"Zdecydowanie oszalałeś. Albo jesteś pijany. Albo i jedno, i drugie. Czy ty w ogóle rozumiesz, co wyprawiasz? Jak chcesz uchodzić za arabskiego terrorystę?" – usłyszał autor tej książki, hiszpański dziennikarz śledczy piszący pod pseudonimem, od inspektora Delgado. Tego samego, który za każdym razem pomagał mu i wspierał, kiedy realizował projekt infiltracji mafii handlującej dziewczynkami i kobietami wykorzystywanymi seksualnie i projekt inwigilacji hiszpańskich grup neonazistowskich, których pokłosiem były odpowiednio książki – "Handlowałem kobietami" i "Dziennik skina".
I miał rację – pomyślałam – toż to czyste szaleństwo!
Zwłaszcza po 11 września 2001 roku w Nowym Jorku i 11 marca 2004 roku w Madrycie, kiedy terroryzm islamski stał się bardzo niebezpiecznym tematem. Jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo, a autor może i wiedział, ale ciekawość zawodowa i pasja dziennikarza, z jaką napisana jest ta książka, były silniejsze od rozsądku i argumentów, że jest przeciętnym Europejczykiem, "bez przygotowania i doświadczenia w świecie arabskim, bez szkolenia i opieki agencji wywiadu, z budżetem nieprzekraczającym wpływów ze sprzedaży poprzednich książek i kontaktami w liczbie nie większej, niż ma je zwykły dziennikarz". Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że miałam dokładnie takie same możliwości (nie biorąc pod uwagę predyspozycji psychicznych), jak autor.
A jednak!
Zbudował od podstaw nową przeszłość i tożsamość, przybierając imię Muhammad Ali Tovar Abd Allah, Abu Ajman, Al-Filastini. Zapisał się na kursy o terroryzmie, zaczął uczyć się języka arabskiego, studiować Koran i praktykować religię, jak prawdziwy, wierzący, bogobojny muzułmanin, czytać wszystkie dostępne książki i strony internetowe (przede wszystkim arabskie) na temat terroryzmu z każdego, możliwego punktu widzenia, zapuścił brodę, przyciemnił skórę, zaczął nosić kefiję, a nawet poddał się obrzezaniu.
I dopiął swego!
Stał się nie tylko jednym z braci, który na kursach szkolących terrorystów nauczył się wszystkiego, czego mógł potrzebować dżihadysta, ale stanął również na czele organizacji terrorystycznej Hezbollah Wenezuela i został webmasterem strony internetowej Szakala, najsłynniejszego terrorysty świata, zanim pojawił się Osama bin Laden. Jak mu się udało zdobyć zaufanie członków znanych ugrupowań takich, jak Ruch Tupamaros, Hezbollah czy Hamas i jednocześnie uniknąć "wspierania zamachów terrorystycznych, udziału w walce zbrojnej, podkładania bomb, handlowania bronią czy popełniania innego, nielegalnego czynu?" Dzięki swojej profesji – za pomocą słów, stając się korespondentem "alternatywnych chavistowskich mediów oraz arabsko-wenezuelskich gazet". Od siebie dodam – zwykłemu szczęściu, które pojawiało się w najbardziej napiętych momentach akcji, chociaż autor twierdził, że wyjątkowej opatrzności bożej. W niektórych momentach, gdy jego życie wisiało na włosku, przyznawałam mu rację.
Materiał, jaki zgromadził i zawarł w tej książce, tworząc przy okazji swoiste portfolio sześciu lat śledztwa, w którego oglądaniu zatrzymałam się (uprzedzam przed skrajną drastycznością niektórych zdjęć) na tym z zamachu, nie będąc w stanie przeglądać ich dalej, a które udostępnia na swojej stronie internetowej, oparty na własnych obserwacjach, rozmowach z politykami, nagraniach video z akcji, ze spotkań ze znanymi przywódcami i członkami grup bojowników, wywiadach ze zwykłymi ludźmi z obu stron frontu przytaczanych w książce, jest bardzo bogaty, szczegółowy, wielowątkowy (od terroryzmu po handel narkotykami i neonazizm) i wielopłaszczyznowy (od globalnego spojrzenia politycznego po skutki psychiczne u pojedynczego człowieka), a wnioski od bardzo osobistych po wywracające europocentryczne spojrzenie na terroryzm o 180 stopni.
Chociaż muszę przyznać, że nie moje.
Przed przeczytaniem tej książki miałam ugruntowane poglądy na temat terroryzmu, bardzo odmienne od tego, który lansowany jest wokół mnie, a przez to bardzo niepopularny. Zdobyłam go podczas studiów w kontaktach z palestyńskimi studentami. U źródła niezanieczyszczonego śmieciami informacji propagandowej. I to nie poprzez rozmowy, ale dzięki jednej, niepozornej, zwykłej/niezwykłej kopercie, która krążyła wśród studentów. Pustej w środku, ale pełnej w wymowie adresu, w którego miejscu widniał napis – Palestyna – nie ma takiego kraju. Wtedy jeszcze nie było jej na geograficznych i politycznych mapach świata. W obliczu tego napisu nie potrzebowałam wyjaśnień. Wystarczyła mi analogia do historii mojego kraju i rozumiałam wszystko, co czuje naród bez ojczyzny. Autor tę metodę rozumienia przez analogię (bardzo skuteczną) często stosował w swojej książce. Od tamtej pory miałam jasny obraz przyczyn i poczucie zrozumienia metod, do jakich posuwali się Palestyńczycy. Zyskałam bezbłędny kompas w późniejszej spirali narastających kłamstw. Co nie było równoznaczne z popieraniem ich metod walki. Zastanawiałam się tylko nad jednym – dlaczego Żydzi, którzy doświadczyli bólu diaspory i Holokaustu, czynią to samo innym? To był niezapełniony obszar mojej wiedzy, którego nie potrafiłam uzupełnić przez następne kilkanaście lat. Nie było takich pozycji. Istnieje cenzura, której doświadczył autor, próbujący za darmo udostępnić zgromadzony materiał na temat konfliktu palestyńsko-izraelskiego, wydawcom czasopism i gazet, z którymi współpracował jako dziennikarz. Nikt nie chciał ich opublikować.
Teraz zrozumiałam dlaczego.
Autor wypełnił mi ten obszar po brzegi zdobytymi informacjami. Rozebrał na części pierwsze mechanizm powstania i funkcjonowania terroryzmu islamskiego, napędzanego przez grupy nacisku politycznego, upatrujące w nim siłę potrzebną do zdobycia władzy, grupy gospodarcze handlujące bronią i grupy karteli narkotykowych, w których przestępcy i politycy często mieli jednakową twarz. Doszedł do źródła jego powstania, które z pobudek czysto ideowych (wyzwolenie Palestyny spod okupacji Izraela) zainteresowani przykryli jedną religią, wykorzystując go do własnych celów. To, co wiemy w Europie na temat terroryzmu z doniesień mediów, jest tendencyjne, jednostronne, zmanipulowane i odsiane z informacji niepożądanych, tworząc w umyśle Europejczyka jedno, proste, pożądane skojarzenie – islam = terroryzm. I podaje tego konkretne dowody. Cała książka jest dosłownie usiana odnośnikami do stron internetowych, które powoli zaczynają być usuwane przez tych, dla których są niewygodne.
Autor tą książką szeroko otwiera oczy na dużo bardziej skomplikowane zjawisko terroryzmu islamskiego, niż nam się wydaje i na manipulację medialną, jakiej poddawany jest odbiorca i sami dziennikarze, powielający nieświadomie bzdury informacyjne, celowo wypaczające światopogląd i obraz islamu.
Są tacy, którym zależy, żebyśmy się nienawidzili i wzajemnie pozabijali, a dezinformacja to broń wojny o umysł odbiorcy toczącej się zwłaszcza w Internecie.
To dlatego tę książkę można potraktować jako apel o zaprzestanie używania przemocy, która jest prostą drogą do samozagłady ludzkości, przeciw używaniu karabinów i bomb, potępienie walki zbrojnej, która tylko generuje ból, chęć zemsty i nowych terrorystów (psychologiczne skutki wojny wśród dzieci), o zwrócenie się ku poszukiwaniu wiedzy i krytycznemu przyglądaniu się zalewających nas w mediach informacji. To dlatego też każdy, główny rozdział w tej książce otwiera cytat z Koranu i przysłowie arabskie nawołujące do pokoju i miłości. Jednak dla mnie ta książka to również historia sześciu lat powolnej przemiany świadomości zmanipulowanego Europejczyka, odkrywającego zafałszowaną prawdę przez prawdziwych terrorystów współczesnego świata o cywilizowanych twarzach i w białych rękawiczkach. Historia przejścia ze spojrzenia europocentrycznego na rzecz relatywizmu kulturowego.
