rozwiń zwiń

Krok od ciebie

Okładka książki Krok od ciebie autorstwa Lija Rimoni
Lija Rimoni Wydawnictwo: HARDE Wydawnictwo Cykl: Krok od ciebie (tom 1) literatura młodzieżowa
300 str. 5 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura młodzieżowa
Format:
papier
Cykl:
Krok od ciebie (tom 1)
Data wydania:
2024-06-05
Data 1. wyd. pol.:
2024-06-05
Liczba stron:
300
Czas czytania
5 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383433721
Dawid pochodzi z ubogiej rodziny, która ledwo wiąże koniec z końcem. Na domiar złego jego ojciec jest alkoholikiem. Chłopak od dziecka przyjaźni się z Antkiem oraz Markiem, z którym łączą go nieoczywiste relacje. Marzy by zostać piosenkarzem, choć wie, że to niemożliwe. Lecz pewnego dnia bierze udział w programie muzycznym, który daje szansę zdobyć sławę i pieniądze, a przede wszystkim - spełnić marzenia. Z czasem przekonuje się, że ta decyzja może go słono kosztować. Czy postawi na szali przyjaźń, rodzinę, a nawet miłość?
Średnia ocen
5,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Krok od ciebie w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Krok od ciebie



1137 391

Oceny książki Krok od ciebie

Średnia ocen
5,5 / 10
75 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1122
391

Na półkach:

Początek książki mi się podobał. Trójka przyjaciół z różnych środowisk, którzy pomimo wielu przeszkód, trzymają się razem. Pomiędzy dwójką z nich rodzi się coś więcej. Watek pijącego ojca i to jak wpływa na rodzinę też mnie przekonał.

Nieco zaczęło mi zgrzytać, gdy rodzice jednego z chłopaków, nakrywszy go w niedwuznacznej sytuacji z drugim z nich, postanowili wysłać go do ośrodka... choć powiedzmy, że to na jakiejś płaszczyźnie jeszcze było prawdopodobne.

Moje zainteresowanie za to zaczęło gasnąć gdy jeden z przyjaciół zgłosił się do talent show (serio, jest to tak nadużywany wątek, że już mi mocno zbrzydł), a potem, w moim odczuciu, było już tylko gorzeć... tak jakby nagle postanowiono, że ta książka jednak będzie o czymś zupełnie innym. I wiecie co? Choć historia urywa się w tak dramatycznym momencie, nie jestem pewna czy chcę wiedzieć co będzie potem.

Początek książki mi się podobał. Trójka przyjaciół z różnych środowisk, którzy pomimo wielu przeszkód, trzymają się razem. Pomiędzy dwójką z nich rodzi się coś więcej. Watek pijącego ojca i to jak wpływa na rodzinę też mnie przekonał.

Nieco zaczęło mi zgrzytać, gdy rodzice jednego z chłopaków, nakrywszy go w niedwuznacznej sytuacji z drugim z nich, postanowili wysłać go...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

145 użytkowników ma tytuł Krok od ciebie na półkach głównych
  • 83
  • 60
  • 2
24 użytkowników ma tytuł Krok od ciebie na półkach dodatkowych
  • 10
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Time out Todd Milliner
Time out
Todd Milliner Carlyn Greenwald
Ostatnio nie miałem szczęścia do kolejnych powieści z zakresu literatury LGBT. Albo trafiało się coś, co mi średnio podeszło, albo w ogóle przerywałem czytanie. Ale wreszcie wpadła mi w ręce pozycja, którą mogę Wam polecić, choć mankamentów też trochę jest. Mówię o książce "Time out" autorstwa Seana Hayesa, Todda Millinera i Carlyn Greenwald. Książka należy do zakresu powieści Young Adult. Fabuła rozgrywa się w środowisku amerykańskiego liceum i głównie jest związana ze szkolną drużyną koszykówki, a najważniejszym bohaterem powieści jest Barclay – gwiazda koszykówki i (rzecz jasna) nastoletni gej. Oczywiście łatwo domyślić się, jaki problem wysuwa się tu na prowadzenie. Wiadomo – sport to nie miejsce dla pedałów (sic!). No i niestety, homofobii mamy na kartach powieści sporo. Jasne, może to trochę stereotypowe, ale nie da się ukryć, że temat jest znany i stale obecny w naszej rzeczywistości – również polskiej, co pokazał niedawny coming out skoczka Andrzeja Stękały (i ogrom hejtu "prawdziwych Polaków", który od razu na niego spadł, mimo faktu, że sprawa rozgrywała się na tle tragedii, jaką była śmierć partnera sportowca). Ale nie zamierzam bawić się teraz w oceny tamtej sytuacji (zrobiłem to wcześniej w innym miejscu). Za to jeśli chodzi o opisywaną powieść... Cóż, tutaj mamy rzeczywistość amerykańską, która również pełna jest nienawiści i stereotypów. Generalnie sam pomysł na książkę jest OK, bo porusza ważne tematy związane z problemami nastolatków, którzy odkrywają, że są inni niż ich rówieśnicy – tym bardziej w mocno hermetycznym, "samczym" środowisku sportowców. Tyle że (jak pisałem wcześniej) jest to YA, w dodatku amerykańskie, więc znowu mamy do czynienia z hurraoptymizmem, spłycaniem problemów i wmawianiem, że tak naprawdę wszystko jest cacy, a ogólnie to gejów wszyscy kochają... No nie, nie jest tak, i to bez znaczenia, czy mówimy o Polsce, Ameryce czy Europie. Jasne, w niektórych krajach jest lepiej (nawet znacznie) niż u nas, ale kolorowo też nie jest (tęczowo?). Żeby nie było, ta książka jest naprawdę w porządku i trochę tu mniej nieprawdopodobnych sytuacji niż w innych podobnych, jednak myślę, że można to było zrobić odrobinę lepiej. I mam podstawy, by tak sądzić, bo przeczytałem książki Bartosza Brzezińskiego, również dziejące się w środowisku sportowców, które udowadniają, że takie tematy można przedstawić naprawdę dobrze i realnie. Drugą sprawą, która nieco mnie drażniła podczas czytania, był... główny bohater. A w zasadzie jego zachowania, wypowiedzi i naiwność połączona z wysokim ego. Tak, wiem, o to właśnie chodziło w tej książce (pokazanie przemiany, zrozumienia własnych błędów itd., a jednocześnie podanie czytelnikom czegoś, co tchnie nadzieją i optymizmem), ale powiedzmy sobie szczerze – czy oficjalny coming out przed całym miastem (bo przecież "wszyscy tak mnie kochają") nie był idiotycznym pomysłem, z góry skazanym na porażkę? Czy naprawdę, nawet będąc nastolatkiem, nie można było przewidzieć reakcji i dalszego ciągu wydarzeń? OK, wiem, czepiam się. I być może nawet trochę przeginam. Ale musiałem to napisać, żeby być szczerym z samym sobą i z Wami. Nie zmienia to jednak faktu, że polecam Wam tę książkę i myślę, że warto się z nią zapoznać.
