Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu
Zabieg to nierzadki, plagiatowany od dawna, kiedy bogatą felietonistykę po selekcji podług ustalonych kryteriów np. tematyki, wydaje się w postaci edycji książkowej, pod wymyślnym tytułem. Robił to Stefan Kisielewski, robi notorycznie z przesadą Rafał Ziemkiewicz, i wielu… wszyscy z pokusą większej popularyzacji pisarstwa. To tak jak celebryta, aktor, podsuwa swój wizerunek pod tandetną reklamę, z przyczyn oczywistych.
A jest wielu pisarzy -felietonistów eseistów którzy wystrzegają się tej formy lansu, traktując felietonistykę zgodnie jej definicją i konwencją i umieszczając ja tylko zgodnie z jej przynależnym miejscem.
Bo felietonistyka ma swój wymiar czasowy, żyje aktualną reakcją na rzeczywistość, i potem jej przesłanie wygasa, a zadane w niej ostrze tępi się erozją czasu, mody i zmiennych realiów.
Tym bardziej, gdy tematyką jest polityka: zmienna, kontrowersyjna, karmiona incydentalnie. Albo wytykane absurdy życia codziennego, które są syndromem stricto danych czasów i obyczaju a dezaktualizują się w miarę szybko, dużo szybciej niż następstwo generacji.
W danym przypadku, czy felietonistyka dotycząca pisania, czytania i bibliofilomanii nie podlega podobnej zasadzie - dezaktualizacji. Wydawałoby się, że nie.
Jacej Dehnek zabawił się w księgowego, z racji samouznania wiekowego w młodszego, poszperał w swoim splikowanym stosie felietonów pisanych na zlecenie portalu Wirtualnej Polski tudzież Polityki,… ze starannością buchaltera powybierał te wdg subiektywnej samooceny waloru i nośności i powpinał ( kopiuj i wklej ) tematycznie do opatrzonych dość manierycznym tytułem rozdziałów ( ksiąg ) i wyszła książka, hybryda nie podlegająca żadnemu kanonowi. Z minimalizacją wysiłku, z wyświechtanym konceptem, aby dobić swój dorobkowy wolumin.
Gdyby nie pióro, które skrzy swoistą satyra, ironią i prześmiewczością, i talent, książkę uznać by można jako z gatunku tych pomijanych, wobec innych o większym kuriozum na rynku literackim.
Naszły czasy, literackiego galimatiasu i literackiej bitwy, kiedy walor literacki nie ma siły przebycia pod naporem kiczowatego komercjalizmu literackiego, a quasi - krytyka rozpanoszyła się nad tą rangi profesjonalizmu, i dobrze wirtualnie spozycjonowana przez wydawnictwa ( facebookowe rekomendacje ),zabiega z pazurami o czytelnika-klienta.
Nasuwa się konkluzja, czy ten profil edycji niejako nie dezawuuje pisarza, podważa renomę, zarzuca pójście na łatwiznę, bo pisarstwa Dehnela meandruje, unika fabularyzacji z kreacją postaci, co nieraz odsłania autentyczny kunszt pisarstwa.
W tych „zaksięgowanych „ felietonach trudno połapać się, kiedy każdy z nich został napisany. Niczym hurmem wrzucony wdg kryterium tematyki, a w przypadku felietonu istotny jest czas publikacji bo jest pisany pod refleksję czytelnika, pod jego interpretację bieżących wydarzeń. W felietonach dostrzega się opcję polityczną autora, podteksty, insynuacje na pewne osoby zaangażowane w politykę, ale chcąc skonkretyzować źródło takiej reakcji, potrzebna jest znowuż data zapisu.
Co więcej wizyty autora na międzynarodowych spotkaniach literackich, biennalach, konwentach, festiwalach, stypendiach czy promocjach jego książek wszystko enigmatycznie czasowo.
Zaczyna się od definicji terminu - krytyk literacki. I Dehnel sam osobie, jakoby nim nie jest, nie terminuje w tym profilu pisarstwa a ponad wszystko jest czytelnikiem.
