Nie zapomnij mnie. O tym, jak moja matka straciła pamięć, a ja na nowo odkryłem swoich rodziców

Okładka książki Nie zapomnij mnie. O tym, jak moja matka straciła pamięć, a ja na nowo odkryłem swoich rodziców
David Sieveking Wydawnictwo: Drzewo Babel literatura piękna
260 str. 4 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Vergiss mein nicht
Data wydania:
2013-10-23
Data 1. wyd. pol.:
2013-10-23
Liczba stron:
260
Czas czytania
4 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389933997
Tłumacz:
Jan Trawiński
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nie zapomnij mnie. O tym, jak moja matka straciła pamięć, a ja na nowo odkryłem swoich rodziców w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Nie zapomnij mnie. O tym, jak moja matka straciła pamięć, a ja na nowo odkryłem swoich rodziców i

Wspomnienia dorosłego dziecka



2665 123 64

Oceny książki Nie zapomnij mnie. O tym, jak moja matka straciła pamięć, a ja na nowo odkryłem swoich rodziców

Średnia ocen
7,0 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
286
275

Na półkach:

O tej książce nie słyszałam wiele, a mówiąc szczerze zupełnie nic. Jednakże, gdy przeczytałam ogłoszenie o książkach do recenzji w grupie naszego Klubu Recenzenta na Facebooku, ta właśnie od razu przyciągnęła moją uwagę.
Jej autorem nie był nikt mi znany, ale teraz już wiem, że David Sievekin jest uznanym niemieckim reżyserem. I o tym też opowiada książka, która jest biografią opowiadającą o życiu z chorobą Alzheimera.
Głównym bohaterem jest bezdzietny filmowiec, który z powodu matki, chorej na demencję, zaczyna kręcić o niej film i zarazem bardziej przejmować się jej życiem. Niestety, jej stan z dnia na dzień dramatycznie się pogarsza, przez co on zaczyna wspominać dawne czasy. Pewnego razu zdarzyło się nawet, że jego matka, Gretel Sieveking (z domu Margarette Schaumann), odzyskała na chwilę pamięć i śmiała się wraz z jego babcią ze wspomnienia o pechowej wycieczce do Tunezji. Wówczas główny bohater, jako mały chłopczyk, popłynął ze swoimi rodzicami pierwszym statkiem, a drugim miały płynąć ich bagaże. Jednakże na miejscu okazało się, że drugi statek zatonął, a wraz z nimi cały ich dobytek! Gretel niemal pękała ze śmiechu pomimo jej złego stanu zdrowia, a wtedy jej mąż Malte (oczywiście Sivieking) zrozumiał, co dla niej było wtedy najważniejsze - rodzina…
Moim zdaniem, mimo że ta powieść umieszczona jest w naszych realiach, a nie gdzieś w odległej Galaktyce, to i tak wydaje się nieziemska. Wszystkie postacie są jakby ikonami własnego losu i żyją własnym życiem, lecz mimo tego mają czas na miłość i zadumę nad przeszłością. Wiedzą, co jest w życiu najważniejsze i dlatego oragną żyć w jak najlepszych warunkach, aż do ich wspólnego końca…
Uważam także, że z uwagi na jej motyw przewodni powinien przeczytać ją każdy. Ta pozycja powinna być lekturą obowiązkową dla wszystkich, gdyż naprawdę lektura ta uczy bardzo wiele: jak odnajdywać piękno na co dzień pod postaciami drobnych rzeczy, w jaki sposób należy cieszyć się życiem, aby później, kiedy zegar bije ostatnie minuty, nie żałować ani chwili. Warto także nadmienić, że dzięki tej powieści można naprawdę przejrzeć na oczy i zobaczyć świat oczami odchodzącego człowieka. Ta książka niszczy wszelkie podziały - uczy, że powinniśmy traktować wszystkich równo, że każdy z nas jest odmienny i takim powinniśmy go doceniać.

Agnieszka

więcej naszych recenzji na blogu: http://library1gim.blogspot.com/

O tej książce nie słyszałam wiele, a mówiąc szczerze zupełnie nic. Jednakże, gdy przeczytałam ogłoszenie o książkach do recenzji w grupie naszego Klubu Recenzenta na Facebooku, ta właśnie od razu przyciągnęła moją uwagę.
