To thriller, który powoli, ale skutecznie wciąga. Klimat małej miejscowości, stare tajemnice i poczucie, że „tu nic nie jest takie, jak się wydaje”, robią swoje. Fabuła rozwija się spokojnie, ale napięcie narasta z każdym rozdziałem. Dobra propozycja na długie słuchanie – mroczna, nieoczywista i zostająca w głowie po zakończeniu. 🎧
To thriller, który powoli, ale skutecznie wciąga. Klimat małej miejscowości, stare tajemnice i poczucie, że „tu nic nie jest takie, jak się wydaje”, robią swoje. Fabuła rozwija się spokojnie, ale napięcie narasta z każdym rozdziałem. Dobra propozycja na długie słuchanie – mroczna, nieoczywista i zostająca w głowie po zakończeniu. 🎧
"Umiem wszystko, co się na "U" zaczyna, z wyjątkiem umierania, tego jeszcze nie opanowałam, ale wszystko przede mną"
Piotr Liana, drugi po Arnoldzie R. Płaczku vel Thomasie Arnoldzie, znany mi farmaceuta z wykształcenia, który postanowił, jak widać po ocenach, z powodzeniem, spróbować swoich sił w pisarstwie. Obaj panowie, co ciekawe, urodzili się nawet tego samego roku. Jednak o ile pan Arnold dorobił się już u mnie swojej własnej wirtualnej półki, o tyle pana Piotr, dopiero debiutuje w moim czytelniczym życiu i właśnie miałam okazję skończyć pierwszą z jego powieści, pt. "Persona non grata"
"O ja się zastrzelę" 😉, jak mawiała ciotunia Wichrzysława, jedna z głównych bohaterek omawianej książki. Mniemam sobie, że owym tytułowym intruzem i osobą zupełnie niepożądaną w Kłobuczce stał się Bożydar Szczocarz, który przyjechał do tej wioski na zaproszenie ciotuni wprawdzie, jednak okazał się być bardzo niewygodnym przybyszem. Nie dla samej krewnej, rzecz jasna, bo ta bardzo rada była z odwiedzin, lecz dla reszty mieszkańców Kłobuczki. Takie wioski, nie lubią obcych, wszyscy tam mają swoje mniejsze lub większe tajemnice, a ten "przyjezdny" zbyt obcesowo wtyka nos w nie swoje sprawy i wyrasta zupełnie tam, gdzie go nie posiali.
Autor z niezłym zacięciem i pazurem, nakreślił swoje postacie. Wszystkie są bardzo charakterystyczne, chociaż każda na swój subiektywny sposób. Jednak ja nie chciałabym z żadną z nich mieć do czynienia. Każda z nich, to osobny kosmos, jednak razem tworzą wieś niczym z piekła rodem.
Książkę zakwalifikowano jako kryminał, sensacja, thriller, cóż, kryminał tak, wszak mamy morderstwo córy Koryntu, wokół którego osnuta jest cała opowieść o Kłobuczce i jej mieszkańcach. Sensacja, też, ale thrillerem bym tej książki nie nazwała. Chyba że uznałabym dreszcz wywołany obrzydzeniem, w pewnym momencie książki za thrillerowe emocje.
Podoba mi się sposób, w jaki pan Piotr tworzy ten fikcyjny świat i jego postacie oraz sytuacje, że przejaskrawione? Być może, ale czy aż tak bardzo? Podoba mi się nawet ten specyficzny humor, czasem gorzki, czasem czarny, a miejscami, nawet rubaszny. Jednak to, co umieścił autor w lodówce Faustyny Abramek, nie podoba mi się absolutnie. Ja rozumiem, że to debiut, że trzeba mocno i z przytupem, by być czytanym i zapamiętanym przez czytelników. Zwłaszcza że co i raz "objawia się", nowy "pisarz". Trudno więc się wybić. Jednak nie w ten sposób, panie Liana. Tym to sposobem z siedmiu gwiazdek, które zamierzałam wystawić, jako ocenę tej książki, dostanie pan ode mnie ledwie cztery i raczej nie pokuszę się o inne książki, które wyszły spod pana klawiatury.
"Umiem wszystko, co się na "U" zaczyna, z wyjątkiem umierania, tego jeszcze nie opanowałam, ale wszystko przede mną"
Piotr Liana, drugi po Arnoldzie R. Płaczku vel Thomasie Arnoldzie, znany mi farmaceuta z wykształcenia, który postanowił, jak widać po ocenach, z powodzeniem, spróbować swoich sił w pisarstwie. Obaj panowie, co ciekawe, urodzili się nawet tego samego roku....
W kilku słowach: bardzo dobra książka, w której nic nie jest do końca oczywiste. Autor stworzył uniwersum na potrzeby powieści i znakomicie opisuje wady, bolączki, śmieszności i tragedie, które możemy zaobserwować w świecie realnym. Fikcyjna Kłobuczka jest, niekiedy krzywym, zwierciadłem rzeczywistości. Bardzo dobrze opisane nietuzinkowe postacie, wciągająca fabuła. Świetne pióro. Ostrzeżenie: "Personę" dobrze jest czytać bez nastawienia, że jest to jednodniowa lektura.
W kilku słowach: bardzo dobra książka, w której nic nie jest do końca oczywiste. Autor stworzył uniwersum na potrzeby powieści i znakomicie opisuje wady, bolączki, śmieszności i tragedie, które możemy zaobserwować w świecie realnym. Fikcyjna Kłobuczka jest, niekiedy krzywym, zwierciadłem rzeczywistości. Bardzo dobrze opisane nietuzinkowe postacie, wciągająca fabuła. Świetne...
Zabawnie i z poczuciem humoru napisana książka obyczajowa albo lekki kryminał, ale ja lepsza jest analiza i opis mieszkańców Kłobucka. Wioska i jej mieszkańcy są nie tylko zagubieni w przestrzeni, oddaleni od miasta, ale są chyba również zagubieni w rzeczywistości i czasie. Faustyne i jej poglądy, postępowanie i wypowiedzi, to chyba średniowiecze. Cudowna jest ciotunia Wichsysława. Polecam, tylko nie wiem czy na długie jesienno-zimowe wieczory, czy jako, że jest zabawna i lekko się czyta - na lato, czyli na cały rok.
Zabawnie i z poczuciem humoru napisana książka obyczajowa albo lekki kryminał, ale ja lepsza jest analiza i opis mieszkańców Kłobucka. Wioska i jej mieszkańcy są nie tylko zagubieni w przestrzeni, oddaleni od miasta, ale są chyba również zagubieni w rzeczywistości i czasie. Faustyne i jej poglądy, postępowanie i wypowiedzi, to chyba średniowiecze. Cudowna jest ciotunia...
Kryminał z dodatkiem (czarnego) humoru? Tu tego nie ma. Jest jakiś wątek kryminalny, ale niknie w nawale wiejskiego plotkarstwa. Humoru nie ma w ogóle. Autor zamiast zamiast pisać różne rzeczy, które nic nie wnosiły do książki, mógł skupić się na fabule, wyszłoby mu pewnie wtedy do 300 stron, ale z sensem i na poziomie.
Kryminał z dodatkiem (czarnego) humoru? Tu tego nie ma. Jest jakiś wątek kryminalny, ale niknie w nawale wiejskiego plotkarstwa. Humoru nie ma w ogóle. Autor zamiast zamiast pisać różne rzeczy, które nic nie wnosiły do książki, mógł skupić się na fabule, wyszłoby mu pewnie wtedy do 300 stron, ale z sensem i na poziomie.
"Człowiek to dziwne stworzenie. Zawsze dąży do prawdy, lecz ciągle żyje fałszem. Kłamstwo nazywa półprawdą, a zły wybór – alternatywą".
Napisanie dobrego kryminału nie jest łatwym przedsięwzięciem. Napisanie dobrego kryminału będącego jednocześnie czarną komedią to jeszcze trudniejsze wyzwanie, gdyż trzeba wiedzieć, ile komediowego absurdu dodać do warstwy kryminalnej, by wszystko idealnie ze sobą współgrało. Okazuje się, że można to zrobić będąc nawet dopiero co raczkującym w literackim świecie, debiutantem.
Piotr Liana to farmaceuta z Gorlic, uwielbiający Beskidy, zapomniane miasteczka i wsie. Jest niepoprawnym optymistą oraz entuzjastą eleganckiej, salonowej prozy, jak i brutalnego naturalizmu. Autora bawią ironia i czarny humor, lubi zmagać się z trudnymi tematami.
Bożydar Szczocarz próbuje otrząsnąć się po wielkiej tragedii, jaką było morderstwo jego rodziców. Bohater w tym celu postanawia wyjechać do małej miejscowości Kłobuczki zlokalizowanej na Podkarpaciu, skąd otrzymał list od swojej nieznanej dotychczas ciotki Wichrzysławy. Będąc na miejscu zostaje wplątany w śledztwo dotyczące zabójstwa lokalnej prostytutki – Maryny Hurman.
"Persona non grata" to dość obszerna, bo licząca ponad sześćset stron powieść w głównej mierze kryminalna, z której gdyby wyciąć wszelakie wątki humorystyczne, groteskowe i absurdalne, jej objętość zostałaby skrócona o połowę. Wątkiem przewodnim tej książki jest bowiem zbrodnia, ale cała otoczka wokół niej nosi już znamiona czarnej komedii, co początkowo mnie szczerze zdziwiło, gdyż czytając opis na okładce, nie spodziewałam się właśnie takiej konwencji i takiej hybrydy gatunkowej. Hybrydy, która udała się autorowi nadzwyczaj dobrze, pomimo faktu, że niektóre składowe fabuły pod postacią zbyt rozwlekłych opisów czy też nie wnoszących niczego nowego niektórych dialogów, mogłyby zostać usunięte bez szkody dla całej książki. Nie da się także ukryć, że debiut Piotra Liany czyta się w ekspresowym tempie, ale jednocześnie lektura ta bardzo absorbuje, wymuszając konieczność chwilowych przerw pomiędzy jednym a drugim rozdziałem.
Farmaceuta z Gorlic zupełnie odwrócił archetyp wiejskiej, sielskiej wsi, pokazując to, co w lokalnych społecznościach najgorsze – zaściankowość, hipokryzję, obłudę i nienawiść. W Kłobuczce chyba nigdy nie chciałabym zamieszkać, gdyż poczet bohaterów jakich wykreował autor, pomimo ich groteskowego wydźwięku, zwyczajnie mnie przeraził. Nie chciałabym mieć do czynienia ze zdewociałą i obłudną Faustyną Abramek – gospodynią parafialną, której zawartość lodówki do tej pory wywołuje moje mdłości. Nie chciałabym także, aby w mojej miejscowości swoje obowiązki służbowe policjanta wykonywał Szymon Podlaski – biurokrata z krwi i kości, nie potrafiący logicznie myśleć. Długo by tak wymieniać listę postaci wśród których promienieje jedna, czyli ciotka Bożydara ze swoim kultowym już powiedzeniem: "O ja się zastrzelę!", które wielokrotnie wywoływało na mojej twarzy uśmiech. Nie mogę więc odmówić autorowi rewelacyjnej konstrukcji tak barwnych charakterów bohaterów jego debiutu, które ze swoją groteskowością, zapadają w pamięci czytelnika.
Na temat samej intrygi kryminalnej mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że Piotr Liana potrafił mnie zwodzić, podsuwając co chwilę nowe tropy i zapędzając mnie w ślepy zaułek. Zakończenie, a tym samym poznanie sprawcy morderstwa i okoliczności jakie towarzyszyły zbrodni, zupełnie mnie zaskoczyły. Wielkie brawa za tę tak skutecznie poprowadzoną kryminalną płaszczyznę.
"Persona non grata" to debiut dobry, a nawet bardzo dobry. Trzeba jednak przed jego lekturą wiedzieć, że nie jest to jedynie pełnokrwisty kryminał, ale także satyra na współcześnie panujące stosunki między ludźmi. Tak czy inaczej, polecam.
http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
"Człowiek to dziwne stworzenie. Zawsze dąży do prawdy, lecz ciągle żyje fałszem. Kłamstwo nazywa półprawdą, a zły wybór – alternatywą".
Napisanie dobrego kryminału nie jest łatwym przedsięwzięciem. Napisanie dobrego kryminału będącego jednocześnie czarną komedią to jeszcze trudniejsze wyzwanie, gdyż trzeba wiedzieć, ile komediowego absurdu dodać do warstwy kryminalnej, by...
Opowiadanie dobrych historii to jedna z najważniejszych, choć niezwykle trudnych, umiejętności we współczesnym świecie. Wydawać by się mogło, że w dobie kultury audiowizualnej słowo pisane straciło swoją moc. Piotr Liana, autor książki "Persona non grata" przeczy temu przypuszczeniu, i robi to rewelacyjnie.
Rozpoczynając lekturę powieści "Persona non grata" nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Krótki opis wydawniczy wskazywał, że czeka mnie historia kryminalna osadzona w wiejskim klimacie. Oto bowiem rodzice głównego bohatera zostali zamordowani przez nieznanego sprawcę. W poszukiwaniu odpowiedzi na wiele pytań związanych z rodzinną przeszłością, Bożydar Szczocarz wyrusza do Kłobuczki koło Dukli, gdzie mieszka jego jedyna, choć nieznana, krewna Wichrzysława. Jego przyjazd na Podkarpacie zbiega się z tajemniczą śmiercią miejscowej prostytutki Maryny Hurmanównej.
To tyle, jeśli chodzi o zapowiedź tego, co czeka czytelnika, który zdecyduje się sięgnąć po blisko kilkusetstronicową powieść Piotra Liany. Prawie siedemset stron poświęconych rozwiązywaniu zagadki kryminalnej? Nie do końca. "Persona non grata" to niezwykła gratka dla osób, które lubią skomplikowaną i niejednoznaczną intrygę, naszpikowaną zagadkami, kalamburami i unikatową atmosferą. To opowieść gawędziarza, który opowiadanie historii opanował do perfekcji. Usiadł przy ognisku, a może pod żyrandolem, i zaserwował nam opowieść o kłobuczkowej aferze, która wstrząsnęła posadami nie tylko tej małej miejscowości, ale również mocno zarysowała renesansową wizję "wsi spokojnej, wsi wesołej". Bliżej jej do Reymontowskich Lipiec, wsi zwyczajnej, ale zarazem niezwykłej, bo pełnej sprzeczności, gdzie niebagatelną rolę odgrywał Kościół i karczma vel knajpa - burdel. Gdzie ulubioną rozrywką mieszkańców były plotki, oszczerstwa i zaglądanie sąsiadom do okien. Kłobuczanie świetnie radzili sobie bez telewizora, telefonu i internetu, tego ostatniego nie umiejąc nawet nazwać prawidłowo.
"Pogodę wróżyli z chmur, jaskółek i rwy kulszowej, najciekawsze opery mydlane toczyły się za płotem, a apetyt na wiadomości zaspokajała dostarczana raz w tygodniu prasa".
Obraz wsi, jej mieszkańców oraz ich codziennej rutyny autor powieści doskonale wzbogacił niewybrednym humorem. Można by rzec, że "Persona non grata" to skarbnica ludowych porzekadeł, zabawnych dykteryjek i dygresji pełnych wdzięku, które od pierwszych stron powieści serwuje nam twórca - gawędziarz. Ot, choćby:
"Lepsza bieda przy cnocie niż sromota przy złocie"
Język utworu, cięty i giętki zasługuje na najwyższą pochwałę. Mnogość łamigłówek do rozwiązania i skupienie w powieści większości bolączek współczesnego społeczeństwa polskiego to bez wątpienia największe atuty literackiego debiutu pisarza i farmaceuty z Gorlic.
