cytaty z książki "Twierdza Chiny. Dlaczego nie rozumiemy Chin"
katalog cytatów
System egzaminów cesarskich ugruntował w kulturze regionu Azji Wschodniej przekonanie, że edukacja, dobre wykształcenie, jest drogą do kariery, do awansu społecznego, zwłaszcza dla ludzi pochodzących z nizin. System ten zarazem nadał specyficzny charakter, szczególny autorytet osobom wykształconym, dobrze wyedukowanym. Oba zjawiska są obecne współcześnie zarówno w Chinach, jak i w Korei, Japonii czy Singapurze. Tu edukacja i nauka uzyskały specyficzną pozycję w budowaniu społeczeństwa. Szczególną rolę ma tu również nauczyciel (mistrz), którego figura wbudowana jest przecież w Pięć Powinności konfucjańskich, w konfucjańską hierarchię społeczną. Następstwem takiego uporządkowania społecznego jest też inny stosunek młodych ludzi do edukacji, do nauczycieli, skrajnie różny od tego, który możemy obserwować chociażby w Polsce. Wbrew wszelkim regułom logicznym czy tradycjom budowania silnego państwa, pozycja nauczycieli w Polsce jest niezwykle słaba, profesja ta nie ma większego autorytetu społecznego, a rodzice prezentują często wobec nauczycieli postawę roszczeniową.
Państwo konfucjańskie niechętne było działaniom zbrojnym jako czystej formie chaosu o nieprzewidywalnych skutkach. Dlatego też państwa, które tworzono w oparciu o nauki Konfucjusza i jego następców, przedkładały działania dyplomatyczne ponad wojskowe.
Największym paradoksem jest to, że Zachód (szczególnie Europa) powinien wprowadzić podobne rozwiązania, aby poprawić dynamikę swoich firm i skłonić je do działania progresywnego opartego na innowacjach. Tymczasem problemem jest nawet nakłonienie amerykańskich gigantów technologicznych do płacenia podatków od zysków generowanych na rynku europejskim.
To co na Zachodzie zostało odebrane jako uderzenie w przedsiębiorczość, w istocie było próbą uniknięcia zjawiska obserwowanego w Stanach Zjednoczonych i w Europie, gdzie wielcy gracze rynkowi wchłaniają mniejszych konkurentów, zwłaszcza tych, którzy tworzą rozwiązania innowacyjne potencjalnie zagrażające przynoszącym krocie modelom biznesowym sektorowych hegemonów.
Członek społeczności, który naraża innego członka tej samej społeczności, a zwłaszcza wyżej umieszczonego w hierarchii, na „utratę twarzy”, sam tę „twarz” traci.
Posiadanie „twarzy” (有面子 yŏu miànzi) nie jest pojęciem stałym. Najpierw trzeba „zdobyć twarz”, a można to osiągnąć poprzez nawiązywanie i utrzymywanie kontaktów z osobami o wysokiej pozycji w społeczeństwie, poprzez osobiste zasługi i osiągnięcia, w tym przestrzeganie konfucjańskich zasad, zwłaszcza Pięciu Powinności. „Twarz” można utracić. I można ją odzyskać podejmując odpowiednie działania – mogą to być stosowne przeprosiny oraz odpowiednie zadośćuczynienie, mogą to być też czyny „wymazujące” niechlubną przeszłość.
15 października 1934 roku oddziały komunistów (85 tys. żołnierzy i 15 tys. aktywistów) zaczęły opuszczać bazę w Jiangxi. Wydarzenie to przeszło do historii pod nazwą Wielkiego Marszu.
Komunistyczna propaganda w Chinach Ludowych uczyniła z tego epizodu wydarzenie podobne znaczeniem wyprowadzeniu Izraelitów z Egiptu przez Mojżesza. W mitologii KPCh jest to heroiczna wędrówka bohaterskich rewolucjonistów walczących o Nowe Chiny. W rzeczywistości bardzo szybko marsz komunistów przeobraził się w chaotyczną ucieczkę. Świetnie ilustrują to mapy przedstawiające trasę marszu, który według samego Mao Zedonga miał dystans 10 tysięcy kilometrów. Już sama długość marszu budzi wątpliwości, wskazuje bowiem, że piechurzy pokonywali codziennie co najmniej 27 kilometrów. Byłby to wyczyn niezwykły biorąc pod uwagę fakt, że ogromna część tej podróży odbywała się w górzystych, trudno dostępnych rejonach. Dodatkowo komuniści nieustannie narażeni byli na ataki ścigających ich nacjonalistów i starcia z bandami lokalnych „warlordów”.
W mitologii KPCh komuniści dokonywali w walce z Japończykami niezwykłych, heroicznych wyczynów militarnych. W rzeczywistości Mao Zedong, korzystając z bliskości granicy ze Związkiem Sowieckim i dużej odległości od działań wojennych, przystąpił do realizacji swojego planu, który tak przedstawił: „Nasza polityka powinna być następująca: siedemdziesiąt procent ekspansji, dwadzieścia procent manewrów przeciwko Kuomintangowi i dziesięć procent walki z Japończykami”.
Zgodnie z przewidywaniami Denga Zachód dał się łatwo wciągnąć w pułapkę ogromnych zysków inwestorów, którzy dopilnowali, aby współkreować nowy wizerunek Chin jako kraju podobnego politycznie do innych krajów azjatyckich, z których większość przekształcała się z dyktatur i autokracji w państwa demokratyczne.
