Dzieci Hitlera

Okładka książki Dzieci Hitlera
Guido Knopp Wydawnictwo: Świat Książki powieść historyczna
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Hitlers Kinder
Data wydania:
2008-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2008-01-01
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373919716
Tłumacz:
Sława Lisiecka
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dzieci Hitlera w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dzieci Hitlera

Średnia ocen
6,8 / 10
114 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
342
129

Na półkach:

Po przeczytaniu pierwszych stron książki, miałem wrażenie że to próba wybielenia pokolenia, które dało się uwieźć Hitlerowi. Jednak na końcu mogę powiedzieć że jest to obiektywna ocena. A że gorzka, no cóż w tym wypadku nie ma mowy o przebaczeniu. Całe szczęście że zgniła ambicja dyktatora popchnęła go do walki na wielu frontach, bo w innym wypadku z takimi młodymi fanatykami, świat wyglądałby zupełnie inaczej.

Po przeczytaniu pierwszych stron książki, miałem wrażenie że to próba wybielenia pokolenia, które dało się uwieźć Hitlerowi. Jednak na końcu mogę powiedzieć że jest to obiektywna ocena. A że gorzka, no cóż w tym wypadku nie ma mowy o przebaczeniu. Całe szczęście że zgniła ambicja dyktatora popchnęła go do walki na wielu frontach, bo w innym wypadku z takimi młodymi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

463 użytkowników ma tytuł Dzieci Hitlera na półkach głównych
  • 298
  • 159
  • 6
90 użytkowników ma tytuł Dzieci Hitlera na półkach dodatkowych
  • 67
  • 9
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Dzieci Hitlera

Inne książki autora

Guido Knopp
Guido Knopp
Niemiecki dziennikarz, historyk i pisarz. Powszechnie znany jako twórca telewizyjnych programów historycznych, głównie dotyczących Trzeciej Rzeszy i narodowego socjalizmu. Dla telewizji ZDF zrealizował serial dokumentalny pt. Eksodus ze Wschodu, poświęcony ucieczce i wypędzeniom Niemców po II wojnie światowej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dni walczącej Stolicy Władysław Bartoszewski
Dni walczącej Stolicy
Władysław Bartoszewski
Jak dla mnie pozycja była aż zbyt konkretna, trudno się to czyta, chyba nawet bardziej ze względów emocjonalnych, ale rzeczywiście treściowo też jest dość skomplikowana - jakby dość mocno "techniczna", mocno treściwa pod względem "fabuły", chociaż treść całościowo jest różnie zabarwiona, nie jest to jakiś typowo suchotniczy wykaz zdarzeń... Są wiersze czy piosenki, często z komentarzem, że np. było często śpiewane, etc., fajnie to zostało wplecione. Chyba nie poleciłabym lektury osobom, które bardzo mocno zajmują pozycję osób nie popierających zrywu, czy jak tam to nazywać..., dla innych raczej, każdy może coś dla siebie wynieść, nie jest jakoś jaskrawo upolityczniona bym powiedziała, chociaż łatwo można kształtować stanowisko, no ale, formalnie, jest ujęta raczej elegancko... xD... Potencjał anarchistyczny raczej, nienajwiększy.... Nie marzę o ponownej lekturze, ale też jej nie wykluczam; ogólnie daje wrażenie w jakimś sensie "przydatnej". (-,-). Ja chyba nie mam poczucia ciągłości tego państwa od tamtego roku... Pewnie to subiektywne odczucie, może nawet zmienne na przestrzeni życia, ale jednak, jeśli takie poczucie byłoby częścią jakiegoś "wychowania patriotycznego", to moje raczej nie należy do szczególnie, posuniętego. Czy koniecznie muszę obwiniać polityków, edukatorów, ba, rodzinę, może jakiś tragiczny splot wydarzeń historyczno-społecznych..., nie wiem, bynajmniej staram się niebardzo wnioskować odniesieniu do wyżej zasugerowanych materii. (kropka nienawiści?)
