Louca - 4 - Nadzieja uskrzydla

Okładka książki Louca - 4 - Nadzieja uskrzydla
Bruno Deqiuer Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Louca (tom 4) komiksy
64 str. 1 godz. 4 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Louca (tom 4)
Tytuł oryginału:
Louca - 4 - L'espoir fait vivre
Data wydania:
2023-01-25
Data 1. wyd. pol.:
2023-01-25
Liczba stron:
64
Czas czytania
1 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328150928
Tłumacz:
Maria Mosiewicz
Średnia ocen

                8,3 8,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Louca - 4 - Nadzieja uskrzydla w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Louca - 4 - Nadzieja uskrzydla

Średnia ocen
8,3 / 10
34 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
6818
3839

Na półkach:

Lubicie opowieści o piłkarzach i ich sukcesach? „Louca” to zdecydowanie tego typu komiks. Tu jednak mamy bohatera fajtłapę, który pod wpływem motywacji ducha (piłkarza) zaczyna coraz więcej trenować i trenować. Z gamonia, który nie potrafi przebiec 100 m bez zadyszki zmienia się w dużo lepszego sportowca. Może jeszcze nie osiągnął mistrzostwa, ale jest już na dobrej drodze ku byciu chociaż przeciętnym graczem. Sławę przynosi mu współpraca z Nathanem (wspomnianym duchem), którego nie widać, ale on nadal ma możliwość oddziaływania na piłkę. Taka współpraca prowadzi do kolejnych zwycięstw.
W pierwszym tomie zobaczyliśmy, że Louca (szalony, zwariowany w j. portugalskim) to bardzo pechowy licealista. Dorastanie wymaga wyjście ze strefy gamoniowatości, ale jemu to się nie udaje. Nie dość, że jest chodzącym nieszczęściem, które nawet nie potrafi bezpiecznie zejść po schodach to jeszcze ma pecha do dziewczyn. W jego towarzystwie nawet przeciętniak może uchodzić za mistrza panowania nad sytuacją. Jego niesamowite lenistwo i udawanie przed młodszym bratem lepszego niż jest nie sprawia, że ma szanse na jakąkolwiek zmianę. Ma on fatalną kondycję i jest kiepskim uczniem. Marzy o tym, aby być świetnym piłkarzem oraz bardzo dobrym uczniem. Tego nie da się osiągnąć bez treningu i nauki. Na dobre wyniki trzeba jednak ciężko zapracować, a on jest zbyt leniwy. Z tego powodu końcówka roku szkolnego zapowiada się ciężko. Nikt nie wierzy, że zda on egzaminy. Nawet sam Louca jest świadomy nadchodzącej porażki. Właśnie dlatego wpada na genialny plan wykradzenia testów nocą…
Od tego zaczyna się jego szalona przygoda. Niespodziewanie jego życie ulega diametralnej zmianie, kiedy poznaje Nathana: przystojnego, inteligentnego i wysportowanego chłopaka będącego duchem, którego tylko on widzi. Współpraca tej dwójki przynosi prawdziwą odmianę losu pechowca. Nagle zaskakuje wszystkich bardzo dobrze zdanym testem i nie tylko. Nowy znajomy zostaje osobistym trenerem Louci i zdeterminowany jest do tego, aby zrobić z niego prawdziwego rasowego zawodnika i tym samym pozwolić mu zaimponować ukochanej. Jak wiemy, w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny. Kolejne tomy stopniowo odsłonią tajemnice z przeszłości.
