Technokapłani. Wydanie zbiorcze t. I

Okładka książki Technokapłani. Wydanie zbiorcze t. I autora Fred Beltran, Alexandro Jodorowsky, Zoran Janjetov, 9788365454577
Okładka książki Technokapłani. Wydanie zbiorcze t. I
Fred BeltranZoran Janjetov Wydawnictwo: Scream Comics Cykl: Technokapłani (tom 1-4) Seria: Jodoverse komiksy
212 str. 3 godz. 32 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Technokapłani (tom 1-4)
Seria:
Jodoverse
Data wydania:
2017-09-18
Data 1. wyd. pol.:
2017-09-18
Liczba stron:
212
Czas czytania
3 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365454577
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Technokapłani. Wydanie zbiorcze t. I w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Technokapłani. Wydanie zbiorcze t. I

Średnia ocen
7,0 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Technokapłani. Wydanie zbiorcze t. I

Sortuj:
avatar
1110
567

Na półkach: , ,

Wizyjność wymyślanych postaci i światów jest cechą charakterystyczną Jodorovsky'ego a Serb Janjetov świetnie to realizuje w rysunku, ale motywacje tępych jak dzida w muzeum postaci, powszechne okrucieństwo i żądza zemsty, nawet wśród kobiet, epatowanie przemocą i seksem (bardzo stereotypowe zachowania piratów) jest tak przewidywalne i nudne, że komiks zaczyna nużyć. No i te durnowate dialogi, niczym w filmach z gatunku exploited... Poza wyobraźnią i kreską nie ma tu nic zajmującego.

Wizyjność wymyślanych postaci i światów jest cechą charakterystyczną Jodorovsky'ego a Serb Janjetov świetnie to realizuje w rysunku, ale motywacje tępych jak dzida w muzeum postaci, powszechne okrucieństwo i żądza zemsty, nawet wśród kobiet, epatowanie przemocą i seksem (bardzo stereotypowe zachowania piratów) jest tak przewidywalne i nudne, że komiks zaczyna nużyć. No i te...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

56 użytkowników ma tytuł Technokapłani. Wydanie zbiorcze t. I na półkach głównych
  • 34
  • 22
28 użytkowników ma tytuł Technokapłani. Wydanie zbiorcze t. I na półkach dodatkowych
  • 10
  • 7
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki The Incal Book 3. What Lies Beneath Jean Giraud (Moebius), Alexandro Jodorowsky
Ocena 5,0
The Incal Book 3. What Lies Beneath Jean Giraud (Moebius), Alexandro Jodorowsky
Okładka książki Metabaron - wyd. zbiorcze tom 4. Jerry Frissen, Alexandro Jodorowsky, Pete Woods
Ocena 6,3
Metabaron - wyd. zbiorcze tom 4. Jerry Frissen, Alexandro Jodorowsky, Pete Woods
Okładka książki Borgia #3-4: Płomienie stosu. Wszystko marność Alexandro Jodorowsky, Milo Manara
Ocena 6,6
Borgia #3-4: Płomienie stosu. Wszystko marność Alexandro Jodorowsky, Milo Manara
Okładka książki Borgia #1-2: Krew dla papieża. Władza i kazirodztwo Alexandro Jodorowsky, Milo Manara
Ocena 6,8
Borgia #1-2: Krew dla papieża. Władza i kazirodztwo Alexandro Jodorowsky, Milo Manara
Okładka książki Szalona z Sacré-Coeur Jean Giraud (Moebius), Alexandro Jodorowsky
Ocena 7,9
Szalona z Sacré-Coeur Jean Giraud (Moebius), Alexandro Jodorowsky
Okładka książki Saga Alandora Silvio Cadelo, Alexandro Jodorowsky
Ocena 5,8
Saga Alandora Silvio Cadelo, Alexandro Jodorowsky
Alexandro Jodorowsky
Alexandro Jodorowsky
Alejandro Jodorowsky Prullansky - awangardowy artysta, surrealista, głównie reżyser filmowy i teatralny, pisarz i autor komiksów. Urodził się w rodzinie żydowskich emigrantów z Ukrainy, która uciekła stamtąd, goniona koszmarem pogromów nacjonalistów i bolszewickich prześladowań. Ojcem był Jakub (Jaime) Chodorowski, matką Sara (Felicidad) Prullansky. Jodorowsky rozpoczął swoją działalność artystyczną w bardzo młodym wieku, inspirowany przede wszystkim filmem i literaturą. Pierwsze wiersze opublikował w Chile w wieku 16 lat, rok później zadebiutował jako aktor, a w kolejnym stworzył trupę pantomimiczną Teatro Mimico. W 1953 napisał swoją pierwszą sztukę El