cytaty z książki "Zacznij mówić własnym głosem i odbuduj siebie. Przewodnik dla osób współuzależnionych i DDA"
katalog cytatów
A przecież mama to najważniejszy człowiek na świecie.
Większość z nas ma ponacinane korzenie, ukryte rany i traumatyczne doświadczenia. Niektórzy zagłuszają ból alkoholem albo narkotykami. Inni opieką nad uzależnionymi. A jeszcze inni całymi dniami grają w gry albo obsesyjnie trenują. Różnimy się, ale cel mamy podobny: chcemy poczuć ulgę. Tyle tylko że ta prawdziwa, długotrwała ulga płynie z doświadczenia przynależności, osobności i bliskości.
Alkohol to zaborczy kochanek. Niszczy każdą zagrażającą mu osobę i sytuację. Zawłaszcza pijącego dla siebie. Nie ma litości i empatii dla nikogo. Zdobywa nad pijącym całkowitą kontrolę. Uczy swoją ofiarę unieważniać płynące ze strony bliskich sygnały, że źle się dzieje, że przekracza granice, że krzywdzi. Każe ubierać je w ironię i tak obśmiewać, by bliscy wychodzili na przewrażliwionych. Dzięki temu ten, kto pije, nadal może czuć się królem życia.
Czasem we współuzależnieniu jest tak, że największy dar, jaki możemy zaoferować drugiemu człowiekowi, to pozwolić mu upaść. To wymaga od nas"niedziałania", na które w polszczyźnie nie ma precyzyjnego określenia. Towarzyszenie w trudnościach jest możliwe tylko wtedy, gdy sami mamy dostęp do swoich trudnych emocji, a nie wchodzimy w rolę ratownika, który rusza na pomoc innym, by nie musieć zajmować się tym, z czym sobie nie radzi.
Patrzenie na świat bez lukrowania i zaprawiania się jest w pewnym sensie po prostu aktem odwagi.
Człowiek, który czuje się tak nieskomunikowany ze sobą, że świetnie się czuje do pewnego momentu w sytuacji, gdy może się zajmować innymi ludźmi.
Mamy bardzo podobną relację z uzależnionym jak uzależniony z daną substancją. W jakimś sensie gubimy siebie w kontakcie z tym czymś.
Kto nosi w sobie zaniedbane, głodne dziecko. Ono jest ukonkretnieniem niemocy, którą taki człowiek przeżył w dzieciństwie. Kiedy w chwilach, w których najbardziej potrzebował ochrony i serdecznego wsparcia, opieki i bliskości, czuł się osamotniony lub odrzucony, musiał zmagać się z potwornym bólem.
Ratownik to ktoś, kto daje drugiej osobie to, o czym sam skrycie marzy, ale nie wierzy, że mu się to należy i że ktoś mu to zapewni.
Elementem współuzależnienia jest uparta, ślepa wiara w to, że uzależniony się zmieni i że osoba współuzależniona może realnie tę zmianę wywołać, jak tylko uda jej się do niego dotrzeć. Dramat uzależnionych polega jednak właśnie na tym, że często nie mogą się zmienić, to nie jest kwestia tylko silnej woli. To raczej niemożność wyboru. Uzależnienie bowiem nie jest kwestią sprawczości, lecz zewnątrzsterowności.
Za każdym razem, gdy chcesz zmienić drugą osobę, zmieniasz siebie. Robisz rzeczy, których nigdy nie robiłeś, mówisz słowa, których się wstydzisz, czujesz emocje, które wywołują w tobie poczucie winy, i zaczynasz być kimś, kim prawdopodobnie nigdy nie chciałeś być.
Korektywnym doświadczeniem emocjonalnym: trzeba w życiu dorosłym zaznać, doświadczać tego, że może być inaczej - że można być z kimś blisko i że ten ktoś nie odejdzie, nie wyszydzi, nie zlekceważy. Może się zdarzyć, że ktoś sam przepracowuje to w nowej relacji, gdy znajduje kogoś, kto daje mu cierpliwą, głęboką bliskość, taką, która pozwala zabliźnić rany z dzieciństwa, i osłabia stary lęk.
De Barbaro mówi: Ludzie, którzy są głodni bliskości, a zarazem się jej boją, bardzo często zachowują się tak, że to nie sprzyja tworzeniu bliskich, bezpiecznych, czułych więzi.
