Trwoga i drżenie

Okładka książki Trwoga i drżenie autora Søren Kierkegaard, 9788379981533
Okładka książki Trwoga i drżenie
Søren Kierkegaard Wydawnictwo: Vis-á-Vis/Etiuda Seria: Meandry Kultury filozofia, etyka
128 str. 2 godz. 8 min.
Kategoria:
filozofia, etyka
Format:
papier
Seria:
Meandry Kultury
Tytuł oryginału:
Frygt og Baeven
Data wydania:
2017-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2017-01-01
Liczba stron:
128
Czas czytania
2 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379981533
Średnia ocen

6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Trwoga i drżenie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Trwoga i drżenie



książek na półce przeczytane 310 napisanych opinii 32

Oceny książki Trwoga i drżenie

Średnia ocen
6,2 / 10
79 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Trwoga i drżenie

avatar
394
52

Na półkach:

„Paradoks jest namiętnością myślenia, a myśliciel, który unika paradoksu, jest jak kochanek, który chce oddalić namiętność; jest przeciętnym patronem” – o absolutnym paradoksie opowiada Kierkegaard, starając się wyjaśnić źródło pochodzenia warunku zrozumienia.

Podstawą rozważań jest tragiczny konflikt etyczny. Agamemnon, Jefta i Brutus poświęcili swoje dzieci w imię wyższej wartości etycznej, ślubu czy obowiązku; możemy zatem im współczuć – im, którzy w krytycznej chwili jak bohaterzy przezwyciężają ból, po bohatersku uważając ukochane za stracone. Jak jednak zrozumieć paradoksalne zachowanie Abrahama?
Abraham postępuje zupełnie inaczej – w świadomości, że miłość do syna jest jego największym etycznym obowiązkiem, przekracza granicę etyki, jego cel leży daleko dalej - nie ratuje ludu, nie utrwala państwowej idei, nie próbuje przebłagać zagniewanych bogów. Chce udowodnić wiarę, dostarczyć dowód w sobie.

Doświadczenie i próba, która zwykle stawia człowieka przed nieczynieniem zła, tu nakłada obowiązek posłusznego uczynienia dobra wykraczającego poza najwyższy obowiązek etyczny. Abraham wyrzeka się samego siebie i ofiarowuje się, czym wykracza poza skończoność etyki, wchodzi w nieskończoność absolutu – „celowościowe zawieszenie etyczne”, którego nie da się wyjaśnić czy zrozumieć. To samotny, osobisty akt bez możliwości uzyskania aprobaty czy racjonalnego oparcia. I pewność Abrahama w tym przeraża – bo co, jeśli źle interpretuje bóstwo? Co, jeśli to tylko etycznie ujęta pokusa?

"Nad Abrahamem nie można płakać."
Ale Abraham nie potrzebuje łez (ani podziwu),nie jest bohaterem. Staje się kimś więcej, właśnie dzięki doświadczeniu nędzy, trwogi i paradoksu.

Dziś znamy pozytywny wynik – ocalenie Izaaka. Wynik jest cudem i oczywistym dobrem. Ale w czasie przed wynikiem Abraham był mordercą – albo jednak stoimy wobec paradoksu, który jest wyższy ponad wszelkie etyczne założenia.

Etyczny stosunek Abrahama do swojego syna – czyli powinność kochania – obniża się do czegoś względnego w starciu z absolutnym stosunkiem posłuszeństwa. Człowiek swój stosunek do obowiązku etycznego określi dopiero po zrozumieniu swojego stosunku do absolutu – co Kierkegaard nazywa absolutnym obowiązkiem wobec Boga. Jeśli byłoby inaczej – czyli Abraham określałby swój stosunek do posłuszeństwa absolutowi oraz prawdę o swojej powinności dopiero w oparciu o określenie się wobec etyki, wiara stałaby się po prostu pokusą złamania i usprawiedliwienia nieetycznego, zaś Abraham byłby mordercą.

Abraham musi ukochać swojego syna, bez tego nie powstaje jego ofiara – ofiara, jako napięcie między miłością do Izaaka i miłością absolutną, której żąda Bóg. To paradoks, bo przecież jednocześnie miłość do Izaaka jest wymiarem miłości do Boga. Paradoks powodujący trwogę i drżenie, niemożliwy do zrozumienia. A jednak Abraham wchodzi w tę próbę i doświadczenie.