Wnioski są przerażające, a prognozy utrzymania tego stanu rzeczy jeszcze bardziej. Ich efektem są bomby wybuchające pod drzwiami Europy. Terroryzm przestał być sprawą dalekich krajów. Stał się osobistym problemem wszystkich (nie tylko rządów) bez względu na religię, położenie geograficzne i przynależność polityczną z wyraźnym przesłaniem – uważaj, na kogo głosujesz!
Autor, jak sam przyznaje, wobec ogromu poznanego zjawiska pozostała mu tylko modlitwa "o to, by te kłamstwa nie oszukiwały innych tak, jak nas, bo choć nie da się zmienić świata, warto zmienić się samemu", zaczynając, chociażby od przeczytania tej książki, na której pojawienie się musiałam czekać kilkanaście lat.
Gwarantuję nie tylko uporządkowanie nomenklatury i zawartości pojęć związanych z tym zagadnieniem, opiekę merytoryczną ze strony wydawnictwa w postaci przypisów i komentarza specjalisty niezbędnego przy tego typu publikacjach, ale i zupełnie inne spojrzenie na tak zwany terroryzm islamski. Przy czym wyrażenie „tak zwany” jest świadomie użytym przeze mnie zwrotem.
naostrzuksiazki.pl
"Zdecydowanie oszalałeś. Albo jesteś pijany. Albo i jedno, i drugie. Czy ty w ogóle rozumiesz, co wyprawiasz? Jak chcesz uchodzić za arabskiego terrorystę?" – usłyszał autor tej książki, hiszpański dziennikarz śledczy piszący pod pseudonimem, od inspektora Delgado. Tego samego, który za każdym razem pomagał mu i wspierał, kiedy realizował projekt infiltracji mafii...
Czyta się to koszmarnie. Autor opublikował jakiś roboczy zbiór materiałów, w którym chwali się szybkością uczenia arabskiego i zasypuje jakimiś nazwami organizacji i ludzi, którzy do fabuły nic nie wnoszą. Całość jest bardzo rozciągnięta i niespójna oraz autor peroruje, jaką to dobrą napisał książkę o handlarzach kobietami i jakie to kontakty zawarł podczas pisania tamtej książki. Jest mi wstyd, że kupiłem tę książkę.
Czyta się to koszmarnie. Autor opublikował jakiś roboczy zbiór materiałów, w którym chwali się szybkością uczenia arabskiego i zasypuje jakimiś nazwami organizacji i ludzi, którzy do fabuły nic nie wnoszą. Całość jest bardzo rozciągnięta i niespójna oraz autor peroruje, jaką to dobrą napisał książkę o handlarzach kobietami i jakie to kontakty zawarł podczas pisania tamtej...
Moje pierwsze spotkanie z autorem, i przyznam że zrobił kawał dobrej roboty. Książka jest dobrze napisana, a sam autor w sposób przystępny, oraz jak na poruszany temat, ciekawy sposób opisuje swoje, prawie sześcioletnie doświadczenia zdobyte podczas infiltracji grup terrorystycznych.
Jako czytelnik, dowiedziałem się wielu ciekawych faktów, informacji oraz szczegółów.
Antonio Salas według mnie w sposób w miarę obiektywny ukazał swoją drogę w dotarciu do najsłynniejszych grup terrorystycznych oraz ich przywódców.
Poruszył wiele tematów, które często są pomijane, jak np osobiste odczucia rodzin terrorystów, ich bliskich, oraz osób które bezpośrednio ucierpiały w wyniku działań wojennych walczących ze sobą stron. Poruszył również kwestię kobiet muzułmańskich, ich roli jako terrorystek oraz samych jako kobiet.
Jeżeli ktoś oczekiwał, oczekuje wielkich wodotrysków, nielegalnych działań itp. to na pewno się zawiedzie, to jest literatura faktu a sam autor musiał działać zgodnie z prawem, lub na granicy, natomiast wodotrysków trzeba szukać w książkach sensacyjnych itp.
Żeby w pełni zrozumieć treść książki, odczuć "życie" Antonia, warto spróbować wyszukać podlinkowane blogi, filmy na yt itp. Kopalnia ciekawych zdjęć, informacji - dobre uzupełnienie dla osób zainteresowanych tematem.
Pozdrawiam
Moje pierwsze spotkanie z autorem, i przyznam że zrobił kawał dobrej roboty. Książka jest dobrze napisana, a sam autor w sposób przystępny, oraz jak na poruszany temat, ciekawy sposób opisuje swoje, prawie sześcioletnie doświadczenia zdobyte podczas infiltracji grup terrorystycznych.
Jako czytelnik, dowiedziałem się wielu ciekawych faktów, informacji oraz szczegółów....
Był to mój pierwszy kontakt z Antiono Salasem, choć nie ukrywam, że przy okazji czytania szukałem informacji o nim i innych jego książkach. To dziennikarstwo śledcze przez duże D, przeciwny biegun do tego co większość z nas rozumie pod tym pojęciem...
Jak daleko można się posunąć infiltrując jakieś (zdecydowanie niebezpieczne) środowisko? W tym przypadku - nauka arabskiego, przejście na ortodoksyjny islam, infiltracja trwająca 6 lat, obrzezanie. Gdzie jest granica? Trudno chyba sobie to wyobrazić jako pracę. Z tego punktu widzenia z pewnością duży szacunek dla autora.
Ale książkę Salasa czyta się ciężko ze względu na ogrom danych i faktów, które zawiera (np. półstronnicowe rozwinięcia skrótów organizacji terrorystycznych pojawiające się dość często). Wątków i szczegółów jest mnóstwo, jednak gdzieś z tyłu głowy pozostaje to, iż autor musi ukrywać wszystko co mogłoby zdradzić jego prawdziwą tożsamość, bo Antonio Salas to również przykrywka. A chętnych do skrócenia jego życia lista jest długa i wydłuża się z każdym kolejnym śledztwem...
Dodatkowo Salas ma denerwujący zwyczaj przypominania podstawowych założeń i tez swojego o śledztwa niemalże w każdym rozdziale.
Na pewno jest to pozycja wobec której nie można pozostać obojętnym, ja jednak po 3/4 poddałem się i potrzebuję dłuższego odpoczynku przed sięgnięciem po inną książkę tego dziennikarza.
Był to mój pierwszy kontakt z Antiono Salasem, choć nie ukrywam, że przy okazji czytania szukałem informacji o nim i innych jego książkach. To dziennikarstwo śledcze przez duże D, przeciwny biegun do tego co większość z nas rozumie pod tym pojęciem...
Jak daleko można się posunąć infiltrując jakieś (zdecydowanie niebezpieczne) środowisko? W tym przypadku - nauka...
Niestety ja się wynudziłam czytając tę książkę.
Bardzo ciekawa tematyka, wiele się dowiedziałam nowego o organizacjach walczących na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Południowej, więc mogła być z tego znakomita książka. Niestety moim zdaniem za dużo w niej suchych danych np. wymienianie nazw wszystkich organizacji terrorystycznych w Ameryce Południowej zajmuje dwie strony, więc kilka stron przerzuciłam bez czytania.
Polecam jedynie osobom bardzo zainteresowanym tematyką.
Niestety ja się wynudziłam czytając tę książkę.
Bardzo ciekawa tematyka, wiele się dowiedziałam nowego o organizacjach walczących na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Południowej, więc mogła być z tego znakomita książka. Niestety moim zdaniem za dużo w niej suchych danych np. wymienianie nazw wszystkich organizacji terrorystycznych w Ameryce Południowej zajmuje dwie strony,...
Tę książkę dostałam kiedyś w prezencie i długo stała na półce czekając na swoją kolej. Sięgnęłam po nią w związku z aktualną sytuacją, chciałam się dowiedzieć, co kieruje ludźmi dobrowolnie idącymi na śmierć, skąd bierze się tak wielka nienawiść, która każe iść mordować całkiem niewinne ofiary. Książka przynosi oczywistą odpowiedź: świat nie jest czarno-biały i punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Gdyby spojrzeć na naszą historię, to terrorystami można by nazwać naszych partyzantów,którzy walczyli (wprawdzie innymi środkami, bo były inne czasy) o naszą wolność.
