Francja elegancja, czyli Anglik w podróży kontynentalnej

Okładka książki Francja elegancja, czyli Anglik w podróży kontynentalnej autora Michael Simkins, 9788376420578
Okładka książki Francja elegancja, czyli Anglik w podróży kontynentalnej
Michael Simkins Wydawnictwo: Pascal literatura podróżnicza
448 str. 7 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Detour de France: An Englishman in Search of a Continental Education
Data wydania:
2012-10-03
Data 1. wyd. pol.:
2012-10-03
Liczba stron:
448
Czas czytania
7 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7642-057-8
Tłumacz:
Andrzej Zakrzewski
Średnia ocen

6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Francja elegancja, czyli Anglik w podróży kontynentalnej w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Francja elegancja, czyli Anglik w podróży kontynentalnej

Średnia ocen
6,0 / 10
51 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Francja elegancja, czyli Anglik w podróży kontynentalnej

avatar
68
27

Na półkach: ,

Rewelacyjnie zabawna.

Rewelacyjnie zabawna.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
169
36

Na półkach: , ,

Zabawnie napisana relacja z podróży angielskiego aktora teatralnego. Nie raz wybuchałam śmiechem czytając jego przygody i cięte komentarze.
Pełna ciekawych postaci, które bohater spotkał na swojej drodze oraz miejsc, do których się wybrał.
Jeśli ktoś planuje podróż do Francji, aby poznać ten dość spory kraj, polecam tę książkę jako lekturę przed podróżą. Podąrzając śladami Simkinsa można odkryć to co najciekawsze i najważniejsze do zobaczenia we Francji.

Zabawnie napisana relacja z podróży angielskiego aktora teatralnego. Nie raz wybuchałam śmiechem czytając jego przygody i cięte komentarze.
Pełna ciekawych postaci, które bohater spotkał na swojej drodze oraz miejsc, do których się wybrał.
Jeśli ktoś planuje podróż do Francji, aby poznać ten dość spory kraj, polecam tę książkę jako lekturę przed podróżą. Podąrzając śladami...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
226
138

Na półkach:

