Gdyby nasze ciało potrafiło mówić

Okładka książki Gdyby nasze ciało potrafiło mówić autora James Hamblin, 9788365973252
Okładka książki Gdyby nasze ciało potrafiło mówić
James Hamblin Wydawnictwo: Marginesy nauki przyrodnicze (fizyka, chemia, biologia, itd.)
432 str. 7 godz. 12 min.
Kategoria:
nauki przyrodnicze (fizyka, chemia, biologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
If Our Bodies Could Talk
Data wydania:
2018-05-23
Data 1. wyd. pol.:
2018-05-23
Liczba stron:
432
Czas czytania
7 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365973252
Tłumacz:
Jacek Konieczny
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Gdyby nasze ciało potrafiło mówić w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Gdyby nasze ciało potrafiło mówić



książek na półce przeczytane 659 napisanych opinii 659

Oceny książki Gdyby nasze ciało potrafiło mówić

Średnia ocen
6,6 / 10
373 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Gdyby nasze ciało potrafiło mówić

avatar
280
123

Na półkach: ,

Czytałam dość długo, bo na tz. "raty". A to dlatego że nie jest to pozycja do przeczytania na raz , natomiast na pewno warta zapoznania się z nią. Przede wszystkim napisana przystępnym językiem , poza tym zawiera sporo informacji objaśniających działanie naszego organizmu i wiele ciekawostek, które powodują sięganie po uzupełnienie wiedzy.

Czytałam dość długo, bo na tz. "raty". A to dlatego że nie jest to pozycja do przeczytania na raz , natomiast na pewno warta zapoznania się z nią. Przede wszystkim napisana przystępnym językiem , poza tym zawiera sporo informacji objaśniających działanie naszego organizmu i wiele ciekawostek, które powodują sięganie po uzupełnienie wiedzy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
204
73

Na półkach: ,

Ciekawa, rozwijająca. Fajny pomysł na książkę w formie pytań i odpowiedzi. Choć przy niektórych wątkach mnie nudziła, lub problem był zbyt szczegółowo opisany.. Czasem autor odbiegał od głównego pytania i zostawiał mnie nadal z brakiem odpowiedzi..

Ciekawa, rozwijająca. Fajny pomysł na książkę w formie pytań i odpowiedzi. Choć przy niektórych wątkach mnie nudziła, lub problem był zbyt szczegółowo opisany.. Czasem autor odbiegał od głównego pytania i zostawiał mnie nadal z brakiem odpowiedzi..

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
171
80

Na półkach:

Momentami ciekawe bardziej, momentami mniej. Niemniej przeczytane.

Momentami ciekawe bardziej, momentami mniej. Niemniej przeczytane.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1280 użytkowników ma tytuł Gdyby nasze ciało potrafiło mówić na półkach głównych
  • 780
  • 466
  • 34
177 użytkowników ma tytuł Gdyby nasze ciało potrafiło mówić na półkach dodatkowych
  • 113
  • 16
  • 12
  • 11
  • 9
  • 8
  • 8

