Non/fiction. Numer 4: Zwierzę

Okładka książki Non/fiction. Numer 4: Zwierzę
Karolina BednarzDorota Groyecka Wydawnictwo: Fundacja Non/fiction reportaż
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2018-08-01
Data 1. wyd. pol.:
2018-08-01
Język:
polski
ISBN:
25443429
Średnia ocen

                8,1 8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Non/fiction. Numer 4: Zwierzę w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Non/fiction. Numer 4: Zwierzę

Średnia ocen
8,1 / 10
53 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
885
875

Na półkach:

Zbiór reportaży, z którymi warto się zapoznać. Co prawda niektóre tematy nie są dla mnie nowe, ale i tak przeczytałam je z ciekawością. Przystępne teksty dla każdego, wprowadzają w świat zwierzęcy wokół człowieka. W dobie kryzysów warto szukać alternatyw a te reportaży ukazują nowe możliwości. Dają drogowskazy nowych horyzontów, otwierają też oczy na sprawy, o których jeszcze mówi się za mało.
Oby jak najwięcej takich tekstów, a może dałoby się uratować świat, który tak lubiliśmy. Wszystkie w podobnych duchu napisane teksty wokół codziennych spraw człowieka stanowią dla mnie wartość. Polecam "Non/fiction" w ogóle, a numer 4. "Zwierzę" w szczególe.

Zbiór reportaży, z którymi warto się zapoznać. Co prawda niektóre tematy nie są dla mnie nowe, ale i tak przeczytałam je z ciekawością. Przystępne teksty dla każdego, wprowadzają w świat zwierzęcy wokół człowieka. W dobie kryzysów warto szukać alternatyw a te reportaży ukazują nowe możliwości. Dają drogowskazy nowych horyzontów, otwierają też oczy na sprawy, o których...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

153 użytkowników ma tytuł Non/fiction. Numer 4: Zwierzę na półkach głównych
  • 79
  • 72
  • 2
50 użytkowników ma tytuł Non/fiction. Numer 4: Zwierzę na półkach dodatkowych
  • 26
  • 10
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Non/fiction. Numer 4: Zwierzę