minotauro (Minotaur). W tym samym roku wyjechał do Paryża, by pobierać nauki pantomimy u Etienne Decroux, nauczyciela słynnego francuskiego mima Marcela Marceau. W 1954 rozpoczął współpracę z samym Marceau, do którego grupy teatralnej dołączył i dla którego napisał sztukę Klatka. W 1957 tworzy swój pierwszy film La Cravate, będący adaptacją opowiadania Tomasza Manna z 1940 Die vertauschten Köpfe - Eine indische Legende (ang. The Transposed Heads). W lutym 1962 Jodorowsky inicjuje razem z Fernando Arrabalem i Rolandem Toporem tzw. Mouvement panique (Ruch Paniczny),który opierał się na trzech podstawowych elementach: terrorze, humorze i spontaniczności. Patronem ruchu był grecki Pan, a inspiracją twóczość Luis Buñuela i Teatr Okrucieństwa Antonina Artauda. Jedną z form działalności był Teatr paniczny. Występy miały charakter eksperymentalny. W latach 60. i 70. Jodorowsky pracował w Paryżu i Meksyku, wystawiając ponad sto przedstawień. Reżyserował zarówno własne sztuki, jak i sztuki napisane przez Becketta, Ionesco, Strindberga, czy Leonorę Carrington. Od 1966 zaczyna tworzyć komiksy w duchu Ruchu Panicznego, zarówno samodzielnie, jak i we współpracy z rysownikiem Jeanem "Moebiusem" Giraudem. W tym samym czasie wraca do twóczosci filmowej, kręcąc pierwszy, pełnometrażowy film - Fando i Lis, a dwa lata później surrealistyczny western Kret (El Topo). W 1973 powstaje Święta góra (La montaña sagrada). W 1975 Jodorowsky rozpoczyna pracę nad adaptacją Diuny Franka Herberta, jednakże prace nad filmem zostają przerwane. Kolejne projekty filmowe, mimo że zrealizowane, nie były udane.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Incal: Przed Incalem Alexandro Jodorowsky
Incal: Przed Incalem
Alexandro Jodorowsky Zoran Janjetov
Incal to najważniejsze wydarzenie w komiksie francuskim i światowym, spotkanie idealne, dwóch wybitnych artystów, wizjonerskiego scenarzysty Alejandro Jodorowskiego i rysownika potrafiącego portretować niemożliwe do sportretowania światy, wielkiego Moebiusa. Komiks wywarł ogromny wpływ na wizualną i narracyjną wyobraźnie wielu pokoleń i dał początek kontynuacją i różnym spin-offom, poświęconym bohaterom serii. Przed Incalem jest protoplastą tych historii, wydany w Polsce w SCREAM COMICS w pięknej twardej oprawie, ciężki komiks, z równie ciężkimi informacjami skrywającymi się w historii Johna Difoola, detektywa klasy R, bohatera Incala. Tym razem w prequelu, odkrywamy jego trudne dzieciństwo i młodość w Mieście-szyb. Na okładce już nie widnieje nazwisko Moebiusa, ale jego artystycznego klona Zorana Janjetova. Można byłoby pomyśleć, że rysunki są plagiatem twórczości Moebiusa, gdyby nie wyraźne zadeklarowanie, oraz zatwierdzenie ich przez samego mistrza. Jodorowsky spotkał Zorana, któregoś razu, już nie pamiętam gdzie, i zauroczony jego sztuką pokazał te rysunki Moebiusowi. Ten wyraził podziw do jego sztuki i potraktował je jako formę eksperymentalnej zabawy, dając zielone światło do stworzenia przez Jodo nowej historii, którą narysuje Zoran. Recenzje na temat tego prequela są różne, od skrajności po zachwyty, i raczej jestem w tej drugiej grupie osób. Lektura jest nieporównywalnie cięższa, ale jednocześnie znacznie prostsza od Incala. Brakuje w niej metafizyki, której doświadczyłem z każdą kolejną stron. Historia w prequelu jest bardziej przyziemna, ale nie sposób uznać jej za mało atrakcyjną. Wręcz przeciwnie. Odnoszę wrażenie, że Jodo w tej części, odpuścił sobie pewne schematy narracyjne znane z Incala i skupił się bardziej na przedstawieniu wszechogarniającego zepsucia w Mieście-szyb. Miasto-szyb to zresztą fascynująca przestrzeń sama w sobie, pełna kontrastów i paradoksów. Z jednej strony, to miejsce, gdzie technologia osiągnęła niewyobrażalny poziom zaawansowania, a z drugiej - gdzie moralność i etyka upadły na dno. Bohaterowie, z którymi