Co jeszcze urzekło mnie w powieści Piotra Liany? Na pewno plejada postaci, którymi autor zaludnił swoją książkę. I, co ciekawe, każda z nich jest niepowtarzalna, łatwo też zapamiętać je z imienia i nazwiska, co przy tak rozbudowanym dziele nie jest wcale tak jednoznaczne. Poza głównym bohaterem, Bożkiem poszukującym swych korzeni i uwikłanym w domorosłe śledztwo, na uwagę zasługuje ciotunia Wichrzysława, pieszczotliwie zwana Wisiunią, nieco szalona wiejska kucharka, która zachwyca potoczystą mową, charakterystycznym "Ja się zastrzelę!" i aromatem pieczystego. Zaraz po niej warto wspomnieć o bogobojnej i "babrającej się w szambie grzechu" Faustynie Abramek, a także o uwspółcześnionej wersji Pani Dulskiej w postaci nowobogackiej Orłowskiej czy wreszcie o Agnieszce Sothe - "prezbijce" z nieco hedonistycznym nastawieniem do życia. Postaci, barwnych i oryginalnych jest w powieści wiele. Każda z nich ma coś wspólnego z wiejską aferą, może dorzucić coś od siebie, by rzucić światło na misternie utkaną intrygę. Najczęściej jednak ich opinie zwodzą nas na manowce. Światełko w tunelu pojawia się dopiero pod koniec powieści. Następuje rozwiązanie kryminalnej zagadki i z pewnością skłania do niejednej refleksji, choćby tej związanej z kondycją współczesnego kleru.
"Persona non grata" to bardzo dobra powieść, którą czyta się jeszcze lepiej. Dostarcza rozrywki w najlepszym wydaniu, bawi, pozwala rozruszać "szare komórki", uwodzi czarnym humorem i ironią. Pozwala odkrywać, warstwa po warstwie, historię pełną pasji i różnorodnych społecznych tematów.
Ta książka jest debiutanckim utworem Piotra Liany. Chciałabym móc zawsze czytać tylko tak świetne debiuty. Rekomenduję wszystkim, którzy cenią sobie niepospolitą rozrywkę w zupełnie pospolitej scenerii.
Opowiadanie dobrych historii to jedna z najważniejszych, choć niezwykle trudnych, umiejętności we współczesnym świecie. Wydawać by się mogło, że w dobie kultury audiowizualnej słowo pisane straciło swoją moc. Piotr Liana, autor książki "Persona non grata" przeczy temu przypuszczeniu, i robi to rewelacyjnie.
Rozpoczynając lekturę powieści "Persona non grata" nie wiedziałam,...
"Persona non grata" jest debiutancką powieścią Piotra Liany. Debiut to zadziwiający, ponieważ tak interesującej i dopracowanej historii już dawno nie czytałam, aczkolwiek moją pierwszą reakcją, zaraz po rozpoczęciu lektury, było stwierdzenie, że w tej powieści wszystkiego jest za dużo - za dużo zdarzeń, tajemnic, postaci, i rozmów, ale wraz z rozwojem wydarzeń przekonałam się, że opowieść wyśmienicie smakuje, a każdy jej element jest dopieszczony.
Praca Piotra Liany to prawie 700 stron przeprawy z Bożydarem Szczocarzem, który po dramatycznej śmierci rodziców, na zaproszenie nieznanej cioteczki Wichrzysławy - słynnej z wyśmienitej kuchni i lekkiej mowy - przyjeżdża do rodzinnej Kłobuczki koło Dukli na Podkarpaciu. Cóż za wyobraźnia w tworzeniu nazwy miejsc i nazwisk. Prawdziwe łamańce językowe. Bożydar zaryzykował z wyjazdem w nieznane, ale morderstwo jego rodziców i intrygujący list ciotki zmusiły go do działania. Już w drodze do Kłobuczki domyślił się, że jedzie w miejsce specyficzne. W mentalność wsi co nieco wprowadziła go pewna wyzwolona "dama", przedstawiając ją bardzo sugestywnie.
"Wariaty latają na wolności, chłop siekierą skraca żonkę o głowę, umarli wstają z grobów, koty zdychają bez powodów, a jakieś kretynki trzepią dywany piątek, świątek czy niedziela" [str.34]
W Kłobuczce wrze jak w ulu za sprawą prostytutki Maryny Hurmanowej, która - prosto z ambony - posądziła proboszcza o niecne czyny, a dokładniej o dziecioróbstwo. Mieszkańcy, których ulubioną rozrywką są plotki i złośliwości, w tempie błyskawicznym przekazują sobie najnowszą wiadomość. Emocje znacznie wzrastają, gdy dochodzi do zbrodni. Jak w tym wszystkim odnajdzie się Bożydar, który nie tylko ma zamiar rozwiązać zagadkę lokalnego morderstwa, ale też wśród licznych niedomówień będzie próbował odkryć tajemnicę swojego pochodzenia?
Piotr Liana to miłośnik zapomnianych miasteczek i wsi. Jego sympatię do takich miejsc wyraźnie widać w tej historii. Kłobuczka jest wyjątkowa w swej charakterystyce, choć z drugiej strony, można się dopatrzeć typowym elementów dla wsi zabitej dechami, w której "Mało kto posiadał telewizor, jeszcze mniej osób mogło pochwalić się telefonem, a internet... cóż, kłobuczanie nie potrafili nawet wymówić tej nazwy"[str.186]. W takim miejscu nie dziwi zaangażowanie mieszkańców w funkcjonowanie parafii i dbanie o moralny kręgosłup sąsiadów, zwłaszcza tych, którzy za nic mają dekalog, a trzeba mieć na uwadze, że w Kłobuczce ile bezbożników i innowierców tyle też fanatyków religijnych.
Mnie karykaturalny obraz podkarpackiej wsi bardzo się podobał, włącznie z ciekawą kreacją bohaterów, których jest co nie miara. Na dodatek każda z postaci jest unikatowa. Począwszy od Bożydara rudowłosego chudzielca, który w Kłobuczce nie tylko przechodzi odwyk od psychotropów i kofeiny, ale też przefiltrowuje potok słów ciociuni, żeby wyłapać najistotniejsze informacje dotyczącego swego pochodzenia. Wichrzysławy wielkiej, ale żwawej kobiety z sercem na dłoni i z soczystą polędwiczką w piecu. Aż po nawiedzoną Faustynę, pierwszą chętną do stawiania stosów dla heretyków, miejscowego głupka, policjanta z kompleksem Edypa, wyemancypowanej lesbijki i wielu, wielu innych oryginałów. Każdy z tych bohaterów dorzuca swoje trzy grosze do tajemniczej i zawiłej opowieści, obfitującej w liczne wątki, podkarpacką gwarę, czarny humor i ironię. Wielkie brawa dla autora za nietuzinkową powieść, w której poważne zagadnienia ukryto w niekonwencjonalnej i zagadkowej historii, gdzie rządzi dosadność i prowokacyjny, prześmiewczy ton. Jeśli szukacie opowieści z kapitalną intrygą w gawędziarskim stylu, która doskonale pobudza wyobraźnię, to bardzo polecam powieść Piotra Liany.
"Persona non grata" jest debiutancką powieścią Piotra Liany. Debiut to zadziwiający, ponieważ tak interesującej i dopracowanej historii już dawno nie czytałam, aczkolwiek moją pierwszą reakcją, zaraz po rozpoczęciu lektury, było stwierdzenie, że w tej powieści wszystkiego jest za dużo - za dużo zdarzeń, tajemnic, postaci, i rozmów, ale wraz z rozwojem wydarzeń przekonałam...
„Jedno zwierzę drugiemu nie jest w stanie zadać więcej bólu niż człowiek zadaje człowiekowi”.
„Persona non grata” Piotra Liany dla wielu czytelników może stanowić nietuzinkowe wyzwanie, ta książka jest niczym słynny szczyt Mont Everest, trzeba wspiąć się na jej wyżyny z wielką pokorą, niezłomnością i oddaniem. „Persona non grata” rozpościera się przed oczami odbiorcy, wywołując swoisty niepokój, tym samym rodząc pełne wątpliwości pytania, czy książka tak obszernych rozmiarów może stanowić pełnowartościową i satysfakcjonującą lekturę? Czy nie zostanie przegadana w mało zajmujący sposób? Według mnie tak się nie stało, chociaż w pierwszej połowie bywały momenty, w których owa publikacja zaczynała mnie odrobinę niepokoić — mnogość opisów wyzwalała wrażenie osobliwego strachu, czy podałam lekturze tej obszernej, ale jakże nietuzinkowej powieści? Jednakże nie obawiajcie się Drodzy Czytelnicy bowiem całość, wyzwala uczucie absolutnie dobrze spędzonego czasu.
„Wiejskie życie kręciło się wokół ludzkich nieszczęść, a frajdę wieśniacy odnajdywali w cudzych klęskach”. (str. 427).
Przewodnią postacią niniejszej książki jest Bożydar Szczocarz, który po traumatycznych przeżyciach związanych z nagłą utratą obojga rodziców, niespodziewanie otrzymuje list z zaproszeniem do miejscowości Kłobuczki koło Dukli. Dosyć enigmatycznie napisana wiadomość nadesłana jest przez nieznaną mu dotąd, jedyną żyjącą krewną — ciotunię Wichrzysławę. Bożydar z dosyć mocno nadszarpniętym zdrowiem psychicznym postanawia skorzystać z oferty i bliżej poznać tajemniczą krewną. Na miejscu z niezwykłą otwartością i serdecznością wita go wspomniana ciotunia, która chcąc przychylić nieba jedynemu krewnemu z pełnym urokiem, zaangażowaniem i niezwykłym temperamentem rozpościera płaszcz ochronny nad pokrzywdzonym przez los bliskim. Jednakowoż tuż po przyjeździe Bożydara w wiosce dochodzi do osobliwego morderstwa na miejscowej prostytutce. Od tej chwili nad wioską rozpościerają się mroczne i posępne chmury, zwiastujące burzę o złowieszczej i morderczej sile. Dziwnym trafem Bożydar znajdzie się w samym epicentrum wszystkich zagadkowych wydarzeń. Czy tak nadwyrężony psychicznie człowiek będzie w stanie podołać wyzwaniu, przed jakim po raz kolejny stawia go bezduszny los?
„Kto raz przed sądem stanie, w oczach ludzi już zawsze winnym będzie”. (str. 177).
Książka „Persona non grata” jest debiutem literackim Piotra Liany, jednakże stworzonym z mistrzowskim rozmachem, według mnie takiego kunsztu nie powstydziliby się najbardziej uznani twórcy tego gatunku. Mimo ponad sześciuset stron drobnego druku, rozbudowanych dialogów i wielu opisów — czyli wnikliwej charakterystyki każdej z postaci oraz dbałości o wszystkie elementy tej misternie i bardzo rozważnie przemyślanej intrygi, książka absolutnie nie męczy. Czyta się ją z wielkim zaangażowaniem, zaciekawieniem i uśmiechem na twarzy, chociaż wymaga uwagi i poświęcenia jej sporej ilości wolnego czasu. Piotr Liana jest doskonałym obserwatorem i gawędziarzem, który potrafi w wyśmienity sposób drwić z ludzkich przywar i robi to w bardzo komiczny, zajmujący i rzetelny sposób. Kiedy czytałam tę powieść, często nasuwał mi się na myśl film w reżyserii Jacka Bromskiego „U Pana Boga w ogródku”, bądź słynny i przez wielu uwielbiany telewizyjny serial w reżyserii Wojciecha Adamczyka „Ranczo”. Według mnie wystąpiła tu bardzo podobna konwencja doskonale ukazująca polską zaściankową i szalenie ortodoksyjną wieś — tyle że w iście kryminalnym wydaniu. Niemniej jednak z bardzo wnikliwym i bogatym tłem obyczajowym oraz sporą dawką wysmakowanego humoru, aż trudno przyporządkować tę publikację do jednego gatunku.
Niniejsza powieść wywołała we mnie ogromne zaskoczenie, jakim cudem tak młody, debiutujący artysta wykoncypował i skonstruował tak interesującą i niebanalną historię? Chapeau bas — za całą konstrukcję, niesztampowe i zabawne imiona, czarny humor, napięcie, niepewność oraz zawiłą i doskonale zmontowaną intrygę, która rozciąga się na wiele stron, podsuwając kolejne fałszywe tropy, ani razu nie zdradzając rozwiązania zagadki — dopiero zakończenie, które zupełnie zaskakuje stanowi idealne zwieńczenie tegoż wybornego kryminału.
„Każda rodzina ma tajemnice, które chciałaby zatuszować”. (str. 46).
Autor wykreował całą plejadę interesujących i dopracowanych postaci, których sylwetki malowały się w mojej wyobraźni w bardzo przejrzysty sposób. Nie chcę przywoływać każdej z nich, chociaż bez wątpienia wiele kreacji zasługuje na uwagę, jednak moje serce w pełni skradła cudowna ciotunia Wichrzysława, chociaż nadopiekuńcza i wścibska to przy tym szalenie urocza i serdeczna. Pozostałych bohaterów poznajcie sami, sięgając po książkęPiotra Liany i poznajcie prawdziwego i jedynego w swoim rodzaju Persona non grata!
„[…] człowiek człowiekowi wilkiem, lecz widzę, że katolik katolikowi tygrysem”. (str. 197).
Reasumując, niniejsza publikacja — to drobiazgowo i zręcznie skonstruowana powieść, która dostarcza wielu wyśmienitych emocji — niepokoi, intryguje, bawi i zaskakuje — dając uczucie doskonale spędzonego czasu. Autor wykazał się znakomitą umiejętnością obserwacji otaczającej nas rzeczywistości, a także pomysłowością, błyskotliwością, odwagą i literackim kunsztem, który zadowoli niejednego konesera dobrej literatury. Żywię szczerą nadzieję, że Piotr Liana nie zniknie ze sceny polskich twórców i jeszcze nie raz zaskoczy nas wyśmienitą prozą bowiem trafność jego spostrzeżeń, jest godna pochwały! Serdecznie polecam!
„[…] nic tak nie boli jak ludzka pogarda, zwłaszcza ta nieuzasadniona”. (str. 244).
__________________________________________________________________
http://nieterazwlasnieczytam.blogspot.com/2016/03/persona-non-grata-piotr-liana.html
„Jedno zwierzę drugiemu nie jest w stanie zadać więcej bólu niż człowiek zadaje człowiekowi”.
„Persona non grata” Piotra Liany dla wielu czytelników może stanowić nietuzinkowe wyzwanie, ta książka jest niczym słynny szczyt Mont Everest, trzeba wspiąć się na jej wyżyny z wielką pokorą, niezłomnością i oddaniem. „Persona non grata” rozpościera się przed oczami odbiorcy,...
Piotr Liana – farmaceuta z Gorlic, miłośnik Beskidów, zapomnianych miasteczek i wsi. Entuzjasta zarówno eleganckiej, salonowej prozy, jak i brutalnego naturalizmu. Lubi zmagać się z trudnymi tematami, bawią go ironia i czarny humor. Niepoprawny optymista, który chce wierzyć, że ludzie są z natury dobrzy (choć w gruncie rzeczy są źli).*
KOCHAM! KOCHAM! KOCHAM! Persona non grata jest świetna. Od pierwszej strony trzyma w napięciu i nie puszcza do ostatniej. Praktycznie co kilkanaście stron są sceny zabawne. Bardzo dobrym zabiegiem było wprowadzenie gwary obowiązującej na terenie akcji powieści, dzięki czemu jest ona jeszcze bardziej autentyczna. Lekki język, mnóstwo zwrotów akcji, żywi bohaterowie, świetny pomysł, który został bardzo dobrze wykonany. Dzieło to to istny majstersztyk.
Ciotka Bożydara Szczocarza ściąga go do małej, odseparowanej od świata wioski – Kłobuczki. Powodem listu od jedynej krewnej jest między innymi fakt, iż rodzice Bożydara zostali zamordowani przez nieznanego sprawcę. W tym samym czasie we wsi jest niemała afera – prostytutka Maryna Hurmanówna została zabita.