Dobry komiks to taki, którego twórca bawi się z czytelnikiem w spostrzegawczość. I do takich na pewno mogę zaliczyć serię „Louca”. Już na pierwszej stronie pierwszego tomu mamy ciekawą zabawę z czytelnikiem. Niby nie dostajemy wiele tekstu, niby tylko proste, wręcz przypominające socrealistyczne budynki, tło, ale pojawia się tam tabliczka. I to nie byle jaka, bo z nazwą szkoły. I tu twórca puszcza oko dla znawców komiksu, bo niby nazwisko inne, ale składające się z jednoznacznie kojarzących się członów, które po zamianie miejsc przekierowują nas do Andrego Franquina, znanego i cenionego rysownika komiksów, a w Polsce kojarzony z „Gastonem” i „Nową generacją”. Ta tabliczka wraca do czytelników w każdym tomie. W piątym znajdziemy nawiązanie do najsłynniejszego obrazu Edvarda Muncha, stroju znanego rapera, staruszka kojarząca się z „Pingwinami z Madagaskaru”. Takiego puszczania oczka do czytelnika jest więcej i to sprawia, że staje się on też ciekawy dla znawców, bo autor stosuje wiele takich szyfrów, zagadek. Ile ich odkryjemy to już zależy wyłącznie od naszej wiedzy i umiejętności wychwycenia nawiązań, ale i bez tego jest to lektura ciekawa, skierowana głównie do młodzieży z naciskiem na tę chłopięcą część.
Tła przywodzącą na myśl budowle kojarzące nam się z PRL-em, czyli budynki przypominające stworzone przez aplikację 3D i większość budynków użyteczności publicznej powstałych w tamtych czasach. Z tym, że tu mamy Francję i kanciaste budownictwo przywodzące na myśl blokowiska. Tło to swoją surowością sprawia wrażenie stworzonego przy pomocy Sketch-Up, co podkreśla atmosferę surowości, bezosobowości. Do tego bardzo często znika. Widzimy je w początkowych kadrach, a kiedy na plan pierwszy wychodzą bohaterzy i ich relacje to już po prostu tego tła nie ma. Taki zabieg jest świetnym chwytem pomagającym lepiej odnaleźć się w komiksie osobom łatwo dekoncentrującym się.
Bruno Dequier potrafi ciekawie opowiedzieć historię trzymającą w napięciu do ostatniej strony. Do tego na końcu zawsze zostawia furtkę pozwalającą na kontynuację. Bardzo podobał mi się zabieg podglądania myśli bohatera. Kiedy Louca snuje plany widzimy, co myśli, dzięki bardzo uproszczonemu minikomiksowi narysowanemu prostymi dziecięcymi kredkami na białym tle, co podkreśla nierealność i niedojrzałość zamierzeń. A mimo tego rozrysowane są po mistrzowsku. Przeszłość jest w ciemnych kolorach (szarościach, brązach).
Bruno Dequier jest rysownikiem pochodzącym z Francji, ale jego styl zdecydowanie przypomina styl włoskich artystów komiksowych. Do tego można dostrzec inspiracje mangą. Ma on spore doświadczenie w pracy z animacjami, bo pracował dla Universalu przy filmach takich jak „Nikczemny ja” i „Lorax”. Przypuszczam, że zajmował się tam projektowaniem postaci lub animacją, a nie layoutem czy tłem, bo w rysowaniu postaci widać duże doświadczenie. Natomiast tło jest jego piętą Achillesa. To wcale nie sprawia, że jego rysunki są kiepskie. Potęga tych ilustracji tkwi w postaciach, ich ruchu. Czasami jest tak skupiony na postaci, że zajmuje ona cały kadr i znika całe tło.
„Louca” to bardzo realna opowieść. Można wręcz pokusić się, że pokazuje przeciętnego nastolatka w przeciętnej szkole. Skupienie się na bohaterze może być zabiegiem pozwalającym na utożsamienie się z nim. Do tego mamy tu do czynienia z układem mangi, przez co mamy mnóstwo szybkich scen do obejrzenia, okienka często zawierają postaci o skrajnych charakterach i zabieg znikającego tła uwypuklającego zachowanie bohatera.