Inne książki autora

Dorota Groyecka
Dorota Groyecka
Absolwentka dziennikarstwa, filologii polskiej oraz kulturoznawstwa. Przez kilka lat mieszkała w Berlinie. Zainteresowana zjawiskami z zakresu socjologii miasta, obszarami na przecięciu urbanistyki i sztuki. Amatorka fotografii analogowej, publikuje teksty poświęcone tej tematyce na łamach magazynu internetowego O.pl.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Neuroerotyka. Rozmowy o seksie i nie tylko Jerzy Vetulani
Neuroerotyka. Rozmowy o seksie i nie tylko
Jerzy Vetulani Maria Mazurek
Nie wiem o co to chodzi, że każdy kto przeprowadza wywiad z Vetulanim musi najpierw wywalić kilkudziesięciostronicowy wywód jaki to profesor jest wspaniały, elokwentny, jakie miał ciekawe życie. Większość osób, które sięgnęły po tę książkę, doskonale wiedzą jaki jest V., a resztę skusiła tematyka, więc tym bardziej przydługa laurka jest zbyteczna. Znając cięty język, chęć szokowania i styl V. można się było domyślać, że książka będzie momentami kontrowersyjna i jeśli nie przefiltruje się pewnych hasełek rzuconych w wywiadzie - przez pryzmat chęci zbulwersowania czytelnika i sprowokowania do szerszej dyskusji, przeszukania internetu w postaci twardych danych i statystyk - to dla wielu osób ta książka może być szkodliwa. Bo jeśli przyjmiemy bezrefleksyjnie tekst, że zoofilia nie jest taka zła, bo przecież żadne zwierze się nie pożaliło (bo nie mówi), no to faktycznie mamy problem. Albo, że pedofilia wśród dzieci płci męskiej jest ok, o ile molestuje kobieta, bo ON miał takie relacje ze służącymi i sobie bardzo chwali... No pozostaje tylko przewrócić oczami, bo trąci to wąsatym wujkiem z PRL a nie wybitnym naukowcem. Ale Vetulani taki był. Z jednej strony seksista, ale z drugiej zatwardziały feminista. Nigdy nie wiesz, czy on to mówi serio, czy żartuje. Albo się to przyjmuje, albo lepiej nie sięgać po wywiady z nim. Więcej uwag mam do pani Mazurek. Bo o ile w pierwszej części książki ograniczyła się tylko do zadawania pytań i prowadzenia wywiadu, o tyle w drugiej części jest już więcej jej dość szokujących prywatnych opinii typu tabletka dzień po dla "gówniarzy" bez kontroli lekarza nie podoba jej się, bo przecież tam są hormony, a owi "gówniarze" mają do niej szeroki i łatwy dostęp. No pewnie, że tak, przecież ciąża nie wywołuje żadnych skutków, wcale nie jest koktajlem hormonów, lepiej nie ryzykować z tabletką dzień po, bo olaboga hormony! O problemie wykluczenia komunikacyjnego pewnie nie słyszała. O tym, że nie w każdej miejscowości jest apteka, czy lekarz (już nie mówiąc o specjaliście) też nie ma pojęcia. Młoda kobieta, po UJ. Aż ją Vetulani usadził, że mówi z perspektywy osoby uprzywilejowanej. Ja to odczytuje jako nieuświadomiony mizoginizm. Bo w tej książce pada kilka haseł w podobnym tonie. I o ile V. widział, że czasami przybiera maskę dziada i bawił się tą kreacją, żeby za chwilę wyskoczyć, że on popiera marsze kobiet i prawo do aborcji, o tyle nie wiem czy pani Mazurek będzie do twarzy z podobną łatką.
Ewa - awatar Ewa
oceniła na 7 11 miesięcy temu
Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry Reni Eddo-Lodge
Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry
Reni Eddo-Lodge
„Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” Reni Eddo-Lodge (2017) to esej w równej części przepełniony nadzieją co bezradnością. Czytelnikowi udziela się głównie to drugie. Autorka tłumaczy rzeczy z pozoru oczywiste – biały przywilej, figurę „złego czarnego”, dziecinne techniki ślepoty rasowej, lęk przed „czarną planetą” i dyskryminacją pozytywną, a także wtórny rasizm białego liberalnego feminizmu. Z pozoru, bo najbielej pod latarnią i nieprzypadkowo ludzie niepotrzebujący myśleć o swojej rasie burzą się, że ktoś ciągle podnosi temat rasy. To nie ich system wyklucza; ich system nagradza, czy tego chcą, czy nie. Ale nie żebym się biczował nad swoją białością – sama Eddo-Lodge pisze, że nie o to chodzi w jej wywodach. A o co? Tutaj dochodzimy właśnie do najsmutniejszego momentu książki, bo w sumie najbardziej przewidywalnego. Nikt