Palestyńczycy zostali usunięci ze swoich domów, są często prześladowani przez izraelskich żołnierzy. Młodzi chłopcy, którzy nierzadko stracili swoje rodziny, są torturowani fizycznie i psychicznie w więzieniach. Ci ludzie walczyli o swoją wolność.
Czasy się jednak zmieniły i książka jest nieaktualna.
W związku z obecną sytuacją, znowu muszę sobie zadawać te same, a właściwie podobne pytania: co sprawiło, że powstał taki twór jak państwo islamskie, dzikie hordy, które wyganiają innych z domów, którzy chcą całemu światu narzucić własne prawa. Co sprawia, że młodzi Europejczycy, są na tyle ogłupieni, że porzucają jeszcze bezpieczny dom i idą z innymi fanatykami mordować, palić i gwałcić.
Ta lektura utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie ma nic gorszego niż fanatyzm, a szczególnie fanatyzm religijny, że nasz świat byłby szczęśliwszy, gdybyśmy potrafili szanować innych i pozwolić im żyć jak chcą pod warunkiem,że oni też będą szanować nas i nasze zwyczaje.
Książkę czyta się bardzo ciężko. Wymaga od czytelnika wielkiego skupienia ponieważ zawiera mnóstwo faktów, opisuje wielu ludzi często mających nazwiska, których nie można przeczytać, a tym bardziej zapamiętać.
Tę książkę dostałam kiedyś w prezencie i długo stała na półce czekając na swoją kolej. Sięgnęłam po nią w związku z aktualną sytuacją, chciałam się dowiedzieć, co kieruje ludźmi dobrowolnie idącymi na śmierć, skąd bierze się tak wielka nienawiść, która każe iść mordować całkiem niewinne ofiary. Książka przynosi oczywistą odpowiedź: świat nie jest czarno-biały i punkt...
Salas zbliżył się do islamskiego terroryzmu tak daleko jak to możliwe bez łamania prawa. Rzetelne i wyważone spojrzenie na przyczyny i działania terrorystów w sposób nietypowy dla proamerykańskiej propagandy.
Warto czytać. Czy przeczytać całość? Trochę za obszerna i w końcu zaczyna przynudzać.
Salas zbliżył się do islamskiego terroryzmu tak daleko jak to możliwe bez łamania prawa. Rzetelne i wyważone spojrzenie na przyczyny i działania terrorystów w sposób nietypowy dla proamerykańskiej propagandy.
Warto czytać. Czy przeczytać całość? Trochę za obszerna i w końcu zaczyna przynudzać.
Książka przedstawia zupełnie inne spojrzenie na działanie siatek terrorystów islamskich, jednakże czytało się ją dosyć ciężko (chyba ze względu na bardzo dużą ilość bohaterów i faktów oraz trochę chaotyczny jak dla mnie sposób pisania).
Książka przedstawia zupełnie inne spojrzenie na działanie siatek terrorystów islamskich, jednakże czytało się ją dosyć ciężko (chyba ze względu na bardzo dużą ilość bohaterów i faktów oraz trochę chaotyczny jak dla mnie sposób pisania).
Po 2 rozdziałach nie chce się już mi czytać tego, ponieważ autor za dużo się przechwala, bardzo często powraca do innych swoich książek, przez to czasami nie kumam o co chodzi, myśli, że jest nie wiadomo kim. Poza tym jest kilka bezsensownych, niepotrzebnych (podrozdziałów?). Jak trochę odpocznę od niej to skończę czytać.
Po 2 rozdziałach nie chce się już mi czytać tego, ponieważ autor za dużo się przechwala, bardzo często powraca do innych swoich książek, przez to czasami nie kumam o co chodzi, myśli, że jest nie wiadomo kim. Poza tym jest kilka bezsensownych, niepotrzebnych (podrozdziałów?). Jak trochę odpocznę od niej to skończę czytać.
Początkowo książka zapowiadała się rzetelnie i obiektywnie, ale niestety z każdą stroną autor traci na wiarygodności. Nie wyobrażam sobie, że tak szybko opanował język arabski w stopniu umożliwiającym mu wejście w hermetyczny świat terrorystów, tym bardziej że "wychował się w rodzinie o palestyńskich korzeniach". Poza tym z każdą stroną denerwuje coraz bardziej usprawiedliwianie terrorystycznych ataków, coś jakby jego punkt widzenia zależał od punktu siedzenia. Dopóki był Europejczykiem potępiał terrorystów, ale skoro ich poznał i okazali się ludźmi to może jednak mają rację... Nie podoba mi się taka logika i jak dla mnie nie ma wiele wspólnego z obiektywizmem.
Początkowo książka zapowiadała się rzetelnie i obiektywnie, ale niestety z każdą stroną autor traci na wiarygodności. Nie wyobrażam sobie, że tak szybko opanował język arabski w stopniu umożliwiającym mu wejście w hermetyczny świat terrorystów, tym bardziej że "wychował się w rodzinie o palestyńskich korzeniach". Poza tym z każdą stroną denerwuje coraz bardziej...
Książka Salasa mnie denerwuje. Powodem tego jest wyczuwalny swąd rozsiewany przez autora przez 600 stron tego tomiska. Dla czytelnika, który tylko sporadycznie miał styczność z tematyką ogólnie pojętego terroryzmu, może wydawać się wielkim dziełem reporterskim. Nie do końca jednak. Autor wcielający się w skórę Abu abd Allaha, niby walecznego palestyńczyka, na kilometr wydaje się być nieszczery. Pierwszym powodem takiego uczucia jest potworny wręcz, zadufany w sobie zarozumialec - niestety, sam autor. Jego JA sięga niebios, taki we własnym mniemaniu jest wspaniały, zdolny, przebiegły i w ogóle. Drugim z kolei powodem, który czasami każe chlasnąć książka o podłogę jest naiwność autora, że ludzie w to uwierzą. Ba, żeby tylko czytelnicy. Ale sam Salas kazał uwierzyć prawdziwym terrorystom że taki jest. I uwierzyli, przynajmniej w jego własnej opinii. Najbardziej przebiegli ludzie ze świata ściganych przez prawo terrorystów uwierzyli hiszpańskiemu dziennikarzowi że jest jednym z nich. Urodzony i wychowany w kulturze zachodu facet oszukał wszystkich. Najbardziej czytelników.
Każdy kto choć tylko pobieżnie starał się zgłębić problematykę terroryzmu natychmiast wyczuje w twierdzeniach autora fałsz. Że niby w ciągu trzech lat można opanować dobrze język arabski, arabskie zwyczaje, kulturę i całą masę specyfiki życia tej jednak dość zamkniętej i odmiennej od zachodniej kultury. Do tego stopnia że piątkę przybijają mu ścigani przez międzynarodowe agencje rządowe bojownicy Hamasu, Hezbollahu, wenezuelskich Tupamaros czy nawet Al Kaidy. A jak tylko zechce to może zostać koleżką samego Szakala i jeszcze prowadzić jego stronę w Internecie bo wystarczyło że ukrył się pod pseudonimem. Wow, żadne agencje mu nie straszne. Ok., zacznijmy od pseudonimu. Wspomniany Abu Abd Allah znaczy tyle co „sługa boga”…, też mi oryginalność. Każdy wierzący arab chciałby nosić takie imię ale taki przydomek w islamie mogą sobie nadawać tylko ludzie z najwyższej półki, ba, takie samo nadał sobie Usama ibn ladin, czyli zeuropeizowany, dobrze nam znany szejk Osama bin laden. A to że takie imię nosi podejrzany Wenezuelczyk o niby korzeniach palestyńskich w ogóle zaprawionym w walce z wywiadami fundamentalistom nie wydało się podejrzane. Ale dobra. Wyrusza w bój. Zapuszcza brodę, owija się arafatką i kupuje bilet do Caracas na nazwisko Antonio Salas. Ale już na lotnisku docelowym zmienia tożsamość i wysiada jako El Palestino, no, ale w wypadku naszego bohatera to wcale służbom lotniskowym nie wydaje się dziwne. W Madrycie, Barcelonie, Zurichu i Paryżu również nie. Potem mamrocząc w meczecie koszmarnym arabskim modli się i nawet może brać czynny udział w prowadzeniu modłów. To też nikomu nie podpadło. Wszyscy go lubią i podziwiają. Taki jest fajny. Dostaje kontakty, adresy mailowe, telefony do słynnych terrorystów bez żadnego problemu. Kolejne wow!. Co się nie udało CIA, MI6, DSG, Mossadowi naszemu bohaterowi przychodzi bez problemu. Ponieważ chce być wiarygodny wszystko nagrywa ukrytą kamerą. A jak mu się skończy bateria to telefonem komórkowym Tego też nikt nie zauważył. (Szkoda że nie podał w książce linków do swoich nagrań, choć robi to często i ochoczo w przypadku materiałów obcych). Dalej jest zapraszany na konferencje, zjazdy organizacji terrorystycznych, którzy jak kiedyś proletariusze łączą się bez problemu w terrorystyczne holdingi. No dobra, to też przełknąłem choć już z trudem. Wszystko to okrasza wielką wiedzą encyklopedyczną. Widać że poświęcił wiele godzin na searching w necie a informacje stamtąd skopiowane pozwoliły mu na zapełnienie 600 stron tego gniota jakim jest „Ja, terrorysta”. Czyta się to ciężko. Książka zawiera niesamowite, niepotrzebne dłużyzny, nudne opisy postaci, niepotrzebną demagogię autora. Uff, dobrze że to już koniec bo tylko ten fakt pozwala mi się tu wypowiedzieć.
