-
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać9 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać8 -
Artykuły
Umrę, jeśli tego nie polubisz - weź udział w konkursie i wygraj wspomnienia influencerki
LubimyCzytać23 -
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska102
forum Oficjalne Akcje i konkursy
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!

Kto jako dziecko nie chciał zostać czarownicą w Hogwarcie? Albo walczyć ze smokami? Pewnie już dawno zapomnieliście o tych fantazjach. Czas żeby odżyły!
Wyobraźcie sobie, że budziecie się nie w swoim łóżku, ale w magicznym świecie jako elf! Jak potoczy się wasza historia?
Dla 3 zwycięzców mamy pakiety książek Callie Hart - „Quicksilver” i „Brimstone”.
Wasze odpowiedzi mogą mieć maksymalnie 1500 znaków ze spacjami.
Konkurs trwa od 2 kwietnia do do 10 kwietnia 2026 roku włącznie.
Czekamy na wasze odpowiedzi!
Zapraszamy do zapoznania się z regulaminem konkursu TUTAJ.
odpowiedzi [49]
Budzę się.
Najpierw czuję zapach wilgotnego mchu i chłód poranka na skórze. To dziwne — moje łóżko zawsze było miękkie, a tu… ziemia. Otwieram oczy i widzę liście, które zdają się świecić własnym światłem. Podnoszę rękę — smukłą, delikatną, zakończoną długimi palcami. To moja ręka?! Tyle że już nie do końca ludzka.
Wstaję powoli, a świat wokół pulsuje magią. Słyszę szepty drzew, jakby opowiadały sobie sekrety. Każdy krok jest lekki, niemal bezszelestny. Wiem to od razu, jakby ta wiedza zawsze we mnie była, drżącą ręką dotykam uszy, są spiczaste! Jestem elfem?!
Z początku ogarnia mnie zachwyt. Słyszę więcej, widzę dalej, czuję mocniej.Strumień szepcze do mnie językiem, który rozumiem.
Wiatr prowadzi mnie przez las, aż trafiam na polanę.
Tam czeka ktoś jeszcze — inni, podobni do mnie. Patrzą uważnie, jakby wiedzieli, że jestem nowa. A może — że wreszcie wróciłam?
Mam wrażenie, że mnie znają.Szybko odkrywam że magia to nie tylko piękno. Las choruje. Coś zatruwa jego serce, a wraz z nim słabną wszystkie istoty, które tu żyją.
Moje zmysły prowadzą do miejsca, gdzie ziemia pęka, a powietrze staje się ciężkie. Pierwszy raz od przebudzenia czuję strach.
Muszę wybrać: wrócić do bezpiecznego życia wśród elfów czy wyruszyć głębiej, tam gdzie magia jest dzika i nieokiełznana. I choć jeszcze niedawno byłam tylko człowiekiem, który zapomniał o dziecięcych marzeniach, teraz coś mówi mi jasno — nie po to tu trafiłaś, by się wycofać.Robię krok naprzód.I nagle olśnienie: to nie jest sen ani przypadek.
To opowieść, która zawsze na mnie czekała.
Najwyższa pora zacząć ją pisać...
Budzę się.
Najpierw czuję zapach wilgotnego mchu i chłód poranka na skórze. To dziwne — moje łóżko zawsze było miękkie, a tu… ziemia. Otwieram oczy i widzę liście, które zdają się świecić własnym światłem. Podnoszę rękę — smukłą, delikatną, zakończoną długimi palcami. To moja ręka?! Tyle że już nie do końca ludzka.
Wstaję powoli, a świat wokół pulsuje magią. Słyszę...
Kiedy czuję ciepło wschodzącego słońca na swojej skórze i powiekach, które drażni, przewracam się na drugi bok. Najprawdopodobniej spałabym, dopóki zmęczenie samym leżeniem zaczęłoby doskwierać, gdyby nie fakt, że coś wyjątkowo mi przeszkadzało pod moimi plecami, a nieznośne pulsowanie w skroniach zmusiło mnie do rozproszenia snów. W pierwszej chwili mózg nie chciał przetworzyć informacji, że stoję w drewnianej chatce, a z zewnątrz, zamiast miejskiego zgiełku, słychać szum drzew, śpiew ptaków i wrzawę krzątających się ludzi. No właśnie, ludzi, a może innych stworzeń, gdyż gdy moim oczom ukazała się blondynka o delikatnie falowanych włosach, iskrzących w nich cienkich brokatowych pasmach, spiczastych uszach i parze SKRZYDEŁ, która zaczęła krzyczeć w dokładnie tym samym momencie co ja, i w sumie z twarzy wyglądała jak ja, zaczęłam wątpić, czy aby na pewno Morfeusz zdążył uwolnić mnie ze swoich objęć. W tym samym momencie ćmiący ból głowy powalił mnie na kolana, wszczepiając w pamięć falę wspomnień - świat pogrążony w wojnie między elfami a łowcami, wioska wróżek obdarzonych mocami, noc wiele lat wcześniej, podczas której zostałam pozbawiona kawałka skrzydła przez młodego człowieka. Byłam elfem. Konkretniej wróżką posiadającą moc wnikania i wpływania na sny. Przynajmniej tak było kiedyś, dopóki pewien łowca nie pozbawił mnie częściowo tej umiejętności. Jak uwolnić ukrywające się wróżki, które tracą swoje moce przez odcięcie skrzydeł? Kim był łowca, który tak mnie skrzywdził?...
Kiedy czuję ciepło wschodzącego słońca na swojej skórze i powiekach, które drażni, przewracam się na drugi bok. Najprawdopodobniej spałabym, dopóki zmęczenie samym leżeniem zaczęłoby doskwierać, gdyby nie fakt, że coś wyjątkowo mi przeszkadzało pod moimi plecami, a nieznośne pulsowanie w skroniach zmusiło mnie do rozproszenia snów. W pierwszej chwili mózg nie chciał...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMoje oczy otworzyłyby się powoli, a pierwsze, co bym zobaczyła, to światło przesączające się przez liście, tańczące na mojej skórze. Czułabym, że nie jestem tu obca… że las mnie zna. Każdy podmuch wiatru niósłby ze sobą szept, który rozumiem bez słów. Wstałabym lekko, niemal bezszelestnie. Moje kroki nie łamałyby gałęzi — ziemia przyjmowałaby mnie jak swoją. Wiedziałabym już, kim jestem. Strażniczką. Nie potrzebowałabym korony ani tytułu. Moją władzą byłaby równowaga — pilnowałabym, by nic nie zakłóciło harmonii między zwierzętami, drzewami i magią, która płynie w korzeniach tego świata. Potrafiłabym przywołać wiatr, uspokoić dzikie stworzenie jednym spojrzeniem, a nawet sprawić, by stare drzewa przemówiły do mnie o dawnych czasach. Ale mój spokój nie trwałby wiecznie. Pewnego dnia poczułabym coś obcego — cień. Las zadrżałby, a jego szept zmieniłby się w ostrzeżenie. Coś lub ktoś próbowałby odebrać mu życie. Wtedy musiałabym podjąć decyzję: ukrywać się wśród drzew czy stanąć do walki. I wybrałabym walkę. Nie jako wojowniczka z mieczem, ale jako część samego lasu. Korzenie zatrzymywałyby wrogów, wiatr gasiłby ogień, a światło prowadziłoby mnie przez mrok. Nie byłabym sama — cały las walczyłby razem ze mną. Z czasem stałabym się legendą. Nie kimś, kogo się widzi… ale kimś, kogo się czuje. Szeptem w liściach. Cieniem między drzewami. Opowieścią, którą przekazuje się szeptem przy ognisku. Bo strażniczki lasu nie odchodzą. One stają się jego sercem.