spotykamy się w tej części, są przesiąknięci cynizmem i desperacją, a ich decyzje często wynikają z konieczności przetrwania w brutalnym świecie. Jodorowsky z mistrzowską precyzją pokazuje, jak środowisko może kształtować jednostkę, zmuszając ją do działań, które w innym kontekście byłyby nie do pomyślenia. Styl graficzny Zorana Janjetova idealnie oddaje tę dystopijną atmosferę. Jego rysunki, choć zbliżone do stylu Moebiusa, mają swoją unikalną charakterystykę, która dodaje nowy wymiar opowieści. Szczegółowość i dbałość o detale sprawiają, że każde ujęcie przyciąga wzrok i zachęca do dłuższego zatrzymania się nad poszczególnymi kadrami. To nie tylko ilustracje, ale pełnoprawne elementy narracji, które razem z tekstem tworzą spójną, wielowymiarową historię. Warto również zwrócić uwagę na sposób, w jaki Jodorowsky rozwija postać Johna Difoola. W prequelu widzimy go w zupełnie nowym świetle - jako młodego, zdezorientowanego chłopaka, który dopiero zaczyna rozumieć brutalne realia świata, w którym przyszło mu żyć. Ta ewolucja postaci dodaje głębi całej historii, pokazując, że nawet najbardziej cyniczny i zgorzkniały detektyw miał kiedyś marzenia i nadzieje, które zostały zniszczone przez okrutną rzeczywistość Miasta-szyb. Choć ostatecznie jego walka o odkrycie prawy jest motorem napędowym całej historii. Dla mnie jest to idealne rozszerzenie uniwersum, w szczególności Miasta-szyb z ich mieszkańcami. Nie mógłbym wymarzyć sobie idealniejszego prequela. Tak to powinno wyglądać. Na koniec zadałbym wszystkim pytanie, czy warto czytać Przed Incalem, przed Incalem? Zdecydowanie nie. Według mnie kolejność całego uniwersum powinna wynikać z przeczytania najpierw Incala, Potem można chwycić za Przed Incalem i ostatecznie wrócić do Final Incal. Dla mnie ta kolejność iest idealna. I będzie to doskonały punkt wejść w niezwykły, mroczny świat, którzy stworzyli zarówno Jodo i Moebius ale i inni artyści.
Thomas Anderson - awatar Thomas Anderson
ocenił na101 rok temu
Final Incal oraz Po Incalu Alexandro Jodorowsky
Final Incal oraz Po Incalu
Alexandro Jodorowsky Jean Giraud (Moebius) Ladrönn
Dziwnie jest powrócić do świata Incala. Twórczość Jodorowsky'ego zawsze określam jako "kwaśną"... w sensie taką jakby została stworzona po LSD. I chyba Jodorowsky nie stronił od tego typu wzmacniaczy wyobraźni. A zatem znowu w świecie Incala i znowu w Alei Samobójców. To swoisty znak rozpoznawczy serii - główny bohater spada do jeziora kwasu... i nie ważne czy na prawdę czy tylko w swoich wizjach. To już standardowy motyw pętli. Chociaż Jodorowsky sięga po już ograne motywy zachodniego dualizmu, trójcy, żywe kontra nieożywione, bio kontra mecha, czarne kontra białe, światło przeciwko jasności... to te zgrane karty wciąż rozdaje w różnych konfiguracjach, wciąż jeszcze są atrakcyjne. Silnym wątkiem jest również przemiana oraz miłość. To szczególnie mi się podobało w tej historii - powraca wspaniała Luz de Garra i tylko moc jej miłości do John'a diFool'a jest w stanie uratować świat. Ktoś może powiedzieć, że to płaskie... być może. Jednak jak to u Jodorowsky'ego nic nie jest proste. Wszystkie motywy są wymieszane i przyprawione ohydą, obrzydliwością. A wszystko na zasadzie silnych kontrastów i dualizmu. Taki jest świat Incala... i w pewnym sensie to jest nasz świat, tylko wykoślawiony do granic możliwości w lustrze umysłu Jodorowsky'ego. Autorzy integrala zastosowali fajny pomysł. Bowiem Jodorowsky i Moebius zaczęli razem pracować nad "Po Incalu"... jednak Moebius musiał porzucić prace nad projektem. Jodorowsky znalazł innego rysownika - José Ladrönn i tak powstał "Final Incal". Czytając "Po Incalu" się nawet cieszę bo seria zyskała na zmianie rysownika. Wiem, wiem, Moebius to legenda... ale "Po Incalu" jest narysowane strasznie niechlujnie, na odwal w porównaniu z Incal'em. Grafiki Ladrönn'a nawiązują do Moebiusa ale mają własny feel... dobrze to się czytało i oglądało. Podsumowując: mogło by nie być "Final Incal' ale fajnie, że jest :)