nie wymyślił recepty na rasizm strukturalny, uprzedzenia i wciąż żyjące pokłosie kolonializmu. Nie wymyśliła go też Eddo-Lodge. Esej powstał w wyniku furii nad obecnym stanem rzeczy i dobrze posłużył jako katalizator poszerzania społecznej świadomości. Program pozytywny jest jednak bierny. Autorka wzywa świat do zmiany, ale nie zamierza jej sama przeprowadzać. Zmiana zakładałaby przyznanie się do winy tych, którzy na obecnym stanie rzeczy najwięcej zyskują (korporacje i rząd, akurat w kwestii rasowej wyjątkowo nie rząd polski). Czyli jest to mrzonka, która w ten sposób nigdy się nie spełni. Za mało w eseju Eddo-Lodge pracy u podstaw, ale jest to zrozumiałe. Czwarta fala feminizmu zakłada, że wiedza z trzech poprzednich trafiła już pod strzechy. A jeśli nie, to tym gorzej dla wszystkich, białych mężczyzn też. Konieczność intersekcjonalności i walki feminizmu o wyzwolenie wszystkich żyjących istot jest już przecież oczywista. Im szybciej wszyscy uświadomimy sobie i uzewnętrznimy to, o czym Eddo-Lodge pisze, tym szybciej lepiej się będzie żyło na tym łez padole. Nam wszystkim. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na 8 2 miesiące temu
Gwałt to przecież komplement Maja Staśko
Gwałt to przecież komplement
Maja Staśko
Dostępny bezpłatnie do przeczytania esej (link na końcu), o tym jak społeczeństwo traktuje kobiety. Skłania do wielu przemyśleń. Cytat1: Gwałt to naruszenie najbardziej podstawowej autonomii – autonomii ciała. Autonomia ciała oznacza, że każda osoba ma kontrolę nad tym, kto lub co używa jej ciała, po co i jak długo: to ona o tym decyduje i to ona się na to zgadza lub nie. Dlatego nie wolno nikogo zmusić do oddania krwi, nerki czy organów; dlatego nie wolno nikogo dotknąć czy uprawiać z nim/z nią seksu bez jego/jej zgody; (...) dlatego nie wolno zmusić kobiety do donoszenia ciąży, a państwo tego nakazujące dokonuje ustawowego gwałtu. Kontrola nad własnym ciałem to podstawowe prawo każdej osoby – bez niego odebrana zostaje możliwość decydowania o sobie w tym najbardziej prywatnym i najbardziej oczywistym wymiarze: następuje fizyczne ubezwłasnowolnienie. Cytat2: Za zgwałcenie nieprzytomnej studentki Brock Turner odsiedział 3 miesiące, sędzia obawiał się bowiem, że dłuższa odsiadka będzie drastyczna dla młodego, zdolnego chłopaka z dobrego domu i zniszczy jego karierę sportową. W mediach nazywa się go byłym pływakiem, a nie gwałcicielem, bo to zawodowe osiągnięcia determinują mężczyznę, a nie ciało czy zachowania względem ciała. Ojciec Brocka prosił, by nie nazywać syna „gwałcicielem”, bo to za duża trauma za „20-minutową akcję”.(...)Hakerowi, który pomógł wykryć gwałt zbiorowy w Steubenville, gdzie grupa licealnych piłkarzy wykorzystała nieprzytomną dziewczynę, grozi większa kara (do 16 lat więzienia) za włamanie na konta niż gwałcicielom. Cytat3 W „kampanii społecznej” GIS-u przeciw tabletce gwałtu hasło brzmiało: „Mądra dziewczynka pilnuje drinka”. Konsekwencje takiego założenia są proste: skoro „mądra dziewczynka” zostanie zgwałcona po tabletce gwałtu dosypanej do drinka, to znaczy, że go nie upilnowała. To jej wina. W kampanii nie pojawia się ani przez chwilę winny, gwałciciel, przestępca – cała odpowiedzialność za potencjalny gwałt zrzucona zostaje na „mądrą dziewczynkę”, to ona jest tu podmiotem. To co, głupia dziewczynka może spokojnie być zgwałcona? Warto może zaznaczyć: do drinków nic nie „może zostać wsypane” – wsypuje konkretna osoba, która jest za to odpowiedzialna, tabletka gwałtu nie ma nóżek i nie wskakuje sama do drinków. http://wakat.sdk.pl/gwalt-to-przeciez-komplement-czym-jest-kultura-gwaltu/
Madame  Executioner - awatar Madame Executioner
ocenił na 8 3 lata temu
Na marne Marta Sapała
Na marne
Marta Sapała