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Człowiek i błędy ewolucji Nathan H. Lents
Człowiek i błędy ewolucji
Nathan H. Lents
Książkę czyta się błyskawicznie – to taka lekka przebieżka po wszystkich błędach konstrukcyjnych ludzkiego ciała, których kompetentny inżynier na pewno by nie popełnił. Najwięcej frajdy dają pierwsze rozdziały o anatomicznych dziwactwach. Oczywiście znałam klasyki, jak wiecznie psujące się kolana czy mało inteligentną budowę oka, ale te wszystkie niepotrzebnie pokawałkowane kostki w stopie szczerze mnie zaskoczyły. Ta część wypada najlepiej: budzi autentyczną ciekawość i sprawia, że człowiek zaczyna zupełnie inaczej patrzeć w lustro. Czuć jednak, że to pozycja bardzo „popularna”. Wyjaśnienia są uproszczone, momentami wręcz ślizgają się po temacie, co czasem ociera się o brak precyzji. Autor pozwala sobie też na drobne uszczypliwości pod adresem przeciwników ewolucji – nic agresywnego, ale jego stanowisko jest jasne (zresztą ewolucja sama w sobie nie jest zbyt łaskawa dla kreacjonizmu…) Niestety pod koniec tempo siada. Rozdział o psychologii jest dość powierzchowny, zwłaszcza jeśli zna się bardziej konkretne lektury, choćby wspomnianego tu Kahnemana. Finał o przyszłości ludzkości wypada jeszcze słabiej – to raczej luźne spekulacje, a wątek z kosmitami sprawia wrażenie pisanego na siłę, żeby tylko dobić do odpowiedniej liczby stron. Mimo to lektura jest bardzo przystępna. Poleciłabym ją komuś, kto nie siedzi głęboko w nauce, ale lubi ciekawostki o własnym ciele albo wciąż ma dystans do teorii ewolucji. Dla takich osób będzie to i pouczająca, i całkiem miła zabawa.
arie - awatar arie
ocenił na627 dni temu
Nie do pomyślenia. O ludziach, których mózgi działają inaczej Helen Thomson
Nie do pomyślenia. O ludziach, których mózgi działają inaczej
Helen Thomson
To dzięki niemu codziennie możemy wstawać z łóżka, pracować, rozmawiać i robić milion innych spraw. To on decyduje o tym, czy będziemy danego dnia smutni, czy może szczęśliwi. To przez niego możemy pamiętać, czuć, po prostu być. To nasz cichy bohater – mózg. Świat nauki ostatnio wręcz oszalał na punkcie naszych umysłów. Właśnie wiedza o mózgu ma być tym mitycznym kluczem do zmiany wszystkiego, naszego pojmowania. Naukowcy powoli oswajają się ze złożonością ludzkiego umysłu i z każdym kolejnym rokiem wiedzą o nim coraz więcej. Jak zawsze, tak i tym badaniom przyświeca doniosły cel – być może dzięki poznaniu tajemnic mózgu będziemy w stanie wyleczyć nieuleczalne współcześnie choroby, takie jak alzheimer. Dzięki rozwojowi nauki, ale także szybszemu przepływowi informacji, zupełnie przypadkowo odkryliśmy fenomeny, rzadkie anomalie, które zmieniają życia ludzi. Okazało się, że całkiem duża ilość osób odbiera świat zupełnie inaczej. Niektórzy z nich żyli przez lata z przeświadczeniem, iż widzenie zapachów, czy pamięć absolutna to zupełnie normalne cechy. Takimi przypadkami zafascynowała się Helen Thomson, a owocem tego zainteresowania jest książka „Nie do pomyślenia. O ludziach, których mózgi działają inaczej”. Poznajemy w niej historie kilku ludzi z zupełnie zaskakującymi zaburzeniami w pracy mózgu. Paradoksalnie, czasem te odchylenia sprawiają, że wiedzą więcej niż przeciętni ludzie. Choć sami nie postrzegają tego jako daru, bywają dla innych ludźmi przykładem na istnienie supermocy w realnym życiu. W końcu, czy np. umiejętność odczuwania emocji obcej osoby, czyli empatia absolutna nie będzie w rzeczywistości mocą na miarę Spidermana? Książka „Nie do pomyślenia” przede wszystkim pokazuje czytelnikowi nowy świat. Mówiąc metaforycznie można by powiedzieć, że otwiera głowę na inność. Uświadamia, że może tak naprawdę kolor czerwony, który widzę przez cały życie jest tylko moim kolorem, a inni widzą go zupełnie inaczej. Poleciłabym ją każdemu zainteresowanemu poznaniem ludzkich granic. Po lekturze można zachwycić się możliwościami naszego gatunku, ale także docenić, takie zdawałoby się zwykłe rzeczy, jak umiejętność odnalezienia w domu własnego pokoju.
