rzuciła mi się w oczy. Kiedy mowa jest o truskawkach, pan Frézier (ten, który przywiózł do Francji sadzonki poziomki chilijskiej) przeraził się faktu, że poziomki nie zaowocowały i „widmo niełaski, a co gorsza może nawet gilotyny zajrzało mu w oczy”. A działo się to w roku 1714 lub 1715, kiedy to gilotyna sensu stricte jeszcze nie istniała…
Do przeczytania.
Książka ciekawa tematycznie, aczkolwiek nierówna. Niektóre z rozdziałów (np. o kasztanach, migdałach, czy pomarańczach) przypadły mi bardziej do gustu niż inne. Niewykluczone, że tylko dlatego, iż te dary natury bardzo lubię… :)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ukrywam, że niektóre wyliczenia w stylu: kto kiedy jaki owoc w jakim dziele wspomniał nieco mnie znużyły. Podobnie jak teorie (czasem wzajemnie...
Naprawdę dobra, ciekawa historia różnych owoców. Tylko dosłownie historia. PLUS za ciekawostki, gdzie można zjeść najlepsze lody truskawkowe lub wypić nalewkę wiśniową :)
Odpowiada mi też "swobodne" poczucie humoru autora, nie wiem jak inaczej to nazwać.
Jeśli chcecie dowiedzieć się o działaniu owoców na organizm, ich właściwościach, to tutaj tego nie znajdziecie.
Naprawdę dobra, ciekawa historia różnych owoców. Tylko dosłownie historia. PLUS za ciekawostki, gdzie można zjeść najlepsze lody truskawkowe lub wypić nalewkę wiśniową :)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOdpowiada mi też "swobodne" poczucie humoru autora, nie wiem jak inaczej to nazwać.
Jeśli chcecie dowiedzieć się o działaniu owoców na organizm, ich właściwościach, to tutaj tego nie znajdziecie.
"Zadziwiające życie owoców" to z humorem napisana książka, na temat owoców oczywiście, choć nie wszystkich, bo jak wiadomo pomidor to z botanicznego punktu widzenia owoc, a w tej publikacji go nie znajdziemy.
Autor skupił się na owocach w ujęciu tradycyjnym. Znajdziemy tu rozdział o ananasie i arbuzach, jabłkach, granatach i pomarańczach. Jedne są ciekawsze inne trochę mniej (najmniej mnie wciągnął ostatni, poświęcony truskawkom, ale to moja subiektywna ocena).
Choć wydawało mi się, że o owocach sporo wiem, to nie podejrzewałam, że ananasy były już prawdopodobnie znane starożytnym Rzymianom (choć to owoce rosnące w Ameryce Południowej). Nie sądziłam też, że tyle zamieszania może być wokół biblijnego jabłka, czy też granatu, bo jabłkiem dawniej nazywano każdy większy okrągły owoc. Dodatkowo łacińska nazwa jabłka może mięc dwoiste znaczenie.
Lektura przyjemna i ciekawa, czasem jedynie autor skacze z tematu na temat i zdarzało mi się zgubić i nie miec pewności czy wciąż pisze o tym samym owocu / miejscu itp. Jednak nawet to nie zniechęciło mnie do czytania. Książka pełna wskazówek dla turysty - gdzie warto skosztować tradycyjnego deseru, czy napoju z danego owocu. Kiedy i gdzie możemy trafic na święto jabłka czy np. pomarańczy.
W opisach owoców mnóstwo jest odniesień do starożytnych pism, w tym do Biblii i średniowiecznych autorów, którzy danym owocom przypisywali czasami "magiczne" właściwości. Tych fragmentów nie należy odczytywać dosłownie, przecież chyba nikt nie uwierzy, że np. figi mogłyby leczyć bezpłodność. Autor zamieszcza je jako dowód na to, że znany dany owoc był od dawna, a w minionych wiekach leczono tym, co było pod ręką, nie zawsze zgodnie z aktualną wiedzą medyczną.
Tym, którzy zastanawiają się skąd na naszych stołach arbuzy, czy truskawki oraz tym, którzy podczas podrózy lubią odwiedzać nietypowe miejsca i próbować lokalnych specjałów, polecam.
"Zadziwiające życie owoców" to z humorem napisana książka, na temat owoców oczywiście, choć nie wszystkich, bo jak wiadomo pomidor to z botanicznego punktu widzenia owoc, a w tej publikacji go nie znajdziemy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor skupił się na owocach w ujęciu tradycyjnym. Znajdziemy tu rozdział o ananasie i arbuzach, jabłkach, granatach i pomarańczach. Jedne są ciekawsze inne trochę...
