Psychologia życia społecznego

Okładka książki Psychologia życia społecznego autora Wilhelmina Wosińska, 8389574349
Okładka książki Psychologia życia społecznego
Wilhelmina Wosińska Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne (GWP) nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
703 str. 11 godz. 43 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
703
Czas czytania
11 godz. 43 min.
Język:
polski
ISBN:
8389574349
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Psychologia życia społecznego w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Psychologia życia społecznego

Średnia ocen
7,7 / 10
11 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Psychologia życia społecznego

Sortuj:
avatar
517
321

Na półkach:

Pomysl powstania ksiazki zrodzil sie w czasie wykladow jakie profesor Wosinska prowadzila na Uniwesytecie w Arizonie.
Powstal niezwykle przystepny podrecznik zorientowany na praktyczne zastosowanie psychologii spolecznej. Wyjasnia sposoby myslenia i zachowania czlowieka w kontaktach z innymi ludzmi. Barwnym jezykiem i w oparciu o przyklady z codziennej polskiej rzeczywistosci autorka opowiada o odczuwaniu, emocjach, agresji, perswazji, uleglosci, przyjazni, milosci. Uprzedzeniach, zdrowiu, zachowaniu konsumenta. Daje przyklady skutkow naiwnej wiedzy psychologicznej, tlumaczy np. dlaczego zaangazownie czlonkow w dzialania grupy jest tym wieksze, im bardziej ponizajace sa praktyki ceremonii inicjacji.
Pelna fachowej wiedzy i entuzjazmu, fascynujaca lektura o uniwersalnych problemach czlowieka.

Pomysl powstania ksiazki zrodzil sie w czasie wykladow jakie profesor Wosinska prowadzila na Uniwesytecie w Arizonie.
Powstal niezwykle przystepny podrecznik zorientowany na praktyczne zastosowanie psychologii spolecznej. Wyjasnia sposoby myslenia i zachowania czlowieka w kontaktach z innymi ludzmi. Barwnym jezykiem i w oparciu o przyklady z codziennej polskiej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1179
439

Na półkach:

Szczerze polecam. Przyjemna odmiana w mnogości podręczników z psychologii społecznej, pisanych przez mężczyzn. Ta napisana przez kobietę i dobrze napisana. Fajne przykłady, ciekawy układ książki.

Szczerze polecam. Przyjemna odmiana w mnogości podręczników z psychologii społecznej, pisanych przez mężczyzn. Ta napisana przez kobietę i dobrze napisana. Fajne przykłady, ciekawy układ książki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

49 użytkowników ma tytuł Psychologia życia społecznego na półkach głównych
  • 31
  • 15
  • 3
18 użytkowników ma tytuł Psychologia życia społecznego na półkach dodatkowych
  • 6
  • 6
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Psychologia życia społecznego