Jej autorem nie był nikt mi znany, ale teraz już wiem, że David Sievekin jest uznanym niemieckim reżyserem. I o tym też opowiada książka, która jest...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

130 użytkowników ma tytuł Nie zapomnij mnie. O tym, jak moja matka straciła pamięć, a ja na nowo odkryłem swoich rodziców na półkach głównych
  • 95
  • 35
15 użytkowników ma tytuł Nie zapomnij mnie. O tym, jak moja matka straciła pamięć, a ja na nowo odkryłem swoich rodziców na półkach dodatkowych
  • 6
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Nie zapomnij mnie. O tym, jak moja matka straciła pamięć, a ja na nowo odkryłem swoich rodziców

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Krótka historia książek zakazanych Werner Fuld
Krótka historia książek zakazanych
Werner Fuld
🔰 "(...) najdrobniejszy wers może być w pewnej historycznej sytuacji iskrą, która wznieci pożar." 🔰 Książkę można uznać za próbę stworzenia kompendium wiedzy o tym, jakie sposoby wymyślała ludzkość na to, aby powstrzymać rozpowszechnianie tekstów uznanych - z jakichś powodów - za niepożądane w danym miejscu i czasie. Od najdawniejszych bowiem czasów zarówno władze świeckie, jak i duchowne chętnie uprawiały politycznie lub religijnie motywowany terror sumień i nie przebierały w środkach, aby postawić na swoim. Autor opisuje dzieje zakazanych książek od starożytności po czasy współczesne. Wśród licznych ciekawostek i anegdot, Werner Fuld przedstawił naprawdę wnikliwie temat cenzury literackiej w krajach niemieckojęzycznych i w wybranych państwach zachodniego świata. Pojawiają się także historie o pisarzach rosyjskich. Można poznać smutne i tragiczne historie o prześladowaniach Puszkina, Dostojewskiego, Bułhakowa i Majakowskiego oraz pełną dramatycznych zwrotów, godną agenta 007, opowieść o problemach wydawniczych Borysa Pasternaka i buntowniczą postawę Sołżenicyna. Fuld przywołuje też sporo anegdot na temat pisarzy francuskich, włoskich, angielskich i oczywiście amerykańskich. Należy jednak podkreślić, że są to jedynie wybrane historie. Brakuje obrazu całości. Przez karty "Krótkiej historii…” przewijają się również historie dzieł umieszczonych przez Kościół na "Indeksie Ksiąg Zakazanych", który - o zgrozo - zlikwidowano dopiero w 1966r. Jego ocena działań Kościoła jako dyżurnego "hamulcowego" postępu zawarta została m.in. w słowach dotyczących średniowiecza: 🔰 "Za pomocą cenzury, ukrywania i niszczenia wszelkich książek, których treść nie zgadzała się z chrześcijańskimi zasadami wiary, Kościół doprowadził do planowego obniżenia poziomu kultury, który pozwolił na awans kleru i scementował jego władzę. Nawet samodzielna lektura Biblii była niepożądana, gdyż mogła skłaniać do własnego namysłu." Bardzo ciekawie autor opowiada też o zadziwiających losach książek, które często poprzez otrzymaną łatkę zakazanej stawały się tak popularne, że ludzie gotowi byli ryzykować życiem, aby je zdobyć. Często przekupywali kata wiozącego księgi na stos, który podmieniał nieszczęsny egzemplarz rzucając do ognia inną książkę. Werner Fuld omawia również przykłady autorskiej autocenzury. Wielu twórców bowiem niszczyło swoje dzieła, bądź zlecało to najbliższym np. Wergiliusz, Kafka, w obawie przed władzą lub krytyką. Nie ukrywam, że temat cenzury zawsze bardzo mnie interesował, dlatego ochoczo zabrałam się do lektury tej publikacji. Dosyć szybko jednak poczułam zawód, zniecierpliwienie i zniechęcenie wywołane chaosem panującym w opracowaniu Fulda. Autor nie stosuje żadnego sensownego klucza: ani tematycznego, ani chronologicznego, ani terytorialnego lub raczej próbuje go zastosować, lecz za każdym razem szybko gubi mu się myśl przewodnia. W każdym rozdziale znajduje się w zasadzie mieszanka tematów różnych. Często Fuld powtarza się, pisząc wielokrotnie (w różnych miejscach książki) o tym samym, np. o cenzurze w USA, czy też o zakazywaniu książek z powodu ich nieobyczajności. Ten chaos bardzo przeszkadzał mi w odbiorze treści; były miejsca, w których naprawdę czułam się zdezorientowana i zastanawiałam się, dlaczego czytam akurat to, co czytam. Często nie wiedziałam, dlaczego autor połączył dane zagadnienia, np.: - w rozdziale dotyczącym kościelnego indeksu ksiąg zakazanych znajduje się długi fragment poświęcony Heinemu i kwestiom politycznym, - w rozdziale dotyczącym różnych "dziwnych przypadków" wcale nie jest mowa o dziwnych przypadkach, ale o książkach zakazanych z dosyć oczywistych powodów np. obyczajowych jak w przypadku "Lolity" Nabokova - a dodatkowo, w środku tego rozdziału, znajduje się długie wtrącenie na temat cenzury w Stanach Zjednoczonych, - w rozdziale dziewiątym z niewiadomych przyczyn autor "żeni" ze sobą niemoralność i dyktaturę - dwie zupełnie różne kwestie (przy czym o książkach "niemoralnych" mowa jest jeszcze w kilku innych miejscach "Krótkiej historii ..."), - rozdział jedenasty jest poświęcony praktycznie w całości cenzurze w powojennych Niemczech, a nagle w jego środku czytamy o bluźnierstwach i o "Szatańskich wersetach"... . "Krótka historia książek zakazanych" jest pozycją niewątpliwie wartościową i fragmentami bardzo ciekawą, jeśli chodzi o przekazywaną w niej treść. Uważam jednak, że autor nie do końca sprostał ambitnemu zadaniu. W ogólnym rozrachunku publikacja ta nie zawsze jest czytelna, ilość informacji przytłacza, a i język krytyki literackiej oraz podręcznikowego żargonu, jakim posługuje się autor sprawia, że jej odbiór nie jest najłatwiejszy. Trzeba się mocno skupić, by nie stracić wątku. Momentami Fuld jest po prostu nudny, a przecież temat cenzurowania książek do nudnych nie należy.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 6 1 rok temu
Róża Joanna Gromek-Illg
Róża
Joanna Gromek-Illg Róża Thun
Mnóstwo biografii, autobiografii i wszelakiego rodzaju odmian publikacji życiowo-wspomnieniowych ukazuje się ostatnio na rynku wydawniczym. Zatrzęsienie! Wręcz, powiedziałabym, istny zalew i potop. No, ale każdy pisać może tak, jak każdy je potem czytać. Pytanie, czy zawsze jest o czym? To dlatego do większości podchodzę nieufnie. Szanuję swój czas, bo tak wiele książek, a tak mało życia. Stąd rzadko zaglądam komuś do życiorysu, starannie selekcjonując nazwiska. Ostatnim był, o ile dobrze pamiętam, Władysław Bartoszewski. Mój autorytet, więc tego wyboru nie muszę uzasadniać. A dlaczego Róża Thun? Z bardzo prozaicznego powodu – jej niezwykłego, długiego, cudzoziemskiego i skomplikowanego nazwiska, które kiedyś, bardzo dawno temu, zobaczyłam na szklanym ekranie podczas udzielania wywiadu. A wyglądało ono tak – Róża Gräfin von Thun und Hohenstein. Potem się jeszcze dowiedziałam, że właściwie nie hrabina a księżna. Nie do zapamiętania od razu po pierwszym zobaczeniu czy usłyszeniu. Dlatego na okładce widnieje jego skrót, którego używa na co dzień. I to właśnie ten zapamiętany wywiad i ciekawość kryjącej się za nazwiskiem historii (bo zawsze taka jest) skłoniła mnie do sięgnięcia po te wspomnienia. Niczego się po nich rewelacyjnego nie spodziewałam i niczego nie oczekiwałam, poza wyjaśnieniem zagadki. A niezwykłość treści, zapowiadaną przez krótką informację na okładce tytułowej, potraktowałam jak slogan. W końcu jakoś trzeba czytelnika zachęcić przynajmniej do zajrzenia do środka. To, co ujrzałam wewnątrz, a właściwie poznałam i przeżyłam, przeszło moje oczekiwania! Zacznę od tego, że była napisana bardzo żywym, dynamicznym językiem, odzwierciedlającym charakter autorki. Tak silny, pełen wigoru i tempa, że przebijał przez martwą ścianę kartki z drukiem niczym przez bibułę, likwidując dystans autor-czytelnik. Zawartość połknęłam na dwa razy. Jednak nie tylko dlatego. Drugim plusem, jeszcze większym niż styl narracji, to sposób snucia opowieści. Historii niby o sobie, ale tak naprawdę o dziejach Polski i rodziny inteligenckiej na tle zawieruch wojennych, a potem przemian polityczno-ustrojowych. Mówiąc o sobie, stawiała się z boku, uwypuklając i nadając rangę ważności wirowi wydarzeń, których była czasami obserwatorką, często sprawczynią i inspiratorką, nierzadko aktywną uczestniczką, a najczęściej wszystkim naraz. Miałam wrażenie, że wokół niej stale się coś wydarza. Może dlatego, że żyła w czasach niezwykłych, co wcale nie oznaczało łatwych – PRL i trudne lata przemian po 1989 roku. I to właśnie one są głównym bohaterem wspomnień z czołowymi, wybitnymi, nietuzinkowymi postaciami ówczesnej kultury, polityki i duchowieństwa z jeszcze wówczas biskupem Karolem Wojtyłą na czele. Pojawiali się w życiu autorki wychowywanej w biednym materialnie, ale przebogatym w wartości moralne i duchowe, domu rodzinnym, którego korzenie sięgały z jednej strony austriackich rodów arystokratycznych, a z drugiej polskich Pawlikowskich, Woźniakowskich i Platerów. A mimo tego, a może właśnie dlatego, na wskroś Polka z bezcenną cechą otwartości na ludzi i świat w całej swojej różnorodności. Pasjonującym było odkrywanie budowania tożsamości na bazie bezcennych wartości moralnych pielęgnowanych i dziedziczonych w rodzinie w tyglu światopoglądów i z lewicy, i z prawicy. Przy niepokornym charakterze zbuntowanej nastolatki wobec socjalistycznej szkoły, która, jak sama podkreśliła, zmarnowała jej czas, musiała wyrosnąć na dziewczynę opozycji wobec ustroju, który jej tę niesprawiedliwość zgotował. A potem, po uwolnieniu się od sowieckiego okupanta, nie było innej, słuszniejszej drogi niż aktywne, z osobistym udziałem, budowanie nowej Polski. Dla mnie wzorcowy życiorys roli rodziny w wychowywaniu dzieci i przepustka do