Alfabet Tyrmanda

Okładka książki Alfabet Tyrmanda
Leopold Tyrmand Wydawnictwo: Wydawnictwo MG biografia, autobiografia, pamiętnik
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2020-01-15
Data 1. wyd. pol.:
2020-01-15
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377795910
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Alfabet Tyrmanda w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Alfabet Tyrmanda

Średnia ocen
6,7 / 10
35 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
624
624

Na półkach: , , , , , , , , , ,

Podstawową zaletą „Alfabetu Tyrmanda” jest to, że pozwala w pełni docenić wnikliwość obserwacji pisarza. Oprócz tego kompilacja jego tekstów z różnych lat i źródeł umożliwia przyjrzenie się charakterystycznemu gawędziarskiemu stylowi autora „Dziennika 1954”.
Dariusz Pachocki nie tylko sumiennie przejrzał wszystkie książki i artykuły prasowe Tyrmanda czy udzielone przez niego wywiady, ale dotarł też do jego rękopisów i maszynopisów, prywatnej korespondencji ze Sławomirem Mrożkiem, a nawet do materiałów zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej jak np. transkrypcje jego rozmów z podsłuchu telefonicznego prowadzonego przez służby bezpieczeństwa.

Dzięki "Alfabetowi Tyrmanda" możemy na nowo odczytywać istotne fragmenty "Dziennika 1954", gdyż pan Pachocki zamieszcza w swojej kompilacji oryginalne zapiski z rękopisu dzieła Tyrmanda, są to pierwotne wersje jego notatek, nieskażone cenzurą polityczną czy obyczajową. W kolejnych wydaniach "Dziennika 1954" oprócz cenzury politycznej , wydawcy utajniali pod inicjałami lub zmienionymi nazwiskami osoby, o których Tyrmand pisał, gdyż nie zawsze pisał na ich temat pozytywnie.
Zazwyczaj w przypadku tego typu pozycji najwięcej emocji wzbudzają hasła poświęcone właśnie znanym osobom. W „Alfabecie Tyrmanda” takich też nie brakuje, możemy tutaj przeczytać, co pisarz sądził o wielu współczesnych mu dziennikarzach (m.in. Zygmuncie Kałużyńskim, Mieczysławie Rakowskim), twórcach (np. Janie Kottcie, Zbigniewie Herbercie, Wandzie Jakubowskiej, Jerzym Putramencie) czy politykach (m.in. Władysławie Gomułce, Franklinie Roosevelcie). Większość tych notek stanowią fragmenty „Dziennika 1954”, ale znajdziemy tu również teksty powstałe później, które były drukowane w „Kulturze” i „Wiadomościach”, fragmenty "Cywilizacji komunizmu".
Stosunek Tyrmanda do wielu kolegów po piórze jest zazwyczaj dobrze znany jego wiernym czytelnikom, więc nie czeka na nich tutaj jakieś specjalne zaskoczenie.
Bez wątpienia interesująca jest natomiast możliwość prześledzenia opinii twórcy „Filipa” opublikowanych na ten sam temat na przestrzeni wielu lat (tak jest choćby w notkach o Aleksandrze Fordzie i Stefanie Kisielewskim oraz „Złym”).
Nie ukrywam, że dla mnie na przykład obydwie opinie Tyrmanda o znanym reżyserze Aleksandrze Fordzie były szokujące, ostre, bezkompromisowe aż do bólu, wyrażone bez ogródek, pełne emocji i zawierające fakty, o których nie miałam pojęcia. Czytałam je kilka razy i za każdym razem dosłownie wyskakiwałam z butów. To chyba najbardziej niepochlebna, wręcz miażdżąca opinia o znanej osobie napisana przez tego pisarza.
Z dużym zainteresowaniem przeczytałam również uwagi na temat Pawła Jasienicy.
W tym przypadku autor "Dziennika 1954" był dużo bardziej wyważony w ocenie kolegi po fachu.
Interesujące są także informacje o okolicznościach śmierci Ksawerego Pruszyńskiego. Zachęcam do zapoznania się z nimi, gdyż ówczesne władze z całą pewnością skwapliwie zatuszowały prawdę i przez wiele lat nie była ona ujawniana.

