Niektóre drogi trzeba pokonywać samotnie..
ważni ludzie zwykle dostają, czego chcą.
Biedroneczko, leć do nieba,
tam twój płonie dom.
Uratować dziecko trzeba,
nim się spali on.
Nie mam wątpliwości, co czują. Są szczerze zachwyceni, że mnie widzą, ja również z radością spoglądam na ich twarze, choć nie jestem tak zadowolona jak ze spotkania z Cinną. Przypuszczam, że podobnie czują się ludzie, którzy po szczególnie ciężkim dniu wracają do domu, gdzie spotykają się z radosnym powitaniem domowych zwierzątek.
Niech dymi zeszpecony, na środku ich ślicznej łączki, wynaturzone i paskudne wspomnienie historii Głodowych Igrzysk. Róg pełen dóbr dla nielicznych. Rozpacz dla wielu. Zguba dla wszystkich.
Dwunasty dystrykt. Tu możesz bezpiecznie umrzeć z głodu.
Na myśl o tym że zraniłam uczucia tej kreatury , mam ochotę dalej wkurzać Jaskra , ale Prim naprawdę się przejmuje.
Tyle czasu robiłam wszystko, żeby nie lekceważyć wrogów, że w końcu zapomniałam, iż równie niebezpieczne jest ich przecenianie.
Chcę coś zrobić, tu i teraz, aby ich zawstydzić, aby dowieść, że to oni są winni. Muszę pokazać Kapitolowi, że cokolwiek zrobi, do czegokolwiek nas przymusi, w głębi duszy pozostaniemy niezwyciężeni. Rue nie była pionkiem w ich igrzyskach, ani ja nim nie jestem.
Chcę dowieść, że jestem kimś więcej niż zaledwie pionkiem w ich igrzyskach.
- Zakładamy, że są niewinne. A nawet najniewinniejsi wśród nas zamieniają się w zabójców podczas Głodowych Igrzysk. I o czym to świadczy? O tym, że w głębi duszy jesteśmy brutalni - wyjaśnił Snow.
- Gdyby nie groziła ci śmierć, ta lekcja nie miałaby większego sensu - zapewniła go doktor Gaul. - Co się zdarzyło na arenie? Pozbyliśmy się maski człowieczeństwa. Trybuci. I ty również. I to wszystko, jeśli chodzi o wartości i zasady. Twoje dobre maniery, wykształcenie, rodowód, wszystko, czym się szczycisz, zniknęło w okamgnieniu, ujawniając, kim naprawdę jesteś. Człowiekiem z maczugą, który zatłukł innego chłopaka. Oto prawdziwe oblicze ludzkości.
W otoczeniu drobnych przyjemności czekamy na śmierć.
Masz nie zginąć, grać swoje pieśni, kochać swoich bliskich i żyć najlepiej jak potrafisz. A ja będę czekał na ciebie na Łące, obiecuję.
Róże. Zmiechy w kształcie wilków. Trybuci. Lukrowane delfiny. Przyjaciele. Kosogłosy. Styliści. Ja.
Tej nocy wszystko w moich snach wrzeszczy.
Nie chciałem ich wpuszczać, ani jej, ani Peety, ale mury otaczające ludzkie serca bywają dziurawe, jeśli się kiedyś kochało.
Tak rozpaczliwie pragnę zapomnieć. Uciec od żałoby, od bolesnej samotności, utraty tych, których kocham. Nie mam po nich pamiątek, wszystko spłonęło albo trafiło do ziemi. Staram się zapomnieć ich głosy, twarze, śmiech. Nawet w mojej głowie słowa są nudne i płaskie, pozbawione koloru i muzyki tamtych dni.
- Wszystko w porządku, Haymitch?
- Nie mam po co żyć - odpowiadam i wcale nie użalam się nad sobą, po prostu stwierdzam fakt.
- Więc nie masz nic do stracenia. Dzięki temu zyskujesz władzę.
Nie mogę uwierzyć, że sprawili, że wyglądam tak normalnie na zewnątrz, kiedy w środku jestem prawdziwą pustynią.
Jesteś tak romantyczna jak ziemniak.
Niedługo już pewnie zakopią mnie w trumnie,
A ty wtedy będziesz samotnie żył po mnie.
Ciekawe, ku komu skierujesz swe kroki.
Gdy dzwon zabrzmi, skarbie, okryję się mrokiem.
-Wobec tego wiem, jak powinieneś postąpić. Wygraj igrzyska i wróć do domu. W takiej sytuacji na pewno ci nie odmówi zgadza się?-pyta caesar zachęcającym tonem.
-Wątpię aby to się sprawdziło.Zwycięstwo... W moim przypadku nie załatwia sprawy-Peeta opuszcza wzrok.
-A to dlaczego?-Zdumiewa się Caesar.
Peeta jest czerwony jak burak.
Ponieważ...-zająkuje się.- Ponieważ...Ona tu ze mną przyjechala.
Próbuję zasnąć, ale piosenka Maysilee nie daje mi spokoju. Biedronka... ogień... krzesiwo... nie, palnik... strach... leć do nieba... Fragmenty wirują w tornado, po czym przywierają do siebie jak kochankowie po długotrwałym rozstaniu.
- Czasem lekarstwo jest gorsze od choroby - zauważa.
- Jakiej choroby?
- Niekompetencji. Nie można jej ignorować, bo się rozprzestrzeni.