-
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać91 -
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać54
forum Grupy użytkowników Ekranizacje
Film czy książka? Co najpierw?
odpowiedzi [89]
też mam podobny problem
zaczęłam oglądać serial (obejrzałam dopiiero kilka odcinków z 7 sezonów) i dowiedziałam się że jest taka sama seria książek.
Więc teraz nie wiem czy oglądać dalej, potem czytać, czy przerwać, przeczytać i potem wrócić do oglądania. Co w takiej sytuacji myślicie?
też mam podobny problem
zaczęłam oglądać serial (obejrzałam dopiiero kilka odcinków z 7 sezonów) i dowiedziałam się że jest taka sama seria książek.
Więc teraz nie wiem czy oglądać dalej, potem czytać, czy przerwać, przeczytać i potem wrócić do oglądania. Co w takiej sytuacji myślicie?
Zdecydowanie najpierw książka, potem film, ale w przeciwieństwie do kilku przedmówców zdarzyło się, że ekranizacja podobała mi się bardziej niż pierwowzór. Tak było w przypadku np. "Forresta Gumpa", "Zaginionej dziewczyny" czy "Ciepłych ciał".
Zdecydowanie najpierw książka, potem film, ale w przeciwieństwie do kilku przedmówców zdarzyło się, że ekranizacja podobała mi się bardziej niż pierwowzór. Tak było w przypadku np. "Forresta Gumpa", "Zaginionej dziewczyny" czy "Ciepłych ciał".
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
W sumie u mnie nie ma żadnej różnicy czy najpierw przeczytam książkę czy obejrzę film, zresztą często film oparty na książce, można powiedzieć, że są prawie zupełnie inne, ponieważ to są tzw. "adaptacje" i jest to normalne zjawisko, jak np. w przypadku "Jak w niebie", "Beastly", "Machina czasu" (ten nowy) czy "Hrabia Monte Christo" (ten nowy).
Nie zawsze książka jest lepsza od filmu,przynajmniej dla mnie, z podanych przykładów napiszę kilka słów:
"Jak w niebie" tysiąc razy lepszy film, ponieważ nie nudzi, książka zanudzała, ponieważ absolutnie nic się nie działo;
"Beastly" 100 razy lepsza książka, film jest pusty, nudny i sztuczny;
"Machina czasu" może nie powala na kolana i szału nie ma, ale dużo się dzieje i jest jakaś akcja;
"Hrabia Monte Christo" książka i film podobają mi się, nawet jeżeli mocno różnią się od siebie.
W sumie u mnie nie ma żadnej różnicy czy najpierw przeczytam książkę czy obejrzę film, zresztą często film oparty na książce, można powiedzieć, że są prawie zupełnie inne, ponieważ to są tzw. "adaptacje" i jest to normalne zjawisko, jak np. w przypadku "Jak w niebie", "Beastly", "Machina czasu" (ten nowy) czy "Hrabia Monte Christo" (ten nowy).
Nie zawsze książka jest...
Ja najczęściej zaczynam od przeczytania książki, w niej jest najwięcej szczegółów, mogę poznać i zrozumieć bohaterów. Film jest często dobry lub nawet bardzo dobry, chociaż zdarzają się marne filmy i wtedy książki już nawet nie czytam. Trudno jest znaleźć (a właściwie wydaje mi się to niemożliwe)film lepszy od książki.
Ja najczęściej zaczynam od przeczytania książki, w niej jest najwięcej szczegółów, mogę poznać i zrozumieć bohaterów. Film jest często dobry lub nawet bardzo dobry, chociaż zdarzają się marne filmy i wtedy książki już nawet nie czytam. Trudno jest znaleźć (a właściwie wydaje mi się to niemożliwe)film lepszy od książki.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamFilm czy książka? Jak dla mnie zdecydowanie książka. Więcej szczegółów, opisów, wyrażanych emocji. Wolę najpierw przeczytać książkę a dopiero potem obejrzeć film.
Film czy książka? Jak dla mnie zdecydowanie książka. Więcej szczegółów, opisów, wyrażanych emocji. Wolę najpierw przeczytać książkę a dopiero potem obejrzeć film.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Zdecydowanie lepiej przeczytać najpierw książkę. Jeśli widzi się film nie ma już tej magii, zaskoczenia czy tajemnicy. Jeśli się już czytało film można obejrzeć, bo wartka akcja nie znudzi nam się nawet wtedy, gdy wiemy co zdarzy się później i jakie będzie zakończenie.
Zazwyczaj jest tak, że książka jest znacznie lepsza od oryginału, ale często są wyjątki. Czasem zaś choć są znaczne różnice pomiędzy tym co pisane, a nakręcone, jednak nie można powiedzieć, że film jest słabszy.
Dobre ekranizacje? Książki Kinga! Skazani na..., Carrie, serial Pod kopułą.
Poza tym Władca Pierścieni, Opowieści z Narnii oraz wiele innych;)
Zdecydowanie lepiej przeczytać najpierw książkę. Jeśli widzi się film nie ma już tej magii, zaskoczenia czy tajemnicy. Jeśli się już czytało film można obejrzeć, bo wartka akcja nie znudzi nam się nawet wtedy, gdy wiemy co zdarzy się później i jakie będzie zakończenie.
Zazwyczaj jest tak, że książka jest znacznie lepsza od oryginału, ale często są wyjątki. Czasem zaś choć...
Fan książek zawsze przedłoży książkę nad film. Nie spotkałem się jeszcze z opinią, że komuś bardziej podobał film niż książka...
Fan książek zawsze przedłoży książkę nad film. Nie spotkałem się jeszcze z opinią, że komuś bardziej podobał film niż książka...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamzdecydowanie najpierw książka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
zdecydowanie najpierw książka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZdecydowanie książka w pierwszej kolejności. W odwrotnej kolejności trudniej uwolnić wyobraźnię.
Zdecydowanie książka w pierwszej kolejności. W odwrotnej kolejności trudniej uwolnić wyobraźnię.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
W miarę możliwości najpierw ORYGINAŁ. W pytaniu było film czy książka, ale można do tego dorzucić jeszcze komiksy, gry i pewnie parę innych form sztuki, a moja odpowiedź pozostanie ta sama - jeśli dzieło naprawdę mnie interesuje i jestem świadoma istnienia kilku wersji oraz kolejności ich powstawania, to zawsze wybiorę wersję pierwotną, niezależnie od jej formy. Najczęściej będzie to książka, rzadziej komiks lub gra, ale zdarzają się też filmy, na podstawie których powstają później książki i wtedy zaczynam od filmu.
Ogólnie za najwartościowszą uważam wersję autorską. Wszystkie późniejsze są kopiami (zazwyczaj niezbyt wiernymi), interpretacjami (ograniczonymi do wizji jednej osoby i często okrojonymi) lub zupełnie nowymi dziełami luźno powiązanymi z oryginałem. Nie znaczy to oczywiście, że nie mogą być dobre albo nawet lepsze od oryginału - wszystko zależy od możliwości twórców - jednak oryginał przedstawia pomysł pierwotny, nieskażony interpretacją, niepoddany obróbce mającej zwiększyć sprzedaż, po prostu niezaśmiecony. Zapoznając się z oryginałem mogę odgadywać zamysł przyświecający autorowi przy tworzeniu dzieła, odkrywać jego prawdziwe przesłanie (o ile jakieś było) zanim zagubi się ono w popularnej komercyjnej papce lub wydumanej interpretacji.
Mam tak nie tylko z ekranizacjami, podobne podejście mam do tłumaczeń. Im dzieło większe, ważniejsze, trudniejsze do przetłumaczenia i podatniejsze na zniekształcenie, tym większą czuję potrzebę dotarcia do oryginału. Czytając literaturę tłumaczoną z angielskiego nierzadko odgaduję oryginalne zdania i widzę zawężenie w tłumaczeniu znaczenia niejasnych w zamierzeniu autora wypowiedzi. W przypadku tłumaczeń z języków mi nieznanych nie wiem nawet, co mogło mi umknąć i odczuwam pewien dyskomfort. Utworów pisanych wierszem wręcz się boję.
Trochę inaczej traktuję dzieła czysto rozrywkowe lub takie, których tematyka mniej mnie interesuje. Jeśli nic mnie do książki nie ciągnie, wiem że prawdopodobnie nigdy jej nie przeczytam albo nigdy o książce nie słyszałam, nie mam nic przeciwko filmom. Na pewno nie wyłączę telewizora tylko dlatego, że na początku filmu pojawiła się informacja o pierwotnym dziele, którego film jest ekranizacją lub którym był inspirowany.
Znając już oryginał lubię obejrzeć ekranizację. Nie oczekuję wierności. Czasem jej pragnę, ale nigdy na nią nie liczę. Oglądam z powodu wrodzonego masochizmu i w nadziei na dobrą rozrywkę - uwielbiam wyszukiwać błędy i nieścisłości. Cieszę się jak dziecko z własnej przenikliwości, kiedy przyłapię niezłego autora na niekonsekwencji, ale jednocześnie wkurza mnie niedoskonałość świetnego w założeniach dzieła. Nie lubię jednak czytać zupełnie mnie nieinteresującego badziewia tylko w poszukiwaniu błędów - niedoskonałość takich utworów raczej by mnie nie obeszła, ale nudy nie znoszę i raczej nie zaryzykuję sporej jej dawki dla kilku chwil poczucia wyższości nad kiepskim pisarzem i redaktorem, który takie coś przepuścił. I tu rewelacyjnie sprawdzają się ekranizacje. Są krótkie i łatwo przyswajalne, nie straszą długą nudą, w przeciwieństwie do książek pozwalają na jednoczesne zajmowanie się czymś innym. Nawet najgorsze nie zepsują w mojej pamięci dobrego wrażenia wyniesionego z lektury - mogę odczuwać obrzydzenie oglądając, ale nie zostanie mi ono na dłużej. W moich oczach traci scenarzysta, reżyser, producent i inni zamieszani w film, ale nie zmienia to mojej opinii o pisarzu i nie zniechęca do kolejnych jego książek tak, jak zrobiłyby to jego własne błędy. Same plusy. Ekranizacje, szczególnie dzieł bardzo popularnych, oglądam z masochistyczną przyjemnością płynącą z odkrywania jak bardzo dało się dany utwór przeinaczyć i zwyczajnie spieprzyć. Włączam telewizor (znacznie rzadziej tracę pieniądze na kino) z nadzieją na świetną umysłową rozrywkę polegającą na wyłapywaniu możliwie wielu błędów i istotnych zmian w stosunku do oryginału. Zawiodłam się jak dotąd tylko raz - Zmierzch, poza wyglądem bohaterów, był niepokojąco wierny książce i mniej więcej tyle samo wart. Podejrzewam, że tu nie dało się już nic zrobić, każda zmiana byłaby zmianą na lepsze.
W miarę możliwości najpierw ORYGINAŁ. W pytaniu było film czy książka, ale można do tego dorzucić jeszcze komiksy, gry i pewnie parę innych form sztuki, a moja odpowiedź pozostanie ta sama - jeśli dzieło naprawdę mnie interesuje i jestem świadoma istnienia kilku wersji oraz kolejności ich powstawania, to zawsze wybiorę wersję pierwotną, niezależnie od jej formy. Najczęściej...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJak dla mnie nie ma to większego znaczenia. Już jakiś czas temu przestałam zwracać uwagę na to co lepsze i co najpierw: książka czy film, raczej staram się podchodzić do ekranizacji jak do zupełnie odrębnego dzieła. Z uwagi na to, że filmy są indywidualnymi wizjami twórcy, zawsze będą odbiegać od naszego wyobrażenia. Mogą nam się wydawać spłycone, przekombinowane, źle obsadzone. Dawniej podchodziłam z uprzedzeniem do ekranizacji właśnie z powodu oczekiwania, że reżyser przeleje "moją wersję" na taśmę. Jest wiele filmów, które z książek czerpią tylko ogólny zarys a akcja toczy się w zupełnie innym kierunku. Parę razy złapałam się na tym, że po obejrzeniu filmu, który bardzo mi się podobał, bałam się sięgnąć po oryginalne dzieło, bo mogłoby mi to zepsuć dobre wrażenia z oglądania. Dlatego kiedy tylko mam okazje oglądać ekranizacje, włączam pstryczek i staram się maksymalnie rozgraniczyć film od książki. Moja wizja jest bezpiecznie ulokowana w zakamarkach wyobraźni i nie można jej wypaczyć a jednocześnie nie tracę tego co wartościowego mogę wyciągnąć z filmu :)
Jak dla mnie nie ma to większego znaczenia. Już jakiś czas temu przestałam zwracać uwagę na to co lepsze i co najpierw: książka czy film, raczej staram się podchodzić do ekranizacji jak do zupełnie odrębnego dzieła. Z uwagi na to, że filmy są indywidualnymi wizjami twórcy, zawsze będą odbiegać od naszego wyobrażenia. Mogą nam się wydawać spłycone, przekombinowane, źle...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
jak tak czytam posty w tym temacie...
jak tak czytam posty w tym temacie...
Oczywiście masz racje. Najlepiej jest najpierw przeczytać ksiażkę, a dopiero potem obejrzec film.Gdy by było na odwrót, to po przeczytaniu książki myśli się że to autor książki namieszał, a dopiero potem myślimy.
Oczywiście masz racje. Najlepiej jest najpierw przeczytać ksiażkę, a dopiero potem obejrzec film.Gdy by było na odwrót, to po przeczytaniu książki myśli się że to autor książki namieszał, a dopiero potem myślimy.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamOczywiście, że książka. Czytając książkę wyobraźnia ma bardzo duże pole do popisu i przy tym świat przedstawiony i postacie (ich wygląd) są przez nas kreowane przez co książka wydaje sie być lepszym rozwiązaniem. Oglądając najpierw film wiele wątków jest pomijanych i nie można zawsze odczytac wszystkich emocji bohaterów. Film powoduje, że nie wysilamy swojego mózgu do wczucia się sytuacje bohaterów. Jest też tak, że film, który się nam nie spodoba spowoduje, iż nie będziemy chcieli przeczytać książki, która moze sie się okazać lepsza od jej ekranizacji ;)
Oczywiście, że książka. Czytając książkę wyobraźnia ma bardzo duże pole do popisu i przy tym świat przedstawiony i postacie (ich wygląd) są przez nas kreowane przez co książka wydaje sie być lepszym rozwiązaniem. Oglądając najpierw film wiele wątków jest pomijanych i nie można zawsze odczytac wszystkich emocji bohaterów. Film powoduje, że nie wysilamy swojego mózgu do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJa zawsze najpierw czytam książkę, a potem oglądam film. Jeżeli obejrzy się film, a potem weźmie za książkę, to wydaje się ona nudniejsza, nie zżera nas ciekawość bo doskonale wiemy co się wydarzy.
Ja zawsze najpierw czytam książkę, a potem oglądam film. Jeżeli obejrzy się film, a potem weźmie za książkę, to wydaje się ona nudniejsza, nie zżera nas ciekawość bo doskonale wiemy co się wydarzy.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Oczywiście najpierw książka potem film :) Ale najczęściej jest tak, że najpierw dowiadujemy się o filmie, a potem o tej książce na której podstawie został nakręcony film.
Czytając książkę działa wyobraźnia ty sam możesz stworzyć bohatera tylko na podstawie opisu, sam decydujesz jak wygląda jego świat, film to wszystko nam narzuca, wygląd postaci i ich świat, więc ja uważam, że najlepiej przeczytać książkę, a potem zobaczyć film.
Oczywiście najpierw książka potem film :) Ale najczęściej jest tak, że najpierw dowiadujemy się o filmie, a potem o tej książce na której podstawie został nakręcony film.
Czytając książkę działa wyobraźnia ty sam możesz stworzyć bohatera tylko na podstawie opisu, sam decydujesz jak wygląda jego świat, film to wszystko nam narzuca, wygląd postaci i ich świat, więc ja...
Koniecznie w pierwszej kolejności książka. Jak obejrzę pierwszy film to niechętnie sięgam po książkę. Najpierw ja tworzę swój film na podstawie czytanej hostorii, a potem porównuję z ekranizacją. W drugą stronę mi nie idzie :/
Koniecznie w pierwszej kolejności książka. Jak obejrzę pierwszy film to niechętnie sięgam po książkę. Najpierw ja tworzę swój film na podstawie czytanej hostorii, a potem porównuję z ekranizacją. W drugą stronę mi nie idzie :/
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamzdecydowanie książka najpierw
zdecydowanie książka najpierw
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamWolę najpierw przeczytać książkę, dzięki temu mogę sama sobie wyobrazić postacie, dane sytuacje itp.
Wolę najpierw przeczytać książkę, dzięki temu mogę sama sobie wyobrazić postacie, dane sytuacje itp.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Akurat dopiero ostatnio (bo nie oglądam filmów) uzupełniłem lektury "Homo Faber" i "1984" o ich adaptacje filmowe. W obu przypadkach film inaczej dopełnił oryginał. "Homo Faber"-film (reż. Volker Schlöndorff) być może tylko zwizualizował w sposób kongenialny treść (z kilkoma zaledwie pominięciami) i bohaterów, ale przez obraz właśnie, dzieło Maxa Frischa zagnieździło mi się w głowie. Zauroczył.
Film "1984" Michaela Radforda zrobił inną robotę dla książki Orwella. Przełożył cały szczegółowy opis zdegenerowanego świata, wszystkie niuanse na klimat. Wyciągnął esencję z treści i pomazał nią obraz (pardon). Czytając - ja przynajmniej - nie czułem takiego mroku, wszechobecnego, trupiego niemal smutku i brudu. Dopiero film odkrył to, z czym Orwell do mnie nie trafił.
Najmniej oczekuję od adaptacji filmowych rekonstrukcji wizualnej dzieła literackiego. Niech on, ten film, dzięki swoim bardziej bezpośrednim dla zmysłów środkom wyrazu, pier.olnie widza i pokaże mu jaki potencjał tkwi w literkach.
Akurat dopiero ostatnio (bo nie oglądam filmów) uzupełniłem lektury "Homo Faber" i "1984" o ich adaptacje filmowe. W obu przypadkach film inaczej dopełnił oryginał. "Homo Faber"-film (reż. Volker Schlöndorff) być może tylko zwizualizował w sposób kongenialny treść (z kilkoma zaledwie pominięciami) i bohaterów, ale przez obraz właśnie, dzieło Maxa Frischa zagnieździło mi się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Zdecydowanie najpierw książka.. :D Chyba,że oglądam film a potem okazuje się,że powstał na motywach powieści,więc muszę jeszcze przekonać się,że jednak książka to
coś wspaniałego. ;)
Zdecydowanie najpierw książka.. :D Chyba,że oglądam film a potem okazuje się,że powstał na motywach powieści,więc muszę jeszcze przekonać się,że jednak książka to
coś wspaniałego. ;)
Kiedyś odpowiedziałbym, że książka najpierw. Teraz myślę, że film. Po prostu tyle już knotów widziałem, że ostatnio po dobrej lekturze nie mam chęci na zawód filmowy. Ekranizację trylogii Larsona, cyklu Guillou i kilka innych odkładam już od dłuższego czasu i wciąż nie mam odwagi ich obejrzeć.
Oglądając najpierw film nie ma takiego ryzyka. Wyjątki są tak nieliczne, iż mogą stanowić tylko ciekawostkę.
Kiedyś odpowiedziałbym, że książka najpierw. Teraz myślę, że film. Po prostu tyle już knotów widziałem, że ostatnio po dobrej lekturze nie mam chęci na zawód filmowy. Ekranizację trylogii Larsona, cyklu Guillou i kilka innych odkładam już od dłuższego czasu i wciąż nie mam odwagi ich obejrzeć.
Oglądając najpierw film nie ma takiego ryzyka. Wyjątki są tak nieliczne, iż mogą...
Generalnie lepiej przeczytać najpierw książkę, fakt, daje więcej pola do wyobraźni, zwłaszcza co do miejsc i bohaterów. z drugiej jednak strony bardzo często uprzednie przeczytanie książki psuje przyjemność oglądania filmu, który w 95% przypadków jest zdecydowanie gorszy od książki.
Generalnie lepiej przeczytać najpierw książkę, fakt, daje więcej pola do wyobraźni, zwłaszcza co do miejsc i bohaterów. z drugiej jednak strony bardzo często uprzednie przeczytanie książki psuje przyjemność oglądania filmu, który w 95% przypadków jest zdecydowanie gorszy od książki.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZdecydowanie wolę przeczytać wpierw książkę dlaczego ? A to dlatego że podczas filmu nie muszę skupiać się tak jak na książce. No i film przedstawia nam w pewnym sensie interpretacje reżysera, wygląd bohaterów co podczas czytania oddziałuje na wyobrażenie swiata i bohaterów.
Zdecydowanie wolę przeczytać wpierw książkę dlaczego ? A to dlatego że podczas filmu nie muszę skupiać się tak jak na książce. No i film przedstawia nam w pewnym sensie interpretacje reżysera, wygląd bohaterów co podczas czytania oddziałuje na wyobrażenie swiata i bohaterów.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
W książce jest zawsze wiecej szczegółów. W filmie wiadomo o bohaterach tylko tyle, ile sami o sobie mówią - czyli niewiele (chyba, że akcja dzieje się poradni psychologicznej). Nie można także sfilmować zapachu przedmiotów, ani tego jakie są w dotyku. Oglądając film jest się tylko obserwatorem, a w ksiażce można w pewien sposób uczestniczyć w akcji.
A jeżeli o obserwowaniu mowa. Film "zmusza" do oglądania wybranych scen - to sprawia, że film (wbrew pozorom) jest dużo mniej realistyczny od ksiażki.
A co jeżeli scena w filmie jest zbyt drastyczna? Zamknąć oczy?
Dla niektórych okropny widok, to np. pająki. Wyobraźmy sobie film, którego akcja dzieje się w starej, brudnej szopie. By pokazać brud szopy, reżyser postanawia pokazać zbliżenie wielkiego, obrzydliwego pająka. - Jest wiele sposobów na pokazanie brudu w szopie, i jestem pewna, że ktoś, kto boi się pająków, wyobraziłby sobie tą scenę bez przystawiania nosa do paskudnego pająka. Kiedy czytam książkę to ja jestem reżyserem, i dlatego zawsze wybieram książkę.
W książce jest zawsze wiecej szczegółów. W filmie wiadomo o bohaterach tylko tyle, ile sami o sobie mówią - czyli niewiele (chyba, że akcja dzieje się poradni psychologicznej). Nie można także sfilmować zapachu przedmiotów, ani tego jakie są w dotyku. Oglądając film jest się tylko obserwatorem, a w ksiażce można w pewien sposób uczestniczyć w akcji.
A jeżeli o obserwowaniu...
Ja także wolę najpierw przeczytać książkę i raczej się nie zdarza już,żebym zrobiła na odwrót.I faktem jest,że na ogół film nie jest satysfakcjonujący po przeczytaniu książki.Ale są wyjątki i dla mnie takim wyjątkiem jest Trylogia Tolkiena.Przeczytałam całą jak również wstęp do niej czyli Hobbita(podobał mi się najbardziej).I chociaż w filmie nie da rady wszyskiego tak ukazać jak w książce,to film mi się ogromnie podoba.
Jeśli chodzi o Forest Gumpa to film jest znacznie lepszy.Ale za to Zielona mila Kinga -moim zdaniem film dorównuje książce.
Natomiast nie trawię książek napisanych na podstawie scenariusza.
Ja także wolę najpierw przeczytać książkę i raczej się nie zdarza już,żebym zrobiła na odwrót.I faktem jest,że na ogół film nie jest satysfakcjonujący po przeczytaniu książki.Ale są wyjątki i dla mnie takim wyjątkiem jest Trylogia Tolkiena.Przeczytałam całą jak również wstęp do niej czyli Hobbita(podobał mi się najbardziej).I chociaż w filmie nie da rady wszyskiego tak...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWłaściwie to zależy od rodzaju filmu i książki. Jeżeli chodzi o fantasy, to raczej najpierw film, to samo tyczy się jakiegoś romansidła. Ale przygodówka, obyczajówka, dramat - stanowczo książka, ponieważ wtedy można się lepiej wczuć i lepiej wszystko zrozumieć.