Należę do pokolenia, którego matki i babki wychowały się w biedzie, dlatego i ja wyniosłam z domu umiejętności pozwalające zagospodarować każdą cząstkę żywności. W moim domu niewiele się wyrzuca, a zakupy robi się z listą w ręku i tylko takie,jakie w danym momencie są potrzebne. Nie magazynuję żywności, rzadko zdarza mi się przegapić termin przydatności do spożycia. Dlatego ze zdumieniem przyglądam się zawartości kontenerów na śmieci na moim osiedlu po świętach, czy długich weekendach. Wyrzucone tacki z mięsem, gotowe dania, wędliny i pojemniki z sałatką jarzynową walają się wszędzie i potwierdzają tezę postawioną przez Martę Sapałę w reportażu „Na marne”- Polacy wyrzucają bardzo dużo żywności, przyczyniając się tym samym do marnotrawstwa i ekologicznej katastrofy. W dobie nadprodukcji i nadkonsumpcji temat tego reportażu jest niezwykle ważny. Autorka przygląda się zagadnieniu bardzo wnikliwie i z różnych stron. Rozmawia z freeganami, osobami bezdomnymi korzystającymi ze społecznych stołówek, organizatorami lodówek społecznych, gospodyniami wiejskimi, a także osobami, które przeżyły wojnę i wiedzą, czym jest prawdziwy głód. Poprzez te rozmowy tworzy zbiorowy portret społeczeństwa, które z jednej strony upojone możliwością dostępu do licznych dóbr zatraciło się w tym nadmiarze i beztrosko konsumuje i marnuje jedzenie, a z drugiej nauczone latami niedostatku potrafi wykorzystać każdą odrobinę żywności i przetworzyć ją w jadalne danie. Marta sapała nie poprzestaje jednak tylko na rozmowach. Próbuje też dotknąć problemu własnymi rękoma. Dlatego dołącza do grupy ludzi szukających jedzenia na śmietnikach i sprawdza, co można z niego przygotować, uczestniczy w kursie gotowania bez resztek, angażuje się jako wolontariuszka i obsługuje społeczne lodówki. Swoje spostrzeżenia popiera argumentami naukowymi, oddając głos specjalistom- naukowcom, ekonomistom, prawnikom. Mimo ciekawego tematu miałam wrażenie, że reportaż jest nieco nierówny. Autorce zdarzają się tu dłużyzny, niepotrzebne dywagacje, czasami zbyt drobiazgowo podchodzi do niektórych problemów. Na przykład historia mężczyzny, który niemyślnie podpalił budynek Biedronki,szukając jedzenia w kontenerze z usuniętą ze sklepu żywnością, nie wnosi nic do tematu, a jest nadmiernie rozwleczona. Podobnie jest w rozdziale, którego bohaterem jest sławny swego czasu piekarz z Legnicy, który trafił przed oblicze wymiaru sprawiedliwości za rozdawanie niesprzedanego chleba. Sama historia jest bardzo ciekawa, ale dlaczego autorka opowiada ją od roku 1936, kiedy niemiecki piekarz Alfred Türpitz zakłada w Liegnitz piekarnię, którą 50 lat później odkupi od miasta Waldemar Gronowski? Zainteresowały mnie rozdziały poświęcone badaniom nad rozmiarami marnotrawstwa żywności w Polsce, w których dokładnie przedstawiono, co ląduje w śmietniku, dlaczego i jaki typ gospodarstwa domowego generuje najwięcej odpadów. Sama zaczęłam się zastanawiać, jak wypadłabym w takich badaniach. „Na marne” to potrzebna książka, bo naświetla ważny cywilizacyjny problem i uświadamia, na czym polega odpowiedzialna konsumpcja.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na 6 4 miesiące temu
Nie ma Mariusz Szczygieł
Nie ma
Mariusz Szczygieł
O tym, że Mariusz Szczygieł jest świetnym reporterem i literatem, a jego książki można brać w zasadzie „w ciemno”, nikt nie musiał mnie nigdy przekonywać. Po „Nie ma” nie sięgałam dotychczas wyłącznie z powodu tematu przewodniego i traumatycznych doznań po przeczytaniu (już wcześniej) jednego z reportaży. Ten drastyczny, choć kapitalny tekst („Śliczny i posłuszny”) ukazał się w Gazecie Wyborczej w 2013 roku. Wywołał wówczas prawdziwą burzę, zarówno nagród, jak krytyki, a we mnie zachwyt nad formą i przerażenie treścią. Nie chciałam się więc „Nie ma” dręczyć, przewidując podobne emocje. Minęło kilka lat i postanowiłam spróbować, czy do książki o utracie i nieobecnościach dojrzałam. Trzydzieści reportaży połączonych jest jednym, choć niezwykle pojemnym elementem wspólnym - ich bohaterowie zmagają się z dręczącym brakiem - każdy kogoś albo czegoś „nie ma”, a bywa, że sami obarczają innych pustką pozostawioną po sobie. Rozumiem ideę, podziwiam odwagę autora, ale o ile pojedyncze teksty uważam za świetne lub co najmniej ciekawe, to całość mnie nie przekonała. Trudno było mi połączyć różne kategorie owego „nie ma” i znaleźć analogie pomiędzy kolejnymi rozdziałami-reportażami. Obok braków