„Paradoks nie znosi pośrednictwa, gdyż skoro go spróbuje, musi przyznać, że ulegał pokusie, a jeżeli tak, to nie przychodzi nigdy do tego, aby ofiarować Izaaka, albo jeżeli Izaaka ofiarował, musi skruszony wrócić do ogólnego. Na mocy absurdu otrzymuje na powrót Izaaka. Abraham nie jest wtedy w żadnej chwili bohaterem tragicznym, lecz czymś zupełnie innym, jest on albo mordercą, albo wierzącym (…) Abrahama nie potrafię zrozumieć, chociaż go w pewnym znaczeniu - rzekłbym, szalonym znaczeniu - bardziej podziwiam niż wszystkich innych.”

Niezwykłym doświadczeniem Abrahama jest trwoga – stan duszy, która doświadcza wolności, staje nad przepaścią bogactwa możliwości. Uczy trwania w świadomości wolnej woli, która jednocześnie poprzedza grzech i wzywa do wiary. Dla Sartre’a lęk, że to ja jestem źródłem sensu, a nie Bóg, świat czy natura jest oczywisty, bo człowiek sam tworzy siebie i ponosi pełną odpowiedzialność za swoje wybory. Kierkegaard natomiast nadaje temu sens duchowy, zauważając w człowieku wewnętrzne „drżenie”, prowadzące do pełnej emanacji wolności - umocnienia odpowiedzialności lub upadku, za który ponosimy moralną odpowiedzialność.

Przykładem historii króla i ubogiej dziewczyny Kierkegaard tłumaczy relację Boga i człowieka. Najpierw - dlaczego Bóg nie pokazuje się człowiekowi? Ukazanie się Boga sprawiłoby, że człowiek zapomniałby o sobie samym, co mogłoby go nawet zadowolić; ale nie Boga – On bowiem pragnie człowieka, a nie uwielbienia wyzutego z siebie osobnika. Człowiekowi, którego dusza tęskni za Bogiem (bo każdy nosi w sobie pustkę w kształcie Stwórcy – jego „podpis”) Bóg odmawia poznania, ale odmawia go właśnie dlatego, że człowiek jest Jego ukochanym.

Kierkegaard idzie dalej – jeśli ruch wstępujący (poznanie) człowieka nie może uczynić jedności czy równości w miłości (a z nimi dopiero przychodzi wzajemne zrozumienie),musi to być ruch zstępujący Boga, który staje się na równi nam – przyjmując postać człowieka, sługi (by stać się równym nawet najniższemu). „To bowiem jest niezgłębione w miłości, aby stać się dla ukochanego równym nie dla zabawy, lecz w powadze i prawdzie”. Cierpi przy tym, wszystko znosząc i wszystkiego doświadczając – głodu, tęsknoty, żalu, straty i opuszczenia – ale daleko więcej, bo ponosi śmierć pełną cierpienia – jako „wszystko ofiarująca miłość, która na oślep pędzi w cierpienie”; krzyżując nadzieję.

„Każdy inny sposób objawienia się byłby dla miłości oszustwem; gdyż albo by musiała ucznia wpierw zmienić (miłość jednak nie zmienia ukochanego, lecz siebie samą) i musiałaby równocześnie ukryć przed nim, że to było konieczne; albo by musiała sobie lekkomyślnie zataić, że całe zrozumienie jest złudzeniem. (To właśnie jest nieprawdą pogaństwa). Każdy inny sposób byłby dla miłości Boga oszustwem. (…) A zrozumienie Boga i człowieka jak łatwo ulega uszkodzeniu, jak dotyka co chwilę granic nieporozumienia, jeżeli trwoga winy chce zniszczyć spokój miłości”.

Zbawienie dokonuje się człowiekowi nie przez zrozumienie (pułapkę dla ducha, mogącą stanowić wymówkę przed zaangażowaniem się),ale przez osobistą relację z Chrystusem i naśladowanie - to ja muszę się wobec tej śmierci odnieść osobiście, z drżeniem i wiarą. Nie ma tu jednocześnie pośrednictwa nauki, logiki, teologii czy metafizyki. Człowiek najwięcej, ile może osiągnąć, to obiektywną niepewność – bez dowodów, bez pewności, bez racjonalnych podstaw. Jeśli przy tym posiądziemy intensywność wewnętrznej pasji naśladowania i miłowania, stajemy przed prawdą najwyższą, jaką może pojąć człowiek.

