Mów o mnie ono. Dlaczego współczesne dzieci szukają swojej płci
Mimo oceny 6,6 na tym portalu w tej chwili, moim zdaniem książka jest rewelacyjna! Bo nawet mnie wytłumaczyła, i to całkiem sprawnie, dlaczego tak jest, że współczesne dzieci/młodzież szukają swojej płci. Albo raczej: dlaczego to NIE JEST żaden problem, a może wręcz jest to pozytywne zjawisko. Bo tak naprawdę książka nie tłumaczy skąd tyle osób niebinarnych czy trans dziś, czy w ogóle te osoby są rzeczywiście niebinarne/trans. Książka próbuje jedynie odpowiedzieć dlaczego tak wiele osób tak się określa. Nie daje żadnych gotowych odpowiedzi ale przygląda się zjawisku dość wnikliwie i z różnych perspektyw - są różne wypowiedzi. Tak naprawdę książka nie odpowiada na pytanie z tytułu w sposób, którego się spodziewałem - czyli... może nie tyle wprost ale jednak jakoś dobitniej. Prezentuje za to spektrum przyczyn i możliwych wyjaśnień/interpretacji. Ale nie rozczarowało mnie to, a wręcz przeciwnie. Nikt nie kreuje się tu na wszystkowiedzącego i nikt nie wyrokuje.
Czy książka zasłużyła na moją ocenę 10/10? Trudno obiektywnie powiedzieć ;) literacko pewnie nie, ale na mnie osobiście aż takie wywarła wrażenie dlatego, że nawet mnie przekonała :D Piszę "nawet" bo tak naprawdę, paradoksalnie, do kwestii niebinarności podchodziłem przez długi czas z pewnym dystansem (żeby nie powiedzieć sceptycznie). Już się chyba całkowicie tego sceptycyzmu wyzbyłem ;) Przytoczę tu cytat z innego komentarza o tej książce, bo fajnie coś pokazuje:
"Wedle dzisiejszych standardów może być nawet prawie 60 płci. Co mnie osobiście przeraża, bo można się czuć raz mężczyzną, drugiego dnia trochę mniej, a trzeciego kobietą. Przecież większość z nas ma tak przez całe życie, w zależności, co danego dnia robimy i z kim rozmawiamy."
- NO WŁAŚNIE! Dokładnie o tym jest ta książka! Że to nie jest nic nowego, że tak ma może nawet większość :) Tylko dzisiaj młodzież może to powiedzieć głośno. I czyż to nie wspaniale, że żyjemy w takim świecie?
O tym też jest ta książka, że wcale być może aż tak wiele się nie zmieniło w naszym "poczuciu płci", to my zmieniamy świat, w którym żyjemy, byśmy mogli żyć w nim co raz swobodniej :) I JAK to może być coś negatywnego?
Na plus jest również słowniczek na samym początku, a nie na końcu! (po co komu słowniczek na końcu audiobooka? :D )
Natomiast ogólnie co do negatywnych opinii o książce... Są one po obu stronach. O tych w narracji: "w d... się ludziom poprzewracało", nie będę za dużo pisać, bo po nich bym się przychylnej opinii nie spodziewał i tak. Ale jedno skomentuję, takie zdanie w stylu: "Nie można dzieciom na wszystko pozwolić" - noo, można im np. nie pozwolić i odwiedzać je potem na cmentarzu, ale jakoś nawet to do niektórych osób nie trafiło. Nie wiem, może ktoś woli "wychowane" dziecko odwiedzać na cmentarzu niż mieć nie wychowane i/lub niebinarne ale żywe, nie wnikam. Całkiem z resztą myślę, że dla niektórych rodziców to rzeczywiście jest atrakcyjniejsza wizja.
Z kolei z drugiej strony widziałem zarzuty, że książki nie można dać "rodzicom by nas zrozumieli" - może i nie, ale moim zdaniem nie po to powstała by pomagać rodzicom transpłciowych dzieci je rozumieć. Ona nie o tym jest.
