Trwoga i drżenie

- Kategoria:
- filozofia, etyka
- Format:
- papier
- Seria:
- Meandry Kultury
- Tytuł oryginału:
- Frygt og Baeven
- Data wydania:
- 2017-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2017-01-01
- Liczba stron:
- 128
- Czas czytania
- 2 godz. 8 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788379981533
Trwogę i drżenie uważał autor za swoje najlepsze dzieło, ważniejsze nawet niż Albo Albo. Trwoga i drżenie przesiąknięta jest myślą religijną, namysłem Kierkegaarda nad stosunkiem człowieka do Boga. Jak pisał Władysław Tatarkiewicz człowiek wyrywa się z istnienia do prawdziwego bytu, czyli z przemijania do wieczności; wyrazem tego jest przede wszystkim religia. Dla człowieka jest niezbędna, ale niesie mu wątpliwości i cierpienie: nic bowiem nie może zapełnić przepaści pomiędzy nim a bytem Boskim, wiecznym, absolutnym. Każde zbliżenie się do Boga poniża człowieka, przekonywa o własnej bezsile. Wywołuje (...) "trwogę i drżenie". Lęk i drżenie: to naturalny sposób, w jaki w istnieniu ludzkim objawia się Bóg. Najistotniejszym problemem jaki rozpatruje w tej książce Kierkegaard jest związek religii i etyki, a trwogę w połączeniu z wiarą uważa za drogę do zbawienia.
Był lud, co znał się na boskiem; ten lud sądził, że widok Boga przynosi śmierć. – Kto pojmie sprzeczność w zmartwieniu! Jeżeli się nie objawia, jest śmiercią miłości, jeżeli się objawia, jest śmiercią ukochanej! O, duch ludzi stara się tak często o moc i potęgę; myśli ich szukają jej tak gorliwie, jak gdyby z uzyskaniem jej wszystko się wyrównało; a nie przeczuwają, że w niebie jest nie tylko radość, lecz i zmartwienie: jak ciężko jest odmówić uczniowi tego, za czem tęskni cała jego dusza, i odmówić mu dlatego, że jest właśnie ukochanym!
Kup Trwoga i drżenie w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Opinia społeczności
Trwoga i drżenie
Mocna, inspirująca pozycja. Tłumaczenie Maksymiliana Bienenstocka uważam za dosyć toporne, mam wrażenie, że momentami na siłę archaiczne, co miało zapewne przybliżyć nastrój oryginału. Utrudniało mi to jednak odbiór tekstu, to już nie pierwszy zresztą tego typu przekład z którym się spotykam w serii ‚meandry kultury’. Wiele ułatwiło mi sięganie do tłumaczenia Jarosława Iwaszkiewicza (z wydawnictwa Homini, tam pod tytułem ‚Bojaźń i drżenie’, w pakiecie z ‚Choroba na śmierć’),które było pisane lżejszym językiem i zawierało pomocne przypisy. Jest to krótka pozycja, więc jeśli ktoś ma możliwość takiego właśnie zestawienia tekstów, to bardzo polecam - ciekawa lekcja na temat tego, jak wiele w odbiorze potrafi zmienić tłumacz. Ocena jednak dotyczy nie wydania, a pracy Kierkegaarda, która jest doprawdy świetna.
Oceny książki Trwoga i drżenie
Poznaj innych czytelników
291 użytkowników ma tytuł Trwoga i drżenie na półkach głównych- Chcę przeczytać 157
- Przeczytane 127
- Teraz czytam 7
- Posiadam 54
- Filozofia 9
- 2021 2
- Przeczytane 2019 2
- 2020 2
- Filozofia 2
- Psychologia 1
















































OPINIE i DYSKUSJE o książce Trwoga i drżenie
„Paradoks jest namiętnością myślenia, a myśliciel, który unika paradoksu, jest jak kochanek, który chce oddalić namiętność; jest przeciętnym patronem” – o absolutnym paradoksie opowiada Kierkegaard, starając się wyjaśnić źródło pochodzenia warunku zrozumienia.