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na74 lata temu
Druuna #1: Morbus Gravis. Delta Paolo Eleuteri Serpieri
Druuna #1: Morbus Gravis. Delta
Paolo Eleuteri Serpieri
Czy w świecie Druuny istnieje jeszcze ludzki pierwiastek? Czy w tym upadłym krajobrazie ktoś posiada choćby znamiona empatii? Postapokaliptyczna wizja włoskiego ilustratora i scenarzysty Paolo Eleuteri Serpieriego jest jasna. Przetrwanie do następnego dnia jest już sukcesem. Sukcesem jest gdy cię zgwałcą, ale nie zjedzą. Jednak za tą całą brutalną ścianą przemocy stoi dziewczyna, która chyba jako jedyna prezentuje jakieś wartości, walczy o coś, nawet jeżeli teoretycznie może wydawać się to niezrozumiałe. Pełen przemocy album zbiorczy przedstawiający dwa epizody, "Morbus Gravis" i "Delta" przybliża nieco postać Druuny, kobiety która egzystuje na granicy szaleństwa tylko dzięki swojej determinacji. Serpieri, artysta, niczym najlepsi i najwytrwalsi twórcy włoskiego kina gatunkowego kreuje swoje światy osadzając fundamenty na brutalnym podłożu. Nie miałbym problemu by postawić Serpieriego obok Lucio Fulciego, Dario Argento czy Sergio Martiniego. Obok włoskich reżyserów, którzy od wielu lat dostarczają mi filmowej rozrywki dzisiaj stawiam Serpieriego, twórcę powieści graficznej "Druuna". To, piszę to w pełni świadomie, ten sam sort gatunkowy, wywodzący się z podobnych nurtów. Postapokalipsa u Włocha, pełna gwałtu i przemocy, nosi w sobie jednak mocny wątek dramatyczny. Skupiając się jeszcze przez chwilę na samym gatunku to głównymi motywami, które budują tu upiorny klimat są mutanci, potwory, seks, krew, horror, makabra i wszechobecne gore. Przyznacie więc, że fani gatunku zaznają najlepszej kąpieli. Fabuła będzie skupiać się na pięknej Druunie, która... jakoś sobie radzi. Żyje w strefie pośrodku, jest jeszcze miasto na dole i miasto na górze. Prosty podział, za którym idzie też stara jak świat metafora podziału społecznego. W żadnej jednak strefie nie jest kolorowo, jeżeli nie liczyć ilustracji, które mienią się przeważnie w krwistych barwach. Świat pośrodku trzeba odbierać jako formę czyśćca. Ludzie tutaj żyją na granicy obłędu, walczą o serum które powstrzymuje mutacje. Władzę sprawują kapłani obdarzeni jakąś mocą, żołnierze wydają skąpe ilości antidotum, a Druuna potrzebuje go coraz więcej i więcej. Jej walutą jest jej ciało, a serum potrzebuje dla ukochanego Schastara, którego chowa u siebie w domu. Schastar jednak jest już w tak zaawansowanym stadium rozkładu, że niedużo dzieli go od pełnoprawnego mutanta potwora. Ci, którzy są już na pewno objęci mutacją zostają wtrąceni do piekła, miasta na dole. Tam panuje powszechny kanibalizm. Trzeba jeszcze dodać, że w świecie wykreowanym przez włoskiego mistrza rysunkowej makabry kanibalizm jest powszechny. Kanibalizm połączony jest z niepohamowanym pożądaniem, bo mutanci, lub ci którzy mutacji dopiero doświadczają, nie potrafią zapanować nad emocjami. Jest to więc świat bezlitosny, który Serpieri rysuje doskonale. Nie mamy żadnych wątpliwości, co do tego że horror i groza stanowią tu podwaliny całej graficznej struktury. Ale "Druuna" jako komiks to też sci-fi i to to najlepsze. Krajobraz to wprawdzie zgliszcza, ale w mig można rozpoznać, że za tą sferą pełną rozkładu jest warstwa technologicznie zaawansowana. Coś tu było, cywilizacja musiała być na wysokim poziomie. Coś się również stało, a Druuna znajdzie odpowiedzi na kilka pytań. Cały album to walka dziewczyny i jej ciągła ucieczka. Odwiedzi miasto na dole, będzie jej dane również być na górze. Przez wszystkie natomiast strony będziemy mogli podziwiać niewyobrażalny kunszt Serpieriego, który podlewa swoją gatunkową hybrydę piękną erotyką. Druuna