olaleksandra - awatar olaleksandra
oceniła na 7 8 miesięcy temu
Autobiografia Rudolfa Hössa komendanta obozu oświęcimskiego Rudolf Höss
Autobiografia Rudolfa Hössa komendanta obozu oświęcimskiego
Rudolf Höss
Wspomnienia Hossa nie są typową autobiografią. Może tak jest z pierwszą częścią książki, ale później przekształca się w ogólne sprawozdanie z funkcjonowania obozów koncentracyjnych. Hoss nie jest obiektywny w swej relacji. Owszem, wprost przedstawia fakty hitlerowskich zbrodni na więźniach, lecz, zdaje mi się, że wybierał takie fakty, które mogłyby ukazać jego samego jako współczującego oficera SS i wręcz zmuszonego do wykonywania rozkazów. A wykonywał je solidnie, rzetelnie, bez cienia zawahania podpisywał wyroki egzekucji i przy nich asystował, bez mrugnięcia okiem wysyłał na śmierć tysiące niewinnych ludzi. Hoss ciągle się tłumaczy w swej relacji, usprawiedliwia: że musiał być silny i niewzruszony wobec swoich żołnierzy, nie mógł im pokazać, że się waha lub okazuje współczucie, że dbał o dyscyplinę, wykonywał rozkazy płynące z Berlina, starał się dbać o więźniów i ich warunki bytowe. Hoss w swej książce stara się wybielić ze wszystkich zbrodni i pokazać, że w pewnym sensie, tak jak i więźniowie obozów był "ofiarą" całego systemu hitlerowsko-nazistowskiego. Zanim został komendantem obozu w Oświęcimiu, szkolił się w Niemczech. Najpierw w Dachau, potem w Sachsenhausen. Na początku 1940 roku otrzymał rozkaz stworzenia nowego obozu w Polsce na terenie starych wojskowych koszarów. Miał to być obóz kwarantanny. Hoss przybył do Oświęcimia i w maju 1940 roku został mianowany komendantem tego obozu. Obóz ten początkowo przeznaczony był dla więźniów polskich związanych z Ruchem Oporu oraz działalnością antyniemiecką. Dopiero później, w toku jego powiększania się zaczęto sprowadzać więźniów z innych obozów oraz spoza Polski. W wyniku braku kadry przywieziono z niemieckich obozów (Dachau, Sachsenhausen, Ravensbruck) więźniów politycznych i kryminalnych i ich postawiono na stanowiskach funkcyjnych (kapo). W roku 1941 po raz pierwszy użyto w bloku nr 11 gazu duszącego, tzw. cyklonu B. Efekt i skutek jego zastosowania były szokujące nawet dla esesmanów (zagazowano wtedy ok. 250 polskich chorych więźniów oraz ok. 600 jeńców radzieckich). Zaczęto stosować cyklon B do uśmiercania skazanych. Od tego właśnie wydarzenia obóz w Oświęcimiu zmienił formułę swego funkcjonowania - z obozu kwarantanny stał się obozem śmierci. Hoss wymienia cztery wielkie grupy więźniów, które kolejno ulegały zagładzie: Polacy, jeńcy radzieccy, Żydzi oraz Romowie. Gdy obóz rozwinął się na tyle i powstały krematoria w Brzezince grupy te eksterminowane były na bieżąco, szczególnie ludność żydowska i romska. Hoss swe wspomnienia kończy opisem chaotycznej ewakuacji obozu w styczniu 1945 roku na zachód, w kierunku obozu Gross-Rosen.
Wojtaszko - awatar Wojtaszko
ocenił na 7 7 lat temu
Oświęcim w oczach SS Pery Broad
Oświęcim w oczach SS
Pery Broad Johann Paul Kremer Rudolf Höss
To nie jest książka, którą się czyta, to książka, którą się przeżywa, z trudem i z wewnętrznym oporem. „Oświęcim w oczach SS” to wstrząsający zbiór wspomnień trzech esesmanów: Rudolfa Hössa, pierwszego komendanta Auschwitz, Pery Broada,członka obozowego gestapo, oraz Johanna Paula Kremera, lekarza, który w swoim dzienniku zapisywał codzienność obozowego „życia”, jakby notował przebieg zajęć akademickich. To świadectwa, które mrożą krew w żyłach, nie przez barwność języka, lecz przez beznamiętną, odartą z empatii relację oprawców. Szczególnie przeraża ton Kremera – suchy, rzeczowy, czasem wręcz obojętny, jakby pisał o eksperymencie naukowym, a nie o selekcji ludzi na śmierć. Wspomnienia Hössa, pisane w polskim więzieniu, mają charakter spowiedzi, ale i one nie są wolne od prób racjonalizacji i usprawiedliwiania się „koniecznością wykonywania rozkazów”. Broad z kolei pisze ze świadomością czytelnika z zewnątrz, chcąc najwyraźniej wypaść „lepiej” w oczach aliantów, i to być może czyni jego tekst najbardziej cynicznym. Wartością tej książki są liczne przypisy i komentarze, które pozwalają umiejscowić wypowiedzi sprawców w szerszym kontekście historycznym i faktograficznym. Pomagają one oddzielić suche świadectwo od okrutnej prawdy. Nie sposób tej książki polecać ot tak, to lektura ciężka, bolesna, przeznaczona raczej dla tych, którzy chcą zrozumieć, skąd bierze się zło systemowe, jak zwykli ludzie stają się narzędziami zagłady, i do jakiego stopnia można wyzbyć się człowieczeństwa w imię rozkazu. Ocena: 9/10,to ocena nie ze względu na literacką wartość, lecz z powodu dokumentalnej siły rażenia. To świadectwo, które trzeba poznać, by nigdy nie zapomnieć.
