rozwiń zwiń

Green Class, tom 2: Alfa

Okładka książki Green Class, tom 2: Alfa
David TakoJérôme Hamon Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Green Class (tom 2) komiksy
64 str. 1 godz. 4 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Green Class (tom 2)
Tytuł oryginału:
Green Class: L'Alpha
Data wydania:
2020-09-02
Data 1. wyd. pol.:
2020-09-02
Liczba stron:
64
Czas czytania
1 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328196889
Tłumacz:
Maria Mosiewicz
Średnia ocen

                5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Green Class, tom 2: Alfa w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Green Class, tom 2: Alfa

Średnia ocen
5,9 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1393
1343

Na półkach:

Doczekałem się drugiego tomu serii "Green Class", czyli postapo z nastolatkami i wirusem zmieniającymi ludzi w... humanoidalne rośliny. Nic nadzwyczajnego, choć ma kilka naprawdę ciekawych rozwiązań. Tom pierwszy mnie wciągnął i nie inaczej było i tym razem, choć mam wrażenie, że miejscami scenariusz był napisany nieco na skróty. Czy to jednak burzyło mi przyjemność z lektury? Nie.

Całość jest poprzedzona streszczeniem fabularnym pierwszego tomu. To bardzo przydatne, szczególnie, ze sporo się tam działo i czytałem go dawno temu, więc niektóre szczegóły uleciały mi z pamięci. W tym tomie obserwujemy losy grupy dzieciaków, która wydostała się z strefy kwarantanny. Szukają oni dwójki swoich przyjaciół, z których jeden przeszedł transformację w "roślinę". Po piętach depcze im wojsko oraz organizacja bojowników, zwalczająca zainfekowanych. Szybko się jednak okazuje, że sprawy są znacznie bardziej pogmatwane, a świat jaki znali nastolatkowie przestał istnieć.

Zatem mamy klasyczne postapo, gdzie ludzkość stoi na krawędzi zagłady, a świat roślin wykańcza miasta, wsie i ludzkie skupiska. W praktyce roślinki nie pogardzą żadnym mięskiem i infekują co tylko się da. To tyle w kwestii weganizmu :) W każdym razie czytelnik szybko otrzymuje informacje, odnośnie obecnej sytuacji, przy czym scenariusz nie sili się na subtelność. Z jednej strony to dobrze, bo akcja gna cały czas, ale z drugiej strony można było się pokusić o szersze spojrzenie. A tak dostaliśmy plagę zabijającą w tempie ekspresowym, trochę pseudonaukowego bełkotu i mglistą przepowiednię. Dla mnie odrobinkę za mało, bo widzę ogromny potencjał drzemiący w tym uniwersum.

Z drugiej jednak strony komiks jest porządnie narysowany i pokolorowany, fabuła ma sens, postacie nie irytują, przynajmniej mnie, a scenariusz daje radę. W końcu to młodzieżowe postapo, wiec wybaczam pójście na skróty. Na pewno będę śledził tą serię, bo chce wiedzieć, jak potoczą się dalsze losy niesfornych nastolatków z Kanady. Póki co jest dobrze. Bez fajerwerków, ale te nie zawsze są potrzebne.

Doczekałem się drugiego tomu serii "Green Class", czyli postapo z nastolatkami i wirusem zmieniającymi ludzi w... humanoidalne rośliny. Nic nadzwyczajnego, choć ma kilka naprawdę ciekawych rozwiązań. Tom pierwszy mnie wciągnął i nie inaczej było i tym razem, choć mam wrażenie, że miejscami scenariusz był napisany nieco na skróty. Czy to jednak burzyło mi przyjemność z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

24 użytkowników ma tytuł Green Class, tom 2: Alfa na półkach głównych
  • 21
  • 3
16 użytkowników ma tytuł Green Class, tom 2: Alfa na półkach dodatkowych
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Green Class, tom 2: Alfa

