W domowej biblioteczce już od wielu wiosen wyczekiwała powieść "October", więc nadszedł w końcu taki czas, że i ja zapoznałem się z zalążkiem twórczości Gallaghera ;). W archiwalnych, żółknących już numerach "Fenixa" pisarz ów rekomendowany był jako "brytyjski Dean Koontz" i rzeczywiście co nieco na stronach przeczytanej przeze mnie powieści rozbrzmiewa echem prozy amerykańskiego autora bestsellerów z pogranicza grozy, tajemnicy i fantastyki :). Szczególne skojarzenia miałem momentami z "Pieczarą gromów", gdyż "October" Gallaghera podejmuje w dużej mierze wątek medyczny i knowania w tej dziedzinie nauki ;).
W owej książce poznajemy bohatera, który w wyniku wypadku w górskim kurorcie stracił pamięć i próbującego na nowo ułożyć swoje mętne, rozbite życie. Utwór ten ma co prawda znamiona i tajemniczości i poniekąd też wdzierają się weń elementy napięcia oraz dynamiki akcji, jednak po lekturze poczułem niedosyt. Zapowiadała się całkiem udana powieść, a w efekcie otrzymałem swego rodzaju mglistą, miejscami niejasną opowieść o smętnym człowieku snującym się niczym cień samego siebie po szarych ulicach w towarzystwie postaci niemal równie niepoukładanych życiowo jak on sam ;).
W książce przewija się pewien tajemniczy projekt badawczo-naukowy pod tytułowym kryptonimem October wokół którego zdaje się zacieśniać cała fabuła... owszem zdaje się, bo tak naprawdę jest to nakreślone bardzo chaotycznie i rzekłbym wybiórczo; motyw eksperymentu, który wymknął się spod kontroli jego twórców został przez autora przedstawiony niejasno, zdawkowo i po łebkach, przez co podczas lektury odnosiłem wrażenie jakbym czytał streszczenie książki! Nad całością ciąży dosyć ponura atmosfera, co przydaje jej w pewnym sensie mroczny wydźwięk, jednak sama aura posępności nie jest w stanie sprawić, bym mógł uznać "October" za wielce udaną przygodę z twórczością Stephena Gallaghera.
Niemniej jednak w mojej poczekalni widnieje jeszcze jeden tytuł rzeczonego pisarza, a mianowicie "Hangar", więc za czas jakiś sięgnę po tę powieść, by zobaczyć, czy za drugim razem moje zdanie okaże się bardziej pochlebne wobec twórczości owego autora wydawanego u nas niegdyś pod banderą Amberu.
W domowej biblioteczce już od wielu wiosen wyczekiwała powieść "October", więc nadszedł w końcu taki czas, że i ja zapoznałem się z zalążkiem twórczości Gallaghera ;). W archiwalnych, żółknących już numerach "Fenixa" pisarz ów rekomendowany był jako "brytyjski Dean Koontz" i rzeczywiście co nieco na stronach przeczytanej przeze mnie powieści rozbrzmiewa echem prozy...
W domowej biblioteczce już od wielu wiosen wyczekiwała powieść "October", więc nadszedł w końcu taki czas, że i ja zapoznałem się z zalążkiem twórczości Gallaghera ;). W archiwalnych, żółknących już numerach "Fenixa" pisarz ów rekomendowany był jako "brytyjski Dean Koontz" i rzeczywiście co nieco na stronach przeczytanej przeze mnie powieści rozbrzmiewa echem prozy amerykańskiego autora bestsellerów z pogranicza grozy, tajemnicy i fantastyki :). Szczególne skojarzenia miałem momentami z "Pieczarą gromów", gdyż "October" Gallaghera podejmuje w dużej mierze wątek medyczny i knowania w tej dziedzinie nauki ;).
W owej książce poznajemy bohatera, który w wyniku wypadku w górskim kurorcie stracił pamięć i próbującego na nowo ułożyć swoje mętne, rozbite życie. Utwór ten ma co prawda znamiona i tajemniczości i poniekąd też wdzierają się weń elementy napięcia oraz dynamiki akcji, jednak po lekturze poczułem niedosyt. Zapowiadała się całkiem udana powieść, a w efekcie otrzymałem swego rodzaju mglistą, miejscami niejasną opowieść o smętnym człowieku snującym się niczym cień samego siebie po szarych ulicach w towarzystwie postaci niemal równie niepoukładanych życiowo jak on sam ;).
W książce przewija się pewien tajemniczy projekt badawczo-naukowy pod tytułowym kryptonimem October wokół którego zdaje się zacieśniać cała fabuła... owszem zdaje się, bo tak naprawdę jest to nakreślone bardzo chaotycznie i rzekłbym wybiórczo; motyw eksperymentu, który wymknął się spod kontroli jego twórców został przez autora przedstawiony niejasno, zdawkowo i po łebkach, przez co podczas lektury odnosiłem wrażenie jakbym czytał streszczenie książki! Nad całością ciąży dosyć ponura atmosfera, co przydaje jej w pewnym sensie mroczny wydźwięk, jednak sama aura posępności nie jest w stanie sprawić, bym mógł uznać "October" za wielce udaną przygodę z twórczością Stephena Gallaghera.
Niemniej jednak w mojej poczekalni widnieje jeszcze jeden tytuł rzeczonego pisarza, a mianowicie "Hangar", więc za czas jakiś sięgnę po tę powieść, by zobaczyć, czy za drugim razem moje zdanie okaże się bardziej pochlebne wobec twórczości owego autora wydawanego u nas niegdyś pod banderą Amberu.
W domowej biblioteczce już od wielu wiosen wyczekiwała powieść "October", więc nadszedł w końcu taki czas, że i ja zapoznałem się z zalążkiem twórczości Gallaghera ;). W archiwalnych, żółknących już numerach "Fenixa" pisarz ów rekomendowany był jako "brytyjski Dean Koontz" i rzeczywiście co nieco na stronach przeczytanej przeze mnie powieści rozbrzmiewa echem prozy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to