„Śmierć przyszła bezgłośnie. Nie zapukała do drzwi, nie powiedziała "witaj", nie zapytała, czy może zabrać grzeszną duszę. Nie siadła na taborecie, nie umościła się w fotelu. Nie poprosiła o filiżankę kawy, nie skosztowała ciasta. Nie porozmawiała ani o rzeczach ważnych, ani o rzeczach błahych. Po prostu przyszła, zrobiła swoje i wyszła.”
Książka pokazuje pewną prawidłowość, mianowicie: na wsi wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Każdy mieszkaniec wie o romansach, chorobach, śmierci… Nic się nie ukryje. Mieszkam z dala od miasta i u mnie jest podobnie. Wprawdzie nie ma takiej "pełnej inwigilacji", ale bardzo ciężko jest coś ukryć.
Śmiem twierdzić, że Piotr Lama jest mieszanką Aleksandra Rogozińskiego i Remigiusza Mroza. Dlaczego? Otóż w tym utworze jest wiele rodzajów komizmu, np. sytuacyjny, postaci oraz słowny. Często śmiałem się w miejscach publicznych, a ludzie starali się omijać mnie szerokim łukiem (tak samo było, gdy czytałem Ukochanego z piekła rodem). Jest również to, co charakteryzuje Pana Mroza, czyli dobrze poprowadzona sprawa kryminalna oraz to, o czym wspomniałem na początku, czyli lekki język, zwroty akcji i trzymająca w napięciu od początku do końca akcja. No i to, że jest on świetnym polskim pisarzem. Nie jest to według mnie w ogóle przesadzone.
Najważniejszą postacią powieści jest Bożydar. Jest zabawny, sarkastyczny, przystojny, zna się na wielu rzeczach, łatwo nawiązuje kontakty z innymi ludźmi, umie sprawiedliwie oceniać ludzi, tj. nie po plotkach. To bohater, którego lubi się od początku poznania. Ważną osobą jest również Wichrzysława, czyli ciotka Bożydara. Jest ona lekko szalona, jako jedyna osoba na wsi (mam na myśli tylko stałych mieszkańców) nie wierzy we wszystko, jest bardzo religijna i opiekuńcza. Miałem wrażenie, że swojego krewnego traktuje jak małe dziecko, do którego trzeba mówić wielkimi literami, któremu trzeba wszystko dać do ręki, które samo sobie nie dałoby rady. Uwielbia piec, być w centrum uwagi i chwalona.
Odniosłem wrażenie, że morderstwo jest tak naprawdę tłem, pretekstem, dzięki któremu książka powstała. Miała chyba ona pokazywać realia wsi, a motyw zabójstwa dodaje tylko charakteru.
Miejscem akcji jest poniekąd zwyczajna wieś, w której znaczna większość ludzi bardzo wierzy Kościołowi, gdzie danie na tacę jak największej ilości pieniędzy świadczy o religijności.
Podsumowując: jestem zachwycony!!! Szczerze polecam wam ten utwór. Jeśli uwielbiacie dużą dawkę humoru, która w połączeniu ze sprawą kryminalną daje mieszankę wybuchową, sięgnijcie po tę książkę koniecznie.
Za przekazanie egzemplarza recenzenckiego dziękuję wydawnictwu Oficynka oraz autorowi za to, że do mnie napisał.
Tytuł: „Persona non grata”
Autor: Piotr Liana
Wydawnictwo: Oficynka
Korekta: Justyna Nosal-Bartniczuk
Projekt okładki: Magdalena Zawadzka
Wydanie: I
Oprawa: miękka
Liczba stron: 662
Data wydania: 2015 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-64307-54-6
_______________________________________________________________________
* źródło – okładka
Piotr Liana – farmaceuta z Gorlic, miłośnik Beskidów, zapomnianych miasteczek i wsi. Entuzjasta zarówno eleganckiej, salonowej prozy, jak i brutalnego naturalizmu. Lubi zmagać się z trudnymi tematami, bawią go ironia i czarny humor. Niepoprawny optymista, który chce wierzyć, że ludzie są z natury dobrzy (choć w gruncie rzeczy są źli).*
Polski kryminał z elementami czarnej komedii i ponad 600 stron wciągającej lektury – nic więcej do szczęścia nie potrzeba. No może tylko dobrej herbaty i wolnego popołudnia.
Piotr Liana w swojej debiutanckiej powieści „Persona non grata” zaprasza nas do małej wsi Kłobuczki położonej gdzieś w województwie podkarpackim. Na próżno jednak szukałam jej na mapie Polski, ponieważ miejscowość powstała w wyobraźni autora. Kłobuczka to miejsce pełne żarliwej religijności, hedonizmu i całej gamy społecznych problemów. Przemoc domowa, pijaństwo, prostytucja i wykluczenie społeczne osób innej orientacji seksualnej. Jakby to podsumował Kochanowski – „Wsi spokojna, wsi wesoła!”.
Pełny link do recenzji na stronie:
http://moznaprzeczytac.pl/persona-non-grata-piotr-liana/
Polski kryminał z elementami czarnej komedii i ponad 600 stron wciągającej lektury – nic więcej do szczęścia nie potrzeba. No może tylko dobrej herbaty i wolnego popołudnia.
Piotr Liana w swojej debiutanckiej powieści „Persona non grata” zaprasza nas do małej wsi Kłobuczki położonej gdzieś w województwie podkarpackim. Na próżno jednak szukałam jej na mapie Polski, ponieważ...
Małe, owiane sielską atmosferą i życzliwością mieszkańców wioski wzbudzają w ludziach różnorodne emocje. Jedni uważają je za nudne i beznamiętne, podczas gdy inni z przyjemnością zawitaliby w ich progach delektując się błogim spokojem i czystym powietrzem. Nich jednak Was nie zmyli to pozorne dobro, bezpieczny bezruch i wiejska równowaga, bo największe zło może kryć się tam, gdzie nikt się go nie spodziewa. Dowodem na to jest bez dwóch zdań interesująca, choć na pozór zwyczajna wieś Kłobuczki, w której Piotr Liana ulokował bohaterów swojej powieści. Zapraszam zatem do zapoznania się z moją recenzją literackiego debiutu „Persona non grata”. Czy interesują Was kontrowersyjne, ale nie zawsze mile widziane postaci? Zatem zanurzcie się w pierwiastku fabuły niebanalnego kryminału.
Bożydar Szczocarz, młody urzędnik ochrony środowiska i leśnictwa, wiedzie życie dalece odbiegające od wizji błogiej egzystencji. Morderca, który brutalnie zarżnął jego rodziców, zabrał mu rodzinę i co najgorsze, pozostał bezkarny dobrze zabezpieczając własną tożsamość. Pogrążany w żałobie mężczyzna zdaje sobie sprawę z tego, że pozostał całkowicie sam, a jednak los szykuje dla niego nową niespodziankę. Pewnego dnia Bożydar otrzymuje list od nieznanej mu dotąd ciotki Wichrzysławy, która ubolewając nad śmiercią zamordowanych bliskich zaprasza go do siebie na wieś. Nie mając nic do stracenia już wkrótce wkracza w progi Kłobuczki - małej miejscowości, o której z pewnością nigdy nie zapomni.
Tymczasem w Kłobuczkach traci życie Maryna Hurmanówna, nieokiełznana prostytutka, która swoją bujną w afery codziennością zdążyła zyskać wielu wrogów. Oskarżając publicznie całkiem lubianego księdza o złamanie ślubów czystości kobieta nie miała pojęcia, że już niedługo na językach mieszkańców będzie właśnie ona i morderstwo, którym ktoś wymierzył jej ziemską karę za popełnione grzechy. Pytanie tylko – kto?
Otrzymując po śmierci matki i ojca list ciotki, główny bohater wpada w krąg tajemnic, począwszy od odkrycia tego, że najwyraźniej rodzice karmili go fałszywą historyjką o byciu sierotami. Mając nadzieję na poskładanie wybrakowanych elementów rodzinnej zagadki, gości w domu nieco ekscentrycznej ciotki. Wichrzysława, stara panna, okazuje się interesująca nie tylko z imienia. Harda, działająca na rzecz parafii i kochająca gotowanie jest także, jak na kobietę ze wsi przystało, całkiem dobrym obserwatorem. Czy Bożydar będzie się u niej nudził? Absolutnie nie. Bo wyruszając tropem własnych korzeni weźmie też udział w śledztwie dotyczącym niedawno zamordowanej prostytutki.
Kłobuczki to istny kocioł wyjątkowych osobowości. Chociaż niby brak tutaj korzystnej dla miast anonimowości, ludzie kryją własne tajemnice, pilnie strzegąc by nie wydostały się na światło dzienne. Jest popadająca w dewocję gospodyni proboszcza, ruszający tropem mordercy policjant Szymon, jego umysłowo chory brat, ksiądz i dająca się we znaki Agnieszka. Wyrazistych bohaterów tutaj wiele, a każdy z nich wydaje się niezbędny do zbudowania skomplikowanej intrygi nurtującej aż do samego końca.
„Miarą człowieczeństwa jest zdolność przyznawania się do błędu.”
Piotr Liana wykreował niezwykle ciekawy obraz wsi zaprzeczając utartemu wizerunkowi spokojnej okolicy. Mało tego, połączył czas zbliżającego się najważniejszego święta chrześcijan – Wielkanocy – z okrutnym aktem morderstwa, które nieco zakłóci dusze mieszkańców przygotowujących się do uczczenia Zmartwychwstania. Pojawi się incydent rozegrany podczas procesji Niedzieli Palmowej i pojawią się też anonimy nierozerwalnie powiązane ze Słowem Bożym zawartym na kartach Biblii. Chociaż sam fakt poszukiwania przestępcy nie jest nadzwyczajnym i oryginalnym elementem tego gatunku, to jednak autor nadał śledztwu wyjątkowy przebieg, czyniący z powieściowego debiutu absorbująca historię.
To, co cenię w owej książce najbardziej, to właśnie kreacja postaci. Nie tylko cechy ich osobowości i zachowanie w pełni oddają wiarygodność poszczególnych bohaterów, ale także ich sposób wysławiania się. Jest typowo wiejska gadanina, humor, gwarowe „ni”, nieskładne zdania człowieka chorego, ale i poprawna polszczyzna. Stwierdzając krótko, daleko tutaj do nudy.
„- Szukałem świadków.
- Świadków? Mój Boże – klasnęła – czyli jednak się żenisz?
- Świadków morderstwa!
[…]
- Jeszcze lepiej! – zajęczała. – To już doprawdy nie masz innych zajęć na wsi?”
Każdy dobry kryminał powinien posiadać element zaskoczenia. Jeżeli więc czytelnik domyśla się finału rozwiązując zagadkę przed bohaterami – jest po prostu kiepsko. Chociaż Bożydar jawi się jako człowiek inteligentny, dotarcie do mety zabiera mu sporo czasu. Mi zabrało jeszcze więcej, bo pomimo tego, że rozważałam wiele możliwości, autorowi udało się zmylić moje tropy. Nie macie się więc czego obawiać, bo cała intryga jest na tyle skomplikowana, że i wy możecie mieć problem z przewidzeniem jej rozwiązania. Rozbudowana fabuła, lekkie pióro, wiarygodne postaci… Czy zatem można dopatrzyć się jakichkolwiek uchybień? Warto mieć na uwadze fakt, że „Persona non grata” to debiut, a takowe bywają niedopracowane. Piotr Liana zadbał o każdy szczegół, choć mam wrażenie, że gdyby usunąć niektóre sytuacje książka nie straciłaby na wartości – a wręcz zyskała nie strasząc na wstępie swoją objętością. Generalnie jednak bać nie ma się czego, bo pomimo 660-ciu stron, czas spędzany u jej boku płynie bardzo szybko.
Jeżeli lubicie kryminały nieoparte wyłącznie na śledztwie prowadzonym przez wąskie grono policjantów, jeśli kochacie ekscentryczne postaci i chcecie podążać tropem grasującego na wsi mordercy – debiut Piotra Liany zaskoczy Wam swoim kunsztem. Zwiedzie Was, zabawi i zdziwi, a Wy przekonacie się o tym, jak bardzo mylny może okazać się rajski obraz przysiółków.
http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com
„Każdy pasterz hoduje owce po to, żeby je zabić.”
Małe, owiane sielską atmosferą i życzliwością mieszkańców wioski wzbudzają w ludziach różnorodne emocje. Jedni uważają je za nudne i beznamiętne, podczas gdy inni z przyjemnością zawitaliby w ich progach delektując się błogim spokojem i czystym powietrzem. Nich jednak Was nie zmyli to pozorne dobro, bezpieczny bezruch i...
Powieść „Persona non grata” jest debiutem literackim Piotra Liany. Głównym bohaterem historii jest Bożydar Szczocarz, pewnego dnia młody mężczyzna dokonuje w mieszkaniu makabrycznego wręcz odkrycia – znajduje zakrwawione i pokiereszowane zwłoki rodziców. Po tak wstrząsającym przeżyciu młody mężczyzna wspomaga swoje funkcjonowanie psychotropami.
W tym samym czasie Bożydar otrzymuje list od nieznanej mu dotąd ciotki o nietypowym imieniu Wichrzysława, która dowiedziawszy się o jego tragedii zaprasza go do siebie w gościnę. Widząc zachowanie mężczyzny jego szef wysyła go na tydzień urlopu i takim właśnie sposobem nasz bohater trafia do maleńkiej wioski o wdzięcznej nazwie Kłobuczka leżącej gdzieś na Podkarpaciu.
Ciotunia okazuje się bardzo żwawą kobietą, która we wsi słynie z zamiłowania do gotowania oraz jedzenia. Jest ona także członkinią rady parafialnej.
Oprócz Wichrzysławy i wiodących we wsi prym proboszcza Jakuba oraz jego gospodyni Faustyny Abramek czytelnikowi zaserwowana zostaje cała gama barwnych i bardzo dobrze wykreowanych postaci.
Znajdujemy tutaj jak już wspomniałam starszego lecz niezwykle przedsiębiorczego prałata Jakuba, młodego i zagubionego wikarego Adama, wioskowego głupka Syracha, niebagatelnie zaangażowaną religijnie Faustynę Abramek oraz wielu, wielu innych, a wśród nich także dziewczynę lekkich obyczajów – Marynę Hurman.
Pewnej niedzieli Maryna zuchwale wkracza na ambonę i publicznie oskarża uwielbianego przez parafian księdza proboszcza o dziecioróbstwo…
W tym czasie Kłobuczanie przygotowują się do Świąt Wielkiej Nocy. A zapobiegliwa ciotunia zleca swojemu siostrzeńcowi około domowe prace remontowo – porządkowe na skutek czego Bożydar siedzący na dachu i zbijający zmurszałe ze starości dachówki ma okazję przyjrzeć się różnorakim osobnikom odwiedzającym wspomnianą już wcześniej Marynę.
W uroczystą Niedzielę Palmową mieszkańcy uczestniczą w procesji niosąc przekazywaną z rąk do rąk ogromną palmę, gdy rzeczony rekwizyt ma trafić w ręce księdza Jakuba dochodzi do niefortunnego zdarzenia… Palma wymyka mu się z rąk i bardzo nieszczęśliwym trafem uderza w stary dom Maryny, która ginie rozpłatana strąconym w wyniku takowego ciągu zdarzeń żyrandolem…
Z biegiem czasu sprawa owego zajścia zaczyna się jednak coraz bardziej komplikować – czy aby na pewno młoda Hurmanówna poniosła śmierć w wyniku wyżej wymienionych wydarzeń?
Jeśli chcecie się dowiedzieć jaka jest prawda i czego ostatecznie dowie się o swojej rodzinnej przeszłości Bożydar sięgnijcie po ten debiut literacki, który dla miłośników kryminału zawierającego wątek obyczajowy może okazać się nie lada gratką.