Inne książki autora

Okładka książki Green Class, tom 5: Ostatnia ofiara Jérôme Hamon, David Tako
Ocena 7,3
Green Class, tom 5: Ostatnia ofiara Jérôme Hamon, David Tako
Okładka książki Emma i Wioletta -8- Pierwszy dzień nowego życia Jérôme Hamon, Lena Sayaphoum
Ocena 8,3
Emma i Wioletta -8- Pierwszy dzień nowego życia Jérôme Hamon, Lena Sayaphoum
Okładka książki Emma i Wioletta - 5 - Za krótkie lato Jérôme Hamon, Lena Sayaphoum
Ocena 8,3
Emma i Wioletta - 5 - Za krótkie lato Jérôme Hamon, Lena Sayaphoum
Okładka książki Green Class, tom 4: Przebudzenie Jérôme Hamon, David Tako
Ocena 5,8
Green Class, tom 4: Przebudzenie Jérôme Hamon, David Tako
Okładka książki Emma i Wioletta - 4 - Prawdziwy powód Jérôme Hamon, Lena Sayaphoum
Ocena 7,7
Emma i Wioletta - 4 - Prawdziwy powód Jérôme Hamon, Lena Sayaphoum

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Metronom. Wydanie zbiorcze Éric Corbeyran
Metronom. Wydanie zbiorcze
Éric Corbeyran Grun
Na początku urzekła mnie okładka edycji limitowanej (sam kupiłem zwykła bo tylko taką szlo dostać). Bardzo przypominała mi "Ukryte miasta". I faktycznie, czasami komiks prezentuje takie niezwykłe widoki, jednak są one raczej nieczęste. Stanowią bardziej tło, tworzą klimat 3M (Miasto, Masa, Maszyna). Ciężki, rdzawy klimat dystopii. Fabuła jakoś zgrzytała mi od początku. Rozkręca się powoli, rozbudowuje. Dowiadujemy się raczej więcej o świecie niż o co chodzi bohaterom. Ale to jest zamierzone. Wiele razy myślałem podczas czytania: co za bzdurny totalitaryzm. Wydawał się zupełnie niespójny. Bez kultu jednostki ale w sztywnym kaftanie. Ludzie donoszą na siebie. Samobójstwa. Drakońskie prawo. Panie! To się kupy nie trzyma. A jednak. Jakież było moje zaskoczenie kiedy doczytałem komiks do końca. Nieźle, nieźle, zaskakującą... prawdziwie? Hmmm. To już każdy sam oceni. Rysunki postaci nie urzekły mnie tak jak miejski krajobraz. Chociaż Grun potrafi dobrze oddać emocje to jego postacie wydają mi się jakieś takie nieostre. Lekko oddalone i rozmyte. Nie chodzi o fizyczną kreskę ale o wrażenie. Najbardziej irytująca cecha tych postaci to dziwnie wyeksponowana rynienka podnosowa. Czasami twarz jest naszkicowana kilkoma kreskami: owal twarzy, noc, usta, oczy, brwi, usta... i rynienka podnosowa. Zamiast ją zaznaczyć innym odcieniem to mamy dorysowane U. czasami to wygląda zabawnie a czasami groteskowo. Podsumowując niespieszna fabuła z interesującym zakończeniem, może skłaniać do refleksji. Świetne grafiki dystopijnego miasta przy nieco słabszych postaciach. Ma swój klimat ale d**y nie urywa.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na 7 4 lata temu
Dziki ląd Sumit Kumar
Dziki ląd
Sumit Kumar Ram Venkatesan
"Dziki Ląd" to komiks wydany u nas, przez wydawnictwo Lost Time. Który w oryginale, składał się z pięciu osobnych zeszytów, a które my otrzymaliśmy zebrane w jeden zbiorczy tom. Który prezentuje się bardzo ładnie, twarda okładka ze złoceniami, dobrej jakości papier, oraz grafiki z zeszytowych wydań na ostatnich stronach, cieszą oczy. Cała historia jest osadzona w roku 1766, na terenie obecnych Indii. Które w tamtych czasach, były rozbite na kilkanaście mniejszych królestw. Z których jedne chyliły się ku upadkowi, a inne dopiero rozkwitały. A między tym wszystkim krążyła Kompania Wschodnio Indyjska, która dopiero rozciągała tam swoje wpływy. Tak jak już zdążyłam wspomnieć na początku, komiks ten jest zbiorem pięciu zeszytów. A każdy