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Męskość, kobiecość. O różnicach wynikających z płci Sandra Bem
Męskość, kobiecość. O różnicach wynikających z płci
Sandra Bem
Zabierając się za książkę Sandry Lipsitz Bem ,,Męskość, kobiecość. O różnicach wynikających z płci” tak naprawdę nie wiedziałam, czego się spodziewać, ponieważ z jednej strony studiuję kierunek pośrednio związany ze zjawiskiem płci zarówno biologicznej, jak i kulturowej, z drugiej całość ideologii gender to wciąż dla mnie coś nowego, o czym nie posiadam zbyt wielu informacji, mam braki, a nawet jestem ignorantką, chociaż staram się to wszystko nadrobić. Po lekturze wiem, że moje podejście do płci kulturowej było ograniczone i mylne. Nie wiedziałam, iż tak wiele zależy od kultury, w której się wychowujemy i jak wiele przekazów wynosimy z androcentryzmu, który uznajemy za wzór, do którego powinniśmy dążyć. Nie oznacza to oczywiście, iż wszyscy powinniśmy stać się mężczyznami, ale płeć męska wyznacza normę, w której się znajdujemy i wokół której oscylujemy, uznając doświadczenia i poglądy kobiet za mniej wartościowe, jakościowo gorsze, nieznaczące. Taki układ świata jest nierówny i krzywdzący, sprawia, iż grupy uprzywilejowane pozostają uprzywilejowane, a pozostałe nadal zmuszane są do dostosowania się do pokazanego i niedoścignionego ideału. Kultura budowana na podstawie doświadczeń mężczyzn ukazywana jest jako destrukcyjna i kompetetywna; jako równowagę autorka wysnuwa momentami twierdzenia, iż świat oparty na gyno- czy kobietocentryzmie byłby zgoła inny, spokojniejszy, harmonijny, opiekuńczy. Nie mogę się z tym zgodzić. Wiele kobiet wykazuje cechy charakteru utożsamiane typowo z męskimi – agresja, współzawodnictwo, przewodzenie, brak chęci do posiadania dzieci i opieki nad nimi – które nie wynikają z dostosowania się do androcentrycznego spojrzenia na społeczeństwo. Po prostu nie wszystkie przedstawicielki płci pięknej stworzone są jako delikatne i podległe istoty. I nie ma w tym niczego dziwnego, są po prostu (jak to przedstawiała autorka) osobnika androginicznymi. Patrząc więc na to z tej strony, nie sądzę, aby świat typowo kobiecy był mniej spokojny czy pozbawiony starć i wojen. Takie porównania i nawiązania ze strony autorki zdarzają się niezwykle rzadko na tle całości książki, jednak zaburzają mi ogólny jej odbiór. Sandra Lipsitz Bem w interesujący sposób przeprowadza nas przez świat biologii i kultury, aby w końcu dokonać podsumowania, w którym podaje pod rozważania temat wychowania jednostki neutralnej rodzajowo. Wynika z tego, iż musielibyśmy najpierw pozbyć się uprzedzeń i wdrukowanych schematów postrzegania ludzi przez pryzmat płci. Sytuacja jest skomplikowana – aby nie używać słowa beznadziejna – ponieważ nie wszyscy żyją w poczuciu nierówności oraz nie każda osoba byłaby w stanie nie utożsamiać się ze swoją płcią biologiczną i z przystosowanymi do niej rolami. Aby doprowadzić do tak szeroko zakrojonej utopii musielibyśmy przeformułować i zreformować instytucje i ludzkie myślenie oparte niemal w całości na androcentryzmie. Niestety wieku życia w takich kręgach kulturowych odcisnęły na ludziach tak wielkie piętno, iż nie wiem czy w ogóle możliwy jest taki obrót sprawy. Oczywiście poszkodowane są na tym osoby zaliczające się do grup dyskryminowanych a także osoby androginiczne. A co z tymi, które dobrowolnie godzą się na bycie kobietami i liczą się z niższą pozycją z tym związaną? Rozdział poświęcony esencjalizmowi biologicznemu rzucił nowe światło na postrzeganie płci biologicznej. Zwrócenie uwagi na fakt, iż zarówno osobniki męskie, jak i żeńskie są w równym stopniu zdolne do opiekowania się potomstwem sprawia, iż zakładanie podległości z powodu różnic biologicznych jest nie tylko krzywdzące, ale i niewłaściwe. W dychotomii dotyczącej płci jedynie kobiety są w stanie zachodzić w ciążę i rodzić