-
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska15 -
Artykuły
Wakacje pełne magii - weź udział w akcji recenzenckiej i przenieś się do magicznego świata
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać378
forum Oficjalne Akcje i konkursy
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
odpowiedzi [16]
Cytując Philipa Rotha:
„Książka nie może konkurować z ekranem. Nie mogła konkurować, począwszy od ekranu filmowego. Nie mogła konkurować z ekranem telewizyjnym i nie może konkurować z ekranem komputerowym. Teraz mamy wszystkie te ekrany, więc książka nie może się z nimi równać”.
Trudno temu zaprzeczyć.
Problem nie leży jednak tylko w ekranach, ale w samej literaturze. Powtarzalność fabuł i bezpieczne schematy sprawiają, że coraz rzadziej jest ona doświadczeniem, a coraz częściej produktem, który po czasie się nudzi.
Jednakże nie ma sensu załamywać rąk. Istnieje bowiem zmienna zwana „zmianą pokoleniową”, która prędzej czy później wymusi nowe formy.
Literatura jak dinozaury – nie wyginie, tylko zmieni formę.
Cytując Philipa Rotha:
„Książka nie może konkurować z ekranem. Nie mogła konkurować, począwszy od ekranu filmowego. Nie mogła konkurować z ekranem telewizyjnym i nie może konkurować z ekranem komputerowym. Teraz mamy wszystkie te ekrany, więc książka nie może się z nimi równać”.
Trudno temu zaprzeczyć.
Problem nie leży jednak tylko w ekranach, ale w samej literaturze....
Wystarczy w "szukałke" wpisać "Dlaczego warto czytać książki" i wyskoczy nam kilka -nascie-dziesiat rekordów z odpowiedziami typu "8 powodów dlaczego warto czytać książki". Dlaczego wiec czytelnictwo nie wzrasta? Powód (oczywiście tylko moim zdaniem!) jest taki, że ludzie, zarówno młodsi jak i starsi staja się coraz bardziej leniwi, oczekujący natychmiastowej odpowiedzi, skróconych i uproszczonych odpowiedzi. Nasz mozg jest tak skonstruowany, że jeżeli nie jest przymuszony do pracy to chce mieć "święty spokój". Wiec czytanie wiąże się z wysiłkiem i podejmowaniem decyzji. A po co? Można w telefonie znaleźć porady, rozwiązanie, streszczenia i wszelkiego rodzaju g***o na dowolny temat. Poziom inteligencji jest stały, tylko ludzi coraz więcej o coraz niższej wiedzy. (to nie ja wymyśliłem). Ale jak mawia znajomy kot - nie płaczmy nad rozlanym mlekiem, takie są czasy i tacy ludzie. Wyrabiamy (ci czytający) normę za Naród, jak przodownicy pracy socjalistycznej. I chwalą nam za to. 😁
(w sumie miała to być ironia a wyszło marudzenie)
Wystarczy w "szukałke" wpisać "Dlaczego warto czytać książki" i wyskoczy nam kilka -nascie-dziesiat rekordów z odpowiedziami typu "8 powodów dlaczego warto czytać książki". Dlaczego wiec czytelnictwo nie wzrasta? Powód (oczywiście tylko moim zdaniem!) jest taki, że ludzie, zarówno młodsi jak i starsi staja się coraz bardziej leniwi, oczekujący natychmiastowej odpowiedzi,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejCzytanie to rozrywka jak każda inna, nie przejmowałbym się poziomem czytelnictwa bardziej niż odsetkiem Polaków odwiedzających galerie sztuki czy - nawet - kina.
Czytanie to rozrywka jak każda inna, nie przejmowałbym się poziomem czytelnictwa bardziej niż odsetkiem Polaków odwiedzających galerie sztuki czy - nawet - kina.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niedawno stałem na przystanku autobusowym. Pod wiatą jakiś pan czytał książkę (sądząc po okładce powieść sensacyjna). Zobaczył go znajomy, podszedł i mówi: "Cześć, Stasiu! Co, nie masz nic do roboty, że książkę czytasz?". Poczułem się tak, jakby na moich oczach ktoś nakupkał na ołtarz...
Czy to dziedziczne? Na pewno to bardzo duże uproszczenie - są rodziny, gdzie jeden brat "połyka" literaturę, a drugi brzydzi się dotknąć książki. Czytanie jest nie-macho, dlatego kobietom łatwiej się przebić (poza tym, że może - z reguły - emocjonalnie dostrzegają w lekturach dużo więcej odcieni i subtelności?).
