Babie lato

Okładka książki Babie lato
Philippe Besson Wydawnictwo: Muza Seria: Kalejdoskop literatura piękna
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Kalejdoskop
Tytuł oryginału:
L'arrière-saison
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2005-01-01
Data 1. wydania:
2002-08-22
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788370799748
Tłumacz:
Grażyna Majcher
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Babie lato w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Babie lato



książek na półce przeczytane 4889 napisanych opinii 1342

Oceny książki Babie lato

Średnia ocen
6,4 / 10
153 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
26
24

Na półkach:

"Za kilka lat ta książka będzie balsamem dla Twojej duszy"- powiedziała Aneta, wyjmując z torebki "Babie lato" Philippe Bessona. Zabrzmiało bardzo poważnie. Tak, jakby moja starsza koleżanka chciała mi zdradzić dawno skrywaną tajemnicę rodzinną.
"Pamiętaj, czytaj ją tylko wtedy, gdy wyschną Twoje łzy wylane za utraconą miłością"- dodała, a przez jej twarz przebiegł ledwo uchwytny, ironiczny uśmiech. A może to był to grymas jej własnych wspomnień?
Wyraźnie zaskoczona taką dedykacją, przyjęłam prezent. Miałam 23 lata, byłam po uszy zakochana i absolutnie nie rozumiałam przesłania Anety.
Miałam włożyć tę książkę między inne i pozwolić na przykrycie grubą warstwą kurzu? Co tak magicznego może kryć się na 150 stronach napisanych luźną czcionką? Ciekawość zwyciężyła i jeszcze tego samego wieczoru zabrałam się za czytanie. Biegłam wzrokiem wzdłuż kolejnych, nostalgicznych zdań... i nie dostrzegałam nic wyjątkowego. Starałam się wejść w rolę kobiety w średnim wieku (40! SIC!), która nieoczekiwanie, w pustym barze spotyka dawną miłość. Ale mając w planach następnego dnia randkę z narzeczonym (i te swoje 20parę wiosen) nie sposób mi było zrozumieć dylematów bohaterki...
Książkę odłożyłam na półkę. I tak leżała kilka lat, aż nadszedł czas, gdy potrzebowałam lekarstwa na złamane serce.
Nie byłam już taka młoda i tym razem, czytając książkę, z łatwością wczułam się w jej fabułę. Widziałam siebie w kobiecie ubranej w czerwoną sukienkę, która siedzi w małej knajpie nad brzegiem morza i rozmawia z dawnym ukochanym. Rozumiałam jej uczucia i wiedziałam, co kryją jej myśli.
Teraz czytam "Babie lato" po raz kolejny. Zgodnie z poleceniem Anety, czytam, gdy zabliźniła się rana w sercu po miłosnym rozczarowaniu. Zatapiam się w tej książce, przerzucam mosty nad minionym żalem, rozmawiam, wybaczam i szeroko uśmiecham do losu.
Książka niebawem wróci na swoje miejsce na półce. Będzie tam, do następnego razu, gdy ponownie, mnie lub bliskiej mi osobie, będzie służyła za pomoc w zaakceptowaniu przeszłości.

"Za kilka lat ta książka będzie balsamem dla Twojej duszy"- powiedziała Aneta, wyjmując z torebki "Babie lato" Philippe Bessona. Zabrzmiało bardzo poważnie. Tak, jakby moja starsza koleżanka chciała mi zdradzić dawno skrywaną tajemnicę rodzinną.
"Pamiętaj, czytaj ją tylko wtedy, gdy wyschną Twoje łzy wylane za utraconą miłością"- dodała, a przez jej twarz przebiegł ledwo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

290 użytkowników ma tytuł Babie lato na półkach głównych
  • 181
  • 109
77 użytkowników ma tytuł Babie lato na półkach dodatkowych
  • 46
  • 12
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Babie lato

Inne książki autora

Philippe Besson
Philippe Besson
Philippe Besson (ur. 26 stycznia 1967 w Barbezieux-Saint-Hilaire) – francuski pisarz i krytyk literacki, wcześniej również prezenter telewizyjny. Z wykształcenia prawnik. Ukończył wydział prawa w École supérieure de commerce w Rouen, od 1989 zamieszkał w Paryżu gdzie początkowo pracował jako prawnik i nauczał prawa pracy. Przez sześć lat pracował z Laurence Parisot pełniąc funkcję szefa działu personalnego i sekretarza Francuskiego Instytutu Opinii Publicznej. Pózniej pracował w RZL T-Online France Club Internet. Jego przygoda z pisarstwem sięga 1999, kiedy to po lekturze wspomnień weteranów wojennych postanowił spróbować pisać beletrystykę. Pierwszą powieścią było „Pod nieobecność mężczyzn”, która została opublikowana w 2001 i nagrodzona Emmanuel-Roblès. Druga powieść „Jego brat” wydana w 2001 była nominowana do Prix Femina i zekranizowana w 2003 przez Patrice Chéreau (film otrzymał nagrodę Srebrnego Niedźwiedzia dla najlepszego reżysera na Festiwalu Filmowym w Berlinie). W 2002 ukazała się powieść „Jesienia”, za którą Besson otrzymał nagrodę literacką Grand Prix RTL-Lire w 2003. Po sukcesie wydanej w 2003 powieści „Chłopiec z Włoch” (nagrody Prix Goncourt i Prix Médicis) Philippe Besson postanowił poświęcić się wyłącznie pisarstwu. W 2004 ukazała się powieść „Niepewne dni” poświęcona schyłkowi życia Artura Rimbauda.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Mojry Marek Soból
Mojry
Marek Soból
„Nikt, kto przeżył obóz, kto spędził w nim wiele lat, tak jak ja, nikt taki nie jest całkiem normalny, zawsze będą do niego wracały wszystkie te nieznajome ciała leżące na kupach”. - „Mojry” - Marek Soból▪️. Trzy kobiety, trzy Mojry, trzy różne światy a łączy je .... miłość, cierpienie, ból, przeznaczenie, wiara, samotność i kobiecość▪️🌱Pierwsza z nich to, starsza pani mieszkająca we Francji a duszą i sercem oddana we władanie magicznemu miastu jakim jest Kraków, bo pamięta stary Kazimierz, kominy i Holokaust i czasy, które bolały ale były tak piękne, bo przepełnione miłością, ze warto do nich wracać▪️🌱Druga kobieta -mojra, to pielęgniarka z dziecięcego oddziału onkologii, gdzie smierć mówi jej „dzień dobry” i drwi z niej w każdej sekundzie. Cierpi po stracie miłości, nie potrafi się odnaleźć, szuka ukojenia, zrozumienia i empatii▪️Dziki i namiętny taniec, łączy ja z pierwsza mojrą. Gdzie łzy znajdują swoje ukojenie, gdzie choć na chwilę zapomina o przeszłości▪️🌱 Trzecia mojra, to polska kurtyzana, która jak nikt inny rozumie co to bieda, przemoc, brak perspektyw na przyszłość, brak rodziny, miłości i dzieci▪️ Paradoksalnie znajduje nic porozumienia z drugą mojra. Ta znajomość to coś więcej niż tylko kobieca solidarność▪️Te, trzy współczesne boginie, łączy siła i nadzieja, walka i odwaga. Ta książka daje tyle siły i wiary, ze na długo zostaje w pamięci▪️ Porusza i zmusza do refleksji▪️🌱Książka od mężczyzny dla kobiety▪️
Bożenka Wykurz - awatar Bożenka Wykurz
ocenił na 8 6 lat temu
Trzech panów w łóżku nie licząc kota. Romans pasywny Bartosz Żurawiecki
Trzech panów w łóżku nie licząc kota. Romans pasywny
Bartosz Żurawiecki
Książka "Trzech panów w łóżku nie licząc kota" Na początku kompletnie mnie nie wciągnęła. Adam – główny bohater – wręcz mnie irytował. Nie chodzi o to, że miał depresję, tylko o jego sposób bycia, irytowała mnie jego sama osoba. Jednak, coś się we mnie przełamało około czwartego rozdziału. Może dlatego, że z czasem książka odsłania swoje prawdziwe oblicze: bo to nie tylko opowieść o środowisku gejowskim z początku lat 2000, ale przede wszystkim historia o depresji, samotności, tęsknocie za bliskością i próbie poskładania siebie na nowo. To, co mnie najbardziej poruszyło, to obecne wątki społeczne. Autor odniósł się między innymi do realnego wydarzenia – jak chociażby do wystawy Karoliny Breguły „Niech nas zobaczą”. Dla mnie – osoby, która pisała pracę magisterską o nieheteronormatywności w sztuce – to było bardzo autentyczne i ważne. Widać, że Żurawiecki nie pisał tej książki „z głowy”, tylko oparł ją o ówczesnej rzeczywistości. Choć akcja dzieje się w realiach Polski sprzed 20 lat, przekaz książki jest w wielu miejscach ponadczasowy. Tematy depresji, żałoby po stracie kogoś z kim spędziło się wiele lat, poszukiwania miłości i akceptacji są uniwersalne. Ale jednocześnie trzeba przyznać – trochę czuć, że to już inna epoka. Dziś w wielu środowiskach (zwłaszcza artystycznych w których najbardziej się obracam) mówi się o homoseksualności znacznie głośniej i odważniej. Jednak wtedy – w Polsce początku lat 2000 – było to nadal tabu i kontrowersja. Muszę przyznać, to nie jest powieść dla każdego – ma swój chaos, swoją specyficzną narrację, ironię i ukryte emocji. Ale jeśli da się jej szansę, to okazuje się bardzo prawdziwą i momentami wzruszającą lekturą.
FiliżankaFantasy - awatar FiliżankaFantasy
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Z ciała i z duszy Michael Cunningham
Z ciała i z duszy
Michael Cunningham
O planach awaryjnych i drugich szansach. Historia rodziny dwójki biednych emigrantów, chcących spełnić swój amerykański sen, oraz trojga ich dzieci. Autor chyba miał listę wątków i motywów, których najbardziej nie lubię w książkach i je odhaczał po kolei. Ale o dziwo, nawet mi to jakoś bardzo nie przeszkadzało, pewnie w dużej mierze dlatego, że całość po mnie bardzo emocjonalnie spłynęła. Duży wpływ na to miał sposób, w jaki Cunningham konstruuje fabułę. Całość obejmuje mniej więcej pół wieku, w każdym rozdziale mamy przeskok czasowy, często o kilka lat. To sprawia, że w fabule jest mnóstwo dziur, które nie są niczym wypełniane i nieraz gubi się przez to motywacja bohaterów. W pewnym momencie relacje w rodzinie ewidentnie rozłażą się w szwach i każdy sobie rzepkę skrobie, ale zaraz w następnym rozdziale widzimy wszystkich w doskonałej komitywie na drugim ślubie ojca, a syn, który był z nim na otwartej wojennej ścieżce z uśmiechem na ustach mu świadkuje. Nie wiem jak miałabym się nie czuć tym zdezorientowana. Zwłaszcza, że jednocześnie są w tej książce fragmenty, które można by bez problemu wyciąć, bo niczego nie wnoszą (szczególnie początek obfituje w takie zupełnie nie powiązane ze sobą sceny, które nie mają potem konsekwencji) - jak choćby cały rozdział, który służy tylko temu, żeby opisywać seksualne podboje trzynastolatka (swoją drogą, ja nie wierzę w świat, w którym trzynastolatkowie uprawiają dzikie seksy gdzie popadnie i proszę mnie nie wyprowadzać z błędu). Jest tak prawdopodobnie dlatego, że autor bardzo lubi sceny erotyczne - to są w większości całkiem dobre sceny erotyczne, więc się nie czepiam, ale nie zmienia to faktu, że istotność tego konkretnego rozdziału jest kwestionowalna. Nawet nie najgorsza książka, ale nie nadajemy z autorem na tych samych falach.
niedź - awatar niedź
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Dzięki za każdy nowy ranek Halina Pawlowská
Dzięki za każdy nowy ranek
Halina Pawlowská
Powieść wspomnieniowa czeskiej autorki, której rodzina pochodziła z Ukrainy Zakarpackiej, należącej do Czechosłowacji do 1938 roku (a formalnie nawet dłużej). W kraju Szwejka na jej podstawie nakręcono film, w którym rolę ojca rodziny zagrał sam Franciszek Pieczka. Sam obraz określany jest jako czarna komedia. Ale do książki nie za bardzo pasuje takie zaszeregowanie. Ukraińcy Ukraińcami, ale Halina Pawlowska podążą drogą Jaroslava Haška. Opisała czytelnikom migawki z życia Olgi – zapewne samej siebie – od czasów sprzed 1968 roku, aż do niemal współczesnych (z powieści wynika, ze kończy się w latach pieriestrojki). W tle przewija leciutko wspominana jest praska wiosna i Karta 77, ale bez martyrologii i patosu, nieznanym chyba literaturze naszych południowych sąsiadów. . Styl jest lekki, wesoły,ironiczny, ale tematyka niekoniecznie. Obok radości i śmiechu, są i łzy, i żal i koszmarna historia dwunastoletniej Chrystyny, córki Chrystyny. Do swoich korzeni książkowa Olga pochodzi z szacunkiem, ale nie na kolanach, raczej z życzliwym dystansem. Ukraińcy krewni mają swoje wady i zalety. Także postać ojca nie jest jednoznaczna. Budzi sprzeczne uczucia w czytelniku, ale na pewno zawsze zaciekawienie. Podobnie jak tercet przyjaciółek – Dasza, Pavla i Lenka. Życie osobiste powieściowej Olgi też nie przypomina ani romansów,ani sag ani w ogóle tzw. literatury kobiecej. Ale dzięki temu wydaje się realne i bardzo prawdziwe. A sama pierwszoosobowa narratorka budzi sympatię czytelnika … nie lukrując się i nie oszczędzając siebie samej. W książce są wskazówki, na podstawie których znawcy czeskiego środowiska kulturalnego może rozpoznają jakieś znane osoby, ale powieść broni się i bez klucza. Ciepła, lekka ironiczna i bardzo czeska. Przeczytane w ramach wyzwania marcowego – książka, która została sfilmowana.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 7 18 dni temu
Dojrzewanie Błazna Jonas Gardell
Dojrzewanie Błazna
Jonas Gardell
Autorowi nie udało powiedzieć niczego nowego o trudnym czasie dojrzewania i patologicznych rodzinach - czy to w ogóle możliwe, skoro dla wielu upokarzanie innych jawi się odwieczną potrzebą... Niemniej jednak to gorzki, wręcz brutalistyczny, rozrachunek z niższą klasą średnią, pozornie dobrze wyglądającą, gdy się patrzy z zewnątrz jej grodzonych osiedli. Chore relacje między członkami rodzin (wertykalne i horyzontalne) przekładają się w na odnoszenie się chłopców i dziewcząt do siebie, zgodnie z odwiecznymi mechanizmami hierarchii i wykluczania w ramach grupy. W równie przerażającym stopniu, jak mocno są tu ukazane postacie rodziców, tak samo, może i jeszcze dramatyczniej, zarysowane są, raczej nieprzerysowane, sylwetki dzieci. To po prostu mali dorośli z tymi samymi wadami, które czas przejścia z dzieciństwa do dojrzałości jeszcze potęguje. Zwłaszcza, że rodzice nie przepuszczą żadnej okazji, żeby swe dzieci upokarzać, obniżać wartość a raczej jej ich pozbawiać. A nikt nie może dać innemu tego, czego sam nie posiada…. Nie wiadomo tylko, komu bardziej współczuć: dziewczynom czy chłopakom. W każdym razie i tu, i tam są tacy którzy prześladując innych, wywyższają siebie - jako było na początku, teraz i na wieki wieków… Najgorzej mają nieszczęśni inni, brzydsi, słabsi, gorsi - Tomas, Jenny, także główny bohater Juha (ma matkę Finkę, co dla Szweda oznacza oczywistą niższość). To lata 70. - wszyscy dopingują Bjoerna Borga i Ingemara Stenmarka i słuchają “Sweet” i Donny Summer. Można i należy odczytywać tę książkę jako dość uniwersalną niezależnie od miejsca, czasu, wieku czy charakteru relacji. Ot, takie “zwyczajne” rodzinne, szkolne, środowiskowe piekiełko. W sumie niemal nic tu oryginalnego, acz takie postawy zawsze przerażają swą uporczywą powtarzalnością. I trochę to inna Szwecja niż ten kraj który pamiętamy jako jeden najbogatszych i progresywnych krajów świata. Cytaty tylko najmocniejsze: “Bengt krzyczy, że jedyne, czego pragnie, to w spokoju poczytać gazetę. Ritva krzyczy, że jeśli chodzi o nią, to może robić co mu się podoba, byleby tylko schował w kalesonach swoje ohydne owłosione jaja”. “Awantura przy śniadaniu - to najzupełniej zwyczajny ranek w rodzinie Lindströmów. (...) Rodzinę Lindström najlepiej opisać, opowiadając o jej drzwiach. W rodzinie Lindström panuje zwyczaj trzaskania drzwiami, kiedy się jest zdenerwowanym. Drzwi są dobre. Trzaskają z dystynkcją. Jedyną wadą jest to, że drzwi nie są w stanie długo znosić takiego obchodzenia się z nimi. Wcześniej czy później rozpadną się”. “W rodzinie Lindströmów drzwi padały jedne po drugich – jak drzewo pada pod naporem topora. A kiedy drzwi się rozpadną, znosi się je do garażu i zastępuje kwiecistymi kotarami. Niestety kotary nie trzaskają”. "W korytarzu są szklane drzwi, a mówiąc dokładniej, były”. “Bycie zabawnym to jego jedyny sposób na znalezienie sobie przyjaciół, na niczym innym się nie zna”. “Wszyscy śmieją się, że Tomas się jeszcze nie pieprzył.(...) Tomas nie odpowiada Próbuję być pusty żeby nic nie czuć. Chce być niemy i głuchy”.. “Tomas jest chłopcem, który się boi, który ma powody, żeby się bać, który setki razy Przekonał się, że ma powody żeby się bać”.. “Nareszcie się odważyła. Odważyła się i straciła. I upewniła się, że nikt nie może jej kochać. Nie dziwnego, jest przecież taka brzydka i okropna. (...) Jest lalką z mrugającymi oczami i zawsze tym samym uśmiechem, niewzruszoną i obojętną”.. “Próbuje być kimś, kim nie jest. Kimś, kogo zaprasza się na prywatki”. “Z dezaprobatą spogląda na córkę. – Wystroiłaś się jak jak czupiradło! A ona stoi z wymalowanymi na niebiesko rzęsami i w długiej do ziemi i spódniczce, ze swoją wystawioną na widok publiczny tęsknotą, a wstyd, który czuje, przytłacza ją”. “Musi być teraz sama, żeby nikt jej nie widział, bo jest brzydka, brzydsza niż kiedykolwiek przedtem”. “Ojciec woła ją: – Jeśli ci się wydaje, że jak się wystroisz, będziesz ładniejsza, to się mylisz! Jego głos rozbrzmiewa echem jak głos księdza w kościele: nie myśl sobie, że jesteś kimś nadzwyczajnym!”. “Dzieciństwo jest bez dna, a ona nieustannie traci grunt pod nogami”. “Wychowawczyni Juhy i Jenny zawsze jest zadowolona. Nawet wtedy, gdy próbuje wyglądać na zadowoloną. Ich wychowawczyni to osoba, która głównie czeka, aż minie czas. Tak jakby była nie na swoim miejscu i czekała, aż zostanie przemieszczona”. “Uśmiechać się, według niej, to z trudem zmuszać kąciki ust, aby podniosły się w górę”. “Najbardziej wspaniałomyślna rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziała w życiu o drugim człowieku, to: nie robi z siebie nikogo szczególnego!”. “Każda rodzina siedzi przed telewizorem, każda w swoim własnym domu na ulicy żywej duszy ani jednego samochodu. W każdym domu w Sävbyholm jest telewizor, a w bladym snopie tego światła siedzą mama i tata razem ze swoimi dziećmi”. W supermarkecie. “Ritva próbuje wyminąć umierającą kobietę. – Przepraszam – mówi tak miło, jak tylko potrafi – przepraszam, chciałabym przejść ale pani ręka przeszkadza. Kiedy kobieta się nie rusza, Ritva mamrocze, że to bezwstydne i przechodzi, odpychając rękę kobiety swoją lewą stopą. Po chwili pyta, jakby nigdy nic: - Słuchajcie, kto chce serek cytrynowy na deser?”. Katastrofalne przyjęcie u Tomasa. “- Ale O co chodzi? Dlaczego nie tańczycie? - krzyczy mama Tomasa. Wtedy goście odwracają się do niej plecami. A jej Tomas siedzi sam w kącie. Nikt z nim nie rozmawia”. “Żeby nie oberwać, zamknął się w toalecie. Robi tak teraz na każdej przerwie”. “Tomas nie miał siły dłużej czekać. Nie chciał dłużej tęsknić. Już teraz nigdy nie będzie się bał”. PS Kolejna tu odsłona zasady, że błazen jest postacią tragiczną....
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 3 miesiące temu
Nim zapadnie noc Michael Cunningham
Nim zapadnie noc
Michael Cunningham
To jest książka, którą ratowałabym z płonącego domu. Raz zdarzyło mi się ją komuś pożyczyć i dopóki do mnie nie wróciła czułam niepokój, chciałam, by już wróciła na półkę. Cunningham po swojej nagrodzonej Pulitzerem powieści „Godziny”, w której ukazał życie trzech kobiet, w różnych epokach, na przestrzeni jednego dnia, zyskał miano specjalisty od powieści o krótkim horyzoncie czasowym. Tworzone przez niego historie mają jednak znacznie większy ciężar gatunkowy niż lot muszki jednodniówki. Książkę otwiera cytat z Rilkego – „Albowiem piękno jest tylko przerażenia początkiem”. I to nas bardzo ładnie usadza w pierwszym rzędzie kameralnego, rodzinnego dramatu ludzi wiodących ustabilizowane życie w przestronnym lofcie nowojorskiego Soho. Peter jest marszandem sztuki, jego małżeństwo z Rebeccą działa jak dobrze naoliwiony mechanizm, dni płyną im w jednostajnym rytmie, bez gwałtownych szarpnięć i hamowań. Do czasu, gdy młodszy brat Rebekki wprowadza się do nich, by zerwać z narkotykową przeszłością. Głębia analizy życia wewnętrznego bohaterów zabiera nas w rejestry najwyższego piękna i totalnego rozpadu. Symboliczny jest tu wątek słynnej instalacji Damiena Hirsta przedstawiającej żarłacza białego w ogromnym akwarium wypełnionym formaliną, pod wiele mówiącym tytułem: „Fizyczna niemożliwość śmierci w umyśle istoty żyjącej.” To, co myśli Peter patrząc w akwarium w MET dostarczyłoby materiału do analizy zastępom specjalistów od terapii psychodynamicznej. Ten rodzinny dramat oszczędza nam okołorozwodowych didaskaliów, bo rozgrywa się w warstwie głębokiej autoanalizy głównego bohatera, w sferze możliwości i pytań, które stawia sobie większość z nas wchodząc w smugę cienia. Co by było, gdyby…? Nocny spacer Petera po Nowym Jorku, jest dla mnie najpiękniejszą, bo nie pozbawioną autentyczności i brzydoty, wielozmysłową wycieczką nie tyle w trzewia miasta, co w głąb samego siebie.
Magda Maskiewicz - awatar Magda Maskiewicz
ocenił na 9 2 miesiące temu
Ojciec i ojciec Karel van Loon
Ojciec i ojciec
Karel van Loon
Ojciec trzynastoletniego syna dowiaduje się, że wskutek pewnego defektu genetycznego zawsze był bezpłodny. To, że jego nieżyjąca już ukochana tak go oszukała, staje się dla bohatera - Armina, pretekstem do rozliczenia się z przeszłością. To w dużej mierze książka o ostatecznym pożegnaniu utraconej miłości, do którego Armin nie był zdolny przez ponad dekadę. Struktura książki jest bardzo zagmatwana, retrospekcje z rozmaitych okresów mieszają się z teraźniejszością bez żadnego logicznego porządku - uporządkowanie tego wszystkiego w jakiś sensowny chronologiczny plan wydarzeń byłoby niemal niewykonalne. No nie jest to szczególnie "elegancka" narracja, ale nie to jest największa wada tej książki. Mój główny problem polega na tym, że książka jest strasznie letnia i niemal wyprana z emocji, a przecież opowiada o najcięższych momentach z życia bohatera i jego rodziny. Armin jako narrator ma tendencje do idealizowania rzeczywistości - poczynając od zmarłej ukochanej, poprzez swoje ojcowskie doświadczenia, na synu kończąc (świat prawdopodobnie nie widział równie dojrzałego, wyrozumiałego i bezproblemowego dziecka, jakim jest Bo w relacji swojego ojca). Być może jest to celowy zabieg, ale jednocześnie sprawia, że postacie bardziej niż ludźmi wydają się być zimnymi posągami bez skazy rzeźbionymi w marmurze, i jakoś trudno mi było się wczuć w ich niewątpliwie tragiczne położenie i przejąć się ich losami.
niedź - awatar niedź
ocenił na 6 7 miesięcy temu
Lekcje pana Kuki Radek Knapp
Lekcje pana Kuki
Radek Knapp
Chociaż z emigracją zarobkową miałem stosunkowo mało do czynienia, bo za granicą przebywałem łącznie około rok, był to dla mnie czas niezwykle ważny, godny napisania własnej książki i wydania jej poprzez tzw. self-publising. Jeszcze przed wyjazdem zacząłem przeżywać emigrację, a po powrocie żyłem nią jeszcze wiele lat, kończąc pisanie mojego specyficznego pamiętnika pt. "Tell Mi'chał to Do This". Dopiero po emigracji naprawdę doceniłem film "Szczęśliwego Nowego Jorku", a po obejrzeniu serialu "Emigracja XD", czułem się, jakby emigranci Polscy rozumieli się bez słów. Na książkę Radka Knappa trafiłem przypadkowo, ale od początku poczułem klimat emigracji, z tym że tej bardziej hardcorowej – sprzed exodusu Polaków na Zachód (druga dekada XXI wieku). Mimo zupełnie innego kierunku emigracji głównego bohatera, książka bardzo mocno przypomina późniejszą twórczość Malcolma XD. Zacznę od tego, że sam po własnych doświadczeniach z opisywaniem anegdot związanych z życiem na obczyźnie uznaję temat emigracji zarobkowej za wyjątkowo wdzięczny, a w połączeniu z wchodzeniem w dorosłość, jeszcze wdzięczniejszy. Łączą się wówczas bowiem dwa zderzenia światów – kulturowy oraz inicjacja w dorosłość i to od razu na głęboką wodę. Jestem niemal przekonany, że osoby mające podobne wspomnienia z emigracją odbierają dzieło Radka Knappa na zupełnie innym poziomie percepcji od przypadkowych czytelników. Ci drudzy, owszem, mogą śmiać się i smucić, przeżywać przygody bohatera książki, ale prawdziwi emigranci będą czuć każdy rozdział w kościach i sercu – odżyją jakieś dawne rany, pojawi się spazmatyczny śmiech przy sytuacjach komicznych, a przede wszystkim siłą rzeczy czytelnicy tacy będą współczuć oraz kibicować młodemu emigrantowi, pamiętając o podobnych zdarzeniach, które spotkały kiedyś ich samych. Rok wydania 2003 to jeszcze czas, kiedy taka książka mogła być zwyczajnie ciekawostką, ale dziś mówimy już nie tylko o pokoleniu wychowanym przez doświadczenie emigracji zarobkowej, ale nawet pokoleniu ich dzieci, które przez wyjazd ich rodziców, albo narodziny poza granicami Polski, podwójne obywatelstwo, dwujęzyczność, albo samotność w oczekiwaniu na powrót rodzica z pieniędzmi do Polski, mogą lepiej zrozumieć tę swoją emigrancką spuściznę. Tak, zdarzenia opisane tutaj mogą po wielu latach wydawać się oczywiste, mało zaskakujące, bo temat jest jednak raz na jakiś czas grzany w popkulturze, ale osobiście nigdy nie znudzę się taką literaturą i filmami opartymi o autentyczne doświadczenia naszych rodaków za granicą. Każda taka lektura wraca mnie myślami do czasu, kiedy wszystko wydawało się łatwiejsze – nawet bez pracy i pieniędzy. To takie wakacje, z tym że bez większego odpoczynku, sporym stresem i ryzkiem utraty dachu nad głową, ale jednocześnie przygody, które były bezcenne. Nie wiem, na ile ta ciekawa historia opowiedziana w "Lekcjach pana Kuki" ma jakieś pokrycie z rzeczywistością, ale nawet gdyby było to coś jak pół na pół i do tego mocno podkoloryzowane, zarzuty miałbym nie do zmyślonych linijek, ale do zakończenia. Jeśli to zakończenie według samego autora najlepiej zamyka opowieść – bo nic wartego opisania już więcej się nie wydarzyło – to dobrze. Literatura jednak rządzi się pewnymi prawami, trochę jak filmy oparte na faktach, kiedy dla dramaturgii dodaje się jakiś pościg albo inne elementy, które naprawdę nie miały miejsca. No więc w "Lekcjach pana Kuki" zabrakło mi domknięcia rozmów z tytułowym panem Kuką – sąsiadem głównego bohatera. Brak rozwinięcia albo domknięcia wątków związanych z wieloma ciekawymi postaciami składam na karb trzymania się faktów z próbą ograniczenia zmyślonych wydarzeń. Jest to książka krótka, ale wciąga czytelnika niebywale, a przez to z każdym nowym dniem na emigracji, czytelnik ma coraz większe oczekiwania. Tymczasem autor zostawia nas niespodziewanie samym sobie z domysłami każącymi wejść w głowę protagonisty, nie tylko nie dając odpowiedzi na pytanie "co dalej?", ale w ogóle ryzykując, że czytelnik straci trochę szacunku do młodego Polaka, którego dobrotliwa naiwność była do tej pory jego najważniejszą cechą pozytywną. To moje bardzo subiektywne spostrzeżenie, ale tak sobie myślę, że skądś jednak wzięły się te chyba nie najwyższe oceny czytelników na portalu lubimyczytac.pl i może nie tylko ja na koniec poczułem brak oczekiwanej satysfakcji.
Michał Krzycki - awatar Michał Krzycki
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Dom z papieru Carlos María Domínguez
Dom z papieru
Carlos María Domínguez
Ta urocza książeczka trafi przede wszystkim do zawołanych bibliofilów, takich, którzy mają - skromnie mówiąc: niczym ja - całe ściany w książkach, a ich treści w sercu. Analogie do Borgesa - jak najbardziej zasadne. Ktoś tu przyjechał do Urugwaju, żeby zwrócić książkę komuś, kto wysłał ją do koleżanki z Cambridge, ale ta umarła, zanim ją otrzymała. Nie bez znaczenia jest, że zginęła ona pod kołami samochodu, zaczytana w poezjach Emily Dickinson… A sprawa wiąże się z pewnym, dość oryginalnym, miłośnikiem książek z Ameryki Płd. i - krótko - samej wykładowczyni. Ten przelotny romans miał nie byle jakie skutki - książkowe. Potem ten ktoś uciekł od życia w ustronne miejsce, gdzie warunki życia kompletnie prymitywne a swój dom… Ale nie, to trzeba doczytać, wraz z buzującymi emocjami. Fabuła jest nieco banalna - ukazana tu miłość do książek z pewnością taką nie jest. Rzadko można spotkać się z tak oryginalnym podejściem do zadrukowanych stronic, razem sklejonych bądź zszytych - tych przedmiotów fascynacji nas wszystkich na LC. Niemniej jednak z bólem, jakiego tu zaznają książki - a my razem z nimi - trzeba się pogodzić, bo on niejako egzystencjalny… Idealna lektura na lato; lekka a inteligentna, kulturowo głęboka. Książkożercy - do lektury! Nieco cytatów - a wszystkie o książkach..! “Odkąd sięgam pamięcią, kupowałem książkę za książką. Założyć bibliotekę to jak stworzyć życie. Nigdy nie jest to suma poszczególnych książek”. “Nie potrafię zasiąść do czytania książki, nie mając jednocześnie 20 innych, aby uzupełnić na przykład interpretację jednego rozdziału. Nie znam większego szczęścia niż pogrążyć się na kilka godzin dziennie w ludzkim czasie, który inaczej byłby dla mnie obcy”. “Książka, której nie można znaleźć, to książka, która nie istnieje”. “Wyjaśnił mi, ile pracy wkłada w to, żeby nie zestawiać na tej samej półce dwóch autorów skłóconych ze sobą. Na przykład nie ośmielał się umieścić książki Borgesa obok książki Garcii Lorki”. “Zobaczył na łóżku około 20 książek skrupulatnie ułożonych w taki sposób, że odtwarzały wraz z wypukłościami ludzką sylwetkę. Zapewnia, że można było wyróżnić głowę otoczoną małymi książeczkami w czerwonych okładkach, tors, kształt rąk i nóg. Kobieta? Mężczyzna? Sobowtór?”. “Zadawałem sobie wielokrotnie pytanie, po co trzymam książki, które tylko w jakiejś dalekiej przyszłości mogą mi się przydać, tytuły odległe od moich zwykłych zainteresowań, takie, które kiedyś przeczytałem i które przez wiele lat nie otworzą ponownie swoich stron może nawet nigdy! Ale jak pozbyć się na przykład +Zewu krwi+, nie niszcząc jednocześnie jednej z cegieł dzieciństwa czy +Greka Zorby+, który pieczęcią płaczu położył kres mojej młodości”. “Myślę, że nie weźmie mi za złe, jeżeli powtórzę jedno z jego wyrażeń, nieco wulgarnych: +Ja się pieprzę z każdą książką, a jeżeli nie zostawiam na niej śladu, to znaczy że nie mam orgazmu+. Mnie natomiast gryzmolenie zawsze wydawało się barbarzyństwem”. “Zła proza, gdy towarzyszy jej dobry koncert, może wydawać się znacznie lepsza, niż jest. (...) Lubię, jak podczas lektury Goethego rozbrzmiewa w tle któraś z oper Wagnera lub powiedzmy kiedy Baudelaire'owi towarzyszy Debussy. To część podróży i mogę pana zapewnić, że przyjemność jest wówczas większa, pod każdym względem. Może pan wie, że kiedy czytamy po cichu, emitujemy dźwięk liter na nieuchwytnej częstotliwości”. “Żartowaliśmy, mówiąc, żeby dodawać świece tylko do dzieł poprzedzających wynalazek światła elektrycznego. (...) Nigdy w odniesieniu do autorów z 20. wieku, bo w takim wypadku zapalał światło elektryczne i, oczywiście, zmieniał też muzykę”. “Dla bibliofila każda myśl o ogniu jest jak marzenie, który obraca się w popiół. To coś, o czym wiemy, że się czai, jest realne i może nas na zawsze zniszczyć. Unikamy nawet wzmianki o nim, mając nadzieję, że w ten sposób nie wywołamy wilka z lasu”. “Pozostawiamy kolegę siedzącego w salonie, a kiedy wracamy, znajdujemy go niezmiennie stojącego i węszącego wśród naszych książek”. “Ale nadchodzi chwila, w której tomy przekraczają niewidzialną granicę, jaką im się wyznacza, i dawna duma przeradza się w uciążliwe brzemię, gdyż odtąd przestrzeń zawsze będzie stanowiła problem. – Ile ma pan tu książek? – spytałem. –Prawdę mówiąc, straciłem rachubę. Ale przypuszczam, że około 18 tysięcy”. “Widziałem książki podłożone pod zbyt krótką nogę stołu, przekształcone w stolik nocny, spiętrzone w kształcie wieży i przykryte serwetką; wiele słowników prasowało i przyciskało przedmioty znacznie częściej, niż były otwierane, i niemało książek przechowywało listy, pieniądze i sekrety ukryte na regałach. Ludzie też mogą zmieniać przeznaczenie książek”. “Tłucze się wazon, psuje ekspres do kawy czy telewizor. Tymczasem książka nie niszczy się tak szybko, chyba że przyczynia się do tego właściciel, wyrywając z niej kartki czy ją paląc”. “Za czasów ostatniej argentyńskiej dyktatury wojskowej ludzie nierzadko palili swoje książki w toaletach i wannach czy zakopywali je w ogródkach. Mając do wyboru książki lub własne życie, stawali się katami”. “Książki (...) szły do nieba zamienione w popiół, który rozwiewał się w powietrzu. Stosunki ludzkości z tymi trwałymi przedmiotami, zdolnymi przekroczyć jeden wiek, dwa, dwadzieścia, pokonać, że tak powiem, piasek czasu, nigdy nie były niewinne”. “Kiedy babcia widziała jak czytam w łóżku, za każdym razem powtarzała mi: +Zostaw to, książki są niebezpieczne+. Przez wiele lat uważałem ją za ignorantkę, ale czas dowiódł rozsądku mojej niemieckiej babki”. “Książka zaczynała rozmiękać w deszczu, rozpłaszczać się na płycie z czarnego marmuru, zsuwać ku powolnej, lecz pogodnej śmierci, jak statek cicho zawijający do portu”. “Często jest mi trudniej pozbyć się jakiejś książki niż zdobyć nową. Nikt nie chce stracić książki. Wolimy zgubić pierścionek, zegarek czy parasol niż książkę, której już nie będziemy czytali, ale która zachowuje, w samym brzmieniu tytułu, jakąś dawną i być może utraconą emocję”. “Nadchodzi chwila, w której tomy przekraczają niewidzialną granicę, jaką się im wyznacza, i dawna duma przeradza się w uciążliwe brzemię, gdyż odtąd przestrzeń zawsze będzie stanowiła problem”. “Nie będzie mógł znów powiedzieć jakiemuś zachwyconemu gościowi: +Nie, nie przeczytałem ich wszystkich. Towarzyszą mi od wielu lat. Mam coś, co na pewno się panu spodoba+. Ale może powiedzieć: +Są nadal moimi przyjaciółmi. Dają mi schronienie. Cień latem. Osłaniają mnie od wiatrów. Książki są moim domem+”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 7 miesięcy temu

Cytaty z książki Babie lato

Więcej
Philippe Besson Babie lato Zobacz więcej
Philippe Besson Babie lato Zobacz więcej
Philippe Besson Babie lato Zobacz więcej
Więcej