jest bowiem ponętną kobietą. Serpieri wie jak ją narysować tak, by przedstawić w jak najlepszej kobiecej odsłonie. Obfite piersi, piękna sylwetka, śliczna aparycja, jest jedynym powabnym elementem na tym barbarzyńskim i podłym tle. To stanowi więc kontrast, ale kontrast potrzebny, by "Morbus Gravis" i "Deltę" przedstawić w tak realistyczny i wiarygodny sposób. Wspaniały jest to album, ma angażującą historię, jest dziełem w pełni świadomym i zdecydowanie dla świadomego czytelnika który zrozumie wiele niuansów. Fantastyka, gore, makabra, macki, seks i kontrowersyjne treści. "Druuna" nosi w sobie to wszystko, ale jest tu również coś pięknego i delikatnego, co stoi w opozycji do tego wszystkiego o czym napisałem. Czytelnik kibicuje tej dziewczynie, która jako jedyna nie dąży ciągle do przemocy i chciałaby po prostu jakoś wytrwać.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na81 rok temu
Barbarella Jean-Claude Forest
Barbarella
Jean-Claude Forest
"Przybywa z Ziemi, planety z oddali z innego czasu i innego świata. Niesie nam miłość, a wojnę obali i nieprzyjaciół pieszczotą oplata..." Najgorszym grzechem czytelnika w przypadku "Barbarelli" byłoby rozpatrywanie albumu tylko pod kątem fantazji erotycznych. Fantazje owszem, istnieją, ale mają ścisły związek z konwencją i konkretnym czasem. "Barbarella" bowiem to pocisk miłości, kolejny gwóźdź do purytańskiej trumny. Jako wyraz emancypacji jest nie tylko komiksem inteligentnym, ale też świadomym i zabawnym. W tej samoświadomości jest to album również niezwykle uczciwy. Zabawne jest natomiast to, że główna bohaterka wydaje się być ponad tym wszystkim, ponad gatunkiem, w którym umiejscowił ją w 1962 roku Jean‑Claude Forest. "Barbarella" to przede wszystkim dzieło głęboko zakorzenione w swojej epoce. Kamp, era Wodnika, seksualna rewolucja. Barbarella jako emisariuszka wszystkich wolnościowych petycji niesie w sobie niezliczone pokłady uroku. Jej bronią jest naturalny wdzięk i seksapil. Fabularnie to kwintesencja frymuśnej absurdalnej space-opery. Młoda kosmiczna podróżniczka i awanturniczka, najczęściej odziana skąpo (lub nierzadko w ogóle) przemierza galaktykę trafiając na niezwykłe światy i osobliwe cywilizacje. Wplątuje się w lokalne konflikty, polityczne intrygi, doświadcza naukowych eksperymentów. Oprócz tego prowadzi kosmiczny cyrk (delirium, nazwa jak znalazł) i odwiedza coraz bardziej abstrakcyjne światy. Opowiastki mają epizodyczny charakter, co kilka plansz możemy znaleźć się z główną bohaterką w zupełnie innym miejscu i w zupełnie innym czasie. Jean‑Claude Forest doskonale wie jakim materiałem dysponuje. Łączy science fiction, erotykę i surrealistyczny humor. Natomiast ona, emisariuszka tylko pozytywnych wartości, świadoma swojej seksualności, niezależności i kobiecej siły stała się jednym z wielu symboli wyzwolenia. Lekka kreska autora, która wychodzi jasno ze szkicu, fantastycznie kontrastuje z gęsto przedstawionymi światami. Tak, światami, bo ta wspomniana epizodyczna struktura "Barbarelli" to również cały kalejdoskop kosmicznych środowisk. Czegoż tu nie ma! Od razu trzeba zaznaczyć, że Mirosław Birek wspiął się na translatorskie Himalaje kreując wszystkie te nazwy własne. Mniemam, że trudna była to walka, ale każda jedna potyczka wygląda na tą zwycięską. Odważny wizerunek nowoczesnej kobiety, symboliczna kulturowa zmiana i jasny sygnał dla rzeszy innych twórców, że to już jest ten moment, gdy komiks dla dorosłego odbiorcy ma rację bytu. Przetarte szlaki i sygnał dla innych? Jasne, ale "Barbarella" nawet jeżeli nosi znamiona bycia ramotką, to dzielnie przetrwała po dzień dzisiejszy. Mimo upływu kilku dekad wciąż pulsuje energią. Rysunek wciąż potrafi zachwycić, a treść przyprawić o zawrót głowy.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na73 miesiące temu
100 Naboi - Tom 1 Brian Azzarello
