cytaty z książki "Opowieść o starym dziecku"
katalog cytatów
W pewnym momencie lekarze niebacznie wyrazili się o ciele dziewczynki, że to worek z kośćmi, to określenie prześladuje ją nawet we śnie i znowu musi śnić...
W niektóre dni dziewczynka się nie czesze i jest bardzo cicha, jeszcze cichsza niż zwykle i taka zmęczona, że w środku lekcji zasypia.
Jestem najsłabsza. Żadna ze znajd, które mnie otaczają, nie jest słabsza ode mnie.
Dziewczynka uczy się grać w skata. Młodzież siedzi na lekcji, nauczyciel coś mówi, a młodzież gra w skata.
Gdy ją znaleziono, stała na głównej ulicy w mieście, z pustym kubłem w ręce, i nic nie mówiła. Kiedy później zabrała ją policja, zapytano ją rutynowo, jak się nazywa, gdzie mieszka, rodzice, kim są, wiek, ile ma lat. Czternaście, odpowiedziała dziewczynka, ale nazwiska nie potrafiła podać, ani tego, gdzie mieszka.
Była kompletną sierotą, a wszystko, co miała i co znała, to ten pusty, trzymany przez nią kubeł. Przez cały czas, gdy zadawano jej pytania, nie wypuszczała go z rąk. Jeden z policjantów próbował obrazić dziewczynkę, mówiąc: Kubeł zimnej wody, co? Ale ona nawet nie zauważyła, że to mogłoby ją obrazić, i odpowiedziała po prostu: Tak.
Dziewczynka ma dużą, usianą plamami twarz pominającą księżyc w pełni, na którym kładą się cienie, szerokie ramiona jak u pływaczki, a od ramion w dół wygląda jak wyciosana z jednego kloca, nie widać żadnej wypukłości w miejscu, gdzie powinny być piersi, ani wcięcia na wysokości talii. Nogi są krzepkie, podobnie jak ręce, mimo to dziewczynka nie sprawia przekonującego wrażenia, może z powodu włosów.
Dom dziecka, do którego policja odstawiła dziewczynkę, to największy sierociniec w mieście. Położony na samym skraju tego miasta, w dzielnicy graniczącej z lasem, składa się z kilku obiektów rozrzuconych na rozległym i chaotycznie zabudowanym terenie. Znajdują się tam budynki mieszkalne, przedszkole, szkoła dla młodszych i druga dla starszych klas, ponadto pawilon kuchni, sala gimnastyczna, aula, wybetonowany plac, boisko piłkarskie i szopy, w których ulokowane są różne warsztaty - uczniowie mają uczyć się w nich ciężkiej pracy, jakiej będzie od nich wymagało życie.
Podczas gdy inni zawsze starają się wyrwać z każdego ogrodzonego miejsca, z więzienia, zakładu pracy, domu dla obłąkanych czy koszar, dziewczynka, całkiem na odwrót, wdarła się właśnie na taki otoczony parkanem teren, do tego domu dziecka, i nie istnieje choćby cień prawdopodobieństwa, że ktokolwiek wpadnie na pomysł, by wyprowadzić ją za bramę i wyrzucić z powrotem w świat.
Kiedy weszła do klasy i wszyscy stanęli obok swoich ławek, a ona sama stanęła z przodu obok nauczycielki, poczuła się jak Guliwer wśród liliputów. Rozejrzawszy się, stwierdziła, że może patrzeć z góry na wszystkie głowy. Wtedy zrozumiała, że jest za duża.
Im mniej dziewczynka mówi, tym mniej może zrobić źle. I jak się stopniowo okazuje - dzięki temu, że niewiele mówi, czasem potrafi nawet zrobić coś dobrze. Raz podczas lekcji gimnastyki ukradziono jej świeżo przydzielone majtki, te jedyne majtki otrzymywane na cały tydzień, a na dworze zrobiło się już zimno, spadł pierwszy śnieg.
Dziewczynce w ogóle z trudem przychodzi wysnuwanie samodzielnych myśli z tego, co obserwuje, ta prawidłowość ujawniała się już wcześniej podczas różnych lekcji. A zwłaszcza, gdy z myślenia ma wyniknąć mówienie, coś, co trzeba wydobyć z siebie na zewnątrz, ba, gdy ma się ono przerodzić w jakieś działanie, co byłoby niezbędne w celu zdradzenia winnych - pod tym względem dziewczynki nie trzeba się wcale obawiać.