Moje oczy otworzyłyby się powoli, a pierwsze, co bym zobaczyła, to światło przesączające się przez liście, tańczące na mojej skórze. Czułabym, że nie jestem tu obca… że las mnie zna. Każdy podmuch wiatru niósłby ze sobą szept, który rozumiem bez słów. Wstałabym lekko, niemal bezszelestnie. Moje kroki nie łamałyby gałęzi — ziemia przyjmowałaby mnie jak swoją. Wiedziałabym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Poczułam ostry ból pleców. Budzik już dzwonił? Podniosłam się i przetarłam oczy. Ból natychmiast ustąpił, a ja osłupiałam. Znajdowałam się w lesie pełnym wysokich drzew. W ich koronach błyszczały delikatne światełka. Panował półmrok. Tuż przede mną stały namioty. Zajrzałam do jednego z nich. Wszyscy mocno spali. Mój wzrok padł na owłosione stopy. Nie wierzyłam własnym oczom. To niemożliwe! Po dłuższej chwili spojrzałam na swoją dłoń. A czemu nie? Skoro już tu jestem… Ściągnęłam obrączkę i bez trudu podmieniłam krążki. Oszczędzę ci cierpień, Frodo! Szybko odwróciłam się, chowając skarb do kieszeni.
- Co ty wyprawiasz?Znieruchomiałam. Przede mną stał jasnowłosy elf z łukiem w ręku.
- Szukam cię wszędzie. Nic ci nie jest? Spadłaś z talanu.
Że jak? Po chwili konsternacji odparłam:
- Chyba powinieneś ze mną pójść.
Pokazałam mu pierścień.
- To nie twoja misja. – odparł stanowczo.
- Czyli nie idziesz?
- Laureno … - westchnął ciężko.Piękne imię. A więc jestem elfem. Cudnie! Pewnie świetnie strzelam z łuku i szybko biegam. O urodzie nie wspomnę. Natychmiast uśmiechnęłam się najładniej, jak umiałam, a po chwili dostrzegłam błysk w jego oku. Uległ.
- Może spotkać nas śmierć. – odparł.
No coś ty? Naprawdę? Dobrze, że nic nie wiesz o moim świecie. Tam jest jeden facet, który wysłał cię do Helmowego Jaru i kazał pięknie umrzeć, choć autor książki wcale o tym nie napisał, ale nie będę ci teraz o tym opowiadać. Mordor czeka.
Poczułam ostry ból pleców. Budzik już dzwonił? Podniosłam się i przetarłam oczy. Ból natychmiast ustąpił, a ja osłupiałam. Znajdowałam się w lesie pełnym wysokich drzew. W ich koronach błyszczały delikatne światełka. Panował półmrok. Tuż przede mną stały namioty. Zajrzałam do jednego z nich. Wszyscy mocno spali. Mój wzrok padł na owłosione stopy. Nie wierzyłam własnym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPierwsze, co czuję po przebudzeniu, to zapach świeżych jagód i ciepło słońca na twarzy. Nie leżę w swoim łóżku, tylko w hamaku rozwieszonym między dwoma ogromnymi drzewami. Moje uszy są lekko spiczaste, a kiedy wstaję, poruszam się z niespodziewaną lekkością. Jestem elfką.Szybko odkrywam, że mam talent do czegoś wyjątkowego, potrafię odnajdywać zagubione rzeczy. Nie tylko przedmioty, ale też zagubione pomysły, zgubioną odwagę, a nawet dawno niewypowiedziane słowa. W świecie pełnym magii to właśnie tego brakuje najbardziej. Kogoś, kto pomoże innym odnaleźć to, co utracili.Podróżuję więc między leśnymi osadami, górskimi twierdzami i nadmorskimi portami. Pomagam młodemu smokowi odnaleźć jego pierwszą iskrę ognia, ludziom zrozumieć rytm lasu, a elfom dostrzec, że zmiana nie musi oznaczać zagrożenia.Nie noszę miecza tylko mapę, na której zaznaczam miejsca pojednania i odkryć. Każde z nich świeci delikatnym światłem.Moja historia to opowieść o drodze oraz świecie, który staje się lepszy nie dzięki wielkim czarom, lecz dzięki małym aktom odwagi i życzliwości. Jeśli mam być elfką, chcę być tą, która pomaga innym odnaleźć własną magię.
Pierwsze, co czuję po przebudzeniu, to zapach świeżych jagód i ciepło słońca na twarzy. Nie leżę w swoim łóżku, tylko w hamaku rozwieszonym między dwoma ogromnymi drzewami. Moje uszy są lekko spiczaste, a kiedy wstaję, poruszam się z niespodziewaną lekkością. Jestem elfką.Szybko odkrywam, że mam talent do czegoś wyjątkowego, potrafię odnajdywać zagubione rzeczy. Nie tylko...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Kiedy tego dnia się obudziłam, nic nie wskazywało na to, że w
ciągu najbliższych 48 h dokonam największej zmiany w swoim życiu
- doznam zdrady, rzucę robotę, obalę uzurpatora i zostanę elficką
czarownicą - a to wcale nie był koniec atrakcji.Zaczęło się już
od rana. Kiedy spojrzałam dookoła siebie, wszystko wyglądało
inaczej. Włącznie ze mną. Lustro ujawniło prawdę – byłam
elfem, na którego paznokciach u dłoni płonął ogień!
Przypomniało mi, że nazywam się Julli-ja. Ujawniło ono również
moją historię. Odkryłam spisek w naszym kraju, więc mnie porwano
i zesłano do świata ludzi, gdzie nakryłam swojego narzeczonego na
zdradzie. Po czym rzuciłam robotę, upiłam się i wpadłam do
niezabezpieczonej studni, co zakończyło moje ziemskie życie i
sprowadziło do domu. Gdyż tylko śmierć w tamtym wymiarze mogła
mnie z powrotem zaprowadzić do Hajlidell. Okazało się też, że
przechodząc przez próbę Złamanego Serca w świecie śmiertelników,
nabyłam Magię Mocy Ognia. Wcześniej uratowałam syrenę, jedyną
córkę króla Mórz Trytona, który z wdzięczności obdarzył mnie
Magią Wody. Jako elfka posiadałam Magię Ziemi. Władając magią
trzech żywiołów byłam dość potężna (oraz wściekła, gdyż
zachowałam wspomnienia z mojego pełnego upokorzeń ziemskiego
życia) by obalić Uzurpatora. Facet się przeliczył, bo nie znał
moich możliwości i pełni mojej mocy. Jako potężna elficka
czarownica zostałam Królową, która miała na swoje rozkazy
stworzenia z różnych krain. I postanowiłam ustanowić własne
zasady w tym świecie.
Kiedy tego dnia się obudziłam, nic nie wskazywało na to, że w
ciągu najbliższych 48 h dokonam największej zmiany w swoim życiu
- doznam zdrady, rzucę robotę, obalę uzurpatora i zostanę elficką
czarownicą - a to wcale nie był koniec atrakcji.Zaczęło się już
od rana. Kiedy spojrzałam dookoła siebie, wszystko wyglądało
inaczej. Włącznie ze mną. Lustro ujawniło prawdę – byłam
...
Obudziłam się w mchu miękkim jak szept poranka,
Nad głową liście, w nich światło – jak zielona firanka.
Cisza nie była pusta, lecz pełna znaczenia,
Jakby ten las mówił do mnie w półsłówkach istnienia.
Przeciągam się – trzask! – gałązka mi odpowiada,
A ręce jakieś smuklejsze i skóra jakby zielonkawa..
Dotykam ucha – długie, spiczaste, nie do przeoczenia!
Idealne by słyszeć, jak mrówki plotkują bez wytchnienia.
Więc to tak – mówię wyciągając gałązki spod tyłka,
Jakby to była przedziwna pomyłka:
Jeszcze wczoraj budzik, kawa i lekka niechęć do wstawania,
Dziś mech zamiast podłogi i cały świat do odkrywania!
Z krzaków wychyla się ktoś – kudłaty jak mały zwierzak,
- Witaj – piszczy – w borze! Trochę się spóźniłaś, a jak!
- Jestem… kim? – pytam czując, że brzmię niedorzecznie.
- Leśną elfką, oczywiście. Dbaj o mech. I o drzewa. I koniecznie…
Ziewam – A kawa? – pytam jeszcze nieco zaspana.
- Rosa! – odpowiada – najświeższa, poranna!
Nic nie musisz parzyć, już sama się zebrała.
I zaraz listek pełen napoju od niego dostałam.