dzieci, co nie oznacza jednak, iż przez to są słabsze, należy się nimi opiekować albo same skazane są na sromotną porażkę. Walki feministek i wiele czynników spowodowało założenie o równości, które i tak okazało się pozytywne i równane do wzorca męskiego – operacje związane z prostatą zaliczały się do pakietu zdrowotnego, ciąża i poród już nie, ponieważ był on specyficzny dla jednej płci, a więc – nierówny. Samo założenie jest więc z gruntu błędne i niewłaściwe. Idąc tokiem rozumowania esencjalizmu biologicznego z jednej strony jesteśmy w stanie ograniczyć płcie do rozrodu, natomiast z drugiej powoduje nierówności z powodu pewnego niedostosowania do androcentrycznego wzorca. Nierówności te podbudowują kultura i instytucje społeczne. Prawdziwym odkryciem dla mnie było zakorzenienie pewnych uprzedzeń już w religii judeochrześcijańskiej, w której Ewa przedstawiana była jako uosobienie bogini stworzycielki, którą należało zdetronizować, aby nad regionem zapanował Jahwe. Ponadto fakt, iż uległa wężowi pokazuje ją jednoznacznie jako o słabszej woli i moralności od mężczyzny, a także jako seksualne zagrożenie ściągające mężczyzn na nieodpowiednią drogę. Następnie podejście takie było powielane i rozbudowywane, aby przez mity i psychoanalizę w niemal niezmienionej formie pozostać do dziś. Tekst powoduje, iż zaczynam się zastanawiać nad tym, kim jestem. Nie utożsamiam siebie bezpośrednio z kobietą poza oczywistymi wskaźnikami jak piersi czy długie włosy. Nie zwracam uwagi na komentarze, iż zachowuję się nie kobieco, ponieważ reaguję agresją czy gram w gry komputerowe. Bywały momenty, w których ,,ometkowanie” płciowe bywało dotkliwe, aczkolwiek zazwyczaj żyję nie jako kobieta, a jako człowiek – w pełnym tego słowa znaczeniu. Jest to dobra podstawa do utopii, jednak naturalnym jest, iż nie wszyscy myślą w ten sam sposób. Działania feministek niejednokrotnie opacznie zrozumiane, innym razem celowo ubarwione, doprowadziły do sytuacji, w której mierzymy się w codziennej rzeczywistości z poprawnością polityczną i parytetami, paradoksalnie stawiającymi grupy dyskryminowane w punkcie wyjścia. Domagamy się specjalnych praw i takiegoż traktowania, równości szans i reparacji za wcześniejszą dyskryminację, co pokazuje, iż grupy takie są słabe i niezdolne do funkcjonowania na równi zresztą społeczeństwa. Czy naprawdę o to chodziło? Muszę jednak przyznać, iż tekst otworzył mi oczy na to, jak wiele determinuje kultura i jak głęboko jestem w niej zakorzeniona. Wpływ przypomina wręcz determinizm kulturowy, w którym zamiast być postrzegana przez pryzmat umiejętności, ludzie widzą mnie jako kobietę zdolną do pełnienia ról matki i żony, bez zwrócenia uwagi na fakt, iż być może inaczej odczuwam swoje powołanie albo naprawdę jestem w stanie coś odkryć w nauce/dobrze sprawdzić się w roli pracownika wysokiego szczebla. Jest to krzywdzące. W jaki sposób z tym walczyć? Zapewne edukować i podkreślać równość oraz nie zastępowalność obu płci, ponieważ to, że się różnimy jest faktem, nie należy jednak do tego dorabiać ideologii niższości i wyższości czy zazdrości. Kwestię ,,zazdrości o penisa”, również mamy obecnie przepracowaną, ponieważ Freud się mylił – kobiety nie zazdroszczą narządu, a to, co on symbolizuje, gdyż już od najmłodszych lat dziewczynki i chłopcy są w stanie zrozumieć różnice i przywileje z nimi związane. Tak naprawdę wszystko rozwija się w głowie – nie tylko poszczególnych jednostek, ale całej struktury społecznej. Androcentryczne spojrzenie instytucji społecznych również nie ułatwia zmiany postrzegania. Seksistowskie żarty, gwałty na randkach, tradycyjny podział ról – to jedynie odbicie starego porządku, który o ile nie powinien zostać całkowicie wymazany (utopijne podejście),powinien ulec zmianie na tyle, aby zachowania czy ujęcie dominacja-podległość nie były definiowane w kategoriach rodzaju. Nie