Prawdopodobnie jestem jednym z ostatnich czytelników Romualda Kolmana. Nie znałem go osobiście. Wyobrażam go sobie jako sympatycznego, starszego pana siedzącego za biurkiem. Wsłuchanego w głos potrzebujących magistrantów, doktorantów, habilitantów.
Czy i mi pomógł swoją książką? Poniekąd. Poniekąd, ponieważ magisterium to dla mnie odległa przeszłość, a rozwleczony do nieprzyzwoitości przewód doktorski zdechł po 11 latach...
Przeczytałem poradnik bo nadzieja nie umiera nigdy. Bo z niedoszłego doktora przeistoczyłem się w skrupulatnego samouka.
"Zdobywanie wiedzy" nie będzie już nigdy wznowione. Za dużo tu nieaktualnego kontekstu. Poza tym organizacja książki przywodzi na myśl – zbiór notatek ujęty w luźną klamrę. Nie umniejsza to bynajmniej wartości poradnika. Cennym nabytkiem mojej percepcji jest chociażby makietowa metoda projektowania dysertacji. Podoba mi się również zestawienie technik czytania według rodzajów publikacji.
Czy jednak zamiast wydziobywać okruchy wiedzy nie lepiej przyjąć solidną dawkę czegoś świeższego? Lepiej.
Prawdopodobnie jestem jednym z ostatnich czytelników Romualda Kolmana. Nie znałem go osobiście. Wyobrażam go sobie jako sympatycznego, starszego pana siedzącego za biurkiem. Wsłuchanego w głos potrzebujących magistrantów, doktorantów, habilitantów.
Czy i mi pomógł swoją książką? Poniekąd. Poniekąd, ponieważ magisterium to dla mnie odległa przeszłość, a rozwleczony do...
Prawdopodobnie jestem jednym z ostatnich czytelników Romualda Kolmana. Nie znałem go osobiście. Wyobrażam go sobie jako sympatycznego, starszego pana siedzącego za biurkiem. Wsłuchanego w głos potrzebujących magistrantów, doktorantów, habilitantów.
Czy i mi pomógł swoją książką? Poniekąd. Poniekąd, ponieważ magisterium to dla mnie odległa przeszłość, a rozwleczony do nieprzyzwoitości przewód doktorski zdechł po 11 latach...
Przeczytałem poradnik bo nadzieja nie umiera nigdy. Bo z niedoszłego doktora przeistoczyłem się w skrupulatnego samouka.
"Zdobywanie wiedzy" nie będzie już nigdy wznowione. Za dużo tu nieaktualnego kontekstu. Poza tym organizacja książki przywodzi na myśl – zbiór notatek ujęty w luźną klamrę. Nie umniejsza to bynajmniej wartości poradnika. Cennym nabytkiem mojej percepcji jest chociażby makietowa metoda projektowania dysertacji. Podoba mi się również zestawienie technik czytania według rodzajów publikacji.
Czy jednak zamiast wydziobywać okruchy wiedzy nie lepiej przyjąć solidną dawkę czegoś świeższego? Lepiej.
Prawdopodobnie jestem jednym z ostatnich czytelników Romualda Kolmana. Nie znałem go osobiście. Wyobrażam go sobie jako sympatycznego, starszego pana siedzącego za biurkiem. Wsłuchanego w głos potrzebujących magistrantów, doktorantów, habilitantów.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy i mi pomógł swoją książką? Poniekąd. Poniekąd, ponieważ magisterium to dla mnie odległa przeszłość, a rozwleczony do...