Wiara jest warunkiem poznania; wiara ta musi eliminować wszelkie motywy oddziaływania społecznego, wszelkie „własne myślenie” i etykę – by oprzeć się wyłącznie na Bogu, dokonać „skoku wiary”. Wiara taka zaistnieje jednakże dopiero po otrzymaniu od Boga „warunku” – wewnętrznego uzdolnienia do wiary. Tylko dzięki niemu poznajemy, że doświadczamy Prawdy, choć również tego, że sami żyjemy w nieprawdzie.

Wiara jest namiętnością; cudem; wąską ścieżką, którą krocząc jesteśmy samotni – bez nikogo, kto mógłby nam poradzić czy nas zrozumieć. Wiara jest całkowicie wykroczeniem poza rozum, a nie tylko wyższą formą etyki – to bowiem, co wydaje się sprzeczne z moralnością, ale pochodzi od Boga, zasługuje na „bojaźń i drżenie”, a nie odrzucenie. Wiara to wewnętrzna pewność, która przewiduje nieskończoność.

„Wiara jest właśnie tym paradoksem, że osobnik jako osobnik wyżej stoi niż ogólne, że jest wobec niego uprawniony, nie podporządkowany, ale nadporządkowany, przy czym zważyć należy, że w ten sposób, iż tylko osobnik, który będąc jako osobnik podporządkowany ogólnemu, teraz przez ogólne staje się osobnikiem, że tylko ten osobnik jest nadporządkowany ogólnemu; że osobnik jako osobnik w absolutnym stoi stosunku do absolutu.”

Absolut-Bóg „jeżeli sam siebie porusza, nie jest to przecież ścieśniające parcie, które go porusza, jak gdyby go sam w spokoju wytrzymać nie mógł, lecz musiałby wybuchnąć w słowach. Jeżeli się porusza sam, nie z parcia potrzeby, cóż innego porusza go wtedy, jak nie miłość? Ona bowiem ma właśnie zadowolenie parcia nie poza sobą, lecz w sobie”. Natomiast „jak Jego miłość jest motywem, tak miłość musi być także celem; byłaby to bowiem sprzeczność, aby Bóg miał powód i cel nieodpowiadające sobie.”

Miłość musi być skierowana na człowieka; celem musi być pozyskanie go. „W miłości bowiem różnorodne wyrównywa się; dopiero w równości czy w jedności istnieje zrozumienie; jeżeli jednak nie przychodzi do zupełnego zrozumienia, to nauczyciel nie jest Bogiem, o ile powodu nie należy szukać u uczącego się, który może nie chciał tego, co mu umożliwiono.”

Samo nieszczęście człowieczeństwa nie leży w niemożliwości osiągnięcia Boga, poznania Boga, odkrycia Boga, zobaczenia Boga, ale w niezdolności do odpowiedzenia Mu sobą, niedosięganiu duchowym możliwości dania czegoś, czego dać nie potrafimy.

„Nieszczęście nie leży w tym, że kochankowie nie mogą się wzajemnie dostać, lecz w tym, że nie mogą się wzajemnie zrozumieć. To zmartwienie jest przecież nieskończenie głębsze niż tamto, o którem ludzie mówią. To nieszczęście trafia miłość w samo serce”.

Koncepcja miłości człowieka zawodzi nie dlatego, że brakuje nam uczucia, ale dlatego, że pełne porozumienie jest w istocie niemożliwe. Połączeniu dusz stać będzie zawsze na przeszkodzie odmienność powołania lub natury, lęk czy samotność odczuwania. Należy tragicznie uznać niemożliwość ludzkiej miłości - jest ona bowiem niedosiężna w tym zakresie, że nie istnieje większa rozpacz niż niezrozumienie przez tego, kogo się kocha. Wszyscy jesteśmy egzystencjalnie samotni i nie jest to żadna anomalia, ale cecha konstytutywna ludzkiej natury, naszej codzienności – i jej Stwórca, jeśli istnieje, może być jedynym, który może ją wypełnić.

Pięknie to rozważył Kierkegaard, którego jedyną tęsknotą było towarzyszyć Abrahamowi w jego podróży.

„Paradoks jest namiętnością myślenia, a myśliciel, który unika paradoksu, jest jak kochanek, który chce oddalić namiętność; jest przeciętnym patronem” – o absolutnym paradoksie opowiada Kierkegaard, starając się wyjaśnić źródło pochodzenia warunku zrozumienia.