Autorowi należą się gratulacje ze względu na umiejętność wykreowania tak wielowymiarowych postaci oraz skomplikowanej intrygi, a także niezwykle zręczne obleczenie poważnej tematyki w płaszczyk humoru i dobrze skrojonej ironii.
Stworzenie opowieści tak pełnej kontrastów i celowych niedomówień wymaga bowiem na równi odwagi i umiejętności literackich.
Kwestią, która mnie osobiście nieco przytłoczyła jest objętość książki – ponad 650 stron - [a wierzcie mi, że nie stronię od opasłych tomiszczy] . Przy tej objętości zdarzają się fragmenty, które według mnie mogłyby być nieco mniej rozciągnięte, ale widać taka, a nie inna właśnie była wizja autora i mimo wszystko trzeba ją uszanować.
Zapraszam Was więc do odkrycia któż jest tajemniczą „Persona non grata”.
Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Autorowi oraz Wydawnictwu Oficynka.
Powieść „Persona non grata” jest debiutem literackim Piotra Liany. Głównym bohaterem historii jest Bożydar Szczocarz, pewnego dnia młody mężczyzna dokonuje w mieszkaniu makabrycznego wręcz odkrycia – znajduje zakrwawione i pokiereszowane zwłoki rodziców. Po tak wstrząsającym przeżyciu młody mężczyzna wspomaga swoje funkcjonowanie psychotropami.
Młody gorliczanin na plan pierwszy wysunął postać Bożydara Szczocarza, pieszczotliwie zwanego Bożkiem – trzydziestoletniego rudzielca, który ukończył studia botaniczne, a następnie podjął pracę w urzędzie ochrony środowiska i lecznictwa. Zwabiony pod dach krewnej, szybko staje się obiektem zainteresowania mieszkańców, zwłaszcza pani Orłowskiej – rozsądnej, przedsiębiorczej, sprytnej i zaprowadzającej porządek twardą ręką gospodyni, która upatruje w nim kandydata na męża Czesławy – nierozgarniętej córki, zwanej przez nią łachudrą.
Ale tarnowianinowi nie w głowie ożenek. Jego myśli krążą bowiem wokół wydarzeń dostarczających naszemu bohaterowi, jak i czytelnikowi wielu emocji, które ze wszystkich sił próbuje ostudzić z marnym skutkiem, ciotunia.
Wichrzysława Mniszech wzbudza wiele sympatii wykrzykując słynne: „O ja się zastrzelę!”. Jawi się jako stara panna z wyboru, kochająca siostrzeńca, porcelanowe lalki, ale nade wszystko - niezdrowe jedzenie. Jej kulinarny talent cenią nawet księża, dlatego jako wiceprzewodnicząca rady parafialnej, dba, by i oni mogli skosztować jej specjałów.
Postać ciotuni w moim odczuciu wiedzie prym wśród bohaterów, ale po piętach depczą jej: Faustyna Abramek – właścicielka kocicy, stetryczała dewotka piastująca urzędy gospodyni w parafii pw. Św. Marii Magdaleny oraz przewodniczącej rady. Jest również autorką płomiennych kazań głoszonych przez proboszcza. W tym korowodzie nie mogło zabraknąć przedstawiciela lokalnej policji, Szymona Podlaskiego – butnego biurokraty i jego upośledzonego brata, Syracha. Różnorodność i realizm postaci z całą pewnością przemawiają na korzyść historii opowiedzianej piękną, obfitującą bogactwem słownictwa polszczyzną.
Piotr Liana zadbał, by mimo iż obszerna, książka nie dłużyła się, przeciwnie – aby pochłonęła odbiorcę bez reszty, dlatego zadał sobie niemały trud zapraszając na wieś niepodatną na zmiany, rządzącą się z dawna utartymi zwyczajami. Wyobraźnia pisarza pozwoliła uknuć intrygę, której przebieg i konsekwencje mieszkańcy Kłobuczki zapamiętają na długo, gdyż opiera się na listach powstałych ze stu dwudziestu czterech zwrotów, zmyślnie wyjętych z Pisma świętego. Ułożone odpowiednio tworzą anonimy skierowane do mieszkańców: Agnieszki Sothe – błyskotliwej kosmopolitki, fotografki, malarki i lesbijki zarazem, Arnoldzika Orłowskiego – podporządkowanego władczej żonie, Bonifacego Furmana – damskiego boksera, od którego Marta, bez cienia skargi przyjmuje raz po raz wymierzane cięgi w imię źle pojętej wierności. Prócz nich, listy otrzymują: sołtys Męciński – mąż i ojciec trojga dzieci, jak również tajemnicza Persona.
O tym, kto jest nadawcą wszystkich listów oraz czy wśród wymienionych osób jest ta, która wysłała Hurmanównę na tamten świat, dowiadujemy się niespiesznie, zadając sobie w myślach jeszcze szereg innych pytań, a uzyskane po drodze odpowiedzi, niczym pojedyncze puzzle, składają się na całość nietypowej układanki, której obraz w ostatecznym rozrachunku zaskoczy nawet najbardziej wymagającego czytelnika. Ale czy może być inaczej? Przecież „po wsi grasuje psychopata, ludzie giną jeden po drugim, najpobożniejsza katoliczka używa Biblii jako oręża, płomienie żrą świątynię – milutko”.
Dlatego mam nadzieję, że sięgniecie po tę powieść i jak ja pozwolicie się schwytać w „milutką” pajęczą sieć intryg, misternie utkaną przez mordercę młodej prostytutki. W przeciwieństwie do denatki, wyplączecie się z niej bez ryzyka zagrażającego życiu lub zdrowiu, ale w Waszej wyobraźni jeszcze długo gościć będą obrazy z piekła rodem.
Cała opinia na stronie: http://pieninyinfo.pl/kultura/persona-non-grata-piotra-liany-recenzja-ksiazki-autorstwa-iwony-niezgody-4500
Młody gorliczanin na plan pierwszy wysunął postać Bożydara Szczocarza, pieszczotliwie zwanego Bożkiem – trzydziestoletniego rudzielca, który ukończył studia botaniczne, a następnie podjął pracę w urzędzie ochrony środowiska i lecznictwa. Zwabiony pod dach krewnej, szybko staje się obiektem zainteresowania mieszkańców, zwłaszcza pani Orłowskiej – rozsądnej, przedsiębiorczej,...
Doskonały kryminał! Historia zabójstwa prostytutki w podkarpackiej Kłobuczce zachwyca od pierwszych stron. Autor z dużą dozą nostalgii wciąga czytelnika w świat zagubionej gdzieś pośród wzgórz wsi, zamieszkanej przez niesamowite indywidua. Czasami robi się nawet strasznie, gdyż oprócz obecnej zbrodni mamy do czynienia z tajemnicą sprzed lat, na dodatek związaną z głównym bohaterem.
Mnie osobiście najbardziej spodobała się postać ciotuni Wisiuni, ciotki głównego bohatera, zdrowo „walniętej” starej panny, weselnej kucharki. Jej przeciwieństwem jest Faustyna Abramek, gospodyni proboszcza, można rzec fundamentalistka religijna. Ale oprócz nich mamy wikarego, kościelnego, policjanta i jego niepełnosprawnego umysłowo brata, rodzinę sołtysa, rodzinę zamordowanej prostytutki, nowobogackich z Warszawy (biedna Czesia!), lesbijkę, właścicieli i pracowników wiejskiej „knajpy”... no i oczywiście głównego bohatera, zagubionego, osamotnionego, pragnącego odpoczynku od normalnego życia.
Autor zaserwował czytelnikom nie lada zagadkę – od razu można poznać, że jest miłośnikiem kalamburów, szarad, krzyżówek i innych gier angażujących umysł. Rozwiązanie tajemnicy jest tak zaskakujące, a jednocześnie wydawałoby się, że cały czas mieliśmy je przed oczami.
Liczę na jeszcze! Świetnie się czyta, pozwala pogimnastykować umysł i stać się częścią Kłobuczki.
Doskonały kryminał! Historia zabójstwa prostytutki w podkarpackiej Kłobuczce zachwyca od pierwszych stron. Autor z dużą dozą nostalgii wciąga czytelnika w świat zagubionej gdzieś pośród wzgórz wsi, zamieszkanej przez niesamowite indywidua. Czasami robi się nawet strasznie, gdyż oprócz obecnej zbrodni mamy do czynienia z tajemnicą sprzed lat, na dodatek związaną z głównym...
„Persona non grata” to debiutancka powieść kryminalna autorstwa Piotra Liamy.
Główny bohater – Bożydar Szczocarz ( cóż za łamaniec językowy) zmaga się z wielką tragedią – śmiercią swoich rodziców. Przed Niedzielą Palmową dostaje list od tajemniczej ciotki Wichrzysławy, podającej się za siostrę jego matki. Wszystko brzmi ładnie, poza faktem, że rodzice mężczyzny całe życie twierdzili, że są sierotami. Zaintrygowany decyduje się na wyjazd do Kłobuczki koło Dukli. W czasie jego pobytu mieszkańcy wsi żyją dwoma wydarzeniami: przygotowaniami do obchodów Wielkanocy oraz… morderstwem miejscowej prostytutki Maryny. Co wyniknie z tego wszystkiego?
Książkę nabyłam podczas spotkania z autorami kryminałów w Gdańsku, w tym z samym Piotrem Liamą. Podczas rozmów wydawał się bardzo ciekawym człowiekiem, więc wiedziona dobrymi emocjami, stwierdziłam, że zaryzykuję. Nie żałuję kupna książki, chociaż pierwsze wrażenia odbiegały od marzeń.
Na początku byłam sceptycznie nastawiona do tego, że akcja powieści rozgrywa się w małej wsi. „Co ciekawego może być w takiej dziurze?” – myślałam zniesmaczona. No cóż… jak się okazało, całkiem sporo. Maleńka Kłobuczka dostarczyła mi wiele wrażeń, choćby w postaci mrocznej historii sprzed lat, którą znają tylko najstarsi mieszkańcy po ciekawe osobistości zamieszkujące te tereny. Aż mi się wierzyć nie chciało, że życie na wsi może być tak interesujące.
Główny bohater też potrzebował trochę czasu, bym go polubiła. Bożydar w pierwszej chwili pokazał się jako (jak ja to mówię) „ciepła klucha”. Taki nijaki, niepozorny, tak jakby mimo lat 30, został na etapie rozwojowym sześciolatka. Dopiero później pokazał się z lepszej strony. Najbardziej cenię go za to, że jak się już uparł, to dążył do celu, mimo wszystkiego wokół. Już nie wspominając o tym, że Bożek to całkiem inteligentny facet.
Inne postacie też odznaczają się sporą indywidualnością. Choć niektóre z nich wyglądają na pierwszy rzut oka jako typowy mieszkańcy wsi, każdy ma w sobie coś ciekawego. Wszyscy bohaterowie „Persony” wzbudzili we mnie jakieś uczucia. Do moich ulubieńców, oprócz głównego bohatera, należą: Ciotka Wisia ( za miłość do jedzenia, bezpośredniość i twardego ducha) Agnieszka Sothe (mam słabość do kontrowersyjnych postaci) policjant Szymon (on sam nie jest jakoś zbytnio ciekawy jako postać, ale sytuacje z nim wywoływały uśmiech na mych ustach) i wikary Adam ( symbol tego, że można być normalnym księdzem). Z kolei jeśli miałabym wymienić postać, której nie lubię to jest to pani Abramek. Równie irytującej strażniczki wiary katolickiej nie spotkałam, ale jestem pod wrażeniem, że potrafi dokładnie zacytować Biblię ze wskazaniem rozdziałów i wersetów, gdyż ja nie dałam w ogóle przeczytać świętej księgi.
Dla mnie największą zaletą powieści jest to, że… nie rozwiązałam łamigłówki. Ostatnio mi się to nie zdarzyło, całkiem dobrze typuję sprawców, a tu klapa.
Nie wiem, jak to się stało. Przez większą część książki podążałam właściwym tropem z Bożydarem i nagle gdzieś na końcówce on poszedł dalej, a ja stanęłam w miejscu. Nie połączyłam kropek. Tym sposobem zostałam zrobiona w konia i nie wiem, czy mi z tym dobrze czy źle.
Uważam, że „Persona non grata” to bardzo dobry debiut. Bardzo mi się podobała ta książka i czekam na kolejne autorstwa Piotra Liamy, a patrząc na to, że nie wszystkie tajemnice się wyjaśniły, mam nadzieję, że doczekam się kontynuacji i będę mogła jeszcze raz współpracować z Bożydarem.
„Persona non grata” to debiutancka powieść kryminalna autorstwa Piotra Liamy.
Główny bohater – Bożydar Szczocarz ( cóż za łamaniec językowy) zmaga się z wielką tragedią – śmiercią swoich rodziców. Przed Niedzielą Palmową dostaje list od tajemniczej ciotki Wichrzysławy, podającej się za siostrę jego matki. Wszystko brzmi ładnie, poza faktem, że rodzice mężczyzny całe życie...
"Persona non grata" na pierwszy rzut oka robi monumentalne wrażenie. Ponad 600 stron może niektórych czytelników odstraszyć, szczególnie spodziewających się lekkiej, łatwej i przyjemnej lektury. Debiutancki kryminał zdecydowanie pod względem ciężaru nie jest lekki, ale na szczęście lekko i szybko się czyta.
Już pierwsze strony powieści sugerują nam, że nie będzie to typowa powieść kryminalna. Cóż, w Kłobuczce, niewielkiej wsi gdzieś na Podkarpaciu miejscowa prostytutka Maryna oskarża proboszcza, no, domyślmy się... tak, o ciążę! Tydzień później oskarżycielka zostaje zamordowana. Dla jednych samo to już jest bardzo kontrowersyjne, dla drugich jest to początek wspaniałej historii.
W taki oto ciąg zdarzeń wpada główny bohater, Bożydar Szczocarz. Jest on urzędnikiem z Tarnowa. Po tragicznej śmierci rodziców dostaje list od nieznanej ciotki, Wichrzysławy. Bożydar przyjeżdża więc do Kłobuczki. Szukając własnych korzeni, drąży jednocześnie zagadkę śmierci prostytutki.
Kłobuczkę zamieszkuje menażeria niezwykłych postaci, bardzo barwnie zarysowanych. Na mnie osobiście niesamowite wrażenie zrobiła sama ciotka, ciotunia – jak chce by ją zwać - szalona stara panna, weselna kucharka, potrafiąca mówić prawie wyłącznie o własnej kuchni.
Autor plecie jednocześnie kilka intryg kryminalnych, ale tak naprawdę przede wszystkim książka bawi czarnym humorem. Porusza tematy przyziemne, ale też te głębsze. Sądzę, że nie pozostawi nikogo obojętnym.
Kim jest więc ciotunia, kto zabił Marynę, jakie tajemnice skrywa wieś i jej mieszkańcy? Nie zdradzę, ale mam nadzieję, że przeczytam więcej powieści z Bożydarem i nie tylko w roli głównej.
"Persona non grata" na pierwszy rzut oka robi monumentalne wrażenie. Ponad 600 stron może niektórych czytelników odstraszyć, szczególnie spodziewających się lekkiej, łatwej i przyjemnej lektury. Debiutancki kryminał zdecydowanie pod względem ciężaru nie jest lekki, ale na szczęście lekko i szybko się czyta.
Już pierwsze strony powieści sugerują nam, że nie będzie to typowa...