ma nic złego w różnicach, ubarwiają one życie i sprawiają, że świat jest ciekawy, dlaczego więc nie traktować różnic pomiędzy kobietą i mężczyzną jak tych, które dotyczą poszczególnych ludzi? Przecież różnię się od swojej mamy, przyjaciółki, brata czy chłopaka i nie ma w tym nic złego ani nienaturalnego. Dlaczego więc różnice pomiędzy płciami są tak podkreślane, często z niekorzyścią na rzecz jednej z nich (mówię o sytuacji seksizmu, który utarł się obecnie w taki sposób, iż zachowania niepożądane przeciw kobietom ze strony mężczyzn są seksizmem, ale takie same zachowania do mężczyzn ze strony kobiet już nie – dlaczego?)? Sandra Lipsitz Bem z pewnością wniosła wiele do mojego postrzegania świata – przede wszystkim rozwinęłam wiedzę o psychoanalizie a także konstrukcji społecznej i samego gender, aczkolwiek patrząc z perspektywy niemal 18 lat momentami publikacja jest przestarzała, ponieważ wiele się zmieniło na rzecz praw kobiet i równości czy też w ogóle odbioru płci pięknej. Niemniej na pewno każdy, kto decyduje się na zagłębienie w tematykę gender powinien zagłębić się w tekst. Nie można jednak robić tego bezrefleksyjnie, a przepuścić przez filtr swojej wiedzy i doświadczeń, które wzbogacone o te informacje mogą okazać się niezwykle cenne i budować podwaliny pod przyszłe badania czy nowy sposób postrzegania świata i otaczającej go rzeczywistości.
Daria Wrona - awatar Daria Wrona
oceniła na67 lat temu
Homoseksualizm u mężczyzn : aspekty psychologiczne, psychiatryczne i ewolucyjne Arkadiusz Brzask
Homoseksualizm u mężczyzn : aspekty psychologiczne, psychiatryczne i ewolucyjne
Arkadiusz Brzask
Wydawałoby się, że na początku XXI wieku nie istnieje już zjawisko tabu dotyczące najbardziej delikatnej i intymnej sfery człowieka jaką jest jego seksualność. Powstało przecież bardzo wiele różnego typu książek, opracowań i analiz, dotykających najprzeróżniejszych doświadczeń i ludzkich zachowań, omawiając je bez żadnego skrępowania i rumieńców na twarzy. Ale jednak, jak się okazuje, temat wcale nie został do końca przepracowany i definitywnie zinterpretowany. Często dostajemy do wglądu tylko jeden aspekt tej skomplikowanej w opisie rzeczywistości, bo mimo zdjęcia z niej różnorodnych zasłon, pod którymi skrywały się mroczne i jasne tajemnice ludzkiej seksualności, okazuje się, że są tam jeszcze nadal i jest ich wbrew pozorom bardzo dużo. Są przestrzenie, które nadal nie zostały zbadane lub ich opisy są nieakceptowane i kontestowane jako sprzeczne z obowiązującymi modelami przyjętymi przecież jako jedynie obowiązujące a więc słuszne. Co gorsza, autorzy, którzy próbują dotrzeć do tej strefy zakazanej i stanąć okoniem narażeni są na liczne szykany i ostracyzm środowiska jako ci, którzy łamią zawodowe ustalenia, a więc stają się odstępcami. Różne mogą być powody takiego podejścia. Autor niniejszej książki, która ukazuje się pod pseudonimem, podaje jako motyw usprawiedliwienia się z tego zabiegu przede wszystkim negatywny klimat panujący w społeczności akademickiej, która mocno skostniała i uwiązana relacjami z takimi strukturami jako środowiska kościelne czy polityczne absolutnie nie chce dopuścić, by tym grupom wpływu narazić się głoszeniem poglądów, które mimo swej naukowej podbudowy, wyraźnie zaprzeczają treściom przez nich promowanym, bo nie poddane odniesieniom moralnym czy religijnym. To nie tylko cofa naukę w jej dążeniu do prawdy, ale naraża też wiele osób na tkwienie w mitach i błędnych przekonaniach, bo uznawanych przez większość za prawdziwe i słuszne, bo dobre społecznie mimo, że de facto niszczące jednostkę i kłamiące, co do istoty problemu. A problem to przecież nie błahy, bo dotyczy interpretacji i sposobu podejścia do zagadnienia homoseksualizmu wśród mężczyzn, a w przypadku Autora jest próbą pokazania na jak chwiejnych podstawach zbudowane są dzisiejsze paradygmaty i ile w nich