cytaty z książki "Suplementy siostry Flory"
katalog cytatów
Waga waży sprawy każdego człowieka z osobna, sprawy jego jedyna, waga waży, albowiem jest od ważenia, pieczesz ciasto, tak się zdarza, pieczesz ciasto, gdy mierzysz ważysz odważasz wagą, nie możesz palca dać tam, gdzie mąka z jednej strony, z drugiej odważnik, przecież wiesz o tym, nie możesz dać palca do mąki, bo źle zważysz, spowijesz swój wypiek w glątwach zakalcowych, odmierz źle, zakalec wyjdzie, powiesz oburzony: sprawy to przyziemne, nic nikogo nieobchodzące!
Zważ, zastanów się nad sobą, że jak wpływu na bieg spraw rozmaitych mieć nie mamy, tak sprawy rozmaite, na które powiesz: przyziemne, okazać się mogą fundamentalnymi, jako że na cząstkę ich jeno wpływ mieć możemy, choć myśleć można przecież: mieć nie mamy i nigdy nie mieliśmy, i mieć nie będziemy... ach! robi się gorzko, a wszystko idzie sobie właściwym przewrotnym rytmem amen.
Won! a sio, precz! diabeł z wami! siostro Floro, siostrzyczko, obudź się! ludzie! jest tu kto sprawiedliwy, przyzwoity? niech niesie soli trzeźwiących, soli nieście, wody, raz-dwa!
Parę tych chwil zaledwie zdało się wiecznością wśród mąk tych na ziemi piekielnych, że ratowały trzy Baby Stare w liczbie teraz dwóch przy akompaniamencie ludu całego, który stale patrząc, coraz mniej wiedział, co czynić, albowiem konającej twarz całą zaszła na sino, wargi wydęło, zdało się: duch z ciała uchodzi.
Dajmy chwilę wam odsapnąć, dusze dręczone płaczące... wielce cierpiące!
Zwieść się nie daj, bądź czujnym, albowiem siostra Flora nie jest martwą, choć zdawać się zdaje bez ducha leżącą, patrz, jak szeroko oczy raptownie otwiera i świat ogląda, że widząc one sole trzeźwiące, będące na nią spadającymi, miała je za płatki śniegu...
Postrzeż, kto w domu siedzi, ten w domu siedzi, kto poza domem siedzi, ten poza domem siedzi, a kto łąką, polem, ścieżyną, lasem, borem idzie, ten tamtędy idzie.
Lato, co każdy doskonale wie, nie na to jest, by przyrządzać słynne potrawy bolesne, to jednak zgodnie z regułą: jedno przykazanie łamiemy, łammy następne, poczęto w lecie kisić kapustę, mała rzecz - powiesz, co to kisić w lecie kapustę, skoro idzie przesunąć nieprzesuwalne święto, to kto powiedział, że nie można przesunąć i odmienić nieprzesuwalne i nieodmienialne prawidła rządzące światem kapuścianym, świata kapuścianego urządzenie.
Deptanie kapusty rok w rok okupione jest łzami, ale nigdy takiemi, takiemi wielkiemi, dlatego że dawniejsze beczki były znacznie mniejsze, skromniejsze, a i proporcjonalnie lęk, niechęć i łzy sióstr mniejsze, zawsze jednak do deptania zaprzęga się najpiękniejszą i najmłodszą siostrę, co zazwyczaj idzie w parze z lichością ciała, albowiem jako piękne i młode postrzega się w tym zgromadzeniu chude, gładkie i blade, blade i gładkie to piękne i ważne, i każdy o tym wie, i nie ma co udawać, że nie wie, bo wie i tak jest, i to jest ważne a prawdziwe.
Przesadą byłoby powiedzieć, że wszystkie osoby opisane w naszej opowieści są święte, nie, nie, nie, nie wszystkie, ale parę na pewno, są prawdziwi święci, są fałszywi, nie nam to, ale tobie rozsądzać według własnego rozumu, który karmiony naszymi wskazówkami, pamiętaj, trzeba ci domyślić się, kto jest święty, a kto nie, kogo słuchać, kogo nie...
I patrz, jak siostra Flora jest upadającą i jak upada, jak niosą ją siostry nie do jej celi, gdzie pewnie sama z siebie by poszła, lecz niosą ją do łoża wygodnego, który w gabinecie podprzeoryszy od spraw przyziemnych, od przyziemności.
Patrz, jak gasną światła w oknach, jak lud szykuje się na nowy dzień, dzień, jakby nie patrzeć, świąteczny, gdzie wiele się zdarzy, gdzie wiele o sobie się dowie.
Czy się czym przejmie, czy nie przejmie, lud, a może i naród tę moc ma, by co ważne, w duszy rozsądzić, a na wiarę od nas przyjmij, że spraw do w duszy rozsądzania nie braknie.
A przez te siedma dni słońce nie wstawało, krowy spali a mleka nie dawali, kury się nie nieśli i nic nie było, jeno ciemność i głucho.
Na środku krużganki z czterech stron trawą zieloną fontannę wodną otaczające, za nimi mury na trzy piętra wysokie, gargulec i pochodnie, i kostką wybrukowane trawę zieloną zgniatającą.
Ciemność taka, że gęsto, tnij ją nożem, jako do cięcia nożem jest się nadającą, tnij nożem, jako inni tną, zaduch idzie, a ciemność gęsta tak, że ruszyłby się kto, zaraz poświata jego ciemna dałaby się ujrzeć.
Gdzie siostra podprzeorysza święta Flora jest leżącą a głęboko oddychającą, a całkiem już rumianą, nie siną, lecz rumianą, co znakiem zaświadczającym jedno: sen odżywia, jest odżywczy.
Stoimy za Florą, patrzymy na jej plecy, jest ona nam teraz przewodniczką, za którą iść musimy, albowiem wyjścia innego nie mamy.
Kto miał się wybudzić, ten się wybudził. Sen zimowy, niby u niedźwiedzia, chciałoby się powiedzieć. A to sen odżywczy tylko, krótki. Choćby spać kto dłużej chciał, nie da się, bo huk.
Jesteście teraz klasztornym ZOMO i gestapo w jednym. Bądźcie mi duchem niby gestapo, bądźcie zbroją niby ZOMO. Jesteście klasztorny oddział specjalny.
Chlust wiadro jedno, potem drugie i trzecie, Flora budzi się na umyśle nieprzytomna, potargana, na ziemi wilgotnej, nieubitej, bo jest pierwszą skazaną, pierwsza w charakterze ofiary więzienie klasztorne od środka ogląda.
Złego prędko wygnamy. Ku chwale, dla dobra! Gdzie ona...! Wierzga, knuje, łap ją za nogi. Mam cię zaskrońcu, Przeorysza mówili, że węże dawniej nogi miały... Zgrzeszyłaś i pełzasz, węgorzu morski mały, angulasie ty.
Widziałam byłam, gdy za siostrami biegłam, bo pobiegłam, widziałam byłam ludu tłum, pątników i ludu miejskiego za dziadami i babami z kosturami. Do lasu szli tłumnie, miasto puste, wiernych nam podbierają!
Aż tu nagle słabość ją wielka naszła, gdyż albowiem nad stawem zawisło morowe powietrze, które wodę przenikło, stąd woda stała się morową i siostra morową się stała, i wiemy już - wnet naprawdę umrze.
Siostra ta, idąc, poznała, co to febra.
Tymczasem, gdy odbywała się ceremonia wręczania orderów i przykazów, czyli tworzenia pierwszego oddziału zmechanizowanego klasztoru, Flora zdążyła zdążyć do ogrodów. Gdzie padła na trawę na kolana, a będąc mokrą, garściami całymi trawę suchą targała.
Tymczasem, tymczasem Flora z kamienia powstała, bo głos usłyszała: nikt nie uratuje cię..., gdy słońce już zachodziło. Na kamieniu za klasztornymi murami leżała, w słońcu się grzała, teraz zimnica wieczorna na nogi ją postawiła.
Flora wychodzi zza beczki, której to beczki wcześniej nie widziała, lakiem zapieczętowana a duża, wcale duża.
Słyszy Flora naraz tumult jakiś na polu, wrzask, bieg i chartów ujadanie. Staje przed obrazem i zaraz weń wchodzi. Obraz prędko zasłania się, wolno się odsłaniał, prędko się zasłania, jak to możliwe? Cud!
Wcale nie wiadomo, czemu siostra Flora znaleźć się znalazła w klasztorze karmelitanek bosych, pomyślisz o zwykłej przyczynie, która sama do głowy przychodzi, myślisz: młoda taka kobieta, bowiem wiedzieć ci trzeba, że siostra Flora jest bardzo młoda, mówisz: młoda taka kobieta za mąż pójść nie chciała, stąd wpadła we zgromadzeniowe objęcia....
Idzie procesja dumnie. Czołgi do miasta wjeżdżają. Burmistrzyni w więzieniu klasztornym. Przeorysza insygnia władztwo nad miastem oznaczające przejmuje.