z nich, opowiada nam historię z perspektywy innego bohatera. Co jest całkiem ciekawym zabiegiem, ponieważ pozwala nam spojrzeć na wydarzenia pod różnym kątem. Osoby z zewnątrz nie mającej pojęcia o miejscu do którego przybyła. Oraz tubylców, obeznanych z realiami i tradycjami miejsca w którym żyją. Jeżeli chodzi o szatę graficzną, jest ona bardzo dobrze dopracowana i niezwykle klimatyczna. Czuć tu mrok i gotyckie zacięcie, kiedy poznajemy Londyńskie dzieci nocy. Oraz kontrastujące z tym pełne słońca i barw, krajobrazy Kalikatu, gdzie potwory kryją się za wonnymi kwiatami. Niestety tytuł ten, rozczarował mnie trochę pod względem fabularnym. Miałam nadzieję na trochę więcej inspiracji, mitologią indyjską. Autorzy mieli tu niezłe pole do popisu, jednak dostaliśmy tylko niezbędne minimum. Dodatkowo akcja dzieje się tu bardzo szybko, na czym trącą bohaterzy. Których sylwetki są nam przedstawione powierzchowne, przez co trudno ich polubić. Są nam raczej obojętni. Czy warto poznać "Dziki Ląd"?. Jeżeli szukacie komiksu na wieczór, z dreszczykiem emocji ale niewymagającego. To tak. Jednak jeżeli chcecie historii, która wyrzuci was z kapci. To niestety musicie szukać dalej.
ZaczytanyKruk - awatar ZaczytanyKruk
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Serce Amazonek Christian Rossi
Serce Amazonek
Christian Rossi Géraldine Bindi
Scenarzystka przenosi tu czytelnika w czasy antyczne do momentu trwania wojny trojańskiej. Młoda królowa wyzwolonych i buntowniczych Amazonek (które poprzysięgły nigdy więcej nie podporządkowywać się mężczyzną) prowadzi swoje dzielne wojowniczki pod mury obleganego miasta. Pentezylea zmierzy się tam z półbogiem Achillesem. Pojedynek ten nie tylko wymusi na niej wykorzystanie wszystkich swoich sił, ale również mocno wpłynie na sposób postrzegania otaczającego ją świata. Nienawiść do mężczyzn zaszczepiona przez kolejne pokolenia dumnych wojowniczek, stanie się bardzo ulotna ustępując miejsca zupełnie innym uczuciom. Większość popkulturowych dzieł, jakie pojawiają się na rynku, można w jakiś sposób skrótowo opisać. Do komiksu Serce Amazonek najlepiej pasuje określenie: intrygujący obraz bezwzględnej wielopokoleniowej wojny płci z lekkim feministycznym zacięciem. Jest to oczywiście bardzo duże uproszczenie fabuły, które nawet w połowie nie oddaje niezwykłości i złożoności przedstawionej tu historii. Autorka sięga po legendę o sławnych wojowniczkach i umieszcza ją podczas mitologicznego konfliktu. Wykreowany w ten sposób świat wykorzystuje do przeciwstawienia sobie dwóch pozornie różnych stron (kobiet i mężczyzn). Matriarchalnego społeczeństwa funkcjonującego zgodnie z naturą (będącego również dosyć brutalnym), które stoi w kontrze do męskiego świata nastawionego na dominację. Przewracając kolejne strony komiksu, natrafimy tutaj na wiele burzliwych, ale zarazem uniwersalnych problemów/zagadnień, które cały czas są bardzo aktualne. Przewija się tu między innymi temat kobiecości, feminizmu, dominacji, miłości, równości, różnorodności, ewolucji obyczajów, trzymania się tradycji. Jest to tylko część treści, która czeka na odkrycie przez czytelnika. Najważniejsze jest to, że Géraldine Bindi nie stawia się wyraźnie po żadnej ze stron. Wykreowana przez nią historia pokazuje, że dwa różne oblicza to tak naprawdę „jedność”. Obie grupy mogą się nienawidzić, ale cały czas przenikają się na wielu płaszczyznach i nie mogą bez siebie istnieć. Obok tej bardziej „złożonej” treści, scenarzystka stara się również zadbać o odpowiednią dynamikę albumu. Scen akcji co prawda nie ma tutaj zbyt wiele, ale jeśli się już pojawiają, to są umiejętnie wplecione w historię i potrafią przykuć uwagę odbiorcy. Zalety scenariusza to jedno, każde dzieło posiada jednak jakieś wady. W przypadku tego tytułu nie ma ich zbyt wiele, ale do kilku elementów można się przyczepić. Po pierwsze dialogi, które nie zawsze wnoszą wiele do historii i są moim zdaniem wypełniaczem miejsca. Na całe szczęście jest to problem dość marginalny. Tak samo jest w przypadku niektórych za bardzo chaotycznych scen, gdzie czytelnik może mieć problem z należytym zrozumieniem intencji autorki. Bardzo dobrej i ciekawiej fabule towarzyszy tutaj równie wyśmienita oprawa graficzna. Christian Rossi w rewelacyjny sposób nie tylko obrazuje wykreowany świat, ale również umieszczonych w nim bohaterów (nie tylko pierwszoplanowych). Jego rysunki w niektórych momentach charakteryzują się prostotą, kiedy indziej zaś zachwycają swoją szczegółowością. Bardzo duże znaczenie ma tutaj nagość, która rozlewa się na cały album. Nie jest ona jednak w żadnym momencie przesadzona. Artyście udaje się wyzbyć erotycznego charakteru prac, pokazując nagie ludzkie ciała w sposób bardzo naturalny. Pomimo tego jest to raczej tytuł kierowany do starszego czytelnika. Piękno rysunków podsycone jest również zastosowaną tutaj paletą barw w odcieniu sepii. Nadaje to planszom niezwykłego „mitologicznego” klimatu, jeszcze bardziej podbijając jakość dzieła. https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-komiksu-serce-amazonek/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 9 3 lata temu
YIU tom 2  Téhy
YIU tom 2
Téhy L. M. Vee Nicolas Guenet
Na liście zakupów komiksów cyberpunkowych Yiu nie znajdowała się u mnie zbyt wysoko, właściwie wcale się na niej nie znajdowała. Ot, jakiś tam tytuł wydany przez Studio Lain. Tak się jednak złożyło że okazyjnie zakupiłem tom pierwszy z alternatywną okładką, a jak wiadomo posiadanie tomu pierwszego, bez drugiego nie jest sytuacją zbyt komfortową. Przed przystąpieniem do lektury, zaopatrzyłem się więc w dwójkę. Po okładkowym blurbie spodziewałem się historyjki sterylnej, raczej nudnej i w najlepszym razie przeciętnej. Przeczytać tam można o epickim cyklu science fiction, dyskursie religijnym i kondycji ludzkości. Są także porównania z Incalem, Trylogią Nikopola i twórczością Juana Gimeneza. Kilka zdań poświęcono także autorom i na samym końcu fabule. Już po pierwszych kilkudziesięciu stronach padłem na twarz. Takiego mrocznego cyberpunku, podlanego cuchnącą religijną smołą się nie spodziewałem! Pierwsze karty stopniowo odkrywają przed czytelnikiem realia ponurego, zrujnowanego świata w którym osadzona jest akcja Yiu. Z dużych, podwójnych plansz dowiadujemy się więc o retrowirusie RHX -11, zwanym "Ponurym żniwiarzem" który w 2021 r. zdziesiątkował ludzkość, doprowadzając do zniszczenia ładu ekonomicznego, i rozpoczynając wielką recesję. W ciągu kolejnych stu czterdziestu pięciu lat Ziemię spustoszyły katastrofy klimatyczne, klęski żywiołowe i wojny atomowe. Na skutek niekontrolowanej ekspansji narkotyku N.E.D (Near Death Experience) i tak już zdruzgotane społeczeństwa przeszły kolejny regres. Katastrofa chińskiego reaktora termonuklearnego zmniejszyła o 30% promieniowanie słoneczne, rozpoczynając okres wielkiej zimy. W roku 2166 centrum pogrążonego w chaosie świata