Fanka_Gwieździsta Krystyna - awatar Fanka_Gwieździsta Krystyna
oceniła na81 rok temu
Mózg się myli Henning Beck
Mózg się myli
Henning Beck
Książkę pożyczyłem od współlokatora E., który kiedyś ją dostał na urodziny ale mu nie przypadła do gustu. Język książki jest specyficzny - często pada jakaś teza lub doświadczenie a potem cały rozdział, a czasem i kolejny - do niego powraca. Mi osobie czytającą to z paroma innymi książkami równolegle, mi nie przeszkadzała, a wręcz było przydatne takie wałkowania- właściciela książki z kolei to niemiłosiernie irytowało. Książka pisana przez pana Niemca, więc ciekawa odmiana - zawsze lepiej że te anegdoty i przykłady dotyczą bundesligi niż jakiś dziwnych zawodów koszykówki z 2005 czy innego superbowl z 2010 ale i tak czasem miałem tego trochę nadmiar. Książka w sumie ciekawa bo to co traktujemy jako słabość - autor przedstawia jako zysk - zapominanie, i manipulacja wspomnieniami w naszym mózgu - jako mechanizm jakkolwiek radzenia sobie z rejestracją otoczenia i bodźców. Trochę stawia się co jakiś czas dychotomię (a właściwie ja tak to odbieram),że jest albo rozumienie albo rejestrowanie - komputery czy kamery rejestrują/obliczają/przeliczają daną perspektywę, ale jej nie rozumieją - a my tego nie umiemy ale za to bardziej rozumiemy. Trochę książka pod znakiem zapytania w kontekście tego że chyba jest gdzieś z 2018 zanim chat gpt zaczął fazę dodawania AI do każdego projektu w korporacji, ale chyba mimo to aż tak to nie jest przeszłe. Bardzo miło poczytać - że potrzebujemy czas na trawienie informacji, przerwy są jednak związane z pracą nie powtarzalną - inaczej mało będzie przemyślna. Duży nacisk na tworzenie historii, skojarzeń etc. Sam to próbuje stosować przy słówkach - im głupsze skojarzenie tym lepiej - choć czasem jest słabe tłumaczenie tych skojarzeń innym ale nie o uniwersalność chodzi. Tak hołubione z jednej a z drugiej demonizowane sieci neuronowe są po prostu narzędziem - które ciężko do nas przyrównać - anegdota z dzieckiem strażaka które rozpoznało w domu autora czujnik dymu - nie dziwi nas - no chyba że to dziecko byłoby uczone niczym sieć neuronowa - a więc pokazywanie tysiące przedmiotów, pokazywanie "to jest czujnik dymu a to nie jest czujnik dymu" Zaskakująca dla mnie informacją było że im częściej dane wspomnienie opowiadamy, tym bardziej je zniekształcamy. Tak naprawdę na potrzeby zeznań, przesłuchań etc. lepiej jest byśmy dane wspomnienie nie omawiali przed policją czy sądem innym. Naszym częstym problemem gdy wychodzi coś na czym się staramy - jest to że ... za bardzo się staramy. Jedynym jakimś sposobem jest oswajanie się z stresującymi sytuacjami. Więcej przygotowań nie za bardzo może dać efekty. Podobały mi się konstruktywna krytyka wymysłów lat 90tych jak "pracownik miesiąca" czy pokazowe nagrody dla konkretnej osoby - to prowadzi jednak w większości do tego że zamiast człowiek być bardziej docenianym, staje się bardziej świadomy że jest do zastąpienia - i że dla niego jest lepiej się czasem skupić bardziej na sobie niż pokazywać coś w pracy - czy to ten co wygrał, czy to cała reszta zespołu. "Kurczenie się czasu" - w kontekście oceny ile dana czynność trwa też bardzo ciekawa - jako 40 latek przechodziliśmy przez ulicę tysiące razy, i przez to pomijamy szczegóły przy przechodzeniu przez ulicę które zjadają czas, a pamięta je uwzględnić 12 latek. A przynajmniej tak to zrozumiałem Z hazardem - w sumie ten wniosek że bardziej hazardujemy gdy mamy znajomych co też hazardujemy to też jakoś wydaje mi się sensowny patrząc z