To thriller, który powoli, ale skutecznie wciąga. Klimat małej miejscowości, stare tajemnice i poczucie, że „tu nic nie jest takie, jak się wydaje”, robią swoje. Fabuła rozwija się spokojnie, ale napięcie narasta z każdym rozdziałem. Dobra propozycja na długie słuchanie – mroczna, nieoczywista i zostająca w głowie po zakończeniu. 🎧
To thriller, który powoli, ale skutecznie wciąga. Klimat małej miejscowości, stare tajemnice i poczucie, że „tu nic nie jest takie, jak się wydaje”, robią swoje. Fabuła rozwija się spokojnie, ale napięcie narasta z każdym rozdziałem. Dobra propozycja na długie słuchanie – mroczna, nieoczywista i zostająca w głowie po zakończeniu. 🎧
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Umiem wszystko, co się na "U" zaczyna, z wyjątkiem umierania, tego jeszcze nie opanowałam, ale wszystko przede mną"
Piotr Liana, drugi po Arnoldzie R. Płaczku vel Thomasie Arnoldzie, znany mi farmaceuta z wykształcenia, który postanowił, jak widać po ocenach, z powodzeniem, spróbować swoich sił w pisarstwie. Obaj panowie, co ciekawe, urodzili się nawet tego samego roku. Jednak o ile pan Arnold dorobił się już u mnie swojej własnej wirtualnej półki, o tyle pana Piotr, dopiero debiutuje w moim czytelniczym życiu i właśnie miałam okazję skończyć pierwszą z jego powieści, pt. "Persona non grata"
"O ja się zastrzelę" 😉, jak mawiała ciotunia Wichrzysława, jedna z głównych bohaterek omawianej książki. Mniemam sobie, że owym tytułowym intruzem i osobą zupełnie niepożądaną w Kłobuczce stał się Bożydar Szczocarz, który przyjechał do tej wioski na zaproszenie ciotuni wprawdzie, jednak okazał się być bardzo niewygodnym przybyszem. Nie dla samej krewnej, rzecz jasna, bo ta bardzo rada była z odwiedzin, lecz dla reszty mieszkańców Kłobuczki. Takie wioski, nie lubią obcych, wszyscy tam mają swoje mniejsze lub większe tajemnice, a ten "przyjezdny" zbyt obcesowo wtyka nos w nie swoje sprawy i wyrasta zupełnie tam, gdzie go nie posiali.
Autor z niezłym zacięciem i pazurem, nakreślił swoje postacie. Wszystkie są bardzo charakterystyczne, chociaż każda na swój subiektywny sposób. Jednak ja nie chciałabym z żadną z nich mieć do czynienia. Każda z nich, to osobny kosmos, jednak razem tworzą wieś niczym z piekła rodem.
Książkę zakwalifikowano jako kryminał, sensacja, thriller, cóż, kryminał tak, wszak mamy morderstwo córy Koryntu, wokół którego osnuta jest cała opowieść o Kłobuczce i jej mieszkańcach. Sensacja, też, ale thrillerem bym tej książki nie nazwała. Chyba że uznałabym dreszcz wywołany obrzydzeniem, w pewnym momencie książki za thrillerowe emocje.
Podoba mi się sposób, w jaki pan Piotr tworzy ten fikcyjny świat i jego postacie oraz sytuacje, że przejaskrawione? Być może, ale czy aż tak bardzo? Podoba mi się nawet ten specyficzny humor, czasem gorzki, czasem czarny, a miejscami, nawet rubaszny. Jednak to, co umieścił autor w lodówce Faustyny Abramek, nie podoba mi się absolutnie. Ja rozumiem, że to debiut, że trzeba mocno i z przytupem, by być czytanym i zapamiętanym przez czytelników. Zwłaszcza że co i raz "objawia się", nowy "pisarz". Trudno więc się wybić. Jednak nie w ten sposób, panie Liana. Tym to sposobem z siedmiu gwiazdek, które zamierzałam wystawić, jako ocenę tej książki, dostanie pan ode mnie ledwie cztery i raczej nie pokuszę się o inne książki, które wyszły spod pana klawiatury.
"Umiem wszystko, co się na "U" zaczyna, z wyjątkiem umierania, tego jeszcze nie opanowałam, ale wszystko przede mną"
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiotr Liana, drugi po Arnoldzie R. Płaczku vel Thomasie Arnoldzie, znany mi farmaceuta z wykształcenia, który postanowił, jak widać po ocenach, z powodzeniem, spróbować swoich sił w pisarstwie. Obaj panowie, co ciekawe, urodzili się nawet tego samego roku....
Strasznie męcząca, nieposkładana, momentami idiotyczna opowieść.
Słabe. Nieprawdopodobne goni niemożliwe, a to jest poganiane absurdalnym.
Strasznie męcząca, nieposkładana, momentami idiotyczna opowieść.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSłabe. Nieprawdopodobne goni niemożliwe, a to jest poganiane absurdalnym.
W kilku słowach: bardzo dobra książka, w której nic nie jest do końca oczywiste. Autor stworzył uniwersum na potrzeby powieści i znakomicie opisuje wady, bolączki, śmieszności i tragedie, które możemy zaobserwować w świecie realnym. Fikcyjna Kłobuczka jest, niekiedy krzywym, zwierciadłem rzeczywistości. Bardzo dobrze opisane nietuzinkowe postacie, wciągająca fabuła. Świetne pióro. Ostrzeżenie: "Personę" dobrze jest czytać bez nastawienia, że jest to jednodniowa lektura.
W kilku słowach: bardzo dobra książka, w której nic nie jest do końca oczywiste. Autor stworzył uniwersum na potrzeby powieści i znakomicie opisuje wady, bolączki, śmieszności i tragedie, które możemy zaobserwować w świecie realnym. Fikcyjna Kłobuczka jest, niekiedy krzywym, zwierciadłem rzeczywistości. Bardzo dobrze opisane nietuzinkowe postacie, wciągająca fabuła. Świetne...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStrasznie słabe. Ani śmieszne ani intrygujące. Język archaiczno-infantylny. Szkoda czasu.
Strasznie słabe. Ani śmieszne ani intrygujące. Język archaiczno-infantylny. Szkoda czasu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZabawnie i z poczuciem humoru napisana książka obyczajowa albo lekki kryminał, ale ja lepsza jest analiza i opis mieszkańców Kłobucka. Wioska i jej mieszkańcy są nie tylko zagubieni w przestrzeni, oddaleni od miasta, ale są chyba również zagubieni w rzeczywistości i czasie. Faustyne i jej poglądy, postępowanie i wypowiedzi, to chyba średniowiecze. Cudowna jest ciotunia Wichsysława. Polecam, tylko nie wiem czy na długie jesienno-zimowe wieczory, czy jako, że jest zabawna i lekko się czyta - na lato, czyli na cały rok.
Zabawnie i z poczuciem humoru napisana książka obyczajowa albo lekki kryminał, ale ja lepsza jest analiza i opis mieszkańców Kłobucka. Wioska i jej mieszkańcy są nie tylko zagubieni w przestrzeni, oddaleni od miasta, ale są chyba również zagubieni w rzeczywistości i czasie. Faustyne i jej poglądy, postępowanie i wypowiedzi, to chyba średniowiecze. Cudowna jest ciotunia...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKryminał z dodatkiem (czarnego) humoru? Tu tego nie ma. Jest jakiś wątek kryminalny, ale niknie w nawale wiejskiego plotkarstwa. Humoru nie ma w ogóle. Autor zamiast zamiast pisać różne rzeczy, które nic nie wnosiły do książki, mógł skupić się na fabule, wyszłoby mu pewnie wtedy do 300 stron, ale z sensem i na poziomie.
Kryminał z dodatkiem (czarnego) humoru? Tu tego nie ma. Jest jakiś wątek kryminalny, ale niknie w nawale wiejskiego plotkarstwa. Humoru nie ma w ogóle. Autor zamiast zamiast pisać różne rzeczy, które nic nie wnosiły do książki, mógł skupić się na fabule, wyszłoby mu pewnie wtedy do 300 stron, ale z sensem i na poziomie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Człowiek to dziwne stworzenie. Zawsze dąży do prawdy, lecz ciągle żyje fałszem. Kłamstwo nazywa półprawdą, a zły wybór – alternatywą".
Napisanie dobrego kryminału nie jest łatwym przedsięwzięciem. Napisanie dobrego kryminału będącego jednocześnie czarną komedią to jeszcze trudniejsze wyzwanie, gdyż trzeba wiedzieć, ile komediowego absurdu dodać do warstwy kryminalnej, by wszystko idealnie ze sobą współgrało. Okazuje się, że można to zrobić będąc nawet dopiero co raczkującym w literackim świecie, debiutantem.
Piotr Liana to farmaceuta z Gorlic, uwielbiający Beskidy, zapomniane miasteczka i wsie. Jest niepoprawnym optymistą oraz entuzjastą eleganckiej, salonowej prozy, jak i brutalnego naturalizmu. Autora bawią ironia i czarny humor, lubi zmagać się z trudnymi tematami.
Bożydar Szczocarz próbuje otrząsnąć się po wielkiej tragedii, jaką było morderstwo jego rodziców. Bohater w tym celu postanawia wyjechać do małej miejscowości Kłobuczki zlokalizowanej na Podkarpaciu, skąd otrzymał list od swojej nieznanej dotychczas ciotki Wichrzysławy. Będąc na miejscu zostaje wplątany w śledztwo dotyczące zabójstwa lokalnej prostytutki – Maryny Hurman.
"Persona non grata" to dość obszerna, bo licząca ponad sześćset stron powieść w głównej mierze kryminalna, z której gdyby wyciąć wszelakie wątki humorystyczne, groteskowe i absurdalne, jej objętość zostałaby skrócona o połowę. Wątkiem przewodnim tej książki jest bowiem zbrodnia, ale cała otoczka wokół niej nosi już znamiona czarnej komedii, co początkowo mnie szczerze zdziwiło, gdyż czytając opis na okładce, nie spodziewałam się właśnie takiej konwencji i takiej hybrydy gatunkowej. Hybrydy, która udała się autorowi nadzwyczaj dobrze, pomimo faktu, że niektóre składowe fabuły pod postacią zbyt rozwlekłych opisów czy też nie wnoszących niczego nowego niektórych dialogów, mogłyby zostać usunięte bez szkody dla całej książki. Nie da się także ukryć, że debiut Piotra Liany czyta się w ekspresowym tempie, ale jednocześnie lektura ta bardzo absorbuje, wymuszając konieczność chwilowych przerw pomiędzy jednym a drugim rozdziałem.
Farmaceuta z Gorlic zupełnie odwrócił archetyp wiejskiej, sielskiej wsi, pokazując to, co w lokalnych społecznościach najgorsze – zaściankowość, hipokryzję, obłudę i nienawiść. W Kłobuczce chyba nigdy nie chciałabym zamieszkać, gdyż poczet bohaterów jakich wykreował autor, pomimo ich groteskowego wydźwięku, zwyczajnie mnie przeraził. Nie chciałabym mieć do czynienia ze zdewociałą i obłudną Faustyną Abramek – gospodynią parafialną, której zawartość lodówki do tej pory wywołuje moje mdłości. Nie chciałabym także, aby w mojej miejscowości swoje obowiązki służbowe policjanta wykonywał Szymon Podlaski – biurokrata z krwi i kości, nie potrafiący logicznie myśleć. Długo by tak wymieniać listę postaci wśród których promienieje jedna, czyli ciotka Bożydara ze swoim kultowym już powiedzeniem: "O ja się zastrzelę!", które wielokrotnie wywoływało na mojej twarzy uśmiech. Nie mogę więc odmówić autorowi rewelacyjnej konstrukcji tak barwnych charakterów bohaterów jego debiutu, które ze swoją groteskowością, zapadają w pamięci czytelnika.
Na temat samej intrygi kryminalnej mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że Piotr Liana potrafił mnie zwodzić, podsuwając co chwilę nowe tropy i zapędzając mnie w ślepy zaułek. Zakończenie, a tym samym poznanie sprawcy morderstwa i okoliczności jakie towarzyszyły zbrodni, zupełnie mnie zaskoczyły. Wielkie brawa za tę tak skutecznie poprowadzoną kryminalną płaszczyznę.
"Persona non grata" to debiut dobry, a nawet bardzo dobry. Trzeba jednak przed jego lekturą wiedzieć, że nie jest to jedynie pełnokrwisty kryminał, ale także satyra na współcześnie panujące stosunki między ludźmi. Tak czy inaczej, polecam.
http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
"Człowiek to dziwne stworzenie. Zawsze dąży do prawdy, lecz ciągle żyje fałszem. Kłamstwo nazywa półprawdą, a zły wybór – alternatywą".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNapisanie dobrego kryminału nie jest łatwym przedsięwzięciem. Napisanie dobrego kryminału będącego jednocześnie czarną komedią to jeszcze trudniejsze wyzwanie, gdyż trzeba wiedzieć, ile komediowego absurdu dodać do warstwy kryminalnej, by...
Opowiadanie dobrych historii to jedna z najważniejszych, choć niezwykle trudnych, umiejętności we współczesnym świecie. Wydawać by się mogło, że w dobie kultury audiowizualnej słowo pisane straciło swoją moc. Piotr Liana, autor książki "Persona non grata" przeczy temu przypuszczeniu, i robi to rewelacyjnie.
Rozpoczynając lekturę powieści "Persona non grata" nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Krótki opis wydawniczy wskazywał, że czeka mnie historia kryminalna osadzona w wiejskim klimacie. Oto bowiem rodzice głównego bohatera zostali zamordowani przez nieznanego sprawcę. W poszukiwaniu odpowiedzi na wiele pytań związanych z rodzinną przeszłością, Bożydar Szczocarz wyrusza do Kłobuczki koło Dukli, gdzie mieszka jego jedyna, choć nieznana, krewna Wichrzysława. Jego przyjazd na Podkarpacie zbiega się z tajemniczą śmiercią miejscowej prostytutki Maryny Hurmanównej.
To tyle, jeśli chodzi o zapowiedź tego, co czeka czytelnika, który zdecyduje się sięgnąć po blisko kilkusetstronicową powieść Piotra Liany. Prawie siedemset stron poświęconych rozwiązywaniu zagadki kryminalnej? Nie do końca. "Persona non grata" to niezwykła gratka dla osób, które lubią skomplikowaną i niejednoznaczną intrygę, naszpikowaną zagadkami, kalamburami i unikatową atmosferą. To opowieść gawędziarza, który opowiadanie historii opanował do perfekcji. Usiadł przy ognisku, a może pod żyrandolem, i zaserwował nam opowieść o kłobuczkowej aferze, która wstrząsnęła posadami nie tylko tej małej miejscowości, ale również mocno zarysowała renesansową wizję "wsi spokojnej, wsi wesołej". Bliżej jej do Reymontowskich Lipiec, wsi zwyczajnej, ale zarazem niezwykłej, bo pełnej sprzeczności, gdzie niebagatelną rolę odgrywał Kościół i karczma vel knajpa - burdel. Gdzie ulubioną rozrywką mieszkańców były plotki, oszczerstwa i zaglądanie sąsiadom do okien. Kłobuczanie świetnie radzili sobie bez telewizora, telefonu i internetu, tego ostatniego nie umiejąc nawet nazwać prawidłowo.
"Pogodę wróżyli z chmur, jaskółek i rwy kulszowej, najciekawsze opery mydlane toczyły się za płotem, a apetyt na wiadomości zaspokajała dostarczana raz w tygodniu prasa".
Obraz wsi, jej mieszkańców oraz ich codziennej rutyny autor powieści doskonale wzbogacił niewybrednym humorem. Można by rzec, że "Persona non grata" to skarbnica ludowych porzekadeł, zabawnych dykteryjek i dygresji pełnych wdzięku, które od pierwszych stron powieści serwuje nam twórca - gawędziarz. Ot, choćby:
"Lepsza bieda przy cnocie niż sromota przy złocie"
Język utworu, cięty i giętki zasługuje na najwyższą pochwałę. Mnogość łamigłówek do rozwiązania i skupienie w powieści większości bolączek współczesnego społeczeństwa polskiego to bez wątpienia największe atuty literackiego debiutu pisarza i farmaceuty z Gorlic.