Jest dialog, który nie idzie w balon/dymek. Panele są często nieco bliżej niż powinny i często zawierają skrajne postacie, krzyczące w dużych balonach/dymkach ze słowami. Tła są bardzo szczegółowe w ujęciu początkowym, a następnie mogą zniknąć na stronach. Mamy tu ciekawy sposób rysowania meczy piłki nożnej. Jest w tych ilustracjach dużo energii, widzimy ruch, doświadczamy ulotności chwili, skupienie na konkretnych częściach ciała, piłce, oczach, nogach i patrzeniu na bohaterów przez siatkę bramki. Dequier używa nie tylko szybkich i prostych linii, ale także ekstremalnych kątów spojrzenia i ciekawych wyborów kolorystycznych. Ten zabieg powoduje wrażenia uczestniczenia w wydarzeniach.

Lubicie opowieści o piłkarzach i ich sukcesach? „Louca” to zdecydowanie tego typu komiks. Tu jednak mamy bohatera fajtłapę, który pod wpływem motywacji ducha (piłkarza) zaczyna coraz więcej trenować i trenować. Z gamonia, który nie potrafi przebiec 100 m bez zadyszki zmienia się w dużo lepszego sportowca. Może jeszcze nie osiągnął mistrzostwa, ale jest już na dobrej drodze...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

43 użytkowników ma tytuł Louca - 4 - Nadzieja uskrzydla na półkach głównych
  • 38
  • 5
25 użytkowników ma tytuł Louca - 4 - Nadzieja uskrzydla na półkach dodatkowych
  • 9
  • 5
  • 4
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Louca - 4 - Nadzieja uskrzydla

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Idefiks i Nieugięci. Rzymianie obejdą się smakiem! Philippe Fenech
Idefiks i Nieugięci. Rzymianie obejdą się smakiem!
Philippe Fenech Jean Bastide Hervé Benedetti Michel Coulon Simon Lecocq Nicolas Robin
Te rzymskie pieski to naprawdę uparte zwierzaki. Ile jeszcze razy muszą dostać w skórę od Nieugiętych? Zupełnie nie uczą się na własnych błędach! Psia, czy ptasia mama? Myślę, że każdy z nas jest wrażliwy na daną dziedzinę. Sztuka, film, literatura czy przyroda – powody mogą być różne. A umiejscowienie owej wrażliwości bywa zupełnie niespodziewane. Umięśniony chłop może lubić muzykę poważną, a chudy okularnik – ostrego rocka. I podobne odczucia miałam, zaczytując się w drugi tom przygód Nieugiętych. Poważny, groźny jak mało kto buldog, gotowy każdego rozszarpać, stał się niańką i był gotów życie oddać za swojego pierzastego podopiecznego. Naprawdę, uroczo to wyglądało, jak mięknie mu twarde dotąd serce. Oczywiście dodatkowym, żartobliwym elementem historii, były potyczki z psami rzymskich legionistów. Te zwierzaczki i ich próby dorwania naszych bohaterów przypominały mi gonitwy Toma i Jerry’ego z kultowej kreskówki. Powtarzane w kółko, ale wciąż bawiły tak samo. Pozory mylą, ale prawda nie! Ludzie oceniają oczami, w końcu przysłowie mówi „jak cię widzą, tak cię piszą”. Tu jedna z naszych bohaterek, uwiedziona wspomnieniami i ukochaną piosenką z dzieciństwa zaufała komuś, kto nie do końca na to zasługiwał. Mało tego, biedną psinę próbował w jakieś niecne czyny wciągnąć, a ona ufna, zapatrzona w niego jak w obrazek, prawie jego plany okropne zrealizowała. Całe szczęście, jej przyjaciele gruszek w popiele nie zasypują i czuwają nad nią, lepiej niż ktokolwiek. Więcej na: CzasoStrefa
CzasoStrefa - awatar CzasoStrefa
oceniła na 9 2 lata temu
Louca - 3 - Oby się udało Bruno Deqiuer
Louca - 3 - Oby się udało
Bruno Deqiuer