mikroskali. Rozdział o wyborze - no ciut dla mnie odkrywcze był złoty środek w wyborze - ani tylko jeden rodzaj musli nas nie zadowala ani 100 musli nas nie zadowoli bo za bardzo mamy odruchowe FOMO statystycznie. Pierwszy raz usłyszałem o sygnale N400 - który można w naszym mózgu usłyszeć gdy w zbiorze rzeczy znajdziemy coś co nam nie pasuje. Rozwiniecie badania o piankach marshmallow a sukcesie - że w sumie gdy się je powtarza na szerszym społeczeństwie a nie dzieciach ludzi z stanforda to możemy dojść do wniosku że dzieci biednych często chętniej jedzą - bo po prostu nie mają komfortu oczekiwania pojawienie się pojęcie prekrastynacji - nie znałem go wcześniej - chęć nawet kosztem większej pracy, odwalenia. Rozdział o kreatywności bardzo ciekawy - muszę przyznać, nigdy wcześniej nie słyszałem o testach tournera - i mierzącym w ten sposób kreatywności. I o ile wiem że testy IQ nie są tak dobrym barometrem inteligencji jak się czasem uznaje, tak z drugiej strony korelacja testów IQ (niby do inteligencji) i testów tournera (niby do kreatywności) mnie zdziwiła - mianowicie IQ rosną nam wyniki jako społeczeństwa a z kolei wyniki Tournera spadaja. Stres a kreatywność - ciekawa anegdota o strażakach-skoczkach i metodzie kontrognia by się ocalić. Podsumowując - miłe pokazania że dekoncentracja, nuda są tak samo potrzebne jak skupienie i koncentracja. Nie spodziewałem się dychotomii kreatywności i inteligencji - a teraz faktycznie widzę że ciężko "wymaksować" obie umiejętności jednocześnie.
Bomilkar Barkas - awatar Bomilkar Barkas
ocenił na91 rok temu
Neuroerotyka. Rozmowy o seksie i nie tylko Jerzy Vetulani
Neuroerotyka. Rozmowy o seksie i nie tylko
Jerzy Vetulani Maria Mazurek
Nie wiem o co to chodzi, że każdy kto przeprowadza wywiad z Vetulanim musi najpierw wywalić kilkudziesięciostronicowy wywód jaki to profesor jest wspaniały, elokwentny, jakie miał ciekawe życie. Większość osób, które sięgnęły po tę książkę, doskonale wiedzą jaki jest V., a resztę skusiła tematyka, więc tym bardziej przydługa laurka jest zbyteczna. Znając cięty język, chęć szokowania i styl V. można się było domyślać, że książka będzie momentami kontrowersyjna i jeśli nie przefiltruje się pewnych hasełek rzuconych w wywiadzie - przez pryzmat chęci zbulwersowania czytelnika i sprowokowania do szerszej dyskusji, przeszukania internetu w postaci twardych danych i statystyk - to dla wielu osób ta książka może być szkodliwa. Bo jeśli przyjmiemy bezrefleksyjnie tekst, że zoofilia nie jest taka zła, bo przecież żadne zwierze się nie pożaliło (bo nie mówi),no to faktycznie mamy problem. Albo, że pedofilia wśród dzieci płci męskiej jest ok, o ile molestuje kobieta, bo ON miał takie relacje ze służącymi i sobie bardzo chwali... No pozostaje tylko przewrócić oczami, bo trąci to wąsatym wujkiem z PRL a nie wybitnym naukowcem. Ale Vetulani taki był. Z jednej strony seksista, ale z drugiej zatwardziały feminista. Nigdy nie wiesz, czy on to mówi serio, czy żartuje. Albo się to przyjmuje, albo lepiej nie sięgać po wywiady z nim. Więcej uwag mam do pani Mazurek. Bo o ile w pierwszej części książki ograniczyła się tylko do zadawania pytań i prowadzenia wywiadu, o tyle w drugiej części jest już więcej jej dość szokujących prywatnych opinii typu tabletka dzień po dla "gówniarzy" bez kontroli lekarza nie podoba jej się, bo przecież tam są hormony, a owi "gówniarze" mają do niej szeroki i łatwy dostęp. No pewnie, że tak, przecież ciąża nie wywołuje żadnych skutków, wcale nie jest koktajlem hormonów, lepiej nie ryzykować z tabletką dzień po, bo olaboga hormony! O problemie wykluczenia komunikacyjnego pewnie nie słyszała. O tym, że nie w każdej miejscowości jest apteka, czy lekarz (już nie mówiąc o specjaliście) też nie ma pojęcia. Młoda kobieta, po UJ. Aż ją Vetulani usadził, że mówi z perspektywy osoby uprzywilejowanej. Ja to odczytuje jako nieuświadomiony mizoginizm. Bo w tej książce pada kilka haseł w podobnym tonie. I o ile V. widział, że czasami przybiera maskę dziada i bawił się tą kreacją, żeby za chwilę wyskoczyć, że on popiera marsze kobiet i prawo do aborcji, o tyle nie wiem czy pani Mazurek będzie do twarzy z podobną łatką.