Podstawą rozważań jest tragiczny konflikt etyczny. Agamemnon, Jefta i Brutus poświęcili swoje dzieci w imię wyższej wartości etycznej, ślubu czy obowiązku; możemy zatem im współczuć – im, którzy w krytycznej chwili jak bohaterzy przezwyciężają ból, po bohatersku uważając ukochane za stracone. Jak jednak zrozumieć paradoksalne zachowanie Abrahama?
Abraham postępuje zupełnie inaczej – w świadomości, że miłość do syna jest jego największym etycznym obowiązkiem, przekracza granicę etyki, jego cel leży daleko dalej - nie ratuje ludu, nie utrwala państwowej idei, nie próbuje przebłagać zagniewanych bogów. Chce udowodnić wiarę, dostarczyć dowód w sobie.
Doświadczenie i próba, która zwykle stawia człowieka przed nieczynieniem zła, tu nakłada obowiązek posłusznego uczynienia dobra wykraczającego poza najwyższy obowiązek etyczny. Abraham wyrzeka się samego siebie i ofiarowuje się, czym wykracza poza skończoność etyki, wchodzi w nieskończoność absolutu – „celowościowe zawieszenie etyczne”, którego nie da się wyjaśnić czy zrozumieć. To samotny, osobisty akt bez możliwości uzyskania aprobaty czy racjonalnego oparcia. I pewność Abrahama w tym przeraża – bo co, jeśli źle interpretuje bóstwo? Co, jeśli to tylko etycznie ujęta pokusa?
"Nad Abrahamem nie można płakać."
Ale Abraham nie potrzebuje łez (ani podziwu),nie jest bohaterem. Staje się kimś więcej, właśnie dzięki doświadczeniu nędzy, trwogi i paradoksu.
Dziś znamy pozytywny wynik – ocalenie Izaaka. Wynik jest cudem i oczywistym dobrem. Ale w czasie przed wynikiem Abraham był mordercą – albo jednak stoimy wobec paradoksu, który jest wyższy ponad wszelkie etyczne założenia.
Etyczny stosunek Abrahama do swojego syna – czyli powinność kochania – obniża się do czegoś względnego w starciu z absolutnym stosunkiem posłuszeństwa. Człowiek swój stosunek do obowiązku etycznego określi dopiero po zrozumieniu swojego stosunku do absolutu – co Kierkegaard nazywa absolutnym obowiązkiem wobec Boga. Jeśli byłoby inaczej – czyli Abraham określałby swój stosunek do posłuszeństwa absolutowi oraz prawdę o swojej powinności dopiero w oparciu o określenie się wobec etyki, wiara stałaby się po prostu pokusą złamania i usprawiedliwienia nieetycznego, zaś Abraham byłby mordercą.
Abraham musi ukochać swojego syna, bez tego nie powstaje jego ofiara – ofiara, jako napięcie między miłością do Izaaka i miłością absolutną, której żąda Bóg. To paradoks, bo przecież jednocześnie miłość do Izaaka jest wymiarem miłości do Boga. Paradoks powodujący trwogę i drżenie, niemożliwy do zrozumienia. A jednak Abraham wchodzi w tę próbę i doświadczenie.
„Paradoks nie znosi pośrednictwa, gdyż skoro go spróbuje, musi przyznać, że ulegał pokusie, a jeżeli tak, to nie przychodzi nigdy do tego, aby ofiarować Izaaka, albo jeżeli Izaaka ofiarował, musi skruszony wrócić do ogólnego. Na mocy absurdu otrzymuje na powrót Izaaka. Abraham nie jest wtedy w żadnej chwili bohaterem tragicznym, lecz czymś zupełnie innym, jest on albo mordercą, albo wierzącym (…) Abrahama nie potrafię zrozumieć, chociaż go w pewnym znaczeniu - rzekłbym, szalonym znaczeniu - bardziej podziwiam niż wszystkich innych.”
Niezwykłym doświadczeniem Abrahama jest trwoga – stan duszy, która doświadcza wolności, staje nad przepaścią bogactwa możliwości. Uczy trwania w świadomości wolnej woli, która jednocześnie poprzedza grzech i wzywa do wiary. Dla Sartre’a lęk, że to ja jestem źródłem sensu, a nie Bóg, świat czy natura jest oczywisty, bo człowiek sam tworzy siebie i ponosi pełną odpowiedzialność za swoje wybory. Kierkegaard natomiast nadaje temu sens duchowy, zauważając w człowieku wewnętrzne „drżenie”, prowadzące do pełnej emanacji wolności - umocnienia odpowiedzialności lub upadku, za który ponosimy moralną odpowiedzialność.