Teraz już będę komentować naprzemiennie z cytatami z książki:
"Oliver, dwudziestoletni transpłciowym mężczyzna: 'Denerwuje mnie, jak ludzie mówią, że nagle wszyscy stali się LGBT. Nie, ty dopiero teraz pierwszy raz ich widzisz, bo dopiero teraz zaczęli mówić na ten temat i stają się widoczni. Przestali się bać.'
Jadwiga, sojuszniczka osób LGBTQ+: 'Bo wreszcie powstało określenie opisujące coś, co zawsze było: niebinarność. I ludzie mogą nazwać to, z czym się utożsamiają. (...)'
Mama Marceli: 'Dawniej ludzie nie wiedzieli, że mogą wybrać jaką mają płeć, więc to, że wiedzą jest rewolucyjne. To jest nowy punk to forma i wyraz buntu, szukają własnego środka ekspresji i to jest charakterystyczne dla ich pokolenia.'
(...)
Nina K., redatkorka strony tranzycja.pl: (…) Osób transpłciowych powinno być tyle, ile osób czuje się dobrze z taką tożsamością.'"
- to cztery różne wypowiedzi, przedostatnia jest nawet jakby opozycyjna, ale kurcze, ja myślę że wszystkie cztery są prawdziwe! I to mi się właśnie tak spodobało w tej książce: aż tak szeroka perspektywa. Co by to znaczyło, nawet gdyby to był wyraz buntu i ekspresji? Czy to źle? Nie sądzę. I w tym sensie książka otworzyła mi oczy, i dlatego dostaje 10/10, całkowicie subiektywnie. A prawda pewnie balansuje gdzieś po środku. Ostatnia natomiast wypowiedź jest dobrym podsumowaniem.
"W tym samym czasie w samochodzie płakało moje dziecko, to które chciałam zabić. Drugie krzyczało empatując z pierwszym, domagając się od mojego próbującego mediować męża, żeby potępił moją transfobiczną postawę. A zaczęło się od tego, że użyłam sformułowania "zmiana płci". W dwudziestym, a nawet na samym początku dwudziestego pierwszego wieku, tak właśnie mówiliśmy o osobach dokonujących tranzycji. Nie tylko licealiści, ale też życzliwi dziennikarze opisujący w reportażach problemy, z jakimi borykają się osoby, które urodziły się w niewłaściwym ciele, a nawet seksuolodzy, psycholodzy, psychiatrzy i chirurdzy wspierający zawodowo osoby transpłciowe. Wszyscy mówiliśmy o zmianie płci. Albo o tym, że ktoś przedtem był mężczyzną, a teraz jest kobietą."
- noo nie bardzo, początek XXI wieku to już raczej nie było to na miejscu ;) Ale cytat leci dalej i dalej już ma rację:
"Było to tak samo naturalne jak recytowanie wiersza o murzynku Bambo, czy po prostu mówienie, że koleżanka poznała na wakacjach we Francji murzyna i właśnie, ku radości najbliższych i naszej zazdrości biorą ślub. Ale język się zmienia. Zmienia się, bo zmienia się nasza wrażliwość, bo słowa o neutralnym zabarwieniu nabierają nowego kontekstu i stają się obelgą. Najlepszym przykładem jest historia słowa "debil", które pierwotnie było określeniem naukowym używanym przez specjalistów do opisania osoby z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim. W ciągu kilkudziesięciu lat musiało zostać usunięte ze słownictwa pedagogów i psychologów, bo zaczęło żyć własnym życiem i jest używane jako obelga, chyba nawet przez przedszkolaki. Podobną przemianę przeszedł kutasik. Cóż z tego, że słowniki wciąż podsuwają synonimy takie jak frędzelek, chwost, skoro nikt z nas nie powiedziałby w Ikei, że szuka poszewki z kutasikami. Za duże ryzyko."