100 Naboi - Tom 1
Brian Azzarello Eduardo Risso
Już prawie zapomniałem, że robiłem taką serię postów - chyba dawno nie nadrabiałem tych Kultowych Komiksów. Cóż, „100 naboi” z pewnością do nich należy. Jest to komiks uznawany za jeden ze sztandarowych tytułów wydanych oryginalnie przez Vertigo, czyli „gałąź” DC komiks odpowiedzialną za komiksy dla dorosłych. Obok „Sandmana”, „Skalpu” i „Kaznodziei” to może być jeden z najgłośniejszych komiksów z tegoż imprintu, toteż sprawdzić go muszę. Pierwszy tom oferuje dokładnie to, czego się spodziewałem. Jest brudno, brutalnie, ponuro i realistycznie. Realistycznie w sensie, że wszyscy są tu mordercami, ćpunami, złodziejami albo brudnymi policjantami. O co w ogóle chodzi? Mamy szereg postaci, które zostają nawiedzone przez tajemniczego gościa: agenta Gravesa. Otrzymują od niego teczkę z bronią i 100 nabojami, które są nienamierzalne, a użycie ich nie będzie miało żadnych prawnych konsekwencji. Otrzymują też informacje o kimś, kto kiedyś ich zdradził. Mogą z tą informacją zrobić co tylko zechcą. A więc zemsta. Zemsta i tajemnica. Dwa solidne filary tej historii. Obawiałem się bardzo tej epizodycznej powtarzalności, jednak już w połowie albumu zaczynamy poznawać kulisy, dodatkowe prawidła rządzące tym światem, poznawać odpowiedzi otwierające drogę do kolejnych zagadek. Historie jednocześnie są odrębne od siebie, jak i mają ze sobą co najmniej jeden punkt styku. Z czasem metodycznie się sumują w całość, ale co ważne - każda z pojedynczych historii doskonale działa jako samodzielna opowieść. Śmiem twierdzić, że chyba nie czytałem jeszcze komiksu który byłby prawie całkowicie epizodyczny, a który tak by mnie wciągnął. Zazwyczaj muszę się zżyć z postaciami, dać im pooddychać swoim powietrzem. Tu jestem w stanie wsiąknąć w każdą kolejną historię błyskawicznie. Póki co - jestem na tak. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na76 miesięcy temu
Szalona z Sacré-Coeur Alexandro Jodorowsky
Szalona z Sacré-Coeur
Alexandro Jodorowsky Jean Giraud (Moebius)
Miałem do tego podejść na trzy razy, każdy z tomów z osobna, delektując się i kontemplując, ale wciągnęło i pękło w jeden dłuższy wieczór. Cóż, bywa, nie żałuję, bawiłem się świetnie, trudno, będę pluł prosto. Co tu rzec na gorąco... To taka pozycja, do której może podejść i fan Jodo, i fan Moebiusa, i losowy fan komiksu, i w końcu ktoś totalnie prosto z ulicy, pod warunkiem, że ma otwarty umysł (lub dużo alkoholu),bo bez tego ani rusz. Momentami nasycona mocno przeintelektualizowanymi (na pozór?) dialogami historia, zmierzająca w bardzo nieoczywistym, jak to u Jodo, kierunku. Seks jest, i owszem, ale jeśli ktoś liczy na jakieś podniety to się rozczaruje. Kto czytał Incala (ktoś nie czytał?) to wie, co mam na myśli. Bo, po prawdzie, to taki Incal, tylko na odwrót, bez nie-ludzi, bez super-technologii, wczesne lata '90, ale - uwaga mały spoiler - jakże by inaczej - z androgenicznym zbawicielem - coś gdzieś ring'a'bell? Dobrze się to czyta, jeszcze lepiej gdy ma się świadomość, że to w jakimś stopniu "autobiografia" Jodo (ta, jasne),czy tam inna próba rozliczenia z własnymi demonami. Nie znamy Jodo? (poraz poznać) - też spoko, akcja z dziwnej/powolnej zmienia się w bardzo dziwną/szybką zanim zdążymy dopić pierwsze piwo, a potem jest jeszcze śmiesznej. Tak, śmieszniej - to historia podszyta specyficznym humorem, Jodo bawi się z czytelnikiem, a Moebius mu w tym pomaga - sugeruję powagę zostawić na inne okazje, a tę historie potraktować z przymrużeniem oka. Lub mrugnięciem, ale nadal. Katharsis nie nadchodzi, końcówka może zaskoczyć tylko nieuczęszczających na religię. Ale i tak jest nieźle. Na pewno wrócę do tego dzieła ("dzieła") za jakiś czas, by porównać wrażenia z drugiego czytania z pierwszym. Być może inaczej na nie spojrzę, być może nie, na pewno jednak zostawiam na półce.