Lubicie opowieści o piłkarzach i ich sukcesach? „Louca” to zdecydowanie tego typu komiks. Tu jednak mamy bohatera fajtłapę, który pod wpływem motywacji ducha (piłkarza) zaczyna coraz więcej trenować i trenować. Z gamonia, który nie potrafi przebiec 100 m bez zadyszki zmienia się w dużo lepszego sportowca. Może jeszcze nie osiągnął mistrzostwa, ale jest już na dobrej drodze ku byciu chociaż przeciętnym graczem. Sławę przynosi mu współpraca z Nathanem (wspomnianym duchem), którego nie widać, ale on nadal ma możliwość oddziaływania na piłkę. Taka współpraca prowadzi do kolejnych zwycięstw. W pierwszym tomie zobaczyliśmy, że Louca (szalony, zwariowany w j. portugalskim) to bardzo pechowy licealista. Dorastanie wymaga wyjście ze strefy gamoniowatości, ale jemu to się nie udaje. Nie dość, że jest chodzącym nieszczęściem, które nawet nie potrafi bezpiecznie zejść po schodach to jeszcze ma pecha do dziewczyn. W jego towarzystwie nawet przeciętniak może uchodzić za mistrza panowania nad sytuacją. Jego niesamowite lenistwo i udawanie przed młodszym bratem lepszego niż jest nie sprawia, że ma szanse na jakąkolwiek zmianę. Ma on fatalną kondycję i jest kiepskim uczniem. Marzy o tym, aby być świetnym piłkarzem oraz bardzo dobrym uczniem. Tego nie da się osiągnąć bez treningu i nauki. Na dobre wyniki trzeba jednak ciężko zapracować, a on jest zbyt leniwy. Z tego powodu końcówka roku szkolnego zapowiada się ciężko. Nikt nie wierzy, że zda on egzaminy. Nawet sam Louca jest świadomy nadchodzącej porażki. Właśnie dlatego wpada na genialny plan wykradzenia testów nocą… Od tego zaczyna się jego szalona przygoda. Niespodziewanie jego życie ulega diametralnej zmianie, kiedy poznaje Nathana: przystojnego, inteligentnego i wysportowanego chłopaka będącego duchem, którego tylko on widzi. Współpraca tej dwójki przynosi prawdziwą odmianę losu pechowca. Nagle zaskakuje wszystkich bardzo dobrze zdanym testem i nie tylko. Nowy znajomy zostaje osobistym trenerem Louci i zdeterminowany jest do tego, aby zrobić z niego prawdziwego rasowego zawodnika i tym samym pozwolić mu zaimponować ukochanej. Jak wiemy, w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny. Kolejne tomy stopniowo odsłonią tajemnice z przeszłości. Dobry komiks to taki, którego twórca bawi się z czytelnikiem w spostrzegawczość. I do takich na pewno mogę zaliczyć serię „Louca”. Już na pierwszej stronie pierwszego tomu mamy ciekawą zabawę z czytelnikiem. Niby nie dostajemy wiele tekstu, niby tylko proste, wręcz przypominające socrealistyczne budynki, tło, ale pojawia się tam tabliczka. I to nie byle jaka, bo z nazwą szkoły. I tu twórca puszcza oko dla znawców komiksu, bo niby nazwisko inne, ale składające się z jednoznacznie kojarzących się członów, które po zamianie miejsc przekierowują nas do Andrego Franquina, znanego i cenionego rysownika komiksów, a w Polsce kojarzony z „Gastonem” i „Nową generacją”. Ta tabliczka wraca do czytelników w każdym tomie. W piątym znajdziemy nawiązanie do najsłynniejszego obrazu Edvarda Muncha, stroju znanego rapera, staruszka kojarząca się z „Pingwinami z Madagaskaru”. Takiego puszczania oczka do czytelnika jest więcej i to sprawia, że staje się on też ciekawy dla znawców, bo autor stosuje wiele takich szyfrów, zagadek. Ile ich odkryjemy to już zależy wyłącznie od naszej wiedzy i umiejętności wychwycenia nawiązań, ale i bez tego jest to lektura ciekawa, skierowana głównie do młodzieży z naciskiem na tę