Rozumiejąc, że czynniki zewnętrzne w każdej chwili mogą ulec kolejnej zmianie, starają się wyciągać jak najwięcej korzyści w okresach hossy, pracując znacznie dłużej niż przeciętny Europejczyk, Amerykanin lub Australijczyk. Niepewność jutra wzmaga chińską zawziętość i wolę maksymalizowania zysków, kiedy jest ku temu sposobność. Życie w warunkach nieustannych zmian sprawiło, że Chińczycy wytworzyli w sobie niezwykłą zdolność do dostosowywania się do nowych sytuacji, ale przy okazji spowodowało powszechną ciekawość rzeczy nowych i łatwość przyjmowania nowych rozwiązań, jak chociażby płatności mobilne.
W pierwszej dekadzie XXI wieku prowadzono rozmowy mające na celu włączenie chińskiego zespołu do projektu ISS. Tej inicjatywie sprzeciwiła się strona amerykańska, wysuwając argument, że technologie wykorzystywane w projekcie mogą zostać wykorzystane przez Chińczyków dla celów wojskowych. Wśród pozostałych uczestników programu pojawiły się głosy wskazujące, że przecież jednym z głównych jego członków jest Rosja. To sprawia, że argument amerykański wydaje się pozbawiony logiki. Ostatecznie jednak Chiny nie zostały uczestnikiem projektu ISS, a władze chińskie podjęły decyzję o samodzielnym zbudowaniu własnej stacji orbitalnej. Cały projekt zrealizowano w około 10 lat. Chiny zaprosiły do współpracy w swoim programie kosmicznym wszystkie państwa świata. Z wyjątkiem USA.
Dziś pytania tego typu najczęściej zbywane są prostym argumentem: „oni (Chińczycy) to wszystko ukradli, rozwinęli się na bazie cudzych technologii, bez Zachodu by ich nie było, bez Zachodu ich nie będzie”.
Argument jest zarazem prawdziwy, jak i fałszywy.
Tak, najprostszym sposobem pozyskiwania technologii przez państwa zapóźnione technologicznie była (i wciąż jest) kradzież. Do niej wszak wzywał w 1791 roku jeden z Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych Alexander Hamilton w swoim „The Report on the Subject of Manufacturers”.
Nie, nie da się ukraść technologii dowolnej, odtworzyć jej i wykorzystać bez całego mnóstwa środków, pośród których najistotniejszym jest know-how.
Dość kuriozalnym przypadkiem jest tu firma Ericsson, która wskazywana była w Europie jako dostawca „wolnego od wpływów chińskich” sprzętu do budowy sieci 5G, gdy tymczasem w większości produkuje ów sprzęt firma Panda Electronics z Nanjing, z którą Ericsson zawiązał spółkę joint venture.
Jako Polacy nie rozumiemy Chin, Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej i Północnej, Australii i Oceanii, bo nie do końca pewni co do własnej tożsamości, przyjęliśmy europejski sposób postrzegania świata. Jesteśmy zatem przekonani, że Europa jest najważniejszą częścią świata, częścią centralną (eurocentryczni), przekonani, że idee europejskie są uniwersalne (eurouniwersalizm), a także, że naszą misją jest obdarowywanie świata naszymi wartościami, czy świat tego chce, czy nie (euromesjanizm).
Mur ma charakter symboliczny, bo cechuje też postawę Chińczyków wobec nowego, obcego, od którego lepiej się odgrodzić na wszelki wypadek, na czas, kiedy to nowe, obce, da się zbadać, ocenić.
Chińscy komuniści, śladem Mao Zedonga, deklarowali marksistowski materializm (aczkolwiek z „chińską charakterystyką”), co pozwoliło na Zachodzie przyjąć za oczywiste, że to chińscy komuniści „ogniem i mieczem” wprowadzili materialistyczne postrzeganie świata w Chinach, że to chiński reżim komunistyczny przemocą narzucił Chińczykom materializm, walcząc aktywnie z każdym przejawem religijności tak naturalnej dla każdego człowieka, zatem i dla każdego Chińczyka.
Tymczasem materialne, konkretne spojrzenie na rzeczywistość, koncentracja na tym, co dziś, bez zakładania, że będzie jakieś lepsze jutro, szczególnie po śmierci, jest naturalną postawą Chińczyków. Dla Chińczyków, z wielu powodów, za sprawą wielu uwarunkowań, kwestie materialne zawsze były niezwykle istotne, najistotniejsze, bo determinowały nie tylko jakość życia, ale warunkowały możliwość przeżycia.
To, czego nie jesteśmy w stanie zrozumieć, jeśli chodzi o chińską pracowitość, to jej bardzo świeża, całkiem nowa przyczyna nakładająca się na te tradycyjne. Tym doświadczeniem jest lęk przed nędzą.
Zestawiwszy te dynastie jedna po drugiej, wyobraźmy sobie (podkreślam: wyobraźmy sobie) współczesny Egipt, gdzie obowiązuje pismo będące kolejną modyfikacją hieroglifów z czasów faraonów, gdzie wciąż swobodnie praktykują wyznawcy boga Ra, gdzie grzebie się zmarłych zgodnie z obyczajem z czasów któregoś z Tutenchamonów, gdzie w szkołach dzieci uczą się poezji z czasów, gdy budowano piramidy, a na medycznych uczelniach wyższych uczy się studentów stosowania leków i zabiegów wedle prawideł sprzed kilku tysięcy lat. Prawideł potwierdzonych nowoczesnymi badaniami laboratoryjnymi i Nagrodą Nobla.
Takie właśnie są w pewnym ujęciu współczesne Chiny.