Zawsze istniał szczególny rodzaj żartów, żartów odnoszących się do wzrostu dziewczynki i jej postury, iz tego powodu nigdy całkiem niewinnych. Bo chociaż dziewczynka nie ma dużych piersi, jakich można by się spodziewać przy takiej budowie, lecz tylko jakieś dwie wypustki, daje się jednak zauważyć w tym miejscu jakieś kołysanie, jakąś wyraźną miękkość, i to podnieca czternastoletnich chłopców.
Dziewczynka odpowiada zawsze tylko Tak lub Nie. Pytania, na które nie da się odpowiedzieć Tak lub Nie, po prostu zostawia bez idpowiedzi, udaje, że musi się zastanowić, i zastanawia się tak długo, aż ten drugi zapomni, o co pytał.
Dziewczynka jest bardzo wdzięczna i nawet jeśli zwykle nie mówi zbyt dużo, to jednak często dziękuje, dziękuje niekiedy nawet w takich sytuacjach, w jakich inni wnieśliby skargę albo przynajmniej zgłosiliby sprzeciw.
W soboty, gdy wielu wychowanków opuszcza teren, czy to żeby udać się do rodziców, czy to żeby, jeśli ukończyli czternaście lat, aż do ósmej wieczór zabawiać się w mieście, dziewczynka zostaje w sierocińcu. Nie zazdrości nikomu z tych, którzy wychodzą do miasta, ponieważ wie, jak to jest za murami domu dziecka: stoi się z pustym kubłem na głównej ulicy i czeka.
Im dłużej dziewczynka mieszka w sierocińcu, tym lepiej poznaje cały teren, a ta lepsza znajomość terenu sprawia, że obecnie musi poruszać się po nim wolniej, drodze uwzględnić jeszcze wszystkie te szczególne miejsca, które tymczasem poznała, i poczuć na sobie ich działanie.
Na terenie zakładu istnieje sekretne miejsce spotkań, to szopa, z zepsutym zamkiem w drzwiach. Woźny bardzo rzadko coś z niej bierze: grabie do liści, gdy te już opadną, łopatę do odśnieżania, kiedy śnieg zasypie wyasfaltowane alejki. A gdy już zgrabi liście i odgarnie śnieg, odnosi narzędzia z powrotem do szopy i zawiesza kłódkę tak, żeby wyglądała na Dziewczynka czesto sie dat:1. a zamkniętą.
Odkąd dziewczynka przybyła do domu dziecka, nigdy nie opuszczała jego terenu. Nic na świecie nie skłoniłoby jej do tego, by dobrowolnie wyjść za bramę, choćby tylko na chwilę, nie brała też udziału w żadnej z klasowych wycieczek ani grupowych wypraw, których tak wszyscy łaknęli. Ale teraz nadszedł moment, gdy miejscowi lekarze zwątpili w swoje umiejętności.
Pod wpływem rygorystycznej diety następuje coś, czego nikt nie mógł się spodziewać: dziewczynka chudnie. Zbędna skóra zaczyna tworzyć na jej ciele fałdy, twarz w jakiś niesamowity sposób nabiera formy: staje się twarzą dorosłą. Lekarze z oddziału dziecięcego pierwsi to spostrzegają. Kręcąc z niedowierzaniem głowami, gromadzą się nieustannie przy łóżku dziewczynki, wkrótce do grupki owładniętej naukową ciekawością dołączają lekarze z innych oddziałów. Obserwują postępujący proces i dyskutują między sobą, jak coś tak niezwykłego jest w ogóle możliwe.
W ciągu dwóch tygodni z surowej wprawdzie i grubo ciosanej, niemniej zdecydowanie dziecinnej twarzy wyłaniają się rysy kobiety, jakby choroba była artystą, któremu nareszcie udało się odsłonić p zamkniętą w kamieniu.
Dziewczynka jednak nie starzeje się przedwcześnie i niepowstrzymanie, jak dzieje się to w przypadku chorych na progerię, przypadłość znaną i wielokrotnie opisywaną, lecz po blisko dwóch tygodniach, gdy osiąga wygląd kobiety mniej więcej trzydziestoletniej, zatrzymuje się w tym procesie.
Dziewczynka, która już nie jest dziewczynką, zdjęła swój kostium, zdjęła własną skórę i na oczach wszystkich zakończyła tę komedię, jakby całe to jej dzieciństwo nie było niczym więcej jak żartem, jakby dane jej było przechadzać się w czasie niby po ogrodzie, a w tej postawie, przy całej skromności, którą demonstrowała w swej dziecięcej postaci i demonstruje niezmiennie również teraz, kryje się coś gorszącego, coś aroganckiego, coś, co gardzi porządkiem rzeczy, ba, wręcz jest prowokacją wobec Boga.