Las szepcze swoje tajemnice, wzywa mnie do siebie,
Delikatne chmurki przemykają po niebie.
- No cóż – wzdycham – niech dzieją się czary.
Przynajmniej dziś nie czekają mnie maile ani brudne gary.
W oddali szumią stare, słowiańskie knieje,
Jakby mówiły: „Spokojnie, tu nawet w chaosie dobrze się dzieje”.
Obudziłam się w mchu miękkim jak szept poranka,
Nad głową liście, w nich światło – jak zielona firanka.
Cisza nie była pusta, lecz pełna znaczenia,
Jakby ten las mówił do mnie w półsłówkach istnienia.
Przeciągam się – trzask! – gałązka mi odpowiada,
A ręce jakieś smuklejsze i skóra jakby zielonkawa..
Dotykam ucha – długie, spiczaste, nie do przeoczenia!
Idealne by słyszeć,...
Patrzę w lewo… patrzę w prawo….
Gdzie ja, DO JASNEJ CHOLERY jestem?! Co to w ogóle za łóżko?! Aż tak wesoło nie było na wczorajszej
popijawie z dziewczynami… Jakbym się urwała z bajki średniowiecznej… CO TU SIĘ
DZIEJE… Podniosłam wzrok. Cały pokój
wyglądał jak z tych wszystkich książek fantasy, ale nie to było najgorsze.....- AAAAAAAAAAAAA!!! KUR**!!! –
poderwałam się w popłochu z wielkiego dębowego łoża.Wiązanka godna elementu rynsztoka
wyrwała się z moich ust, bez żadnego udziału umysłu. Jeszcze w życiu tyle nie
przeklinałam… Nawet na studiach!Moje oczy. Twarz wyglądała
podobnie. Blada jak zawsze. Ale oczy… Fioletowe. Co do cholery... - Podeszłam
bliżej, żeby się przyjrzeć.Obudziłam się na drewnianym
parkiecie. Moja koszulka nocna (co?! – ja nawet nie mam takich rzeczy w
szafie…) była podwinięta. W drzwiach stał wielki facet z długimi, prostymi
włosami, o oczach jakich jeszcze nie widziałam. Ich kolor był nieludzki. Coś jak
połączenie fiołków z kolorem zachodzącego słońca. Jasna cholera…. W rękach miał tacę ze śniadaniem.
Jajecznica wyglądała nieziemsko…
Patrzę w lewo… patrzę w prawo….
Gdzie ja, DO JASNEJ CHOLERY jestem?! Co to w ogóle za łóżko?! Aż tak wesoło nie było na wczorajszej
popijawie z dziewczynami… Jakbym się urwała z bajki średniowiecznej… CO TU SIĘ
DZIEJE… Podniosłam wzrok. Cały pokój
wyglądał jak z tych wszystkich książek fantasy, ale nie to było najgorsze.....- AAAAAAAAAAAAA!!! KUR**!!! –
poderwałam się w...
Budzę się w dormitorium w wieży Magów w Thylysium. Moje dłonie pulsują mocą, czuję przepływ Energii. Jestem Wysoką Elfką, dziedziczką rodu rządzącego Ankarią. Przez lata uczyłam się, słuchałam i obserwowałam, znosząc pustą gadaninę zniedołężniałych mężczyzn. Wyruszam w świat, który chwieje się w posadach. Strumienie Energii są niestabilne, Wielka Maszyna milczy, a moi pobratymcy tracą nad nią kontrolę. Na północy rodzą się potwory, martwi powstają z grobów. Zostaję wysłana, by odkryć przyczynę. Przyjmuję to zadanie nie z obowiązku, lecz z ambicji. To mój moment. Władza, którą inni ledwie rozumieją, dla mnie jest narzędziem. Nie zamierzam ratować świata z dobroci serca. Zamierzam go ujarzmić i zapisać się na kartach historii jako bohaterka. Jeśli Ankaria ma przetrwać, potrzebuje kogoś, kto nie zawaha się sięgnąć po pełnię mocy.
Budzę się w dormitorium w wieży Magów w Thylysium. Moje dłonie pulsują mocą, czuję przepływ Energii. Jestem Wysoką Elfką, dziedziczką rodu rządzącego Ankarią. Przez lata uczyłam się, słuchałam i obserwowałam, znosząc pustą gadaninę zniedołężniałych mężczyzn. Wyruszam w świat, który chwieje się w posadach. Strumienie Energii są niestabilne, Wielka Maszyna milczy, a moi...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejBudzę się jako elfka i zanim zdążę naprawdę pojąć, że mam dłonie smukłe jak z jakiegoś starego arrasu, włosy do pasa i uszy, które wychwytują najcichszy szelest za ścianą, do komnaty wchodzi Królowa Matka, cała z lodu, srebra i tej wyniosłej ciszy, którą mają ludzie przyzwyczajeni do władzy. Patrzy na mnie tak, jakby sprawdzała, czy miecz po latach dalej jest ostry, i oznajmia, że wróciłam dokładnie wtedy, kiedy powinnam, bo królestwo pęka od środka, a tron nie znosi pustki. Ja jeszcze w głowie mam zwykłą kołdrę, kubek po herbacie i życie bez smoków, a tu ktoś próbuje mi wcisnąć koronę jak fartuch dyżurnej. Szybko okazuje się, że w tej historii nie chodzi o żadne elfie zachwyty nad blaskiem księżyca, tylko o wybór, czy mam być grzeczną figurą w pałacu, czy kimś, kto zejdzie z marmurowych schodów, wyjdzie poza złote bramy i sprawdzi, kto naprawdę podsyca wojnę. Więc zamiast uczyć się dworskich ukłonów, pakuję sztylet, płaszcz i odrobinę bezczelności, po czym ruszam do lasu, gdzie podobno zaczyna się prawda. I tak moja historia nie staje się baśnią o pięknej elfce, tylko opowieścią o kimś, kto obudził się w cudzym świecie, ale postanowił wreszcie żyć po swojemu.
Budzę się jako elfka i zanim zdążę naprawdę pojąć, że mam dłonie smukłe jak z jakiegoś starego arrasu, włosy do pasa i uszy, które wychwytują najcichszy szelest za ścianą, do komnaty wchodzi Królowa Matka, cała z lodu, srebra i tej wyniosłej ciszy, którą mają ludzie przyzwyczajeni do władzy. Patrzy na mnie tak, jakby sprawdzała, czy miecz po latach dalej jest ostry, i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Budzi mnie cisza. Inna niż ta, którą znałam. Głębsza. Starsza.
Nie leżę w swoim łóżku. Pod palcami czuję chłodną korę, a powietrze pachnie żywicą i czymś… dzikim. Kiedy unoszę dłoń, dostrzegam, że nie jest już do końca moja. Smuklejsza. Jaśniejsza. Na nadgarstku pulsuje delikatne światło.
- W końcu - słyszę za plecami.
Odwracam się gwałtownie. Stoi tam ktoś, kto wygląda jak część tego lasu. Zbyt idealny, zbyt spokojny.
- Nie powinnaś się obudzić - dodaje ciszej.
Serce zaczyna bić szybciej. Nie ze strachu. Z przeczucia.
- Kim jestem? - pytam, choć odpowiedź już we mnie kiełkuje.
Wtedy to czuję. Moc. Nie delikatną, nie piękną - surową, nieokiełznaną. Rozlewa się po moich żyłach jak ogień, który długo był tłumiony. Z każdym oddechem rośnie, domaga się uwagi, działania… wyboru.
- Jeśli oni się dowiedzą… - zaczyna, ale milknie.
Nie musi kończyć.
Gdzieś daleko rozlega się ryk. Niski, ciężki.
A ja wiem, że to nie przypadek, że się obudziłam.
Ten świat mnie nie chciał.
Ale właśnie mnie dostał. 🔥
Budzi mnie cisza. Inna niż ta, którą znałam. Głębsza. Starsza.
Nie leżę w swoim łóżku. Pod palcami czuję chłodną korę, a powietrze pachnie żywicą i czymś… dzikim. Kiedy unoszę dłoń, dostrzegam, że nie jest już do końca moja. Smuklejsza. Jaśniejsza. Na nadgarstku pulsuje delikatne światło.