niedopowiedzeń, przeinaczeń a nawet oszustw, a kiedy chce i próbuje się z nimi zmierzyć, to musi się uciec do pseudonimu, by nie narazić siebie i swojej rodziny na reperkusje. A mówimy o wolności naukowego poznania, a okazuje się, że mówienie i pisanie inaczej niż głoszą to oficjalne czynniki naukowe to prosta droga do stygmatyzacji. Wraz z tą lekturą przychodzi nam się zmierzyć nie tylko z poczuciem klęski jakim jest świadomość, że mogą istnieć inne schowane alternatywne badania i naukowe opisy, różne od tych, które są prezentowane w podręcznikach. To zmusza do przyjęcia tezy, że komuś zależy na tym, by takie informacje nie dostawały się do publicznego dyskursu, ale również jest to klęska nauki, która utraciła swoją prawdziwość na rzecz moralności, ideologii, systemów religijnych i nie poznaje prawdy tylko dostosowuje się do wygodnych kanonów, bo tak łatwiej, prościej. Autor podjął się niezwykle trudnego zadania, by pokazać fenomen orientacji seksualnej u mężczyzn w jej najczystszym naukowym odniesieniu, bez żadnych zabarwień i nacisków. Kwestionuje wszelkie zależności kulturowe, religijne, które próbowały patologizować problem i odsłania negatywne skutki takich działań, które sprawiały, że taka osoba stawała się napiętnowana społecznie i straumtyzowna, co doprowadzało do wielu egzystencjalnych tragedii i dramatów. Cel jaki sobie stawia to demitologizacja homoerotyzmu, przybliżenie czytelnikowi najnowszej wiedzy o biologicznych i neuropsychologicznych korelatach orientacji homoseksualnej. Jako naukowiec zdaje sobie sprawy z drażliwości tematu, ale stawia sobie za cel pokazanie jak często środowiska stygmatyzujące i potępiające homoseksualizm dobierają selektywnie i tendencyjnie określone wyniki badan ? w książce przytacza szereg prowadzonych eksperymentów i ich wyniki, co prowadzi do narzucenia jedynie słusznej, ale i wrogiej osobom homoseksualnym interpretacji. Jednak, żeby zachować też naukowy dystans wyraźnie pokazuje, że również środowiska gejowskie nie biorą pod uwagę faktu, że nie każdy musi rozumieć istotę odmienności orientacji homoseksualnej, a jeśli nawet ją rozumie, to że nie jest zobowiązany uczestniczyć w promowaniu tej kultury. Jego teza jest tu ostra, poczucie płci i orientacja seksualna nie są świadomym wyborem osoby, lecz skutkiem organizacji ośrodkowego układu nerwowego, a zatem i psychiki, dlatego też nie do przyjmuje on poglądu, że wybór orientacji jest zdeterminowany seksualnie. Takie podejście sprawia, że niniejsza książka jest pretekstem do dalszej dyskusji, i to zarówno dla jednej i drugiej strony sporu, gdzie dla Autora najważniejszą sprawą są rzeczowe argumenty, a nie jakiekolwiek ideologiczne aksjomaty pasujące do przyjętych przez uczestników sporu tez, bo liczy się nauka a nie mniemania. Ciekawa lektura.
Antoni Leśniak - awatar Antoni Leśniak
ocenił na89 lat temu
Psychologia starzenia się i starości Stanisława Steuden
Psychologia starzenia się i starości
Stanisława Steuden
Podręcznik akademicki. Pełen niestety oczywistych twierdzeń, momentami odrealniony. Chciałabym, aby starość wyglądała tak jak w tej książce. Niestety praktyka pracy z takimi osobami pokazuje inaczej. Tego mi zabrakło. Tej ciemnej strony medalu i ku przejściu na stronę jaśniejszą. Rozumiem, iż nie jest to pozycja dla praktyków, ale to jest jednak psychologia. Pamiętajmy, że jesteśmy ludźmi dla ludzi. I kiedy nasze badania i teorie zaczynają odbiegać od rzeczywistości powinniśmy zastanowić się nad sensownością naszych poczynań. Szczęśliwej starości nie musimy pomagać. Pamiętajmy, że psychologowie pracują przede wszystkim z problemami, deficytami i zaburzeniami. I może warto by było poruszyć ten aspekt głębiej we wprowadzeniu do psychologii opisywanego okresu życia. PS To książka psychologiczna, nie religijna. Nie rozumiem zatem mnogości nawiązań do jedynej słusznej religii i wielkiego