chłopięcą część. Tła przywodzącą na myśl budowle kojarzące nam się z PRL-em, czyli budynki przypominające stworzone przez aplikację 3D i większość budynków użyteczności publicznej powstałych w tamtych czasach. Z tym, że tu mamy Francję i kanciaste budownictwo przywodzące na myśl blokowiska. Tło to swoją surowością sprawia wrażenie stworzonego przy pomocy Sketch-Up, co podkreśla atmosferę surowości, bezosobowości. Do tego bardzo często znika. Widzimy je w początkowych kadrach, a kiedy na plan pierwszy wychodzą bohaterzy i ich relacje to już po prostu tego tła nie ma. Taki zabieg jest świetnym chwytem pomagającym lepiej odnaleźć się w komiksie osobom łatwo dekoncentrującym się. Bruno Dequier potrafi ciekawie opowiedzieć historię trzymającą w napięciu do ostatniej strony. Do tego na końcu zawsze zostawia furtkę pozwalającą na kontynuację. Bardzo podobał mi się zabieg podglądania myśli bohatera. Kiedy Louca snuje plany widzimy, co myśli, dzięki bardzo uproszczonemu minikomiksowi narysowanemu prostymi dziecięcymi kredkami na białym tle, co podkreśla nierealność i niedojrzałość zamierzeń. A mimo tego rozrysowane są po mistrzowsku. Przeszłość jest w ciemnych kolorach (szarościach, brązach). Bruno Dequier jest rysownikiem pochodzącym z Francji, ale jego styl zdecydowanie przypomina styl włoskich artystów komiksowych. Do tego można dostrzec inspiracje mangą. Ma on spore doświadczenie w pracy z animacjami, bo pracował dla Universalu przy filmach takich jak „Nikczemny ja” i „Lorax”. Przypuszczam, że zajmował się tam projektowaniem postaci lub animacją, a nie layoutem czy tłem, bo w rysowaniu postaci widać duże doświadczenie. Natomiast tło jest jego piętą Achillesa. To wcale nie sprawia, że jego rysunki są kiepskie. Potęga tych ilustracji tkwi w postaciach, ich ruchu. Czasami jest tak skupiony na postaci, że zajmuje ona cały kadr i znika całe tło. „Louca” to bardzo realna opowieść. Można wręcz pokusić się, że pokazuje przeciętnego nastolatka w przeciętnej szkole. Skupienie się na bohaterze może być zabiegiem pozwalającym na utożsamienie się z nim. Do tego mamy tu do czynienia z układem mangi, przez co mamy mnóstwo szybkich scen do obejrzenia, okienka często zawierają postaci o skrajnych charakterach i zabieg znikającego tła uwypuklającego zachowanie bohatera. Jest dialog, który nie idzie w balon/dymek. Panele są często nieco bliżej niż powinny i często zawierają skrajne postacie, krzyczące w dużych balonach/dymkach ze słowami. Tła są bardzo szczegółowe w ujęciu początkowym, a następnie mogą zniknąć na stronach. Mamy tu ciekawy sposób rysowania meczy piłki nożnej. Jest w tych ilustracjach dużo energii, widzimy ruch, doświadczamy ulotności chwili, skupienie na konkretnych częściach ciała, piłce, oczach, nogach i patrzeniu na bohaterów przez siatkę bramki. Dequier używa nie tylko szybkich i prostych linii, ale także ekstremalnych kątów spojrzenia i ciekawych wyborów kolorystycznych. Ten zabieg powoduje wrażenia uczestniczenia w wydarzeniach.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na 10 2 lata temu
Kodi. Tom 01 Jared Cullum
Kodi. Tom 01
Jared Cullum