oczywistych i trudnych, lecz takich z którymi da się żyć, są jeszcze nieobecności niemożliwe do zapełnienia, a postawienie ich obok siebie może budzić wątpliwości. To temat zdecydowanie zbyt pojemny, żeby dało się z niego wysnuć jedną wspólną dla wszystkich tekstów refleksję, a jak mi się wydawało takie było założenie. Dla każdego czytelnika inny brak, inna nieobecność, czy utrata będą tą najważniejszą, najbardziej bolesną. A może właśnie o to chodziło, o pokazanie wielości znaczeń i interpretacji, a tylko ja chciałam znaleźć jakieś (chyba niemożliwe w ludzkiej egzystencji) poczucie uporządkowania i (co tu ukrywać) ukojenia lub przynajmniej oswojenia potencjalnych „nie ma”, których się obawiam. Uspokojenia i poczucia sensu w „Nie ma” nie znalazłam, a lektura okazała się (jako całość) raczej przygnębiająca. Wyróżniłabym reportaż o poetce Violi Fischerovej, za obecne w nim „czeskie klimaty” i pojawiające się postacie m.in. Bohumila Hrabala, chociaż od czasu, kiedy dowiedziałam się co ten miłośnik kotów robił z nadprogramowymi kociętami, moja sympatia dla jego literatury mocno ostygła. Zwróciłam również uwagę na reportaż „Nieznajomy wróg jakiś” o siostrach Zofii i Ludwice Woźnickich. Nie znałam dotąd ich literatury ani tragicznej historii. Może jakimś pomysłem jest czytanie „Nie ma” wybiórczo, a nie tak jak zrobiłam, czyli jako całość. Można się przekonać, ale myślę, że nie straci wiele czytelnik, który zna już twórczość autora, pomijając tę pozycję, skądinąd bardzo docenioną i nagrodzoną między innymi Nagrodą Literacką Nike (od jury i czytelników) i nagrodą Nike 25-lecia.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na 7 28 dni temu
Rozum i Godność Człowieka Krzysztof Gonciarz
Rozum i Godność Człowieka
Krzysztof Gonciarz Bartek Przybyszewski
Krzysztof Gonciarz. Pewnie wiele osób śledzących go na platformie YouTube poznało tę osobę w różnych sytuacjach. W jego komediowej odsłonie, przy pokazywaniu nagrań z Japonii albo może przy współpracy z Eurosportem przy zimowej olimpiadzie w Pjongczang. Obecnie przy letniej olimpiadzie w Tokio też można zobaczyć jego nagrania kulis. Ale jeżeli kogoś interesują początki tej osoby to powinien sięgnąć po „Rozum i godność człowieka”. Jest to wywiad-książka z Krzysztofem, która pozwoli go poznać trochę lepiej. Może też dać częściowo odpowiedź na to: kim jest Gonciarz? „RIGCZ” to skrót tytułu książki zawierającej wywiad z Krzysztofem Gonciarzem. Przeprowadził go Bartek Przybyszewski, któremu udało się wejść w życie YouTubera i wyrwać chwilkę czasu z tak ciasnego planu dnia bohatera wywiadu. Na samym początku można stwierdzić, że nie jest to pozycja, po którą może sięgnąć każdy człowiek. Trzeba choć trochę znać Gonciarza, żeby móc dobrze wczuć się w czytanie i odpowiednie zrozumienie niektórych wątków. Na początku trzeba odpowiedzieć na pytanie: kim jest Krzysztof Gonciarz? On sam nie jest w stanie określić się jednym zawodem. Jest on twórcą internetowym (YouTuberem), ale samą jego twórczość można podzielić na kilka stref. Wiele osób go zna z cyklu „Zapytaj Beczkę”, w którym pokazywał swoją komediową odsłonę. W ostatnich latach raczej pojawiająca się tylko okazyjnie. Zarazem jest autorem wielu videoblogów z Japonii oraz wielu ciekawych materiałów pokazujących Kraj Kwitnącej Wiśni lub inne części Azji Południowo-Wschodniej. Jest on również twórcą przedsiębiorstwa Tofu Media, które działa w branży filmowej. Również zna się on dobrze na montażu, nagrywaniu czy wykonywaniu zdjęć. Czasami wydaje się, że to „człowiek orkiestra”, bo ma za sobą m.in. reżyserię teledysku, produkcję płyty z kolędami wraz z Pawbeatsem czy nawet założenie wytwórni muzycznej. W Polsce zasłyną także z akcji z ciężarówką, która jeździła za podobnym pojazdem reklamującym zakłamane hasła dotyczące negatywnych skutków seksedukacji. Później trafił nawet do programu Kuby Wojewódzkiego.
Michał Krzeszowski - awatar Michał Krzeszowski
ocenił na 6 2 lata temu

Cytaty z książki Non/fiction. Numer 4: Zwierzę

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Non/fiction. Numer 4: Zwierzę