Gdybym-wiedziała - awatar Gdybym-wiedziała
oceniła na 8 9 miesięcy temu
Bunt w Sobiborze. Opowieść o przetrwaniu w Polsce okupowanej przez Niemców Philip Bialowitz
Bunt w Sobiborze. Opowieść o przetrwaniu w Polsce okupowanej przez Niemców
Philip Bialowitz Joseph Bialowitz
„Jeśli komuś uda się przeżyć i uciec, niech pamięta, że ma obowiązek być świadkiem i głosić światu o tym miejscu i o tym, co tutaj widział.” Te słowa usłyszał 14 października 1943 roku siedemnastoletni Fiszel Białowicz (obecnie Philip Bialowitz) w obozie koncentracyjnym Sobibór od przywódców buntu więźniów – rosyjskiego żołnierza Saszy Peczerskiego i syna rabina z Żółkiewki Leona Feldhendlera. Ucieczka przez nich zorganizowana była pod wieloma względami nietypowa. Przede wszystkim była jedynym i udanym buntem większości więźniów w niemieckim obozie koncentracyjnym. Łączyła siły Rosjan i polskich Żydów, z których ci pierwsi wnieśli umiejętności wojskowe, a ci drudzy bardzo dobre rozeznanie w topografii i funkcjonowaniu obozu. Dawała także możliwość opuszczenia obozu i szansę uwolnienia wszystkim więźniom. Organizatorzy nie chcieli, by w odwecie Niemcy zamordowali tych, którzy zostali, co zawsze miało miejsce w przypadku ucieczki niewielkiej grupy. Obalała również mit o biernym poddawaniu się nazistom, zadając temu kłam.1 Autor wspomnień dotrzymał słowa. Z pomocą syna, Josepha, spisał wspomnienia zaczynające się tuż przed wybuchem II wojny światowej w rodzinnej Izbicy Lubelskiej, a kończące się w 1945 roku. Nadał im osobisty charakter w pierwszej osobie czasu rzeczywistego widzianego oczami dorastającego chłopca, który w czasie rozpoczęcia narastającej fali nienawiści wobec Żydów tuż przed 1 września 1939 roku miał 13 lat, a przed sobą 6 lat życia szczutego, poniżanego, zastraszanego, więzionego, upodlonego człowieka w sztafecie życia i śmierci. Widział lub przeżył śmierć ojca, matki, trzech sióstr i ich dzieci, przyjaciół i trzech ukochanych dziewcząt, w tym jednej narzeczonej (wszyscy zamordowani przez Niemców), za każdym razem przypominając sobie przez nieustanne powtarzanie, dlaczego musi i chce żyć. Kilkakrotnie cudem uciekał śmierci, unikając kul plutonu egzekucyjnego nad dołem, wygrzebując się spod zwału zamordowanych, uciekając z transportu lub łapanki, wychodząc z szeregu idących do gazu, ocalając z selekcji, biegnąc przez pole minowe śladami ginących przed nim, unikając skutków donosów szmalcowników i morderstw polskich antysemitów. Przyglądając się tej przerażającej roszadzie nieszczęść i cudów przypadających na jednego nastolatka, musiałam przyznać mu rację – nic nie zależało od człowieka. Przeżycie było tylko i wyłącznie kwestią szczęścia. Człowiek mógł tylko w oczekiwaniu na wyrok walczyć o odporność psychiki, by tak, jak wielu znajomych chłopca, nie popaść w depresję lub nie popełnić samobójstwa. Bohater wspomnień wskazywał na trzy wartości, które w utrzymaniu tej niezłomnej postawy mu pomogły – brat, który wielokrotnie ratował mu życie, wiara w dobro, pomimo zalewu zła wokół i chęć życia