Doskonałym pomysłem było pogrupowanie zapisków Tyrmanda tematycznie i umieszczenie ich w porządku alfabetycznym. Dzięki temu czytelnik łatwo może odnaleźć interesujące go tematy. Dzięki temu, że w książce tej sąsiadują przemyślenia Tyrmanda z różnych okresów jego życia, możemy poznać jak zupełnie inne były jego doświadczenia w latach spędzonych w Polsce i na emigracji.

Uważam, że „Alfabet Tyrmanda” jest pozycją, która pozwala na nowo przyjrzeć się dorobkowi tego twórcy. I właśnie z tego powodu może okazać się ona dla wielu osób zachętą do powtórnego sięgnięcia po „Dziennik 1954” czy powieści tego kontrowersyjnego pisarza i publicysty.

Na koniec bardzo trafna i ważna refleksja, którą w przedmowie do "Alfabetu Tyrmanda" Dariusz Pachocki dzieli się z odbiorcami jego zawartości:
🔰"Każda publiczna wypowiedź świadomego pisarza zapewne przepuszczana jest przez wewnętrzny filtr kreacji. [...] Dlatego trzeba mieć świadomość, że hasła zawarte w tej publikacji zapewne nie relacjonują tego, co pisarz rzeczywiście myślał, a raczej to, co chciał byśmy sądzili na temat jego myśli".

I ja się z tymi słowami zgadzam, gdyż uważam , że Tyrmand był mistrzem autokreacji.

Przeczytane w ramach marcowego wyzwania LC: książka zawierająca teksty patrona roku 2020.

Podstawową zaletą „Alfabetu Tyrmanda” jest to, że pozwala w pełni docenić wnikliwość obserwacji pisarza. Oprócz tego kompilacja jego tekstów z różnych lat i źródeł umożliwia przyjrzenie się charakterystycznemu gawędziarskiemu stylowi autora „Dziennika 1954”.
Dariusz Pachocki nie tylko sumiennie przejrzał wszystkie książki i artykuły prasowe Tyrmanda czy udzielone przez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