Ewa - awatar Ewa
oceniła na711 miesięcy temu
Mózg. Granica życia i śmierci Adrian Owen
Mózg. Granica życia i śmierci
Adrian Owen
"Wszystko, co żyje, umiera bez wyjątku, Lecz może i wraca, zacząć od początku. (Bruce Springsteen)" Jak to jest dobra książka! Chociaż tutaj także opis jest moim zdaniem nie do końca zgodny z treścią książki... bo ten "genialnie obmyślony sposób komunikacji" niekiedy jednak też zawodzi, co się okazuje na przykładzie innego pacjenta :) Generalnie można powiedzieć: jeśli uda się uzyskać "odpowiedzi", to znaczy że pacjent jest świadomy, jeśli się nie uda, to nie znaczy że na pewno świadomy nie jest. Poza tym książka wcale nie odpowiada na wypisane w opisie pytania! Ale je stawia, rozwija, są ciekawe rozważania na te tematy i jest to bardzo dobre! Szczerze powiedziawszy to spodziewałem się po książce zupełnie czegoś innego, może nawet jakichś ezoteryczno-duchowych relacji z pogranicza śmierci :P a tu jest czysta nauka i jestem rozczarowany - bardzo pozytywnie! Początek był dla mnie troszkę ciężki do przebrnięcia (no i niektóre momenty potem też),bo autor wszystko dokładnie tłumaczy co jest momentami nużące (ale konieczne) i zdarzało się odpływać myślami, więc na pytanie czy to najbardziej pasjonująca książka jaką przeczytałem odpowiem: nie; czy zawsze lekka do czytania? Nie. Ale i tak WARTO! Jednym z ciekawych zagadnień jest, czy odżywianie pacjenta za pomocą sondy jest częścią terapii czy nie? W końcu to nie respirator... Pewnie każdy pamięta głośną sprawę Terri Schiavo, też wtedy byłem za "zaprzestaniem podtrzymywania przy życiu" ale właśnie no dziś nie jestem już taki pewien czy to można nazwać podtrzymywaniem przy życiu... I nie chodzi o to, że ona mogła wyzdrowieć, bo zapewne nie, ale to jednak tylko odżywianie było - już bardziej humanitarnie byłoby chyba zastosować eutanazję wprost... Książka stawia też inne ciekawe pytania, np.. w kwestii świadomości: "Mogą zwrócić uwagę na nową zabawkę, ale z chwilą gdy zabawka znika im z pola widzenia, przestaje istnieć w ich świecie. Czy zatem jednomiesięczne niemowlęta są świadome? Czy „wiedzą”, że istnieją jako osoby i że istnieje świat zewnętrzny, z którym mogą wchodzić w interakcje, na który mogą wywierać wpływ i który może wpływać na nie? Jeżeli tak, to jaką formę może przybierać ta „wiedza”? Krótko mówiąc, określenie, czy w pierwszym miesiącu życia świadomość występuje czy nie, wcale nie jest proste i, jak łatwo się domyślić, zdania są podzielone: niektórzy uważają, że tak, inni nie są tego pewni. W Brazylii w 2010 roku dyskutowałem na ten temat z Dalaj Lamą i otrzymałem taką samą odpowiedź, jaką słyszę od badaczy mózgu: „To zależy, co rozumiesz przez świadomość”. Otóż to! Które zdolności umysłowe zaświadczają o świadomości? Debbie była w stanie wykryć mowę, nie dowodziło to jednak w przekonujący sposób – przynajmniej według mnie – że była świadoma. Nie każdy zgadza się z takim rozumowaniem. Popytajcie wśród znajomych, a bez wątpienia szybko znajdziecie kogoś absolutnie przekonanego, że jednomiesięczne dziecko jest świadome (być może sam tak uważasz). Proponuję pójść o krok dalej i spytać o płód. Czy on jest świadomy? Nawet najbardziej zatwardziali obrońcy tezy o występowaniu u człowieka świadomości mogą zacząć się łamać. Idźmy jeszcze dalej – a zygota, pojedyncza komórka powstała z połączenia plemnika i jajeczka, z której za dziewięć miesięcy urodzi się