Michael Simkins, Brytyjczyk w średnim wieku, obdarzony typowym angielskim usposobieniem, uprzedzeniami i przywarami, postanawia wyruszyć w podróż swojego życia - zwiedzić Francję. Przemierza więc francuskie drogi, odwiedza takie miejsca jak Lourdes czy Vichy, stara się zgłębić tajemnice i ducha tego kraju, by w końcu dotrzeć do samego serca - Paryża.
Jednym z wielu moich podróżniczych marzeń jest zwiedzić Francję - chodzić po uliczkach miasteczek, zobaczyć wszystkie malownicze zakątki,mam nadzieję, że kiedyś będę miała taką możliwość, na razie pozostaną mi książki by przenieść się tam chociaż "duchem" - lubię więc sięgać po takie, które opowiadają o niezwykłych miejscach, ale najbardziej interesują mnie lektury dotyczące obyczajów, kultury i niepowtarzalnego stylu życia.
Dlatego też sięgnęłam po książkę podróżniczą Simkinsa - dodatkowym atutem było dla mnie to, że mamy tutaj wszystko opowiedziane z perspektywy typowego Brytyjczyka, który nieco uprzedzony, patrzy na Francuzów i wszystko, co francuskie z lekkim rozbawieniem - w końcu są to dwa narody, które nie pałają do siebie przesadną sympatią, z wieloma konfliktami we wspólnej historii - i faktycznie, forma ta, sposób przedstawienia tej wyjątkowej wędrówki jest dość pociągający i w niektórych momentach bardzo zabawny.
Jednak muszę przyznać, że czasami irytowały mnie porównania lub nawiązania do rzeczy, które tylko mieszkaniec Wielkiej Brytanii może skojarzyć, przez to czułam się nieco "z tyłu" i nie miałam pełnego obrazu sytuacji czy opisywanej postaci, która na przykład została przyrównana do znanego w Anglii prezentera telewizji. Autor rzuca takimi nawiązaniami lekko i ochoczo, kierując jakby tekst do tylko do współobywateli. Uważam to za dosyć duży minus tej książki.
"Francję elegancję" mimo to przeczytałam i uważam, że lektura była nawet znośna i przyjemna - najbardziej podobał mi się rozdział właśnie z Paryżem, gdzie autor szuka współczesnego chanson - oryginalnej formy śpiewu, która narodziła się w muzycznych kawiarniach i kabaretach Montmartre, a której najwybitniejszą przedstawicielką była niezapomniana Edith Piaf - sądzę, że doskonale oddał sens francuskich piosenek, które tak wspaniale odzwierciedlają narodowy charakter i których warto szukać w niepozornych czasem miejscach, nieznajdujących się na mapach przewodników wycieczek Mamy też tutaj rozdział dotyczący paryskiego tygodnia mody, moim zdaniem bardzo zabawny fragment książki, gdzie nasz typowy Anglik próbuje zmierzyć się z modą i stylem oraz rozdział opowiadający o tym jak Simkins stara się zostać degustatorem francuskich win - jak to się może skończyć, łatwo się domyślić.
Jeśli więc tak jak ja szukacie książek o ojczyźnie Dumasa, Piaf i Napoleona, mając na uwadze właśnie aspekt typowo obyczajowy, poznanie ludzi, zachowań i francuskiego stylu życia, napisanych z lekkim przymrużeniem oka i zabawnymi anegdotami, książek lekkich, łatwych i dosyć przyjemnych to chyba nie będziecie zawiedzeni czytając "Francję elegancję". Dodatkowo można też wiele dowiedzieć się o typowej "brytyjskości", ponieważ w książce jakby mimochodem dostajemy też informacje na temat Wielkiej Brytanii - takie połączenie i zderzenie kulturowe jest w tym przypadku ciekawe i zabawne.

Michael Simkins, Brytyjczyk w średnim wieku, obdarzony typowym angielskim usposobieniem, uprzedzeniami i przywarami, postanawia wyruszyć w podróż swojego życia - zwiedzić Francję. Przemierza więc francuskie drogi, odwiedza takie miejsca jak Lourdes czy Vichy, stara się zgłębić tajemnice i ducha tego kraju, by w końcu dotrzeć do samego serca - Paryża.
Jednym z wielu moich...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

132 użytkowników ma tytuł Francja elegancja, czyli Anglik w podróży kontynentalnej na półkach głównych
  • 65
  • 64
  • 3
46 użytkowników ma tytuł Francja elegancja, czyli Anglik w podróży kontynentalnej na półkach dodatkowych
  • 38
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Francja elegancja, czyli Anglik w podróży kontynentalnej