- W końcu - słyszę za plecami.
Odwracam się gwałtownie. Stoi tam ktoś, kto wygląda...
Budzę się jako elf w obcym domu i pierwsze, co robię, to sprawdzam kieszenie. Są. Tyle że zamiast telefonu mam w nich garść cienkich, metalowych listków i jeden drobiazg, który nie pasuje do bajki: zwykły, ludzki bilet kolejowy, mokry i pogięty. Kiedy pokazuję go pierwszemu napotkanemu elfowi, ten momentalnie poważnieje i prowadzi mnie do kuźni, gdzie nie kują mieczy, tylko zamki. Okazuje się, że w tym świecie najcenniejsze nie jest złoto, tylko przejścia: ścieżki, mosty z korzeni, wąskie bramy w skale. Ktoś od tygodni „przestawia” szlaki. Niby drobiazg, jeden znak na drzewie, jeden kamień odwrócony, a w praktyce ludzie giną w mgłach, karawany nie dojeżdżają, a na granicy wybucha głód i panika. Ten bilet to dowód, że sprawca nie jest stąd, bo tylko człowiek mógł go zgubić i tylko człowiek myśli, że papier nie zostawia śladów. Moja historia zaczyna się więc nie od walki ze smokiem, tylko od roboty detektywa: idę po śladach źle ustawionych znaków, liczę kroki między drzewami, sprawdzam, gdzie śnieg jest zdeptany „po ludzku”, a gdzie lekko jak po elfich stopach. W końcu trafiam na coś prostego i brzydkiego: mały obóz, skrzynki z gwoździami, farba do znaków i mapa z naniesionymi „korektami”, jakby ktoś projektował wypadki. I wtedy muszę wybrać, czy wrócić do elfów z ostrzeżeniem, czy pójść krok dalej i przestawić pułapkę tak, żeby zgubił się ten, kto gubi innych.
Budzę się jako elf w obcym domu i pierwsze, co robię, to sprawdzam kieszenie. Są. Tyle że zamiast telefonu mam w nich garść cienkich, metalowych listków i jeden drobiazg, który nie pasuje do bajki: zwykły, ludzki bilet kolejowy, mokry i pogięty. Kiedy pokazuję go pierwszemu napotkanemu elfowi, ten momentalnie poważnieje i prowadzi mnie do kuźni, gdzie nie kują mieczy, tylko...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Budzę się… ale coś od razu się nie zgadza. Cisza jest zbyt głęboka, powietrze pachnie inaczej jakby żywe, przesiąknięte żywicą i czymś jeszcze, czymś, czego nie da się nazwać. Otwieram oczy i zamiast znanego sufitu widzę splątane gałęzie, przez które przebija się złote światło. Przez chwilę myślę, że to sen. Ale kiedy podnoszę rękę i widzę smukłe palce, delikatną, niemal świetlistą skórę… dociera do mnie. Nie jestem już sobą. Jestem elfem. Wstaję powoli, czując, jak ciało porusza się lekko, niemal bez wysiłku. Każdy ruch jest płynny, naturalny, jakbym całe życie był właśnie taki. Słyszę więcej, szelest liści, odległe kroki zwierząt, bicie własnego serca, spokojne i pewne. Gdzieś w środku czuję też coś nowego. Siłę. Spokój. I dziwną, cichą determinację. Nie jestem sam. Zanim zdążę zrobić krok, z cienia między drzewami wyłaniają się inni. Najpierw jedna postać, potem kolejna i nagle widzę ich wszystkich. Moi przyjaciele. Tylko że oni też się zmienili. Każdy wygląda inaczej, bardziej dziko, bardziej… prawdziwie. Jeden z nich opiera się o drzewo, z łukiem przewieszonym przez ramię. Inny obraca w dłoni ostrze, które wygląda jakby było wykute z księżycowego światła. Patrzymy na siebie przez chwilę, bez słów, ale wszystko jest jasne. Wiemy, po co tu jesteśmy.
— No to co — mówi ktoś w końcu z lekkim uśmiechem — idziemy?
I to wystarcza. Nie ma wielkich przemówień. Nie ma planów rozpisanych na pergaminie. Jest tylko decyzja. Zbieramy oręż, łuki, miecze i włócznie. Każda broń wydaje się mieć własną historię, jakby czekała właśnie na nas. Kiedy chwytam swój miecz, czuję lekkie drżenie, jakby rozpoznawał mój dotyk. Wyruszamy. Las ustępuje miejsca kamienistym ścieżkom, potem skalistym zboczom. Im dalej idziemy, tym bardziej świat się zmienia. Kolory bledną, powietrze staje się cięższe. Ptaki milkną. Nawet wiatr jakby przestaje oddychać. W końcu, gdzieś na horyzoncie, widzimy ją. Twierdza. Ogromna, czarna, wrośnięta w skałę jak rana, która nigdy się nie zagoiła. Wieże wyglądają jak połamane palce sięgające nieba. Z jej wnętrza wydobywa się coś, co trudno opisać. Mrok, ale nie tylko brak światła. Raczej obecność czegoś, co nie powinno istnieć. Zatrzymujemy się na chwilę. Nie ze strachu, raczej z szacunku do tego, co przed nami. Każdy z nas wie, że to nie będzie łatwe. Ale nikt się nie wycofuje.
— Pamiętajcie — mówię cicho, choć sam nie wiem skąd biorą się te słowa — nie przyszliśmy tu tylko walczyć. Przyszliśmy to zakończyć.
Kiwają głowami. Zbliżamy się. Pierwsze kreatury pojawiają się zanim dotrzemy do bram. Wyłaniają się z cieni, powykręcane, nienaturalne. Ich ruchy są szybkie, chaotyczne, jakby same nie panowały nad swoim ciałem. Ale my jesteśmy gotowi. Pierwsze starcie jest krótkie i brutalne. Strzały przecinają powietrze z cichym świstem. Ostrza błyszczą w półmroku. Każdy z nas walczy inaczej, ale razem tworzymy coś więcej, jakbyśmy byli jedną całością. Bez zbędnych słów, bez chaosu. Tylko ruch, instynkt i cel. Idziemy dalej. Brama twierdzy jest ogromna, pokryta runami, które pulsują ciemnym światłem. Kiedy ją przekraczamy, czuję, jak coś próbuje nas zatrzymać. Jakby sama przestrzeń się sprzeciwiała. Ale przechodzimy. W środku jest gorzej. Korytarze są wąskie, wilgotne, pełne echa dziwnych dźwięków. Coś się porusza w ciemności, obserwuje nas. Ataki są częstsze, bardziej zaciekłe. Ale my też jesteśmy inni niż wcześniej. Silniejsi. Bardziej skupieni. W pewnym momencie docieramy do wielkiej sali. Na jej końcu stoi coś, co od razu przyciąga wzrok. Nie przypomina innych kreatur. Jest większe. Spokojniejsze. I przez to bardziej przerażające. Jego oczy błyszczą zimnym światłem. To ono. Źródło. Przez chwilę nikt się nie rusza. Cisza jest niemal namacalna. A potem… ruszamy. To nie jest zwykła walka. To coś więcej. Każdy cios, każdy ruch ma znaczenie. Kreatura jest szybka, silna, sprytna. Rani nas. Cofamy się. Wracamy. Znowu atakujemy. W pewnym momencie wszystko zwalnia. Widzę, jak jeden z moich przyjaciół pada na kolano. Inny ledwo unika ciosu. Czuję zmęczenie, ciężar, ból. Ale też coś jeszcze. To samo uczucie, które miałem, kiedy się obudziłem. Determinację. Zbieram ostatnie siły. Ruszam naprzód, ignorując wszystko inne. Ostrze w mojej dłoni rozświetla się, jakby reagowało na coś we mnie. I wtedy uderzam. Światło przecina mrok. Na moment wszystko zamiera. A potem… cisza.