zdecydowanie wyrażana w chwilach trudnych, skrajnych, tragicznych i beznadziejnych – „Jestem jeszcze młody. Chcę żyć. Całym sercem pragnę żyć.” Jego wspomnienia mają również wymiar ponadczasowy. Obecnie wręcz pożądany. To człowiek, który przestrzega przed skutkami nienawiści, ponieważ był ich ofiarą. Dokładnie opisał proces jej narastania i efektów, które zakończyły się masowym ludobójstwem. Mówi wprost – zobaczcie do czego dochodzi, kiedy człowiek nienawidzi drugiego człowieka z różnych powodów: koloru skóry, religii, światopoglądu, narodowości, przekonań politycznych czy rasy. Nawet koloru kurtki, z powodu którego ostatnio został pobity znany i ceniony przeze mnie aktor Krzysztof Pieczyński. Pozostaje mi tylko powtórzyć jego słowa usłyszane w wywiadzie, kierowane do agresora – Kto ciebie tak ustawił, że ty tak nienawidzisz człowieka? Jak to możliwe, że pomimo tylu świadków okrutnych czasów i ich licznych przekazów, historia zaczyna się powtarzać. Może rację ma Martin Luter King, który twierdził – „Mam poczucie, że ludzie złej woli działają bardziej efektywnie niż ludzie dobrej woli”. To od takich „drobnych” incydentów, zaczyna się właśnie ludobójstwo, a największym jego wsparciem są bierność, zaniechanie i przyzwolenie innych,które zabijają tak samo, jak karabin. Historia pokazuje, że takich postaw w społeczeństwie była zawsze większość. Dokładnie to przekazuje w swoich wspomnieniach Joszele. Warto posłuchać tych, którzy już to przeżyli i boleśnie doświadczyli. To dlatego na motto tych wspomnień wybrano słowa Milana Kundery - "Walka ludzi z przemocą to walka pamięci z zapominaniem". Nie chcę być bierna, więc walczę, przypominając. http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 8 6 lat temu
Marek Edelman. Życie. Po prostu Witold Bereś
Marek Edelman. Życie. Po prostu
Witold Bereś Krzysztof Burnetko
Na wstępie należy zauważyć, że książka nie ma nic wspólnego z biografistyką historyczną. Informacja ta jest ważna, bo determinuje takie, a nie inne spojrzenie na nią przez historyka. Jej autorami są dwaj utalentowani pisarsko dziennikarze, którzy nie ukrywają swej wielkiej admiracji dla bohatera dzieła. Z jednej strony nie ma się temu co dziwić, wszakże Marek Edelman był pod wieloma względami niezwykłym człowiekiem, jednak z drugiej, osobę nawykłą do metody krytycznej razi trochę stawianie komukolwiek pomników bez żadnej skazy. Tym bardziej, że jak wynika z całej publikacji i życia Edelmana, tym czego najbardziej on sobie nie życzył i nie znosił, to właśnie nadużywania wielkich słów i wszechogarniającego polską mentalność patosu. Doskonale o tym wiedzieli obaj autorzy, aczkolwiek siła z jaką oddziaływała na nich osobowość bohatera powstania z getta warszawskiego była chyba niemożliwa do ujarzmienia i odparcia. Tak więc, na pracę tę należy patrzeć jako na bardzo dobrą literaturę ocierającą się o reportaż, a nie na pozycję naukową z zakresu historii. Nie twierdzę przy tym, iż nie zawiera ona wartościowych wiadomości, których zarówno zawodowi historycy, jak i miłośnicy dobrych