Mógłbym tak długo. Ale wystarczy. W pierwszym rozdziale napisał że nikt go nie finansuje, że działa tylko dzięki pieniądzom uzyskanym ze sprzedaży książek, że jego sponsorem jest czytelnik. No to będzie miał jednego mniej, ja żadnej książki napisanej przez Antonio Salasa już nie kupię.
Książka Salasa mnie denerwuje. Powodem tego jest wyczuwalny swąd rozsiewany przez autora przez 600 stron tego tomiska. Dla czytelnika, który tylko sporadycznie miał styczność z tematyką ogólnie pojętego terroryzmu, może wydawać się wielkim dziełem reporterskim. Nie do końca jednak. Autor wcielający się w skórę Abu abd Allaha, niby walecznego palestyńczyka, na kilometr...
Bardzo dobra książka pozwalająca zrozumieć mechanikę działania terroryzmu. Napisana jest niezwykle obiektywnie. Nie spotkałem się dotychczas z takim obiektywizmem w tym temacie. Dla osób zajmujących się tematyką terroryzmu - niezbędna. Fanów "Celów Snajpera, itd" książka zniechęci - nie ma w niej spektakularnych akcji, wybuchów i rambo. :)
Bardzo dobra książka pozwalająca zrozumieć mechanikę działania terroryzmu. Napisana jest niezwykle obiektywnie. Nie spotkałem się dotychczas z takim obiektywizmem w tym temacie. Dla osób zajmujących się tematyką terroryzmu - niezbędna. Fanów "Celów Snajpera, itd" książka zniechęci - nie ma w niej spektakularnych akcji, wybuchów i rambo. :)
Muhammad Abdullah nie jest wcale Muhammadem Abdullahem, lecz Antonio Salasem. Kłopot w tym, że Antonio Salas, który chce uchodzić za Muhammada Abdullaha, nie jest także Antonio Salasem… Pokręcone to wszystko, ale chyba nie może być inaczej, skoro całe to zamieszanie dotyczy infiltracji grup terrorystycznych.
Antonio Salas – z konieczności musimy używać nazwiska tej jego kreacji – jest tym typem reportera, który dzień bez lufy przystawionej mu do głowy uzna za zmarnowany. Kilka lat temu na przykład postanowił poudawać skina i penetrować hiszpańskie grupy neonazistowskie („Jestem skinem”). Później, najwyraźniej głodny adrenaliny, zagłębił się w struktury mafii handlujących żywym towarem („Handlowałem kobietami”). Teraz jednak przeszedł sam siebie: zapuścił brodę, kupił worek samoopalaczy… Ba, poddał się obrzezaniu i przeszedł na wiarę Mahometa, by na sześć lat stać się jednym z islamskich terrorystów. Cóż… Cel uświęca środki – stworzył książkę niesamowitą.
Otóż jej akcja biegnie trzema torami. Na pierwszym z nich widzimy Salasa niemal jako aktora w ostrym thrillerze: ucieczki, broń, spotkania w ustronnych miejscach, szkolenie bojowe, kontrabanda… Drugi przynosi refleksje – Salas z każdą kolejną przekroczoną granicą odkrywa, że odnośnie do terroryzmu nie ma czegoś takiego jak prawda – są tylko punkty widzenia, w dodatku oba ostro manipulowane. No bo czy ktoś zastanowił się na przykład, dlaczego w relacjach – dajmy na to z walk w Iraku – podawano wyłącznie liczbę zabitych Amerykanów, Francuzów czy Polaków, rzadko kiedy zaś Irakijczyków? Ktoś powie – europejskiego telewidza to po prostu bardziej interesuje. Owszem, ale z takich właśnie drobnych przemilczeń utkany jest świat, w którym wyłącznie źli Arabowie mordują niewinnych bohaterów z Europy. A ponieważ z drugiej strony sprawa wyglądała identycznie, w odpowiedzi na pytanie, co jest obiektywną rzeczywistością, można również dobrze rzucić monetą.
Salas ma z tym dodatkowy problem, bo przez lata udawania Araba wiódł jednocześnie swoje dawne życie europejskiego dziennikarza. Stał się kumplem wielu terrorystów, wielu z nich polubił, ale jednocześnie wspomnienia zamachów w Madrycie paliły go do żywego… I właśnie ten trzeci tor książki – ciągłe balansowanie na granicy schizofrenii, kołaczące w głowie pytania, kto tak naprawdę jest katem, wreszcie odkrywanie wspomnianego manipulowania informacją – tak w sumie podobnego do wizji Orwella czy Burgessa – są chyba najmocniejszą stroną książki. Tym mocniejszą, że nie są literacką antyutopią (czy może lepiej by tu pasowało określenie: dystopią), lecz nagranym na kamerę i dyktafon dokumentem.
Muhammad Abdullah nie jest wcale Muhammadem Abdullahem, lecz Antonio Salasem. Kłopot w tym, że Antonio Salas, który chce uchodzić za Muhammada Abdullaha, nie jest także Antonio Salasem… Pokręcone to wszystko, ale chyba nie może być inaczej, skoro całe to zamieszanie dotyczy infiltracji grup terrorystycznych.
Antonio Salas – z konieczności musimy używać nazwiska tej jego...
Antonio Salas to hiszpański pisarz i dziennikarz śledczy specjalizujący się w reportażu wcieleniowym, który najlepiej oddaje rzeczywistość opisywanych przez niego środowisk. Już sam pomysł książki jest bardzo ciekawy, a terroryzm jest tematem bardzo mocno odczuwalnym i obecnym w dzisiejszym świecie. “Ja, terrorysta” to niezwykła książka relacjonująca działania hiszpańskiego dziennikarza, który dopiął swego i wkradł się w łaski najniebezpieczniejszych terrorystów. Dokonał niemożliwego, ponieważ jako jeden z nielicznych miał możliwość zinfiltrowania terroryzmu dżihadu. Jak tego dokonał?
Antonio Salas staje się zupełnie innym człowiekiem, od teraz będzie znany jako Muhammad Ali Tovar Abd Allah, Abu Ajman, Al-Filastini, obywatel Wenezueli z palestyńskimi korzeniami, który osiadłszy na Zachodnim Brzegu Jordanu poślubił kobietę, która została przypadkowo zastrzelona podczas zamieszek. By realistycznie odgrywać swoją rolę Salas zaczął uczyć się języka arabskiego, zapisał się na kursy o terroryzmie, wnikliwie studiował Koran, zapuścił brodę, przyciemnił kolor swojej skóry, a co więcej… poddał się obrzezaniu i zmienił nawet religię. Musiał wiele poświęcić, by stać się jednym z Muzułmanów. Wiele też ryzykował i nierzadko cud ratował go z opresji.
Antonio Salas to hiszpański pisarz i dziennikarz śledczy specjalizujący się w reportażu wcieleniowym, który najlepiej oddaje rzeczywistość opisywanych przez niego środowisk. Już sam pomysł książki jest bardzo ciekawy, a terroryzm jest tematem bardzo mocno odczuwalnym i obecnym w dzisiejszym świecie. “Ja, terrorysta” to niezwykła książka relacjonująca działania hiszpańskiego...