dziecko? Czy jest świadoma? Większość ludzi zgodzi się, że nie – częściowo dlatego, że zygota nie przejawia żadnych zdolności charakteryzujących noworodka. Poza tym nie wydaje się prawdopodobne, by organizmy jednokomórkowe były obdarzone świadomością. Powstaje tutaj interesujące pytanie: kiedy w cyklu rozwojowym – od zygoty przez płód, noworodka, kilkulatka do dorosłego - pojawia się świadomość? Nie ma większego znaczenia, czy uważasz, że jednomiesięczne niemowlę (czy nawet płód) jest obdarzone świadomością. Jeżeli zgadzasz się, że zygota prawie na pewno jej nie posiada, natomiast zdrowy dorosły z pewnością tak, wówczas gdzieś między tymi dwoma skrajnymi etapami życia musi nastąpić moment osiągnięcia świadomości. Ale gdzie? Oczywistym i widowiskowym punktem zwrotnym byłby moment narodzin, ale jest wysoce nieprawdopodobne, aby noworodek kilka minut po przyjściu na świat był bardziej świadomy niż dziewięciomiesięczny płód na chwilę przed porodem." I jeszcze jeden, dłuuugi cytat, ale muszę ;) "Wydawałoby się, że jeśli osoba z ciężkim uszkodzeniem mózgu, uznawana za wegetatywną, nagle okazuje się zdolna zakomunikować swoją wolę odejścia z tego świata, to wolę tę należy uszanować, zezwalając jej na odejście. Czy człowiek znajdujący się w podobnej sytuacji nie ma ewidentnego prawa do zakończenia życia? Muszę jednak stwierdzić, że odpowiedź na to pytanie wcale nie jest tak oczywista. Gdyby podeszła do ciebie zdrowa pod innymi względami osoba i oznajmiła, że chce umrzeć, czy twoją pierwszą reakcją nie byłoby zakwestionowanie jej stanu psychicznego? Albo przynajmniej jej trzeźwego osądu w danej chwili? Być może cierpi na depresję i nie jest w stanie podjąć zdroworozsądkowej decyzji. Ale nawet gdybyś potwierdził, że jest w pełni władz umysłowych, czy nie miałbyś odruchu, by sprawdzić, co powie następnego dnia i następnego tygodnia – czy przypadkiem nie zmieni zdania? Może akurat przechodzi trudny okres. Być może po pewnym czasie ten grobowy nastrój minie. (…) Tak czy tak, jakim prawem mielibyśmy oczekiwać większego społecznego przyzwolenia na przerwanie życia tylko dlatego, że ktoś znajduje się w szarej strefie świadomości? Czy komukolwiek należy pozwolić podjąć decyzję o własnej śmierci, bo takie jest jego życzenie? Nasza odpowiedź jako społeczeństwa na tego rodzaju pytania jest na ogół przecząca. Teraz jednak dysponujemy techniką, która pozwala wypowiedzieć się na ten temat samym pacjentom z szarej strefy. Wiedząc, że wielu z nich nie jest tym, na co wyglądają, powinniśmy bardzo głęboko zastanowić się, zanim podejmiemy w ich imieniu podobną decyzję. Z badań przeprowadzonych przez Stevena Laureysa ze współpracownikami wynika, że życzenia, które dziś wydają nam się oczywiste („Nie pozwól, żeby utrzymywano mnie przy życiu w szarej strefie świadomości”),nie pokrywają się z tym, czego rzeczywiście sobie życzymy w razie spełnienia się czarnego scenariusza. Zespół Stevena przebadał 91 osób z zespołem zamknięcia – świadomych, ale zdolnych porozumiewać się jedynie za pomocą mrugania albo pionowych ruchów gałek ocznych. Poproszono je o udzielenie odpowiedzi na pytania dotyczące przebiegu ich choroby, aktualnego samopoczucia oraz postaw dotyczących życia i śmierci. Zmierzono też deklarowaną jakość życia na skali od +5 (odpowiednik najszczęśliwszych chwil sprzed choroby) do –5 (poziom najgorszych zaznanych doświadczeń). Wbrew temu, czego większość z nas mogłaby się spodziewać, pacjenci w większości (72 procent spośród tych, którzy udzielili odpowiedzi) oświadczyli, że są szczęśliwi. Co więcej, poziom szczęścia w tej grupie był wprost proporcjonalny do czasu, jaki upłynął od zapadnięcia na chorobę! Choć większość z nas deklaruje, że nie chciałoby kontynuować życia z zespołem zamknięcia po uszkodzeniu mózgu, tylko 7 procent