stanowi Nowe Jeruzalem. W tym gigantycznym megalopolis władzę absolutną żelazną ręką sprawują kościelni hierarchowie. Religie nie tylko przetrwały, ale także umocniły się w ziemskim piekle. Karty rozdają więc: kościół biczowania - bracia prawdziwej wiary chrześcijańskiej, zakon sióstr Syjonu, odwieczny minaret, taoiści i wielka synagoga. Obecni są także przedstawiciele setek pomniejszych kultów, sekt i grup wyznaniowych koegzystujący w tzw. sojuszu ekumenii. W takich realiach płatna morderczyni Yiu prowadzi swoją krucjatę. Cel uświęca środki, a jest nim zgromadzenie olbrzymich funduszy, mających pokryć koszt niezwykle skomplikowanej operacji chłopca imieniem Ji-a - młodszego brata Yiu. Dotkniętego rzadką wadą genetyczną, której usunięcie możliwe jest tylko na drodze pełnej rekonstrukcji organizmu pacjenta. Świat przedstawiony jest całkiem rzetelnie i wyczerpująco. Historia składa się z siedmiu ksiąg. Przed każdą z nich, w formie encyklopedycznych haseł zaprezentowano najważniejsze postacie, miejsca, wydarzenia i technologie. Dowiadujemy się zatem jakie frakcje sprawują w Jeruzalem władzę, poznajemy religie zrzeszające najwięcej wyznawców, a także pierwszo i drugoplanowych bohaterów. Ponure, zasnute toksycznymi oparami uniwersum Yiu, pełne jest cybernetycznie, neurochemicznie i biotechnologicznie zmodyfikowanych ludzi, inteligentnych maszyn i sztucznych istot zwanych andropomorfami. Twórcy zaserwowali cyberpunk, w klasycznym retrofuturystycznym wydaniu. Nie jest to może przesadnie oryginalne wyobrażenie przyszłości, nie można jednak odmówić uroku wizji wielkiego, przeludnionego miasta, zalewanego strugami kwaśnych deszczy, rozmywającymi jaskrawe światła neonów. Fenomenalne wrażenie robi gotycka cytadela ekumeniczna, wystrzeliwująca w niebo na ponad sto sześćdziesiąt kondygnacji. Wszystkie te fasady, krużganki, kolumny, witrażowe okna, płaskorzeźby, gargulce, statuy, wieże i wieżyczki wyglądają obłędnie. Wnętrza również cieszą oko staranną pracą ilustratorów. Przerzucając karty pełne mrocznych, rozświetlonych blaskiem świec komnat, majestatycznych figur i porzuconych ołtarzy nietrudno wyobrazić sobie, a nawet usłyszeć posępnie zawodzące chóry i wybijający się na pierwszy plan, żarliwy, fanatyczny głos z namaszczeniem recytujący słowa Apokalipsy św. Jana. Panowie Guenet i Reneaume świetnie odnajdują się w zarówno w futurystycznej stylistyce jak i średniowiecznych, sakralnych klimatach. Na osobne wyrazy uznania zasługuje prowadzona niejako dwutorowo narracja. Poszczególne sceny opatrzone są bowiem biblijnymi cytatami. Yiu to właściwie cyberpunkowy horror. Moim zdaniem to najlepsza rekomendacja cyberpunkowy horror. Cyberpunk dominuje nad grozą, horrorem aspirującym do miana teologicznego lub "religijnego". Punktem kulminacyjnym opowieści jest nadejście Antychrysta, Mrocznego Boga Apokalipsy. Bestia faktycznie się pojawia. Bestia nazywająca samą siebie Synem Człowieczym. Krwawa dominacja Syna Człowieczego będzie zaledwie preludium nadciągającego Armageddonu. Trzeba jednak dodać kilka łyżek dziegciu do tej beczki miodu. Największym zarzutem jaki stawiam Yiu, jest długość. Opowieść jest momentami zbyt rozwleczona. Pomimo teologicznej, profetycznej podbudowy, Yiu pozostaje komiksem akcji, akcji czystej i nieprzerwanej. Akcji pędzącej z prędkością światła. Przykładowo scena pościgu na autostradzie wydaje się zbędna, a nawet pozbawiona sensu - biorąc pod uwagę nadrzędny cel