cytaty z książki "Północna Granica"
katalog cytatów
Nie słyszałem, żeby ktoś zdołał wynegocjować coś mądrego z przeciwnikiem, który właśnie kopie go po żebrach. A na razie jesteśmy kopani. Jak psy.
Niezbyt duża, nawet trochę ciasna izba, bez żadnych wątpliwości należała do samotnego mężczyzny (lub samotnych mężczyzn) - panował w niej bowiem swoisty ład, jakiego nie ścierpi żadna kobieta. Każda rzecz znajdowała się nie tam, gdzie "wypadało", ale tam, gdzie najbardziej była pod ręką. (...) A jednak, pomimo pozorów bałaganu (...)wszystkie należące do gospodarzy przedmioty zawsze były stawiane, wieszane i kładzione dokładnie w tych samych miejscach. Taki bałagan - to ład...
Zauważ jednak, Panie, że ,,wrogie'' wcale niekoniecznie znaczy złe.
Agatra przyjaźniła się z kotem. Nigdy nie kochała żadnego mężczyzny i nie miała rodziny. Lecz tutaj, pod Północną Granicą, spotkała i obdarzyła szczerą, siostrzaną miłością zwinnego kociego zwiadowcę. Trochę śmiano się z tej przyjaźni, ale rzadko złośliwie; wszyscy o niej wiedzieli i lubili tę przyjaźń, bo było w niej coś delikatnego i bardzo, bardzo pięknego. Była ogromna... czystość, którą widziały nawet oczy szorstkich, twardych żołnierzy. W jakiś sposób – otoczono tę przyjaźń opieką. W stanicy, pośród ciągłych patroli i „wyjść", było tak niewiele rzeczy pięknych i czystych... Wszyscy chcieli, by ta przyjaźń trwała i trwała. Nikt nic do niej nie miał. Ale każdy chciał ją oglądać.
Wielkie słowa, jak przymierza i światy, przestają znaczyć cokolwiek, kiedy weźmie się rękę umierającego chłopaka, który już nie będzie strzelał z łuku. Nie ma już snów o sojuszu, bo to właśnie były tylko sny, a teraz są zabici na pobojowisku i ranni ludzie na wozach, można ich dotknąć, to rzeczywistość! I ta rzeczywistość mu mówi, że zabrakło go tam, gdzie był najbardziej potrzebny i mógł zrobić najwięcej dobrego.
To człowiek czynu, więc zaczął gorączkowo szukać nowego miejsca dla siebie i zajął pierwsze, jakie dojrzał, i już nie chciał go stracić, więc gotów był oszukiwać sam siebie i zamykać oczy na to, co widzieli inni...
Wróg jest wrogiem. Ostatecznie, dogadywać się z nim można wtedy, gdy leży na ziemi z grotem włóczni przytkniętym do gardła. I nie wcześniej.
Dziwne, panie. Nie lubię, jak coś jest dziwne. Wtedy... - zamyślony żołnierz zrobił mimowiedny ruch ręką i skrzywił się, czując ból. - Wtedy boję się, panie. Nie pamiętam, żeby coś dziwnego okazało się kiedyś dobre. Może tylko tęcza.
Nie znosiła Rawata. Nie znosiła z całej siły, z głębi duszy. Marzyła o wielkiej, druzgocącej klęsce, poniesionej przez tego pyszałka, zapatrzonego w siebie durnia, który nie dostrzegał w niej ani znakomitego żołnierza, ani koleżanki z kadry dowódczej, ani kobiety, ani... W ogóle jej nie dostrzegał! Była tylko powietrzem, i to chyba powietrzem śmierdzącym, bo unikał jej jak tylko mógł!
W ciągu tej krótkiej chwili Rawat uzmysłowił sobie nagle, że i Alerowie nie wiedzą, jak wygląda zwykła ludzka twarz...
Wieczne uciekanie od siebie nie mogło przynieść poprawy. Zaczynał to rozumieć.
A dla mnie, komendancie, rządzące światem moce warte są tyle, co łajno. Ani je rozróżniam, ani potrzebuję.
Ale poza tym... Co z tego, że jak na kobietę, była wytrzymała i silna? Niestety, tylko jak na kobietę...
Gdyby właścicielka tego rynsztunku kichnęła, zdobiona zbroja rozleciałaby się na wszystkie strony świata, zaś gołe dziewczę, zaplątane w fałdy przepięknego futra, zwaliłoby się na ziemię z szeroko rozkraczonymi nogami... Ale pewnie o to właśnie chodziło. Cokolwiek Szerń zesłała do walki z czymkolwiek, nie mogło być aż tak beznadziejne. Cóż, gdy takie właśnie wojowniczki mężczyźni chcieli podziwiać. Drapieżne, orężne i silne - ale tylko na niby. Brzydula w prostej kolczudze, prowadząca jazdę jak nikt inny na świecie, była ostatnią kobietą godną uznania, a tym bardziej pożądania. Odwrotnie, niż taki sam, i to samo robiący, mężczyzna.
A srebrni, oni... - szukał słowa - to są właśnie takie koty Aleru! Wiedzą o siłach ponad światem, ale ich nie czują! Wiesz, kto je czuje? Złoci! Ci tutaj, srebrni wojownicy, których tysiące już zginęły w obronie uśpionego boga, bronią go tylko po to, żeby zniszczyć! Czy ty wiesz, co żyje pod ich niebem?! Czy ty wiesz, jaki to świat?! - rozgorączkowany Rawat prawie krzyczał. - Tam już nie zostało nic, czemu warto by było dać rozum! A jednak zostanie dany! Bestiom gorszym jeszcze niż złoci, które teraz są tylko zwierzętami, głupimi zwierzętami! Gdy jednak zyskają świadomość, zmasakrują, wymordują tam wszystko! A potem przyjdą do nas, Ambegen!
- Podejmuję się wytępić wszystko, cokolwiek stamtąd przyjdzie - rzekł wreszcie. - Nie wytępię tylko jednego, co zresztą znikąd nie przyszło: nieśmiertelnej ludzkiej głupoty.
Dopisało im szczęście wojenne. Jedyne, szczęście na świecie, które nigdy nie bierze się znikąd...
Ambegen zakończył swą kampanię nie inaczej, niż zaczął: rozumnie. Jeszcze wtedy, gdy słał pierwszych posłańców do magnata, przypominał, że po bitwie będą ranni... Rzecz tak bardzo oczywista, a zarazem tak trudna do zapamiętania przez dowódców, którzy świetnie widzieli, jak zacząć - ale nie myśleli o tym, co dalej...
- Widzisz, panie - rzekł wreszcie magnat - z bitwami to jest tak: jeśli przegrasz, powiedzą "błąd dowódcy"; jeśli wygrasz - "śmiałe posunięcie"...
Ambegen parsknął przez nos.
- Nawet o tym nie myślę... Ale, rzecz jasna, masz całkowitą słuszność. Nikt nie rozlicza zwycięzców.
[...]Dziwne, panie. Nie lubię, jak coś jest dziwne. Wtedy... - zamyślony żołnierz zrobił mimowolny ruch ręką i skrzywił się, czując ból. - Wtedy boje się, panie. Nie pamiętam, żeby coś dziwnego okazało się kiedyś dobre. Może tylko tęcza.
Setnik zastanawiał się przez chwilę, skąd bierze się ta powolność, nowi żołnierze jej nie mieli, ale z czasem "stygli" prawie wszyscy. Chodzili nieśpiesznie, mówili powoli, żuli tak, jakby kęsy rozrastały im się w ustach, wszystko robili dokładnie, bez pośpiechu. Ale tylko w obrębie palisady, potem ta powolność znikała. Mogło się wydawać, że podczas pobytu w stanicy odkładają siły "na później". Na wyjście.
Nagłe przejście od roli zwycięzców do roli szczutej zwierzyny mocno odbiło się na nastrojach legionistów, choć nie było żadnych oznak paniki czy rozprzężenia; przeciwnie, żołnierze przywykli, że koleje losu wojennego są zmienne i rozumieli wybornie, że właśnie wtedy dyscyplina i posłuch mają największe znaczenie.
Mógł być dumny, bo to pod jego komendą nauczyli się, że najważniejszą rzeczą jest - myśleć. W podjazdowej, szarpanej wojnie, niepotrzebne było ślepe i bezmyślne posłuszeństwo, przydatne w wielkich regularnych bitwach, gdzie masy wojska winny składać się z kroczących machin do rąbania i kłucia. Tutaj większe znaczenie miała zdolność żołnierza do myślenia i podejmowania samodzielnych decyzji.
Wojna pod komendą Rawata była niebezpieczną, lecz barwną przygodą. Wojna pod komendą Terezy - szarą, ciężką pracą.
Rawat kusił los - i wygrywał, i odnosił błyskotliwe sukcesy. Tereza losu nie kusiła. Ona wydawała mu rozkazy, był jakimś… dziesiętnikiem, albo trójkowym w jej oddziale. Trzymała go za łeb jak każdego ze swoich funkcyjnych, trzymała za łeb i tłukła płazem miecza po dupie tak długo, aż zaczynał wypełniać polecenia. Dziękowała mu kopniakiem i zmuszała do dalszych wysiłków. Bez dyskusji.
Tuż przed opuszczeniem stanicy na majdanie wszyscy konni usiedli w krąg na ziemi, dotykając jej dłońmi, by - piękny zwyczaj jazdy - pomilczeć przez krótką chwilę i poprosić w myślach Niepojętą Panią - swoje szczęście wojenne - o możność dotykania ziemi zawsze tak, dłońmi, łagodnie i chętnie, nigdy zaś krwawym czołem po upadku z konia.