112 użytkowników ma tytuł Alfabet Tyrmanda na półkach głównych
  • 73
  • 39
18 użytkowników ma tytuł Alfabet Tyrmanda na półkach dodatkowych
  • 8
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Leopold Tyrmand
Leopold Tyrmand
Leopold Tyrmand, pseud. Jan Andrzej Stanisław Kowalski (ur. 16 maja 1920 w Warszawie, zm. 19 marca 1985 w Fort Myers na Florydzie) – polski pisarz i publicysta, popularyzator jazzu w Polsce. Leopold Tyrmand urodził się w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Dziadek ze strony ojca, Zelman Tyrmand był członkiem zarządu warszawskiej synagogi Nożyków. Ojciec, Mieczysław Tyrmand posiadał hurtownię skór. Matką Tyrmanda była Maryla Oliwenstein. Jego rodziców podczas wojny wywieziono do Majdanka, tam zginął jego ojciec. Matka przeżyła wojnę, wyjechała do Izraela. Tyrmand nie ukrywał, że pochodzi z rodziny mieszczańskiej, ale nigdy nie wspominał o swoim żydowskim pochodzeniu, np. na kartach Dziennika 1954 rozważał skandynawską etymologię swojego nazwiska. W 1938 Tyrmand ukończył warszawskie gimnazjum im. A. Kreczmara. Wyjechał wtedy do Paryża, gdzie przez rok studiował na wydziale architektury Académie des Beaux-Arts, czyli Akademii Sztuk Pięknych. Tam zetknął się po raz pierwszy z zachodnioeuropejską kulturą oraz amerykańską muzyką jazzową. Obie te fascynacje pozostawiły trwały ślad w jego twórczości. W 1961 ukazuje się Filip. Jest to powrót do autobiografii wojennej, do kelnerskiego epizodu we Frankfurcie, gdzie polski cwaniak opływa we wszystko i oszukuje Niemców na wszystkie możliwe sposoby. Wreszcie jeszcze jeden powrót autobiograficzny nastąpił w wydanej już na emigracji także wielkiej powieści Życie towarzyskie i uczuciowe (1967). Jest to panorama środowisk artystycznych i dziennikarskich w Warszawie w latach powojennych, zarazem studium deprawacji moralnej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bruno. Epoka genialna Anna Kaszuba-Dębska
Bruno. Epoka genialna
Anna Kaszuba-Dębska
Muszę, ze wstydem przyznać, że poza lekturą Sklepów cynamonowych i małej notki na lekcjach polskiego, niewiele wiedziałem o Brunonie Schulzu. Aż do teraz. Bruno. Epoka genialna to biografia aspirująca do bycia totalną i są ku temu powody. Fajnie, że zaczyna się nielinearnie, bo artystę poznajemy jako dorosłego mężczyznę,  podczas pobytu w Paryżu, następnie poznajemy historię jego rodziny by zagłębić się w fakty, które go ukształtowały jako twórcę, pisarza, malarza, rysownika. Jak się okazuje z tego portretu był jedną z barwniejszych postaci artystycznego świata dwudziestolecia międzywojennego. To obraz barwny, niepokorny ale i niepokojący, o czym przekonujemy się, kiedy autorka, napracowawszy się, analizuje poszczególne dzieła artysty i poddaje je swoistej analizie i tłumaczy nam co i kto wpłynął na jego twórczość. Jest to bardzo ciekawe, bo sam Schulz zafascynowany był psychoanalizą między innymi i gdy przyjrzymy się jego tekstom i rysunkom widać tą fascynację. Książka dostarcza też historycznych faktów i dat, bo był to burzliwy czas i również kształtował go jako prozaika. Ostatnia część książki jest najsmutniejsza. Przedstawia sceny śmierci autora Sanatorium pod klepsydrą, a właściwie ich kilkanaście wersji, bo tego jak było nie możemy być pewni, tak niewiele z dorobku i życia Schulza zostało, że trochę dalej pozostaje on dla nas zagadką, także to jak umarł i tym większe należą się Annie Kaszubie-Dębskiej wielkie brawa i podziękowania, że uraczyła nas tą książką i teraz tacy ignoranci jak ja, mogą powiedzieć, że znają choć trochę życiorys Bruna Schulza. Serdecznie polecam!!! Za egzemplarz dziękuję @takczytam.poznan
jackspear217 - awatar jackspear217
ocenił na 7 11 miesięcy temu
Jego portret. Opowieść o Jonaszu Kofcie Piotr Derlatka
Jego portret. Opowieść o Jonaszu Kofcie