Śiwa-Tek, nie rozumiem po co tak przyczepiły się do głównej bohaterki. Być może twórcy pozazdrościli Matrixowi widowiskowego pościgu autostradowego i za wszelką cenę postanowili włączyć taki do swojego dzieła. Pierwotnie skłaniałem się ku ocenie 8/10. Ostatecznie jednak stawiam 9/10. Przede wszystkim za kunszt z jakim autorzy splatają futurystyczną wizję przyszłości i ascetyczne gotyckie obrazy, w jeden fascynujący ornament. Ilustracje to małe arcydzieła, w przypadku ujęć panoramicznych, wcale nie takie małe. Pierwsze skrzypce gra architektura, przez wielkie A. Album będę przeglądał jeszcze wiele razy, tylko dla katedry i tego wspaniałego, a zarazem przerażającego Jeruzalem. Konwencja proroctwa - religijnej zagłady, jak najbardziej mi odpowiada. Lubię mroczne historie ze złowróżbnym mamrotaniem w tle. Pomimo prostoty scenariusza, zakończenie jest całkiem zaskakujące i nieoczywiste. Autor ustąpił pola wyobraźni czytelnikowi, który sam może sobie dopowiedzieć ostateczne losy Yiu i Ji-a. Jeszcze słów kilka o samym wydaniu. Ostatnim tytułem Studia który czytałem była Duam. Spodziewałem się więc podobnych bubli i bełkotu. O dziwo, niczego takiego nie doświadczyłem. Błędy są, ale drobne, np. na stronie 23 pierwszego tomu - "Religia, ostania nadzieja". W kilku miejscach zapomniano o przekładzie i teksty w dymkach pozostały po angielsku. Są to jednak błahostki, które w najmniejszym nawet stopniu nie przeszkadzały mi cieszyć się lekturą. Z posiadanych wydań Studia Lain planowałem sięgnąć po Sarię, nieoczekiwanie zaliczyłem jednak Yiu. Saria dalej czeka na swoją kolej. Cóż, piekło manifestuje swą wolę, w jednej i drugiej historii.
Horyzont_Snu - awatar Horyzont_Snu
ocenił na 9 3 lata temu
DMZ- Strefa Zdemilitaryzowana. Tom 4 Brian Wood
DMZ- Strefa Zdemilitaryzowana. Tom 4
Brian Wood Riccardo Burchielli
DMZ: Strefa Zdemilitaryzowana Tom 4 to kolejna porcja gęstej, dusznej opowieści o władzy, kontroli i cenie, jaką płacą zwykli ludzie. Parco Delgado coraz mocniej odpływa w stronę tyranii, władza uderza mu do głowy, a sytuacja tylko sprzyja jego zapędom. Mając po swojej stronie Matty’ego, może działać praktycznie bez większych ograniczeń, a posiadanie broni jądrowej daje mu argument ostateczny. Manhattan staje się jego prywatnym królestwem, a mieszkańcy schodzą na dalszy plan. Matty, choć wyraźnie ma wątpliwości i nie do końca podoba mu się kierunek, w którym to wszystko zmierza, nadal wspiera Parco, co dodaje całej historii ciekawego napięcia moralnego. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Delgado nagle znika, a rząd USA rozpoczyna gorączkowe poszukiwania atomówki. W powietrzu od razu czuć nadciągający konflikt i to taki, którego raczej nie da się już zatrzymać. Największą siłą tego tomu nadal pozostaje klimat i sposób prowadzenia głównej fabuły. Wciąga, angażuje i trzyma w napięciu. Niestety, nie wszystko działa równie dobrze: liczne historie poboczne wypadają dość blado na tle głównego wątku i momentami sprawiają wrażenie zapychaczy. Z drugiej strony, bez nich tom byłby zdecydowanie krótszy, więc coś za coś. Wizualnie bez zmian: surowy, szorstki styl idealnie współgra z militarnym klimatem i brudem tego świata. To nadal wygląda świetnie i robi robotę. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że to tom przejściowy. Wyraźnie czuć, że historia zmierza do wielkiego finału, przez co całość kończy się dość szybko i zostawia pewien niedosyt. Mimo to seria wciąż trzyma bardzo wysoki poziom i zdecydowanie ją polecam. Ten i setki innych komiksów zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na 8 18 dni temu