Podstawą rozważań jest tragiczny konflikt etyczny. Agamemnon, Jefta i Brutus poświęcili swoje dzieci w imię...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
177
177

Na półkach: ,

Kierkegaard stara się myśleć razem z czytelnikiem, przedstawiając swoje rozważania na temat wiary. Wiary lub paradoksu. Jednak nic nie narzuca. Są myśli, które zostają z czytelnikiem, niestety większość jednak ucieka.

Kierkegaard stara się myśleć razem z czytelnikiem, przedstawiając swoje rozważania na temat wiary. Wiary lub paradoksu. Jednak nic nie narzuca. Są myśli, które zostają z czytelnikiem, niestety większość jednak ucieka.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
212
55

Na półkach:

Jest taki Midrash, w którym się uznaje Abrahama jako mordercę własnego syna, gdyż podjął on decyzję jego zabicia: że tego nie dokonał nie było już zależne od niego tylko, nazwijmy to, od "okoliczności". Rozważania Kierkeggarda nad tymi absurdami wiary są dla niewierzącego, w przeciwieństwie do Midrasza, nudne.

Jest taki Midrash, w którym się uznaje Abrahama jako mordercę własnego syna, gdyż podjął on decyzję jego zabicia: że tego nie dokonał nie było już zależne od niego tylko, nazwijmy to, od "okoliczności". Rozważania Kierkeggarda nad tymi absurdami wiary są dla niewierzącego, w przeciwieństwie do Midrasza, nudne.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

291 użytkowników ma tytuł Trwoga i drżenie na półkach głównych
  • 157
  • 127
  • 7
72 użytkowników ma tytuł Trwoga i drżenie na półkach dodatkowych
  • 54
  • 9
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Trwoga i drżenie

Inne książki autora

Søren Kierkegaard
Søren Kierkegaard
Duński filozof, poeta romantyczny i teolog, uznawany za jednego z prekursorów filozofii egzystencjalistycznej, zwłaszcza jej chrześcijańskiego nurtu; nazywany czasem "Sokratesem Północy". Wywarł wpływ nie tylko na rozwój XX wiecznej filozofii czy teologii, ale również biblistyki, literatury, sztuki a nawet psychologii. Myśl Kierkegaarda, będąca w głównej mierze próbą interpretacji kluczowych pojęć chrześcijaństwa, kształtowała się pod wpływem głębokiej religijności domu rodzinnego poety i przejawianej przez jego ojca, Michaela Pedersena Kierkegaarda, obsesji grzechu oraz zakorzeniania w duchowości syna poczucia religijnego posłannictwa. Duży wpływ na jego filozofię miały również zerwane zaręczyny z Reginą Olsen. Jego poglądy filozoficzne stały w ostrej opozycji do myśli Hegla oraz w pewnej kontynuacji Pascala, św. Augustyna i Schellinga.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

O wolności ludzkiej woli Arthur Schopenhauer
O wolności ludzkiej woli
Arthur Schopenhauer
🖤🧠 Wolność? Schopenhauer nie pyta, czy ruszyłeś ręką — tylko czy mogłeś chcieć inaczej 🧠🖤 ⭐ Moja ocena: 8/10 — lektura trudna, chwilami ciężka do przyswojenia, ale właśnie dlatego budzi szacunek. Nie czytałem tego z łatwością, raczej z wysiłkiem i próbą wyłapywania tego, co w jego myśleniu nadal żyje, a co już dziś trzeszczy. I to było bardzo ciekawe zderzenie. 📜 To nie jest luźny esej — tylko rozprawa napisana do konkretnego pytania 📜
 Ta książka powstała jako rozprawa konkursowa napisana dla Królewskiej Norweskiej Akademii, która postawiła pytanie: czy wolność ludzkiej woli da się udowodnić na podstawie samowiedzy. Schopenhauer od razu ustawia więc pole walki bardzo precyzyjnie. Nie pisze ogólnie „o wolności”, tylko bierze pod nóż dokładnie to jedno zagadnienie. Sam zresztą zaznacza, że ta rozprawa jest też uzupełnieniem tez ze Świata jako woli i przedstawienia, tylko podanych tu bardziej analitycznie, krok po kroku. 🪤 Najpierw porządkuje pojęcia, potem zaciska pętlę 🪤
 To, co mocne, to konstrukcja. Schopenhauer zaczyna od rozróżnienia wolności fizycznej, intelektualnej i moralnej, żeby od razu odsiać chaos pojęć. Potem przechodzi do samowiedzy i pokazuje, że to, iż czuję się sprawcą czynu, wcale jeszcze nie dowodzi wolności woli. Dalej wchodzą jego główne osie: motyw, charakter i konieczność. Człowiek chce pod wpływem motywów, ale odpowiada na nie zgodnie ze swoim charakterem — i właśnie dlatego, według Schopenhauera, nie ma tu miejsca na pełną dowolność. 🎯 Sedno jest mocne i do dziś kłujące 🎯
 Najważniejsze pytanie tej książki nie brzmi: „czy mogłem zrobić inaczej?”, tylko: „czy mogłem chcieć inaczej?”. I tu Schopenhauer jest naprawdę bezlitosny. Uważa, że nasze codzienne poczucie wolności jest powierzchowne, bo widzimy czyn, ale nie widzimy całego zaplecza, z którego on wyrasta. To właśnie robi największe wrażenie: on nie tyle polemizuje z potocznym myśleniem, ile po prostu wybija mu grunt spod nóg. 🧩 Najbardziej trzeszczy dziś jego myślenie o charakterze 🧩 Tam, gdzie mam największy opór, to jego przekonanie, że charakter człowieka jest czymś zasadniczo stałym i że w zetknięciu z motywami ujawnia się z koniecznością, a nie dowolnie. W tym miejscu najmocniej czuć, jak bardzo zmieniło się nasze dzisiejsze myślenie o osobowości, psychologii i wpływie środowiska. Ale nawet jeśli nie kupuję tego w całości, to nadal szanuję siłę jego rozumowania. To nie jest myślenie miękkie ani wygodne. ⚔️ Schopenhauer nie chce pocieszać — chce odebrać złudzenie ⚔️
 I może właśnie dlatego ta książka nadal działa. Nie dlatego, że wszystko w niej brzmi dziś równie przekonująco, ale dlatego, że zmusza do porównywania: co zostało, co się zestarzało, a co wciąż trafia. To nie jest lektura „przyjemna”. To jest lektura, która każe się zatrzymać i sprawdzić, czy to, co nazywamy wolnością, nie jest przypadkiem tylko dobrze brzmiącym przyzwyczajeniem. 🖋️ Domknięcie 🖋️
 Bardzo wartościowa rzecz. Niełatwa, nieraz szorstka, ale intelektualnie uczciwa i mocna. Czytałem ją z wysiłkiem, ale też z dużym szacunkiem. Bo nawet tam, gdzie Schopenhauer mnie nie przekonuje, nadal zmusza do myślenia — a to już jest dużo.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na84 dni temu
Narodziny tragedii czyli hellenizm i pesymizm Friedrich Nietzsche
Narodziny tragedii czyli hellenizm i pesymizm
Friedrich Nietzsche
Żywioł Dionizyjski, apolliński i sokratejsko - aleksandryjski. Tragedia była tak wielka bo łączyła Apollona i Dionizosa, ten pesymizm był wyrazem siły Greków gdyż chcieli oglądać to, co w życiu potworne i nie ukrywać tego - "pesymizm dionizyjski". W żywiole apollińskim widzę pewną analogię do kantowskiego fenomenu, tj. noumenu przefiltrowanego przez kategorie. Objawia się ten żywioł w sztukach plastycznych, chodzi w nim o formę, linie, miarę, "inteligibilność", świat ładnego pozoru, optymizm apolliński jako pewna niemoc z powodu której trzeba świat prawdziwy sobie zeschematyzować, poprawić w sztuce, aby móc znieść jego widok. Żywioł dionizyjski czyli coś jak wniknięcie w "świat sam w sobie", który jak mówił Schopenhauer jest wolą, czyli muzyką gdyż "Muzyka nie jest więc w żadnym wypadku, tak jak inne sztuki, odbiciem idei, lecz jest odbiciem samej woli, której przedmiotowością są również idee; dlatego właśnie oddziaływanie muzyki jest o tyle silniejsze i dociera głębiej niż oddziaływanie innych sztuk; te bowiem mówią tylko o cieniu, ta zaś o istocie." - Świat jako wola i przedstawienie. Rzeczywiście, widziałem jakieś badania jakoby słuchana muzyka bezpośrednio oddziaływała na tempo przepływu krwi. Żywioł dionizyjski to już nie schematyzowanie, lecz przyjęcie świata w całości, w jego nieobliczalnym i dynamicznym charakterze, z jego cierpieniami i pozorami. Apollo i Dionizos to nie opozycja, ale napięcie. Za dużo Apollina prowadzi do suchego racjonalizmu, za dużo Dionizosa do rozpadu formy. Apollińskość jako pewna konieczność dla wyrażenia chaosu. Dionizyjskość to szał, ekstaza, ale też pewne metafizyczne doświadczenie świata. Pojawia się Sokrates jako symptom rozkładu kultury greckiej. Destruuje on mit i popada w racjonalizm i idealizm. Teraz liczy się tylko to, co świadome i racjonalne (Sokrates i późniejsza metoda naukowa). Instynkty trzeba sobie racjonalizować, racjonalizacjami przekierowywać dlatego że są zdegenerowane. Świat ma być zrozumiały poprzez dialektykę "co jest rozumne, to jest rzeczywiste, a co jest rzeczywiste to jest rozumne" jak powie Hegel. Świat prawdziwy nie jest prawdziwy, prawdziwe są tylko wieczne idee w jakimś innym świecie które to możemy poznawać poprzez metody logiczno-dialektyczne. Prawdziwy człowiek nie jest prawdziwy, to tylko ciało które jest marne i przemija, prawdziwy jest jakiś inny człowiek który jest gdzie indziej jako niezmienna idea "człowieka samego", "rzeczy samej w sobie" itd. To, co widzimy, jest przypominaniem sobie bytowania w tamtym innym, idealnym świecie "amamneza platońska". Świat który widzimy ma wartość tylko jako cień prawdziwego świata idei. Sztuka jest niczym, mówi tylko o cieniu cienia, ma zastosowanie co najwyżej jako ilustracja dla tych, którzy nie rozumieją dialektyki samej. Sokrates przed popełnieniem wspomaganego samobójstwa mówi że filozofia jest przygotowaniem do śmierci. Grecka tragedia umiera a w jej miejsce pojawia się dramatyczna psychologia. Nie ma już wizji losu i mitycznej konieczności, tylko analiza charakterów i motywacji bohaterów. W ten sposób sztuka traci metafizyczny wymiar. Eurypides niszczy tragedię wprowadzając postacie, które uzasadniają swoje czyny rozumowo, zamiast działać w sposób mitologiczny. Zaczyna się droga intelektualizacji sztuki i moralizatorstwa zamiast pierwotnej dionizyjskiej siły. Wczesna nadzieja w Wagnerze jako odnowicielu ducha niemieckiego. Świat mimo całego swojego chaosu i braku sensu może być zaakceptowany, jeśli spojrzymy na niego jak na dzieło sztuki, a nie jak na logiczną strukturę. Wczesny Nietzsche kładzie nacisk na sztukę i estetyczną wykładnię świata, w okresie średnim "pozytywistycznym" pojawia się zainteresowanie naukami przyrodniczymi, w późnym - najbardziej autonomiczna doktryna woli mocy. Nasza zepsuta w zarodku przez Sokratesa kultura wydaje się kończyć i popada w nihilizm, ale to tylko heglowskie rozwinięcie - ten nihilizm był w niej od początku, w jej istocie.
Artur Gordon - awatar Artur Gordon
ocenił na81 rok temu
Pragmatyzm William James
Pragmatyzm
William James