Budzę się… ale coś od razu się nie zgadza. Cisza jest zbyt głęboka, powietrze pachnie inaczej jakby żywe, przesiąknięte żywicą i czymś jeszcze, czymś, czego nie da się nazwać. Otwieram oczy i zamiast znanego sufitu widzę splątane gałęzie, przez które przebija się złote światło. Przez chwilę myślę, że to sen. Ale kiedy podnoszę rękę i widzę smukłe palce, delikatną, niemal...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejRozrywający ból głowy to pierwsze, co czuję, gdy otwieram oczy. Widzę dwóch strażników, ale zanim zdążę zareagować, chwycą mnie za ramiona i wiozą w stronę mrocznego pomieszczenia. Wepchnięta do środka, upadam na zimną ziemię. Gdy w końcu otwieram oczy, widzę setki sylwetek – to elfy, więzione i dręczone przez tajemniczego wroga, który zahipnotyzował strażników. Dopiero teraz, dotykając spiczastych uszu, rozumiem, że stałam się jedną z nich. Wykorzystuję nieuwagę wartowników i rzucam się do ucieczki. Biegnę na oślep, aż wpadam na postać w kapturze. Kiedy kaptur zsuwa się z jego głowy widzę pełną blizn twarz elfa. To On – Wróg! Instynktownie chwytam łuk. Strzelam i trafiam w nogę przeciwnika, a gdy kuleje, popycham go. Upada bezsilnie, uderzając głową o kamień. Zbiegają się inne elfy, ale ich twarze są pełne rozpaczy, odkrywam, że wróg skradł ich magię i zabrał ją ze sobą do grobu. Poczucie winy rozdziera mi serce… Jakbym tego nie dokonała mieliby nadal szanse odzyskać własne moce. Nagle przestrzeń rozdziera świetlisty portal. Czuję potężną siłę, która wciąga mnie do niego i nagle znajduje się w świecie zmarłych. Wśród błąkających się cieni rozpaczliwie szukam duszy wroga, by odzyskać to, co ukradł. Gdy tracę nadzieję, drogę blokuje mi dusza poległego elfa. Wręcza mi lśniącą kulę i nakazuje ucieczkę. Wracam do królestwa elfów i oddaję skradzioną moc ich władcy. Choć oferują mi powrót do mojego świata. Odmawiam, bo znalazłam swoje miejsce.
Rozrywający ból głowy to pierwsze, co czuję, gdy otwieram oczy. Widzę dwóch strażników, ale zanim zdążę zareagować, chwycą mnie za ramiona i wiozą w stronę mrocznego pomieszczenia. Wepchnięta do środka, upadam na zimną ziemię. Gdy w końcu otwieram oczy, widzę setki sylwetek – to elfy, więzione i dręczone przez tajemniczego wroga, który zahipnotyzował strażników. Dopiero...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPierwsze, co widzę, kiedy otwieram oczy, to las. Zalewa mnie fala wspomnień z ostatnich dni. Jeszcze niedawno pisałam z koleżanką na Whatsappie, a teraz siedzę... Właściwie, to nie wiem. Czuję się zdezorientowana. A wszystko przez tajemniczą staruszkę, która w zamian za moją pomoc powiedziała, że przeżyję niezwykłą przygodę. Niezwykła przygoda? Za mało powiedziane. Utkwienie w świecie magicznych istot zdaną tylko na siebie. Patrzę na swoje ciało. Jakże się zmieniło. Długie, smukłe palce u rąk, opalona skóra, strój łowczyni. Mam też łuk i strzały. Zawsze o nich marzyłam. Jako że moją pasją od zawsze jest czytanie, to zapoznałam się w książkach z różnymi rodzajami broni. Właśnie, książki! Zaczynam nieśmiało snuć marzenia o własnej historii w tej intrygującej rzeczywistości. Może poznam prawdziwych przyjaciół? Nigdy ich nie miałam. Może będę świadkiem używania czarów? Może sama stanę się tu bohaterką... Przerywam rozmyślania i wstaję. Wokół mnie pełno drzew. I kojący dźwięk ich szumu. Słyszę cichy głos w mojej głowie, który staje się coraz głośniejszy. Teraz wiem, co robić. Staję się coraz pewniejsza w moim szalonym pomyśle. Rodzice nigdy by się na to nie zgodzili. To tutaj znajdę swoje miejsce. Będzie to przygoda mojego życia. I nie pozwolę, żeby ktoś to zepsuł. Stanę się tutaj taką, jaką zawsze chciałam być - niezależną, silną, gotową na niebezpieczeństwa dziewczyną, która wie, na co ją stać.
Pierwsze, co widzę, kiedy otwieram oczy, to las. Zalewa mnie fala wspomnień z ostatnich dni. Jeszcze niedawno pisałam z koleżanką na Whatsappie, a teraz siedzę... Właściwie, to nie wiem. Czuję się zdezorientowana. A wszystko przez tajemniczą staruszkę, która w zamian za moją pomoc powiedziała, że przeżyję niezwykłą przygodę. Niezwykła przygoda? Za mało powiedziane....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejObudziłam się nie w swoim łóżku, lecz pośród srebrnych liści. Nad sobą widziałam korony drzew tak wysokich, że zdawały się podtrzymywać niebo. Powietrze pachniało jaśminem, a w oddali słychać było niezwykły śpiew. Kiedy dotknęłam swoich włosów, zamarłam. Były długie, srebrne jak światło księżyca, a spod nich wystawały spiczaste uszy. Zostałam elfką.Po chwili przede mną pojawił się lis o złotych oczach. Nie mówił, a jednak rozumiałam każde jego spojrzenie. Poprowadził mnie przez las pełen świecących kwiatów do polany, nad którą unosił się pałac zbudowany z lodu i gwiazd. Czekała tam królowa elfów. Powiedziała, że zostałam wybrana, by ocalić ich świat przed Cieniem, który każdej nocy pożerał gwiazdy.Wyruszyłam przez Szepczące Góry, Szklane Jezioro i Dolinę Snów. Spotkałam smoka strzegącego ostatniego promienia świtu oraz feniksa, który dawał nadzieję gasnącym krainom. Każde spotkanie czyniło mnie silniejszą. W końcu stanęłam naprzeciw Cienia. Nie walczyłam mieczem. Oddałam mu najpiękniejsze wspomnienie: śmiech rodziny, zapach domu i bicie własnego sercee. Światło tego wspomnienia rozdarło mrok.O świcie niebo znów rozbłysło tysiącem gwiazd. Królowa nazwała mnie Strażniczką Światła. Wiedziałam, że już nigdy nie wrócę do dawnego życia. To tutaj odnalazłam przeznaczenie i moc. Tak zaczeła się moja legenda, opowiadana przez wieki przy blasku księrzyca. Od tej chwili każda gwiazda na niebie była dowodem, że nawet z obcego świata można stworzyć własny dom na zawsze!
Obudziłam się nie w swoim łóżku, lecz pośród srebrnych liści. Nad sobą widziałam korony drzew tak wysokich, że zdawały się podtrzymywać niebo. Powietrze pachniało jaśminem, a w oddali słychać było niezwykły śpiew. Kiedy dotknęłam swoich włosów, zamarłam. Były długie, srebrne jak światło księżyca, a spod nich wystawały spiczaste uszy. Zostałam elfką.Po chwili przede mną...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Budzę się nad brzegiem jeziora, a woda świeci jak lustro gwiazd. Moje odbicie nie jest ludzkie - delikatne rysy, spiczaste uszy. Elfka.
Gdy dotykam tafli, kręgi światła rozchodzą się po wodzie. Magia mnie słucha… albo mnie rozpoznaje.
Nagle wiatr porusza liśćmi i przynosi szept:
- Las cię potrzebuje.
Marszczę brwi.
- Dlaczego ja?
Przez chwilę jest cicho, jakby świat wstrzymał oddech. A potem gdzieś w oddali rozlega się niski, przeciągły ryk. Nie brzmi jak zwykłe zwierzę.
Czuję, jak serce zaczyna bić szybciej - nie tylko ze strachu. To coś więcej. Jakby część mnie już wiedziała, co mam zrobić.
Wstaję i jeszcze raz spoglądam na swoje odbicie.
- W takim razie… lepiej, żebym się pospieszyła.
Odwracam się w stronę lasu i ruszam przed siebie, czując, że to dopiero początek historii, której nie da się już zatrzymać.