Dorian - awatar Dorian
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Wenus Angelika Sadkowska
Wenus
Angelika Sadkowska
Recenzja Wenus – Angelika Sadowska🪐🤍 Po Wenus sięgnęłam bez większego przygotowania i nie spodziewałam się, że ta historia aż tak mnie poruszy. Wiedziałam, że nie będzie to łatwa lektura, ale nie sądziłam, że wywoła we mnie tyle emocji. To książka, która momentami boli, ale jednocześnie pokazuje, jak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka. Główną bohaterką jest Wenus – dziewczyna, której życie w jednej chwili zostaje wywrócone do góry nogami. Podczas biegu mdleje i trafia do szpitala, gdzie dowiaduje się, że ma nieuleczalną wadę serca. Ta diagnoza spada na nią nagle i bez ostrzeżenia. Autorka bardzo dobrze oddaje jej strach, zagubienie i to uczucie, gdy nagle zaczyna się inaczej patrzeć na przyszłość, na własne ciało i na każdy kolejny dzień. Wenus wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką Mią cieszą się popularnością w szkole. Z zewnątrz wszystko wygląda idealnie – są pewne siebie, lubiane i zawsze razem. Z czasem jednak okazuje się, że ta relacja nie jest tak szczera, jak Wenus wierzyła. Mia zaczyna spiskować za jej plecami, a zdrada ze strony osoby, której ufało się najbardziej, jest wyjątkowo bolesna. Ten wątek był dla mnie bardzo mocny i niestety bardzo realistyczny. Jednym z najbardziej poruszających momentów książki jest próba samobójcza Joy, która chce skoczyć z dachu szkoły. To fragment, który czytałam z ogromnym napięciem. Autorka w delikatny, ale dosadny sposób pokazuje, jak wiele bólu potrafi kryć się w człowieku i jak łatwo można go nie zauważyć. Bardzo ważną postacią w tej historii jest Troy – najlepszy przyjaciel Wenus. Gdy dowiaduje się o jej chorobie, robi wszystko, by jej pomóc. Nie chce stracić kolejnej bliskiej osoby. Cztery lata wcześniej, gdy on i jego siostra bliźniaczka Emily mieli po czternaście lat, dziewczyna popełniła samobójstwo. Ta tragedia odcisnęła na nim ogromne piętno i sprawiła, że Troy panicznie boi się ponownej straty. Jego troska o Wenus wynika nie tylko z przyjaźni, ale też z niewyobrażalnego lęku przed tym, że historia mogłaby się powtórzyć. Ten wątek dodał książce jeszcze większej głębi i emocjonalnej siły. Relacja Wenus i Troya jest jedną z najpiękniejszych części tej historii. Jest pełna wsparcia, szczerości i obecności, która nie potrzebuje wielkich słów. Czasem wystarczy po prostu być obok – i ta książka bardzo wyraźnie to pokazuje. Styl Angeliki Sadowskiej jest prosty, ale niezwykle emocjonalny. Wenus czyta się szybko, jednak nie jest to lekka historia. To opowieść o chorobie, zdradzie, stracie i walce z własnymi demonami, ale też o przyjaźni, lojalności i nadziei. Podsumowując, Wenus to cudowna książka, mimo że porusza bardzo trudne tematy. To historia, która zostaje w sercu i zmusza do refleksji. Z całego serca mogę powiedzieć, że nie mogę się doczekać, aż poznam inne książki Angeliki Sadowskiej, bo jeśli każda z nich jest napisana z taką wrażliwością i emocjonalną prawdą, to na pewno będą to lektury warte uwagi. 🤍
Zuzia Książka - awatar Zuzia Książka
oceniła na 10 3 miesiące temu
Ander i Santi tu byli Jonny Garza Villa
Ander i Santi tu byli
Jonny Garza Villa
Jest to zdecydowanie jedna z lepszych oraz ważniejszych książek, jakie przeczytałam. Mamy tutaj piękną reprezentację nie tylko osób queerowych, lecz także niebiałych. Wcześniej nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, z jak poważnym problemem zmagają się w codziennym życiu. I po raz kolejny jestem przerażona tym, do czego zdolni są niektórzy ludzie. Jakie piekło potrafią wyrządzić drugiemu człowiekowi tylko dlatego, że ma inny odcień skóry. Z całego serca nienawidzę rasizmu i tego, jakie narzędzie robią z niego ludzie u władzy. Jak niszczą społeczności tylko dlatego, że wydaje im się, że są lepsi i po prostu mogą. To jest wręcz obrzydliwe. Książka ta jest pisana z perspektywy osoby używającej zaimków ono/jeno, co zaimponowało mi już na starcie. Dlatego, że jest bardzo mało takich książek i zdecydowanie powinno być ich więcej. Są nie tylko ciekawe, lecz także mogą pomóc niektórym osobom oswoić się z tymi zaimkami. Wśród nich jestem też ja, bo niestety nie spotykam się z tą formą osobową zbyt często w codziennym życiu. Wiadomo więc, że nie jestem z nią w pełni osowojona. Nie tak, jak chciałabym być. "Ander i Santi tu byli" to także wspaniała historia o miłości w nie najłatwiejszych warunkach. Miłości, która jest gotowa do poświęceń i walki o lepsze jutro. O zbudowanie świata lepszego od tego, w którym ludzie muszą uciekać z własnego kraju i prawie nigdzie nie mogą się czuć bezpiecznie. Całym sercem uwielbiam dynamikę głównej osoby bohaterskiej i jeno chłopaka. Uwielbiałam czytać ich przekomarzanki i obserwować to, jak wiele dla siebie znaczą. Momenty, w których zachowywali się jak debile lub dzieciaki, sprawiały że uśmiechałam się naprawdę szeroko. Czasami to było tak bardzo żenująco urocze i po prostu wspaniałe. Kocham to, że choć główne postaci były sobą zainteresowane niemal od samego początku, to wcale nie wyszło to wszystko nienaturalnie. Osoby bohaterskie mają kilka miesięcy na bycie po prostu przyjaciółmi, zanim zaczną widzieć w sobie coś więcej. Zatem jest to naprawdę przyjemny slowburn romans. Dokładnie taki, jakie uwielbiam. Bo tempo akcji było idealne. Nigdy za szybko i nigdy zbyt wolno. Napięcie było budowane w odpowiedzialny sposób. Nie tak, że nagle jest jeden wielki zwrot akcji i łubudubu szok dla szoku. Nie. Na szczęście nie. Gdy następował moment pełen napięcia, bólu i smutku, było to także zrobione w świetnt sposób. Choć przyznaję, że z jednym wątkiem zostałam wzięta z zaskoczenia i miałam ochotę rzucić tą ksiazką o ścianę. Bo tak się nie robi, że najpierw jest miło, ciepło i uroczo, a w nastepnej chwili wszystko się wali i świat się kończy. To jest wredne, paskudne i... I róbcie tak dalej, kocham to 🙈 Brakowało mi tutaj tylko motywu odkrywania siebie. Główna osoba bohaterska jest niebinarna, a jak dobrze wiecie, ja wprost uwielbiam i ekscytuję się poznawaniem historii innych ludzi. Zawsze fascynuje mnie słuchanie o tym, jak doszli do tego, kim są. Bo każdy człowiek niesie ze sobą bagaż emocjonalny pełen przeżyć i doświadczeń. No, tutaj niestety nie poznałam przeszłości Ander. Musiałam po prostu przyjąć sprawę taką, jaką jest. Ander jest niebinarne i tyle, kropka. Z drugiej strony to uczy mnie, że nie zawsze mogę wiedzieć wszystko i moja ciekawość nie będzie i może nawet nie powinna zostać zaspokojona. Jest jeszcze jedna rzecz, którą w tej książce absolutnie uwielbiam - sceny erotyczne. A raczej ich brak. Oczywiście nie chodzi mi o to, że ludzie jako ludzie i ich cielesność mnie obdzydza. Problem jest we mnie i moim poczuciu komfortu z własnym ciałem, tak myślę. Przez to sama idea seksu sprawia, że czuję się zawstydzona i niekomfortowo. Nie przepadam za czytaniem o nim, szczególnie jeśli zostaję zaskoczona i nijak nie mogę się na to przygotować. Ale wracając. Kocham taki zabieg, że sceny erotyczne istnieją w książce, lecz tylko w domyśle czytelnika. Że jest wprost powiedziane, że bohaterowie to robili, lecz nie dostajemy opisu seksu. Po prostu jest to wspomniane w formie, no właśnie, wspomnień. Ach, było nam razem dobrze i ach, sprawiasz ze rozmiękam. Wiecie, o co mi chodzi? Zakończenie mnie usatysfakcjonowało. Wcale nie było idealne, ale właśnie to jest piękne. Jednocześnie daje nadzieję i motywuje do tego, by nigdy przenigdy się nie poddawać i zawsze walczyć o to, co jest dla nas ważne. Czasem trzeba dokonać trudnych wyborów, aby osiągnąć szczęście. A droga do niego nie zawsze jest usłana różami, a raczej gwoździami i kamieniami. Ale chyba właśnie to daje w życiu największą satysfakcję. Ten trud w drodze do osiągnięcia celu.