- haha, to jest świetne! :D Jak mi jeszcze ktoś powie, że "przecież 'murzyn' to neutralne słowo!!!!1!!1!" to go wyślę do Ikei po poszewkę z kutasikami XD
Btw. cytuję tego audiobooka z funkcją transkrypcji głosu w Windowsie i słowo "debil" w ogóle pominął, prawdopodobnie interpretując jako obelgę, a kutasików nie rozpoznał. No. To tylko dodatkowe potwierdzenie ;) I jak mógłbym dać tej książce niższą ocenę niż 10/10? :D
"Bo nie ubędzie nam niczego, jeśli inni dostaną tyle, ile my mamy. Bo tego wymaga przyzwoitość. Bo w gruncie rzeczy to nie dużo kosztuje.
W maju 2020 roku minister edukacji Przemysław Czarnek wypowiedział się wobec oburzającej go sytuacji w siedemdziesiątym piątym liceum ogólnokształcącym imienia Jana Trzeciego Sobieskiego na warszawskim Mokotowie, gdzie na prośbę samorządu szkolnego powstała toaleta dla transpłciowych i niebinarnych uczniów. "Szaleństwo postmodernizmu i neomarksizmu. Tego już za wiele, stop deprawacji młodzieży" -zatweetował Piotr Wojciechowski, prawicowy publicysta.
W jaki sposób toaleta deprawuje licealistów? Tego ani publicysta, ani minister edukacji nie powiedzieli. Być może nie wiedzieli też, ile znaczy powstanie takiej toalety dla osób queer.
Ewelina Negowetti: Transpłciowe dziecko potrafi cały dzień w szkole nie pić, tylko dlatego, żeby nie musieć skorzystać z toalety. Jeśli pozwolimy, żeby w szkole była ogólna dostępna toaleta, będzie mogło jak cis człowiek napić się wody z bidonu, herbaty lub energetyka. I nikogo to nie powinno zdeprawować."
- … Ale jest jeden plus: jak xxlat przez pół dnia nie pijesz, to masz trening na cała resztę życia :D Zapomniałeś napoju na jakiś wypad czy do pracy? - nie ma problemu, dasz radę :D Jest tez minus - ciężko potem w ciągu dnia wypić tyle, ile człowiek powinien ;)
Tu miałem zaznaczony fragment odnośnie edukacji seksualnej w przedszkolu, ale nie wiem czy to trzeba komuś tłumaczyć. Myślę, że każdy myślący człowiek rozumie, że dzieciom te sprawy trzeba tłumaczyć normalnie i też edukować by dbały o nieprzekraczanie swoich granic. A kto nie rozumie, to i tak nie zrozumie.
Z resztą ogólnie cytatów też miałem zaznaczonych kilka więcej ale ten opis byłby za długi ;) Ale książka dobra, naprawdę.
Jest też odniesienie do pewnych głośnych detranzycji i potem procesów jakie te osoby wytaczały lekarzom czy klinikom... Wybaczcie ale przypomina mi to wytaczanie procesów kawiarniom, że kawa była za gorąca. Bo jak idę do lekarza i mówię, że mnie pęcherz boli i sikam po kropelce (taki przykład z ostatnich dni :D), to on zakłada że mam zapalenie pęcherza i od ręki dostaję leki właśnie na to, a nie sprawdza on najpierw czy aby na pewno to nie zapalenie płuc, choroba wieńcowa albo rak mózgu - bo przecież może mi się tylko wydaje, że mnie boli pęcherz? No sorry, jeśli się pomyliłeś/-aś w kwestii swojej identyfikacji, to po prostu weź to na klatę, a nie obwiniaj lekarzy, oni zrobili tylko co mogli by Ci pomóc. Mylić się też jest rzeczą ludzką, nawet w takiej kwestii ale obwiniać o swoje pomyłki i niepewności innych, nawet lekarzy, a tym samym utrudniać w przyszłości znalezienie szybkiej pomocy innym (tym, którzy się akurat nie pomylili) jest moim zdaniem mocno nie na miejscu. Ludzie bez przerwy robią sobie krzywdę podejmując mniej lub bardziej świadomie takie czy inne błędne decyzje, to bywa przykre, miewa dramatyczne konsekwencje na resztę życia ale takie właśnie to życie jest.
Jest jeszcze jeden ciekawy fragment... i nawet zabawny ;) Przytoczę bez komentarza:
"Interpretacja. Kiedy Emilia Wiśniewska i inni pisali list otwarty do Gazety Wyborczej, ja Joanna, kupowałam i ebooka "Irreversible damage" - "Nieodwracalne szkody" Abigail Shrier. Posiłkując się dipol.com, do tej pory nie ma polskiego wydania książki, przeczytałam go w jedną noc i przypomniałam sobie anegdotę, którą opowiadała nam na socjologii wykładowczyni psychologii społecznej i która w 2015 roku pojawiła się na maturze z języka polskiego. Oto do domu wraca z podróży do Europy, wódz afrykańskiego plemienia. Wszyscy są ciekawi, jak było na innym kontynencie. Wódz mówi, że zasadniczo cała ta Europa niespecjalnie różni się od Afryki, ale jedna rzecz zrobiła na nim wrażenie. Był świadkiem wspaniałego pokazu. Na wielką łąkę zaproszono 11 czarowników z jednego plemienia i 11 z drugiego. Potem pojawił się ubrany na czarno największej czarownik. On trzymał w rękach totem. Gwizdnął. Rzucił totem. Czarownicy ruszyli. I wtedy spadł deszcz. Dla wodza opad deszczu był dowodem niezwykłej skuteczności 23 czarowników, w tym tego najważniejszego z okrągłym skórzanym totemem w ręku. Podobnie jest z Abigail Shrier. Widzi fakty, ale interpretuje je po swojemu. Zgodnie z tym, co zna i w co wierzy. I myli się. Jak wódz, który interpretował mecz piłkarski jako piękny i skuteczny seans przywoływania deszczu. Dlaczego Abigail Shrier się myli? Przede wszystkim dlatego, że popełniła ten sam błąd co dr Lisa Littman - źle dobrała rozmówców. Rozmawiała wyłącznie z rodzicami, którzy nie akceptowali transpłciowości swoich córek i z "nawróconymi" na cispłciowość dziećmi. To właśnie mylenie skutku z przyczyną sprawiło, że przypomniałam sobie afrykańskiego wodza na meczu piłki nożnej. (…)"
"Wiem, że bardzo mu zależy, żeby żyć w zgodzie ze sobą, że to jest dla niego mega ważne. Uznałem, że skoro tak jest, to nie ma znaczenia, że ja teraz tego nie rozumiem. Po prostu się z tym zgodzę."
- wypowiedź chłopaka, który ma transpłciowego brata. Super wypowiedź. Nic dodać, nic ująć.
"Zbyszek: '(…) Mówi się o nadużyciach, ale one przecież istnieją w każdej dziedzinie życia. Nie trzeba ich szukać, szczególnie tu.'
Robert: 'To, że ktoś wejdzie nie do tej szatni, do której powinien, to idiotycznie mały problem w porównaniu z ilością samobójstw osób trans.'"
"Zbyszek: 'Oliver też zawsze był walczący, ale teraz, gdy już jest w procesie, nie musi. Za jakiś czas zdecyduje, albo będzie niebinarny, albo przejdzie tranzycję. Gdy byliśmy młodzi, było się albo punkiem, albo popersem. Określanie się jako punk było nośne, demonstrowało się w ten sposób bunt. Teraz narzędziem do wyrażenia buntu jest niebinarność. Dla mnie to jest ok.'