reprezentowania mnie w świecie. Ucieszyłam się bardzo, że to właśnie ona jest moją przedstawicielką w Europarlamencie. I oby jak najdłużej! Jednak największym zaskoczeniem były bezcenne dla mnie informacje na temat ludzi, których spotykała w swoim życiu. Przedstawicieli kultury i polityki z pierwszych stron mass mediów, którzy przewijali się przez dom rodzinny autorki, a potem jej własny. Zaprzyjaźniona z nimi w czasach dzieciństwa, a potem kontynuująca znajomość już jako osoba dorosła. Nierzadko bliżej lub dalej spokrewniona z wieloma z nich. Miałam wyjątkową okazję do ujrzenia osób znanych mi z publikacji oficjalnych, z ich twórczości lub działalności, od strony nieformalnej. Odkrywałam ich na nowo. Uzupełniałam skrupulatnie dotychczasową wiedzę na ich temat, której próżno szukałabym w encyklopediach lub opracowaniach popularnonaukowych. Do tego w sytuacjach czasami bardzo nietypowych, w okolicznościach wyjątkowych, a jednocześnie bardzo ludzkich. Zdarzało się, że i w humorystycznych. Uwielbiałam grać z autorką w zgadywankę – o kim mowa?- zanim padło nazwisko. A zazwyczaj zaczynało się tak – „Wuj Józio był świadkiem Katynia…” Nic mi nie mówiło „wuj Józio”, ale zaraz potem czytałam dalej – jego książka „Na nieludzkiej ziemi…” Szybko dodawałam nazwisko albo utwierdzałam się, że to TEN Józef Czapski i wszystko stawało się jasne. Również to, że ten bohater „zawsze powtarzał, że strasznie się bał”, dopełniało człowieczego obrazu w morzu nieludzkości. Od takiej właśnie strony poznawałam Jana-Nowaka Jeziorańskiego, Jacka Kuronia, Beatę Obertyńską, księdza Adama Bonieckiego, Władysława Bartoszewskiego i wielu, wielu innych. Było jeszcze coś, co czułam, czytając te wspomnienia. Nie tylko czar dawnych lat, rodzinnej atmosfery, niepewności jutra w czasach walki z komunistami, ale i, wbrew pozorom, powiew optymizmu. Czytając, chłonęłam go mimowolnie z rosnącym przekonaniem, że nie ma rzeczy niemożliwych i sytuacji bez wyjścia. Bez względu na to, czy żyje się w zniewolonym lub wolnym państwie, czy w Nepalu (bo i taki ciekawy epizod autorka miała za sobą) z własnym dzieckiem umierającym na rękach, bo nie było lekarza. Nieodparte przeświadczenie, że początek każdych zmian na skalę własnego życia, czy na skalę światową, zawsze tkwi w człowieku. I od tego punktu należy zawsze zaczynać jakiekolwiek zmiany. To silnie emanująca pozytywną energią opowieść o tym, jak być przyzwoitym człowiekiem, w pełni realizując się w roli żony, matki oraz Polki i żyć również dla innych i Ojczyzny, nie gubiąc przy tym własnych pragnień i nie rezygnując z marzeń. To trudna sztuka, którą autorka opanowała do perfekcji, dając jednoznaczne świadectwo swoim życiem, mówiąc – wszystko można, tylko trzeba bardzo chcieć, bo masz wprawdzie jedno życie, ale nieograniczoną ilość możliwości. Wybór zawsze należy do ciebie.
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 8 5 lat temu
Mój Che. Bardzo intymnie Aleida March
Mój Che. Bardzo intymnie
Aleida March
Jak bardzo złożony jest człowiek, ile skrywa w sobie tajemnic i jak zmienia się na przestrzeni lat, może wiedzieć tylko osoba bliska naszemu sercu. Miłość można wyrażać na wiele sposobów: można poświęcać siebie, swój czas, swoje marzenia, każdy jednak powinien sam decydować w jaki sposób, i w jakim stopniu chce to czynić. Niewątpliwie, Aleida, przez całe swoje życie wykazywała się nie lada poświęceniem. Już będąc młodą dziewczyną należała do ruchu oporu, z czasem stając się bojowniczką w walkach partyzanckich. Dalsze lata, nawet po zdobyciu władzy przez rewolucjonistów, wymagały od niej sporo zaangażowania zarówno w życie polityczne, społeczne, jak i rodzinne. Będąc żoną Che Guevary, wykazała się ogromną dozą zrozumienia, cierpliwości i miłości, zarówno partnerskiej, jak i matczynej. Leżąc właśnie na nadbałtyckiej plaży, słuchając dokazywania moich synów oraz szumu fal, zastanawiam się nad początkiem i końcem miłości. Czasami jesteśmy w stanie dostrzec jej początek: moment, w którym patrzysz na pozytywny test ciążowy - macierzyństwo nie bierze jeńców, kochasz bezwarunkowo; jedno spojrzenie drugiego człowieka potrafi rozgrzać serce, uścisk Jego dłoni sprawia, że czujesz się kochana i bezpieczna. Jednak, czy miłość ma koniec? Jak może skończyć się coś tak nienamacalnego? Gdy kocham, kocham na zawsze, lecz nie tak samo. Miłość ewaluuje, zmienia się, przekształca, ale zawsze jest. Co ciekawe, każdy kocha inaczej, i nie znajdziemy dwóch takich samych miłości. Niech miłość trwa i daje z siebie to co najlepsze. Wracając do Aleidy i Che, znajdziemy w tej książce sporo wspomnień i zdjęć, dowiemy się jakim człowiekiem był Che, więc jeśli kogokolwiek interesuje jego postać, polecam przeczytać i poznać go takiego, jakim znała go jego ukochana.