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zakochany w Paryżu. Miasto Świateł okiem paryżanina Olivier Magny
Zakochany w Paryżu. Miasto Świateł okiem paryżanina
Olivier Magny
Wybór książki pt. „Zakochany w Paryżu. Miasto Świateł okiem Paryżanina” był idealnym pomysłem na inaugurację wakacji i urlopu. Lektura ta może być bardzo pomocna i inspirująca przy rozmyślaniu i planowaniu wojaży, jak i w późniejszej fazie ich realizacji. Książka jest zbiorem bardzo dowcipnych i niezwykle interesujących anegdot oraz przemyśleń dotyczących stolicy Francji oraz jej mieszkańców. Rodowity Paryżanin, z przymrużeniem oka i dystansem, dzieli się z czytelnikami swoimi małymi tajemnicami. Są to wyjątkowo cenne wiadomości, gdyż przekazane z pierwszej ręki. Rozdziały są bardzo zróżnicowane tematycznie – dotyczą upodobań, zwyczajów, przyzwyczajeń Paryżan oraz ich stosunku do wielu międzynarodowych zagadnień. Każdy rozdział wzbogacony jest o poradę autora związaną z omawianym tematem i mini słowniczek wskazujący jak o nim „mówić jak Paryżanin”. Generalnie, w książce znajdziemy sporo odnośników w języku francuskim – na szczęście tłumaczonych na język polski. Chociaż dla mnie osobiście zabrakło transkrypcji tych wyrażeń. Ten swoisty przewodnik po Paryżu będzie idealnym uzupełnieniem tradycyjnego bedekera, także w czasie zwiedzania Francji. Dla miłośników francuszczyzny i pasjonatów podróży lubujących się w odkrywaniu obcych kultur lektura obowiązkowa! Mnie oczarowała i ubawiła! Lekka ale pouczająca książka, która nie może się nie podobać!
matram - awatar matram
ocenił na76 lat temu
W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu) Jarek Sępek
W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu)
Jarek Sępek
W zasadzie reportaż, chociaż ma już charakter historyczny. Na wzór Fileasa Fogga, bohatera powieści Juliusza Verne’a polski dziennikarz założył się, że w ciągu 80 dni zdobędzie nagrane próbki 80 języków … nie ruszając się z Londynu. Książka opisuje jak do tego dążył, z kim się spotykał i o jakie języki chodziło. Przy okazji autor przekazuje sporo ciekawostek na temat miasta a także nawiązuje do swojego literackiego pierwowzoru, który chociaż zapewne posiadał większe środki, lecz znacznie mniejsze możliwości techniczne potrzebne do wykonania swojego zadania. Czy mu się udało? Warto przeczytać. Moim zdaniem takie zadanie powinno być utrudnione poprzez eliminację pracowników przedstawicielstw dyplomatycznych, handlowych i korespondentów prasowych. Nie są imigrantami, nie płacą za swój pobyt i nie zawsze są w danym mieście lub państwie z wyboru. Jest to także ciekawy zapis momentu historycznego, z czasu krótko przez brexitem. Wielka Brytania nie obarcza jeszcze winą za swoją sytuację Unii Europejskiej i emigrantów z niej. Londyn jest przedstawiony jako modelowe wielokulturowe miasto bez jakiejkolwiek wzmianki, że to tylko największa spośród kilkudziesięciu takich plam w UK w morzu raczej biernej niechęci. Książkę zamyka spis języków i osób, od których autor pobrał próbki. Ostatnia pozycja należy do przedstawiciela języka angielskiego, którym jest … Michael Pallin, jeden z członków grupy Monty Pythona.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na65 lat temu
Rublowka Walerij Paniuszkin
Rublowka
Walerij Paniuszkin