Piotr Derlatka
Po blisko rocznym przestawaniu z wierszami i piosenkami Jonasza Kofty zebranymi w dwóch tomach zatytułowanych „Co to jest miłość”, sięgnęłam nareszcie po biografię ich autora. A gdy ją skończyłam, poczułam żal, jak po stracie bliskiego mi człowieka. Przeczytany „Jego portret. Opowieść o Jonaszu Kofcie” dopełnił obraz twórcy, ten, który poznawałam wcześniej poprzez jego poezję i piosenki. To wcześniej było wizerunkiem romantyka, u którego liczy się słowo, jego brzmienie i nostalgia przemieszana z melancholią, który widzi i czuje więcej, który banał przemienia w brylant, który absurd przekuwa w celną ripostę. A który, na koniec, czuje wielkie zmęczenie i rozgoryczenie. Przedtem miałam tylko wyobrażenie, teraz otrzymałam fakty i konkrety. Teraz, dzięki Piotrowi Derlatce, objawił mi się dobry, utalentowany człowiek, niedostosowany do szarej prozy życia, zagubiony w niej i niepotrafiący zadbać o swoje pozaliteracko-towarzyskie powinności. Wymykający się codzienności i nudnym obowiązkom, któremu „kultura” picia alkoholu w PRL-u, padając na podatny grunt, odebrała zdrowie, rodzinę i życie. Według mnie najpiękniej o Jonaszu powiedział Andrzej Poniedzielski - „Jonasz pokazał nam, że w tym czarno-białym, zniewolonym kraju za pomocą dobrego manipulowania czernią i bielą można uzyskać szarość wpadającą w zieleń”. I chociaż, przed sięgnięciem po tę biografię, życie Jonasza Kofty nie było mi zupełnie obce, to dzięki niej dowiedziałam się o wiele, wiele więcej. Nie znałam bowiem wcale okresu poznańskiego i związanych z nim barwnych lat nauki w tolerancyjnym, na tle innych szkół średnich, liceum plastycznym. Wydawało mi się też, że o niezapomnianym XV Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, którego Kofta był dyrektorem artystycznym, wiem sporo, jednak o tym, że Telewizja Polska wycięła z montażu konferansjerkę Jerzego Stuhra podczas jednego z koncertów – nie wiedziałam! Właśnie podczas tego koncertu, krakowski aktor wcielił się w rolę technicznego, tego od przestawiania mikrofonów i kabli na scenie, tyle że na koniec i on sięgnął po mikrofon, i zaśpiewał… Wykonanie, ale przede wszystkim przesłanie piosenki Kofty „Śpiewać każdy może”, w tamtych czasach, było mocno kontrowersyjne. Autor biografii Jonasza Kofty wykonał godną podziwu weryfikację dokumentów i materiałów, dotarł do imponującej rzeszy osób, związanych z Koftą zawodowo i prywatnie, z którymi przeprowadził ogrom rozmów. Przedstawił szeroki kontekst historyczny, społeczny, kulturalny i obyczajowy czasów, w których żył twórca piosenek, ale tym samym rozmył Koftę na tym tle, zamiast go na nim wyróżnić. Pełny portret poety pojawia się tak naprawdę dopiero w ostatnim okresie życia, tym zdeformowanym chorobą i nałogiem. Mimo iż Derlatka ma niezły styl i gładko czytało mi się tę napisaną przez niego opowieść, wychodził z niego polonista-interpretator, który narzucał czytelnikowi swoje rozumienie sensu utworów Kofty. Miałam też podczas czytania wrażenie charakterystycznej akademickości tej książki, objawiającej się przesadnym nagromadzeniem cytatów, jak w naukowej dysertacji. Wydaje mi się, że autorowi zabrakło luzu, dystansu i wyrobienia, jakie prezentuje, chociażby, Mariusz Urbanek. Chylę jednak czoła przed kwerendą, której dokonał. I na koniec trochę Kofty… https://www.youtube.com/watch?v=00aoNd5osvY&ab_channel=fotopilot - w parodii „Grande Valse Brillante” Tuwima I jeszcze mój ulubiony „Song o ciszy”, bo milczenie jest złotem, naprawdę ;) https://www.youtube.com/watch?v=R3BGeDKqUIo&list=RDEMthoI8ID3LRPKvMM9aGT4HA&index=9&ab_channel=JonaszKofta-Topic Mister Oizo, dziękuję za mobilizację :)
wiola - awatar wiola
oceniła na 7 1 rok temu
King! Autobiografia Rafał Księżyk
King! Autobiografia