Robert: 'Ważne, żeby nie lekceważyć, gdy nastolatek mówi, że jest niebinarny. Żeby nie przekonywać, że jeszcze zmieni zdanie, to jest krzywdzące. Trzeba pozwolić, by sam zdecydował. Koleżanka z innej szkoły mówiła, że jakiś czas temu wszystkie dziewczyny z jej klasy deklarowały się jako lesbijki. Później moda się zmieniła i okazało się, że zostały tylko 2, które naprawdę nimi były i że była para, w której tylko jedna dziewczyna była lesbijką. Czy w tym jest coś złego? Przecież człowiek może jednego roku być bi, a drugiego nie, może zmienić zdanie i wcale nie musi chodzić o modę.'
Ania: 'Jedne dzieci się okaleczają inne przestają jeść, jeszcze inne wybierają czy będą lesbijką, gejem, osobą niebinarną. To ostatnie wydaje się najmniej ryzykowne, a budzi najwięcej emocji."
- tego typu wypowiedzi wiele osób trans czy nb triggeruje, że to nie wybór albo bunt. Rozumiem ten punkt widzenia, ale nawet gdyby to był wybór czy bunt, czy sposób prezentacji siebie... to co z tego właściwie? Natomiast co do ostatniej wypowiedzi, to jakkolwiek dziwnie to może brzmi, kobieta ma rację - przecież to nie jest żaden problem... Ten fragment fajnie pokazuje ten kontrast - ludzie ekscytują się taką (dla postronnych) w sumie najbłahszą sprawą jak czyjaś identyfikacja niebinarna, podczas gdy te poważnie zagrażające życiu czy zdrowiu (jak okaleczanie się) nie budzi aż tylu emocji.
"Zaakceptuj to, kim jest twoje dziecko teraz. Jeśli zmieni zdanie, to zmieni. Będzie kimś innym. Może za rok, za dwa. Szuka siebie, myślę że nie ma w tym nic złego."
"Wszystko, co przynosi człowiekowi ulgę, i nie krzywdzi ani jego, ani innego człowieka, jest na wagę złota. Jeśli umoszczenie się w którejś z szuflad komody słownika płci przynosi ukojenie, czemu z tego nie skorzystać?"
"(…) zgoda na małżeństwo osób tej samej płci niczego nikomu nie odbiera, tylko sprawia, że suma szczęścia na świecie się powiększa."
"Im częściej prezydent Andrzej Duda i minister Przemysław Czarnek mówili, że LGBT to ideologia, a nie ludzie, im częściej proboszczowie przekonywali, że nad Polskę nadciąga tęczowa zaraza, tym chętniej dzieciaki szły do Tigera i za 6 zł z tygodniówki kupowały bawełnianą tęczową torbę na zakupy. Torbę symbol oporu wobec władzy, torbę będącą odpowiednikiem opornika, czyli rezystora - elementu obwodu elektrycznego, malutkiego metalowego walca na druciku, który był noszony jako broszka i ze względu na swoją nazwę był w latach osiemdziesiątych symbolem opozycji politycznej. Dokładnie tak jak tęczowa torba, którą Katarzyna Augustynek, aktywistka polityczna, znana jako babcia Kasia okładała policjantów podczas protestów.
Nie wszystkie dzieci, które noszą tęczowe torby, a noszą je tysiące, są osobami LGBTQ+. Ale nikt w Polsce Dudy i Czarnka nie nosi takiej torby bez powodu. Oczywiście, część dzieciaków wybiera tęczę, bo wybrali ją inni. Bo jest popularna. Modna, przynajmniej w dużych miastach. Ale znaczna część traktuje ją jak opornik, grzeczny sposób na pokazanie „fuck off” władzy odczłowieczającej ich przyjaciół i znajomych. To sygnał tak jasny, jak tęczowe flagi wywieszane w oknach mieszkań, jak nakładki na zdjęcia profilowe na Facebooku. To prosty przekaz: nie słuchaj ich, bądź sobą. Przy mnie możesz."
- bardzo ciekawa kwestia z tą opozycją/buntem i może coś w tym jest.
"(...) no i w tamtych czasach nie było Netflixa, który moim zdaniem zrobił robotę, jeśli chodzi o świadomość młodych ludzi, znam się na tym, bo zawodowo obserwuję branżę. Netflix ma bogatą ofertę dla młodzieży queerowej, co tydzień nowy sezon serialu albo film. Ale zmiana nie wynika z tego, że młodzi oglądają Netflixa tylko na odwrót. On reaguje na potrzeby. Seriale zawsze były świadectwem czasów. Wręcz je wyprzedzały jeśli idzie o zmiany obyczajowe. Weźmy na przykład postać Stevena z "Dynastii", ikonę kultury gejowskiej. Wtedy, oglądając "Dynastię", nie dyskutowaliśmy na ten temat. Dziś taka rozmowa jest możliwa również dzięki internetowi."
"A teraz nastolatki nie muszą szukać tematu, bo on dla nich istnieje w przestrzeni publicznej, więc mają świadomość, że jest coś takiego jak transpłciowość. Kiedy zaczynają się zastanawiać nad własną tożsamością, nie muszą czekać, aż ktoś im podsunie trop. To trochę jak z różnymi zaburzeniami. Nie jest tak, że jesteś leniwa, tylko masz przewlekłe zmęczenie. Nie jesteś nie inteligentna, tylko masz ADHD i trudności z koncentracją. Ludzie już nie muszą myśleć, że są sami, że są jacyś dziwni, coś z nimi jest nie tak, tylko że są różne kierunki, w których można pójść szukając informacji. A dzięki internetowi są one na wyciągnięcie ręki."
"Bo przecież spektrum jest szerokie. Można być osobą trans, ale nie potrzebować tranzycji. Można być osobą niebinarną. Można nie wiedzieć, kim się jest, i szukać. Można być chłopakiem, ale sięgać po atrybuty kobiecości, na przykład makijaż i malowanie paznokci – dość popularne u nastolatków. Można nie wiedzieć, kim się jest, i czerpać z atrybutów obu płci. Można jednego dnia mówić o sobie ona, a drugiego ono, a jeszcze innego dnia - on. Można używać wszystkich zaimków naraz. Można mieć różne orientacje seksualne, być gejem, lesbijką, demi, bi itd.
Sam fakt, że tyle osób otwarcie poszukuje, oznacza, że coś się musiało zmienić."
Jedna tylko ogromna uwaga co do książki: jaaaaaaki przeszczep skóry na klatkę piersiową po mastektomii?! (o czymś takim wspomina jeden z ojców) akurat skóry to jest tam wtedy za dużo :D i ja rozumiem, że można się pomylić ale to jest akurat taka dość dziwna pomyłka (myli mastektomię z operacją genitalną). A jeszcze gorzej, że nie zostało to przez autorki sprostowane.
Natomiast już tak całkiem chcę zakończyć cytatem, który jak dla mnie podsumowuje świetnie wszystko:
"Nie uważam, że ze światem stanie się coś złego, jeśli uszanuję prośbę nastolatka, by mówić do niego 'ono'".
(słuchana: 12-13.11.2025)
5/5 [10/10]
Opinia
Odejmuję 2 gwiazdki ze względu na użycie terminu "transseksualizm", który jest pejoratywny (a cała treść książki podkreśla jak ważne jest wyeliminowanie słów pejoratywnych dla asów). Oprócz tego super pozycja. Fajne kompendium wiedzy (począwszy od badań naukowych, a skończywszy na rozmowy z samymi asami)
Odejmuję 2 gwiazdki ze względu na użycie terminu "transseksualizm", który jest pejoratywny (a cała treść książki podkreśla jak ważne jest wyeliminowanie słów pejoratywnych dla asów). Oprócz tego super pozycja. Fajne kompendium wiedzy (począwszy od badań naukowych, a skończywszy na rozmowy z samymi asami)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to