teczowe_ksiazki - awatar teczowe_ksiazki
ocenił na 10 7 miesięcy temu
Po prostu Anne Iria G. Parente
Po prostu Anne
Iria G. Parente Selene M. Pascual
O tym, że warto podążać za marzeniami. Uwspółcześniona wersja "Ani z Zielonego Wzgórza", w której główna bohaterka prowadzi wraz z matką kawiarnię pod nazwą "Zielone Wzgórze", studiuje twórcze pisanie oraz rywalizuje z Gilbertem w tworzeniu fanfików do serialu bazującego na legendach arturiańskich. Nawiązań jest tu całkiem sporo, ale moim zdaniem są dużo mniej inwazyjne niż te w "Demonie Copperheadzie", a autorki nie boją się też od pierwowzoru całkiem daleko odchodzić. Książka w największej mierze koncentruje się skomplikowanej sytuacji uczuciowej w grupie znajomych Anne, w tym przede wszystkim na jej własnych rozterkach związanych z trudnymi do zdefiniowania intensywnymi uczuciami do Diany i Gilberta. Sporo miejsca zajmują też kwestie związane z twórczością, radzeniem sobie z krytyką i presją oczekiwań innych. Występuje tu podobny problem, co w "Heartstopperze". Mianowicie, praktycznie nie występują tu postaci heteroseksualne. Wygląda to trochę tak, jakby autorki chciały tutaj zmieścić reprezentację absolutnie każdej mniejszości seksualnej o jakiej słyszały (mamy tu postać homo- i biskesualną, transpłciową, niebinarną i poliamoryczną) i ja nawet rozumiem tę potrzebę, ale mniejszości seksualne nie bez powodu są nazywane mniejszościami i takie ich nagromadzenie w niewielkiej grupie wydawało mi się nieco nierealistyczne. Dosyć zbędne wydawały mi się wstawki z fanfikami pisanymi przez bohaterów, bo za bardzo niczego nie wnoszą, a przy tym odnoszą do wymyślonego serialu, którego fabułę czytelnik poznaje raczej mgliście i w strzępach. Całość wydaje się też trochę rozwleczona - mogłoby to być krótsze o co najmniej kilkadziesiąt stron, gdyby bohaterka potrafiła się komunikować jak człowiek. Mimo wszystko jest to całkiem niezła literatura młodzieżowa, szczególnie na tle tego, co się obecnie w tym gatunku wydaje.
niedź - awatar niedź
ocenił na 6 9 miesięcy temu
Tilly w technikolorze Mazey Eddings
Tilly w technikolorze
Mazey Eddings
Tilly i Oliver próbują odnaleźć się w rzeczywistości, która nie jest dla nich łatwa. Ciężko wpasować się w ramy narzucone przez społeczeństwo. Kiedy jesteś inny, wyłamujesz się ze standardów typowych zachowań nie jesteś traktowany jak ktoś wyjątkowy, ale jak ktoś nie pasujący do reszty. Nie chce jednak nadawać tej opinii smutnego melancholijnego wydźwięku, bo ta książka to w większości same radosne i zabawne momenty dzielenia codzienności tej dwójki bohaterów. Ta historia to mieszanka wybuchowa. Zaśmiejecie się, zastanowicie, popłaczecie. Wydanie tej książki świetnie odwzorowuje wnętrze. Jest to idealna historia na letnie dni. Tilly żyje z ADHD, a Oliver z autyzmem. Przypadkowe spotkanie w samolocie splata ich los na dłużej, chociaż raczej nie tego chcą. Razem wykonują działania w SM, robiąc zdjęcia, planując jak rozwinąć markę, a to wszystko w zestawieniu z podróżowaniem. Uzewnętrznianie się bohaterów w tej historii całkowicie mnie kupiło, podoba mi się jak autorka przedstawiła życie osób z nieneurotypowością. Bohaterowie są zdecydowanie niepowtarzalni. Historia jest pełna słodkich, romantycznych momentów, ale również porusza wątek narzucanej presji rodziny i odrzucenia przez społeczeństwo z powodu bycia po prostu wyjątkowym. Ta historia poszerza horyzonty, uczy akceptacji, myślę, że jest bardzo potrzebna. Współpraca reklamowa z wydawnictwem seeYA Pięknie dziękuję!❤️
kamila_odksiazek - awatar kamila_odksiazek
ocenił na 7 1 rok temu
Music Camp Anna Purowska
Music Camp
Anna Purowska
„Music Camp” to historia, która pachnie włoskim latem i brzmi jak melodia grana tuż przed zachodem słońca. Akcja dzieje się na campingu nad Adriatykiem, gdzie młodzi muzycy z całej Polski przyjeżdżają na warsztaty. To nie są tylko wakacje dla bohaterów powieści. Nad całością unosi się nuta dyscypliny i surowych prób pod czujnym okiem wymagającego dyrygenta. W tym wszystkim poznajemy dwoje bohaterów, Jasia, cichego, wrażliwego chłopaka z Wrocławia, który ma wyjątkowy słuch, choć nie skończył szkoły muzycznej oraz Maję, utalentowaną skrzypaczkę żyjącą w cieniu ambicji swojego ojca i w rozterce przed planowanym wyjazdem do Londynu. Ich znajomość zaczyna się niepozornie, ale szybko zamienia się w coś więcej. Autorka ma dar do tworzenia klimatu, czytając, można niemal poczuć zapach lasów i usłyszeć fale Adriatyku. Narracja prowadzona z perspektywy obojga bohaterów pozwala lepiej ich zrozumieć, a muzyka jest tu czymś więcej niż tłem, to język, którym Maja i Jasiek uczą się mówić o swoich uczuciach. Postacie są autentyczne, ze swoimi niepewnościami i drobnymi wadami, dzięki czemu łatwo się z nimi utożsamić. Nie ma tu sztucznego dramatyzowania, raczej ciepło i subtelne napięcie, które sprawia, że chce się czytać dalej. Dla mnie „Music Camp” to była przyjemna, relaksująca lektura, kojarząca się z musicalowymi filmami Disney, które kiedyś oglądałam. Powieść jest lekka, ale gdzieś pod spodem dotykająca ważnych tematów: tego, jak trudno czasem znaleźć własny głos i zdecydować, czego naprawdę się chce. Po prostu przyjemna lektura ☺️
VViolla - awatar VViolla
oceniła na 7 8 miesięcy temu
Kiedy spada gwiazda. Michael Thomas Ford
Kiedy spada gwiazda.