autorytetu - naszego papieża polaka. Co go łączy z tym tematem? Że był w tej grupie wiekowej? Że do niej nawiązywał w swoich pismach? Mamy naprawdę dużo psychologów o podobnym doświadczeniu zajmujących się zawodowo tym tematem. Uważam, że jest to wysoce nieprofesjonalne i niestosowne, a może wręcz dyskryminujące. Pamiętajmy, że jest wielu psychologów i osób starszych nie będących katolikami. Szanujmy to, i jak mówi książka szanujmy siebie nawzajem (nie byłoby we mnie może tyle złości w tym temacie gdyby nie podkreślanie iż jest to pozycja naukowa oraz to że została wydana przez wydawnictwo NAUKOWE PWN).
Ewa - awatar Ewa
oceniła na65 lat temu
Reprodukcja. Elementy teorii systemu nauczania Pierre Bourdieu
Reprodukcja. Elementy teorii systemu nauczania
Pierre Bourdieu Jean-Claude Passeron
Niesamowita ilość badań i refleksja autorów spowodowały że Reprodukcja stała się jedną z moich ulubionych pozycji o tematyce socjologicznej. O tyle osobista, bo obecnie studiuje na uczelni wyższej (która jest głównym tematem drugiej części książki). Reprodukcja jest jak podtytuł sugeruje, o systemach nauczania. Konkretnie jak formułuje się przez przemoc symboliczną działanie pedagogiczne, następnie autorytet pedagogiczny i na końcu jak może powstać z tego konkretny system nauczania. Bourdieu odwołuje się przy tym do (głównie) trzech myślicieli: Webera, Marksa i Durkheima. Od każdego z nich czerpie, ale też krytykuje ich koncepcje. Tak jak Weber jest chwalony za biurokratyczną analizę edukacji, tak obrywa od Bourdieu za nieuwzględnianie historycznych i innych pozabiurokratycznych przesłanek. Od Durkheima bierze koncepcję autonomiczności pedagogiki, ale krytykuje naiwne neutralne podejście do autonomiczności szkoły czy uniwersytetu. Od Marksa przyjmuje koncepcję społeczeństwa jako złożonych stosunków społecznych, ale poddaje krytyce jego ekonomiczny redukcjonizm. Tworzy to wybuchową mieszankę, pozwalającą na rozbudowaną analizę systemu edukacji. Czyta się to wszystko świetnie i czytelnik ciągle jest pod wrażeniem tego co ma do powiedzenia Bourdieu. Jest to też po części projekt polityczny, gdyż ciężko jednoznacznie oddzielić działalność naukową Bourdieu od zobowiązania myślicieli do działania na rzecz społeczeństwa. Ja osobiście bardziej szanuje za to autora niż gdyby zajął "neutralne" stanowisko. Ta samoświadomość autora, znajdującego się w uprzywilejowanej pozycji i potem wykorzystującego tą pozycję aby działać rezonuje z moim myśleniem o tym kim powinien być intelektualista (nawet jeżeli za tym słowem niekoniecznie przepadam, a używam go jako pewien skrót myślowy na potrzeby tej recenzji).
Adrian Czapka - awatar Adrian Czapka
oceniła na93 lata temu
Człowiek w teatrze życia codziennego Erving Goffman
Człowiek w teatrze życia codziennego
Erving Goffman
Goffman wyszedł z prostego założenia: życie to scena. Niezależnie od tego, czy jesteś w pracy, na randce, czy nagrywasz vloga – grasz. Masz swoją rolę, masz scenariusz i masz publiczność. Brzmi znajomo? No pewnie. Jako twórcy wideo robimy to non stop. Ale Goffman rozbiera to na czynniki pierwsze w sposób, który otwiera oczy. Kluczowe pojęcia (czyli słownik youtubera według Goffmana) Fasada (Front Stage) – To jest to, co widzicie na moich filmach. Ustawione światło, dobrany kadr, merytoryczna gadka, Patryk-ekspert. Goffman mówi wprost: to nie jest kłamstwo, to jest występ. Publiczność (wy) oczekuje pewnej spójności. Jakbym nagrał odcinek o biznesie w brudnym dresie i bełkocząc, „występ” by się posypał, bo fasada nie pasuje do roli. Kulisy (Back Stage) – To jest to, czego kamera nie widzi. Moment, kiedy klnę, bo karta pamięci padła, albo kiedy siedzę w gaciach i montuję materiał o 3 w nocy. Goffman genialnie zauważa, że kulisy muszą być chronione. Jeśli wpuścisz widzów za kulisy za głęboko, czar pryska. To dlatego te wszystkie „autentyczne” stories influencerów to też jest... fasada, tylko inna. Zespół (Team) – To nie tylko ludzie, z którymi pracujesz. To każdy, kto pomaga ci utrzymać iluzję. Jeśli robisz wywiad, twój gość staje się częścią twojego zespołu – musicie grać do jednej bramki, żeby rozmowa wyszła dobrze. Jeśli gość zacznie cię ośmieszać na wizji, niszczy występ. Dlaczego warto to przeczytać w 2025 roku? Bo ta książka leczy z kompleksów i naiwności. Leczy z naiwności, bo przestajesz wierzyć w idealne życie ludzi z Instagrama. Widzisz szwy. Widzisz, gdzie kończy się fasada, a zaczyna reżyseria. Leczy z kompleksów, bo rozumiesz, że każdy gra. Prezes banku gra prezesa, lekarz gra lekarza (Goffman podaje świetny przykład lekarza, który przepisuje placebo, bo pacjent oczekuje "leczenia" – to czysty teatr!). Ty jako twórca też masz prawo grać. Goffman uczy, jak zarządzać wrażeniem. To brzmi manipulacyjnie, ale tak naprawdę chodzi o profesjonalizm. Jeśli chcesz być odebrany jako ekspert, musisz zadbać o rekwizyty (sprzęt, studio) i maniery (język, pewność siebie). To nie jest udawanie, to jest wchodzenie w rolę. Minusy? (Bo są) To jest książka naukowa. Język momentami jest suchy jak wiór. Nie ma tu "błyskotliwych anegdotek" w stylu Gary'ego Vaynerchuka. Trzeba się skupić, czasem przeczytać zdanie dwa razy. Jeśli szukacie lekkiej lektury do pociągu, to możecie się odbić. Ale z drugiej strony – to jest samo mięso. Nie ma tu lania wody motywacyjnego. Jest chłodna analiza tego, jak działają ludzie.
Patryk_k - awatar Patryk_k
ocenił na94 miesiące temu
Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii Alice Miller
Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii
Alice Miller
Specyficzna książka. Z jednej strony zawiera szereg bardzo trafnych obserwacji i wniosków, które w czasie jej powstawania uchodzić mogły za rewolucyjne i obrazoburcze a dziś są po prostu podstawą wychowanie: dziecku należy się szacunek, nie wolno go krzywdzić fizycznie ani emocjonalnie. Z drugiej strony jest jednak mocno zanurzona w postpsychoanalizie. Autorka jest wielką zwolenniczką tego nurtu i sama go praktykowała, nie trudno więc się dziwić, że psychoterapię w duchu psychoanalizy uważa za jedyną słuszną drogę do odkrycia stłumionych popędów i przepracowania traum. Kontrowersyjny jest też pogląd, zgodnie z którym każde działanie o charakterze pedagogicznym jest z gruntu szkodliwe i nastawione na niszczenie woli dziecka – to chyba jednak zbyt daleko idące uproszczenie. Mam też poczucie pewnej nadinterpretacji biografii osób, których życiorysy są analizowane. Każdy fakt – łącznie z tymi nie mającymi historycznego potwierdzenia – wykorzystuje autorka jako dowód na poparcie swojej tezy. Robi to bardzo sprawnie a jednak ma się często wrażenie, że pewne wnioski wyciągane są na wyrost. Trudno to ocenić nie będąc specjalistą. Mając to wszystko na uwadze nadal sądzę, że z tą książką warto się zapoznać. To jedna z tych pozycji, które mają za zadanie udzielić odpowiedzi na odwieczne pytanie „unde malum?” – i uważam, że robi to dobrze. Nie ma urodzonych złoczyńców – są tylko źle traktowane dzieci, które nie poradziły sobie z przemocą dorosłych. Nikt nie ma moralnego prawa potępić nawet zbrodniarza – bo splot okoliczności, które doprowadziły do jego wykolejenia jest nie do powtórzenia. Nie możemy mówić „ja na jego miejscu” bo nikt nigdy nie jest na innym miejscu, niż swoim własnym. Ludzi, którzy popełnili straszne czyny możemy i powinniśmy izolować od społeczeństwa, ale zamiast łatwego osądu o wiele właściwsze jest zadanie pytania, skąd wzięły się destrukcyjne popędy przestępcy. Można potępić czyn jednocześnie starając się zrozumieć człowieka. The Other Person Is You.
SagittariusA - awatar SagittariusA
oceniła na66 miesięcy temu

Cytaty z książki Psychologia życia społecznego

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Psychologia życia społecznego