cytaty z książki "Śmierć w jej dłoniach"
katalog cytatów
Kryminały nie zaliczają się do sztuki wysokiej, co do tego nie ma wątpliwości... .
Jeśli coś może być wszystkim, to tak, jakby było niczym.
Umysł powinien toczyć ze sobą dyskurs, aby nie uległ atrofii, bo wtedy robi się papka z mózgu.
Staraj się zaskoczyć czytelnika w finale, ale graj z nim uczciwie.
Kiedy czyjeś nawyki ulegają zmianie, choćby nieznacznej, małe miasteczko to wyczuwa i niektórzy mogą to sobie zanotować.
Zwierzęta mają ten dar. Od ludzi odróżnia je to, że ściany nie są barierą dla ich zmysłów.
Trzeba dojrzałego umysłu, żeby w pełni ogarnąć historię Magdy.
Ledwie się zaczęło, a już wzięło w łeb.
Doświadczenie powinno mi podpowiedzieć, że pierwszy domysł często bywa mylny.
Miała na imię Magda. Nikt nigdy się nie dowie, kto ją zabił. Nie ja. Tu spoczywają jej zwłoki.
Smukłe białe drzewa wtapiały się prawie idealnie w tło śniegu. Porankami całkowicie rozpływały się we mgle.
W pierwszej chwili uznałam, że to musi być jakiś żart, jakaś mistyfikacja, zabawa. Ktoś chciał kogoś nabrać.
Ktokolwiek napisał tę notatkę, zdawał sobie sprawę, że nieujawnianie swoich danych podnosi jego notowania. Bezosobowość tchnie autorytetem.
Jeśli to nie był jakiś kawał, to tekst mógł byc odrzuconym po namyśle początkiem opowiadania. Mogłam zrozumieć powód rezygnacji.
Levant nie było szczególnie piękną miejscowością. Nie miało krytych mostów ani dworów w stylu kolonialnym, żadnych muzeów ani zabytkowych budowli, ale było dość ładne w odróżnieniu od sąsiedniego Bethsmane. Na ocean jechało się dwie godziny.
Ale co to tak naprawdę znaczy być martwym? Skoro jest się żywym przez pierwsze parę minut po ustaniu pulsu, znaczyłoby to, że bicie serca nie jest konieczne do życia. Bicie serca nie jest wyznacznikiem życia, nawet gdy ustanie, inne organy żyją nadal. Gdzie zatem przebiega granica miedzy życiem a śmiercią? To mózg umiera, gdy serce przestaje bić. Otóż to.
Mózg potrzebuje tlenu dostarczanego przez serce i płuca. A bez mózgu nie ma umysłu, twierdzą lekarze: gdy mózg umiera, umiera jego właściciel. Umysł zanika. A co, jeśli lekarze się mylą?
Śmierć wydaje się czymś kruchym, jak pomarszczony pergamin sprzed tysięcy lat. Jeden nieostrożny ruch i rozpada się w rękach. Śmierć jest jak zetlała ce starości koronka, aplikacja lada chwila odpruje się od tła, zostały żałosne strzępki, wisi na ostatnich nitkach, piękna i misterna, ale już w stadium rozkładu.
Życie jest krzepkie. Uparte. Trzeba się nieźle wysilić, żeby je zgasić, wypędzić z ciała.
Było wiele aspektów, które należało wziąć pod uwagę. Że o coś nie wydawał się dostateczną motywacją do popełnienia morderstwa. Musiało za tym stać coś jeszcze.
Kryminały nie zaliczają się do sztuki wysokiej, co do tego nie ma wątpliwości, ale to nie znaczy, że prawdziwa literatura, która wypożyczałam z biblioteki, była szczególnie wyrafinowana.
Tej nocy oboje z Charliem nie zmrużyliśmy oka. Na zewnątrz panowała upiorna cisza, wiatr zamarł, umilkły wszelkie szmery, a z powodu wypitej późno kawy miałam nerwy napięte do ostateczności. Charlie, choć zjadł większość swojej soczewicy z dodatkiem jajek, był wyjątkowo niespokojny.
Wypatrywałam czegoś, co mogłam wczoraj przeoczyć - kropli krwi, zęba, palca, brudnej tenisówki Magdy lub, nie daj Boże, jej głowy turlającej się pośród drzew jak kula od kręgli.
Nigdy dotąd nie byłam tak późno w bibliotece i poczułam lekką frustrację, zorientowawszy się, że wszystkie sześć komputerów w czytelni jest zajętych.
Nie przybiegł. Nie było go. Wyszłam na zewnątrz, omiotłam wzrokiem sosnowy las, potem obeszłam dokoła chatę i spojrzałam w dół, na jezioro. Dotarło do mnie, że po tylu godzinach samopas mógł już odbiec kawał drogi od domu. Musiał być tutaj ktoś, kto miał klucz, i ten ktoś go wypuścił.
Dalej nie wiedziałam, o co w tym wszystkim chodzi. Marzyłam, żeby ktoś przyszedł i mnie poprowadził, trochę jak psa na smyczy, zaciągnął prosto do ciała Magdy. Zagadka zostałaby rozwiązana.
Spojrzałam na jezioro, nasączone teraz żywymi barwami otaczających je drzew. Moja miniaturowa wyspa roztaczała cichy czar. Chciałabym tam popłynąć. Już niedługo, przyrzekłam sobie w duchu.
Unikałam patrzenia na mężczyznę. Coś mi mówiło, że lepiej mu nie ufać. Przypominał wampira. Oczyma duszy widziałam go, jak okalecza małe zwierzęta. Czułam, że wolałby, żeby mnie tu nie było.
Kiedy Walter umarł, przynosiły mi zapiekanki i kwiaty, zachowując się tak, jakby kraj stracił bohatera narodowego. Pewnie wszystkie podkochiwały się w Walterze. Te pindy. Te kury domowe.
Byłam dumna ze swojego szybkiego refleksu. Tamtej nocy uratowałam sobie życie. Nikt nie mógł mnie w tym wyręczyć. Zrobiłam to bez niczyjej pomocy, więc byłam bohaterką.