Chociaż zwykle nie mam takich oporów, wyjątkowo przy tej książce czuję, że wyraźnie brakuje mi kompetencji, aby ją obiektywnie ocenić. Miałabym nawet wątpliwości, czy "Estetykę zen" można nazwać książką popularnonaukową, tyle wysiłku kosztowało mnie zgłębienie wywodów Agnieszki Kozyry. Nie była to łatwa lektura, owszem, ale potrafi dać sporo czytelniczej satysfakcji, kiedy już uda się zrozumieć kilka podstawowych założeń.
A podstawowe założenia, tak się składa, zajmują bardzo obszerny pierwszy rozdział, który traktuje o "teorii" buddyzmu i jego filozoficznym aspekcie. Pomijam już to, że filozoficzne uzasadnienia czy wyjaśnienia niektórych problemów wymagają dużego skupienia przy lekturze. Większym problemem jest to, że dla opisania zjawisk nieznanych zachodniej filozofii z konieczności używany jest język pojęć przez ta filozofię stworzonych, także trzeba nastawić się na zupełnie nowe zdefiniowanie takich pojęć jak "tożsamość" czy "świadomość".
Po wstępie teoretycznym autorka przedstawia krótko dokonania Nishidy Kitaro i dopiero po tym przeglądzie następuje to, na co wszyscy najbardziej czekają: piękne rozdziały o obecności pewnych założeń estetycznych związanych z zen w malarstwie tuszem, w sztuce projektowania ogrodów, w grze aktorskiej w teatrze no i w ceremonii herbaty.
Od razu uprzedzam, że kto czytał książki Alberowej albo Kubiak Ho-Chi może się poczuć zawiedziony poziomem abstrakcji rozważań Kozyry, z koeli ci, którzy zaczytywali się w antologii Wilkoszewskiej powinni poczuć się przynajmniej usatysfakcjonowani. Ta książka rzeczywiście jest to estetyce, a nie o historii prądów artystycznych czy historii sztuki w ogóle - o estetyce, to znaczy o filozofii piękna. I znowu: malarstwo może w ogóle zaskoczyć, bo niektóre z reprodukowanych prac zrywają z obrazem, jaki kształtują wymienione wcześniej książki, z kolei ogrody są fascynującą opowieścią o tym, jak filozofia i świat zewnętrzny mogą się wspaniale przenikać i uzupełniać. Traktat o aktorstwie, gdzie odwołań do Zeamiego jest mnóstwo, wymaga sporej uwagi, a rozdział o ceremonii herbaty jest ładnym historycznym opracowaniem.
Dla tych, których interesuje zen, ta książka może być cenną pozycją, ale neofitów w przedmiocie japońskiej sztuki może niepotrzebnie zniechęcić. Wydaje mi się też, że książka nieco by zyskała, gdyby i autorka pisała "lżej", z większą swadą, przystępniej - bywały momenty, w których wzdychałam ze znużeniem, brnąc przez kolejną stronę rozważań o niepodzielonej tożsamości. Wiem, że trzeba, wiem, że pewnie inaczej się nie dało, ale przecież pomarzyć można...
Chociaż zwykle nie mam takich oporów, wyjątkowo przy tej książce czuję, że wyraźnie brakuje mi kompetencji, aby ją obiektywnie ocenić. Miałabym nawet wątpliwości, czy "Estetykę zen" można nazwać książką popularnonaukową, tyle wysiłku kosztowało mnie zgłębienie wywodów Agnieszki Kozyry. Nie była to łatwa lektura, owszem, ale potrafi dać sporo czytelniczej satysfakcji, kiedy...
Chociaż zwykle nie mam takich oporów, wyjątkowo przy tej książce czuję, że wyraźnie brakuje mi kompetencji, aby ją obiektywnie ocenić. Miałabym nawet wątpliwości, czy "Estetykę zen" można nazwać książką popularnonaukową, tyle wysiłku kosztowało mnie zgłębienie wywodów Agnieszki Kozyry. Nie była to łatwa lektura, owszem, ale potrafi dać sporo czytelniczej satysfakcji, kiedy już uda się zrozumieć kilka podstawowych założeń.
A podstawowe założenia, tak się składa, zajmują bardzo obszerny pierwszy rozdział, który traktuje o "teorii" buddyzmu i jego filozoficznym aspekcie. Pomijam już to, że filozoficzne uzasadnienia czy wyjaśnienia niektórych problemów wymagają dużego skupienia przy lekturze. Większym problemem jest to, że dla opisania zjawisk nieznanych zachodniej filozofii z konieczności używany jest język pojęć przez ta filozofię stworzonych, także trzeba nastawić się na zupełnie nowe zdefiniowanie takich pojęć jak "tożsamość" czy "świadomość".
Po wstępie teoretycznym autorka przedstawia krótko dokonania Nishidy Kitaro i dopiero po tym przeglądzie następuje to, na co wszyscy najbardziej czekają: piękne rozdziały o obecności pewnych założeń estetycznych związanych z zen w malarstwie tuszem, w sztuce projektowania ogrodów, w grze aktorskiej w teatrze no i w ceremonii herbaty.
Od razu uprzedzam, że kto czytał książki Alberowej albo Kubiak Ho-Chi może się poczuć zawiedziony poziomem abstrakcji rozważań Kozyry, z koeli ci, którzy zaczytywali się w antologii Wilkoszewskiej powinni poczuć się przynajmniej usatysfakcjonowani. Ta książka rzeczywiście jest to estetyce, a nie o historii prądów artystycznych czy historii sztuki w ogóle - o estetyce, to znaczy o filozofii piękna. I znowu: malarstwo może w ogóle zaskoczyć, bo niektóre z reprodukowanych prac zrywają z obrazem, jaki kształtują wymienione wcześniej książki, z kolei ogrody są fascynującą opowieścią o tym, jak filozofia i świat zewnętrzny mogą się wspaniale przenikać i uzupełniać. Traktat o aktorstwie, gdzie odwołań do Zeamiego jest mnóstwo, wymaga sporej uwagi, a rozdział o ceremonii herbaty jest ładnym historycznym opracowaniem.
Dla tych, których interesuje zen, ta książka może być cenną pozycją, ale neofitów w przedmiocie japońskiej sztuki może niepotrzebnie zniechęcić. Wydaje mi się też, że książka nieco by zyskała, gdyby i autorka pisała "lżej", z większą swadą, przystępniej - bywały momenty, w których wzdychałam ze znużeniem, brnąc przez kolejną stronę rozważań o niepodzielonej tożsamości. Wiem, że trzeba, wiem, że pewnie inaczej się nie dało, ale przecież pomarzyć można...
Chociaż zwykle nie mam takich oporów, wyjątkowo przy tej książce czuję, że wyraźnie brakuje mi kompetencji, aby ją obiektywnie ocenić. Miałabym nawet wątpliwości, czy "Estetykę zen" można nazwać książką popularnonaukową, tyle wysiłku kosztowało mnie zgłębienie wywodów Agnieszki Kozyry. Nie była to łatwa lektura, owszem, ale potrafi dać sporo czytelniczej satysfakcji, kiedy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to