Nienawidzę siebie, gdy krzyczę do niego, że już mu nigdy piwa nie podam, a potem wracam ze sklepu z trzema butelkami, które jeszcze do lodówki wsadzam, żeby chłodne było. Brzydzę się sobą, że mu to podaję. Ale podaję. I widzę, że on też mną gardzi i śmieje mi się w twarz, gdy dre się na całe osiedle, że już nigdy żadnego alkoholu mu nie przyniosę. Patrzy tak na mnie i mówi: Przyniesiesz, przyniesiesz.
Dla uzależnionej/uzależnionego stan normalności, której doświadcza osoba niepijąca, jest nienormalny.
Zamiast się nauczyć żyć w tym chujowym świecie szarej codzienności, to oni uciekają w ten nałóg, bo to im daje poczucie, że oni dopiero wtedy żyją. Tymczasem dopiero żyjesz, gdy nauczysz się z tą chujową rzeczywistością sobie radzić. Rzeczywiście dopiero wtedy żyjesz, bo jesteś w stanie operować. Sprawnie i bez rozczulania się nad swoim weltszmercem. Bólem egzystencji na świecie, spowodowanym przez jej ogólną beznadzieję.
Ja nie mam czegoś lepszego dla ciebie. Detoksykacja nie otwiera drzwi do tego, że życie będzie lepsze w rozumieniu tu i teraz. Tylko będzie bardziej godne. Dlatego że niezmienienie tego, co się teraz dzieje, idzie w kierunku coraz większego upodlenia.
Osoba z syndromem DDA nie wierzy, że może zostać w pełni zaakceptowana we wszystkich rolach i z wszystkimi emocjami, jak też że nie musi odgrywać żadnej roli i mieć dodatkowych atrybutów. Nie czuje, że taka, jaka jest, jest wystarczająca. Percepcja nie pozwoli jej więc zbudować sceny zdarzeń, na której stoi ona, a naprzeciwko niej inna dorosła osoba, z którą może stworzyć bezpieczną relację.
Alkoholik rujnuje dziecku nie tylko dzieciństwo, ale również całe życie.
Należy przeżyć czerń, porządnie i do końca.
Współuzależniony jest typem ratownika, który by pomóc drugiej osobie ,niejednokrotnie przekracza granice własnego wyczerpania. To ktoś, kto wkłada zbroję silnego i stabilnego, pokazuje się od strony mocnej i wytrzymałej, by ukryć swoją słabą i bezradną część.
Na miłość, przyjaźń, bliskość. W przekonaniu wielu osób z syndromem DDA na to trzeba sobie zasłużyć. A gdy wspólnota kogoś odrzuci, to on przestanie istnieć.
Jeśli ktoś mówi do ciebie coś, co wydaje ci się oczywistością, może to oznaczać, że dla niego to wcale nie musi być oczywiste. Zasada ekonomii języka klasyfikuje bowiem mówienie o tym, co niepotrzebne, jako zbędne wydatkowanie energii.
Alkohol czy narkotyki działają niczym zapalnik. Bomba wybucha i zostawia po sobie lej, emocjonalne zgliszcza.
Im trudniej nam było w realnym świecie, tym bardziej potrzebujemy tego, w którym jest lekko i przyjemnie.
Złe doświadczenia budują w nas przekonanie, że nie jesteśmy w stanie zrealizować podstawowych potrzeb w rzeczywistym świecie. Uciekamy więc w fantazję, a używki potrafią ją rewelacyjnie podtrzymać, nakręcić, dając przynajmniej chwilowe ukojenie w jakiejś idealnej, choć nieistniejącej rzeczywistości.
Często gdy ktoś wpadnie w środowisko, które pije, ćpa, pali, to w zasadzie świat nie podpowiada mu innej strategii, jak być fajnym. Alkohol czy narkotyki stają się wówczas strategią na dopasowanie się do reszty i bycie akceptowanym. Bardzo często w takich środowiskach używka jest traktowana jak panaceum i sposób na wszystko.
Jeśli wynieśliśmy z domu przekonanie o nieważności naszych potrzeb, potrzeby innych zawsze będą ważniejsze.
Jeśli prawdziwie pijesz, musisz wszem wobec ogłaszać, że nie pijesz, jeśli przyznajesz się, że pijesz, to znaczy, że nie pijesz prawdziwie. Prawdziwe straceńcze picie musi być zakryte, kto je odkrywa, kapituluje, przyznaje się do bezradności, pozostaje mu płacz, zgrzytanie zębów i mityngi AA.
Alkohol jest pewnym elementem, sposobem tej ucieczki, zaznania ulgi i pozytywnych emocji z tym związanych. Dlatego osoba uzależniona do końca, dopóki się da, będzie chroniła ów element.