Przykładem historii króla i ubogiej dziewczyny Kierkegaard tłumaczy relację Boga i człowieka. Najpierw - dlaczego Bóg nie pokazuje się człowiekowi? Ukazanie się Boga sprawiłoby, że człowiek zapomniałby o sobie samym, co mogłoby go nawet zadowolić; ale nie Boga – On bowiem pragnie człowieka, a nie uwielbienia wyzutego z siebie osobnika. Człowiekowi, którego dusza tęskni za Bogiem (bo każdy nosi w sobie pustkę w kształcie Stwórcy – jego „podpis”) Bóg odmawia poznania, ale odmawia go właśnie dlatego, że człowiek jest Jego ukochanym.
Kierkegaard idzie dalej – jeśli ruch wstępujący (poznanie) człowieka nie może uczynić jedności czy równości w miłości (a z nimi dopiero przychodzi wzajemne zrozumienie),musi to być ruch zstępujący Boga, który staje się na równi nam – przyjmując postać człowieka, sługi (by stać się równym nawet najniższemu). „To bowiem jest niezgłębione w miłości, aby stać się dla ukochanego równym nie dla zabawy, lecz w powadze i prawdzie”. Cierpi przy tym, wszystko znosząc i wszystkiego doświadczając – głodu, tęsknoty, żalu, straty i opuszczenia – ale daleko więcej, bo ponosi śmierć pełną cierpienia – jako „wszystko ofiarująca miłość, która na oślep pędzi w cierpienie”; krzyżując nadzieję.
„Każdy inny sposób objawienia się byłby dla miłości oszustwem; gdyż albo by musiała ucznia wpierw zmienić (miłość jednak nie zmienia ukochanego, lecz siebie samą) i musiałaby równocześnie ukryć przed nim, że to było konieczne; albo by musiała sobie lekkomyślnie zataić, że całe zrozumienie jest złudzeniem. (To właśnie jest nieprawdą pogaństwa). Każdy inny sposób byłby dla miłości Boga oszustwem. (…) A zrozumienie Boga i człowieka jak łatwo ulega uszkodzeniu, jak dotyka co chwilę granic nieporozumienia, jeżeli trwoga winy chce zniszczyć spokój miłości”.
Zbawienie dokonuje się człowiekowi nie przez zrozumienie (pułapkę dla ducha, mogącą stanowić wymówkę przed zaangażowaniem się),ale przez osobistą relację z Chrystusem i naśladowanie - to ja muszę się wobec tej śmierci odnieść osobiście, z drżeniem i wiarą. Nie ma tu jednocześnie pośrednictwa nauki, logiki, teologii czy metafizyki. Człowiek najwięcej, ile może osiągnąć, to obiektywną niepewność – bez dowodów, bez pewności, bez racjonalnych podstaw. Jeśli przy tym posiądziemy intensywność wewnętrznej pasji naśladowania i miłowania, stajemy przed prawdą najwyższą, jaką może pojąć człowiek.
Wiara jest warunkiem poznania; wiara ta musi eliminować wszelkie motywy oddziaływania społecznego, wszelkie „własne myślenie” i etykę – by oprzeć się wyłącznie na Bogu, dokonać „skoku wiary”. Wiara taka zaistnieje jednakże dopiero po otrzymaniu od Boga „warunku” – wewnętrznego uzdolnienia do wiary. Tylko dzięki niemu poznajemy, że doświadczamy Prawdy, choć również tego, że sami żyjemy w nieprawdzie.
Wiara jest namiętnością; cudem; wąską ścieżką, którą krocząc jesteśmy samotni – bez nikogo, kto mógłby nam poradzić czy nas zrozumieć. Wiara jest całkowicie wykroczeniem poza rozum, a nie tylko wyższą formą etyki – to bowiem, co wydaje się sprzeczne z moralnością, ale pochodzi od Boga, zasługuje na „bojaźń i drżenie”, a nie odrzucenie. Wiara to wewnętrzna pewność, która przewiduje nieskończoność.