Magdalena - awatar Magdalena
oceniła na 7 3 lata temu
Tsunami Sonali Deraniyagala
Tsunami
Sonali Deraniyagala
Sięgnąłem po nią z powodu 20-stej rocznicy Tsunami, które uśmierciło w ciągu jednego dnia 227 tysięcy ludzi. To jak dotąd największa katastrofa naturalna w wieku XXI. Rocznica przeszła w naszym kraju bez większego echa. Całkiem dobrze pamiętam spowodowany przez katastrofę zamęt i ta cisza jest dla mnie trochę przykra. Przyznaję iż spodziewałem się czegoś innego. To pierwsza pozycja, którą google mi wskazała gdy poszukiwałem jakiejś literatury w języku polskim, która omawiałaby zagadnienie Tsunami 2004. Trochę też dziwi mnie ta polska ocena ale chyba ją rozumiem. Sonali i jej rodzina byli przedstawicielami wyższej klasy średniej. Studia i etaty w Cambridge, dwa domy, służba. Sonali była córką prominentnego adwokata i urzędnika państwowego (Sri Lanka). Steve, czego dowiadujemy się pod koniec książki, wywodził się z klasy robotniczej... tylko też nie byle jakiej. Rodzina holenderska, która przez 2 wieku robiła karierę w Birma i po II wojnie wyemigrowała do Wlk. Brytanii. Generalnie czuć tą zamożność, która pozwalała im na notoryczne wyjazdy całą rodziną na wakacje i przebywanie na Sri Lance w hotelu dla Europejczyków (a nie w ich domu). Trudno z kimś takim się utożsamiać. Książka nie jest za bardzo uporządkowana więc co jakiś czas człowiek obrywa informacją o służącej-kucharce czy też ochroniarzu strzegącym ich domu. Przestaje w kobiecie widzieć matkę, żonę i córkę, która straciła najbliższą rodzinę w tej katastrofie. Tak działa ludzka psychika. Sam z podobnych powodów nie lubię czytać o np. himalaistach-turystach. Tylko tamci giną z powodu zaspokajania swej próżności, idąc w miejsce nie przeznaczone do relaksacji. Sytuacja Sonali jest diametralnie inna i o tym należy pamiętać. Czym jest ta książka? To dobre pytanie. Większość wspomnień, które czytałem, dotyczyła rozmaitych żołnierzy w różnych rangach. Wspomnienia to coś wyjątkowo subiektywnego. Pisane z nieobiektywnej ludzkiej perspektywy, często nie tworzone na bieżąco (pamiętniki) lecz po latach przez co ludzka pamięć jest już wypaczona. Czasami przyświecają owym wspomnieniom jakieś ukryte motywy (z reguły wyolbrzymianie swych zasług i umniejszanie win). W "Tsunami" wszystko zaczyna się w momencie katastrofy, którą zajmuje ok. 20% książki. Tak, człowiek z pewnością odczuje wszystkie te emocje i stan zagrożenia. Dramat i rozpacz z powodu utraty bliskich w jednej chwili. Stan otępienia i urazy do wszystkich otaczających ją ludzi. Do samej siebie - bo przeżyli, a jej najbliżsi nie. Sonali dręczyło poczucie niesprawiedliwości i straty. Potem, przez kolejne 20% książki czytamy o przeżywaniu tej straty i pomocy ze strony innych krewnych Sonali. Ta ma myśli samobójcze, które ciągną się przez lata. Uzależnia się od leków uspokajających i jest bliska uzależnienia się od alkoholu (czy się ostatecznie uzależniła - nie wiemy). Nadal czuje urazę do świata, a nawet do ludzi którzy wprowadzili się do jej domu na Sri Lance (trzeba go było sprzedać). Trzecia faza jest najdłuższa i to prawdopodobnie najważniejsza część jej terapii. Sonali szuka ukojenia we wspomnieniach o krewnych. Wszystkich pozytywnych chwilach z nimi związanych, a także rozmaitych drobnych życiowych trudnościach. Książka z mroków niewysłowionej tragedii wychodzi ku światłu ukojenia. Sonali nauczyła się żyć ze świadomością i choć nadal popada w okresową melancholię to "pozytywne wspomnienia" pomagają jej z niej wychodzić. Całość napisana językiem potocznym jako relacja, która nie jest (jak wspomniałem wcześniej) jakoś szczególnie uporządkowana. Chronologię zachowana ale widać iż spisywanie relacji było częścią terapii mającej pomóc uporządkować myśli i je gdzieś rozładować. O ile nie mogę mieć absolutnie żadnych pretensji do Sonali Deraniyagali to do wydawcy (głównie oryginału) już tak. Powinniśmy otrzymać informacje o terapii, jej celach i przebiegu, w dodatku do książki. Sporządzoną przez specjalistę. Wówczas lepiej moglibyśmy zrozumieć ową książkę. Dzięki temu odbiór i ocena byłaby lepsza.
Telamon - awatar Telamon
ocenił na 7 1 rok temu
Pendereccy - saga rodzinna Katarzyna Janowska
Pendereccy - saga rodzinna
Katarzyna Janowska Piotr Mucharski Krzysztof Penderecki
"Pendereccy – saga rodzinna" to biografia jednego z najwybitniejszych kompozytorów świata, napisana na podstawie rozmowy przede wszystkim z głównym bohaterem i w ostatniej części Jego małżonką Elżbietą Penderecką. Bardzo ładnie wydana, wiele ciekawych zdjęć i jak dla mnie dużo informacji z życia artysty, o których zupełnie nie wiedziałam. Wspomnienia zostały podzielone na etapy życia artysty i jego rodziny, drogę do kariery, pasje i to co w życiu kompozytora bardzo istotne - „jak powstawały jego dzieła”. Krzysztof Penderecki opowiada o swoich przodkach, ich roli w historii Polski, o dzieciństwie w Dębicy. Dość dużo wspomnień dotyczy dziadka, który zaszczepił w nim miłość do muzyki i do drzew. Wspomina studia, życie w trudnym okresie Polski, spotkań z wybitnymi ludźmi, którzy przyczynili się do Jego wyborów i mieli mniejszy lub większy wpływ na jego poglądy zarówno na życie jaki i na rozwój muzyczny. O buncie, który pchnął go w stronę awangardy. Z największą swadą i otwartością mistrz opowiada o muzyce, Lusławicach i miłości do drzew. W każdej biografii szukam przyczyn ( kto, jak, w jaki sposób…..) sukcesu . Talent, motywacja, okoliczności, pracowitość. W przypadku Krzysztofa Pendereckiego wszystkie aspekty miały ogromny wpływ, ale moim zdaniem pracowitość artysty jest wiodąca oraz wsparcie małżonki Elżbiety Pendereckiej. Każdemu miłośnikowi książek biograficznych polecam.
zosia_bm - awatar zosia_bm
ocenił na 7 7 lat temu
Mnisi i ja. Jak w znalezieniu miejsca na Ziemi mogą pomóc: nasienie granatu, wypchana walizka i grupa śpiewających buddystów? Mary Paterson
Mnisi i ja. Jak w znalezieniu miejsca na Ziemi mogą pomóc: nasienie granatu, wypchana walizka i grupa śpiewających buddystów?