Trudno zgodzić się z tym samo - osądem, argument brnący w ślepą uliczkę z ukrytą subtelnie hipokryzją, co dalej pokazuj treść zapisu. Wszak ocenia poezje, co więcej w stylu i schematem dawnej Poczty Literackiej, maximum krytykanctwa i negacji minimum aprobaty czy pochlebstwa. Jak sam przyznaje ciężko zdobyć się na aplauz w jego nawyku surowej oceny. A jednakowoż infantylizme literacki, znajduje akceptacje na necie w pewnych sferach odbioru.
Nie zmylą go gierki słowne, gierki składniowe, pod publikę internetową, składową której są również subkultury i przeróżnego autoramentu ludzi z wsobnym gustem.
Każdy krytyk jest czytelnikiem, z istoty tego zajecia, żeby ocenić trzeba przeczytać wnikliwie. A czy felieton, esej, czy recenzja napisana w aspekcie zapisu wrażenia po przeczytanej książce nie jest „miękką „ krytyką literacką, która Dehnel niby zwodniczo uprawia pełną para i z wzięciem.
A czy opowiedzenie się za taką a nie innym dziełem literackim, za takim a nie innym pisarzem, nawet w formie rekomendacji nie jest wyrazem arbitrażu, podlegającego w zakres krytyki.?
Czy jego afront wobec mody na „misery books” tak zawłaszczającej, że książki o tym profilu tematycznym- w fabule granych na cierpienie ludzkie ( autor nazywa to „pornografią nieszczęścia ‘’ ) zapełniają szumnie regały biblioteczne.
Krytyka z zasady ma coś z sarkazmu, złośliwości (rzadko pochwały ),podparta jadem lub pejoratywnością, czego w dehnelowskim upodobaniu oceny czegokolwiek, nie brakuje.
Dziedzinę jakąkolwiek profesjonalnie ocenia ten, która ją uprawia. Trudno odmówić Dehnelowi wyrobionego smaku, wrażliwości na estetykę, sztukę i znawstwa dzieł literackich. Od małego fascynuje go książka a on sam traktuje literaturę i i bibliofilstwo jako pasję życia.
Felietonistyka nie jest łatwa w aspekcie wyszukiwania tematów ale w nie w przypadku Jacka Dehnela.
Zwykle wydawca sugeruje temat, albo go zamawia pod komentarz społeczny, sprawdzając ciągle angaż czytelnictwa np w necie. Jaki by nie był temat, wyobraźnia pisarska Dehnela upora się z każdym i go rozświetli, i jeszcze w tak finezyjny sposób
To magia pisarstwa tego autora, wspartego oczytaniem, erudycją, ogiką i swobodą w doborze metafory, w szastaniu słowotwórstwem aby finalnie sprowadzić rzecz do anegdoty, humoreski i połechtać swoim ciętym językiem.
Z błahego tematu, potrafi nie tylko powydobywać kwintesencje, ale spenetrować go na wszystkie możliwe strony, aby wycisnąć z niego resztki merytoryki, to coś niewidoczne, to coś snujące się i nieuchwytne, nie dla każdego zauważalne. Efektem tego zabiegu jest, że to co nikłe, z pozoru lipne urasta do waloru literackiego, jak sam metaforyzuje : jest potrzeba „dooliwienia, doheblowania aby powstała jakość ‘’.
Pokazuje jak wielu popada w złe nawyki zaczepiania o tematy nowożytnej historii( np. martyrologia Holocaustu, Powstanie Warszawskie… ),które nie ważne że wzięte i chwytliwe ale rządzą się zasadą nietykalności ( w aspekcie pisania o nich ) dla tych, którzy tego nie doświadczyli lub byli świadkami, bo wychodzą z interpretacją na podstawie drugiego przekazu, co prowadzi do przekłamania historii. I barwią prozę, wiersz na całego i zrozpędu, emocjami, weną, mylną wyobraźnią ( Jerzy Kosiński, Hermann Rosenblat ). „Bo Holocaust to samograj, poruszy twarde serca”.
W rozdziale „kopniętej muzy’’ ujmująco profanuje literacki kicz. Bywa, że z ocena jego waloru, książkowym blurb, recenzja są zmistyfikowane. Podaje przykład klanu rodzinnego literackiego ze swoich rodzinnych rewirów: matka , ojciec , syn którzy działają w zwartej produktywnej grupie: jeden pisze, drugi recenzuje ( czytaj :gloryfikuje ),trzeci wydaje. A przy tym rzucane ładnie utkanym werbalizmem hasła niczym aforyzmy, że dziedzictwo to bełkot, dezaktualizacja, czas na novum literackie, niejako w imię sensacji ściągają czytelników. Taki proceder, wywraca rynek literacki do góry nogami.