Michael Thomas Ford
Poznajemy dalsze losy głównego bohatera, Jeffa, praktycznie zaraz po wyjściu ze szpitala. Widać, że zmienił się na dobre; zaakceptował siebie, odbył ważne rozmowy z ważnymi dla siebie ludźmi, ale powrót do szkoły po tylu dniach nieobecności wymagał od niego przełamania pewnych barier, otwarcia na nowe, ale też dalszej pracy nad sobą. Jeff jest pełen obaw, ale nie boi się trudności i chce stawić im czoła, choć jego mama zdecydowanie woli, żeby zmienił szkołę, zaczął wszystko od nowa. Jedyne czego nowego chce Jeff to poznać osoby z podobnymi oczekiwaniami od życia co on. Dlatego zapisuje się do ośrodka dla queerowej młodzieży, który zaproponował mu lekarz ze szpitala. Miał tam poznać nowych przyjaciół, a poznał kogoś znacznie bliższego… Druga część jest napisana kompletnie innym stylem niż pierwsza. Wciąż jest to taki powieścio-pamiętnik, ale widać, że powstała bodajże 15 lat po wydaniu początku i nie jest to ujmą. Dostaliśmy naprawdę dobrą historię. Choć akcja zdaje się rozgrywać chyba w 2008 roku to bohaterowie wydają się bliscy i bardzo nam współcześni, mimo braku social mediów i wszech obecnych telefonów. Pokazuje to czytelnikowi, że stety lub niestety świat niewiele się zmienił. Pamiętajmy, że akcja dzieje się w Ameryce, a nie w Polsce. Czyta się naprawdę przyjemnie. Książka bawi, zaskakuje. Serio, nie przypominam sobie bym czytał wcześniej książkę, która miała takie plot twisty. Bohaterowie są dobrze zarysowani. I pomimo tego, że autor w chwili wydania był po pięćdziesiątce stworzył takie młodzieżowe postacie, które dla mnie jako dwudziestolatka są wiarygodne. Nie to, co postacie nastolatków w polskich filmach napisanych przez dorosłych. Chyba najważniejszą rzeczą, jaką autor chciał przekazać w tej książce jest to, że drugi człowiek i szczera rozmowa są niezwykle istotne, by pomóc sobie albo komuś. Druga część jest naprawdę dojrzałą, zabawną, zaskakującą historią. Może trochę brakuje tej ironii, którą miał Jeff w pierwszej części, choć rozumiem, że była ona jego mechanizmem obronnym w szpitalu i po wyjściu z niego już jej nie potrzebował. W książce też nie ma czarnego charakteru. Jest tylko jedna osoba, którą serio ciężko polubić, ewentualnie jakieś tam poboczne postacie, które mają bed vibes, ale każdą postać rozumiałem i jej kibicowałem. Wad nie jest dużo, ale są takie wątki lub elementy dialogów, które może trochę wybijają czytelnika z rytmu i poprowadziłbym je inaczej. Lecz inaczej, nie znaczy lepiej. Po prostu z pewnymi rzeczami obszedłbym się inaczej, zwłaszcza w kwestii relacji Jeffa z ludźmi z jego otoczenia. Aczkolwiek rozumiem, że autor chciał, by czytelnicy byli zaskoczeni jakimiś zwrotami akcji albo decyzjami głównego bohatera. Skończyłem książkę zadowolony. Jeżeli czytaliście pierwszą część to koniecznie sięgnijcie po kontynuację, a jeżeli nigdy wcześniej nie mieliście do czynienia z twórczością Michaela Thomasa Forda to polecam nadrobić zaległości.
Cynamonov - awatar Cynamonov
ocenił na 7 2 miesiące temu
Starburst. How to get famous Alexina A. Glick
Starburst. How to get famous
Alexina A. Glick
Hejka! 💋⭐️ Przychodzę do Was dzisiaj z recenzją książki, która całkowicie mnie oczarowała 🥹😍 Mowa oczywiście o.. 🤭 najcudowniejszym ,,Starburst. How to get famous” 😍⭐️ Londyn, program muzyczny, praca w kawiarnii, wybuchowa bohaterka, nowe znajomości.. 😍😍 Jejkuu jak ja pokochałam tą historię! 🥹❤️ ,,Starburst” oczarowało mnie już od pierwszej strony! 😍✨ Wspaniałą, oryginalną fabułą, cudownymi bohaterami, zwrotami akcji, niezwykłym klimatem i genialnym językiem 😍🎤 Samo wydanie tej książki już przykuwa uwagę! 😍✨ Śliczna okładka, błyszczące elementy, barwione brzegi, urocze ilustracje 🥹😍 Wygląd zewnętrzny w połączeniu z cudowną treścią, sprawił, że zakochałam się w tej powieści na zabój 🤭❤️ Podczas czytania bawiłam się naprawdę świetnie! Nie było momentu, w którym miałam ochotę odłożyć lekturę, więc nie mogłam jej przerwać! 🤭 Całkowicie się wciągnęłam i zaangażowałam w fabułę ✨ Jak już wspominałam książka ta jest bardzo nieszablonowa 🤭🫶🏻 Główna bohaterka wylewając przypadkiem kawę na nieznajomego, poznała fajnego chłopaka, z którym poźniej zaczęło ją łączyć coś więcej.. 🤭 A przez szalony zakład z kolegą z pracy, znalazła się w nowym muzycznym talent-show.. 🎤⭐️ Jak widzicie życie Jelly nie należy do przewidywalnych 🤭😍 Motyw programu muzycznego całkowicie skradł moje serce ❤️✨ Obserwując zmagania bohaterów podczas mieszkania we wspólnym Akademiku, wymagające treningi i zadania, czułam się, jakbym oglądała ,,Top model”, ,,The voice”, ,,Mam talent” lub ,,Projekt lady” 🎬😅 Autorka ukazała również życie gwiazd poza kamerami i wady oraz zalety show-biznesu ⭐️🎬 nie jest to taka łatwa i bezstresowa praca jak się niektórym wydaje Książka jest napisana przyjemnym, lekkim językiem, który sprawia, że wszystkie wydarzenia i wypowiedzi bohaterów mają naturalny i autentyczny wydźwięk 🫶🏻 Jeśli o bohaterach mowa 🤭 to nasza główna gwiazda - Jelly, no cóż.. ma tupet! 🤭✨ Nie boi postawić się trenerowi, jest lekko wybuchowa, a jej język czasami żyje swoim życiem 🤭✨ Niestety podczas programu musi mierzyć się z niezbyt przyjemnymi komentarzami na temat swojego wyglądu 😢 przez co boryka się z problemem całkowitej samoakceptacji, a w jej głowie rozbrzmiewają różne, niestety mało pozytywne myśli 💔 Jeśli szukacie wciągającej historii, która na pewno wyciągnie Was z zastoju czytelniczego i zapewni świetną rozrywkę, to trafiliście idealnie! 🤭😍 Moje serce skradła już od pierwszej strony, otuliła komfortem i pozostawiła z wielkim uśmiechem na ustach 🫶🏻 Z wielką niecierpliwością wyczekuję drugiego tomu!! 😍😍
Maja_wsrod_ksiazek - awatar Maja_wsrod_ksiazek
ocenił na 10 1 rok temu
Tego lata znów się pożegnamy Mariko Turk
Tego lata znów się pożegnamy
Mariko Turk
,,Tego lata znów się pożegnamy "💔🫂🥀 Pożyczyłam tę książkę od mojej przyjaciółki. Fabuła zdawała się ciekawa ,a nie często widzę książki o duchach. Na początku na serio nie chciało mi się jej czytać (no sory taka jestem jakaś fabuła książki mi się podoba, myśle sę : ,,A przeczytam ", a potem kończy się na tym że nie chce mi się jej czytać xd) Ale uznam że potrzebuję odpocząć od moich emocjonujących dość mocno książek🤪. No ale dobra przejdźmy już do rzeczy .Serio książkę dobrze mi się czytało, charakter pisma przypadł mi do gustu , była ona ,spokojna ale też ciekawa . Zdecydowanie podoba mi się ten motyw duchów dlatego że no nie występuje on często w książkach. A opisy tego co Natalie robiła lata wcześniej z Imogen łamały mi serce . Naprawdę nie wyobrażam sobie stracić najlepszej przyjaciółki 💔. Momentami czułam że już tak mnie nie wciąga ale to chyba tylko kwestia mojej zmienności nastroju xd. Natalie naprawdę moim zdaniem była spoko postacią, tak samo Imogen , no ale to z jej opowieści. Tylko jakoś tak tego leoparda nie lubiłam , nie chwila jak on się nazywał ? Leopold? Nie wiem coś, takiego nazwijmy go leopardem 🐆. W sensie nie był taki zły ale jakoś tak nie wiem, no może po prostu się przyczepiam. Także nie wiem co jeszcze dużo powiedzieć dlatego że czytałam tą książkę no już z dwa tygodnie temu 🙈. Także serio jest to fajna, spokojna i ciekawa książka myślę że fajne właśnie żeby odpocząć od tych takich mocniej emocjonalnych . Także ja naprawdę polecam myślę że będzie spoko dla osób w wieku 12/13 lat . No to tyle buziaczki miłego dzionka 🦄❤️