Zaczyna się to wszystko od szkół - od katowania dziełami schizofrenicznych klasyków-alkoholików, z list układanych przez geriatryczno-ideologiczny beton, po napisane jałową mową-trawą nadęte podręczniki akademickie, powtarzające te same prawdy objawione po kilkakroć. Dlatego potem ludzie uciekają od książek.
A jeśli w odstępie ponad 40 lat dziadek i wnuczek przerabiają te same "Dzieci z Bullerbyn" i "Chłopców z Placu Broni", to też chyba coś jest nie tak. Czyżby to bowiem były dzieła tak wiekopomne i od pół wieku w literaturze (nawet tej dziecięcej) zupełnie nic nowego wartego uwagi nie powstało???! Tak się buduje pokolenia nie dobrowolnych humanistów, a przymusowych archeologów literatury...
Całe nauczanie kultury czytelniczej w szkołach to też jakiś koszmar. Idzie to wszystko w stronę quizów typu "Jakiego koloru bohater miał paski u ciżemek?", zamiast pobudzających do myślenia pytań typu "Co byś ty zrobił w takiej sytuacji?" albo "Czy zastrzelenie więźniarki, która złamała nogę podczas ucieczki z obozu, jest aktem bestialstwa, czy współczucia?".
W tekście brakuje chyba informacji o tym, jak potraktowano książki mówione (audiobooki), gdyż wedle niektórych danych ich udział w rynku mocno rośnie - czy one też liczą się tu jako "czytanie"? Ważne są też metryczki wiekowe respondentów (które pokolenia czytają?).
Nie zauważa się również tego, że biblioteki same piłują gałąź, na której siedzą, jak opętane wciskając czytelnikom dostępy i kody do komercyjnych platform. Czyżby już nieświadomie przygotowywały się do zostania kiedyś nie czytelniczą pustelnią, a czytelniczą pustynią?
Brakuje także choćby słowa o wpływie sztucznej inteligencji na czytelnictwo. Ona potrafi trochę oddzielić ziarna od plew. Jeśli bowiem autor potrafi pisać - co najwyżej podzielę się z AI refleksjami po lekturze i odkryję jakieś szersze tło, albo zapytam o podobne pozycje. Jeżeli autor pisze w stylu nie dla mnie, tudzież błądzi i przynudza jak potłuczony - chętnie poproszę o skrót, by wiadomo było, czy warto męczyć się dalej.
W końcu, patrząc jeszcze z innej strony, jeśli ktoś po całym tym bagnie czytania rzeczy narzuconych przez system, wciąż jeszcze znajdzie coś dla siebie - czyż to nie podwójna radość?
Niedawno stałem na przystanku autobusowym. Pod wiatą jakiś pan czytał książkę (sądząc po okładce powieść sensacyjna). Zobaczył go znajomy, podszedł i mówi: "Cześć, Stasiu! Co, nie masz nic do roboty, że książkę czytasz?". Poczułem się tak, jakby na moich oczach ktoś nakupkał na ołtarz...
Czy to dziedziczne? Na pewno to bardzo duże uproszczenie - są rodziny, gdzie jeden...
Jako socjolog zwrócę uwagę, że poprawniej byłoby pisać "% respondentów" lub "% ankietowanych Polaków".
Próba wynosiła 2005 osób, ankietowanych metodą CAPI (Computer-Assisted Personal Interview). Jeśli grupa była faktycznie reprezentatywna, to nie ma się do czego przyczepić, jeśli idzie o badania. Można, natomiast, do analizy wyników 😇
Wyniki tego badania należy potraktować cząstkowo i wykonać badania uzupełniające tzw. triangulacja metodologiczna. Następnie skorelować z danymi z systemów wypożyczeń bibliotecznych, danych sprzedaży detalicznej i wypożyczeń/odsłuchań platform cyfrowych. Dodatkowo badania jakościowe pozwolą wysuwać wnioski dotyczące zachowań. Badanie BN identyfikuje korelacje, bez wchodzenia w mechanizmy. I na koniec - badania podłużne, na tych samych osobach, pokazujące zmiany zachowań w czasie.
Ale to marzenia ściętej głowy. Wyniki badania są ciekawe, lecz należy podchodzić do nich ostrożnie. To raczej cegiełka do wyznaczania trendu niż faktyczny obraz czytelniczego krajobrazu Polski.