"Zdecydowanie oszalałeś. Albo jesteś pijany. Albo i jedno, i drugie. Czy ty w ogóle rozumiesz, co wyprawiasz? Jak chcesz uchodzić za arabskiego terrorystę?" – usłyszał autor tej książki, hiszpański dziennikarz śledczy piszący pod pseudonimem, od inspektora Delgado. Tego samego, który za każdym razem pomagał mu i wspierał, kiedy realizował projekt infiltracji mafii handlującej dziewczynkami i kobietami wykorzystywanymi seksualnie i projekt inwigilacji hiszpańskich grup neonazistowskich, których pokłosiem były odpowiednio książki – "Handlowałem kobietami" i "Dziennik skina".
I miał rację – pomyślałam – toż to czyste szaleństwo!
Zwłaszcza po 11 września 2001 roku w Nowym Jorku i 11 marca 2004 roku w Madrycie, kiedy terroryzm islamski stał się bardzo niebezpiecznym tematem. Jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo, a autor może i wiedział, ale ciekawość zawodowa i pasja dziennikarza, z jaką napisana jest ta książka, były silniejsze od rozsądku i argumentów, że jest przeciętnym Europejczykiem, "bez przygotowania i doświadczenia w świecie arabskim, bez szkolenia i opieki agencji wywiadu, z budżetem nieprzekraczającym wpływów ze sprzedaży poprzednich książek i kontaktami w liczbie nie większej, niż ma je zwykły dziennikarz". Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że miałam dokładnie takie same możliwości (nie biorąc pod uwagę predyspozycji psychicznych), jak autor.
A jednak!
Zbudował od podstaw nową przeszłość i tożsamość, przybierając imię Muhammad Ali Tovar Abd Allah, Abu Ajman, Al-Filastini. Zapisał się na kursy o terroryzmie, zaczął uczyć się języka arabskiego, studiować Koran i praktykować religię, jak prawdziwy, wierzący, bogobojny muzułmanin, czytać wszystkie dostępne książki i strony internetowe (przede wszystkim arabskie) na temat terroryzmu z każdego, możliwego punktu widzenia, zapuścił brodę, przyciemnił skórę, zaczął nosić kefiję, a nawet poddał się obrzezaniu.
I dopiął swego!
Stał się nie tylko jednym z braci, który na kursach szkolących terrorystów nauczył się wszystkiego, czego mógł potrzebować dżihadysta, ale stanął również na czele organizacji terrorystycznej Hezbollah Wenezuela i został webmasterem strony internetowej Szakala, najsłynniejszego terrorysty świata, zanim pojawił się Osama bin Laden. Jak mu się udało zdobyć zaufanie członków znanych ugrupowań takich, jak Ruch Tupamaros, Hezbollah czy Hamas i jednocześnie uniknąć "wspierania zamachów terrorystycznych, udziału w walce zbrojnej, podkładania bomb, handlowania bronią czy popełniania innego, nielegalnego czynu?" Dzięki swojej profesji – za pomocą słów, stając się korespondentem "alternatywnych chavistowskich mediów oraz arabsko-wenezuelskich gazet". Od siebie dodam – zwykłemu szczęściu, które pojawiało się w najbardziej napiętych momentach akcji, chociaż autor twierdził, że wyjątkowej opatrzności bożej. W niektórych momentach, gdy jego życie wisiało na włosku, przyznawałam mu rację.
Materiał, jaki zgromadził i zawarł w tej książce, tworząc przy okazji swoiste portfolio sześciu lat śledztwa, w którego oglądaniu zatrzymałam się (uprzedzam przed skrajną drastycznością niektórych zdjęć) na tym z zamachu, nie będąc w stanie przeglądać ich dalej, a które udostępnia na swojej stronie internetowej, oparty na własnych obserwacjach, rozmowach z politykami, nagraniach video z akcji, ze spotkań ze znanymi przywódcami i członkami grup bojowników, wywiadach ze zwykłymi ludźmi z obu stron frontu przytaczanych w książce, jest bardzo bogaty, szczegółowy, wielowątkowy (od terroryzmu po handel narkotykami i neonazizm) i wielopłaszczyznowy (od globalnego spojrzenia politycznego po skutki psychiczne u pojedynczego człowieka), a wnioski od bardzo osobistych po wywracające europocentryczne spojrzenie na terroryzm o 180 stopni.
Chociaż muszę przyznać, że nie moje.
Przed przeczytaniem tej książki miałam ugruntowane poglądy na temat terroryzmu, bardzo odmienne od tego, który lansowany jest wokół mnie, a przez to bardzo niepopularny. Zdobyłam go podczas studiów w kontaktach z palestyńskimi studentami. U źródła niezanieczyszczonego śmieciami informacji propagandowej. I to nie poprzez rozmowy, ale dzięki jednej, niepozornej, zwykłej/niezwykłej kopercie, która krążyła wśród studentów. Pustej w środku, ale pełnej w wymowie adresu, w którego miejscu widniał napis – Palestyna – nie ma takiego kraju. Wtedy jeszcze nie było jej na geograficznych i politycznych mapach świata. W obliczu tego napisu nie potrzebowałam wyjaśnień. Wystarczyła mi analogia do historii mojego kraju i rozumiałam wszystko, co czuje naród bez ojczyzny. Autor tę metodę rozumienia przez analogię (bardzo skuteczną) często stosował w swojej książce. Od tamtej pory miałam jasny obraz przyczyn i poczucie zrozumienia metod, do jakich posuwali się Palestyńczycy. Zyskałam bezbłędny kompas w późniejszej spirali narastających kłamstw. Co nie było równoznaczne z popieraniem ich metod walki. Zastanawiałam się tylko nad jednym – dlaczego Żydzi, którzy doświadczyli bólu diaspory i Holokaustu, czynią to samo innym? To był niezapełniony obszar mojej wiedzy, którego nie potrafiłam uzupełnić przez następne kilkanaście lat. Nie było takich pozycji. Istnieje cenzura, której doświadczył autor, próbujący za darmo udostępnić zgromadzony materiał na temat konfliktu palestyńsko-izraelskiego, wydawcom czasopism i gazet, z którymi współpracował jako dziennikarz. Nikt nie chciał ich opublikować.
Teraz zrozumiałam dlaczego.
Autor wypełnił mi ten obszar po brzegi zdobytymi informacjami. Rozebrał na części pierwsze mechanizm powstania i funkcjonowania terroryzmu islamskiego, napędzanego przez grupy nacisku politycznego, upatrujące w nim siłę potrzebną do zdobycia władzy, grupy gospodarcze handlujące bronią i grupy karteli narkotykowych, w których przestępcy i politycy często mieli jednakową twarz. Doszedł do źródła jego powstania, które z pobudek czysto ideowych (wyzwolenie Palestyny spod okupacji Izraela) zainteresowani przykryli jedną religią, wykorzystując go do własnych celów. To, co wiemy w Europie na temat terroryzmu z doniesień mediów, jest tendencyjne, jednostronne, zmanipulowane i odsiane z informacji niepożądanych, tworząc w umyśle Europejczyka jedno, proste, pożądane skojarzenie – islam = terroryzm. I podaje tego konkretne dowody. Cała książka jest dosłownie usiana odnośnikami do stron internetowych, które powoli zaczynają być usuwane przez tych, dla których są niewygodne.
Autor tą książką szeroko otwiera oczy na dużo bardziej skomplikowane zjawisko terroryzmu islamskiego, niż nam się wydaje i na manipulację medialną, jakiej poddawany jest odbiorca i sami dziennikarze, powielający nieświadomie bzdury informacyjne, celowo wypaczające światopogląd i obraz islamu.
Są tacy, którym zależy, żebyśmy się nienawidzili i wzajemnie pozabijali, a dezinformacja to broń wojny o umysł odbiorcy toczącej się zwłaszcza w Internecie.
To dlatego tę książkę można potraktować jako apel o zaprzestanie używania przemocy, która jest prostą drogą do samozagłady ludzkości, przeciw używaniu karabinów i bomb, potępienie walki zbrojnej, która tylko generuje ból, chęć zemsty i nowych terrorystów (psychologiczne skutki wojny wśród dzieci), o zwrócenie się ku poszukiwaniu wiedzy i krytycznemu przyglądaniu się zalewających nas w mediach informacji. To dlatego też każdy, główny rozdział w tej książce otwiera cytat z Koranu i przysłowie arabskie nawołujące do pokoju i miłości. Jednak dla mnie ta książka to również historia sześciu lat powolnej przemiany świadomości zmanipulowanego Europejczyka, odkrywającego zafałszowaną prawdę przez prawdziwych terrorystów współczesnego świata o cywilizowanych twarzach i w białych rękawiczkach. Historia przejścia ze spojrzenia europocentrycznego na rzecz relatywizmu kulturowego.