Moja opinia i ocena dotyczy książki, która została wydana w serii "Biblioteka filozofów" (Hachette). Książka ta wyróżnia się między innymi tym, że znalazły się w niej trzy świetne teksty: 1) znakomity kilkustronicowy wstęp Jakuba Rogulskiego, 2) dzieło "Pragmatyzm. Nowa nazwa dla kilku starych metod myślenia", 3) dzieło pt. "Dylemat determinizmu. Odczyt wygłoszony dla słuchaczy teologii na Uniwersytecie Harvarda w Bostonie". Autor obu dzieł: William James (Amerykanin żyjący w latach 1842-1910). Dzieło "Pragmatyzm" zawiera krótką, dwustronicową przedmowę autora, część pt. "Tezy wykładów" oraz osiem niezwykłych wykładów Jamesa. Autor wykładów w dwóch pierwszych zdaniach przedmowy mówi o ich powstaniu oraz zawartości dzieła w następujący sposób: "Wykłady zawarte w tej książce wygłoszone były w Instytucie Lowella w Bostonie w listopadzie i grudniu 1906 roku, w styczniu zaś 1907 roku na Uniwersytecie Kolumbijskim. Zostały one spisane tak, jak były wygłoszone, bez żadnych uzupełnień lub dodatków". Te wykłady oraz odczyt "Dylemat determinizmu" zawierają dziesiątki niezwykle ciekawych spostrzeżeń, błyskotliwych myśli, frapujących zdań, interesujących filozoficznych opinii i w dodatku są napisane dość żywiołowo oraz są pasjonujące. Dzieła mogą wywołać (w moim przypadku tak właśnie było) bardzo ożywioną reakcję myślową u czytelnika i z powodzeniem mogą być czytane w dwudziestym pierwszym wieku. Dla osób zainteresowanych filozofią będzie to lektura niewątpliwie odpowiednia i godna polecenia. Pomimo małych wad, mankamentów i niedociągnięć (dlatego nie mogę wystawić oceny maksymalnej),bardzo zachęcam do lektury tej książki. Każda z trzech wymienionych na początku tej krótkiej i skromnej opinii części (wstęp i dwa dzieła Jamesa) jest na swój sposób wartościowa, każda zawiera wiele pobudzających do własnych przemyśleń akapitów, treści, kwestii. Bardzo ożywcza intelektualnie lektura.
Jarosław Wiśniewski - awatar Jarosław Wiśniewski
ocenił na91 rok temu
Uzasadnienie metafizyki moralności Immanuel Kant
Uzasadnienie metafizyki moralności
Immanuel Kant
🧭⚖️ Prawo, które nie pyta, czy ci wygodnie ⚖️🧭 🎭 Gatunek: filozofia moralna / „instrukcja obsługi sumienia” bez obrazków
 🌡️ Nastrój: chłodna precyzja + surowa uczciwość + momenty, gdzie mózg mówi „proszę pana, ja już wysiadam”
 🎧 Tryb czytania: krótkimi seriami; po kilku stronach przerwa, bo to książka, która nie idzie — ona wymaga
 ⭐ Moja ocena: 7/10 — za literaturę słowa z tamtych lat, za twardą formę myślenia i uczciwy imperatyw… choć momentami przysporzyła mi kłopotów z rozumowaniem 🧠 Sedno 🧠
 Kant próbuje zrobić rzecz bezczelną (i piękną): znaleźć moralność, która nie jest „bo mi się opłaca”, „bo tak czuję”, „bo tak wypada”, tylko: bo tak należy, kropka. A potem daje test: jeśli twoja zasada działania nie nadaje się na prawo powszechne, to znaczy, że w środku siedzi sprytny wytrych — działa tylko wtedy, gdy inni go nie używają i nadal grają fair. 🧊 Co mnie tu kupiło 🧊
 🔹 Uczciwość bez znieczulenia — Kant nie próbuje cię uwieść. On cię sprawdza.
 🔹 Rygor myślenia — moralność jako logika: „czy to da się uogólnić, nie rozbijając sensu reguły?”.
 🔹 Język — stary, gęsty, czasem jak marmur, ale ma w sobie godność i ciężar. 🪓 Co mnie uwierało 🪓
 🔸 Imperatyw jest niełatwy — bo nie pyta „czy dobre serce?”, tylko „czy twoja zasada przeżyje, gdy wszyscy ją przyjmą?”. To potrafi odebrać komfort.
 🔸 Kłopot z rozumowaniem — momentami miałem wrażenie, że Kant buduje most z pojęć nad przepaścią i mówi: „przejdź, to proste”, a ja patrzę: „tak, tylko gdzie tu jest poręcz?”.
 🔸 Chłód — bywa, że człowiek chciałby oddechu, a dostaje kolejną śrubę logiczną. 🎯 Dla kogo 🎯
 Dla kogoś, kto lubi, gdy książka nie „opowiada świata”, tylko go porządkuje — i nie boi się tego, że porządek czasem boli. 💡 Clue 💡
 To nie jest książka, która daje moralność do kieszeni. To jest książka, która sprawdza, czy kieszeń w ogóle jest uczciwa.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na72 miesiące temu

Cytaty z książki Trwoga i drżenie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Trwoga i drżenie