cytaty z książki "Karzeł"
katalog cytatów
Do czego służą skrzydła, kiedy i tak nigdy nie można ich naprawdę rozwinąć. Stają się tylko ciężarem zamiast być wyzwoleniem. Ciążą nam. Wleczemy je za sobą. W końcu stają się nam nienawistne.
Miłość i śmierć to ulubione tematy ludzi, nad którymi lubią oni sobie popłakać, szczególnie zaś gdy śmierć i miłość połączą się w jedno.
Ludzie lubią przeglądać się w mętnych zwierciadłach.
Kiedy zaś ludzie wierzący mają wybierać między tym, co nie jest prawdą, a tym, co jest prawdą, wybierają zawsze to, co nie jest prawdą. Kłamstwo jest o wiele bardziej nastrojowe i osobliwsze niż prawda i dlatego je wolą.
Mniema, że pewnie Go muszą kochać wszyscy ludzie na ziemi, gdyż jest zrodzony ze swego niebiańskiego ojca. Co za głupota! Jakaż dziecinna nieznajomość ludzi! Właśnie dlatego noszą oni w sercach taką urazę do Niego, z powodu tego cudu. Ród ludzki nie lubi być niewolony przez Boga.
Cała kultura ludzka jest tylko zamierzeniem czegoś zupełnie niewykonalnego. I dlatego wszystko to jest właściwie całkiem niedorzeczne. Jakżeż wyglądałoby życie, gdyby nie było niedorzeczne. Niedorzeczność jest wszak samym fundamentem, na którym ono spoczywa. Na jakiejż innej podstawie można by je było zbudować, trwałej podstawie, która nigdy by się nie ugięła.
Wielka idea może być podkopana inną wielka ideą, a potem nią rozsadzona, obalona. Ale niedorzeczność jest nieosiągalna, niezniszczalna, niezachwiana. To prawdziwy fundament i dlatego też ją wybrano za podstawę.
W gruncie rzeczy wszyscy chcą wojny. Stanowi ona uproszczenie, które ludzie odczuwają jako ulgę. Uważają, że życie jest zbyt zawikłane. Bo też takie jest w formie, w jakiej oni je przeżywają. Samo w sobie życie wcale nie jest skomplikowane, przeciwnie, odznacza się wielką prostotą. Ale tego oni nigdy się nie nauczą rozumieć. Nie rozumieją, że życie jest najlepsze wtedy, gdy wolno mu być takim, jakie jest. Nie mogą nigdy zostawić go w spokoju, zaprzestać używania go w wielu przedziwnych celach. Ale i tak uważają, że to rozkoszne uczucie tylko żyć!
Nie robię sobie nic ze snów. Nic nie znaczą i są mi zupełnie obojętne. Jedyne, co ma jakieś znaczenie, to rzeczywistość.
Miłość ludzi do siebie jest dla mnie czymś niezrozumiałym. Napawa mnie obrzydzeniem.
W tej chwili dzień dzisiejszy nareszcie się skończył i siedzę tu sam na górze, w mojej izbie, wdzięczny za tę samotność.
Niech spalą się w piekle wszystkie te istoty, które nazywają się ludźmi i które napełniają mnie odrazą i obrzydzeniem! Po cóż mają istnieć! Po co mają używać rozkoszy życia, śmiać się i kochać, aby plenić się butnie na całej ziemi! Po co mają istnieć ci zakłamani fałszerze i obłudnicy, występne, bezwstydne istoty, których cnoty są jeszcze bardziej zbrodnicze niż ich grzechy! Niech spłoną w ogniu piekielnym!
Kobiety lubią przecież zawsze prostackich i mało wartościowych mężczyzn, gdyż przypominają im najbardziej je same.
Miłość to rzeczywiście coś, o czym się nic nie wie.
Życie! Po co ono istnieje? Czemu ma służyć, jaki jest jego sens? W jakim celu ma trwać dalej ze swą beznadziejnością i pustką?
Kiedy zaś ludzie wierzący mają wybierać między tym, co nie jest prawdą, a tym, co jest prawdą, wybiorą zawsze to, co nie jest prawdą. Kłamstwo jest o wiele bardziej nastrojowe i osobliwsze niż prawda i dlatego je wolą.
Mnie nie podejrzewa nikt. Gdyż nikt nie wie, kim jestem.
Nie jestem błaznem, jestem karłem i niczym innym jak tylko karłem. Mam natomiast ostry język, który może bawić niektóre osoby z mojego otoczenia. Ale to nie to samo, co być ich błaznem.
Słyszałem że my, karły, pochodzimy z rasy starszej od tej, która zaludnia dziś świat, i że dlatego jesteśmy starzy już w chwili, gdy się rodzimy. Nie wiem czy to prawda, ale w takim razie bylibyśmy praistotami. Nie mam nic przeciwko temu, by należeć do rasy innej niż ta obecna i żeby to było widać po mnie.
Lubię służyć panu, który jest imponujący. Nie przeczę, że to wielki mąż. Nikt jednak nie jest wielki dla swego karła.
Księżna Teodora jest zależna ode mnie. (...) Nienawidzę jej grzesznego życia, chutliwych listów, które posyła przeze mnie do swoich kochanków, słów miłosnych, których żar czuję na mym sercu. Ale nie zdradzam niczego.
Jest też zarówno w teraźniejszości, i jak i w przeszłości, wiele rzeczy pięknych i wzniosłych, które nigdy nie byłyby wzniosłe i piękne, gdyby ich nie opiewano. (...)
Opiewają oni przede wszystkim miłość, i to jest też słuszne, bo nic tak jak miłość nie wymaga, by zrobić z niej coś innego niż to, czym jest.
Rozumiem też, że potrzebni są artyści, którzy sporządzają dla ludu obrazy świętych, aby ludzie mogli się modlić do kogoś, kto nie jest taki plugawy i marny jak oni sami. Obrazy pokazujące motłochowi, że jego Bóg jest ukrzyżowany, że został ukrzyżowany, gdy usiłował dokonać czegoś na ziemi, aby zrozumieli, iż tu, na dole, nie ma żadnej nadziei.
Gdy idę sam przez miasto, wtedy zaraz mnie spostrzegą i obsypują obelgami. +To jego karzeł! Dając mu kopniaka kopiesz jego pana!+.
Co to jest zabawa? Bezmyślne zajmowanie się - niczym. Dziwny sposób obcowania z rzeczami i sprawami +na niby+. Nie bierze się ich takimi, jakimi są, poważnie, tylko +udaje się+. (...) Wszyscy bawią się, wszyscy coś udają. Tylko ja gardzę udawaniem. Tylko ja j e s t e m.
Nie okazał się podczas tortur bohaterem, zachowywał się mniej więcej tak, jak zwykle torturowani.
To mój los, bym nienawidził także własnego ludu. Moje własne plemię jest dla mnie nienawistne. Nienawidzę także i siebie samego.
Jest wielka różnica między karłami a dziećmi. Sądzi się, że to jedno i to samo, bo tak są do siebie podobne wzrostem i tak dobrze się ze sobą zgadzają, ale wcale tak nie jest. (...) Dzieci-karły nie bawią się, o ile wiem, nigdy, bo i po cóż? To prawdziwa tortura, gdy używają nas, karłów do takiego celu. Ale ludzie nic przecież o nas nie wiedzą.
To mój los, bym nienawidził także własnego ludu. Moje własne plemię jest dla mnie nienawistne. Nienawidzę także i siebie samego.
Interesuje go wszystko. Czy rzeczywiście wszystko jest ciekawe?
Próbuje wszystko wytłumaczyć, ale w przeciwieństwie do innych nie zawsze jest pewny, że jego wyjaśnienia są słuszne. Opisawszy długo i wyczerpująco, jak jego zdaniem jakaś sprawa wygląda, potrafi potem siedzieć w milczeniu i zadumie, by w końcu dorzucić: +Ale może nie jest tak jak mówiłem. Nie wiem, co o tym sądzić+.