- Twój uśmiech wrócił - skomentował Dante.
- Uśmiech już takie są. Przychodzą i odchodzą.
Jej oczy były jak nocne niebo na pustyni.
Czułem, że mieszka w niej cały wszechświat. Nic o nim nie wiedziałem.
Są takie słowa, których nigdy nie nauczę się pisać.
Nie rozumiałem, jak można żyć w tak podłym świecie i nic a nic jej nie przejąć.
Letnie słońce nie było przeznaczone dla chłopaków takich jak ja. Dla takich był deszcz.
Dante i ja byliśmy skazani na rodziców, którym zależy. Dlaczego nie mogli nas po prostu zostawić samych? Gdzie się podziali rodzice, którzy są zbyt zajęci albo egoistyczni, żeby przejmować się tym, co robią ich synowie? Dlaczego nie mogli nas po prostu zostawić samych?
- Ari? - zapytał łagodnym głosem ojciec. - Ari, Ari, Ari. Prowadzisz wojnę w najgorszy możliwy sposób.
- Nie wiem jak ją prowadzić, tato.
- Trzeba było poprosić o pomoc - odparł.
- Tego też nie potrafię.