Budzę się nad brzegiem jeziora, a woda świeci jak lustro gwiazd. Moje odbicie nie jest ludzkie - delikatne rysy, spiczaste uszy. Elfka.
Gdy dotykam tafli, kręgi światła rozchodzą się po wodzie. Magia mnie słucha… albo mnie rozpoznaje.
Nagle wiatr porusza liśćmi i przynosi szept:
- Las cię potrzebuje.
Marszczę brwi.
- Dlaczego ja?
Przez chwilę jest cicho, jakby świat...
Otwieram oczy, ale zamiast znajomego sufitu widzę sklepienie utkane z żywych, pulsujących złotym światłem liści. Powietrze nie pachnie miastem ani kawą – pachnie ozonem, jaśminem i czymś, co można opisać jedynie jako zapach czasu.
Moja historia w świecie elfów nie byłaby opowieścią o machaniu mieczem. Jako istota długowieczna, o dłoniach, które nagle stały się smuklejsze, a zmysłach wyostrzonych do granic możliwości, wybrałabym ścieżkę „Etnografa nieskończoności”.
Pierwszą godzinę spędziłabym na samej nauce… słuchania. Jako elf słyszysz, jak soki krążą w pniach drzew i jak mrówki kłócą się o kawałek jagody. Moja historia zaczyna się od oszołomienia. Nie jestem już obserwatorem natury - jestem jej częścią. Moje serce bije w rytmie lasu, a każda myśl wydaje się mieć krystaliczną czystość.
Zamiast budować zamki, wyruszyłabym do Biblioteki Szeptów. W świecie elfów wiedza nie jest zapisana w książkach, które niszczeją, ale w żywej pamięci. Zostałabym „Tkaczem Echa”. Moim zadaniem byłoby podróżowanie między krainami i zbieranie historii, które inne rasy gubią w swoim pośpiechu. Spędziłabym dekadę na rozmowie z jednym dębem. Spisałabym traktat o trzynastu odcieniach zachodu słońca nad Mglistymi Klifami.
Zrozumiałbym, że bycie elfem to cicha melancholia. Widziałabym, jak góry, które dla ludzi są wieczne, powoli kruszeją. Moja historia stałaby się pomostem - próbowałabym uczyć inne rasy, jak kochać świat, który przeminie, mając perspektywę kogoś, kto zostanie tu na zawsze.
Otwieram oczy, ale zamiast znajomego sufitu widzę sklepienie utkane z żywych, pulsujących złotym światłem liści. Powietrze nie pachnie miastem ani kawą – pachnie ozonem, jaśminem i czymś, co można opisać jedynie jako zapach czasu.
Moja historia w świecie elfów nie byłaby opowieścią o machaniu mieczem. Jako istota długowieczna, o dłoniach, które nagle stały się smuklejsze,...
Budzę się i od razu wiem: to nie sen. Sen jest mętny, a tu wszystko tnie po oczach. Zapach mokrej ziemi, chłód, cisza, od której pękają bębenki. I te uszy... Przesuwam po nich palcami. Dłuższe niż powinny. Elf. No, serio. Pierwszy odruch? Powrót. Ale drzwi są zamknięte. Więc kończę z zachwytami nad widokami z kalendarza i patrzę na to, co pod spodem. Bo pod spodem ten cały „magiczny świat” trzeszczy. Coś tu nie gra. Las jest zgaszony, ludzie chodzą spięci, a w powietrzu wisi zbyt wiele niedopowiedzeń. Ktoś rzuci: „nie twój interes”. Pewnie ma rację. Tylko że to już jest mój świat, nie przyjechałem tu na urlop. Nie będę bohaterem z legend, nie ten typ. Będę tym, który łazi, pyta i zbiera odłamki. Gościem z boku, obcym, który widzi więcej, bo nie zdążył jeszcze oślepnąć. W końcu i tak wyjdzie na to, że ten syf nie robi się sam. Ktoś za tym stoi. I wtedy przychodzi moment decyzji. Można odwrócić wzrok albo wejść w to bagno tak głęboko, że nie da się już wrócić. Wchodzę. Nie dla medali. Po prostu znam to uczucie aż za dobrze – kiedy człowiek stoi z boku i udaje, że go to nie dotyczy. A potem zostaje z tym na długo. Tu nie chcę zostać z niczym.
Budzę się i od razu wiem: to nie sen. Sen jest mętny, a tu wszystko tnie po oczach. Zapach mokrej ziemi, chłód, cisza, od której pękają bębenki. I te uszy... Przesuwam po nich palcami. Dłuższe niż powinny. Elf. No, serio. Pierwszy odruch? Powrót. Ale drzwi są zamknięte. Więc kończę z zachwytami nad widokami z kalendarza i patrzę na to, co pod spodem. Bo pod spodem ten cały...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Obudził mnie szelest... Cichy, odbijający się lekkim echem lecz na tyle głośny, że wydarł mnie z objęć błogiego snu. Uszy nastawiły się niczym najczulszy radar budząc czujność i gotowość. Nim nadejdzie świt znów przyjdzie mi stawić czoło złu i kryjącym się w mroku demonicznym siłom.
Mam dość, to wszystko już mnie przerasta, za duża odpowiedzialność spoczywa na mnie a ja tylko chcę się w końcu wyspać i zwyczajnie po ludzku odpocząć.
Dość! Weź się w garść! Dasz radę bo kto jak nie ty zdoła uratować ten parszywy świat...
Z magią czy bez, dasz radę!
Obudził mnie szelest... Cichy, odbijający się lekkim echem lecz na tyle głośny, że wydarł mnie z objęć błogiego snu. Uszy nastawiły się niczym najczulszy radar budząc czujność i gotowość. Nim nadejdzie świt znów przyjdzie mi stawić czoło złu i kryjącym się w mroku demonicznym siłom.
Mam dość, to wszystko już mnie przerasta, za duża odpowiedzialność spoczywa na mnie a ja...
Obudziłam się w cudownie miękkim łożu z baldachimem. Powietrze pachniało kwiatami i słońcem, którego promienie rozświetlały cały pokój. Podeszłam do lustra i zobaczyłam siebie - delikatniejszą, a jednocześnie silniejszą. Wiedziałam, gdzie jestem. Letni Dwór. Magia elfiego świata odcisnęła się na mnie tak, jak powinna.
Król tego ukrytego królestwa, mój dziadek, odnalazł mnie po latach. Moi rodzice uciekli do świata ludzi, twierdząc, że mnie chronią. Nigdy nie powiedzieli przed czym. Teraz już wiem: przed koroną.
Las otaczający pałac nie jest tylko piękny. Jest żywy. Oddycha. I pamięta. Wpuszcza przyjaciół, ale pożera wrogów, a czasem nie widzi między nimi różnicy.
W dniu, w którym mam przyjąć tron, zaczyna szeptać moje imię. Najpierw cicho, potem coraz głośniej. Pokazuje mi swoje wspomnienia: krew na korze drzew, ogień, który nie powinien istnieć w leśnym świecie… i mojego dziadka, który walczył, by ocalić swoich ludzi.
Zaczynam rozumieć, że moi rodzice się mylili. Korona nie jest przekleństwem. Jest ciężarem, który uniosą tylko ci, którzy są gotowi poświęcić siebie dla innych.
Jeśli ją odrzucę - las umrze. A wraz z nim całe królestwo.
Jeśli ją przyjmę - stracę życie, które znałam.
Sięgam więc po koronę. I po raz pierwszy naprawdę rozumiem, czym jest władza.
Obudziłam się w cudownie miękkim łożu z baldachimem. Powietrze pachniało kwiatami i słońcem, którego promienie rozświetlały cały pokój. Podeszłam do lustra i zobaczyłam siebie - delikatniejszą, a jednocześnie silniejszą. Wiedziałam, gdzie jestem. Letni Dwór. Magia elfiego świata odcisnęła się na mnie tak, jak powinna.
Król tego ukrytego królestwa, mój dziadek, odnalazł mnie...