Wnioski są przerażające, a prognozy utrzymania tego stanu rzeczy jeszcze bardziej. Ich efektem są bomby wybuchające pod drzwiami Europy. Terroryzm przestał być sprawą dalekich krajów. Stał się osobistym problemem wszystkich (nie tylko rządów) bez względu na religię, położenie geograficzne i przynależność polityczną z wyraźnym przesłaniem – uważaj, na kogo głosujesz!
Autor, jak sam przyznaje, wobec ogromu poznanego zjawiska pozostała mu tylko modlitwa "o to, by te kłamstwa nie oszukiwały innych tak, jak nas, bo choć nie da się zmienić świata, warto zmienić się samemu", zaczynając, chociażby od przeczytania tej książki, na której pojawienie się musiałam czekać kilkanaście lat.
Gwarantuję nie tylko uporządkowanie nomenklatury i zawartości pojęć związanych z tym zagadnieniem, opiekę merytoryczną ze strony wydawnictwa w postaci przypisów i komentarza specjalisty niezbędnego przy tego typu publikacjach, ale i zupełnie inne spojrzenie na tak zwany terroryzm islamski. Przy czym wyrażenie „tak zwany” jest świadomie użytym przeze mnie zwrotem.
naostrzuksiazki.pl
"Zdecydowanie oszalałeś. Albo jesteś pijany. Albo i jedno, i drugie. Czy ty w ogóle rozumiesz, co wyprawiasz? Jak chcesz uchodzić za arabskiego terrorystę?" – usłyszał autor tej książki, hiszpański dziennikarz śledczy piszący pod pseudonimem, od inspektora Delgado. Tego samego, który za każdym razem pomagał mu i wspierał, kiedy realizował projekt infiltracji mafii...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzyta się to koszmarnie. Autor opublikował jakiś roboczy zbiór materiałów, w którym chwali się szybkością uczenia arabskiego i zasypuje jakimiś nazwami organizacji i ludzi, którzy do fabuły nic nie wnoszą. Całość jest bardzo rozciągnięta i niespójna oraz autor peroruje, jaką to dobrą napisał książkę o handlarzach kobietami i jakie to kontakty zawarł podczas pisania tamtej książki. Jest mi wstyd, że kupiłem tę książkę.
Czyta się to koszmarnie. Autor opublikował jakiś roboczy zbiór materiałów, w którym chwali się szybkością uczenia arabskiego i zasypuje jakimiś nazwami organizacji i ludzi, którzy do fabuły nic nie wnoszą. Całość jest bardzo rozciągnięta i niespójna oraz autor peroruje, jaką to dobrą napisał książkę o handlarzach kobietami i jakie to kontakty zawarł podczas pisania tamtej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoje pierwsze spotkanie z autorem, i przyznam że zrobił kawał dobrej roboty. Książka jest dobrze napisana, a sam autor w sposób przystępny, oraz jak na poruszany temat, ciekawy sposób opisuje swoje, prawie sześcioletnie doświadczenia zdobyte podczas infiltracji grup terrorystycznych.
Jako czytelnik, dowiedziałem się wielu ciekawych faktów, informacji oraz szczegółów.
Antonio Salas według mnie w sposób w miarę obiektywny ukazał swoją drogę w dotarciu do najsłynniejszych grup terrorystycznych oraz ich przywódców.
Poruszył wiele tematów, które często są pomijane, jak np osobiste odczucia rodzin terrorystów, ich bliskich, oraz osób które bezpośrednio ucierpiały w wyniku działań wojennych walczących ze sobą stron. Poruszył również kwestię kobiet muzułmańskich, ich roli jako terrorystek oraz samych jako kobiet.
Jeżeli ktoś oczekiwał, oczekuje wielkich wodotrysków, nielegalnych działań itp. to na pewno się zawiedzie, to jest literatura faktu a sam autor musiał działać zgodnie z prawem, lub na granicy, natomiast wodotrysków trzeba szukać w książkach sensacyjnych itp.
Żeby w pełni zrozumieć treść książki, odczuć "życie" Antonia, warto spróbować wyszukać podlinkowane blogi, filmy na yt itp. Kopalnia ciekawych zdjęć, informacji - dobre uzupełnienie dla osób zainteresowanych tematem.
Pozdrawiam
Moje pierwsze spotkanie z autorem, i przyznam że zrobił kawał dobrej roboty. Książka jest dobrze napisana, a sam autor w sposób przystępny, oraz jak na poruszany temat, ciekawy sposób opisuje swoje, prawie sześcioletnie doświadczenia zdobyte podczas infiltracji grup terrorystycznych.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJako czytelnik, dowiedziałem się wielu ciekawych faktów, informacji oraz szczegółów....
Był to mój pierwszy kontakt z Antiono Salasem, choć nie ukrywam, że przy okazji czytania szukałem informacji o nim i innych jego książkach. To dziennikarstwo śledcze przez duże D, przeciwny biegun do tego co większość z nas rozumie pod tym pojęciem...
Jak daleko można się posunąć infiltrując jakieś (zdecydowanie niebezpieczne) środowisko? W tym przypadku - nauka arabskiego, przejście na ortodoksyjny islam, infiltracja trwająca 6 lat, obrzezanie. Gdzie jest granica? Trudno chyba sobie to wyobrazić jako pracę. Z tego punktu widzenia z pewnością duży szacunek dla autora.
Ale książkę Salasa czyta się ciężko ze względu na ogrom danych i faktów, które zawiera (np. półstronnicowe rozwinięcia skrótów organizacji terrorystycznych pojawiające się dość często). Wątków i szczegółów jest mnóstwo, jednak gdzieś z tyłu głowy pozostaje to, iż autor musi ukrywać wszystko co mogłoby zdradzić jego prawdziwą tożsamość, bo Antonio Salas to również przykrywka. A chętnych do skrócenia jego życia lista jest długa i wydłuża się z każdym kolejnym śledztwem...
Dodatkowo Salas ma denerwujący zwyczaj przypominania podstawowych założeń i tez swojego o śledztwa niemalże w każdym rozdziale.
Na pewno jest to pozycja wobec której nie można pozostać obojętnym, ja jednak po 3/4 poddałem się i potrzebuję dłuższego odpoczynku przed sięgnięciem po inną książkę tego dziennikarza.
Był to mój pierwszy kontakt z Antiono Salasem, choć nie ukrywam, że przy okazji czytania szukałem informacji o nim i innych jego książkach. To dziennikarstwo śledcze przez duże D, przeciwny biegun do tego co większość z nas rozumie pod tym pojęciem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak daleko można się posunąć infiltrując jakieś (zdecydowanie niebezpieczne) środowisko? W tym przypadku - nauka...
Niestety ja się wynudziłam czytając tę książkę.
Bardzo ciekawa tematyka, wiele się dowiedziałam nowego o organizacjach walczących na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Południowej, więc mogła być z tego znakomita książka. Niestety moim zdaniem za dużo w niej suchych danych np. wymienianie nazw wszystkich organizacji terrorystycznych w Ameryce Południowej zajmuje dwie strony, więc kilka stron przerzuciłam bez czytania.
Polecam jedynie osobom bardzo zainteresowanym tematyką.
Niestety ja się wynudziłam czytając tę książkę.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciekawa tematyka, wiele się dowiedziałam nowego o organizacjach walczących na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Południowej, więc mogła być z tego znakomita książka. Niestety moim zdaniem za dużo w niej suchych danych np. wymienianie nazw wszystkich organizacji terrorystycznych w Ameryce Południowej zajmuje dwie strony,...
Tę książkę dostałam kiedyś w prezencie i długo stała na półce czekając na swoją kolej. Sięgnęłam po nią w związku z aktualną sytuacją, chciałam się dowiedzieć, co kieruje ludźmi dobrowolnie idącymi na śmierć, skąd bierze się tak wielka nienawiść, która każe iść mordować całkiem niewinne ofiary. Książka przynosi oczywistą odpowiedź: świat nie jest czarno-biały i punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Gdyby spojrzeć na naszą historię, to terrorystami można by nazwać naszych partyzantów,którzy walczyli (wprawdzie innymi środkami, bo były inne czasy) o naszą wolność.
Palestyńczycy zostali usunięci ze swoich domów, są często prześladowani przez izraelskich żołnierzy. Młodzi chłopcy, którzy nierzadko stracili swoje rodziny, są torturowani fizycznie i psychicznie w więzieniach. Ci ludzie walczyli o swoją wolność.
