Wystarczyło jedno małe kopnięcie, by zmienił się cały mój świat. Do niedawna istniała tylko jedna rzecz, bez której nie mogłabym żyć – teraz było ich dwie. I to bynajmniej nie o połowę mniej dla mnie ważne. Nie rozdzieliłam pomiędzy nie swojej miłości, nie, nie tak to działało. Wrażenie było raczej takie, jakby moje serce raptownie urosło, jakby w mgnieniu oka napęczniało i stało się dwukrotnie większe. Tyle dodatkowej przestrzeni, a cała już wypełniona! Od tego przybytku mogło zakręcić się w głowie.
- Dobre nowiny? - warknął, patrząc prosto na mnie.
- Usiądź sobie.
Poprosiliśmy wcześniej pana Webera tylko o jedną niewielką zmianę, na którą przystał bez trudu: linijkę "dopóki śmierć nas nie rozłączy" zastąpiła bardziej stosowna w naszym przypadku "tak długo, jak oboje będziemy żyć".
Kiedy pastor wypowiadał swoją formułkę, odniosłam wrażenie, że mój świat, który od tak dawna był do góry nogami, przyjął na powrót prawidłową pozycję.
Wiem, że jest ci trudniej niż mnie. Sam jest przynajmniej szczęśliwy. Przynajmniej żyje i ma się dobrze. Kocham go na tyle mocno, by nie życzyć mu źle. Chcę, żeby spełniły się jego wszystkie marzenia… Westchnęła. Tylko nie chcę się temu przyglądać.
Miałam na myśli bycie ślepą uliczką genetyki.
-A twoja córka, czy jest jadowita?
-Nie - odpowiedziałam.
Jego spojrzenie było tak głębokie, że wyobrażałam sobie, iż jestem w stanie zajrzeć aż na samo dno jego duszy. Wydawało się teraz skończoną głupotą to, że jeszcze nie tak dawno spieraliśmy się, czy Edward w ogóle ją posiada, skoro jest wampirem. Miał najpiękniejszą duszę pod słońcem, piękniejszą od swojego błyskotliwego umysłu, idealnej twarzy czy zachwycającego ciała.
Patrzył na mnie tak, jakby i on widział moją duszę – a to, co widział, bardzo mu się podobało.
Otarłam się już o śmierć tyle razy, że dawno już wyrobiłam normę przeciętnego śmiertelnika - do czegoś takiego jednak trudno się przyzwyczaić.
Miłość jest luksusem, na który możesz sobie pozwolić dopiero wtedy, kiedy twoi wrogowie zostaną wyeliminowani. Do tego czasu wszyscy, których kochasz, to zakładnicy, wysysający z ciebie odwagę i nie pozwalający ci podejmować rozsądnych decyzji.
Tylko to, co poznane, jest bezpieczne. Tylko to, co poznane, można tolerować. Tolerując nieznane... osłabia się samego siebie.
Po prostu czuję, że wyniknie z tego coś dobrego. Wiem, że trudno to sobie wyobrazić, ale wierzę z całej siły, że tak będzie. Na tym chyba polega wiara.
Życie to jedno wielkie gówno, a potem się umiera.
[...] zawsze najbardziej chce się tego, czego nie można mieć.
-I co? - zawołała Bella podekscytowana -O czym teraz myśli?... Edward ostrożnie przyłożył ucho do jej brzucha.
-Kocha cię - wyszeptał całkowicie oszołomiony - Po prostu cię ubustwia.
W tej samej chwili zrozumiałem że zostałem sam. Zupełnie sam.