Obudziłam się na zimnej, kamiennej podłodze. Otworzyłam oczy i zobaczyłam świece, dziwne symbole i tłum ludzi wpatrujących się we mnie jak w cud.- Okej… co się dzieje? - wymamrotałam, podnosząc się.
Jeszcze wczoraj zasypiałam we własnym łóżku. Zauważyłam, że moje dłonie były bledsze i piękniejsze, a uszy – dłuższe i spiczaste na końcach. „Jestem elfką? No proszę, awans” pomyślałam. Nagle wszyscy przede mną padli na kolana.
- Bogini chaosu powróciła! - krzyknął ktoś. Zamrugałam kilka razy.
- Ja? Boginią? Słuchajcie, wczoraj nie mogłam ogarnąć własnego życia, a wy mi tu dajecie wszechświat? - odpowiedziałam niedowierzając.
- O Pani, co mamy dla ciebie zrobić? - przemówił tłum.
Zawahałam się na sekundę.
- Może na początek... jedzenie? - zapytałam niepewnie.
W jednej chwili przede mną pojawił się stół pełen apetycznych potraw. "Chyba zaczyna mi się tutaj podobać" pomyślałam. Później było tylko dziwniej. Kazałam zapalić świecę - zapłonęła sama. Rozsunąć skałą - pękła wpół. Z każdym życzeniem czułam w sobie coraz więcej mocy. Jakby to naprawdę działało. Jakbym... naprawdę była boginią. Westchnęłam, sięgając po kawałek ciasta. "Czyli całe życie stresowałam się pracą, planami i przyszłością... a wystarczyło obudzić się jako elfka i zamówić jedzenie. Serio, gdzie była ta instrukcja życia wcześniej?"
Obudziłam się na zimnej, kamiennej podłodze. Otworzyłam oczy i zobaczyłam świece, dziwne symbole i tłum ludzi wpatrujących się we mnie jak w cud.- Okej… co się dzieje? - wymamrotałam, podnosząc się.
Jeszcze wczoraj zasypiałam we własnym łóżku. Zauważyłam, że moje dłonie były bledsze i piękniejsze, a uszy – dłuższe i spiczaste na końcach. „Jestem elfką? No proszę, awans”...
Jestem elfem, to pierwsza myśl która przychodzi mi do głowy, gdy zerkam w swoje lustrzane odbicie. To jakiś żart, sen, nocna mara, a jednak nie, to naprawdę ja. W głębi serca czuję, że od dawna miałam coś z elfa, te duże uszy, przywiązanie do natury. Teraz już wiem, że takie było moje przeznaczenie. Otrzymałam moc uzdrawiania. Jestem potrzebna tutaj w tym elfim świecie. Posiadam moc, dzięki której walczę ze złymi mocami, ocalam nasz gatunek przed zagładą. To misja którą muszę wypełnić. Zostałam wybrana.
Jestem elfem, to pierwsza myśl która przychodzi mi do głowy, gdy zerkam w swoje lustrzane odbicie. To jakiś żart, sen, nocna mara, a jednak nie, to naprawdę ja. W głębi serca czuję, że od dawna miałam coś z elfa, te duże uszy, przywiązanie do natury. Teraz już wiem, że takie było moje przeznaczenie. Otrzymałam moc uzdrawiania. Jestem potrzebna tutaj w tym elfim świecie....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Budziłam się kiedyś z budzikiem, teraz budzę się z ptakiem, który siedzi mi na twarzy i najwyraźniej uważa mnie za gałąź. Świetnie, jestem elfką. Problem w tym, że ktoś popełnił poważny błąd kadrowy i to nie miało tak wyglądać.
Zawsze bałam się lasu, a nawet zakamarków własnego ogródka. W moim świecie „kontakt z naturą” oznaczał park i ławkę, najlepiej z widokiem na piękną kamienicę z kawiarnią na dole. A tu? Próbuję zebrać zioła – kończy się na tym, że odróżniam tylko „zielone” od „bardziej zielonego”, a połowa z tego parzy mnie w ręce i okazuje się pokrzywą.
Zwierzęta też mnie nie kupują. Jeleń prycha na mój widok, kiedy próbuję go pogłaskać. Chyba tego nie lubi. Wilki? Dziękuję, wolę już rozmowy z ludźmi. Do tego te wszędobylskie robaki, które mają czelność istnieć i wchodzić do mojego porannego naparu. Krzyczę na widok pajęczycy, a inne elfki patrzą na mnie, jakbym obraziła ich matkę naturę osobiście. Co za koszmar, chcę do domu!!!
Budziłam się kiedyś z budzikiem, teraz budzę się z ptakiem, który siedzi mi na twarzy i najwyraźniej uważa mnie za gałąź. Świetnie, jestem elfką. Problem w tym, że ktoś popełnił poważny błąd kadrowy i to nie miało tak wyglądać.
Zawsze bałam się lasu, a nawet zakamarków własnego ogródka. W moim świecie „kontakt z naturą” oznaczał park i ławkę, najlepiej z widokiem na piękną...
Może moja historia będzie wydawać się komuś nudna, jednak dla mnie ma bardzo duże znaczenie, ponieważ przedstawia mnie taką, jaka chciałabym być w rzeczywistości. Budzę się silna, pewna siebie i odważna. Niczego się nie obawiam, idę przez życie bez wahania i spełniam swoje marzenia. Nie interesuje mnie opinia innych, bo znam swoją wartość i wierzę w siebie. Dzięki tym cechom i umiejętnościom jestem w stanie zrobić wszystko, czego zapragnę i poradzić sobie z każdą przeszkodą. Odwaga i wiara w samą siebie są moimi „darami” bycia elfką 🧝🏼♀️ 🧚
Może moja historia będzie wydawać się komuś nudna, jednak dla mnie ma bardzo duże znaczenie, ponieważ przedstawia mnie taką, jaka chciałabym być w rzeczywistości. Budzę się silna, pewna siebie i odważna. Niczego się nie obawiam, idę przez życie bez wahania i spełniam swoje marzenia. Nie interesuje mnie opinia innych, bo znam swoją wartość i wierzę w siebie. Dzięki tym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWłaśnie szykowałam formę do zawodów kulturystycznych i budząc się jako napakowany elf zastanawiam się jak zostanę odebrana przez komisję i innych zawodników. Ale zaraz, zaraz, widzę, że jest tu więcej elfów, więc chyba znalazłam się w jakiejś bajce... Cholera, czyżby te drzwi na zamku, który zwiedzałam były bramą do innego świata? No nieźle się urządziłam. Brnę więc dalej przez las, w którym wszystko jest inne od lasu, w którym ja mieszkam, a jednak odnajduję punkty wspólne. O co tu chodzi??? Kurcze, ktoś mnie mocno szarpie za ramię, łał, to boli! I nagle otwieram oczy i budzę się ze snu, a mąż pyta dlaczego rozmawiam przez sen. Szkoda, że mnie obudził, bo chciałam jeszcze pozostać w tym zawieszeniu pomiędzy jawą a snem, a zostałam z tego brutalnie wyrwana. Czas wracać do rzeczywistości...
Właśnie szykowałam formę do zawodów kulturystycznych i budząc się jako napakowany elf zastanawiam się jak zostanę odebrana przez komisję i innych zawodników. Ale zaraz, zaraz, widzę, że jest tu więcej elfów, więc chyba znalazłam się w jakiejś bajce... Cholera, czyżby te drzwi na zamku, który zwiedzałam były bramą do innego świata? No nieźle się urządziłam. Brnę więc dalej...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Promienie słoneczne padające na moją twarz stały się tak nieznośne, że nie było mi dane dłużej cieszyć się snem. Jęknąłem, a gdy moje powieki uchyliły się, dostrzegłem głęboką zieleń lasu i jelenia pasącego się nieopodal. Zirytowany wyciągnąłem rękę po mysz komputerową, żeby wyłączyć grę i komputer, które przez nieuwagę znowu musiałem zostawić włączone na noc.
Jednak gdy moja ręka zamiast spotkać się z blatem opadła mi na udo, poczułem, że coś jest nie tak.
Zmęczenie ulotniło się w sekundę i kiedy otworzyłem oczy szerzej, dostrzegłem, że las dookoła mnie nie wydaje się być ograniczany przez limit klatek na sekundę. Jeleń też był prawdziwy i nawet się mnie nie bał.