Dehnel z zuchwalstwem i tupetem gani tych z płomienną aspiracją do pisania: ich pozorowany artyzm ( Wiena-Mond- Kozłowska ),albo cel agitacyjny ( Witold Gadowski z neosocjalistyczną propagandą ) nie poparte żadną słuszną krytyką, okazują się tylko groteskową miernotą w swojej wymowie.
W rozdziale „Ksiega szpargałów” jest sugestywnie o rzeczach których znaczenie poszło do lamusa, prócz antykwarycznej wartości. A jednakowoż nie do końca wdg autora jest to prawda, ot chociażby zachowane sztambuszki, dawne pamiętniki wpisów, na prowadzenie których była dziewczęca moda ( może gdzieniegdzie jeszcze praktykowana ). I z tych niby trywialnych wpisów, wychodzi dawny obyczaj, maniera, i ten styl pisania zdezaktualizowany grany wtedy na patriotyzm i tożsamość polską.
Autora fascynuje każdy dokument minionej epoki : czy to gazety, czasopisma przedwojnia lub świeżo po wojnie, czy nawet retrospekcja o bajkach z personifikacjami zwierząt (przypisem każdemu zwierzęciu cech charakteru człowieka ),czy nawet przedwojenne katalogi sklepowe i o dziwo z rekomendacją zakupu gadżetów erotycznych co w tych czasach wydawałoby się tematem tabu, czy nawet katalogi renomowanych domów wysyłkowych edytowane sto lat wstecz ( np.: katalog firmy Sears-Rembuch ) po których można rozpoznać jak narastały potrzeby w miarę upływu lat, jak zmieniała się moda, preferencje i hierarchia punktów widzenia.
Rzec by można, że ten zbiór felietonów to wypisz wymaluj epizodyczny materiał autobiograficzny autora. Poznajemy jego inklinacje do poezji wdg jego uznania mistrzowskiej.
Exemplum: Miłosz, który jak zauważył oprócz geniuszu, posiadał jeszcze coś w swoim charakterze:. był propagatorem każdego rodzaju poezji ( nie dość wspomnieć o jego antologii poezji światowej ) w kontekście oceny debiutów poświęcał szczodrze czas każdemu bez wyjątku, który porywał się na poezję. Miłosz nigdy nie był rywalem dla nikogo, aczkolwiek epigonem Iwaszkiewicza, którego de facto przerósł dorobkiem i talentem.
Pomijając klasyków z uznaną estymą: Rilke (Austriak ),Brodski (poeta rosyjsko-amerykański),Herbert, Kawafis (Grek ),Osip Mandelsztan (poeta rosyjski, którego tłumaczył ),wystarczy wdg Dehnela wspomnieć XX-stowieczny chociażby panteon polskiej poezji zmuzykowanej i wyśpiewywanej a więc znanej ogółowi : Osiecka spopularyzowana w muzyce pop, Jeremi Przybora w swoich sentymentalnych mówiono-śpiewanych frazach, czy Karczmarski jako bard rewolucyjny ( solidarnościowy ).
Dehnel opowiada o swoim czytelnictwie, jego pierwsze oglądanie zbioru obrazków w domowych albumach jakby oswajanie i przymierzanie się do kontaktu z książka, potem wczesna nauka czytania, i stopniowe przeskakiwanie poziomów, do coraz do bardziej wyrafinowanych pozycji , usystematyzowanych na regałach - aż po sufit - w pracowni matki-malarki.
Jako dziecko chrome pozbawione tymczasowej mobilności, czytał. Każdemu, jak zapewnia wszak okres choroby z dzieciństwa kojarzy się z książką w tamtych czasach, którą pochłaniało się w łóżku, przy odchorowywaniu.
W jego rodzinie pasja czytania przechodziła z pokolenia na pokolenie: dziadkowie, rodzice i on jako ostatnia sukcesja.
Obok czytania było zbieranie i gromadzenie książek, tych z których łączyła się osobliwa historia: książka jako prezent, jako spadek po kimś ważnym, to znowuż zakup po wytrwałym szperactwie na dany temat.
A także z potrzeby posiadania jako tej spod mistrzowskiego pióra, albo tej ulubionej i wzorcowej w przesłaniu w pewnym etapie życia, bo wystawiona książka na regale zdradza osobowość jest „ jej rebusem i aluzją”.
Wspomina nauczycielki -polonistki na przestrzeni lat szkolnych, szczególnie tej jednej , która podsycała miłość do literatury i sztuki ( aczkolwiek to z rodziny wyszły pierwsze zaszczepy i motywacje i nawyki ),poprzez zachęty, wypady do muzeów, na wernisaże..
Ale były i takie, które prezentowały bylejakość nauczania, zbyt rygorystyczny i formalistyczny według programu.
Gdańsk miasto Grassa, Huella, Chwina jest miastem jego dzieciństwa i wczesnej młodości, i jakby dobijał do szeregu jego literackich luminarzy. Raz zaglądnąwszy do mieszkania babci i zastawszy je w jakimś chaosie, poustawiał na powrót wszystko tak jak byo dawniej za czasów jego dzieciństwa w imie dochowania reliktu pamięci, aby chociaż przez chwile wrócił sentyment i niezwykłość tamtych lat.
Warszawska kawalerka 22 metrów kwadratowych, była miejscem bibliofilskich dylematów: każdy zakup książki, wiązał się z pożegnaniem tej wysiedzianej na półce. Podczas licznych przeprowadzek , jego pedantyzm pakowania wynikał z respektu do książki, o którą zabiegał aby nie była niszczona podczas każdej zawieruchy.
Dla pisarza, który uznaje pisarstwo za uprawiany zawód, materiałem, który „przerabia” jest język.
Dehnel przyznaje ile trzeba czujności, reaktywności aby sprostać mutacji ( nie tej fizjologicznej ) języka idącym z naturalnej zmienności kultury, postępującej cyfryzacji, rozpychającej się łokciami inteligencji sztucznej. Ale jako tłumacz wie najlepiej, że każdy język ojczysty zachowuje swój rodowód, ma duszę, ciągnie za sobą balast mody, lokalnego obyczaju, swoistej rdzennie kultury (obcej dla tłumacza ). Nie można dokonać wiernej transformacji jeden w drugi- ojczysty w obcy- wychodzą przekłamania, samoistne dezintensyfikacje jego aury i nośności, a rolą tłumacza jest odnaleźć balans : miedzy minimum zdzierania swoistości języka tłumaczonego a maksimum w wykreowaniu obrazów czytelnych i swoistych na język tłumaczony.
Podaje recepturalnie pewne zasady pisania. W poezji bardziej niebezpieczna nie jest nawet arogancja słowa ( bluzgi, nietakty, wulgaryzmy…) ale wytarte, zużyte poetycko „despekty” słowne, np.: miłość, noc, samotność, dusza, Bóg, serce, kwiat …
Regułą jest że wielkie słowa rezonują przy otoczeniu małych, efekty językowe wymagają przerywników, wyrzut wytrawnego słowa, neologizm nabiera wydźwięku przy tonacji stylistycznej zrównoważonej stabilnej, bo w literaturze ekscytuje to co robi wrażenie : słowo, fraza, koncept, fabuła.
Jako przykład podaje powieść „Pnin” Nabokowa, w której jedno zdarzenie w życiu profesora pełne groteskowej niefrasobliwości smutku, że coś się udało i radość idąca z tego faktu – ocalenie wazy- triumfuje wobec całościowego jego nieudacznictwa życiowego.
Dehnel wychodzi z przestrogą, że wygasa poprawność pisania, Internet stawia wymogi: zwięźle, lapidarnie, krzykliwie dla atencji. Recenzje sprowadzają się do konkluzji bez uzasadnienia : że czyta się łatwo albo nudno, z pseudoautorytatywnym orzeczeniem czy warto przeczytać, czy nie..
Pojawił się nowy wariant recepcji: siecioholizm, facebookolizm.
Wiara w słowo pisane to „obumierający kult dawnego Bożka”. Literatura jest postrzegana jako „zafiksowane hobby” zestawiane z manieryczna pasją.
Ale jakże inne jest jego credo i lojalność wobec książki. Książka służy „do pracy na samym sobą”, język jest nieograniczonym kreatorem myśli, poglądów…a literatura i tak zapuszcza się dalej w niezbadane rewiry.