Czasy się jednak zmieniły i książka jest nieaktualna.
W związku z obecną sytuacją, znowu muszę sobie zadawać te same, a właściwie podobne pytania: co sprawiło, że powstał taki twór jak państwo islamskie, dzikie hordy, które wyganiają innych z domów, którzy chcą całemu światu narzucić własne prawa. Co sprawia, że młodzi Europejczycy, są na tyle ogłupieni, że porzucają jeszcze bezpieczny dom i idą z innymi fanatykami mordować, palić i gwałcić.
Ta lektura utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie ma nic gorszego niż fanatyzm, a szczególnie fanatyzm religijny, że nasz świat byłby szczęśliwszy, gdybyśmy potrafili szanować innych i pozwolić im żyć jak chcą pod warunkiem,że oni też będą szanować nas i nasze zwyczaje.
Książkę czyta się bardzo ciężko. Wymaga od czytelnika wielkiego skupienia ponieważ zawiera mnóstwo faktów, opisuje wielu ludzi często mających nazwiska, których nie można przeczytać, a tym bardziej zapamiętać.
Tę książkę dostałam kiedyś w prezencie i długo stała na półce czekając na swoją kolej. Sięgnęłam po nią w związku z aktualną sytuacją, chciałam się dowiedzieć, co kieruje ludźmi dobrowolnie idącymi na śmierć, skąd bierze się tak wielka nienawiść, która każe iść mordować całkiem niewinne ofiary. Książka przynosi oczywistą odpowiedź: świat nie jest czarno-biały i punkt...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tokoniecznie przeczytaj nie jest łatwa ale warto
warto wcześniej przeczytać- handlowałem kobietami
koniecznie przeczytaj nie jest łatwa ale warto
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo towarto wcześniej przeczytać- handlowałem kobietami
Salas zbliżył się do islamskiego terroryzmu tak daleko jak to możliwe bez łamania prawa. Rzetelne i wyważone spojrzenie na przyczyny i działania terrorystów w sposób nietypowy dla proamerykańskiej propagandy.
Warto czytać. Czy przeczytać całość? Trochę za obszerna i w końcu zaczyna przynudzać.
Salas zbliżył się do islamskiego terroryzmu tak daleko jak to możliwe bez łamania prawa. Rzetelne i wyważone spojrzenie na przyczyny i działania terrorystów w sposób nietypowy dla proamerykańskiej propagandy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWarto czytać. Czy przeczytać całość? Trochę za obszerna i w końcu zaczyna przynudzać.
Książka przedstawia zupełnie inne spojrzenie na działanie siatek terrorystów islamskich, jednakże czytało się ją dosyć ciężko (chyba ze względu na bardzo dużą ilość bohaterów i faktów oraz trochę chaotyczny jak dla mnie sposób pisania).
Książka przedstawia zupełnie inne spojrzenie na działanie siatek terrorystów islamskich, jednakże czytało się ją dosyć ciężko (chyba ze względu na bardzo dużą ilość bohaterów i faktów oraz trochę chaotyczny jak dla mnie sposób pisania).
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo 2 rozdziałach nie chce się już mi czytać tego, ponieważ autor za dużo się przechwala, bardzo często powraca do innych swoich książek, przez to czasami nie kumam o co chodzi, myśli, że jest nie wiadomo kim. Poza tym jest kilka bezsensownych, niepotrzebnych (podrozdziałów?). Jak trochę odpocznę od niej to skończę czytać.
Po 2 rozdziałach nie chce się już mi czytać tego, ponieważ autor za dużo się przechwala, bardzo często powraca do innych swoich książek, przez to czasami nie kumam o co chodzi, myśli, że jest nie wiadomo kim. Poza tym jest kilka bezsensownych, niepotrzebnych (podrozdziałów?). Jak trochę odpocznę od niej to skończę czytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątkowo książka zapowiadała się rzetelnie i obiektywnie, ale niestety z każdą stroną autor traci na wiarygodności. Nie wyobrażam sobie, że tak szybko opanował język arabski w stopniu umożliwiającym mu wejście w hermetyczny świat terrorystów, tym bardziej że "wychował się w rodzinie o palestyńskich korzeniach". Poza tym z każdą stroną denerwuje coraz bardziej usprawiedliwianie terrorystycznych ataków, coś jakby jego punkt widzenia zależał od punktu siedzenia. Dopóki był Europejczykiem potępiał terrorystów, ale skoro ich poznał i okazali się ludźmi to może jednak mają rację... Nie podoba mi się taka logika i jak dla mnie nie ma wiele wspólnego z obiektywizmem.
Początkowo książka zapowiadała się rzetelnie i obiektywnie, ale niestety z każdą stroną autor traci na wiarygodności. Nie wyobrażam sobie, że tak szybko opanował język arabski w stopniu umożliwiającym mu wejście w hermetyczny świat terrorystów, tym bardziej że "wychował się w rodzinie o palestyńskich korzeniach". Poza tym z każdą stroną denerwuje coraz bardziej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka Salasa mnie denerwuje. Powodem tego jest wyczuwalny swąd rozsiewany przez autora przez 600 stron tego tomiska. Dla czytelnika, który tylko sporadycznie miał styczność z tematyką ogólnie pojętego terroryzmu, może wydawać się wielkim dziełem reporterskim. Nie do końca jednak. Autor wcielający się w skórę Abu abd Allaha, niby walecznego palestyńczyka, na kilometr wydaje się być nieszczery. Pierwszym powodem takiego uczucia jest potworny wręcz, zadufany w sobie zarozumialec - niestety, sam autor. Jego JA sięga niebios, taki we własnym mniemaniu jest wspaniały, zdolny, przebiegły i w ogóle. Drugim z kolei powodem, który czasami każe chlasnąć książka o podłogę jest naiwność autora, że ludzie w to uwierzą. Ba, żeby tylko czytelnicy. Ale sam Salas kazał uwierzyć prawdziwym terrorystom że taki jest. I uwierzyli, przynajmniej w jego własnej opinii. Najbardziej przebiegli ludzie ze świata ściganych przez prawo terrorystów uwierzyli hiszpańskiemu dziennikarzowi że jest jednym z nich. Urodzony i wychowany w kulturze zachodu facet oszukał wszystkich. Najbardziej czytelników.
Każdy kto choć tylko pobieżnie starał się zgłębić problematykę terroryzmu natychmiast wyczuje w twierdzeniach autora fałsz. Że niby w ciągu trzech lat można opanować dobrze język arabski, arabskie zwyczaje, kulturę i całą masę specyfiki życia tej jednak dość zamkniętej i odmiennej od zachodniej kultury. Do tego stopnia że piątkę przybijają mu ścigani przez międzynarodowe agencje rządowe bojownicy Hamasu, Hezbollahu, wenezuelskich Tupamaros czy nawet Al Kaidy. A jak tylko zechce to może zostać koleżką samego Szakala i jeszcze prowadzić jego stronę w Internecie bo wystarczyło że ukrył się pod pseudonimem. Wow, żadne agencje mu nie straszne. Ok., zacznijmy od pseudonimu. Wspomniany Abu Abd Allah znaczy tyle co „sługa boga”…, też mi oryginalność. Każdy wierzący arab chciałby nosić takie imię ale taki przydomek w islamie mogą sobie nadawać tylko ludzie z najwyższej półki, ba, takie samo nadał sobie Usama ibn ladin, czyli zeuropeizowany, dobrze nam znany szejk Osama bin laden. A to że takie imię nosi podejrzany Wenezuelczyk o niby korzeniach palestyńskich w ogóle zaprawionym w walce z wywiadami fundamentalistom nie wydało się podejrzane. Ale dobra. Wyrusza w bój. Zapuszcza brodę, owija się arafatką i kupuje bilet do Caracas na nazwisko Antonio Salas. Ale już na lotnisku docelowym zmienia tożsamość i wysiada jako El Palestino, no, ale w wypadku naszego bohatera to wcale służbom lotniskowym nie wydaje się dziwne. W Madrycie, Barcelonie, Zurichu i Paryżu również nie. Potem mamrocząc w meczecie koszmarnym arabskim modli się i nawet może brać czynny udział w prowadzeniu modłów. To też nikomu nie podpadło. Wszyscy go lubią i podziwiają. Taki jest fajny. Dostaje kontakty, adresy mailowe, telefony do słynnych terrorystów bez żadnego problemu. Kolejne wow!. Co się nie udało CIA, MI6, DSG, Mossadowi naszemu bohaterowi przychodzi bez problemu. Ponieważ chce być wiarygodny wszystko nagrywa ukrytą kamerą. A jak mu się skończy bateria to telefonem komórkowym Tego też nikt nie zauważył. (Szkoda że nie podał w książce linków do swoich nagrań, choć robi to często i ochoczo w przypadku materiałów obcych). Dalej jest zapraszany na konferencje, zjazdy organizacji terrorystycznych, którzy jak kiedyś proletariusze łączą się bez problemu w terrorystyczne holdingi. No dobra, to też przełknąłem choć już z trudem. Wszystko to okrasza wielką wiedzą encyklopedyczną. Widać że poświęcił wiele godzin na searching w necie a informacje stamtąd skopiowane pozwoliły mu na zapełnienie 600 stron tego gniota jakim jest „Ja, terrorysta”. Czyta się to ciężko. Książka zawiera niesamowite, niepotrzebne dłużyzny, nudne opisy postaci, niepotrzebną demagogię autora. Uff, dobrze że to już koniec bo tylko ten fakt pozwala mi się tu wypowiedzieć.
Mógłbym tak długo. Ale wystarczy. W pierwszym rozdziale napisał że nikt go nie finansuje, że działa tylko dzięki pieniądzom uzyskanym ze sprzedaży książek, że jego sponsorem jest czytelnik. No to będzie miał jednego mniej, ja żadnej książki napisanej przez Antonio Salasa już nie kupię.
Książka Salasa mnie denerwuje. Powodem tego jest wyczuwalny swąd rozsiewany przez autora przez 600 stron tego tomiska. Dla czytelnika, który tylko sporadycznie miał styczność z tematyką ogólnie pojętego terroryzmu, może wydawać się wielkim dziełem reporterskim. Nie do końca jednak. Autor wcielający się w skórę Abu abd Allaha, niby walecznego palestyńczyka, na kilometr...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra książka pozwalająca zrozumieć mechanikę działania terroryzmu. Napisana jest niezwykle obiektywnie. Nie spotkałem się dotychczas z takim obiektywizmem w tym temacie. Dla osób zajmujących się tematyką terroryzmu - niezbędna. Fanów "Celów Snajpera, itd" książka zniechęci - nie ma w niej spektakularnych akcji, wybuchów i rambo. :)
Bardzo dobra książka pozwalająca zrozumieć mechanikę działania terroryzmu. Napisana jest niezwykle obiektywnie. Nie spotkałem się dotychczas z takim obiektywizmem w tym temacie. Dla osób zajmujących się tematyką terroryzmu - niezbędna. Fanów "Celów Snajpera, itd" książka zniechęci - nie ma w niej spektakularnych akcji, wybuchów i rambo. :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMuhammad Abdullah nie jest wcale Muhammadem Abdullahem, lecz Antonio Salasem. Kłopot w tym, że Antonio Salas, który chce uchodzić za Muhammada Abdullaha, nie jest także Antonio Salasem… Pokręcone to wszystko, ale chyba nie może być inaczej, skoro całe to zamieszanie dotyczy infiltracji grup terrorystycznych.
Antonio Salas – z konieczności musimy używać nazwiska tej jego kreacji – jest tym typem reportera, który dzień bez lufy przystawionej mu do głowy uzna za zmarnowany. Kilka lat temu na przykład postanowił poudawać skina i penetrować hiszpańskie grupy neonazistowskie („Jestem skinem”). Później, najwyraźniej głodny adrenaliny, zagłębił się w struktury mafii handlujących żywym towarem („Handlowałem kobietami”). Teraz jednak przeszedł sam siebie: zapuścił brodę, kupił worek samoopalaczy… Ba, poddał się obrzezaniu i przeszedł na wiarę Mahometa, by na sześć lat stać się jednym z islamskich terrorystów. Cóż… Cel uświęca środki – stworzył książkę niesamowitą.
Otóż jej akcja biegnie trzema torami. Na pierwszym z nich widzimy Salasa niemal jako aktora w ostrym thrillerze: ucieczki, broń, spotkania w ustronnych miejscach, szkolenie bojowe, kontrabanda… Drugi przynosi refleksje – Salas z każdą kolejną przekroczoną granicą odkrywa, że odnośnie do terroryzmu nie ma czegoś takiego jak prawda – są tylko punkty widzenia, w dodatku oba ostro manipulowane. No bo czy ktoś zastanowił się na przykład, dlaczego w relacjach – dajmy na to z walk w Iraku – podawano wyłącznie liczbę zabitych Amerykanów, Francuzów czy Polaków, rzadko kiedy zaś Irakijczyków? Ktoś powie – europejskiego telewidza to po prostu bardziej interesuje. Owszem, ale z takich właśnie drobnych przemilczeń utkany jest świat, w którym wyłącznie źli Arabowie mordują niewinnych bohaterów z Europy. A ponieważ z drugiej strony sprawa wyglądała identycznie, w odpowiedzi na pytanie, co jest obiektywną rzeczywistością, można również dobrze rzucić monetą.
Salas ma z tym dodatkowy problem, bo przez lata udawania Araba wiódł jednocześnie swoje dawne życie europejskiego dziennikarza. Stał się kumplem wielu terrorystów, wielu z nich polubił, ale jednocześnie wspomnienia zamachów w Madrycie paliły go do żywego… I właśnie ten trzeci tor książki – ciągłe balansowanie na granicy schizofrenii, kołaczące w głowie pytania, kto tak naprawdę jest katem, wreszcie odkrywanie wspomnianego manipulowania informacją – tak w sumie podobnego do wizji Orwella czy Burgessa – są chyba najmocniejszą stroną książki. Tym mocniejszą, że nie są literacką antyutopią (czy może lepiej by tu pasowało określenie: dystopią), lecz nagranym na kamerę i dyktafon dokumentem.
Muhammad Abdullah nie jest wcale Muhammadem Abdullahem, lecz Antonio Salasem. Kłopot w tym, że Antonio Salas, który chce uchodzić za Muhammada Abdullaha, nie jest także Antonio Salasem… Pokręcone to wszystko, ale chyba nie może być inaczej, skoro całe to zamieszanie dotyczy infiltracji grup terrorystycznych.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAntonio Salas – z konieczności musimy używać nazwiska tej jego...
Antonio Salas to hiszpański pisarz i dziennikarz śledczy specjalizujący się w reportażu wcieleniowym, który najlepiej oddaje rzeczywistość opisywanych przez niego środowisk. Już sam pomysł książki jest bardzo ciekawy, a terroryzm jest tematem bardzo mocno odczuwalnym i obecnym w dzisiejszym świecie. “Ja, terrorysta” to niezwykła książka relacjonująca działania hiszpańskiego dziennikarza, który dopiął swego i wkradł się w łaski najniebezpieczniejszych terrorystów. Dokonał niemożliwego, ponieważ jako jeden z nielicznych miał możliwość zinfiltrowania terroryzmu dżihadu. Jak tego dokonał?
Antonio Salas staje się zupełnie innym człowiekiem, od teraz będzie znany jako Muhammad Ali Tovar Abd Allah, Abu Ajman, Al-Filastini, obywatel Wenezueli z palestyńskimi korzeniami, który osiadłszy na Zachodnim Brzegu Jordanu poślubił kobietę, która została przypadkowo zastrzelona podczas zamieszek. By realistycznie odgrywać swoją rolę Salas zaczął uczyć się języka arabskiego, zapisał się na kursy o terroryzmie, wnikliwie studiował Koran, zapuścił brodę, przyciemnił kolor swojej skóry, a co więcej… poddał się obrzezaniu i zmienił nawet religię. Musiał wiele poświęcić, by stać się jednym z Muzułmanów. Wiele też ryzykował i nierzadko cud ratował go z opresji.
[ Całość recenzji: http://miqaisonfire.wordpress.com/2012/11/26/274-ja-terrorysta-antonio-salas/ ]
Antonio Salas to hiszpański pisarz i dziennikarz śledczy specjalizujący się w reportażu wcieleniowym, który najlepiej oddaje rzeczywistość opisywanych przez niego środowisk. Już sam pomysł książki jest bardzo ciekawy, a terroryzm jest tematem bardzo mocno odczuwalnym i obecnym w dzisiejszym świecie. “Ja, terrorysta” to niezwykła książka relacjonująca działania hiszpańskiego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to