Conan – Miecz barbarzyńcy: Kult Kogi Thuna Ron Garney
Conan – Miecz barbarzyńcy: Kult Kogi Thuna
Ron Garney Gerry Duggan
Conan wydaje się być postacią raczej nieskomplikowaną. Bo kimże jest ten waleczny barbarzyńca? To mężczyzna, który nikomu się nie kłania, drogę do tego, czego chce, wyrąbuje sobie mieczem, swoje życie prowadzi zaś z honorem, jakiego brakuje niejednemu szlachetnie urodzonemu. Czy o człowieku o takiej charakterystyce można napisać oraz powiedzieć dużo i nie wyczerpać szybko tematu? Jak najbardziej! Świadczy o tym kilkadziesiąt książek z tzw. „czarnej serii” oraz kolejne komiksy. Co więcej teraz, gdy czarnowłosy bohater powrócił pod skrzydła Marvela, opowieści o nim zyskały na częstotliwości. Jednym z nowych tytułów jest pierwszy tom serii „Conan. Miecz barbarzyńcy”. Załoga statku niewolniczego wyławia z morza półprzytomnego mężczyznę. Rozbitkiem okazuje się być młody barbarzyńca, którego ostatnim pragnieniem jest dać się sprzedać na targu niewolników. Szybka rozprawa z handlarzami żywym towarem ma jednak konsekwencje. Conan, bo tak brzmi imię wojownika, wchodzi w posiadanie tajemniczej mapy, która może doprowadzić go do wielkiego skarbu. Problem w tym, że chce go zdobyć także okrutny mag, żelazną ręką władający okolicznym miastem. Konfrontacja zbliża się wielkimi krokami. Wszyscy wiemy, czego można się spodziewać po serii traktującej o barbarzyńcy, który nader skwapliwie częstuje swych wrogów żelazem. To akcja, walka i nieustanne zagrożenie czyhające na naszego protagonistę. To wszystko znajdziemy właśnie w pierwszej odsłonie „Miecza barbarzyńcy”. Czy ta (było nie było) przewidywalność może być jednak rozpatrywana jako wada? Absolutnie nie! Gerry Duggan naprawdę dobrze czuje ducha fantasy spod znaku miecza i magii. Nie stara się wprowadzić zbytecznych innowacji, tylko daje czytelnikowi dokładnie to, na co liczył, a jest to intensywna przygoda w starym, dobrym stylu. Możliwe co prawda, że trochę inaczej bym śpiewał, gdyby „Kult Kogi Thuna” nie okazał się być komiksem angażującym i bardzo miłym do czytania (zwłaszcza dla kogoś lubiącego klasyczną odmianę fantasy), jednak nie da się ukryć, że ten album zwyczajnie angażuje. Jasne, fabuła jest dość prosta i nie zaskakuje zbyt wieloma odgałęzieniami, ale też nie o to w niej chodzi. Na pierwszym planie stoi bowiem pełna przemocy rozrywka, której podstawową zaletą jest właśnie ta prostota (ale nie prostackość!) przekazu, dająca nam lekturę płynną, pozwalającą na zdrowy relaks, bez rozpatrywania skomplikowanych moralnych dylematów męczących bohaterów. Taka rozrywka też jest czasem potrzebna, bo nie samymi ambitnymi powieściami graficznymi żyje komiksiarz. Przyznaję, że nieco zabrakło mi w omawianym albumie motywów, nazwijmy je, romantycznych. Chodzi, rzecz jasna, o romantyzm w stylu Conana, polegający na emanowaniu pierwotną męską siłą, jakiej nie może oprzeć się żadna niewiasta, w której to relacji nie ma miejsca na wyrafinowanie, a na pierwszym planie stoi zwierzęca żądza. Ten swoisty seksizm (bo tak to jednak trzeba nazwać) to cecha charakterystyczna dla podejścia protagonisty do świata i głupotą jest obrażanie się na taki stan rzeczy – mam jedynie nadzieję, że rak politycznej poprawności nie zacznie toczyć „Conana” i w kolejnych tomach uświadczymy