plast - awatar plast
ocenił na83 lata temu
Black Kiss Howard Chaykin
Black Kiss
Howard Chaykin
POPKulturowy Kociołek: Akcja rozgrywa się w Los Angeles w latach 80. XX wieku. Mieście przepełnionym zbrodnią, narkotykami, prostytucją i wszystkim tym, co najgorsze. W takich realiach musi funkcjonować powracający z odwyku muzyk Cass Polack. Niespodziewanie zostaje on wciągnięty w sam środek przerażającego szaleństwa. Wystarczyła tylko jedna przejażdżka z urodziwą pasażerką, aby jego i tak trudne życie przerodziło się w koszmar wypełniony seksem i śmiercią. Album Black Kiss tom 1 to dzieło mieszające elementy thrillera noir, horroru, komiksu erotycznego (momentami wręcz pornograficznego) i wątków nadprzyrodzonych. Jest to więc mieszanka dość wyrazista, umiejąca przyciągnąć uwagę dojrzałego odbiorcy, mająca jednak również swoje pewne zauważalne niedoskonałości. Scenariusz Chaykina potrafi być bowiem dosyć nierówny. Narracja opierająca się na schematach thrillera noir jest dość skomplikowana (może momentami trochę za bardzo). Duża w tym również zasługa klimatu miasta przepełnionego mrokiem i przemocą. Ten element historii jest więc angażujący i zachęcający czytelnika do przewracania kolejnych stron. Problem pojawia się w momencie wkroczenia na scenę wspomnianych wątków nadprzyrodzonych. Pomysły autora w tej kwestii mocno trącą myszką i są delikatnie pisząc kuriozalne. Na dodatek ma to wyraźny wpływ na całą intrygę, która staje się przewidywalna. Nie jest to co prawda drastyczny spadek jakości komiksu, ale i tak trudno tych niedociągnięć nie zauważyć. Sytuację ratują całkiem nieźle nakreśleni bohaterowie. Nie są to jednak postacie, które można lubić. Nie ma tu klasycznego podziału na dobrych i złych, a tak naprawdę wszyscy skrywają w sobie jakiś mrok, który tylko czeka na uwolnienie. Całkiem nieźle wypadają również dialogi pomiędzy nimi. Są jednak sceny, w których jest ich zdecydowanie za duża ilość i są one niepotrzebnie przegadane. Zdecydowanie najmocniejszą stroną albumu (i jednym z głównych powodów, dla którego warto sięgnąć po tytuł) jest jego oprawa graficzna... https://popkulturowykociolek.pl/black-kiss-tom-1-recenzja-komiksu/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na62 lata temu
Cyann. Integral #1. ŹrÓdło i sOnda. Sześć pór roku na ilO. François Bourgeon
Cyann. Integral #1. ŹrÓdło i sOnda. Sześć pór roku na ilO.
François Bourgeon Claude Lacroix
Lubię historie z zawiłą fabułą, jednak czasem z przykrością patrzę jak wielki potencjał jest marnowany przez irytujące postacie. Pal licho gdy są na dalszym planie, jednak kiedy do tego grona zaliczają się tytułowy bohater, czy też w tym wypadku bohaterka, szlag trafia całą przyjemność z lektury. Cyann jest właśnie takim tworem o ogromnym potencjale, ciekawą, choć mocno wtórną główną osią fabularną i kompletnie porąbanymi postaciami, których największym atutem jest świecenie gołym tyłkiem. Rozumiem, że można chcieć pokazać sporo w komiksie oznaczonym znaczkiem "Tylko dla dorosłych", jednak musi mieć to sens. A tu często nie ma go za grosz. Tytułowa bohaterka mieszka na planecie zwanej Olh. Jej lud jest podzielony na kasty i oddaje kult wielkiemu O, którego uosobienie widzi w wodzie. Litera ta jest wyznacznikiem do jakiej kasty się należy, w zależności od jej umiejscowienia w nazwisku jak i wielkości. Cyann może czuć się wybranką losu, gdyż jej ród stanowi niemalże prawo na Olh, a przynajmniej w tej części gdzie mieszka. Przyjaźni się ona z Nacarą, kobieta wywodzącą się z nizin społecznych, jednak aprobowaną przez ojca Cyann. Obie kobiety mają bowiem być pilotami ekspedycji kosmicznej, szykowanej na planetę Ilo, w celu odnalezienia lekarstwa na tajemnicza chorobę, dziesiątkującą populację mężczyzn. Jak się szybko