I nic nie zastąpi radości z przewracania stron.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Literatura od kuchni
Erudycyjna książka do powolnego smakowania.
Erudycyjna książka do powolnego smakowania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajbardziej w tej książce podoba mi się autor, a w zasadzie jego pewność siebie, erudycja i literacki gust. Jest i wysublimowany, i nieoczywisty, bywa też jednak przystępny i niewyniosły. Coś na kształt zadzierania nosa i następującego po nim spuszczania z tonu, urocza kombinacja. Szczypta protekcjonalności i nonszalancji nadaje temu zbiorowi wyjątkowego smaku, który tak mi odpowiada.
Jak już wspomniałam, na książkę składają się felietony, które nie tylko pokazują szerokie spektrum zainteresowań twórcy, ale także objaśniają fabuły poszczególnych książek, przybliżają bohaterów, ich wybory, ciekawostki literackie, takież anegdoty. Uczta. Nie tylko dla kulinarnych praktyków (gdyż każdy felieton wieńczy właśnie przepis na literackie danie),ale też dla miłośników książek, których dobór uznaję za więcej niż dobry.
Dla przykładu, jest tutaj nieprzewidywalny Osip Mandelsztam (i przyporządkowana mu zupa ucha),jest także przewrotny Tuman Capote (przepis na pasty do bajgli, nawiązujący do Śniadania u Tiffany'ego),znalazł się też turpistyczny Roland Topor. Nie mogło oczywiście zabraknąć przesławnych magdalenek Marcela Prousta, bo jakżeby tak, bez maczanych w herbacie najsłynniejszych literackich ciastek?
Bogusław Deptuła serwuje nam literackie smaczki, służy czytelnikowi swoim oglądem artystycznej rzeczywistości, poetyckich obrazów, rozważa opisywane dzieła w różnych (nie tylko kulinarnych) kontekstach. Jego interpretacje są trafne, wykwintne (jak niektóre potrawy, np. grasica cielęca, czy żabnica faszerowana tapendą),a nade wszystko interesujące.
Na uwagę zasługuje też piękne wydanie, wzbogacone o adekwatne ilustracje Macieja Jędrysika.
Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że nastąpi.
buchbuchbicher.blogspot.com
Najbardziej w tej książce podoba mi się autor, a w zasadzie jego pewność siebie, erudycja i literacki gust. Jest i wysublimowany, i nieoczywisty, bywa też jednak przystępny i niewyniosły. Coś na kształt zadzierania nosa i następującego po nim spuszczania z tonu, urocza kombinacja. Szczypta protekcjonalności i nonszalancji nadaje temu zbiorowi wyjątkowego smaku, który tak mi...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUwielbiam wszelakie książki o gotowaniu. Tu się niestety zawiodłam.
Autor operuje dosyć ciężkim, "uniwersyteckim" stylem pisania. Przez ten natłok tych informacji ciężko jest się przebić.
Zamieszcza fragmenty książek, których połowy nie znam. Nie jest to książka lekka i zabawna. Raczej bardzo przytłaczająca w swoim wyrazie.
Przepisy też nie porywają (pankejki, gazpacho każdy chyba zna...).
Uwielbiam wszelakie książki o gotowaniu. Tu się niestety zawiodłam.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor operuje dosyć ciężkim, "uniwersyteckim" stylem pisania. Przez ten natłok tych informacji ciężko jest się przebić.
Zamieszcza fragmenty książek, których połowy nie znam. Nie jest to książka lekka i zabawna. Raczej bardzo przytłaczająca w swoim wyrazie.
Przepisy też nie porywają (pankejki, gazpacho...
W sumie to przejrzałam i odłożyłam :)
Pomysł fajny, ale w tym wypadku ważniejsze jest to, żeby mieć czas i skłądniki do gotowania niż czas i chęć na czytanie. Chociaż przepis na magdalenki.....
W sumie to przejrzałam i odłożyłam :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomysł fajny, ale w tym wypadku ważniejsze jest to, żeby mieć czas i skłądniki do gotowania niż czas i chęć na czytanie. Chociaż przepis na magdalenki.....