Moje wrażenia po przeczytaniu tej książki są mocno mieszane. Tak jak i ona sama - zawiera wiele bardzo ciekawych rozdziałów, np. o ananasie czy jabłkach - ale też i sporo nudnych, będących głównie wyliczanką niespecjalnie wiarygodnych informacji z Biblii i innych mitologii. Jest bardzo sympatycznie napisana, ma jednak bardzo poważną wadę. Chodzi mianowicie o to, że autor bez jakiegokolwiek opierania się na prawdziwej wiedzy medycznej i odpowiednich badaniach, prowadzonych w kontrolowanych warunkach, bezkrytycznie powtarza całkowicie nieuzasadnione i niczym nie potwierdzone bajeczki, na co to dany owoc jakoby pomaga. W jednym miejscu wspomina nawet o homeopatii! Szukałem w bogatej literaturze podawanej po każdym rozdziale jakichś poważnych publikacji, ale jedyne, co znalazłem, to książczyny "dietetyków", którym się wydaje, że dietą można wyleczyć nawet poważne choroby. Zapewne jak u Steve'a Jobsa, który zmarł na raka trzustki, próbując się "leczyć" tartą marchwią z sokiem cytrynowym. Podsumowując - książka stanowi mieszaninę wiedzy botanicznej, bajek i pseudomedycyny.
Moje wrażenia po przeczytaniu tej książki są mocno mieszane. Tak jak i ona sama - zawiera wiele bardzo ciekawych rozdziałów, np. o ananasie czy jabłkach - ale też i sporo nudnych, będących głównie wyliczanką niespecjalnie wiarygodnych informacji z Biblii i innych mitologii. Jest bardzo sympatycznie napisana, ma jednak bardzo poważną wadę. Chodzi mianowicie o to, że autor...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFrapująca podróż w historię niektórych owoców. Polecam! :)
Frapująca podróż w historię niektórych owoców. Polecam! :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo co nam historia owoców?
A choćby po to, aby w końcu na myśl o pieczonych kasztanach z Francji, nie myśleć o tych, z których robiliśmy ludziki jako dzieci. Zawsze wydawało mi się to dziwne, że oni chcą jeść takie rzeczy. Nie dość, że w skorupce, to jeszcze twarde jak rycerz w lśniącej zbroi! To naprawdę wyzwalające uczucie dowiedzieć się, że to wcale nie te same kasztany.
Jabłko to nie tylko jabłko. Jego znaczenie w języku polskim jest dla nas oczywiste. Natomiast jego łacińska nazwa malum jest znacznie szersza znaczeniowo. Może oznaczać każdy większy owoc o kulistym kształcie (a więc gruszka już niekoniecznie się tu plasuje).
Confetti. Kojarzy nam się ze ścinkami papieru, które rzuca się z wyjątkowych okazji. A prawdziwe znaczenie tego słowa to migdały w cukrze. Te cuda można było rzucać w Rzymie, aby oznaczyć mężczyznę, który podobał się kobiecie. Nie jestem pewna, czy chciałabym dostać garścią słodkich migdałów, ale zwyczaj ten brzmi ciekawiej niż wycinanki z papieru.
Całość recenzji na zukoteka.pl
Po co nam historia owoców?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA choćby po to, aby w końcu na myśl o pieczonych kasztanach z Francji, nie myśleć o tych, z których robiliśmy ludziki jako dzieci. Zawsze wydawało mi się to dziwne, że oni chcą jeść takie rzeczy. Nie dość, że w skorupce, to jeszcze twarde jak rycerz w lśniącej zbroi! To naprawdę wyzwalające uczucie dowiedzieć się, że to wcale nie te same...
Czy do kuszenia biblijnej Ewy posłużyło jabłko, czy może jednak figa?
Dlaczego truskawki to „sutki mamki”, a co gasi granat i leczą wiśnie?
Czy ananas to afrodyzjak, a arbuzy jadają aniołowie?
Na te i inne ciekawe pytania odpowiada książka Jarosława Molendy. Każdy z dziesięciu rozdziałów autor poświęcił jednemu owocowi, zawierając wiele interesujących historii związanych z nim. Poszukuje źródeł pochodzenia, barwnie opowiada o oryginalnych, a czasem dziwnych cechach lub właściwościach prezentowanych owoców. Zamieścił też sporo ilustracji ukazujących te dary natury, miejsca bądź okoliczności ich pojawiania się w życiu ludzi na różnych kontynentach. Autor sięgnął do opracowań historycznych, archeologicznych i dzieł plastycznych ukazujących dzieje i „zakorzenienie” wybranych przez niego owoców w wielu kulturach świata.
Książka jest pełna szczegółów, wzmianek i ciekawostek, dzięki czemu nie zanudza odbiorcy, a niejeden czytelnik zostanie zaintrygowany przez „Zadziwiające życie owoców”.
ZJ
źródło: www.szkolnyklubrecenzenta.pl
Czy do kuszenia biblijnej Ewy posłużyło jabłko, czy może jednak figa?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDlaczego truskawki to „sutki mamki”, a co gasi granat i leczą wiśnie?
Czy ananas to afrodyzjak, a arbuzy jadają aniołowie?
Na te i inne ciekawe pytania odpowiada książka Jarosława Molendy. Każdy z dziesięciu rozdziałów autor poświęcił jednemu owocowi, zawierając wiele interesujących historii związanych...