cytaty z książki "Yellowface"
katalog cytatów
Pisarz posiada moc kształtowania swej własnej rzeczywistości, kiedy ta prawdziwa okazuje się zbyt bolesna, by w niej pozostać.
Kto ma prawo pisać o cierpieniu?
...nie potrafię zrezygnować z jednej rzeczy, która nadaje sens całemu mojemu życiu. Pisanie jest dla nas najbliższym oryginału substytutem prawdziwej magii. Pisanie polega na tworzeniu czegoś z niczego, pozwala otwierać bramy do innych światów. Pisarz posiada moc kształtowania swej własnej rzeczywistości, kiedy ta prawdziwa okazuje się zbyt bolesna, by w niej pozostać. Przestając pisać, popełniłabym samobójstwo...
Kiedy człowieka spotyka coś takiego, wrażenie zawsze jest takie, jak by świat dobiegł właśnie końca. Ale to naprawdę nie koniec świata. Media społecznościowe to w rzeczywistości maleńka, odcięta od rzeczywistości przestrzeń. Ludzie odrywają wzrok od ekranu i sekundę później przestają się przejmować tym, co przed chwilą przeczytali. Dlatego ty też nie powinnaś.
Większość jego myśli nie rozumiałam, lecz jeden argument wydawał mi się przekonujący: nie jesteśmy nic winni umarłym. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy umarli są złodziejami i kłamcami.
Internetowy tłum, tak uwielbiający dyskutować dla samej dyskusji...
Bestsellery po prostu się wybiera. Co robi pisarz, nie jest w najmniejszym stopniu istotne.
Najważniejsze dla ciebie powinno być to, co właśnie tworzysz” – podpowiadają mi wszyscy. Ale to naprawdę niełatwe, kiedy to, co tworzą inni, widać na witrynie każdej mijanej księgarni.
Jakie to uczucie: iść przez życie ze swobodnym zadowoleniem kamienia?
Książki pisze się w samotności.
Wiedzie jej się tak absurdalnie, niedorzecznie świetnie, że byłoby w zasadzie zrozumiałe, gdyby nie miała ochoty zadawać się z przeciętnymi śmiertelnikami.
Chyba wszyscy chcielibyśmy mieć przyjaciela, który nigdy nie kwestionuje naszej wyższości, gdyż zdaje sobie sprawę, że to nie do wygrania? Chyba każdy chce mieć kogoś, kogo może traktować jak worek treningowy?
Zazdrość to przymus nieustannego porównywania się z nią, z czego zawsze wychodzę pokonana.
Żałobo to dziwne stworzenie.
Nigdy nie mówią tego, co myślą"... " Z pozoru są tacy mili i pełni entuzjazmu, wmawiają Ci, że jesteś najbardziej wyjątkowym płatkiem śniegu, jaki kiedykolwiek widzieli, a potem zabierają dupę w troki i milkną na całe tygodnie".
Ale taka jest właśnie natura duchów, czyż nie? Wyją, jęczą, starają się zachowywać jak najbardziej widowiskowo. Na tym polega bycie zjawą, prawda? Robią wszystko, byle tylko przypomnieć, że nie odeszły na dobre. Byle nie pozwolić żywym o nich zapomnieć.
Po śmierci taty, kiedy mama zamknęła się w sobie, a Rory uznała, że zbuduje życie beze mnie, tylko książki pozwoliły mi przetrwać. I choć są również przyczyną wielu moich cierpień, będę się tej magii kurczowo trzymać do końca swoich dni.
Trybunał opinii publicznej oczyścił mnie z zarzutów. A duch Atheny, przynajmniej na razie, został skutecznie egzorcyzmowany.
Pisarz posiada moc kształtowania swej własnej rzeczywistości, kiedy ta prawdziwa okazuje się zbyt bolesna by w niej pozostać".
Wszyscy pisarze darzą swoich wydawców szczerą nienawiścią. W tym światku nie ma Kopciuszków - jest za to ciężka , upór i nieustanne dążenie, by stać się Kimś.