Rafał Księżyk Muniek Staszczyk
King! to autobiografia Muńka Staszczyka pióra znanego dziennikarza muzycznego Rafała Księżyka. Jak to możliwe, że autobiografia pióra nieStaszczyka, a nie po prostu biografia? To kwestia koncepcji – książka ma formę wywiadu okraszonego mnóstwem zdjęć, stopniowo odsłaniającego przed czytelnikiem muńkową prawdę o Muńku. Teoretycznie rzecz biorąc jest tu wszystko. Od wczesnego dzieciństwa spędzonego w częstochowskim bloku i pierwszych podwórkowych znajomości, przez całą podstawówkę i rodzącą się fascynację muzyką, po czasy słynnego IV liceum ogólnokształcącego. Potem powstanie T. Love Alternative, przyjazd do Warszawy, wsiąknięcie w branżę muzyczną, pierwsze festiwale, koncerty, płyty i kasety. Wreszcie sukces. Spodziewany czy niespodziewany, z całą pewnością oszałamiający. W sumie trwający aż do dzisiaj. W książce Muniek koncentruje się na swojej karierze, stopniowym budowaniu pozycji T. Love na muzycznej scenie, a później kolejnych płytach i zmianach personalnych w kapeli. Jednocześnie opisuje swoje życie prywatne. Relacje z kumplami, relacje z branżowcami, sposoby spędzania wolnego czasu. Znalazło się tu miejsce na wyjazd do Londynu za chlebem, problemy alkoholowe, narkotykowe, małżeńskie, wreszcie nawrócenie. Dla fana T. Love’u jest tu mnóstwo konkretów, anegdotek, drobnych ciekawostek. Ktoś, kto za kapelą nie przepada i w ogóle nie śledzi polskiej branży muzycznej, nie wie, kim był Panas, Brylewski, co grała Szwagierkolaska i gdzie są Hybrydy, King! może być drogą przez mękę. Muniek swobodnie operuje nazwami, rzuca tytuły płyt, nazwiska muzyków, ksywki swoich kumpli, w efekcie łatwo się w tym wszystkim pogubić. Z drugiej strony to wielka frajda poczytać o kapelach, które przepadły już dawno w pomrokach dziejów, a kiedyś grały na takim Jarocinie. Albo w konkurencyjnym liceum z Częstochowy, bo i takie są tu wstawki! Dla mnie to naprawdę fantastyczna książka, taka „ultimate kopalnia wiedzy” o Staszczyku. Tyle że ja kibicuje Muńkowi od wielu dekad, niejedną jego kasetę zajechałem i niejeden już koncert zaliczyłem. Wiem jednak, że chętnie sięgnę po inne książki Księżyka. Bo to jest konkret, a nie jakieś nudnawe bajeczki, które często serwuje się w zachodnich biografiach. Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/ Zapraszam do współpracy autorów i wydawców!
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na 8 10 miesięcy temu
Ginczanka. Nie upilnuje mnie nikt Izolda Kiec
Ginczanka. Nie upilnuje mnie nikt
Izolda Kiec
Obszerna biografia jednej z najbardziej intrygujących poetek dwudziestolecia międzywojennego. Autorka podejmuje próbę przywrócenia równowagi między legendą artystki a realnym obrazem jej życia i dorobku literackiego. Książka nie jest jedynie rekonstrukcją faktów – to także interpretacja, polemika ze źródłami i refleksja nad mechanizmami pamięci kulturowej. Publikacja ukazuje Ginczankę jako postać złożoną: młodą, niezwykle utalentowaną poetkę, która fascynowała się m.in. Tuwimem i czerpała inspiracje z poezji Skamandra czy Leśmiana. Jednocześnie jej wizerunek – pięknej, egzotycznej kobiety – przez lata przesłaniał wartość samej twórczości. Kiec stara się ten stereotyp przełamać, pokazując bohaterkę jako świadomą uczestniczkę życia literackiego Warszawy, ale też osobę uwikłaną w napięcia społeczne i narastający antysemityzm. Na szczególną uwagę zasługuje warsztat badawczy autorki. Kiec korzysta z licznych dokumentów, wspomnień i relacji świadków, zestawia je ze sobą i poddaje krytycznej analizie, proponując własne interpretacje. Dzięki temu biografia nie sprawia wrażenia hagiografii – przeciwnie, pozostawia miejsce na wątpliwości i niedopowiedzenia, podkreślając, że wiele fragmentów życia poetki nadal pozostaje niejasnych. Taka strategia zwiększa wiarygodność narracji i pokazuje trud pracy biografa, który musi mierzyć się z niepełnymi lub sprzecznymi źródłami. Książka jest zarazem portretem epoki. Fotografie, dokumenty oraz wspomnienia ludzi kultury pomagają odtworzyć atmosferę międzywojennego środowiska literackiego i zrozumieć kontekst, w którym rozwijał się talent Ginczanki. Tragiczny finał jej życia – aresztowanie przez gestapo i rozstrzelanie w 1944 roku – nadaje całej opowieści wymiar dramatyczny i każe patrzeć na niespełniony potencjał poetki jako na jedną z wielu strat wojennego pokolenia. Mocną stroną książki jest także próba demitologizacji bohaterki. Kiec nie unika tematów trudnych, takich jak doświadczenie zdrady czy powojenne zapomnienie twórczości Ginczanki, wynikające m.in. z uprzedzeń wobec jej pochodzenia. Dzięki temu książka staje się nie tylko biografią jednostki, lecz także opowieścią o tym, jak historia i ideologia wpływają na literacki kanon. Jeśli można wskazać potencjalną trudność lektury, jest nią momentami akademicki charakter narracji. Szczegółowość analiz i bogactwo materiałów źródłowych wymagają od czytelnika skupienia, ale jednocześnie stanowią ogromną wartość dla osób zainteresowanych historią literatury. Nie jest to biografia sensacyjna ani fabularyzowana – jej siła tkwi raczej w rzetelności i interpretacyjnej głębi. Ostatecznie „Ginczanka" jawi się jako ważna próba przywrócenia pamięci o poetce, której talent nie zdążył w pełni rozkwitnąć. To książka o kruchości kariery artystycznej, o niesprawiedliwości historii, ale też o potrzebie nieustannego reinterpretowania przeszłości.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na 7 2 miesiące temu
Stanisław Bareja alternatywnie Maciej Replewicz
Stanisław Bareja alternatywnie
Maciej Replewicz
„Ktoś, kto się boi śmiechu, boi się samego siebie” powiedział kiedyś Stanisław Bareja. Ta celna uwaga reżysera może posłużyć jako odpowiedź na pytanie: dlaczego tzw. „władza” niszczyła go i starała się utrudniać mu pracę jak tylko się dało. To, że „cenzura” czy tzw. „aktyw partyjny” niszczył Bareję mnie nie dziwi, ale to, że do tej grupy dołączyli koledzy filmowcy już tak. Tego nie jestem w stanie zrozumieć. Siła zawiści i podłości jest jednak ogromna i wszechobecna. Szkoda, że dopiero po latach Bareja został doceniony, przede wszystkim przez widzów, którzy mówią w życiu codziennym tekstami z: „Misia”, „Bruneta wieczorową porą”, „Nie ma róży bez ognia”, czy „Zmienników”. To jest chichot historii, na pohybel prześladowcom. Szkoda tylko, że to śmiech przez łzy. Filmy Barei przetrwały próbę czasu i są cennym świadectwem epoki, w których na nieszczęście przyszło mu żyć. Książka Macieja Replewicza to kopalnia wiedzy dla fanów i zainteresowanych historią kina. Ciekawostki i kulisy dotyczące filmów i aktorów. Dla mnie najciekawsze były opowieści aktorów współpracujących z reżyserem i ich perspektywa. Informacje o tym jakim prywatnie człowiekiem był Staszek, jak o nim mówili. Jak ewoluowały scenariusze moich ulubionych filmów i ile musiał się nakombinować, żeby w ogóle doszło do ich realizacji. Dlaczego często w filmach Barei grali członkowie ekipy i jego znajomi ? Te wszystkie kwestie (i wiele więcej) opisuje w arcyciekawej pozycji, do której przeczytania gorąco zachęcam. Na zakończenie scenka z mojego prywatnego życia: Któregoś dnia przychodzi do mnie córka i mówi: - Tato, „zniszczyłeś” mi dzieciństwo ! - Dlaczego ? – pytam zaniepokojony - Przez te teksty, które tak często powtarzasz…Myślałam, że to twoje powiedzonka, a to teksty z „Misia” !
MaciekWroc - awatar MaciekWroc
ocenił na 9 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Alfabet Tyrmanda

Więcej
Leopold Tyrmand Alfabet Tyrmanda Zobacz więcej
Leopold Tyrmand Alfabet Tyrmanda Zobacz więcej
Więcej