Za to ja jego już tak.
Wzdrygnąłem się i wstałem gwałtownie, odstraszając tym biedne zwierzę, którego nigdy wcześniej nie widziałem z tak bliskiej odległości. Chyba że na ekranie.
— Można wiedzieć co ty wyczyniasz? — rozbrzmiał za mną nieznajomy głos, na którego dźwięk znów podskoczyłem jak panienka.
Człowiek za mną był… Dużo mniej ludzki niż bym tego chciał. Poczułem jak krew odpływa mi z twarzy na widok jego sterczących spiczastych uszu.
— No już, zbieraj się — fuknął nim rzucił mi długi drewniany łuk.
Okazało się, że strzelanie z łuku jest dużo bardziej wyczerpujące niż przytrzymanie przycisku myszy. Prawdziwe otoczenie nie wybacza błędów tak bardzo jak to złożone z pikseli, a żywe zwierzęta słyszą każdy, nawet najmniejszy szelest. Nie było powrotu do mojego świata. A może zwyczajnie nie chciałem wracać? Nigdy nie drążyłem jak to się stało, że zaledwie w jedną noc stałem się elfim strażnikiem lasu.
Promienie słoneczne padające na moją twarz stały się tak nieznośne, że nie było mi dane dłużej cieszyć się snem. Jęknąłem, a gdy moje powieki uchyliły się, dostrzegłem głęboką zieleń lasu i jelenia pasącego się nieopodal. Zirytowany wyciągnąłem rękę po mysz komputerową, żeby wyłączyć grę i komputer, które przez nieuwagę znowu musiałem zostawić włączone na noc.
Jednak gdy...
Budzę się nie w swoim łóżku, lecz na miękkim mchu, wśród wysokich drzew, których liście szumią jak zaklęcia. Powietrze jest lekkie, pachnie magią. Patrzę na swoje dłonie – smukłe, silne. Jestem elfem.Las mnie zna. Prowadzi mnie światłem między gałęziami, aż docieram do mojego ludu. Czuję, że należę tu od zawsze. Spokój jednak nie trwa długo. Na granicy królestwa budzi się cień. Smoki wracają, ale ich ogień niszczy nie tylko wszystko wokół – wypala też magię z ziemi.Okazuje się, że nie jestem zwykłym elfem. Jestem Strażniczką Światła, ostatnią, która potrafi przywrócić równowagę. Wyruszam w podróż przez niezwykłe krainy – jeziora odbijające przyszłość, góry, gdzie czas płynie inaczej, i ruiny, w których wciąż słychać dawne zaklęcia.Gdy staję naprzeciw smoka, widzę w jego oczach nie gniew, lecz ból. Rozumiem, że nie on jest wrogiem. Zamiast walczyć, sięgam po światło. Magia przepływa przeze mnie, łącząc to, co zostało rozdzielone. Ogień cichnie, ziemia oddycha, a las wraca do życia.Nie jestem już tą samą osobą. Jestem częścią tej historii – i wiem, że to dopiero początek.
Budzę się nie w swoim łóżku, lecz na miękkim mchu, wśród wysokich drzew, których liście szumią jak zaklęcia. Powietrze jest lekkie, pachnie magią. Patrzę na swoje dłonie – smukłe, silne. Jestem elfem.Las mnie zna. Prowadzi mnie światłem między gałęziami, aż docieram do mojego ludu. Czuję, że należę tu od zawsze. Spokój jednak nie trwa długo. Na granicy królestwa budzi się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Elfy w moim świecie są trochę skomplikowane, bo są to rodzime elfy,
należące do dwóch rodzin taksonomicznych: Prawdziwe Elfy, nieśmiertelni
słudzy bogów i twórcy wszystkich śmiertelnych, rodzimych elfów (nie do
końca, stworzyli tylko pierwsze śmiertelne elfy, które ewoluowały w
różne rodzaje elfów); elfy nierodzime, pochodzące z innych wymiarów,
czyli w zasadzie kosmici, zupełnie niepowiązane z kimkolwiek innym (albo
nawet ze sobą nawzajem, przynajmniej większość z nich); i jeszcze są
istoty nazywane elfami, które elfami nie są, ale o nich nie będę gadał,
bo robi się jeszcze bardziej skomplikowanie.
Jeśli chodzi o elfy rodzime, to w skrócie powiem, że są głównie
inspirowane Azjatami, Francuzami i współczesnymi Niemcami, przynajmniej
te z rodziny zwanej elfami Nowej Ery. Elfy w moim świecie generalnie nie
przepadają za naturą. Na przykład elfy Chmurowe i Słoneczne bardziej
skupiają się na sztuce, rzemiośle i budowaniu różnych rzeczy (trochę je
zrobiłem na odwrót niż krasnoludy). Kolejna sprawa – praktycznie
wszyscy nienawidzą elfów (włącznie z innymi elfami), głównie dlatego, że
to one najbardziej namieszali, ale ta nienawiść różni się w zależności
od gatunku.
Elfy nierodzime to coś w rodzaju stereotypowych fantasy elfów,
które trafiły do mojego świata przez isekai, ale straciły sporo rzeczy,
np. magię (dla lepszego porównania: to jak wrzucić kogoś do obcego kraju
bez żadnej wiedzy o nim i bez przewodnika). Na razie wiele z nich źle
znosi pobyt w moim świecie,w którym to ja jestem zarówno stwórcą jak ,i dowódcą elfów,które to przy pomocy magii mają zbudować własne imperium dowodzone przez Bartusa I. ma ono zwalczać ,wroga oraz wszystkie nie przyjazne istoty magicznego świata Elfów ,które są zagrożeniem dla imperium Bartusa I-go.
Elfy w moim świecie są trochę skomplikowane, bo są to rodzime elfy,
należące do dwóch rodzin taksonomicznych: Prawdziwe Elfy, nieśmiertelni
słudzy bogów i twórcy wszystkich śmiertelnych, rodzimych elfów (nie do
końca, stworzyli tylko pierwsze śmiertelne elfy, które ewoluowały w
różne rodzaje elfów); elfy nierodzime, pochodzące z innych wymiarów,
czyli w zasadzie...
Obudziłam się w dziwnym świecie, pełnym cieni i cierni. Moje dłonie były zbyt smukłe, skóra zbyt chłodna, a włosy czarne jak noc. Obudziłam się i byłam mrocznym elfem. Zbyt szybko zrozumiałam, że należę do tych, których się boją. Którzy nie należą do zielonych krain. Unikano nas, bo nieśliśmy mrok, ale czułam, że jestem inna, że moja magia nie niszczyła. Że jestem kimś więcej. Poznałam go na granicy naszych światów. Stał w świetle, którego ja nie znałam. Był wszystkim, czym ja nie byłam - spokojem, ciepłem i jasnością. A jednak spojrzał na mnie bez strachu. Spotykaliśmy się w ukryciu. Dwie tak różne od siebie dusze. On, tak jak i ja wcześniej, zauważył, że moja magia nie jest mrokiem, że nie niszczyła. Że ja jestem równowagą. Poprosił mnie bym pomogła jego światu, bo ciemność zaczęła go pożerać. Stanęłam przed wyborem - zostać w mroku, czy uciec i pomóc. Kiedy moja magia eksplodowała, cień i światło splotły się w jedno. Długo walczyły, aż jasność zwyciężyła. Uratowałam ich! W oczach jego ludu już nie byłam potworem. A on przy wszystkich ujął moją dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek. W świecie, który dzielił nas od zawsze, odnaleźliśmy coś, czego nie dało się podzielić.
Obudziłam się w dziwnym świecie, pełnym cieni i cierni. Moje dłonie były zbyt smukłe, skóra zbyt chłodna, a włosy czarne jak noc. Obudziłam się i byłam mrocznym elfem. Zbyt szybko zrozumiałam, że należę do tych, których się boją. Którzy nie należą do zielonych krain. Unikano nas, bo nieśliśmy mrok, ale czułam, że jestem inna, że moja magia nie niszczyła. Że jestem kimś...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej