cytaty z książki "Drżenie"
katalog cytatów
Książki są bardziej prawdziwe, jeśli czyta się je na zewnątrz.
Cokolwiek to jest, poczeka do rana. A jeśli nie, to i tak nie jest tego warte.
Ona była przeszłością, teraźniejszością, przyszłością. Chciałem jej odpowiedzieć, ale nie mogłem. Rozpadłem się na kawałki.
Zróbcie coś dla mnie - nigdy się nie zmieniajcie.
Tak trudno mi zachowywać się właściwie, gdy jestem przy tobie.
Nosimy grymasy śmiejącej się śmierci.
Jestem na świecie zbyt sam, a przecież sam nigdy dość,
by każdą święcić godzinę.
Jestem na świecie zbyt nikły, a przecież mały nie dość,
by pójść przed Twoją głębinę
jak rzecz:
ciemny i mądry.
Ja chcę moje chcenie i chcę mego chcenia nić
wieść czynu szlakami
i w cichych czasów drżenie, ponad wahaniami,
gdy idzie coś ku nam,
pośród wiedzących być
albo sam.
Chcę odzwierciedlać ciebie według mojej miary
i nie chcę nigdy być ślepy, zbyt stary,
by trzymać Twój obraz ciężki i rozchwiany.
Chcę się rozskrzydlić gestem.
Nigdzie nie chcę być złamany,
bom jest kłamany, gdzie złamany jestem.
R.M. Rilke "Poezje
Pocałowała mnie mocniej, dysząc ciężko; ukąsiła mnie w dolną wargę. Do diabła, to było niesamowite.
[...] on był równie delikatny jak jesienny motyl czekajacy, aż zniszczy go pierwszy mróz.
Spadając w drżącą pustkę
wyciągam do ciebie dłoń
zatracam się w zimnym zalu
czy ta krucha miłość jest
sposobem
by powiedzieć
żegnaj
Zeszłej nocy wykrwawiałem się na śmierć na jej tarasie. Mógł mnie uratować ktokolwiek. Dziś pragnąłem czegoś więcej niż ocalenia.
Chcesz powiedzieć, że tylko wilk w Tobie pragnie mnie pocałować?
- Co jecie?
- Małe króliczki. - Jej oczy zwęziły się, więc wyszczerzyłem zęby w uśmiechu i dodałem: - Dorosłe króliki też. Jestem za równouprawnieniem królików.
Sam obszedł samochód i stanął jak wryty na mój widok.
− O mój Boże, co to jest?
Użyłam kciuka i palca środkowego, żeby pstryknąć różnokolorowy pompon na mojej głowie.
− W moim języku nazywają to czapką. Utrzymuje moje uszy w cieple.
− O mój Boże – powtórzył i zmniejszył odległość między nami. Objął dłońmi moją twarz i
studiował ją. – To strasznie słodkie. – Pocałował mnie, popatrzył na czapkę, i znowu
pocałował.
Dotąd wierzyłam, ze jestem kompletnym obrazem. Jednak Sam odkrył, że tworzę układankę, rozbrał mnie na części, a potem złożył na nowo. Byłam w pełni świadoma każdej, najmniejszej nawet emocji, a wszystkie idealnie do siebie pasowały.
Odrzucam swoją skórę,
a oczy nadal płoną.
Znasz moje myśli wszystkie,
wiem, że wciąż jesteś moja.
Zrzucam swoją skórę,
bycie mną to tortura.
Uciekam z jej uścicku,
lecz odarty z umysłu.
Byłem nieokiełznany i poskromiony, rozdarty na strzępy i po raz pierwszy kompletny, zachłysnięty byciem wszystkim tym jednocześnie.
Bezustannie, choć miłości krajobraz znamy
i mały cmentarz z jego skarżącymi się imionami,
i straszliwy, przemilczający dół, w którym
kończą: bezustannie idziemy parami, tam,
pod stare drzewa i kładziemy się bezustannie
pośród kwiatów, na wprost nieba.
R.M. Rilke "Odziany światłem. Wiersze rozproszone i pośmiertne z lat 1906-1926
Co zatem powinienem zrobić z moimi ustami? Z moją nocą? Z moim dniem?
Chociaż raz w życiu
byłem tutaj
i nigdzie indziej.
- Mogę ci zadać pytanie?
- Już to zrobiłeś.
Zamilkł, rozważając moje słowa.
- W takim razie czy mogę ci zadać dwa pytania?
- Już to zrobiłeś - powtórzyłam.
- Zawsze jesteś taki skruszony?
Mój głos był stłumiony przez poduszkę.
- Staram się, żebyś myślała, że jestem przyzwoitą osobą. Mówienie ci, że widziałem cię nago, gdy byłem przedstawicielem innego gatunku, raczej nie pomaga mojej sprawie.
Kreślisz wzór na twarzy mej,
kształt, co nie zastąpi tej
wersji mnie, która kryję wewnątrz,
gdy leżysz tu ze mną,
leżysz tu ze mną,
leżysz tu ze mną.
Ona, mocno zaciskająca usta, jakby chciała zatrzymać mój pocałunek wewnątrz siebie. I ja, trzymający w dłoniach tę chwilę, ulotną niczym poranna mgła.
Mogłam krzyczeć, ale nie krzyczałam. Mogłam walczyć, ale nie walczyłam.
Nie było słońca, nie było światła. Umierałam. Nie mogłam sobie przypomnieć, jak wygląda niebo.
- Jesteś piękny i smutny - powiedziałam w końcu, nie patrząc na niego. - Dokładnie jak twoje oczy: piękne i smutne. Jesteś jak piosenka, którą usłyszałam, kiedy byłam małym dzieckiem, ale nie pamiętałam jej, dopóki nie usłyszałam jej znowu.
- Nie wiem, czy powinienem pozwolić ci zostać. Boże, masz tylko, ile...? Masz tylko siedemnaście lat!
- A ty jesteś taki stary, co? - broniłam się.
- Mam osiemnaście - odparł, jakby to był powód do smutku. - Przynajmniej jestem legalny.