Jako socjolog zwrócę uwagę, że poprawniej byłoby pisać "% respondentów" lub "% ankietowanych Polaków".
Próba wynosiła 2005 osób, ankietowanych metodą CAPI (Computer-Assisted Personal Interview). Jeśli grupa była faktycznie reprezentatywna, to nie ma się do czego przyczepić, jeśli idzie o badania. Można, natomiast, do analizy wyników 😇
Wyniki tego badania należy...
Dziwią mnie takie wyniki, regularnie wypożyczam książki z kilku bibliotek i zarówno do nowości, bynajmniej nie Mroza et consortes i klasyki, literatury pieknej oraz naukowej ustawiają się długie kolejki i czeka się na nie miesiące, a nawet lata, a na romanse wszelkiej maści oczekuje często kilkanaście osób. Odnosze wrażenie iż wciąż wzrastające cena książek skłania czytelników do szukania innej niż kupowanie drogi do uskuteczniania ulubionego nałogu i biblioteki przeżywają nowy renesans.
Dziwią mnie takie wyniki, regularnie wypożyczam książki z kilku bibliotek i zarówno do nowości, bynajmniej nie Mroza et consortes i klasyki, literatury pieknej oraz naukowej ustawiają się długie kolejki i czeka się na nie miesiące, a nawet lata, a na romanse wszelkiej maści oczekuje często kilkanaście osób. Odnosze wrażenie iż wciąż wzrastające cena książek skłania...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPodzielam opinię. Korzystam z bibliotek w dwóch miastach i nowości szybko są wypożyczane i tworzą się kolejki. Dlatego dziwi mnie to ciągłe narzekanie, że Polacy nie czytają.
Podzielam opinię. Korzystam z bibliotek w dwóch miastach i nowości szybko są wypożyczane i tworzą się kolejki. Dlatego dziwi mnie to ciągłe narzekanie, że Polacy nie czytają.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Biblioteki nie mają wystarczającej ilości pieniędzy na kupno nowości, np. książek laureatów różnego rodzaju, od noblistów po nagody Nike itd.
Również tych bez nagród, ale ciekawych nowych biografii, książek traktujących o różnych krajach, ale nie typowych przewodników, literatury krajów azjatyckich, np. japońskiej, koreańskiej, czy wietnamskiej itd., dobre kryminały itd.
Książki niestety są dosyć drogie. Ja,np. czekam na obniżkę ceny książki, która mnie intetesuje i pewnie miłośnicy czytania tez tak robią, bo trudno czekać aż biblioteka kupi coś, co akurat chcę przeczytać.
Poruszyłam tu sprawę finansową, bo inne argumenty niskiego czytelnictwa, z którymi też się zgadzam, zostały już tu podane.
Biblioteki nie mają wystarczającej ilości pieniędzy na kupno nowości, np. książek laureatów różnego rodzaju, od noblistów po nagody Nike itd.
Również tych bez nagród, ale ciekawych nowych biografii, książek traktujących o różnych krajach, ale nie typowych przewodników, literatury krajów azjatyckich, np. japońskiej, koreańskiej, czy wietnamskiej itd., dobre kryminały itd.
...
Jestem pracownikiem łódzkiej biblioteki. Mamy pieniądze. Ja kupuję to co ambitne. Koleżanka to co popularne (Kingo - Mrozo - Bondy, jak ja to mówię). Co chodzi bardziej wg Pani? Niszowa literatura z Palestyny (choćby z 20 nagrodami) czy nowy tom Michalak? No właśnie....
Jestem pracownikiem łódzkiej biblioteki. Mamy pieniądze. Ja kupuję to co ambitne. Koleżanka to co popularne (Kingo - Mrozo - Bondy, jak ja to mówię). Co chodzi bardziej wg Pani? Niszowa literatura z Palestyny (choćby z 20 nagrodami) czy nowy tom Michalak? No właśnie....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZgadzam się z tym, że czytanie wynosi się z domu. Ja czytam od najmłodszych lat, bo w mojej rodzinie zawsze były i są książki nie tylko od tego, żeby ładnie wyglądały na półce. Moja mama (rocznik 1929) czytała dużo książek a jej tata również czytał, mimo tego, że pracował fizycznie. Moje dzieci nauczyłam miłości do książek a wnukom czytałam bajki na okrągło a te starsze teraz same również chętnie czytają. Druga strona mojej rodziny nie czytała i do tej pory widzę, że ta niechęć do książek jest dziedziczona.
Zgadzam się z tym, że czytanie wynosi się z domu. Ja czytam od najmłodszych lat, bo w mojej rodzinie zawsze były i są książki nie tylko od tego, żeby ładnie wyglądały na półce. Moja mama (rocznik 1929) czytała dużo książek a jej tata również czytał, mimo tego, że pracował fizycznie. Moje dzieci nauczyłam miłości do książek a wnukom czytałam bajki na okrągło a te starsze...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNiestety socjal media wygrywają ,książki są drogie ,nie każdy mieszka w dużym mieście ,do tego Legimi kaze sobie płacić za książki,mimo że ma się abonament . To tylko początek
Niestety socjal media wygrywają ,książki są drogie ,nie każdy mieszka w dużym mieście ,do tego Legimi kaze sobie płacić za książki,mimo że ma się abonament . To tylko początek
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamKsiążki nie są drogie. Bez specjalnego wysiłku interesujące nas tytuły, nawet premierowo, można kupić za 50-60% ceny okładkowej. Są promocje, czy wyprzedaże, na których zdażało mi się kupować nowe egzemplarze po ok. 10 zł. Nie czytamy ponieważ jak wspomniane zostało powyżej, nie wynieśliśmy tego zwyczaju z domu, jest to "niemodne" i zwyczajnie "się nie chce". Społeczeństwo łaknie rozrywki łatwej i natychmiastowej. Wysiłek intelektualny, jak i jakikolwiek inny, staje się wyzwaniem ponad miarę. A przykład z góry płynie, powiedzmy sobie szczerze, mizerny.
Książki nie są drogie. Bez specjalnego wysiłku interesujące nas tytuły, nawet premierowo, można kupić za 50-60% ceny okładkowej. Są promocje, czy wyprzedaże, na których zdażało mi się kupować nowe egzemplarze po ok. 10 zł. Nie czytamy ponieważ jak wspomniane zostało powyżej, nie wynieśliśmy tego zwyczaju z domu, jest to "niemodne" i zwyczajnie "się nie chce". Społeczeństwo...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejKsiążki nie są drogie tak jak były wcześniej. Pamiętam lata PRL-u, i mam w swoich zbiorach książki, które zdecydowanie były droższe niż obecnie. Poza tym nowości są drogie, a można kupić w promocji nawet w marketach książki w dobrej cenie. Poza tym są biblioteki, nawet w małych miejscowościach. trzeba tylko chcieć czytać.
Książki nie są drogie tak jak były wcześniej. Pamiętam lata PRL-u, i mam w swoich zbiorach książki, które zdecydowanie były droższe niż obecnie. Poza tym nowości są drogie, a można kupić w promocji nawet w marketach książki w dobrej cenie. Poza tym są biblioteki, nawet w małych miejscowościach. trzeba tylko chcieć czytać.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@Myszka będę oponować jeśli chodzi o ceny książek za czasów PRL. Też pamiętam te czasy i jako nastolatka mogłam sobie pozwolić na kupno książek z mojego skromnego kieszonkowego. Tylko że wtedy często kupowało się spod lady.
@Myszka będę oponować jeśli chodzi o ceny książek za czasów PRL. Też pamiętam te czasy i jako nastolatka mogłam sobie pozwolić na kupno książek z mojego skromnego kieszonkowego. Tylko że wtedy często kupowało się spod lady.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Na ile pamiętam z dzieciństwa lata 80., problemem była reglamentacja papieru, wielkim problemem było drukowanie jakichkolwiek zdjęć, błędy składu dziś są chyba nawet częstsze, błędy korekty też. Książki nie były jakoś kosmicznie drogie.
Niestety, od kilku - kilkunastu lat zarysowuje się trend, w którym cały rynek czytelniczy chce chyba przejąć garstka molochów - a wtedy to one będą dyktowały warunki.
Na ile pamiętam z dzieciństwa lata 80., problemem była reglamentacja papieru, wielkim problemem było drukowanie jakichkolwiek zdjęć, błędy składu dziś są chyba nawet częstsze, błędy korekty też. Książki nie były jakoś kosmicznie drogie.
Niestety, od kilku - kilkunastu lat zarysowuje się trend, w którym cały rynek czytelniczy chce chyba przejąć garstka molochów - a wtedy to...
Zapraszamy do dyskusji.
Zapraszamy do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam