cytaty z książki "Święto Karkonoszy"
katalog cytatów
Dobra lektura może wyciągnąć człowieka z najczarniejszej rozpaczy.
A ludzie, którzy kochają góry, z reguły są dobrzy - i ta zasada zdawała się obowiązywać ponad wszelkimi podziałami.
W życiu tak już jest, że zazwyczaj pociągi, na które czekamy, spóźniają się albo są odwoływane, a te, których nigdy nie chcielibyśmy zobaczyć, przyjeżdżają punktualnie.
Ja na przykład czuję się teraz... Małym Szyszakiem. Kształtem i nazwą nawiązuję do Wielkiego, bo chciałbym być właśnie taki jak Wielki Szyszak: duży i silny, dołączyć do elitarnego grona tych kilku karkonoskich szczytów, które wysokością przekraczają tysiąc pięćset metrów nad poziomem morza. Ale niestety, realia są takie, że wciąż jestem tym małym. Małym Szyszakiem, który nie dorasta Wielkiemu do pięt.
Spoglądanie w dal, obcowanie z rozległymi przestrzeniami i obserwowanie dużych odległości - to właśnie te elementy sprawiały, że góry przynosiły wędrującym po nich ludziom wyciszenie. Umożliwiały nabranie dystansu i odnalezienie w sobie zagubionego gdzieś spokoju.
Nad górami wisiała gęsta mgła, która nadciągnęła w Karkonosze we właściwy dla siebie, zdradliwy sposób – nocą. Jeszcze wczoraj goście schronisk zasypiali w łóżkach, widząc przez okna rozgwieżdżone niebo nad Kotliną Jeleniogórską, a dziś rano po przebudzeniu niektórzy ze zdziwienia musieli przecierać oczy. Na dworze panowała bowiem wyłącznie biel, upiorna i nieprzenikniona – tak jakby ktoś dla żartu szczelnie zakleił okna od zewnątrz śnieżnobiałym brystolem.
Robert wszedł do schroniska i wdrapał się po skrzypiących schodach na piętro. W kontraście do trwającej na dworze biesiady w budynku panowała niczym niezmącona cisza.
Ich pokój miał okno wychodzące na wschód, dlatego mógł obserwować przez nie widok w kierunku Śnieżnych Kotłów. Schronisko było schowane częściowo za górami, ale jego charakterystyczna wieża wystawała powyżej masywu Łabskiego Szczytu, mieniąc się odcieniami żółci i pomarańczy. Tam także musiał już zapłonąć ogień.