Mary Paterson
Lekcja uwazności Z roku na rok przyspiesza tempo naszego życia. Wiecznie zajęci, obojętni, o poszarzałych twarzach, biegniemy przed siebie nie rozglądając się na boki. Wspomagani kolejnym kubkiem kawy, nakręceni krążącą w żyłach adrenaliną, zastanawiamy się nad tym, jak przetrwać kolejny dzień, jak pokonać przeciwnika. Jednocześnie deklarujemy, iż naszym głównym celem jest znalezienie szczęścia, że jeszcze tylko jeden szczyt, jeden tysiąc, dzieli nas od absolutu. Kończymy załamani, rozczarowani, bowiem cel do którego zmierzaliśmy okazał się być ułudą, lepsze stanowisko, pełne konto i nowe ciuchy znów nie zapewniły nam poczucia szczęścia, znów nie okazały się tym, czego tak naprawdę pragnęliśmy. Jednak, nawet ta chwila, nie staje się dla nas momentem opamiętania, nawet w obliczu rozczarowania naszym życiem, nie oddajemy się refleksji. Wolimy stłumić pustkę, smutek, rozczarowanie sobą oraz światem wyznaczając kolejne cele, robiąc kolejne plany i ponownie zajmując miejsce w peletonie ślepców… Właśnie do tych, którzy nie chcą poddawać się społecznej presji posiadania, którzy od życia oczekują czegoś więcej, którzy nie chcą tylko trwać, ale doświadczać, adresowana jest książka Mary Paterson „Mnisi i ja”. Opublikowana nakładem Illuminatio pozycja, jest zapisem niezwykłej podróży autorki, odbywanej pod przewodnictwem niezwykłego człowieka, duchowego mistrza, Thich Nhat Hanha. Podróży w głąb siebie, mającej na celu nie tylko zatrzymanie się w szaleńczym biegu, ale i wypełnienie pustki po stracie najbliższych i nadanie życiu nowego kierunku. „Chęć zatrzymywania dla siebie tego, czego się nauczyliśmy, jest nie tylko czymś karygodnym, ale także destrukcyjnym. Wszystko, czego nie oddajemy za darmo i w dużej ilości, zostaje przez nas utracone” – te słowa amerykańskiej pisarki Annie Dillard, stały się motywacją do podzielenia się z czytelnikami osobistymi doświadczeniami Paterson i refleksjami na temat pobytu w klasztorze Plum Village we Francji. Czterdziestodniowa pielgrzymka, na którą zdecydowała się lat autorka, pozostawała w zgodzie z filozofią starożytnych joginów. Sześć tygodni spędzonych w Akwitanii, życie wraz z przebywającą tam wspólnotą buddyjską, medytacje, praca w ogrodzie, czerpanie z mądrości przekazywanej przez Thich Nhat Hanha – to wszystko otworzyło Paterson na świat, stanowiło cenną lekcję uważności, samoakceptacji i wybaczania. W trakcie pobytu w odosobnieniu, którego tematem przewodnim było skupienie na podejściu do nowego porządku świata, autorka przekonała się jak bardzo aktualne i uniwersalne są nauki buddyjskich mnichów. Również i czytelnikom Paterson przybliża Cztery Szlachetne Prawdy (Istnieje cierpienie. Cierpienie ma swoja przyczynę. Istnieje droga prowadząca do ustania cierpienia. Droga prowadząca do ustania cierpienia do Szlachetna Ośmioraka Ścieżka) oraz elementy składowe owej Ścieżki w Ośmiu Aspektach (tj. właściwy pogląd, właściwe myślenie, właściwe słowo, właściwy czyn, właściwe zarobkowanie, właściwe dążenie, właściwe skupienie, właściwa medytacja), dzieląc się wiedzą zdobytą podczas swojej podróży. (...) Zapraszam do zapoznania się z pełną wersją recenzji na stronie: http://qulturaslowa.blogspot.com/
Qulturasłowa - awatar Qulturasłowa
oceniła na 10 11 lat temu
Jestem Tyrmand, syn Leopolda Matthew Tyrmand
Jestem Tyrmand, syn Leopolda
Matthew Tyrmand Kamila Sypniewska
Kupiłam tą książkę od bukinisty, przypadkowo, w przelocie, skuszona nazwiskiem. Nie spodziewałam się wiele, a dostałam całkiem interesujące spojrzenie nieznanego syna na znanego ojca. Jak żyje się w cieniu nazwiska znanej osoby? Jak to jest dowiadywać się wszystkiego o ojcu od innych, postronnych osób? Jak to jest składać obraz znanego ojca z tysiąca kawałków, jak z rozbitej szyby? Nie ma tu dużo o samym Leopoldzie Tyrmandzie, otrzymujemy za to ciekawą historię jego syna, doprawione garścią anegdot i rodzinnych fotografii. Najbardziej chyba zaskoczyła mnie lewicowość USA w czasach, gdy udał się tam Tyrmand ojciec i mur, z którym się zderzył. Przecież wtedy w Polsce żyło się mitem kapitalistycznej, prawicowej Ameryki! A tu takie zdumienie, takie nieprzystosowanie do zastanej rzeczywistości. Zaskakujące! Mamy tu żywo opowiedziane dorastanie Matthew na Brooklynie, trudne relacje z matką, babcią, siostrą – generalnie skomplikowane dorastanie w rodzinie emigrantów, pośród innych rodzin emigrantów i marzenia o życiu „po drugiej stronie mostu”, czyli na Manhattanie. Wreszcie przychodzi czas na wyrwanie się i zachłyśnięcie własną mocą, sprytem, poczuciem sprawczości i samowystarczalności. A wszystko to… o parę lat za późno. Autor ciekawie rzuca światło na pracę na Wall Street i na nadejście kryzysu ekonomicznego, bardzo żywo kreśli postacie grające tam pierwsze skrzypce. Podziwiam go za wiarę w siebie, ambicję i determinację w dążeniu do celu. Cenię za szczere, radosne chwalenie się osiągnięciami, co w Polsce może razić, ponieważ jako naród mamy zupełnie inną mentalność. Nie oczekiwałam wiele, a ciekawie spędziłam czas z tą książką. Przede wszystkim dowiedziałam się parę istotnych rzeczy, poznałam przydatne fakty. A to zawsze jest cenne.
Edyta - awatar Edyta
oceniła na 7 3 lata temu
Po. O małżeństwie i rozstaniu Rachel Cusk
Po. O małżeństwie i rozstaniu
Rachel Cusk
Dawno nie czytałem tak trudnej książki. “Po” autorstwa Rachel Cusk jest opowieścią skomplikowaną, najeżoną trudnymi, gęstymi emocjami, pełną zakrętów. To nie jest książka, którą można przeczytać i o niej zapomnieć. Ta lektura potrafi wryć się w pamięć. Rozstania z partnerem bolą. Teoretycznie każdy chce, aby jego aktualny związek był tym ostatnim, tym na całe życie. A jednak często bywa tak, jak powiedział Wiesław Myśliwski w wywiadzie dla “Gazety Wyborczej”. Oddając z grubsza sens jego myśli - ludzie jednoczą się w związku z nadzieją, czują się mocni i bliscy, a tak często ta początkowa radość prowadzi do osobistej tragedii rozstania czy rozwodu. Szczęśliwi ci, którzy tego nie przeżyli. Mądrzejsi ci, którzy przeżyli i dzięki temu stali się lepsi. Najszczęśliwsi ci, którzy to przeżyli, dzięki temu stali się lepsi, a później poznali miłość swego życia. I wiedzą, że blizny z przeszłości będą dla nich źródłem mądrości. I że teraz już na pewno nowa miłość będzie tą jedyną, na zawsze, tą prawdziwą. Coś o tym wiem. Rachel Cusk dostarcza czytelnikowi brutalnie szczery opis tego, co dzieje się w głowie kobiety, gdy rozpada się jej małżeństwo. To książka przenikliwie głęboka. Byłoby obraźliwe nazwać ją banalnym określeniem strumienia świadomości. Bo “Po. O małżeństwie i rozstaniu” to przede wszystkim zapis momentami heroicznych prób odnalezienia siebie w nowej rzeczywistości. Na kartach jej książki aż jeży się od emocji, często tych skrajnych, ocierających się o dolne rejony emocjonalnej skali. Cusk prowadzi na oczach czytelnika operację na żywym organizmie, bo na sobie samej. Na swoim doświadczeniu, na swojej przeszłości, na swoim zakończonym małżeństwie, na swoich lękach o przyszłość, nad swoim “ja”, tak mocno poszarpanym przez rozpad związku i utratę poczucia przynależności. Autorka, aby zrozumieć siebie i sytuację, w której się znalazła, sięga nawet po grecką mitologię. Często zastanawia się, na ile związek dwojga ludzi może być pełną, twórczą i wzbogacającą relacją, a na ile - wymuszonym niejako - podporządkowaniem. Na ile mężczyzna może “rozpuścić się” w swojej kobiecie i w związku, który buduje (i odwrotnie), a na ile małżeństwo czy bliski związek to gra nieprzystających do siebie odrębności. I jak z tej odrębności, z tej oczywistej różnicy wydestylować to, co spaja i łączy, a nie to, co nieuchronnie podzieli. To ważne pytania, na które Cusk często nie znajduje odpowiedzi. Ale czytelnik może sam odnieść je do swojej rzeczywistości, przeglądając się w myślach autorki jak w lustrze. To taka wiwisekcja na poglądach, która autorka bez skrupułów serwuje swoim czytelnikom - szczera, chwilami ocierająca się o brutalność. To duży atut tej książki, ale przy okazji element, który czyni ją wymagającą i trudną w odbiorze. Lekturę “Po. O małżeństwie i rozstaniu” niemal od pierwszej strony książki traktowałem jak wyzwanie i próbę, a nie tylko - jak przy wielu innych książkach - jak intelektualną podróż i poznawczą wyprawę do świata cudzych opinii. Rachel Cusk wymaga od swojego czytelnika, aby przysiadł na miejscu obok niej i jako w pełni zaangażowany gość przebył z nią podróż do wnętrza jej samej, do jej najskrytszych emocji. Dlatego jeśli ktoś oczekuje, że “Po. O małżeństwie i rozstaniu” może przypominać lekturę typowego poradnika o wspólnym życiu kobiety i mężczyzny, srogo się zawiedzie. “Po. O małżeństwie i rozstaniu” to książka uniwersalna. Sądzę, że wiele kobiet - niezależnie od tego, co przeżyły w swoim życiu osobistym - doskonale zrozumie emocje, które targają autorką. Kolegom po płci też polecam tę lekturę. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach obie płcie rozjeżdżają się sobie jeszcze bardziej niż zwykle. Zmieniają się oczekiwania kobiet wobec mężczyzn i odwrotnie, zmieniają się zasady odwiedcznej gry między płciami, zmieniają się wzorce męskości i kobiecości. Świat zaczyna być uformowany tak, że to kobiety lepiej sprawdzają się w roli jego gospodyń. Mężczyźni, którzy kiedyś mieli przywilej niemal wyłącznego kształtowania rzeczywistości, miejscami trzymają się na swoich szańcach, ale proces zmiany jest nieubłagany. Mężczyzna ma być inny. Ma być męski, ale z pierwiastkiem kobiecym. Ma być jak zawsze twardy i dumny, pewny siebie, ale musi też zdobyć się na jeszcze więcej niż dotychczas otwartości. A przede wszystkim musi gonić. Kobiety są coraz lepiej wykształcone, coraz bardziej świadome siebie i swoich możliwości. Zrozumieć ten proces nie jest łatwo, odnaleźć się w nowej rzeczywistości jeszcze trudniej. Dlatego lektura książki Rachel Cusk może mężczyznom bardzo się przydać. Choćby jako materiał poglądowy na to, jak być dobrym partnerem, nie gościem w życiu kobiety, a jej oddanym towarzyszem. Nie bywalcem, ale partnerem. Nie wykładowcą, ale uczniem w tej samej klasie podczas trwającego bez przerwy kursu życia razem. Jak napisał kiedyś prof. Zygmunt Bauman, dzisiejsze życie we dwoje to na ogół bycie razem i jednocześnie osobno. Bycie w cieniu wszechogarniającego konsumpcjonizmu, przez który partnerkę lub partnera oceniamy w kategoriach użyteczności, w taki - mówiąc łagodnie - praktyczny sposób, nie zaś jako żywego człowieka, z którym bliskość można zbudować tylko na otwartości, ale też wyrozumiałości. Dziś wielu ludzi żyje tak, jak opisywał to w swoich czarnych wizjach Michel Houellebecq - w pustce, czując, że “ja” jest deformowane przez setki różnych bodźców i królujących obecnie wartości, jak np. szkodliwego dążenia do autoekspresji, kultu indywidualizmu, a jednocześnie emocjonalnej pustki i strachu przed bliskością. Rachel Cusk pokazuje prostą rzecz, o której często zapominamy - że nie będziemy mogli żyć dobrze, jeśli nie będziemy żyć pogodzeni ze sobą, nie będziemy uciekali od najskrytszych emocji i od zaufania. “Po. O małżeństwie i rozstaniu” to książka odważna, na której kartach autorka prezentuje swoją emocjonalną nagość nie po to, żeby czytelnika zawstydzić, ale po to, by zachęcić do tego, by rozebrał się także przed sobą. I zrozumiał, że bliskość z drugim człowiekiem polega też na tym, aby odrzucić wszelkie listki figowe i plastry, którymi zakrywamy nasze rany.
Łukasz Maślanka - awatar Łukasz Maślanka
oceniła na 7 12 lat temu
Soc, pop, post. Portrety gwiazd Małgorzata Terlecka- Reksnis
Soc, pop, post. Portrety gwiazd
Małgorzata Terlecka- Reksnis
Do tej książki przyciągnęło mnie głównie nazwisko Jędrusik, której osoba od wielu lat mnie ciekawi i intryguje. Ale też przyciągnęły mnie postaci Kory, Edyty Bartosiewicz i Ani Jopek, których umiejętności cenię sobie wysoko. I pierwsze co przychodzi mi na myśl po przeczytaniu tego „Portretu gwiazd” jest myśl, że słowo „portret” użyte w tytule jest bardzo na wyrost. Nie dostałem w tej książce pełnego obrazu, bo żeby taki mieć, to książka musiałaby być poświęcona jednej bohaterce, a z kolei żeby wyczerpała temat to musiałaby być naprawdę obszerna, opowiedzieć o życiu od a do z. A tak skupiamy się na kilku faktach, momentach i anegdotach, a to ledwie szkic tej gwiazdy, wstęp do czegoś, do dłuższej opowieści, i co najwyżej fragment większego „portretu”, wywrzeszczanego wręcz z tytułu na okładce. Taka niespełniona obietnica autorki. Możliwe jednak, że się czepiam tylko niepotrzebnie, bo jeśli odłożyć na bok powyższe pretensje to okazuje się, że dostałem ciekawe „obrazki” z życia kobiet, które budowały – bądź ciągle budują – masową wyobraźnię Polaków, są niezaprzeczalnymi ikonami, na stałe wrośniętymi w polską kulturę popularną. Chociaż poszczególne rozdziały są bardzo powierzchowne, fragmentaryczne to jednak doskonale rozbudzają apetyt. Zarówno na chęć poznania większej części biografii jak i – przede wszystkim – twórczości bohaterek. I co najważniejsze – wszystko jest obiektywne. Nie ma tu żadnych nakolanniczych wychwalań, stawiania komuś pomnika, ale też nie ma zjadliwej krytyki i rzucania kłód pod nogi. Autorka zachowuje idealny dystans, to bohaterki jej książki w swoich wypowiedziach wydają sądy i opinie, snują wspomnienia, zwierzają się, odsłaniają siebie. Nie jest to może wybitna książka jeśli chodzi o literaturę biograficzną, ale muszę przyznać, że jest ciekawa.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 6 10 lat temu

Cytaty z książki Nie zapomnij mnie. O tym, jak moja matka straciła pamięć, a ja na nowo odkryłem swoich rodziców

Więcej
David Sieveking Nie zapomnij mnie. O tym, jak moja matka straciła pamięć, a ja na nowo odkryłem swoich rodziców Zobacz więcej
David Sieveking Nie zapomnij mnie. O tym, jak moja matka straciła pamięć, a ja na nowo odkryłem swoich rodziców Zobacz więcej
David Sieveking Nie zapomnij mnie. O tym, jak moja matka straciła pamięć, a ja na nowo odkryłem swoich rodziców Zobacz więcej
Więcej