Kodi to niezwykle ciepła i wizualnie urzekająca opowieść dla młodszych czytelników o przyjaźni, odpowiedzialności i poszukiwaniu bliskości w świecie natury. To komiks, który bardziej się przeżywa niż czyta — emocje i relacje między bohaterami budowane są głównie obrazem, a nie słowem. Autorem historii i ilustracji jest Jared Cullum, amerykański twórca znany z malarskiego stylu i opowieści skierowanych do dzieci i młodzieży. Jego prace wyróżniają się delikatną akwarelową kreską i dużą wrażliwością na emocje bohaterów oraz otaczającą ich przyrodę — i dokładnie to widać w Kodi. Fabuła skupia się na trójce bohaterów — dziewczynce Katii, Rybaku z lokalnej wioski oraz niedźwiedziu Kodi. To historia o budowaniu więzi, uczeniu się zaufania i odnajdywaniu swojego miejsca w świecie. Dialogów jest tu niewiele, ale w ogóle tego nie odczułem jako braku. Komiks nadrabia dynamicznymi kadrami, które czasem są wręcz lekko chaotyczne — szczególnie w scenach ruchu czy zagrożenia — ale dzięki temu czuć energię i tempo wydarzeń. Narracja wizualna prowadzi czytelnika naturalnie, bez potrzeby długich wyjaśnień. Największym atutem są ilustracje. Akwarelowe pejzaże, miękkie przejścia kolorów i pięknie oddana przyroda tworzą klimat niemal bajkowy. Przyroda nie jest tu tylko tłem — żyje, oddycha i ma ogromny wpływ na bohaterów. Sam Miś Kodi jest narysowany z ogromną czułością, przez co trudno go nie polubić od pierwszych stron. Jeśli mam wskazać minus, to momentami tempo wydarzeń jest bardzo szybkie, a przejścia między niektórymi scenami mogłyby być czytelniejsze. Nie psuje to jednak odbioru całości, bo emocjonalny wydźwięk historii pozostaje bardzo silny.
CzytamDymki - awatar CzytamDymki
ocenił na 8 2 miesiące temu
Trzej muszkieterowie Fabrizio Lo Bianco
Trzej muszkieterowie
Fabrizio Lo Bianco Andres José Mossa
Christophe Lemoine i Jean-Christophe Vergne dobrze oddają klimat powieści, którą otwierają sztormem na morzu, by w retrospekcji powrócić do czasów, kiedy bohater ucieka z domu, aby przeżyć przygodę i pójść własną ścieżką. Zobaczymy najważniejsze zwroty akcji. Opowieść jest uproszczona. Realistyczne ilustracje pozwalają poczuć klimat wydarzeń, w których biorą udział bohaterzy. Ze względu na to, że jest to klasyka regularnie pojawiają się kolejne wznowienia. Komiks będzie świetnym wprowadzeniem w świat bohaterów, zachęci młodych czytelników do poznawania przygód podróżnika. Jest to opowieść o próbach, sile charakteru, przebiegłości oraz elastyczności. Do tego pozwoli na poruszenie takich ważnych tematów jak podporządkowanie się, wykonywanie tych samych zajęć przez kolejne pokolenia, dziedziczenia zawodu, niewolnictwa, nierówności. Bohaterzy pochodzący spoza europejskiej kultury są tu zaprezentowani jako dzikusy, które trzeba ucywilizować, a z drugiej strony mamy fascynację życiem poza społeczeństwem. Daniel Defoe porusza w książce tematy, które powracają w filozofii od starożytności. Rysunki są dość realistyczne i doskonale oddają sposób ubierania się w XVII wieku. Uważam, że komiks stanie się świetnym punktem wyjścia do rozmów o różnych wyborach, spojrzeniu na inne cywilizacje, szerzenia swojego punktu widzenia, a także zachęci do przeczytania książki. Zdecydowanie polecam.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na 8 1 rok temu
Przygody Tomka Sawyera Caterina Mognato
Przygody Tomka Sawyera
Caterina Mognato Danilo Loizedda
„Przygody Tomka Sawyera” Marka Twaina na stałe wpisały się w listę obowiązkowych lektur. Nie jest to książka, która jest bliska młodym czytelnikom, bo zabiera ich do czasów odległych, kiedy dzieci nie miały żadnych praw i główną metodą wychowawczą było bicie, kiedy postąpiły niezgodnie z tym, czego oczekiwali rodzice lub opiekunowie. Do takiego brutalnego świata zabiera nas pisarz pokazujący, że dzieciństwo ma swoje prawa. Byliśmy wtedy bardziej żywotni, mieliśmy wiele pomysłów na zabawę, w której przeszkadzało chodzenie do szkoły. Ciepłe dni szczególnie kusiły swoimi urokami i zachęcały do wędrówek w dal. Tak jest i w przypadku Tomka Sawyera wędrującego nad rzekę zamiast uczyć się. Codzienne obowiązki i niedzielna szkółka sprawiały, że życie dzieci nie było łatwe. Tomek jednak należy do spryciarzy potrafiących wykorzystać każdą sytuację. Karę w postaci malowania płotu zmieni w coś, czego będą mu zazdrościli wszyscy rówieśnicy, którzy w zamian za możliwość wypełnienia jego obowiązku podarują mu swoje najcenniejsze przedmioty. Jego życie byłoby całkiem przyjemne i znośne, gdyby nie to, że stał się ofiarą ciocinych podejrzliwości. Każda zła rzecz (np. stłuczenie cukiernicy) od razu przypisywana jest Tomkowi, któremu też wymierzana jest kara, aby wyrósł na grzecznego chłopca. Ta nadgorliwa kontrola i nadmierne karanie przynosi odwrotny skutek: chłopiec nie tylko jest bardziej niegrzeczny, ale też ucieka z domu. Treść większości czytelników znana, więc całej fabuły nie ma sensu opowiadać. Mark Twain idealnie pokazuje niełatwy los dzieci w XIX wieku, kiedy pragnienie beztroski zderza się z potrzebą całkowitego kontrolowania i podporządkowania sobie dzieci przez dorosłych. Liczne kary, tłumaczenie, że bicie jest dla dobra bitego, a do tego bieda objawiająca się tym, że konfitury czy nawet jabłko były rarytasami, o które trzeba było zabiegać. Do tego nie zabraknie strasznych scen zabójstwa i ucieczki przed zbirami. Jak na tle książki wygląda adaptacja w formie komiksy? Zdecydowanie pozbawiono go wielu scenek. Mamy za to wszystko to, co w całej akcji najważniejsze. Oczywiście wchodzimy w klimat XIX-wiecznego dzieciństwa w Ameryce. Pierwsze sceny pokazują nam ciotkę, która chce ukarać Tomka za kradzież konfitur. Na szczęście chłopak jest sprytny i odciąga jej uwagę , aby zwiać. Później mamy scenki sprzed kościoła, gdzie poznaje Becky, która przeprowadziła się do miasteczka i będzie chodziła z nim do szkółki niedzielnej. Tomek jest nią zauroczony i z tego powodu robi wszystko, aby zyskać jej sympatię. Daje się nawet ukarać, że rzeczy, których nie zrobił. Zyskaną w ten sposób uwagę wykorzystuje w czasie wspólnej wyprawy do jaskini. Oczywiście pojawia się tu też wątek cmentarnego morderstwa, ukrywanych skarbów i wskazania prawdziwego przestępcy, a także zdobycia dużych środków na edukację i bezpieczne życie. Całość napisana z lekkością i niesamowitym wczuciem się w odczucia oraz dziecięcy sposób postrzegania świata. Świetnie oddany klimat książki. Historia pomaga poruszyć wiele kwestii etycznych, ale wiele z nich może być ukrytych. Nie ma tu wyraźnie wskazanego problemu niewolnictwa i dyskryminacji kobiet, bo nie było miejsca na opisy z powieści. Ze względu na to, że jest to lektura szkolna regularnie pojawiają się kolejne wznowienia. Komiks będzie świetnym wprowadzeniem w świat bohaterów, zachęci młodych czytelników do poznawania przygód Tomka i jego przyjaciół.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na 8 1 rok temu

Cytaty z książki Louca - 4 - Nadzieja uskrzydla

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Louca - 4 - Nadzieja uskrzydla