W co grają ludzie? – pytał i odpowiadał w swojej książce pod tym samym tytułem psychiatra Eric Berne. Autorowi z kolei tej książki było mało. Zawęził to pytanie do swoich rodaków, zastanawiając się – W co grają Rosjanie? I równie wnikliwie, niczym wytrawny może nie psychiatra, ale na pewno psycholog społeczny, przeanalizował jeden dzień z życia (a metaforycznie całe życie) Rosjan, dzieląc swoją opowieść, opartą na obserwacji oraz rozmowach i wywiadach z konkretnymi osobami, na cztery części – ranek, dzień, wieczór i noc. Jedna uwaga! Nie tych Rosjan, których poznałam w reportażach Wacława Radziwinowicza „Gogol w czasach Google’a”, ale wyjątkową ich odmianę. Bardzo zróżnicowaną pod każdym względem (pochodzenia, religii, zachowania, hobby),ale posiadającą jedną, wspólną cechę – rezydencję w podmoskiewskiej dzielnicy Rublowka, zaznaczonej na dołączonej do tekstu mapce. Napisać o tak położonej posiadłości – dom, byłoby kłamstwem, bo jak nazwać działkę, na której stoją obok siebie: „więzienie, fiński domek, górska chata i zamek – wszystkie puste, bo gospodarz mieszka w piątym domu, ponieważ jest zbudowany według najnowszej mody?” Jednak to jeszcze nie zrobiło na mnie wrażenia, no bo, co takiego wyjątkowego jest w tych ludziach, że warto o nich pisać? To, że mogą sobie pozwolić na kupno „pierścionka w cenie niewielkiej posiadłości, posiadłość w cenie niewielkiego kraju, łódki w cenie niewielkiego lotniskowca”, to dla mnie za mało. Przecież dzielnice ludzi bardzo bogatych istnieją w każdym mieście łącznie z najbardziej znaną – Manhattanem. Bohaterem wielu powieści i filmów. Daj mi Walerij coś – domagałam się od autora – co mnie zaciekawi poza odpowiedzią na pytania, które sobie postawiłeś – „Co jedzą, co piją, w co wierzą, ku czemu dążą, czego się boją, na co mają nadzieję… I – a niech ich czort! – skąd mają tyle pieniędzy?” Bo ja to wszystko już wiem! Moja ciekawość została wielokrotnie zaspokojona właśnie dzięki książkom do niej się odwołującym. Wypracowałam sobie nawet nieodkrywczy wniosek – w tym zakresie nie różnią się od siebie niczym. Daj mi zatem coś – domagałam się dalej – co wyróżni twoją opowieść spośród innych, niestety monotematycznych i podanych w lekkiej formie. Coś, co udowodni, że zasłużyłeś na pojawienie się w cyklu Reporterzy Dużego Formatu, że nie jesteś „nianią w Nowym Jorku” albo „seksem w wielkim mieście”, a już nie daj młodzieżowym wydaniem „Błękitnokrwistych” – też z Manhattanu! I odpowiedział już we wstępie, pisząc – „przepaść między właścicielami domów a resztą populacji jest nie tylko finansowa, ale i – by tak rzec – kulturowa". O, to już jest coś! – pomyślałam. Historia Rublowki i wyjątkowy charakter tego miejsca, istniejącego od czasów Iwana Groźnego aż do dzisiaj, może zaciekawić na tyle, że miałabym ochotę na obietnicę widniejącą na okładce tytułowej. Jednak to nadal tylko ciekawość. Chciałam… Co tam! Żądałam więcej! Domagałam się wątku, który sprostałby serii, który odkryłby przede mną wiedzę jeszcze mi nieznaną. Może pomógł zrozumieć nowobogackich Rosjan? I nagle dojrzałam to kluczowe słowo w prezentowanej powyżej obietnicy – władza. Kolejny czynnik, obok kulturowego, wyróżniający mieszkańców Rublowki. Nie pieniądze, nie sława, nie wygodne życie (bo ono tam nie jest takim, kiedy Władimir Putin rano jedzie na Kreml i trzeba tkwić w korku prawie godzinę),nie chęć spokojnego życia wśród zieleni na obrzeżach zatłoczonej Moskwy, „nie po to, żeby rozkoszować się luksusem, kochać i być kochaną, wychowywać dzieci, realizować się w pracy, sportowych pasjach, mizdrzyć się w pięknych strojach, smacznie jeść, spacerować na świeżym powietrzu…” Nie! To już nawet nie potrzeba, ale narkotyczny głód władzy, który autor nazywa grą o nazwie „Życie”, a której graczami są wszyscy na Rublowce – „z wyjątkiem dzieci karmionych piersią” – dodaje z