kilka ciekawych relacji damsko-męskich. Rysunki nie są w „Kulcie Kogi Thuna” szczególnie wyrafinowane. Jednak czy to jakiś problem, skoro doskonale pasują do konwencji heroic fantasy? Jasne, że nie! Grubo ciosane postacie, bardzo wyraźne kontury, czasami też niezbyt dokładne ilustracje – to wszystko jest zaskakująco miłe dla oka i różni się od sterylnych komputerowych kadrów, sprawiając, że na warstwę graficzną tego albumu po prostu dobrze się patrzy. Ron Garney nie jest nowatorski – swoje prace prezentuje zazwyczaj w obrębie różnej wielkości kwadratów i ten tradycjonalizm okazuje się naprawdę dobrym wyborem. Po powrocie do Marvela „Savage Sword of Conan” notuje naprawdę bardzo udany start. „Kult Kogi Thuna” nie jest co prawda komiksem wiekopomnym, o którym będziemy doskonale pamiętali za kilka lat, nie zmienia to jednak faktu, że na jego kartach dostajemy bardzo dużo przedniej, nieskomplikowanej rozrywki, która potrafi zaangażować. O to właśnie w tej serii, przynajmniej moim zdaniem, chodzi, dlatego też jestem ukontentowany lekturą i liczę, że kolejne tomy będą stały na podobnym poziomie. Brakowało w Polsce dobrej, nowej serii fantasy, ale chyba w końcu ją dostaliśmy. Potwierdzenia tego stanu rzeczy będę wypatrywał w kolejnych albumach. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2020/07/conan-miecz-barbarzyncy-tom-1-kult-kogi.html oraz na facebookowym profilu serwisu Szortal (wpis z 24. 06. 2020) - https://www.facebook.com/Szortal/posts/3401510436538326?__tn__=K-R
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na 7 5 lat temu
DMZ- Strefa Zdemilitaryzowana. Tom 2 Brian Wood
DMZ- Strefa Zdemilitaryzowana. Tom 2
Brian Wood Riccardo Burchielli Danijel Žeželj Kristian Donaldson
DMZ – Strefa Zdemilitaryzowana Tom 2. Drugi tom DMZ wyraźnie zmienia środek ciężkości opowieści. Dalsze losy Matty’ego Rotha schodzą nieco na drugi plan, a głównym bohaterem staje się samo DMZ — Manhattan zniszczony przez amerykańską wojnę domową. To miasto-ruina, pełne sprzeczności, strachu i chaosu, zaczyna grać pierwsze skrzypce. Znacznie mocniej wchodzi tu również polityka. Tego elementu brakowało w pierwszym tomie, a tutaj otrzymujemy go w dużych dawkach. Niestety balans między osobistą historią bohaterów a szerokim kontekstem społecznym i politycznym nie jest jeszcze idealnie wyważony. Mimo to opowieść pozostaje porywająca i niepokojąco aktualna — aż przechodzą ciarki, gdy czyta się ją przez pryzmat współczesnych wydarzeń. Na szczególne wyróżnienie zasługują rozdziały dotyczące brutalnej korporacji Trustwell, działającej na zlecenie rządu pod przykrywką odbudowy zniszczeń, oraz druga, równie mocna historia o tajemniczym morderstwie blisko dwustu protestujących przez oddział wojskowy. Jak do tego doszło? Te wątki są świetne, intensywne, poruszające i doskonale budujące napięcie. Niestety pozostałe, krótsze historie wypadają już wyraźnie słabiej. Wizualnie tom również zyskuje. Zacząłem bardziej doceniać ilustracje, idealnie pasują do brutalnego, surowego świata DMZ, choć momentami nadal brakuje mi większej ilości detali. Świetna seria i zdecydowanie mam ochotę sięgnąć po kolejne tomy jak najszybciej. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DTui0C5jChk/?igsh=MTVvcnQ2MGk2YjB4cA==
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na 8 2 miesiące temu

Cytaty z książki Green Class, tom 2: Alfa

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Green Class, tom 2: Alfa