wszystkich ankietowanych przez Laureysa wyraziło życzenie poddania się eutanazji, co sugeruje, że nasze przewidywania swoich przyszłych życzeń na wypadek najgorszego są błędne. Przeciwnie, większość pacjentów z syndromem zamknięcia jest stosunkowo zadowolona z jakości życia – śmierć bynajmniej nie jest najczęstszym wyborem osób, które faktycznie doświadczyły tych stanów. (…) Wyniki tych badań podważają zdolność kogokolwiek z nas do należytej oceny naszych przyszłych życzeń na wypadek ciężkiego uszkodzenia mózgu. Czy zatem sporządzanie testamentu życia nie jest ryzykowne? Wyobraźmy sobie grozę sytuacji, w której – ponieważ wydaliśmy dyspozycję o niestosowaniu terapii podtrzymującej życie – pozostajemy w pełni świadomi w momencie wykonywania tego polecenia wbrew naszej (aktualnej) woli…" - to jest właśnie powód, dla którego raczej nigdy nie wyrażę żadnej deklaracji co do siebie na taki wypadek :P Reasumując: książka nie zawsze najłatwiejsza w czytaniu ale bardzo dobra! [ https://intothegrayzone.com/mindreader/ - wideo autora z niektórymi przypadkami z książki ] (czytana/słuchana: 1-5.10.2024) 5/5 [9/10]
lex - awatar lex
ocenił na81 rok temu
Wściekły kucharz. Cała prawda o zdrowym jedzeniu i modnych dietach Anthony Warner
Wściekły kucharz. Cała prawda o zdrowym jedzeniu i modnych dietach
Anthony Warner
Książka Anthony’ego Warnera, znanego w sieci jako „Wściekły kucharz”, to pozycja, która wywołuje skrajne emocje, co czyni ocenę 6/10 najbardziej sprawiedliwym werdyktem. Warner, zawodowy kucharz z wykształceniem biochemicznym, stawia sobie za cel obalenie pseudonaukowych mitów dotyczących „superfoods”, detoksów i restrykcyjnych diet, które opanowały media społecznościowe. Choć intencje autora są szlachetne, sama forma przekazu może być dla wielu czytelników trudna do przełknięcia. Warner z pasją i bezlitosną logiką rozbija na czynniki pierwsze popularne trendy, takie jak dieta alkaliczna, paleo czy eliminacja glutenu bez wskazań medycznych. Autor słusznie zauważa, że współczesna obsesja na punkcie „czystego jedzenia” często ociera się o zaburzenia odżywiania i niebezpieczny kult. Książka jest pełna solidnej wiedzy naukowej, która wyjaśnia, dlaczego nasz organizm nie potrzebuje drogich soków oczyszczających i dlaczego strach przed „chemią” w jedzeniu jest często irracjonalny. Największą siłą książki jest jej zdroworozsądkowe podejście. Warner przywraca radość z jedzenia, przypominając, że posiłek to nie tylko kalorie i makroskładniki, ale także kultura, relacje i przyjemność. Do atutów należą: Demistyfikacja autorytetów: Autor odważnie punktuje celebrytów i blogerów promujących niesprawdzone teorie medyczne. Książka uczy krytycznego myślenia i analizowania źródeł informacji o zdrowiu. Poza tym doceniam obecny tu humor. Momentami ironiczny styl autora potrafi szczerze rozbawić. Niestety, tytułowa „wściekłość” kucharza bywa obosiecznym mieczem. Do głównych mankamentów należą: Agresywny ton: Warner często wpada w mentorski, niemal napastliwy ton, co może zrazić osoby, które faktycznie szukają pomocy w labiryncie diet. Powtarzalność: Wiele argumentów jest powielanych w każdym rozdziale, co sprawia, że pod koniec lektura staje się nużąca. Chaos strukturalny: Momentami książka przypomina zbiór gniewnych postów na blogu, którym brakuje płynnej, literackiej ciągłości. Podsumowując, to ważny głos w dyskusji o zdrowiu, który skutecznie studzi entuzjazm wobec dietetycznych nowinek. Jednak przez swój konfrontacyjny styl, zamiast dialogu, Warner wybiera walkę, co czyni tę książkę pozycją raczej dla przekonanych niż dla błądzących.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na61 miesiąc temu

Cytaty z książki Gdyby nasze ciało potrafiło mówić

Więcej
James Hamblin Gdyby nasze ciało potrafiło mówić Zobacz więcej
Więcej