książek, nie powinni sobie przyswoić. Wprost przeciwnie: jak najbardziej należy się głęboko przejąć treściami zawartymi w tej publikacji. Marek Edelman to nie tylko powstaniec z getta warszawskiego i powstaniec warszawski, ale także wybitny lekarz kardiolog, społecznik, działacz opozycji w PRL, współpracownik KOR, "Solidarności", polityk w III RP, no i last but not least, mądry, silny, odpowiedzialny, honorowy i przyzwoity człowiek. Jakże brakowało i nadal brakuje w historii Polski (ale nie tylko) takich ludzi i takich ich postaw! Nie będę jednak, w ślad za autorami książki, tworzył kolejnej laurki Markowi Edelmanowi. Widzę w jego tak przedstawionym (mimo wszystko) życiorysie kilka skaz, których rozwijanie i ocenę tutaj sobie jednak podaruję. Słusznie Edelman odpowiadał bardzo często swoim interlokutorom: "g..no wiecie". Jest prawdą, że aby wiedzieć, czyli de facto zrozumieć, należy przeżyć to, co przeżył on sam. Inaczej są to tylko mniej lub bardziej widoczne odruchy empatii. To co go spotykało przez całe długie życie, czyli najpierw niewyobrażalne piekło Holokaustu, a później szykany i uprzykrzanie życia przez władze w PRL-u, to doświadczenia, które trudno sobie przyswoić, tak, aby w jakiś sposób "przerobić" je na własną percepcję rzeczywistości, tej tu i teraz, ale i tej historycznej. Można tylko spróbować przetrawić te informacje w jak najgłębszej zadumie i wyciągnąć z nich jakąś lekcję dla samego siebie. Edelman, jak wynika z książki, całe życie starał się widzieć we wszystkim co robił drugiego człowieka. Przede wszystkim tego słabego i bitego. Ponoć, według relacji jego przyjaciół, nigdy nie przestał być bojownikiem z getta. Wstawiał się wszędzie gdzie mógł za ofiarami zła i przemocy. Stąd też, żaden system nie mógł go zdzierżyć na dłuższą metę. Był przysłowiową kulą u nogi dla każdej władzy, tym bardziej utrudniającą normalne zniewalanie ludzi, im częściej wychylającą się zza zasłony słodkiej inercji społecznej. Nawet dla Izraela był solą w oku, co wcale mu nie przeszkadzało, gdyż, jak stwierdzał, ten "amerykański lotniskowiec" na Bliskim Wschodzie miał gdzieś Bundowców, a Szoa traktował jako wygodne narzędzie dla stawiania się w roli ofiary w stosunkach międzynarodowych. Wszystko to nie mogło mu zaskarbić szerokiego grona przyjaciół, o co zresztą wcale nie zabiegał, doprowadzając często swą abnegacją wielu do szewskiej pasji. Marek Edelman jako jednostka był więcej wart niż większość jego adwersarzy razem wziętych. Oni chyba nawet w skrytości mieli tego świadomość, ale jak to najczęściej bywa, nie mogli tego wprost przyznać, dlatego woleli go atakować i znieważać, aby choć trochę zrekompensować sobie własną nijakość. Tę książkę powinni przeczytać wszyscy ci, którzy nie mają ochoty przedzierać się przez stricte naukową literaturę dotyczącą wydarzeń z życia Edelmana, a chcieliby mieć jako takie pojęcie o tej materii. Jak już wyżej wspomniałem, mimo że nie jest to biografia historyczna, z pewnością może przyczynić się do lepszego zrozumienia niełatwej historii XX wieku.
Munk - awatar Munk
ocenił na 7 1 rok temu
Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści Jan Tomasz Gross
Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści
Jan Tomasz Gross
Gdyby nie to, że przeczytałem na podobne tematy już kilka innych książek, na pewno uznałbym tą za ciekawą. Ale ponieważ przeczytałem... to już ani na mnie nie robi takiego wrażenia ani też nie jest ona chyba aż tak "emocjonalnie" napisana, jak np. "Miasta śmierci", choć temat nie jest ten sam ("Miasta śmierci" są o pogromach w czasie okupacji), to jednak jakoś to się przecież wiąże, stąd moje wrażenie że czytam po raz kolejny właściwie to samo. Dla mnie książka nie była też szczególnie kontrowersyjna, chyba że w sposób inny niż by się mogło wydawać... "Kiedy w 1993 roku ogólnopolskiej próbce tysiąca osób zadano pytanie: „Czy sądzi Pan(i), że w czasie wojny naród żydowski ucierpiał tyle samo co naród polski, bardziej czy też mniej?", to 6 procent* respondentów odpowiedziało, że naród polski ucierpiał bardziej, 33 procent było zdania, że oba narody ucierpiały tyle samo, 12 procent przyznało, że trudno jest im porównywać, a 3 procent, że trudno powiedzieć. Tak więc przeszło połowa polskiego społeczeństwa najwyraźniej nie wiedziała, że podczas niemieckiej okupacji w Polsce doszczętnie wymordowano Żydów. Wątpię, żeby stan wiedzy na ten temat istotnie się zmienił do dnia dzisiejszego(2)." a przypis (2.) brzmi tak: "Dziesięć lat później Krzemiński powtórzył badania i ich wyniki świadczyły o jeszcze większej ignorancji w społeczeństwie - w 2002 roku 10,2 procent respondentów uważało, że naród polski ucierpiał bardziej niż żydowski, 46,9 procent było zdania, że oba narody ucierpiały tak samo, 3,3 procentom trudno było porównywać, a 1,3 procenta trudno powiedzieć (Antysemityzm w Polsce i na Ukrainie. Raport z badań, red. Ireneusz Krzemiński, Scholar, Warszawa 2004, tab. 9, s. 120)." (pdf. str. 13) - ale z drugiej strony skąd ludzie mają to wiedzieć, jeśli w ogóle się nie interesują tematem... Eee.. wróć, nie, to jednak nie na miejscu nie mieć takiej świadomości. Wyżej napisałem, że ta książka nie jest tak "emocjonalnie napisana", ale są jednak pewnie mocne fragmenty. Np.: "'Ale i to nie pomagało. Ludność nasza wiedziała, że ukrywam dzieci żydowskie, i rozpoczęły się szykany i groźby ze wszystkich stron, żeby dzieci wydać gestapo, bo przecież to grozi spaleniem całej wsi, wymordowaniem itd. (…) postanowiłam, że dzieci nie wydam za żadną cenę. Wpadła mi zbawienna myśl. Wsadziłam dzieci na wóz i powiedziałam wszystkim, że wywiozę je poza wieś, by je utopić. Przejechałam całą wieś i wszyscy widzieli i uwierzyli, i gdy nadeszła noc, przyjechałam z dziećmi z powrotem [...].' Wszystko się dobrze kończy, dzieci przeżyły, Sapetowa mówi z czułością, że pojedzie z nimi choćby na koniec świata, bo je kocha ponad wszystko. A nam pozostaje w pamięci ponura świadomość, że podwadowicka wieś uspokoiła się i odetchnęła z ulgą dopiero wtedy, kiedy uznała, że jedna z jej mieszkanek zamordowała dwoje małych żydowskich dzieci." (pdf.str. 44) - to jest trochę nawet w taki ponury sposób śmieszne - kobieta musiała zrobić cyrk, żeby ludzie się uspokoili... Ale z drugiej strony może tego właśnie potrzebowali (tego cyrku), może uwierzyli, bo chcieli uwierzyć... Na koniec jeszcze dwa cytaty: "Moja odpowiedź na te pytania czerpie z intuicji, którą już Tacyt podawał jako starożytną mądrość, a mianowicie że „w naturze człowieka leży nienawiść do tych, którym się wyrządziło krzywdę"." (pdf.str. 299) - dobre! Nie znałem. "Ale wszyscy widzą to samo - przejęcie własności i ról społecznych trzyipółmilionowej ludności żydowskiej przez Polaków - i mają świadomość, że to jest ważne i trwałe doświadczenie okupacji. A jak bardzo trwale, niechaj nam uświadomi panika, jaką wywołał niechcący w 2001 roku burmistrz Jedwabnego Stanisław Godlewski, mówiąc komuś na odczepnego, że Żydzi wymyślili instrument pozwalający na odległość znajdować kamienie cmentarne w fundamentach i podmurówkach chłopskich obejść. Tak się tym ludzie w miasteczku przerazili, iż musiał czym prędzej ogłosić, że tylko żartował. Ale przecież burmistrz Godlewski miał rację. Taki instrument istnieje. Ma go w swoim inwentarzu każdy z mieszkańców Jedwabnego. W naszym obszarze kulturowym wymyślili go Żydzi. Nazywa się s u m i e n ie ." (pdf. str. 312) Podsumowując: jeśli to dla kogoś nowy temat (zupełnie nowy), to przeczytać warto. (czytana/słuchana: 15-17.04.2025) 4/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na 7 11 miesięcy temu

Cytaty z książki Dzieci Hitlera

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dzieci Hitlera