'Literatura od kuchni' to zbior felietonow o poszukiwaniu smakow kulinarnych w literaturze. Autor bedacy historykiem sztuki pisze o ksiazkach dla niego waznych. Spotykamy tu min. Moravie, Prousta, Huysmansa, Szymborska czy Brzechwe, czytamy o smakach znalezionych w ich dzielach. Dowiadujemy sie dlaczego de Custine wybral sie do Rosji w 1839 roku, czego poklosiem byla wspaniala ksiazka; o makaronie opisanym przez Bialoszewskiego w 'Pamietniku z Powstania Warszawskiego'; o tragicznym zyciu Trakla czy tez jak to powodem jednej z awantur wywolanych przez Caravaggia byly karczochy.
Kazda opowiesc wienczy krotki przepis, niekoniecznie bezposrednio z dana lektura zwiazany. Moje ulubione to ten na salatke ziemniaczana i na placek ze sliwkami.
Oczytanie w klasyce ulatwi odbior tej 'pysznej' ksiazki, mozna tez potraktowac ja jako zachete do poznawania wspanialej literatury.
Zdecydowanie polecam.
'Literatura od kuchni' to zbior felietonow o poszukiwaniu smakow kulinarnych w literaturze. Autor bedacy historykiem sztuki pisze o ksiazkach dla niego waznych. Spotykamy tu min. Moravie, Prousta, Huysmansa, Szymborska czy Brzechwe, czytamy o smakach znalezionych w ich dzielach. Dowiadujemy sie dlaczego de Custine wybral sie do Rosji w 1839 roku, czego poklosiem byla...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBogusław Deptuła stworzył nietypową książkę kucharską - literacką, momentami przegadaną, nasyconą cytatami, ale zarazem smakami i zapachami. To świeża, ożywcza lektura, nawet gdy wspomina o śnie, nudzie czy katastrofach.
Przepisy są tylko dodatkiem, wisienką na torcie czy ziarnkiem kawioru na tartince: mniam!
Bogusław Deptuła stworzył nietypową książkę kucharską - literacką, momentami przegadaną, nasyconą cytatami, ale zarazem smakami i zapachami. To świeża, ożywcza lektura, nawet gdy wspomina o śnie, nudzie czy katastrofach.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzepisy są tylko dodatkiem, wisienką na torcie czy ziarnkiem kawioru na tartince: mniam!
Kupiona z ciekawości, i z ciekawości pozostanie na mojej półce.
Kupiona z ciekawości, i z ciekawości pozostanie na mojej półce.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo sympatyczne teksty w których kuchnia, przepisy na konkretne potrawy są pretekstem do rozważań o książkach, literaturze w ogóle. Można to też ująć odwrotnie, że to literatura jest pretekstem do kuchni, jednak moim zdaniem i ilościowo i jeśli chodzi o wagę literatura, bardzo osobiste, autorskie do niej podejście tu przeważa.
Bardzo sympatyczne teksty w których kuchnia, przepisy na konkretne potrawy są pretekstem do rozważań o książkach, literaturze w ogóle. Można to też ująć odwrotnie, że to literatura jest pretekstem do kuchni, jednak moim zdaniem i ilościowo i jeśli chodzi o wagę literatura, bardzo osobiste, autorskie do niej podejście tu przeważa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tobardzo interesująca, napisana ze swadą książka pasująca do nowej kategorii literatury o literaturze, ale z pozaliterackiej perspektywy. Przepisy proste, ale nietuzinkowe, starannie dobrane; literatura głównie francuska,ale też nieoczywista- o czym sam autor uprzedza we wstępie, do tego ilustracje, anegdoty, ciekawe dygresje. Godna polecenia na wolny weekend, lub, niezobowiązująco do walizki na wakacje w leśniczówce;)
bardzo interesująca, napisana ze swadą książka pasująca do nowej kategorii literatury o literaturze, ale z pozaliterackiej perspektywy. Przepisy proste, ale nietuzinkowe, starannie dobrane; literatura głównie francuska,ale też nieoczywista- o czym sam autor uprzedza we wstępie, do tego ilustracje, anegdoty, ciekawe dygresje. Godna polecenia na wolny weekend, lub,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiązka niestety mnie nie zachwyciła. Lekko nudna. Kilka przepisów jednak wykorzystam. Ale tylko kilka.
Ksiązka niestety mnie nie zachwyciła. Lekko nudna. Kilka przepisów jednak wykorzystam. Ale tylko kilka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to