„Wiara jest właśnie tym paradoksem, że osobnik jako osobnik wyżej stoi niż ogólne, że jest wobec niego uprawniony, nie podporządkowany, ale nadporządkowany, przy czym zważyć należy, że w ten sposób, iż tylko osobnik, który będąc jako osobnik podporządkowany ogólnemu, teraz przez ogólne staje się osobnikiem, że tylko ten osobnik jest nadporządkowany ogólnemu; że osobnik jako osobnik w absolutnym stoi stosunku do absolutu.”
Absolut-Bóg „jeżeli sam siebie porusza, nie jest to przecież ścieśniające parcie, które go porusza, jak gdyby go sam w spokoju wytrzymać nie mógł, lecz musiałby wybuchnąć w słowach. Jeżeli się porusza sam, nie z parcia potrzeby, cóż innego porusza go wtedy, jak nie miłość? Ona bowiem ma właśnie zadowolenie parcia nie poza sobą, lecz w sobie”. Natomiast „jak Jego miłość jest motywem, tak miłość musi być także celem; byłaby to bowiem sprzeczność, aby Bóg miał powód i cel nieodpowiadające sobie.”
Miłość musi być skierowana na człowieka; celem musi być pozyskanie go. „W miłości bowiem różnorodne wyrównywa się; dopiero w równości czy w jedności istnieje zrozumienie; jeżeli jednak nie przychodzi do zupełnego zrozumienia, to nauczyciel nie jest Bogiem, o ile powodu nie należy szukać u uczącego się, który może nie chciał tego, co mu umożliwiono.”
Samo nieszczęście człowieczeństwa nie leży w niemożliwości osiągnięcia Boga, poznania Boga, odkrycia Boga, zobaczenia Boga, ale w niezdolności do odpowiedzenia Mu sobą, niedosięganiu duchowym możliwości dania czegoś, czego dać nie potrafimy.
„Nieszczęście nie leży w tym, że kochankowie nie mogą się wzajemnie dostać, lecz w tym, że nie mogą się wzajemnie zrozumieć. To zmartwienie jest przecież nieskończenie głębsze niż tamto, o którem ludzie mówią. To nieszczęście trafia miłość w samo serce”.
Koncepcja miłości człowieka zawodzi nie dlatego, że brakuje nam uczucia, ale dlatego, że pełne porozumienie jest w istocie niemożliwe. Połączeniu dusz stać będzie zawsze na przeszkodzie odmienność powołania lub natury, lęk czy samotność odczuwania. Należy tragicznie uznać niemożliwość ludzkiej miłości - jest ona bowiem niedosiężna w tym zakresie, że nie istnieje większa rozpacz niż niezrozumienie przez tego, kogo się kocha. Wszyscy jesteśmy egzystencjalnie samotni i nie jest to żadna anomalia, ale cecha konstytutywna ludzkiej natury, naszej codzienności – i jej Stwórca, jeśli istnieje, może być jedynym, który może ją wypełnić.
Pięknie to rozważył Kierkegaard, którego jedyną tęsknotą było towarzyszyć Abrahamowi w jego podróży.
„Paradoks jest namiętnością myślenia, a myśliciel, który unika paradoksu, jest jak kochanek, który chce oddalić namiętność; jest przeciętnym patronem” – o absolutnym paradoksie opowiada Kierkegaard, starając się wyjaśnić źródło pochodzenia warunku zrozumienia.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodstawą rozważań jest tragiczny konflikt etyczny. Agamemnon, Jefta i Brutus poświęcili swoje dzieci w imię...
Kierkegaard stara się myśleć razem z czytelnikiem, przedstawiając swoje rozważania na temat wiary. Wiary lub paradoksu. Jednak nic nie narzuca. Są myśli, które zostają z czytelnikiem, niestety większość jednak ucieka.
Kierkegaard stara się myśleć razem z czytelnikiem, przedstawiając swoje rozważania na temat wiary. Wiary lub paradoksu. Jednak nic nie narzuca. Są myśli, które zostają z czytelnikiem, niestety większość jednak ucieka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest taki Midrash, w którym się uznaje Abrahama jako mordercę własnego syna, gdyż podjął on decyzję jego zabicia: że tego nie dokonał nie było już zależne od niego tylko, nazwijmy to, od "okoliczności". Rozważania Kierkeggarda nad tymi absurdami wiary są dla niewierzącego, w przeciwieństwie do Midrasza, nudne.
Jest taki Midrash, w którym się uznaje Abrahama jako mordercę własnego syna, gdyż podjął on decyzję jego zabicia: że tego nie dokonał nie było już zależne od niego tylko, nazwijmy to, od "okoliczności". Rozważania Kierkeggarda nad tymi absurdami wiary są dla niewierzącego, w przeciwieństwie do Midrasza, nudne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNieinteligentnie napisane, niestaranne wydanie, wydanie czytelnika w ręce zbędnej mieszaniny, gorączki zbędnych wyrzutów. Powinno się tę pracę skrócić do paru stron. Dla mnie Kierkegaard pozostanie przeciwieństwem Kanta - tak jak ten ostatni pisał całym swym umysłem, pedantycznie, żmudnie, Duńczyk oddaje nam swoje serce przetaczając inną grupę krwi - giniemy. Zacytujmy go sobie:
“Out of love for mankind, and out of despair at my embarrassing situation, seeing that I had accomplished nothing and was unable to make anything easier than it had already been made, and moved by a genuine interest in those who make everything easy, I conceived it as my task to create difficulties everywhere.”
Nieinteligentnie napisane, niestaranne wydanie, wydanie czytelnika w ręce zbędnej mieszaniny, gorączki zbędnych wyrzutów. Powinno się tę pracę skrócić do paru stron. Dla mnie Kierkegaard pozostanie przeciwieństwem Kanta - tak jak ten ostatni pisał całym swym umysłem, pedantycznie, żmudnie, Duńczyk oddaje nam swoje serce przetaczając inną grupę krwi - giniemy. Zacytujmy go...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobra, mocna książka Kierkegaarda. Lecz muszę zgodzić się z przedmówcami - słabe wydanie i brak przypisów (greckie słowa!) utrudniający lekturę.
Dobra, mocna książka Kierkegaarda. Lecz muszę zgodzić się z przedmówcami - słabe wydanie i brak przypisów (greckie słowa!) utrudniający lekturę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKilka ciekawych myśli opakowanych w dużą ilość wyrazów, przerost formy nad treścią.
Kilka ciekawych myśli opakowanych w dużą ilość wyrazów, przerost formy nad treścią.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKierkegaard był filozofem paradoksu. I jako filozof paradoksu stał w rozkroku między epokami. Jedną nogą tkwił w tradycyjnej irracjonalistycznej filozofii chrześcijańskiej w stylu Augustyna, uznającej chrześcijańskie atrybuty Boga na mocy czystej wiary, co było dla niego bardzo ważne. Aczkolwiek, w przeciwieństwie do Augustyna, Kierkegaard nie pojmował aktu wiary jako aktu poznawczego ani aktu woli, lecz jako samounicestwienie umysłu, kierowanego przez namiętność do paradoksu. Dlatego drugą nogą już jednak stąpał pioniersko po nowej ziemi filozofii współczesnej, na której dokonał przynajmniej trzech kroków.
Po pierwsze, Kierkegaard, krytykując Hegla, stanął w jednym szeregu z wieszczącymi koniec wielkich, uniwersalnych systemów metafizycznych. Po drugie, dostrzegając "absolutny paradoks" - czyli ograniczenia umysłu usiłującego pojąć Boga jako byt absolutnie różny od podmiotu filozofującego; umysłu niezdolnego do takiego pojęcia Boga, ale do tego nieustannie pobudzanego - antycypował Kierkegaard już pewne wątki postmodernistycznej filozofii różnicy. Po trzecie, kładąc nacisk na trwogę, jaką człowiek wytwarza (o ile został wykształcony w "szkole możliwości", czyli dostrzega i bierze na poważnie problemy moralne) i z którą musi się zmierzyć, rozstrzygając doniosłe problemy moralne ostatecznie w samotności, stał się Kierkegaard prekursorem egzystencjalizmu.