charakterystyczny sarkazmem w swoich wywodach autor. To dla konkurencji „Życie” i zwycięstwa w niej, Rosjanie kupują „dom po cenie, za którą można kupić praktycznie każdą willę nad praktycznie każdym morzem, praktycznie każdy górski dom w praktycznie każdych górach, dowolne mieszkanie w Nowym Jorku, Paryżu, Londynie…” Jednak nie, chcą na Rublowce, bo to jedyne miejsce, z którego można wystartować w Grze. I to jest ten wątek, który mnie przekonał do sensu tej publikacji, całkowicie pochłaniając moją uwagę, która domagała się odpowiedzi na to samo pytanie, niedające spokoju autorowi – „Dlaczego dają się wciągnąć w tę Grę?” Grę, która zabiera im 90% czasu (reszta to hobby, z czego 5% na pokaz),by w niej być, wskoczyć na wyższy poziom lub z niej wypaść, niszczyć innych lub samemu być zniszczonym. Krążyłam z autorem po Rublowce, docierając do znanych osób z nazwiskami z pierwszych stron mediów i do tych mniej znanych, ale nie mniej potężnych w grze, zbierając informacje potrzebne do uzyskania odpowiedzi, usilnie dociekając sensu celu i zasad. Zobaczyłam najbardziej wyrafinowaną grę świata o najszerszej skali zniszczenia (przykład jednego z największych przegranych – Michaił Chodorkowski) i najkrwawszych skutkach (morderstwa i samobójstwa). Jedynym graczem, który umarł w sposób naturalny, był Borys Jelcyn. Na Rublowce nie ma śmierci, nie ma więc cmentarzy, bo wszyscy jej mieszkańcy są nieśmiertelni. Ba! Są mocno o tym przekonani i jeszcze mocniej w to wierzą! Jednak najciekawsze było to, że te zniszczenia i skutki oglądam sobie codziennie w mass mediach, nieświadoma roli świadka tej Gry, dziwiąc się, jak to możliwe w państwie, bądź co bądź, demokratycznym, w którym prezydent publicznie każe obniżać ceny w sklepach albo podpisywać zobowiązania „grubym rybom” w obecności kamer niczym car-batiuszka. I to, co dla autora było zaspokojeniem zwykłej ciekawości, bo mechanizmy znał jako Rosjanin, to dla mnie, człowieka z zewnątrz dziwiącemu się absurdom i paradoksom w Rosji i rosyjskiej polityce, było odkryciem pozwalającym te ostatnie zrozumieć. Obnażeniem rosyjskiej polityki ściśle związanej z pieniędzmi i władzą. Swoistą instrukcją do odkodowywania informacji przekazywanych zza granicy moich wschodnich sąsiadów. Swoistą zdradą sekretów Gry kierującą zachowaniami znanych Rosjan, po których ujawnieniu wcale nie jest mi już do śmiechu, widząc Putina na moto lotni przewodzącemu żurawiom czy memy ukazujące w krzywym zwierciadle niebieskie koguty na dachach aut, będących plagą moskiewskich ulic i wcale nie myślę już o postawie patriotycznej Wiktora Wekselberga skupującego jajka Fabergé. Od tej książki widzę Grę (ależ tu idealnie pasuje pojęcie „rosyjskiej ruletki”!),w której nie ma zasad, a właściwie jest jedna – brak zasad. Nie do ogarnięcia, ale paradoksalnie – „co chwilę ulega zmianie". I żebym dobrze zrozumiała jej działanie, autor porównał ją do gry komputerowej, podstawiając pod rodzaje grup nazwy realne warstw rublowskiego społeczeństwa, pod graczy konkretne nazwiska, pod zespoły graczy konkretne grupy lub środowiska, a pod tytuły podrozdziałów nazwy kolejnych jej poziomów. Wprowadził w niej nawet pojecie religii, której gracze-wyznawcy czczą jednego boga – Pieniądze. W której nie ma „seksu w wielkim mieście”, bo „jaki seks można mieć na Rublowce w hotelach, w specjalnie wynajętych albo kupionych do uprawiania niewierności małżeńskiej domach” z przypadłością impotencji, jako skutku ubocznego udziału w Grze. A już na pewno nie w domu z małżonką, bo „wiadomo, że jest jedną z tych dziewcząt, które „wychowywano na sprzedaż”". I zdanie, które mnie najbardziej przeraziło, a które poddaję pod rozwagę wszystkim romantyczkom próbującym zdobyć bogatego Rosjanina – „W Wielkiej Rublowskiej Grze kobiety niezmiennie uważane są za istoty o niższym statusie, pozbawione umiejętności myślenia i mówienia". Pełnią funkcję kolejnego, niezbędnego atrybutu czy relikwii. Tak samo, jak dzieci i wszystko, czym się otacza mężczyzna. Wielka Gra jest najważniejsza. A najbardziej obiecujące w niej jest to, że można ją przejść do końca, wychodząc z niej, a właściwie będąc z niej wyplutym, bo „z Gry się żywym nie wychodzi". Wabi niczym syreni śpiew o milionowej wygranej w totolotka. To nieważne, że udało się to tylko nielicznym i ci nieliczni mówią do Walerego, brzmiąc niczym Kohelet – „Wszystko jest prochem. Kolekcja, firma, dom – wszystko jest prochem. Nie tylko może stać się prochem, ale jest prochem". Nieważne! Liczy się tylko i wyłącznie udział w Wielkiej Grze. A ja sobie siedzę przed telewizorem i obserwują ją niczym Wielki Brat. I wiecie co? Dobrze mi z tym! naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na85 lat temu
Pomarańcze w śniegu. Pierwsza zima na Majorce Peter Kerr
Pomarańcze w śniegu. Pierwsza zima na Majorce
Peter Kerr
Na początku jesieni trafiłam na niezwykle intrygującą książkę, która bardzo mi się spodobała! Autor - Peter Kerr - to wielokrotnie nagradzany, szkocki autor humorystycznego majorkańskiego pamiętnika podróżniczego pt.: "Pomarańcze w śniegu". To także były muzyk jazzowy, producentem muzycznym i rolnik. Miałam możliwość przeczytać o dobrych ( i nie tylko takich),przygodach jego szkockiej rodziny, która postanawia przeprowadzić się na Majorkę, aby uciec od zima, deszczu i wilgotności. Małżeństwo kupuje farmę i zaczyna, razem z synami, nowe życie, uprawiając pomarańcze na śródziemnomorskiej wyspie. Peter i jego żona nie mogą uwierzyć własnym oczom, gdy Majorka wita ich bielą śniegu i dziwacznym krajobrazem pełnym cytrusowych choinek i pomarańczowych kul śniegowych. Autor pisze o krajobrazie wyspy i samej farmie i robi to z prawdziwą pasją i oryginalnością. "Zatoka Palmy nigdy nie wyglądała wspanialej./.../południowe słońce, złota kula zawieszona na tle błękitnej zasłony, zalewająca blaskiem bezmiar Morza Śródziemnego, na którym skrzyły się cekiny odbitego światła. Śnieg odświeżył krajobraz. Zielone, zalesione wzgórza, które otaczały beżową,okrągłą bryłę zamku Bellver, odbijały przejrzyste światło słoneczne i oferowały subtelne zapachy sosny i mirtu" Dodatkowo czytelnik otrzymuje zabawne anegdoty o żonie pisarza, sąsiadach oraz o tym, jak został oszukany przez poprzedniego właściciela. Większość opisanych interakcji z tubylcami dostarcza mnóstwo momentów śmiechu, głównie z powodu barier językowych, zwyczajów i różnic w stylu życia. Nie muszę dodawać, że nic nie idzie gładko, a kłopoty z językiem hiszpańskim tylko potęgują zamieszanie. Ale pomimo wszystkich nieszczęść - a nawet toalety, która przestaje działać w Boże Narodzenie - opisy widoków, ludzi i ogólnego poczucia joie de vivre ( radości życia) dają czytelnikowi prawdziwe, dobre samopoczucie. Polecam przeczytać tę pełną humoru i ironii książkę , w której głównym bohaterem jest wyspa! Książka bierze udział w wyzwaniu tematycznym-20-ksiazek-na-rok-2024 Pkt 8. Książka, która ma w tytule owoc.
Strusiowata - awatar Strusiowata
oceniła na71 rok temu

Cytaty z książki Francja elegancja, czyli Anglik w podróży kontynentalnej

Więcej
Michael Simkins Francja elegancja, czyli Anglik w podróży kontynentalnej Zobacz więcej
Więcej