okazuje nie wszystkim to przedsięwzięcie jest na rękę, a rozgrywające się wokół ekspedycji gry polityczne z dnia na dzień robią się coraz bardziej zażarte. Na początku skupmy się na zaletach komiksu, gdyż ten posiada ich całkiem sporo. Pierwszym z nich jest bardzo umiejętne splecenie zawikłanych wątków politycznych, jakie krążą wokół choroby oraz kosmicznej ekspedycji. Mamy tutaj kilka kast, które chcą na wszystkim położyć łapę i przejąć tym samym majątek rodu Olsimar z którego wywodzi się Cyann. Tu na scenę wkracza ojciec dziewczyny, wprawny polityk i naprawdę charyzmatyczna postać. Jest on jednym z najciekawszych bohaterów, skrzętnie skrywającym swe prawdziwe intencje przed czytelnikiem, które ujawnia w odpowiednim momencie. Zmyślnie lawiruje też pośród politycznych obozów, aby zyskać ich przychylność, a jednocześnie napuścić ich wzajemnie na siebie. Niemniej kompletnie nie dogaduje się z córką, zaś ta tylko utrudnia relacje między nimi, zachowując się... cóż, powiedzmy że dość ekscentrycznie. Kolejną zaletą komiksu jest wykreowanie świata na Olh. Jest on bardzo różnorodny, tropikalny, pełen basenów i wodospadów, a jednocześnie cyjanizujący do wielkich miast antycznej Europy czy Azji. Widać też w nim spore odniesienie do kultury Indii, po przez system kast (choć zdecydowanie mniej rygorystyczny) albo wiarę w oczyszczającą moc wody. W interesujący sposób przedstawiono także lokalną kulturę, stroje czy też obyczaje, w czym pomaga słowniczek zamieszczony na końcu albumu. Trzeba tutaj oddać zasłużony pokłon autorowi, który dał pokaz swych umiejętności graficznych, bowiem rysunek to jedna z najmocniejszych stron tej serii. Niestety każda moneta ma dwie strony i Cyann posiada kilka drażniących elementów. Pierwszym oraz najgorszym z nich jest główna bohaterka. Rozpustna, nieodpowiedzialna, zbyt pewna siebie i zwyczajnie arogancka zostaje wybrana jako przywódca całej ekspedycji. Co robi po ogłoszeniu tego publicznie? Nic, a raczej to co zwykle czyli ma wszystko w nosi, uważa że ojciec spycha ją na margines i w ogóle traktuje jak gorszy sort. Do tego całość kwituje plejadą zboczonych docinek o męskich tyłkach, członkach i tym co by z nimi zrobiła, w dość jednoznaczny sposób. Jej mniemanie o swej wyższości jest tak gigantyczne, że ego wszystkich mężczyzn na Ziemi wypada wręcz blado. Nie maco, idealny przywódca ekspedycji mającej uratować ludzkość przed zagładą. Sytuacji nie ratuje jej przyjaciółka Nascara, z którą wymienia kąśliwe uwagi. Obie panie robią to w sposób co najmniej idiotyczny i bardziej przypominają niewyżyte seksualnie gimnazjalistki niż dorosłe kobiety. Teoretycznie Nascara to ta roztropna, jednak jakoś tego nie widać w natłoku głupot Cyann, na które przyjaciółka jej pozwala. Niestety nie lepiej wygląda to na dalszych planach, gdzie co rusz trafia się jakiś napalony młodzik czy dziewoja. Mam wrażenie, że niemal cała populacja planety Olh - zarówno ta cywilizowana, jak i przemysłowa - jest bardzo niewyżyta seksualnie. Gdyby mogli to by uprawiali seks cały dzień. Pierwszy tom Cyann mocno przypomina w wielu punktach serię Aldebaran, choć fabularnie wypada gorzej. Ma niezły początek i naprawdę mocny finał, ale na tle konkurencji wypada ciut niezdarnie. Być może kolejny tom, również zamieszczony w pierwszym wydaniu zbiorczym, rozwinie skrzydła tej ciekawie się zapowiadającej opowieści. Gdyby główna postać była mniej napalona i arogancka, z pewnością lepiej by się to czytało. Choć i tak nie jest źle, zatem fani gatunku mogą zaryzykować i sięgnąć po tą lekturę.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na63 lata temu

Cytaty z książki Technokapłani. Wydanie zbiorcze t. I

Więcej
Alexandro Jodorowsky Technokapłani. Wydanie zbiorcze t. I Zobacz więcej
Więcej