Niepotrzebnie Blatty dał się namówić na kontynuację historii. W filmie, który sam wyreżyserował na podstawie swojego scenariusza, opartego na własnej powieści, nie licząc narzuconej konwencji, przedstawił kryminał ze zjawiskiem paranormalnym, mniej więcej, jeśli chodzi o definicje.
W powieści język narracji jest o wiele słabszy, mniej dynamiczny, niż w poprzedniej książce. Dopiero dialogi pomiędzy Kindermanem i Dyerem przywracają ten dobry styl.
Jak dla mnie, akcja nabiera tępa dopiero ok. 8 rozdziału.
Szkoda mi też postaci Dyera, którego najbardziej lubiłam ze wszystkich bohaterów, aczkolwiek ze względu na ciągłość fabuły, autor położył nacisk na punkt widzenia detektywa.
Pomimo nierówności, akcja wciąga, bo pomijając filozoficzne dywagacje Kindermana, wychodzi z tego kryminał w psychologicznym, dobrym klimacie.
Ze względu na rozpiętość fabuły, wiedziałam, że postać policjanta musi się zmienić, ale żeby tak zdziwaczeć, to było niezbyt atrakcyjne w lekturze.
Nie spodziewałam się odwołania do Braci Karamazow, których interpretacja mnie zaskoczyła na plus.
Samo zakończenie mnie rozbroiło. Nigdy nie pomyślałabym, że takie wnioski się pojawią. Nie bardzo się z nimi zgadzam, aczkolwiek dają do myślenia.
Niepotrzebnie Blatty dał się namówić na kontynuację historii. W filmie, który sam wyreżyserował na podstawie swojego scenariusza, opartego na własnej powieści, nie licząc narzuconej konwencji, przedstawił kryminał ze zjawiskiem paranormalnym, mniej więcej, jeśli chodzi o definicje.
W powieści język narracji jest o wiele słabszy, mniej dynamiczny, niż w poprzedniej...
Niepotrzebnie Blatty dał się namówić na kontynuację historii. W filmie, który sam wyreżyserował na podstawie swojego scenariusza, opartego na własnej powieści, nie licząc narzuconej konwencji, przedstawił kryminał ze zjawiskiem paranormalnym, mniej więcej, jeśli chodzi o definicje.
W powieści język narracji jest o wiele słabszy, mniej dynamiczny, niż w poprzedniej książce. Dopiero dialogi pomiędzy Kindermanem i Dyerem przywracają ten dobry styl.
Jak dla mnie, akcja nabiera tępa dopiero ok. 8 rozdziału.
Szkoda mi też postaci Dyera, którego najbardziej lubiłam ze wszystkich bohaterów, aczkolwiek ze względu na ciągłość fabuły, autor położył nacisk na punkt widzenia detektywa.
Pomimo nierówności, akcja wciąga, bo pomijając filozoficzne dywagacje Kindermana, wychodzi z tego kryminał w psychologicznym, dobrym klimacie.
Ze względu na rozpiętość fabuły, wiedziałam, że postać policjanta musi się zmienić, ale żeby tak zdziwaczeć, to było niezbyt atrakcyjne w lekturze.
Nie spodziewałam się odwołania do Braci Karamazow, których interpretacja mnie zaskoczyła na plus.
Samo zakończenie mnie rozbroiło. Nigdy nie pomyślałabym, że takie wnioski się pojawią. Nie bardzo się z nimi zgadzam, aczkolwiek dają do myślenia.
Niepotrzebnie Blatty dał się namówić na kontynuację historii. W filmie, który sam wyreżyserował na podstawie swojego scenariusza, opartego na własnej powieści, nie licząc narzuconej konwencji, przedstawił kryminał ze zjawiskiem paranormalnym, mniej więcej, jeśli chodzi o definicje.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW powieści język narracji jest o wiele słabszy, mniej dynamiczny, niż w poprzedniej...