Właściwie to zależy od rodzaju filmu i książki. Jeżeli chodzi o fantasy, to raczej najpierw film, to samo tyczy się jakiegoś romansidła. Ale przygodówka, obyczajówka, dramat - stanowczo książka, ponieważ wtedy można się lepiej wczuć i lepiej wszystko zrozumieć.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Hubert Lewiński: najpierw... książka albo film. Nie widzę problemu w oglądaniu filmu przed książką. Nie rozumiem skąd taka niska ocena ekranizacji. Ekranizacja to tylko interpretacja reżyserska danej książki i tak trzeba ją traktować. Czemu miałaby wpływać na mój odbiór źródła?
Ktoś tam wspomniał o tym, że oglądając najpierw ekranizację już nie czuje przyjemności z czytania książki. Wybaczcie, ale to mi pachnie maksymalną ignorancją :) Czy słuchając jazzowej interpretacji Chopina ma oznaczać, że wykonanie klasyczne nie będzie mi sprawiać przyjemności?
Powtórzę - książka to najczęściej źródło (bo bywa odwrotnie), każda ekranizacja, gra komputerowa, muzyka inspirowana a także i przede wszystkim nasze wyobrażenia podczas czytania tejże książki to tylko i wyłącznie subiektywne interpretacje. A jak wiadomo interpretacji jest tyle, ilu interpretujących.
Czy film jest gorszy od książki? To jest bzdurne generalizowanie. Zdarzają się gorsze i lepsze. Są po prostu inne, mają swoje własne zasady i ograniczenia - tak jak i książki.
Bardzo trafne uwagi.
Sam nie ująłbym tego lepiej.
Naprawdę są książki gorsze od filmów, które powstają na ich podstawie. Ja ciągle będę się upierał, że tak było w przypadku "Slumdoga" i książki "Q & A".
Natomiast w kategorii "film tak samo dobry jak książka" zdecydowanie wygrywa "Bilet powrotny" (1978r, z Anną Seniuk) i "I będzie miał dom..." J.S. Stawińskiego. I to i to mistrzostwo świata, jak dla mnie.
Hubert Lewiński: najpierw... książka albo film. Nie widzę problemu w oglądaniu filmu przed książką. Nie rozumiem skąd taka niska ocena ekranizacji. Ekranizacja to tylko interpretacja reżyserska danej książki i tak trzeba ją traktować. Czemu miałaby wpływać na mój odbiór źródła?
Ktoś tam wspomniał o tym, że oglądając najpierw ekranizację już nie czuje przyjemności z...
Zazwyczaj najpierw czytam, w przypadku "Pokuty" film widziałam rok temu, książkę przeczytałam niedawno... i zepsułam sobie przyjemność lektury, napięcia i oczekiwania, widziałam kto i co... więc teraz będę najpierw czytać :) jak na razie zawsze , książki były lepsze, chociaż... "Forest Gump" - film był super, gdyby było tak jak w książce byłby jeszcze bardziej nieprawdopodobny, chociaż i tak był :)
Zazwyczaj najpierw czytam, w przypadku "Pokuty" film widziałam rok temu, książkę przeczytałam niedawno... i zepsułam sobie przyjemność lektury, napięcia i oczekiwania, widziałam kto i co... więc teraz będę najpierw czytać :) jak na razie zawsze , książki były lepsze, chociaż... "Forest Gump" - film był super, gdyby było tak jak w książce byłby jeszcze bardziej...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Tak samo. Wolę najpierw przeczytać książkę, a potem zobaczyć film. Ale czasami się zdarza, że najpierw zobaczę film, a potem książka. xD
Jednak wolę to pierwsze, bo wtedy widzę jak się różni film od książki i mogę sobie wyobrazić bohaterów, sytuacje na swój własny sposób, a tak to mi się to kojarzy z filmem.
Tak samo. Wolę najpierw przeczytać książkę, a potem zobaczyć film. Ale czasami się zdarza, że najpierw zobaczę film, a potem książka. xD
Jednak wolę to pierwsze, bo wtedy widzę jak się różni film od książki i mogę sobie wyobrazić bohaterów, sytuacje na swój własny sposób, a tak to mi się to kojarzy z filmem.