Co jeszcze urzekło mnie w powieści Piotra Liany? Na pewno plejada postaci, którymi autor zaludnił swoją książkę. I, co ciekawe, każda z nich jest niepowtarzalna, łatwo też zapamiętać je z imienia i nazwiska, co przy tak rozbudowanym dziele nie jest wcale tak jednoznaczne. Poza głównym bohaterem, Bożkiem poszukującym swych korzeni i uwikłanym w domorosłe śledztwo, na uwagę zasługuje ciotunia Wichrzysława, pieszczotliwie zwana Wisiunią, nieco szalona wiejska kucharka, która zachwyca potoczystą mową, charakterystycznym "Ja się zastrzelę!" i aromatem pieczystego. Zaraz po niej warto wspomnieć o bogobojnej i "babrającej się w szambie grzechu" Faustynie Abramek, a także o uwspółcześnionej wersji Pani Dulskiej w postaci nowobogackiej Orłowskiej czy wreszcie o Agnieszce Sothe - "prezbijce" z nieco hedonistycznym nastawieniem do życia. Postaci, barwnych i oryginalnych jest w powieści wiele. Każda z nich ma coś wspólnego z wiejską aferą, może dorzucić coś od siebie, by rzucić światło na misternie utkaną intrygę. Najczęściej jednak ich opinie zwodzą nas na manowce. Światełko w tunelu pojawia się dopiero pod koniec powieści. Następuje rozwiązanie kryminalnej zagadki i z pewnością skłania do niejednej refleksji, choćby tej związanej z kondycją współczesnego kleru.
"Persona non grata" to bardzo dobra powieść, którą czyta się jeszcze lepiej. Dostarcza rozrywki w najlepszym wydaniu, bawi, pozwala rozruszać "szare komórki", uwodzi czarnym humorem i ironią. Pozwala odkrywać, warstwa po warstwie, historię pełną pasji i różnorodnych społecznych tematów.
Ta książka jest debiutanckim utworem Piotra Liany. Chciałabym móc zawsze czytać tylko tak świetne debiuty. Rekomenduję wszystkim, którzy cenią sobie niepospolitą rozrywkę w zupełnie pospolitej scenerii.
Opowiadanie dobrych historii to jedna z najważniejszych, choć niezwykle trudnych, umiejętności we współczesnym świecie. Wydawać by się mogło, że w dobie kultury audiowizualnej słowo pisane straciło swoją moc. Piotr Liana, autor książki "Persona non grata" przeczy temu przypuszczeniu, i robi to rewelacyjnie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRozpoczynając lekturę powieści "Persona non grata" nie wiedziałam,...
"Persona non grata" jest debiutancką powieścią Piotra Liany. Debiut to zadziwiający, ponieważ tak interesującej i dopracowanej historii już dawno nie czytałam, aczkolwiek moją pierwszą reakcją, zaraz po rozpoczęciu lektury, było stwierdzenie, że w tej powieści wszystkiego jest za dużo - za dużo zdarzeń, tajemnic, postaci, i rozmów, ale wraz z rozwojem wydarzeń przekonałam się, że opowieść wyśmienicie smakuje, a każdy jej element jest dopieszczony.
Praca Piotra Liany to prawie 700 stron przeprawy z Bożydarem Szczocarzem, który po dramatycznej śmierci rodziców, na zaproszenie nieznanej cioteczki Wichrzysławy - słynnej z wyśmienitej kuchni i lekkiej mowy - przyjeżdża do rodzinnej Kłobuczki koło Dukli na Podkarpaciu. Cóż za wyobraźnia w tworzeniu nazwy miejsc i nazwisk. Prawdziwe łamańce językowe. Bożydar zaryzykował z wyjazdem w nieznane, ale morderstwo jego rodziców i intrygujący list ciotki zmusiły go do działania. Już w drodze do Kłobuczki domyślił się, że jedzie w miejsce specyficzne. W mentalność wsi co nieco wprowadziła go pewna wyzwolona "dama", przedstawiając ją bardzo sugestywnie.
"Wariaty latają na wolności, chłop siekierą skraca żonkę o głowę, umarli wstają z grobów, koty zdychają bez powodów, a jakieś kretynki trzepią dywany piątek, świątek czy niedziela" [str.34]
W Kłobuczce wrze jak w ulu za sprawą prostytutki Maryny Hurmanowej, która - prosto z ambony - posądziła proboszcza o niecne czyny, a dokładniej o dziecioróbstwo. Mieszkańcy, których ulubioną rozrywką są plotki i złośliwości, w tempie błyskawicznym przekazują sobie najnowszą wiadomość. Emocje znacznie wzrastają, gdy dochodzi do zbrodni. Jak w tym wszystkim odnajdzie się Bożydar, który nie tylko ma zamiar rozwiązać zagadkę lokalnego morderstwa, ale też wśród licznych niedomówień będzie próbował odkryć tajemnicę swojego pochodzenia?
Piotr Liana to miłośnik zapomnianych miasteczek i wsi. Jego sympatię do takich miejsc wyraźnie widać w tej historii. Kłobuczka jest wyjątkowa w swej charakterystyce, choć z drugiej strony, można się dopatrzeć typowym elementów dla wsi zabitej dechami, w której "Mało kto posiadał telewizor, jeszcze mniej osób mogło pochwalić się telefonem, a internet... cóż, kłobuczanie nie potrafili nawet wymówić tej nazwy"[str.186]. W takim miejscu nie dziwi zaangażowanie mieszkańców w funkcjonowanie parafii i dbanie o moralny kręgosłup sąsiadów, zwłaszcza tych, którzy za nic mają dekalog, a trzeba mieć na uwadze, że w Kłobuczce ile bezbożników i innowierców tyle też fanatyków religijnych.
Mnie karykaturalny obraz podkarpackiej wsi bardzo się podobał, włącznie z ciekawą kreacją bohaterów, których jest co nie miara. Na dodatek każda z postaci jest unikatowa. Począwszy od Bożydara rudowłosego chudzielca, który w Kłobuczce nie tylko przechodzi odwyk od psychotropów i kofeiny, ale też przefiltrowuje potok słów ciociuni, żeby wyłapać najistotniejsze informacje dotyczącego swego pochodzenia. Wichrzysławy wielkiej, ale żwawej kobiety z sercem na dłoni i z soczystą polędwiczką w piecu. Aż po nawiedzoną Faustynę, pierwszą chętną do stawiania stosów dla heretyków, miejscowego głupka, policjanta z kompleksem Edypa, wyemancypowanej lesbijki i wielu, wielu innych oryginałów. Każdy z tych bohaterów dorzuca swoje trzy grosze do tajemniczej i zawiłej opowieści, obfitującej w liczne wątki, podkarpacką gwarę, czarny humor i ironię. Wielkie brawa dla autora za nietuzinkową powieść, w której poważne zagadnienia ukryto w niekonwencjonalnej i zagadkowej historii, gdzie rządzi dosadność i prowokacyjny, prześmiewczy ton. Jeśli szukacie opowieści z kapitalną intrygą w gawędziarskim stylu, która doskonale pobudza wyobraźnię, to bardzo polecam powieść Piotra Liany.
"Persona non grata" jest debiutancką powieścią Piotra Liany. Debiut to zadziwiający, ponieważ tak interesującej i dopracowanej historii już dawno nie czytałam, aczkolwiek moją pierwszą reakcją, zaraz po rozpoczęciu lektury, było stwierdzenie, że w tej powieści wszystkiego jest za dużo - za dużo zdarzeń, tajemnic, postaci, i rozmów, ale wraz z rozwojem wydarzeń przekonałam...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Jedno zwierzę drugiemu nie jest w stanie zadać więcej bólu niż człowiek zadaje człowiekowi”.
„Persona non grata” Piotra Liany dla wielu czytelników może stanowić nietuzinkowe wyzwanie, ta książka jest niczym słynny szczyt Mont Everest, trzeba wspiąć się na jej wyżyny z wielką pokorą, niezłomnością i oddaniem. „Persona non grata” rozpościera się przed oczami odbiorcy, wywołując swoisty niepokój, tym samym rodząc pełne wątpliwości pytania, czy książka tak obszernych rozmiarów może stanowić pełnowartościową i satysfakcjonującą lekturę? Czy nie zostanie przegadana w mało zajmujący sposób? Według mnie tak się nie stało, chociaż w pierwszej połowie bywały momenty, w których owa publikacja zaczynała mnie odrobinę niepokoić — mnogość opisów wyzwalała wrażenie osobliwego strachu, czy podałam lekturze tej obszernej, ale jakże nietuzinkowej powieści? Jednakże nie obawiajcie się Drodzy Czytelnicy bowiem całość, wyzwala uczucie absolutnie dobrze spędzonego czasu.
„Wiejskie życie kręciło się wokół ludzkich nieszczęść, a frajdę wieśniacy odnajdywali w cudzych klęskach”. (str. 427).
Przewodnią postacią niniejszej książki jest Bożydar Szczocarz, który po traumatycznych przeżyciach związanych z nagłą utratą obojga rodziców, niespodziewanie otrzymuje list z zaproszeniem do miejscowości Kłobuczki koło Dukli. Dosyć enigmatycznie napisana wiadomość nadesłana jest przez nieznaną mu dotąd, jedyną żyjącą krewną — ciotunię Wichrzysławę. Bożydar z dosyć mocno nadszarpniętym zdrowiem psychicznym postanawia skorzystać z oferty i bliżej poznać tajemniczą krewną. Na miejscu z niezwykłą otwartością i serdecznością wita go wspomniana ciotunia, która chcąc przychylić nieba jedynemu krewnemu z pełnym urokiem, zaangażowaniem i niezwykłym temperamentem rozpościera płaszcz ochronny nad pokrzywdzonym przez los bliskim. Jednakowoż tuż po przyjeździe Bożydara w wiosce dochodzi do osobliwego morderstwa na miejscowej prostytutce. Od tej chwili nad wioską rozpościerają się mroczne i posępne chmury, zwiastujące burzę o złowieszczej i morderczej sile. Dziwnym trafem Bożydar znajdzie się w samym epicentrum wszystkich zagadkowych wydarzeń. Czy tak nadwyrężony psychicznie człowiek będzie w stanie podołać wyzwaniu, przed jakim po raz kolejny stawia go bezduszny los?
„Kto raz przed sądem stanie, w oczach ludzi już zawsze winnym będzie”. (str. 177).
Książka „Persona non grata” jest debiutem literackim Piotra Liany, jednakże stworzonym z mistrzowskim rozmachem, według mnie takiego kunsztu nie powstydziliby się najbardziej uznani twórcy tego gatunku. Mimo ponad sześciuset stron drobnego druku, rozbudowanych dialogów i wielu opisów — czyli wnikliwej charakterystyki każdej z postaci oraz dbałości o wszystkie elementy tej misternie i bardzo rozważnie przemyślanej intrygi, książka absolutnie nie męczy. Czyta się ją z wielkim zaangażowaniem, zaciekawieniem i uśmiechem na twarzy, chociaż wymaga uwagi i poświęcenia jej sporej ilości wolnego czasu. Piotr Liana jest doskonałym obserwatorem i gawędziarzem, który potrafi w wyśmienity sposób drwić z ludzkich przywar i robi to w bardzo komiczny, zajmujący i rzetelny sposób. Kiedy czytałam tę powieść, często nasuwał mi się na myśl film w reżyserii Jacka Bromskiego „U Pana Boga w ogródku”, bądź słynny i przez wielu uwielbiany telewizyjny serial w reżyserii Wojciecha Adamczyka „Ranczo”. Według mnie wystąpiła tu bardzo podobna konwencja doskonale ukazująca polską zaściankową i szalenie ortodoksyjną wieś — tyle że w iście kryminalnym wydaniu. Niemniej jednak z bardzo wnikliwym i bogatym tłem obyczajowym oraz sporą dawką wysmakowanego humoru, aż trudno przyporządkować tę publikację do jednego gatunku.
Niniejsza powieść wywołała we mnie ogromne zaskoczenie, jakim cudem tak młody, debiutujący artysta wykoncypował i skonstruował tak interesującą i niebanalną historię? Chapeau bas — za całą konstrukcję, niesztampowe i zabawne imiona, czarny humor, napięcie, niepewność oraz zawiłą i doskonale zmontowaną intrygę, która rozciąga się na wiele stron, podsuwając kolejne fałszywe tropy, ani razu nie zdradzając rozwiązania zagadki — dopiero zakończenie, które zupełnie zaskakuje stanowi idealne zwieńczenie tegoż wybornego kryminału.
„Każda rodzina ma tajemnice, które chciałaby zatuszować”. (str. 46).
Autor wykreował całą plejadę interesujących i dopracowanych postaci, których sylwetki malowały się w mojej wyobraźni w bardzo przejrzysty sposób. Nie chcę przywoływać każdej z nich, chociaż bez wątpienia wiele kreacji zasługuje na uwagę, jednak moje serce w pełni skradła cudowna ciotunia Wichrzysława, chociaż nadopiekuńcza i wścibska to przy tym szalenie urocza i serdeczna. Pozostałych bohaterów poznajcie sami, sięgając po książkęPiotra Liany i poznajcie prawdziwego i jedynego w swoim rodzaju Persona non grata!
„[…] człowiek człowiekowi wilkiem, lecz widzę, że katolik katolikowi tygrysem”. (str. 197).
Reasumując, niniejsza publikacja — to drobiazgowo i zręcznie skonstruowana powieść, która dostarcza wielu wyśmienitych emocji — niepokoi, intryguje, bawi i zaskakuje — dając uczucie doskonale spędzonego czasu. Autor wykazał się znakomitą umiejętnością obserwacji otaczającej nas rzeczywistości, a także pomysłowością, błyskotliwością, odwagą i literackim kunsztem, który zadowoli niejednego konesera dobrej literatury. Żywię szczerą nadzieję, że Piotr Liana nie zniknie ze sceny polskich twórców i jeszcze nie raz zaskoczy nas wyśmienitą prozą bowiem trafność jego spostrzeżeń, jest godna pochwały! Serdecznie polecam!
„[…] nic tak nie boli jak ludzka pogarda, zwłaszcza ta nieuzasadniona”. (str. 244).
__________________________________________________________________
http://nieterazwlasnieczytam.blogspot.com/2016/03/persona-non-grata-piotr-liana.html
„Jedno zwierzę drugiemu nie jest w stanie zadać więcej bólu niż człowiek zadaje człowiekowi”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Persona non grata” Piotra Liany dla wielu czytelników może stanowić nietuzinkowe wyzwanie, ta książka jest niczym słynny szczyt Mont Everest, trzeba wspiąć się na jej wyżyny z wielką pokorą, niezłomnością i oddaniem. „Persona non grata” rozpościera się przed oczami odbiorcy,...
Piotr Liana – farmaceuta z Gorlic, miłośnik Beskidów, zapomnianych miasteczek i wsi. Entuzjasta zarówno eleganckiej, salonowej prozy, jak i brutalnego naturalizmu. Lubi zmagać się z trudnymi tematami, bawią go ironia i czarny humor. Niepoprawny optymista, który chce wierzyć, że ludzie są z natury dobrzy (choć w gruncie rzeczy są źli).*
KOCHAM! KOCHAM! KOCHAM! Persona non grata jest świetna. Od pierwszej strony trzyma w napięciu i nie puszcza do ostatniej. Praktycznie co kilkanaście stron są sceny zabawne. Bardzo dobrym zabiegiem było wprowadzenie gwary obowiązującej na terenie akcji powieści, dzięki czemu jest ona jeszcze bardziej autentyczna. Lekki język, mnóstwo zwrotów akcji, żywi bohaterowie, świetny pomysł, który został bardzo dobrze wykonany. Dzieło to to istny majstersztyk.
Ciotka Bożydara Szczocarza ściąga go do małej, odseparowanej od świata wioski – Kłobuczki. Powodem listu od jedynej krewnej jest między innymi fakt, iż rodzice Bożydara zostali zamordowani przez nieznanego sprawcę. W tym samym czasie we wsi jest niemała afera – prostytutka Maryna Hurmanówna została zabita.
„Śmierć przyszła bezgłośnie. Nie zapukała do drzwi, nie powiedziała "witaj", nie zapytała, czy może zabrać grzeszną duszę. Nie siadła na taborecie, nie umościła się w fotelu. Nie poprosiła o filiżankę kawy, nie skosztowała ciasta. Nie porozmawiała ani o rzeczach ważnych, ani o rzeczach błahych. Po prostu przyszła, zrobiła swoje i wyszła.”
Książka pokazuje pewną prawidłowość, mianowicie: na wsi wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Każdy mieszkaniec wie o romansach, chorobach, śmierci… Nic się nie ukryje. Mieszkam z dala od miasta i u mnie jest podobnie. Wprawdzie nie ma takiej "pełnej inwigilacji", ale bardzo ciężko jest coś ukryć.
Śmiem twierdzić, że Piotr Lama jest mieszanką Aleksandra Rogozińskiego i Remigiusza Mroza. Dlaczego? Otóż w tym utworze jest wiele rodzajów komizmu, np. sytuacyjny, postaci oraz słowny. Często śmiałem się w miejscach publicznych, a ludzie starali się omijać mnie szerokim łukiem (tak samo było, gdy czytałem Ukochanego z piekła rodem). Jest również to, co charakteryzuje Pana Mroza, czyli dobrze poprowadzona sprawa kryminalna oraz to, o czym wspomniałem na początku, czyli lekki język, zwroty akcji i trzymająca w napięciu od początku do końca akcja. No i to, że jest on świetnym polskim pisarzem. Nie jest to według mnie w ogóle przesadzone.
Najważniejszą postacią powieści jest Bożydar. Jest zabawny, sarkastyczny, przystojny, zna się na wielu rzeczach, łatwo nawiązuje kontakty z innymi ludźmi, umie sprawiedliwie oceniać ludzi, tj. nie po plotkach. To bohater, którego lubi się od początku poznania. Ważną osobą jest również Wichrzysława, czyli ciotka Bożydara. Jest ona lekko szalona, jako jedyna osoba na wsi (mam na myśli tylko stałych mieszkańców) nie wierzy we wszystko, jest bardzo religijna i opiekuńcza. Miałem wrażenie, że swojego krewnego traktuje jak małe dziecko, do którego trzeba mówić wielkimi literami, któremu trzeba wszystko dać do ręki, które samo sobie nie dałoby rady. Uwielbia piec, być w centrum uwagi i chwalona.
Odniosłem wrażenie, że morderstwo jest tak naprawdę tłem, pretekstem, dzięki któremu książka powstała. Miała chyba ona pokazywać realia wsi, a motyw zabójstwa dodaje tylko charakteru.
Miejscem akcji jest poniekąd zwyczajna wieś, w której znaczna większość ludzi bardzo wierzy Kościołowi, gdzie danie na tacę jak największej ilości pieniędzy świadczy o religijności.
Podsumowując: jestem zachwycony!!! Szczerze polecam wam ten utwór. Jeśli uwielbiacie dużą dawkę humoru, która w połączeniu ze sprawą kryminalną daje mieszankę wybuchową, sięgnijcie po tę książkę koniecznie.
Za przekazanie egzemplarza recenzenckiego dziękuję wydawnictwu Oficynka oraz autorowi za to, że do mnie napisał.
Tytuł: „Persona non grata”
Autor: Piotr Liana
Wydawnictwo: Oficynka
Korekta: Justyna Nosal-Bartniczuk
Projekt okładki: Magdalena Zawadzka
Wydanie: I
Oprawa: miękka
Liczba stron: 662
Data wydania: 2015 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-64307-54-6
_______________________________________________________________________
* źródło – okładka
Piotr Liana – farmaceuta z Gorlic, miłośnik Beskidów, zapomnianych miasteczek i wsi. Entuzjasta zarówno eleganckiej, salonowej prozy, jak i brutalnego naturalizmu. Lubi zmagać się z trudnymi tematami, bawią go ironia i czarny humor. Niepoprawny optymista, który chce wierzyć, że ludzie są z natury dobrzy (choć w gruncie rzeczy są źli).*
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKOCHAM! KOCHAM! KOCHAM! Persona...
Polski kryminał z elementami czarnej komedii i ponad 600 stron wciągającej lektury – nic więcej do szczęścia nie potrzeba. No może tylko dobrej herbaty i wolnego popołudnia.
Piotr Liana w swojej debiutanckiej powieści „Persona non grata” zaprasza nas do małej wsi Kłobuczki położonej gdzieś w województwie podkarpackim. Na próżno jednak szukałam jej na mapie Polski, ponieważ miejscowość powstała w wyobraźni autora. Kłobuczka to miejsce pełne żarliwej religijności, hedonizmu i całej gamy społecznych problemów. Przemoc domowa, pijaństwo, prostytucja i wykluczenie społeczne osób innej orientacji seksualnej. Jakby to podsumował Kochanowski – „Wsi spokojna, wsi wesoła!”.
Pełny link do recenzji na stronie:
http://moznaprzeczytac.pl/persona-non-grata-piotr-liana/
Polski kryminał z elementami czarnej komedii i ponad 600 stron wciągającej lektury – nic więcej do szczęścia nie potrzeba. No może tylko dobrej herbaty i wolnego popołudnia.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiotr Liana w swojej debiutanckiej powieści „Persona non grata” zaprasza nas do małej wsi Kłobuczki położonej gdzieś w województwie podkarpackim. Na próżno jednak szukałam jej na mapie Polski, ponieważ...
„Każdy pasterz hoduje owce po to, żeby je zabić.”
Małe, owiane sielską atmosferą i życzliwością mieszkańców wioski wzbudzają w ludziach różnorodne emocje. Jedni uważają je za nudne i beznamiętne, podczas gdy inni z przyjemnością zawitaliby w ich progach delektując się błogim spokojem i czystym powietrzem. Nich jednak Was nie zmyli to pozorne dobro, bezpieczny bezruch i wiejska równowaga, bo największe zło może kryć się tam, gdzie nikt się go nie spodziewa. Dowodem na to jest bez dwóch zdań interesująca, choć na pozór zwyczajna wieś Kłobuczki, w której Piotr Liana ulokował bohaterów swojej powieści. Zapraszam zatem do zapoznania się z moją recenzją literackiego debiutu „Persona non grata”. Czy interesują Was kontrowersyjne, ale nie zawsze mile widziane postaci? Zatem zanurzcie się w pierwiastku fabuły niebanalnego kryminału.
Bożydar Szczocarz, młody urzędnik ochrony środowiska i leśnictwa, wiedzie życie dalece odbiegające od wizji błogiej egzystencji. Morderca, który brutalnie zarżnął jego rodziców, zabrał mu rodzinę i co najgorsze, pozostał bezkarny dobrze zabezpieczając własną tożsamość. Pogrążany w żałobie mężczyzna zdaje sobie sprawę z tego, że pozostał całkowicie sam, a jednak los szykuje dla niego nową niespodziankę. Pewnego dnia Bożydar otrzymuje list od nieznanej mu dotąd ciotki Wichrzysławy, która ubolewając nad śmiercią zamordowanych bliskich zaprasza go do siebie na wieś. Nie mając nic do stracenia już wkrótce wkracza w progi Kłobuczki - małej miejscowości, o której z pewnością nigdy nie zapomni.
Tymczasem w Kłobuczkach traci życie Maryna Hurmanówna, nieokiełznana prostytutka, która swoją bujną w afery codziennością zdążyła zyskać wielu wrogów. Oskarżając publicznie całkiem lubianego księdza o złamanie ślubów czystości kobieta nie miała pojęcia, że już niedługo na językach mieszkańców będzie właśnie ona i morderstwo, którym ktoś wymierzył jej ziemską karę za popełnione grzechy. Pytanie tylko – kto?
Otrzymując po śmierci matki i ojca list ciotki, główny bohater wpada w krąg tajemnic, począwszy od odkrycia tego, że najwyraźniej rodzice karmili go fałszywą historyjką o byciu sierotami. Mając nadzieję na poskładanie wybrakowanych elementów rodzinnej zagadki, gości w domu nieco ekscentrycznej ciotki. Wichrzysława, stara panna, okazuje się interesująca nie tylko z imienia. Harda, działająca na rzecz parafii i kochająca gotowanie jest także, jak na kobietę ze wsi przystało, całkiem dobrym obserwatorem. Czy Bożydar będzie się u niej nudził? Absolutnie nie. Bo wyruszając tropem własnych korzeni weźmie też udział w śledztwie dotyczącym niedawno zamordowanej prostytutki.
Kłobuczki to istny kocioł wyjątkowych osobowości. Chociaż niby brak tutaj korzystnej dla miast anonimowości, ludzie kryją własne tajemnice, pilnie strzegąc by nie wydostały się na światło dzienne. Jest popadająca w dewocję gospodyni proboszcza, ruszający tropem mordercy policjant Szymon, jego umysłowo chory brat, ksiądz i dająca się we znaki Agnieszka. Wyrazistych bohaterów tutaj wiele, a każdy z nich wydaje się niezbędny do zbudowania skomplikowanej intrygi nurtującej aż do samego końca.
„Miarą człowieczeństwa jest zdolność przyznawania się do błędu.”
Piotr Liana wykreował niezwykle ciekawy obraz wsi zaprzeczając utartemu wizerunkowi spokojnej okolicy. Mało tego, połączył czas zbliżającego się najważniejszego święta chrześcijan – Wielkanocy – z okrutnym aktem morderstwa, które nieco zakłóci dusze mieszkańców przygotowujących się do uczczenia Zmartwychwstania. Pojawi się incydent rozegrany podczas procesji Niedzieli Palmowej i pojawią się też anonimy nierozerwalnie powiązane ze Słowem Bożym zawartym na kartach Biblii. Chociaż sam fakt poszukiwania przestępcy nie jest nadzwyczajnym i oryginalnym elementem tego gatunku, to jednak autor nadał śledztwu wyjątkowy przebieg, czyniący z powieściowego debiutu absorbująca historię.
To, co cenię w owej książce najbardziej, to właśnie kreacja postaci. Nie tylko cechy ich osobowości i zachowanie w pełni oddają wiarygodność poszczególnych bohaterów, ale także ich sposób wysławiania się. Jest typowo wiejska gadanina, humor, gwarowe „ni”, nieskładne zdania człowieka chorego, ale i poprawna polszczyzna. Stwierdzając krótko, daleko tutaj do nudy.
„- Szukałem świadków.
- Świadków? Mój Boże – klasnęła – czyli jednak się żenisz?
- Świadków morderstwa!
[…]
- Jeszcze lepiej! – zajęczała. – To już doprawdy nie masz innych zajęć na wsi?”
Każdy dobry kryminał powinien posiadać element zaskoczenia. Jeżeli więc czytelnik domyśla się finału rozwiązując zagadkę przed bohaterami – jest po prostu kiepsko. Chociaż Bożydar jawi się jako człowiek inteligentny, dotarcie do mety zabiera mu sporo czasu. Mi zabrało jeszcze więcej, bo pomimo tego, że rozważałam wiele możliwości, autorowi udało się zmylić moje tropy. Nie macie się więc czego obawiać, bo cała intryga jest na tyle skomplikowana, że i wy możecie mieć problem z przewidzeniem jej rozwiązania. Rozbudowana fabuła, lekkie pióro, wiarygodne postaci… Czy zatem można dopatrzyć się jakichkolwiek uchybień? Warto mieć na uwadze fakt, że „Persona non grata” to debiut, a takowe bywają niedopracowane. Piotr Liana zadbał o każdy szczegół, choć mam wrażenie, że gdyby usunąć niektóre sytuacje książka nie straciłaby na wartości – a wręcz zyskała nie strasząc na wstępie swoją objętością. Generalnie jednak bać nie ma się czego, bo pomimo 660-ciu stron, czas spędzany u jej boku płynie bardzo szybko.
Jeżeli lubicie kryminały nieoparte wyłącznie na śledztwie prowadzonym przez wąskie grono policjantów, jeśli kochacie ekscentryczne postaci i chcecie podążać tropem grasującego na wsi mordercy – debiut Piotra Liany zaskoczy Wam swoim kunsztem. Zwiedzie Was, zabawi i zdziwi, a Wy przekonacie się o tym, jak bardzo mylny może okazać się rajski obraz przysiółków.
http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com
„Każdy pasterz hoduje owce po to, żeby je zabić.”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMałe, owiane sielską atmosferą i życzliwością mieszkańców wioski wzbudzają w ludziach różnorodne emocje. Jedni uważają je za nudne i beznamiętne, podczas gdy inni z przyjemnością zawitaliby w ich progach delektując się błogim spokojem i czystym powietrzem. Nich jednak Was nie zmyli to pozorne dobro, bezpieczny bezruch i...
Powieść „Persona non grata” jest debiutem literackim Piotra Liany. Głównym bohaterem historii jest Bożydar Szczocarz, pewnego dnia młody mężczyzna dokonuje w mieszkaniu makabrycznego wręcz odkrycia – znajduje zakrwawione i pokiereszowane zwłoki rodziców. Po tak wstrząsającym przeżyciu młody mężczyzna wspomaga swoje funkcjonowanie psychotropami.
W tym samym czasie Bożydar otrzymuje list od nieznanej mu dotąd ciotki o nietypowym imieniu Wichrzysława, która dowiedziawszy się o jego tragedii zaprasza go do siebie w gościnę. Widząc zachowanie mężczyzny jego szef wysyła go na tydzień urlopu i takim właśnie sposobem nasz bohater trafia do maleńkiej wioski o wdzięcznej nazwie Kłobuczka leżącej gdzieś na Podkarpaciu.
Ciotunia okazuje się bardzo żwawą kobietą, która we wsi słynie z zamiłowania do gotowania oraz jedzenia. Jest ona także członkinią rady parafialnej.
Oprócz Wichrzysławy i wiodących we wsi prym proboszcza Jakuba oraz jego gospodyni Faustyny Abramek czytelnikowi zaserwowana zostaje cała gama barwnych i bardzo dobrze wykreowanych postaci.
Znajdujemy tutaj jak już wspomniałam starszego lecz niezwykle przedsiębiorczego prałata Jakuba, młodego i zagubionego wikarego Adama, wioskowego głupka Syracha, niebagatelnie zaangażowaną religijnie Faustynę Abramek oraz wielu, wielu innych, a wśród nich także dziewczynę lekkich obyczajów – Marynę Hurman.
Pewnej niedzieli Maryna zuchwale wkracza na ambonę i publicznie oskarża uwielbianego przez parafian księdza proboszcza o dziecioróbstwo…
W tym czasie Kłobuczanie przygotowują się do Świąt Wielkiej Nocy. A zapobiegliwa ciotunia zleca swojemu siostrzeńcowi około domowe prace remontowo – porządkowe na skutek czego Bożydar siedzący na dachu i zbijający zmurszałe ze starości dachówki ma okazję przyjrzeć się różnorakim osobnikom odwiedzającym wspomnianą już wcześniej Marynę.
W uroczystą Niedzielę Palmową mieszkańcy uczestniczą w procesji niosąc przekazywaną z rąk do rąk ogromną palmę, gdy rzeczony rekwizyt ma trafić w ręce księdza Jakuba dochodzi do niefortunnego zdarzenia… Palma wymyka mu się z rąk i bardzo nieszczęśliwym trafem uderza w stary dom Maryny, która ginie rozpłatana strąconym w wyniku takowego ciągu zdarzeń żyrandolem…
Z biegiem czasu sprawa owego zajścia zaczyna się jednak coraz bardziej komplikować – czy aby na pewno młoda Hurmanówna poniosła śmierć w wyniku wyżej wymienionych wydarzeń?
Jeśli chcecie się dowiedzieć jaka jest prawda i czego ostatecznie dowie się o swojej rodzinnej przeszłości Bożydar sięgnijcie po ten debiut literacki, który dla miłośników kryminału zawierającego wątek obyczajowy może okazać się nie lada gratką.
Autorowi należą się gratulacje ze względu na umiejętność wykreowania tak wielowymiarowych postaci oraz skomplikowanej intrygi, a także niezwykle zręczne obleczenie poważnej tematyki w płaszczyk humoru i dobrze skrojonej ironii.
Stworzenie opowieści tak pełnej kontrastów i celowych niedomówień wymaga bowiem na równi odwagi i umiejętności literackich.
Kwestią, która mnie osobiście nieco przytłoczyła jest objętość książki – ponad 650 stron - [a wierzcie mi, że nie stronię od opasłych tomiszczy] . Przy tej objętości zdarzają się fragmenty, które według mnie mogłyby być nieco mniej rozciągnięte, ale widać taka, a nie inna właśnie była wizja autora i mimo wszystko trzeba ją uszanować.
Zapraszam Was więc do odkrycia któż jest tajemniczą „Persona non grata”.
Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Autorowi oraz Wydawnictwu Oficynka.
* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *
http://ksiazkowoczyta.blogspot.com/2016/02/pewnego-razu-w-kobuczce.html
Powieść „Persona non grata” jest debiutem literackim Piotra Liany. Głównym bohaterem historii jest Bożydar Szczocarz, pewnego dnia młody mężczyzna dokonuje w mieszkaniu makabrycznego wręcz odkrycia – znajduje zakrwawione i pokiereszowane zwłoki rodziców. Po tak wstrząsającym przeżyciu młody mężczyzna wspomaga swoje funkcjonowanie psychotropami.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW tym samym czasie Bożydar...
Młody gorliczanin na plan pierwszy wysunął postać Bożydara Szczocarza, pieszczotliwie zwanego Bożkiem – trzydziestoletniego rudzielca, który ukończył studia botaniczne, a następnie podjął pracę w urzędzie ochrony środowiska i lecznictwa. Zwabiony pod dach krewnej, szybko staje się obiektem zainteresowania mieszkańców, zwłaszcza pani Orłowskiej – rozsądnej, przedsiębiorczej, sprytnej i zaprowadzającej porządek twardą ręką gospodyni, która upatruje w nim kandydata na męża Czesławy – nierozgarniętej córki, zwanej przez nią łachudrą.
Ale tarnowianinowi nie w głowie ożenek. Jego myśli krążą bowiem wokół wydarzeń dostarczających naszemu bohaterowi, jak i czytelnikowi wielu emocji, które ze wszystkich sił próbuje ostudzić z marnym skutkiem, ciotunia.
Wichrzysława Mniszech wzbudza wiele sympatii wykrzykując słynne: „O ja się zastrzelę!”. Jawi się jako stara panna z wyboru, kochająca siostrzeńca, porcelanowe lalki, ale nade wszystko - niezdrowe jedzenie. Jej kulinarny talent cenią nawet księża, dlatego jako wiceprzewodnicząca rady parafialnej, dba, by i oni mogli skosztować jej specjałów.
Postać ciotuni w moim odczuciu wiedzie prym wśród bohaterów, ale po piętach depczą jej: Faustyna Abramek – właścicielka kocicy, stetryczała dewotka piastująca urzędy gospodyni w parafii pw. Św. Marii Magdaleny oraz przewodniczącej rady. Jest również autorką płomiennych kazań głoszonych przez proboszcza. W tym korowodzie nie mogło zabraknąć przedstawiciela lokalnej policji, Szymona Podlaskiego – butnego biurokraty i jego upośledzonego brata, Syracha. Różnorodność i realizm postaci z całą pewnością przemawiają na korzyść historii opowiedzianej piękną, obfitującą bogactwem słownictwa polszczyzną.
Piotr Liana zadbał, by mimo iż obszerna, książka nie dłużyła się, przeciwnie – aby pochłonęła odbiorcę bez reszty, dlatego zadał sobie niemały trud zapraszając na wieś niepodatną na zmiany, rządzącą się z dawna utartymi zwyczajami. Wyobraźnia pisarza pozwoliła uknuć intrygę, której przebieg i konsekwencje mieszkańcy Kłobuczki zapamiętają na długo, gdyż opiera się na listach powstałych ze stu dwudziestu czterech zwrotów, zmyślnie wyjętych z Pisma świętego. Ułożone odpowiednio tworzą anonimy skierowane do mieszkańców: Agnieszki Sothe – błyskotliwej kosmopolitki, fotografki, malarki i lesbijki zarazem, Arnoldzika Orłowskiego – podporządkowanego władczej żonie, Bonifacego Furmana – damskiego boksera, od którego Marta, bez cienia skargi przyjmuje raz po raz wymierzane cięgi w imię źle pojętej wierności. Prócz nich, listy otrzymują: sołtys Męciński – mąż i ojciec trojga dzieci, jak również tajemnicza Persona.
O tym, kto jest nadawcą wszystkich listów oraz czy wśród wymienionych osób jest ta, która wysłała Hurmanównę na tamten świat, dowiadujemy się niespiesznie, zadając sobie w myślach jeszcze szereg innych pytań, a uzyskane po drodze odpowiedzi, niczym pojedyncze puzzle, składają się na całość nietypowej układanki, której obraz w ostatecznym rozrachunku zaskoczy nawet najbardziej wymagającego czytelnika. Ale czy może być inaczej? Przecież „po wsi grasuje psychopata, ludzie giną jeden po drugim, najpobożniejsza katoliczka używa Biblii jako oręża, płomienie żrą świątynię – milutko”.
Dlatego mam nadzieję, że sięgniecie po tę powieść i jak ja pozwolicie się schwytać w „milutką” pajęczą sieć intryg, misternie utkaną przez mordercę młodej prostytutki. W przeciwieństwie do denatki, wyplączecie się z niej bez ryzyka zagrażającego życiu lub zdrowiu, ale w Waszej wyobraźni jeszcze długo gościć będą obrazy z piekła rodem.
Cała opinia na stronie: http://pieninyinfo.pl/kultura/persona-non-grata-piotra-liany-recenzja-ksiazki-autorstwa-iwony-niezgody-4500
Młody gorliczanin na plan pierwszy wysunął postać Bożydara Szczocarza, pieszczotliwie zwanego Bożkiem – trzydziestoletniego rudzielca, który ukończył studia botaniczne, a następnie podjął pracę w urzędzie ochrony środowiska i lecznictwa. Zwabiony pod dach krewnej, szybko staje się obiektem zainteresowania mieszkańców, zwłaszcza pani Orłowskiej – rozsądnej, przedsiębiorczej,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDoskonały kryminał! Historia zabójstwa prostytutki w podkarpackiej Kłobuczce zachwyca od pierwszych stron. Autor z dużą dozą nostalgii wciąga czytelnika w świat zagubionej gdzieś pośród wzgórz wsi, zamieszkanej przez niesamowite indywidua. Czasami robi się nawet strasznie, gdyż oprócz obecnej zbrodni mamy do czynienia z tajemnicą sprzed lat, na dodatek związaną z głównym bohaterem.
Mnie osobiście najbardziej spodobała się postać ciotuni Wisiuni, ciotki głównego bohatera, zdrowo „walniętej” starej panny, weselnej kucharki. Jej przeciwieństwem jest Faustyna Abramek, gospodyni proboszcza, można rzec fundamentalistka religijna. Ale oprócz nich mamy wikarego, kościelnego, policjanta i jego niepełnosprawnego umysłowo brata, rodzinę sołtysa, rodzinę zamordowanej prostytutki, nowobogackich z Warszawy (biedna Czesia!), lesbijkę, właścicieli i pracowników wiejskiej „knajpy”... no i oczywiście głównego bohatera, zagubionego, osamotnionego, pragnącego odpoczynku od normalnego życia.
Autor zaserwował czytelnikom nie lada zagadkę – od razu można poznać, że jest miłośnikiem kalamburów, szarad, krzyżówek i innych gier angażujących umysł. Rozwiązanie tajemnicy jest tak zaskakujące, a jednocześnie wydawałoby się, że cały czas mieliśmy je przed oczami.
Liczę na jeszcze! Świetnie się czyta, pozwala pogimnastykować umysł i stać się częścią Kłobuczki.
Doskonały kryminał! Historia zabójstwa prostytutki w podkarpackiej Kłobuczce zachwyca od pierwszych stron. Autor z dużą dozą nostalgii wciąga czytelnika w świat zagubionej gdzieś pośród wzgórz wsi, zamieszkanej przez niesamowite indywidua. Czasami robi się nawet strasznie, gdyż oprócz obecnej zbrodni mamy do czynienia z tajemnicą sprzed lat, na dodatek związaną z głównym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Persona non grata” to debiutancka powieść kryminalna autorstwa Piotra Liamy.
Główny bohater – Bożydar Szczocarz ( cóż za łamaniec językowy) zmaga się z wielką tragedią – śmiercią swoich rodziców. Przed Niedzielą Palmową dostaje list od tajemniczej ciotki Wichrzysławy, podającej się za siostrę jego matki. Wszystko brzmi ładnie, poza faktem, że rodzice mężczyzny całe życie twierdzili, że są sierotami. Zaintrygowany decyduje się na wyjazd do Kłobuczki koło Dukli. W czasie jego pobytu mieszkańcy wsi żyją dwoma wydarzeniami: przygotowaniami do obchodów Wielkanocy oraz… morderstwem miejscowej prostytutki Maryny. Co wyniknie z tego wszystkiego?
Książkę nabyłam podczas spotkania z autorami kryminałów w Gdańsku, w tym z samym Piotrem Liamą. Podczas rozmów wydawał się bardzo ciekawym człowiekiem, więc wiedziona dobrymi emocjami, stwierdziłam, że zaryzykuję. Nie żałuję kupna książki, chociaż pierwsze wrażenia odbiegały od marzeń.
Na początku byłam sceptycznie nastawiona do tego, że akcja powieści rozgrywa się w małej wsi. „Co ciekawego może być w takiej dziurze?” – myślałam zniesmaczona. No cóż… jak się okazało, całkiem sporo. Maleńka Kłobuczka dostarczyła mi wiele wrażeń, choćby w postaci mrocznej historii sprzed lat, którą znają tylko najstarsi mieszkańcy po ciekawe osobistości zamieszkujące te tereny. Aż mi się wierzyć nie chciało, że życie na wsi może być tak interesujące.
Główny bohater też potrzebował trochę czasu, bym go polubiła. Bożydar w pierwszej chwili pokazał się jako (jak ja to mówię) „ciepła klucha”. Taki nijaki, niepozorny, tak jakby mimo lat 30, został na etapie rozwojowym sześciolatka. Dopiero później pokazał się z lepszej strony. Najbardziej cenię go za to, że jak się już uparł, to dążył do celu, mimo wszystkiego wokół. Już nie wspominając o tym, że Bożek to całkiem inteligentny facet.
Inne postacie też odznaczają się sporą indywidualnością. Choć niektóre z nich wyglądają na pierwszy rzut oka jako typowy mieszkańcy wsi, każdy ma w sobie coś ciekawego. Wszyscy bohaterowie „Persony” wzbudzili we mnie jakieś uczucia. Do moich ulubieńców, oprócz głównego bohatera, należą: Ciotka Wisia ( za miłość do jedzenia, bezpośredniość i twardego ducha) Agnieszka Sothe (mam słabość do kontrowersyjnych postaci) policjant Szymon (on sam nie jest jakoś zbytnio ciekawy jako postać, ale sytuacje z nim wywoływały uśmiech na mych ustach) i wikary Adam ( symbol tego, że można być normalnym księdzem). Z kolei jeśli miałabym wymienić postać, której nie lubię to jest to pani Abramek. Równie irytującej strażniczki wiary katolickiej nie spotkałam, ale jestem pod wrażeniem, że potrafi dokładnie zacytować Biblię ze wskazaniem rozdziałów i wersetów, gdyż ja nie dałam w ogóle przeczytać świętej księgi.
Dla mnie największą zaletą powieści jest to, że… nie rozwiązałam łamigłówki. Ostatnio mi się to nie zdarzyło, całkiem dobrze typuję sprawców, a tu klapa.
Nie wiem, jak to się stało. Przez większą część książki podążałam właściwym tropem z Bożydarem i nagle gdzieś na końcówce on poszedł dalej, a ja stanęłam w miejscu. Nie połączyłam kropek. Tym sposobem zostałam zrobiona w konia i nie wiem, czy mi z tym dobrze czy źle.
Uważam, że „Persona non grata” to bardzo dobry debiut. Bardzo mi się podobała ta książka i czekam na kolejne autorstwa Piotra Liamy, a patrząc na to, że nie wszystkie tajemnice się wyjaśniły, mam nadzieję, że doczekam się kontynuacji i będę mogła jeszcze raz współpracować z Bożydarem.
„Persona non grata” to debiutancka powieść kryminalna autorstwa Piotra Liamy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłówny bohater – Bożydar Szczocarz ( cóż za łamaniec językowy) zmaga się z wielką tragedią – śmiercią swoich rodziców. Przed Niedzielą Palmową dostaje list od tajemniczej ciotki Wichrzysławy, podającej się za siostrę jego matki. Wszystko brzmi ładnie, poza faktem, że rodzice mężczyzny całe życie...
"Persona non grata" na pierwszy rzut oka robi monumentalne wrażenie. Ponad 600 stron może niektórych czytelników odstraszyć, szczególnie spodziewających się lekkiej, łatwej i przyjemnej lektury. Debiutancki kryminał zdecydowanie pod względem ciężaru nie jest lekki, ale na szczęście lekko i szybko się czyta.
Już pierwsze strony powieści sugerują nam, że nie będzie to typowa powieść kryminalna. Cóż, w Kłobuczce, niewielkiej wsi gdzieś na Podkarpaciu miejscowa prostytutka Maryna oskarża proboszcza, no, domyślmy się... tak, o ciążę! Tydzień później oskarżycielka zostaje zamordowana. Dla jednych samo to już jest bardzo kontrowersyjne, dla drugich jest to początek wspaniałej historii.
W taki oto ciąg zdarzeń wpada główny bohater, Bożydar Szczocarz. Jest on urzędnikiem z Tarnowa. Po tragicznej śmierci rodziców dostaje list od nieznanej ciotki, Wichrzysławy. Bożydar przyjeżdża więc do Kłobuczki. Szukając własnych korzeni, drąży jednocześnie zagadkę śmierci prostytutki.
Kłobuczkę zamieszkuje menażeria niezwykłych postaci, bardzo barwnie zarysowanych. Na mnie osobiście niesamowite wrażenie zrobiła sama ciotka, ciotunia – jak chce by ją zwać - szalona stara panna, weselna kucharka, potrafiąca mówić prawie wyłącznie o własnej kuchni.
Autor plecie jednocześnie kilka intryg kryminalnych, ale tak naprawdę przede wszystkim książka bawi czarnym humorem. Porusza tematy przyziemne, ale też te głębsze. Sądzę, że nie pozostawi nikogo obojętnym.
Kim jest więc ciotunia, kto zabił Marynę, jakie tajemnice skrywa wieś i jej mieszkańcy? Nie zdradzę, ale mam nadzieję, że przeczytam więcej powieści z Bożydarem i nie tylko w roli głównej.
"Persona non grata" na pierwszy rzut oka robi monumentalne wrażenie. Ponad 600 stron może niektórych czytelników odstraszyć, szczególnie spodziewających się lekkiej, łatwej i przyjemnej lektury. Debiutancki kryminał zdecydowanie pod względem ciężaru nie jest lekki, ale na szczęście lekko i szybko się czyta.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJuż pierwsze strony powieści sugerują nam, że nie będzie to typowa...