Kierkegaard był filozofem paradoksu. I jako filozof paradoksu stał w rozkroku między epokami. Jedną nogą tkwił w tradycyjnej irracjonalistycznej filozofii chrześcijańskiej w stylu Augustyna, uznającej chrześcijańskie atrybuty Boga na mocy czystej wiary, co było dla niego bardzo ważne. Aczkolwiek, w przeciwieństwie do Augustyna, Kierkegaard nie pojmował aktu wiary jako aktu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ początku byłem mocno skonsternowany czytając dzieło Kierkegaarda (ukrywającego się pod fikcyjnym imieniem). Autor przez cały traktat wałkuje jeden temat, temat wiary. Takie mielenie jednego i tego samego w końcu sprawiło, że moje zagubienie zaczęło zanikać. A od pewnego momentu traktatu z każdą stroną moje rozumienie problematyki zaczęło się umacniać. Z tego powodu repetytywność Trwogi i Drżenia oceniam na plus.
Do ukazania czym jest wiara, Kierkegaard wykorzystuje przypowieść o Abrahamie i Izaaku. Ciężko mi było oprzeć się wrażeniu, że wiara jak i sam Abraham w dziele Kierkegaarda funkcjonują w pewnego rodzaju symbiozie, znaczenie pierwszego jest podbijane przez znaczenie drugiego i na odwrót. Egzystencjalista wałkuje przypowieść o Abrahamie i Izaaku na cieniutki placek, używając alternatywnych zakończeń i całej masy porównań.
Sam Abraham jest postacią absurdalną wychodzącą naprzeciw estetyce - miłość do syna Izaaka, i etyce - jest gotów na morderstwo. Jest gotów dokonać tego czynu, bo co wydaje się złe musi być dobre, przecież to Boski plan. Jest to pewnego rodzaju świadectwo wiary wystawionej na niesamowicie ciężką próbę. To również czyni protagonistę przypowieści Księgi Rodzaju postacią religijną. Postacią, której wartości religijne górują w pewnego rodzaju trójkącie kategorii wartości jakimi są również etyka i estetyka
Uważam, że na dzieło duńskiego myśliciela trzeba patrzeć z dużą dozą dystansu, ponieważ usprawiedliwia ono złe działania (w bardzo logiczny sposób),których pretekstem jest religia.
Z początku byłem mocno skonsternowany czytając dzieło Kierkegaarda (ukrywającego się pod fikcyjnym imieniem). Autor przez cały traktat wałkuje jeden temat, temat wiary. Takie mielenie jednego i tego samego w końcu sprawiło, że moje zagubienie zaczęło zanikać. A od pewnego momentu traktatu z każdą stroną moje rozumienie problematyki zaczęło się umacniać. Z tego powodu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAbsolutnie okropne tłumaczenie. Niedość, że antyczne, to jeszcze pojawiają się wpisy dosłownie z czapy. W innych tłumaczeniach, również tych angielskich, nie ma nic wspomniane o opowieściach 'Grimma', a tutaj tak w środeczku jest. Tam, teksty podzielone na 3 problemy + epilog, tutaj kilka podrodziałów pojawiających się znów, z nikąd.
Zwroty z łaciny/greki? Nie przetłumaczone, brak przypisów. (problem jest większy z Nietzschem który po prostu cytuje w pewnym momencie Biblie w łacinie, oczywiscie tam tez nie przetłumaczone.
Nie warto kupować cokolwiek z serii "Meandry Kultury". Z tego co rozumiem, po prostu wydają ponownie tłumaczenia które już praw autorskich nie mają, nie zważająć na jakość owego tłumaczenia.
Absolutnie okropne tłumaczenie. Niedość, że antyczne, to jeszcze pojawiają się wpisy dosłownie z czapy. W innych tłumaczeniach, również tych angielskich, nie ma nic wspomniane o opowieściach 'Grimma', a tutaj tak w środeczku jest. Tam, teksty podzielone na 3 problemy + epilog, tutaj kilka podrodziałów pojawiających się znów, z nikąd.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZwroty z łaciny/greki? Nie...
Zupełnie nieczytelna w tym tłumaczeniu. Nie mówiąc już o całkowitym braku przypisów do stosowanych przez Kierkegaarda greckich terminów czy zwrotów.
Zupełnie nieczytelna w tym tłumaczeniu. Nie mówiąc już o całkowitym braku przypisów do stosowanych przez Kierkegaarda greckich terminów czy zwrotów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to