[...] nie jesteśmy nic winni umarłym.
O korektorach wiem z doświadczenia tyle, że są to nadludzie, a właściwie obdarzone nadludzkim wzrokiem monstra, zdolne wychwycić wszelkie błędy, nawet te, których nie widać gołym okiem.
W głębi ducha podejrzewam, że Athena lubi się ze mną zadawać właśnie dlatego, że nie jestem jej w stanie zagrozić. Rozumiem jej świat, ale nie mogę z nią konkurować, a jej osiągnięcia przerastają moje tak dalece, że może mi opowiadać o swoich sukcesach bez skrępowania. Chyba wszyscy chcielibyśmy mieć przyjaciela, który nigdy nie kwestionuje naszej wyższości, gdyż zdaje sobie sprawę, że to nie do wygrania? Chyba każdy chce mieć kogoś, kogo może traktować jak worek treningowy?
Wiesz, ona normalnie mnie wyczuwa, zupełnie jakby kochała się z moimi słowami. To taki trochę, wiesz, seks między umysłami. (...) Myślałaś kiedyś o procesie redakcji tekstu jako o seksie z redaktorem? Jakbyście tworzyli wspaniałego, literackiego dzidziusia?
Kusi mnie perspektywa stabilnej pracy, w której miałabym jasno wyznaczone godziny i zarobki, gdzie biała skóra nie czyniłaby mnie nudną i niepotrzebną, a raczej przeciętną i pożądaną. Skończyłabym z panicznym scrollowaniem Twittera, z durną rywalizacją, z czytaniem tego samego maila po tysiąc razy po to jedynie, by odgadnąć czy jakaś panna z marketingu mnie lubi, czy jednak nie....
Młyny branży wydawniczej mielą powoli, ale tylko do czasu. Najbardziej ekscytujące momenty - konkursy ofert, negocjowanie umów, rozmowy z potencjalnymi wydawcami, wybór oficyny - przypominają oszałamiający wir, lecz cała reszta sprowadza się głównie do wlepiania oczu w telefon i czekania na wiadomości.
Przyjęło się opisywać zazdrość jako emocję ostrą i jadowitą. Coś bezpodstawnego, zjadliwego, podłego. Dochodzę jednak do wniosku, że z punktu widzenia pisarza zazdrość znacznie bardziej przypomina strach. Zazdrość to gwałtowny skok pulsu, którego doznaję, gdy na Twitterze pojawia się wiadomość o kolejnym sukcesie Atheny – o jeszcze jednej podpisanej umowie, o nominacji do następnej nagrody, o specjalnym wydaniu jednej z jej książek, tłumaczeniach na nowe języki. Zazdrość to przymus nieustannego porównywania się z nią, z czego zawsze wychodzę pokonana. To panika, jaką budzi we mnie myśl, że nie piszę dostatecznie dobrze, że piszę zbyt wolno, że jestem – i zawsze będę – po prostu kiepska.
Ukradła moją historię. Byłam tego pewna. Wykradła mi słowa prosto z ust. A potem przez całą karierę postępowała tak ze wszystkimi ludźmi, których spotykała i szczerze mówiąc, jeśli ktoś uważa, że powinnam z powodu swojej zemsty czuć jakiekolwiek wyrzuty sumienia, to niech się wali.
Być może taką właśnie cenę należy zapłacić za sukces w tym zawodzie: może powodzenie skazuje na życie w izolacji od zawistnych kolegów po fachu. Być może kiedy pisanie staje się motorem osobistej kariery, nie sposób się nim dzielić.
Leżę tak noc w noc, godzinami taplając się w błocie okrucieństwa, jakim obrzucił mnie Internet. Muszę przyznać, że przynosi mi to specyficzne, perwersyjne katharsis. Lubię koncentrować te negatywne emocje i chłonąć je wszystkie jednocześnie. Pocieszam się myślą, że gorzej już nie będzie, całkiem zresztą dosłownie.