Book_Annie - awatar Book_Annie
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Reality Fame. Walka o sławę Maria Karnas
Reality Fame. Walka o sławę
Maria Karnas
𝗢 𝘇ł𝗼𝘁𝗲𝗷 𝗸𝗹𝗮𝘁𝗰𝗲 𝘀ł𝗮𝘄𝘆 𝗶 𝗰𝗶𝗲𝗻𝗸𝗶𝗲𝗷 𝗴𝗿𝗮𝗻𝗶𝗰𝘆 𝗺𝗶ę𝗱𝘇𝘆 𝗿𝗼𝗹ą 𝗮 𝗽𝗿𝗮𝘄𝗱ą. Nieczęsto sięgam po książki, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak czysta rozrywka. Reality show, świat fleszy, walka o rozpoznawalność – to nie są tematy, które od razu kojarzą mi się z literaturą, która może mnie dotknąć głębiej. A jednak, kiedy otworzyłam „Reality Fame. Walka o sławę” Marii Karnas, dość szybko poczułam, że za tą pozornie błyszczącą fasadą kryje się coś więcej niż historia o uczestnikach programu telewizyjnego. To nie była lektura „na luzie”, taka do poczytania wieczorem dla relaksu. Przeciwnie – od pierwszych stron towarzyszyło mi dziwne poczucie niepokoju, jakbym wraz z bohaterką Lisy Kane wchodziła do miejsca, w którym nic nie jest prawdziwe, a jednak wszystko zostaje nagrywane. Kiedy czytałam, miałam wrażenie, że ktoś również mnie obserwuje – że uczestniczę w eksperymencie, w którym nie ma neutralnych ról. Maria Karnas wciąga czytelnika w świat pełen świateł, kamer i pozorów, ale nie po to, by nas zachwycić przepychem. Wręcz przeciwnie: książka działa jak krzywe zwierciadło, w którym odbija się nie tylko sztucznie wykreowana rzeczywistość, ale także nasze własne pytania o to, czym jest autentyczność. I co jesteśmy w stanie poświęcić, żeby osiągnąć sukces. Już sama konstrukcja reality show w powieści buduje pewne napięcie. Willa, w której zamknięci są bohaterowie, przypomina złotą klatkę – pełną wygód, luksusu, a jednocześnie ograniczającą, odcinającą od prawdziwego życia. Nie da się stamtąd wyjść. Nie da się uciec od spojrzeń kamer. To trochę jak metafora współczesnych mediów społecznościowych: im bardziej próbujemy coś udowodnić światu, tym mniej mamy przestrzeni dla siebie. Lisa Kane – główna bohaterka – wchodzi do programu z jasno określonym celem. Nie chodzi jej o sławę, o lajki czy chwilową popularność. Ona potrzebuje pieniędzy, żeby spłacić długi ojca. Jej motywacja wydaje się prosta, wręcz banalna – a jednak właśnie ta prostota budziła we mnie najwięcej emocji. Bo czy nie tak wygląda życie wielu z nas? Podejmujemy decyzje, które z zewnątrz mogą wyglądać jak pogoń za błyskotkami, a w rzeczywistości są desperacką próbą ratowania tego, co naprawdę ważne. I tutaj pojawia się to, co dla mnie w tej książce kluczowe: zderzenie między fasadą a wnętrzem, między tym, co widzi widz reality show, a tym, co naprawdę przeżywa człowiek w środku. „Reality Fame” pokazuje, jak cienka jest granica między rolą a prawdą – i jak łatwo tę granicę przekroczyć, kiedy zaczynamy grać we własnym życiu. Na początku czytało mi się tę książkę z pewnym dystansem. Myślałam: „OK, historia jak historia, może będzie dramat, może romans, pewnie trochę intryg”. Ale im dalej brnęłam, tym bardziej łapałam się na tym, że emocjonalnie uczestniczę w tej rozgrywce. Że czuję napięcie, kiedy Lisa podejmuje kolejne ryzykowne decyzje. Że mam ochotę ją ostrzec, potrząsnąć nią, a jednocześnie wiem, że na moich oczach rodzi się coś większego niż tylko romans telewizyjny. To właśnie wprowadzenie było dla mnie momentem przełomowym. Zrozumiałam, że Maria Karnas nie pisze o reality show dla samego efektu. Ona używa tego formatu jako soczewki, przez którą przygląda się człowiekowi – jego pragnieniom, słabościom i moralnym kompromisom. I choć styl powieści jest lekki, fabuła dynamiczna, a dialogi wciągające, to pod spodem kryje się pytanie znacznie cięższego kalibru: ile warte jest nasze „ja”, kiedy świat patrzy i ocenia? Dlatego ta książka już od pierwszych rozdziałów zaczęła we mnie rezonować w sposób, którego się nie spodziewałam. Z pozoru banalna historia o telewizyjnym show przerodziła się w refleksję o współczesności, o kulturze pozorów i o tym, że każdy z nas w jakimś sensie gra swoją rolę – czy to w pracy, w sieci, czy w relacjach z innymi. I tak, jak napisałam na początku: to nie jest książka, która zaprasza cię z filiżanką herbaty. To raczej powieść, która sadza cię pod reflektorami, każe poczuć dyskomfort i zmusza do zadania sobie pytań, na które nie zawsze mamy gotowe odpowiedzi. Willa jak złota klatka Jednym z najbardziej sugestywnych elementów powieści Marii Karnas jest przestrzeń, w której zamyka bohaterów. Willa – luksusowa, pełna blasku, przeszklonych ścian i basenów – staje się niemal osobnym bohaterem tej historii. To miejsce, które z jednej strony kusi i obiecuje spełnienie marzeń, a z drugiej odbiera wolność i odsłania każdy, nawet najmniejszy szczegół życia uczestników. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to doskonała metafora współczesności. Wszyscy jesteśmy trochę w takiej willi – pięknej, błyszczącej, lecz ciasnej od spojrzeń innych. Każdy post na Instagramie, każdy filmik wrzucony na TikToka, każdy komentarz na Facebooku to jak kolejne oko kamery, które rejestruje nasze życie. „Reality Fame” pokazuje tę pułapkę bez upiększeń – za każdym razem, kiedy bohaterowie próbują być sobą, uderzają w ścianę oczekiwań widzów i producentów. Ta willa nie daje ucieczki – można się w niej bawić, można się w niej zakochać, można w niej cierpieć, ale nigdy nie można naprawdę być samemu. To, co mnie najbardziej zaskoczyło, to sposób, w jaki autorka wykorzystała samą strukturę reality show. Zamiast traktować ją jako tło, uczyniła z niej narzędzie do budowania napięcia. Tu nie ma klasycznego thrillera ani kryminału – napięcie rodzi się z czegoś bardziej subtelnego: z poczucia, że każdy gest, każde spojrzenie, każdy dotyk ma konsekwencje, bo wszystko jest rejestrowane i oceniane. Czytając, czułam się, jakbym sama siedziała przed ekranem i obserwowała grę, a jednocześnie… byłam jej częścią. To doświadczenie było dziwnie niekomfortowe, bo choć wiedziałam, że jestem tylko czytelnikiem, autorka wciągała mnie w świat, w którym nie da się być obojętnym. Każdy konflikt między uczestnikami, każde półsłówko czy przypadkowy gest rezonowały mocniej właśnie dlatego, że wiedziałam – ktoś to ogląda, ktoś to montuje, ktoś decyduje, jak zostanie to odebrane. I to właśnie działa najmocniej: świadomość, że nie da się w tym świecie pozostać neutralnym. Nawet jeśli udajemy widza, prędzej czy później zaczynamy się angażować, wybierać strony, osądzać. A wtedy różnica między uczestnikiem a odbiorcą zaciera się całkowicie. Bardzo ciekawym zabiegiem jest pokazanie, jak reżyseria programu wpływa na narrację bohaterów. Niektórzy uczestnicy od razu zaczynają „grać pod kamery”, inni walczą o to, by zachować autentyczność – ale i tak prędzej czy później każdy wchodzi w jakąś rolę. To nieuniknione, bo kamera działa jak katalizator: zmienia spontaniczny uśmiech w gest, spojrzenie w komunikat, ciszę w dramatyczną pauzę. Czytając, nie mogłam nie zastanawiać się, jak wyglądałaby moja własna rola w takim show. Czy próbowałabym być sobą? Czy raczej szybko dostosowałabym się do tego, czego „chce publika”? A może, zupełnie nieświadomie, zaczęłabym odgrywać tę wersję siebie, która najłatwiej zdobywa sympatię i lajki? I tu tkwi sedno pytania, które autorka podrzuca nam między wierszami: na ile nasze życie prywatne jest już spektaklem? Kiedy wstawiamy zdjęcie uśmiechu na media społecznościowe, czy naprawdę się uśmiechamy, czy już tylko odgrywamy wersję siebie, która ma się sprzedać? Czy nasze codzienne rozmowy nie są już fragmentem większego scenariusza, który reżyserujemy sami – świadomie lub nie? „Reality Fame” nie daje na te pytania prostych odpowiedzi. Ale zostawia w nas niepokój – taki, który nie pozwala przestać się zastanawiać, gdzie kończy się prawda, a zaczyna rola. Kamera jako metafora prawdy i fałszu Kamery w powieści to coś więcej niż rekwizyty. To symbole. Symbol spojrzenia innych, nieustannej oceny, ale też autocenzury, którą narzucamy sami sobie. Z jednej strony bohaterowie chcą być widziani – bo tylko widoczność daje im szansę na sukces i popularność. Z drugiej – świadomość ciągłej obserwacji sprawia, że zaczynają się dusić, zamykać, tracić spontaniczność. Każdy gest, każde słowo, każdy uśmiech musi być przemyślany, bo kamera nigdy nie jest neutralna. I właśnie ten rozdźwięk buduje dramaturgię książki. Nie potrzeba tu krwawych scen ani wybuchowych zwrotów akcji – wystarczy świadomość, że każdy ruch może być przeanalizowany, przekręcony, wykorzystany przeciwko bohaterom. To poczucie permanentnej presji czytelnik odczuwa niemal fizycznie. To trochę tak, jakby samemu wchodziło się do studia, siadało w świetle reflektorów i wiedziało, że od tej chwili nie ma już miejsca na pomyłkę. Autorka świetnie pokazuje też paradoks tej sytuacji: bohaterowie wiedzą, że kamery ich ograniczają, a jednak to właśnie one nadają sens ich obecności w willi. Bez nich nie byłoby show, nie byłoby szansy na wygraną, nie byłoby publiczności. Kamera jest więc jednocześnie katem i wybawicielem, strażnikiem i przepustką do spełnienia marzeń. Przyznam, że sama miałam momenty, kiedy łapałam się na kibicowaniu Lisie i Brianowi jakby byli prawdziwymi uczestnikami show. To nie była już książka – to był spektakl, którego częścią byłam ja sama. Śledziłam ich rozmowy, napięcia, układy, jakbym obserwowała odcinek programu na żywo. I właśnie w tym tkwi siła „Reality Fame”. Autorka świetnie uchwyciła mechanizm, w jaki wciąga nas popkultura: oglądamy z dystansem, ale po chwili emocjonalnie w to wchodzimy. Najpierw patrzymy chłodno, oceniamy, kalkulujemy – a potem nagle orientujemy się, że trzymamy kciuki, że złościmy się, że przeżywamy. I to przeżywanie jest realne, choć przecież dotyczy fikcyjnych bohaterów. „Reality Fame” odsłania więc jeszcze jedną, może najciekawszą warstwę – nie tylko mówi o manipulacji, ale też manipuluje nami jako czytelnikami. I robi to skutecznie, bo trudno odłożyć tę powieść bez uczucia, że wciąż jesteśmy obserwowani. Jakby gdzieś obok nadal migotało czerwone światełko kamery. Lisa Kane – bohaterka pełna sprzeczności Lisa to postać, wobec której nie sposób pozostać obojętnym. Od pierwszych stron wiedziałam, że nie będę mogła jej zaszufladkować jako „sympatycznej dziewczyny, której kibicujemy”. Maria Karnas z premedytacją stworzyła bohaterkę złożoną, pełną kontrastów – kogoś, kto potrafi budzić jednocześnie współczucie, irytację, a czasem nawet podziw. Jej motywacja – zdobycie pieniędzy, by spłacić długi ojca – jest zrozumiała, ludzka, wiarygodna. Łatwo w niej dostrzec dramatyczną sytuację, w jakiej mogłaby znaleźć się każda z nas: desperacja, poczucie obowiązku wobec bliskich, determinacja, by nie pozwolić rodzinie utonąć. A jednak sposób, w jaki decyduje się ten cel realizować, budzi kontrowersje. Lisa od początku kalkuluje, wchodzi w układy, manipuluje obrazem siebie. To nie jest bierna uczestniczka, którą przypadkowo wrzucono do programu. To ktoś, kto świadomie rozgrywa show – jakby chciała udowodnić, że skoro świat jest grą, to ona będzie grać najlepiej. Czytając, miałam z nią dziwną relację. Z jednej strony chciałam, by jej się udało – bo cel był szlachetny i łatwy do utożsamienia się. Z drugiej – widziałam, jak bardzo potrafi się zatracić w tej grze. Jak balansuje na granicy, po której zostaje już tylko pusta rola. Czasem łapałam się na tym, że jej wybory budziły we mnie gniew, czasem – że czułam dla niej szacunek za odwagę i konsekwencję. To nie jest bohaterka, którą się „lubi”. To bohaterka, którą się przeżywa. I może właśnie dlatego Lisa jest tak przekonująca. Jej sprzeczności – siła i słabość, determinacja i kruchość, autentyczność i kalkulacja – sprawiają, że staje się lustrzanym odbiciem nas samych. Bo czy nie każdy z nas w pewnym momencie życia grał rolę, której nie chciał, tylko po to, by osiągnąć coś ważnego? W Lisie najmocniej widać pytanie, które przewija się przez całą powieść: ile jesteśmy w stanie poświęcić z siebie, by wygrać? I czy cel naprawdę uświęca środki, jeśli po drodze gubimy kawałki własnej tożsamości? Brian Ryder – mentor, rywal, lustro Brian, zwycięzca poprzedniej edycji, wprowadza do historii element doświadczenia i pewnej mrocznej mądrości. On już wie, jak działa ta machina. Zna jej mechanizmy od podszewki, wie, jak produkcja manipuluje obrazem uczestników, wie też, że każdy „naturalny gest” w programie jest starannie zaplanowany albo przynajmniej później odpowiednio zmontowany. A mimo to wraca. Decyduje się na udział w kolejnej edycji – trochę jak hazardzista, który raz spróbował adrenaliny i nie potrafi już przestać. I w tym tkwi jego tragizm. Brian nie jest naiwny. W przeciwieństwie do wielu uczestników, nie wierzy już w bajkę o sławie, która wszystko rozwiązuje. A jednak nie potrafi się od niej odciąć. Dla niego reality show staje się nałogiem – źródłem podziwu i ekscytacji, ale też autodestrukcją. To postać, w której czytelnik odnajdzie zarówno chłodny cynizm, jak i desperacką potrzebę bycia kochanym. Jego relacja z Lisą jest fascynująca, bo z jednej strony przypomina klasyczny romans telewizyjny, a z drugiej staje się czymś znacznie głębszym: pojedynkiem o autentyczność. Brian jest lustrem, w którym Lisa widzi własne wybory – odbicie tego, czym sama może się stać, jeśli całkowicie zatraci się w grze. Każdy ich dialog, każdy gest nabiera dodatkowego ciężaru, bo dotyczy nie tylko uczucia, ale też tożsamości i moralności. Co więcej, Brian sam staje przed dylematem: czy powtórzy schemat z poprzedniej edycji, odgrywając tę samą rolę dla widzów, czy wreszcie spróbuje wyrwać się z narzuconego scenariusza? To właśnie czyni go bohaterem pełnym napięcia – takim, który nie daje się łatwo zaszufladkować ani jako mentor, ani jako przeciwnik. Jest kimś na granicy: nauczycielem, rywalem, sprzymierzeńcem, a czasem wręcz wrogiem samego siebie. Ich „układ” – początkowo czysto strategiczny – stopniowo zmienia się w coś, co nie mieści się już w ramach gry. I tu rodzi się pytanie, które długo nie daje spokoju: czy prawdziwe uczucie może wyrosnąć na gruncie fałszu? Czy miłość zawarta w kontrakcie ma szansę przeżyć, kiedy kamery zgasną? A może show tak mocno przenika do ich życia, że nawet intymność staje się spektaklem? Brian, choć z pozoru pewny siebie i doświadczony, jest jednym z najbardziej kruchych elementów tej opowieści. Jego siła polega na świadomości, a słabość – na tym, że nie potrafi się od tej świadomości uwolnić. I właśnie dlatego jego obecność w książce jest tak ważna. To on nadaje historii głębię i pokazuje, że nawet w świecie iluzji najtrudniej uciec od samego siebie. Reszta uczestników – kalejdoskop masek Choć Lisa i Brian stanowią oś fabuły, nie można zapominać o pozostałych uczestnikach. To oni tworzą tło, które w rzeczywistości wcale nie jest tłem – raczej wielobarwną mozaiką, bez której show straciłoby cały sens. Maria Karnas umiejętnie buduje ten świat drugiego planu, przedstawiając różne typy osobowości i strategie przetrwania w willi. Od pierwszych stron czuć, że każdy z nich wchodzi do programu z innym bagażem i inną motywacją. Jeden uczestnik marzy tylko o tym, by zostać celebrytą – wierzy, że popularność sama w sobie jest walutą, a lajki i obserwacje przełożą się na wszystko, czego pragnie. Inny traktuje show jako trampolinę do „prawdziwej” kariery: myśli o kontrakcie muzycznym, filmowej propozycji, intratnej współpracy z markami. Jeszcze inny zdaje się mieć nastawienie badacza – jakby wchodził do programu nie po sławę, lecz po doświadczenie, by sprawdzić, jak człowiek funkcjonuje pod nieustanną presją spojrzeń. Razem tworzą mieszankę wybuchową, w której każdy gest i każda decyzja mogą zmienić dynamikę opowieści. Niektórzy są jak ogień – wybuchowi, impulsywni, karmiący się konfliktem. Inni jak lód – chłodni, zdystansowani, pozornie niewzruszeni, ale ukrywający własne strategie. Jeszcze inni są jak powietrze – ulotni, nieuchwytni, a jednak niezbędni, bo to oni wypełniają przestrzeń i nadają jej lekkość. Dzięki nim reality show w książce nie jest tylko dekoracją, ale prawdziwym laboratorium społecznych ról i masek. Każdy uczestnik reprezentuje inne podejście do sławy, inne marzenie, inną iluzję. Widzimy w nich nasze własne współczesne obsesje: pragnienie bycia zauważonym, potrzebę sukcesu, strach przed byciem „nikim”. I to sprawia, że czytając, trudno zachować dystans – bo w którymś z bohaterów znajdziemy cząstkę siebie. To właśnie ta różnorodność daje powieści napięcie i sprawia, że nie da się jej czytać obojętnie. Karnas nie kreśli płaskich postaci drugoplanowych – przeciwnie, każda z nich wnosi coś ważnego do układanki. Razem tworzą kalejdoskop masek, w którym prawda i fałsz przenikają się tak mocno, że momentami trudno odróżnić jedno od drugiego. Emocje zamiast akcji Największą siłą tej książki są emocje bohaterów – i to, co te emocje robią z czytelnikiem. Karnas nie stawia na wielkie zwroty akcji czy dramatyczne rozwiązania fabularne. Zamiast tego koncentruje się na tym, jak uczestnicy reagują na presję. Jak radzą sobie z samotnością w tłumie. Jak zmieniają się pod wpływem ciągłej obserwacji. Czytając, miałam wrażenie, że oglądam psychologiczny eksperyment. Że każdy z bohaterów jest królikiem doświadczalnym, wrzuconym w świat, który z jednej strony kusi, a z drugiej niszczy. I właśnie to poczucie eksperymentu – a jednocześnie ogromnej bliskości emocjonalnej – sprawia, że trudno przejść obok tej historii obojętnie. Najciekawsze pytania rodzą się na styku moralności i pragmatyzmu. Lisa manipuluje, bo chce ratować ojca. Brian gra, bo nie potrafi inaczej. Inni uczestnicy sprzedają swoją prywatność, bo wierzą, że to droga do sukcesu. I każdy z nich w jakiś sposób tłumaczy sobie własne decyzje. Podczas lektury ciągle zadawałam sobie pytanie: czy ja zrobiłabym to samo? Czy poszłabym na taki kompromis w imię wyższego celu? Czy dałabym się złapać w sidła gry, jeśli nagrodą miałoby być spełnienie marzeń lub uratowanie kogoś bliskiego? Książka nie daje prostych odpowiedzi. Ale zmusza do refleksji – a to zawsze jest dla mnie znak dobrej literatury. „Reality Fame. Walka o sławę” Marii Karnas to nie tylko opowieść o grupie ludzi zamkniętych w willi pełnej kamer. To także komentarz do rzeczywistości, w której żyjemy – świata, gdzie rozpoznawalność staje się walutą, czasem cenniejszą niż pieniądze czy prawdziwe więzi. Autorka pokazuje, że sława to nie tylko błysk fleszy i przywileje. To przede wszystkim presja. Ciągłe oczekiwania widzów, rosnące wymagania sponsorów, lęk przed utratą pozycji. Bohaterowie programu muszą się zmagać z pytaniem, jak długo uda im się utrzymać zainteresowanie publiczności. A przecież to pytanie rezonuje także poza kartami książki – bo czy nie każdy z nas, publikując cokolwiek w internecie, zastanawia się, czy ktoś to polubi, udostępni, zapamięta? Cena popularności i złudzenie autentyczności Maria Karnas obnaża mechanizm, w którym popularność jest zawsze okupiona stratą. Lisa traci część swojej prywatności, część autentyczności. Brian traci wolność wyboru – jego każde działanie porównywane jest z tym, co zrobił wcześniej. Inni uczestnicy tracą spokój ducha, granice, które dotąd chroniły ich intymność. W pewnym momencie zrozumiałam, że cała książka jest o tym, co jesteśmy gotowi poświęcić, by zostać zauważonym. Czy można pozostać sobą w świecie, który domaga się ciągłej obecności, nieustannej aktywności i gotowości do bycia „na świeczniku”? To pytanie nie opuszczało mnie przez całą lekturę – i trudno się przed nim uchronić, bo dotyczy nie tylko bohaterów powieści, lecz także każdego z nas. Najmocniejszym wątkiem staje się problem autentyczności. Lisa, Brian i pozostali uczestnicy balansują na cienkiej granicy między „byciem sobą” a „byciem kimś, kogo oczekuje widownia”. I choć każdy z nich próbuje zachować swoją indywidualność, z czasem role przejmują kontrolę. Karnas nie daje prostych odpowiedzi. Nie mówi: „to źle” albo „to dobrze”. Zamiast tego prowokuje pytanie: czy w ogóle istnieje jeszcze coś takiego jak czysta autentyczność? Czy nasze „ja” nie jest zawsze w jakimś stopniu performatywne – zależne od tego, kto patrzy, kto ocenia, kto słucha? Czytając, miałam wrażenie, że autorka rozebrała na czynniki pierwsze coś, co od dawna intuicyjnie czułam – że każdy z nas żyje trochę jak w reality show. Może nie transmitowanym w telewizji, ale jednak nieustannie oglądanym przez innych. „Reality Fame” można więc czytać jako metaforę kultury, w której funkcjonujemy – kultury lajków, followersów i transmisji na żywo. Karnas pokazuje, że w świecie, w którym każdy gest może być zarejestrowany, a każda emocja szybko staje się towarem, autentyczność zamienia się w iluzję. I właśnie dlatego ta powieść działa tak mocno. Bo nie opowiada tylko o fikcyjnej Lisie, o Brianie, o uczestnikach pewnego programu. Opowiada o nas – o czytelnikach, którzy w mniej lub bardziej świadomy sposób również grają swoje role, próbując odnaleźć siebie w świecie, gdzie cena popularności bywa wyższa, niż jesteśmy w stanie zapłacić. Refleksje i rezonans po lekturze Najbardziej poruszające w „Reality Fame. Walka o sławę” było dla mnie to, że książka nie moralizuje. Maria Karnas nie podaje łatwych odpowiedzi, nie ustawia czytelnika w wygodnej pozycji sędziego, który mógłby bezpiecznie potępić „złe media” i przyklasnąć „biednym uczestnikom”. Zamiast tego pokazuje, że wszyscy jesteśmy wplątani w tę grę – i że trudno się z niej wycofać, kiedy raz się wejdzie. Po skończonej lekturze zostało we mnie poczucie, że żyję w świecie, który nieustannie wymaga obecności, widoczności, ciągłego „bycia na scenie”. A jednocześnie książka przypomniała mi, jak ważne jest czasem wyłączenie kamery, odłożenie roli, powrót do siebie. To banał – a jednak właśnie w tej powieści banał nabiera ciężaru egzystencjalnego. „Reality Fame” nie była dla mnie typową powieścią obyczajową, którą odkłada się na półkę i szybko zapomina. To raczej doświadczenie – takie, które wraca w najmniej spodziewanych momentach. Podczas przeglądania mediów społecznościowych. Podczas rozmowy, gdy zamiast autentycznej odpowiedzi pojawia się myśl: „jak to zabrzmi?”. Podczas chwil, kiedy łapię się na tym, że bardziej dbam o wrażenie niż o prawdę. Maria Karnas napisała książkę, która pozornie bawi się konwencją romansu i reality show, ale w rzeczywistości dotyka spraw fundamentalnych: wolności, autentyczności, potrzeby bycia widzianym. Zmusza do spojrzenia na siebie nie jako na czytelnika, lecz uczestnika – kogoś, kto sam gra w grę, której reguły ustalił ktoś inny. Najmocniej jednak zapamiętam emocje. Te chwile, kiedy Lisa podejmowała decyzje balansujące na granicy moralności. Te sceny, w których Brian zmagał się z samym sobą – czy pozostać graczem, czy wreszcie się wyłamać. Te momenty, gdy uczestnicy show próbowali być sobą, choć świat oczekiwał od nich czegoś zupełnie innego. To właśnie emocjonalny ciężar tej historii sprawia, że nie sposób o niej zapomnieć. Bo przecież każdy z nas musiał kiedyś stanąć przed pytaniem: czy pokazać światu prawdę o sobie, czy wybrać bezpieczną maskę? Czy warto sięgnąć po tę książkę? Zdecydowanie tak – choć nie z powodu wartkiej akcji czy klasycznego romansu (choć i tego elementu nie brakuje). Warto dlatego, że „Reality Fame” odbija nasze własne dylematy jak w lustrze. To powieść, która uświadamia, jak bardzo współczesny świat przypomina wielką scenę, a my – mniej lub bardziej świadomie – odgrywamy swoje role. To literatura, która nie tyle „umila czas”, ile konfrontuje nas z pytaniami, które wolelibyśmy odsunąć. Nie jest to książka łatwa emocjonalnie. Może budzić frustrację, irytację wobec wyborów bohaterów. Może zmuszać do niewygodnych refleksji. Ale właśnie w tym tkwi jej siła – w wytrąceniu z równowagi, w zadrapaniu tam, gdzie zwykle wolimy nie zaglądać. Kilka dni po zakończeniu czytania wciąż łapałam się na tym, że myślę o Lisie – o jej kompromisach, o determinacji, o słabościach. Zastanawiałam się, czy naprawdę udało jej się ocalić siebie, czy raczej sprzedała część swojej duszy w imię większego celu. I myślę, że to najlepsze świadectwo wartości tej książki: że nie zostawia czytelnika obojętnym. Że nie daje prostego katharsis, tylko pozostawia z pytaniami, które długo rezonują pod skórą. Podsumowując: „Reality Fame. Walka o sławę” to powieść o świecie, który z pozoru wydaje się odległy – błyszczące reality show, telewizyjne intrygi, walka o uwagę milionów. A jednak im dłużej o niej myślę, tym bardziej widzę, że to opowieść o nas wszystkich. O naszej codziennej walce o bycie zauważonym, wysłuchanym, docenionym. O balansowaniu między autentycznością a rolą. O cenie, jaką płacimy za popularność – nawet jeśli ogranicza się ona tylko do kilku serduszek pod zdjęciem. Dlatego dla mnie ta książka nie jest tylko rozrywką. To lustro, w którym odbija się współczesność – z jej blaskami i cieniami. I właśnie dlatego zostaje w pamięci na długo.
Anna Szymczak - awatar Anna Szymczak
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Rubyfruit Jungle Rita Mae Brown
Rubyfruit Jungle
Rita Mae Brown
„Najbardziej rewolucyjną rzeczą, jaką możesz zrobić, to być sobą, opowiadać swoją prawdę i otworzyć ramiona na życie, w tym także na ból.“ „Rubyfruit Jungle“ to książka napisana stylem niedojrzałym oraz niezgrabnym, ale opisane w niej wydarzenia mają ogromną wagę, więc warta jest każdej poświęconej minuty. Rita Mae Brown wspomina o terapii, jakiej poddawanie były osoby homoseksualne, dyskryminacji na uczelni, braku zrozumienia wśród znajomych czy odrzuceniu przez rodzinę. Pojawia się temat bezdomności, pracy seksualnej czy sponsoringu, jaki ratował osoby, które nie miały nic. Druga połowa wieku dwudziestego, to czas ogromnych przemian, jeśli chodzi o prawa społeczeństwa LGBTQ+, ale też okres, gdy króluje niezrozumienie oraz wykluczenie. Cierpienie i beznadzieja wylewają się z kolejnych stron , ale wśród nich znaleźć można też szczęście, dumę czy wręcz butę. Bohaterka/osoba autorska (trudno odróżnić od siebie te dwie osoby, granica między nimi istnieje, ale jest zbyt niewyraźna) może irytować i nie budzić sympatii, ale ujmuje w słowa wydarzenia, o jakich historia lubi zapominać. I ma to wagę na tyle dużą, że zabrało mi oddech. Dzisiaj powieść ta nie budzi już licznych kontrowersji, ale w 1973 roku była przełomowa. Poza reprezentacją homoseksualną postawiła na zapis fizyczności oraz trudów, jakie są efektem życia w zgodzie ze sobą. Postawiła na szokowanie i wstrząsanie. Na próby uchwycenia własnego życia. Nie wiem, na ile wszystko to było celowe, na ile wyniknęło przypadkiem. Co istotne — to powieść ważna, choć słaba warsztatem. Kuleje kreacja bohaterów, a język i w tłumaczeniu, i w oryginale nie zachwyca. Wiele pozostawia do życzenia, ale też wiele sobą daje. przekł. Rafał Bzdak Spójrzymy smutnej prawdzie w oczy — to było słabe tłumaczenie. Jako część tęczowej społeczności, były pracownik queerowego klubu oraz osoba, która ma zaszczyt udziału w wolontariacie Centrum Równości, gdzie tworzymy LGBTQ+ treści — śmieję się w głos. W życiu nie słyszałam o żadnej „czołgistce“, a -izmów czy „homoseksualistów“ w takich tekstach się unika. Po prostu.
Czytajacamewa - awatar Czytajacamewa
oceniła na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Krok od ciebie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Krok od ciebie