cytaty z książki "Notatki z lat 1882–1884"
katalog cytatów
W końcu {zaczynamy} rozumieć, że świadome „ja” jest jedynie narzędziem w służbie owego wyższego, przenikliwego intelektu: i w tym miejscu możemy zapytać, czy wszelkie świadome chcenie, czy wszelkie świadome cele, wszelkie oceny wartościujące nie są, być może, jedynie środkiem, za pomocą którego ma zostać osiągnięte coś zasadniczo różnego od tego, co jawi się {nam} w świadomości. Sądzimy: {zawsze} chodzi o naszą przyjemność i nieprzyjemność – – – ale przyjemność i nieprzyjemność mogłyby być {jedynie} środkiem, za pomocą którego mamy realizować coś, co leży poza naszą świadomością – – – Należy pokazać, w jak ogromnej mierze wszystko, co {sobie} uświadamiamy, pozostaje jedynie napowierzchni: jak {bardzo} postępek i obraz postępku są różne, jak mało wiemy o tym, co poprzedza dany postępek: jak fantastyczne są nasze odczucia {w rodzaju} „wolność woli” {czy} „przyczyna i skutek”: jak myśli są jedynie obrazami, jak słowa są jedynie znakami myśli: niezgłębialność każdego postępku: powierzchowność wszelkiego chwalenia i ganienia: w jak zasadniczy sposób wynalazkiem i fantazją pozostaje {wszystko}, w czym żyjemy świadomie, jak wszystkie nasze słowa mówią o wynalazkach (afekty również {są nimi}) i jak więź l[udz]kości opiera się na przekazywaniu i rozwijaniu tych wynalazków: podczas gdy rzeczywista więź (dzięki spładzaniu) w zasadzie pozostaje nieznana. Czy ta wiara we wspólne wynalazki rzeczywiście zmienia ludzi? Czy też cały system idei i ocen wartościujących sam jest jedynie wyrazem nieznanych zmian? Czy rzeczywiście istnieją wola, cele, myśli, wartości?
Teichmüller: uczucia przyjemności i nieprzyjemności są znakiem stanowiska, jakie „ja” jako całość zajmuje względem pojedynczej aktywności: wszystko to jest wolą, jeżeli spoglądamy na „ja” jako jeden punkt odniesienia: dwie przeciwne formy podstawowe: pożądanie i odraza Jeśli spojrzymy na drugi punkt odniesienia, to {stwierdzamy, że} sama aktywność pozostaje jako taka nieuświadamiana, ale przynależne do niej „co” zostaje każdorazowo uświadomione i tym sposobem owo „co” staje się znakiem tego, co chcemy oznaczyć. Odpowiednio do odrazy czy pożądania przynależny myślowy punkt odniesienia nazywamy złem czy dobrem i oznaczamy go za pomocą treści przynależnych doznań czy oglądów. Wszelkieobrazy naszego oglądu i wszelkie nasze aktywności pozostają do siebie w pewnych, regularnych odniesieniach, na przykład obraz oglądowy róży i doznanie {jej} zapachu. Stąd już dziecko oznacza jedną rzecz jako środek, drugą jako efekt[778].
1. Człowiek jest tworem kształtującym formy.
Człowiek wierzy w „bycie” i w {istnienie} rzeczy, ponieważ jest tworem kształtującym formy i rytmy.
Kształty i formy, które my widzimy i poprzez które, naszym zdaniem, posiadamy rzeczy, {w rzeczywistym świecie} nie występują. Upraszczamy sobie {sprawę} i łączymy wszelkie „wrażenia” za pomocą figur, które my stwarzamy.
Kto zamyka oczy, ten {może} odkryć, że kształtujący formy popęd nieustannie się ćwiczy i że wypróbowuje niezliczone {formy}, które nie mają odpowiednika w {samej} rzeczywistości.
2. Człowiek jest tworem kształtującym rytmy. Wszystko, co się dzieje, wpisuje w te rytmy, jest to {jego} sposób opanowywania „wrażeń”.
3. Człowiek jest sprzeciwiającąsię siłą: w stosunku do wszystkich innych sił
Jego środkiem odżywiania się i przyswajania sobie rzeczy, jest umieszczaniem ich w „formach” i rytmach: pojmowanie najpierw tylko stwarzaniem „rzeczy”. Poznanie środkiem odżywiania.
24 [34]
Wszelki postępek najpierw musi być mechanicznie przygotowany jako coś możliwego, zanim będzie czymś chcianym. Czy też: „cel” pojawia się w mózgu najczęściej dopiero wtedy, gdy wszystko jest przygotowane do jego realizacji. Cel {jako} „bodziec” „wewnętrzny” – już nie {ma czegoś takiego}.
„Wola” nie istnieje: jest {ona} jedynie upraszczającą koncepcją intelektu, podobnie jak „materia”.
Wszelki twór organiczny różni się od nieorganicznego [tym], że gromadzi doświadczenia: i nigdy nie jest identyczny z samym sobą, w swym procesie. – Chcąc zrozumieć istotę tworu organicznego, nie można jego najmniejszej formy uważać za najprymitywniejszą: każda, {nawet} najmniejsza komórka jest teraz dziedzicem całej przeszłości organicznej.
Tak jak narządy niejednokrotnie wykształcają się z jakiegoś jednego narządu, na przykład układ nerwowy i mózg ze skóry: tak również wszelkie odczuwanie, przedstawianie sobie i myślenie pierwotnie musiały być jednością: zatem doznanie zmysłowe późnym zjawiskiem odrębnym. W tworze nieorganicznym jedność ta musi być obecna: albowiem twór organiczny zaczyna się już podziałem. Studiować wzajemne oddziaływanie na siebie tworów nieorganicznych (zawsze jest ono oddziaływaniem na odległość, zatem jakieś „poznawanie” z konieczności poprzedza wszelkie oddziaływanie: odległe musi być percypowane. Zmysł dotyku i zmysł kinestetyczny muszą mieć swój analogon:).
Erupcja całych nurtów moralnych jako korektur ciała.
Co oznacza ascetyzm?
Buddyzm i monastycyzm jako przywracanie zdrowego ciała (przeciwko unicestwiającym i osłabiającym afektom).
Moralność jako mowa metaforyczna o nieznanym regionie stanów cielesnych. – Mówimy tu jeszcze cały {czas} o woli i celu, o niczym innym.
1. Wzajemne dostosowanie pragnień cielesnych.
2. Dostosowanie ciała do klimatu pozwala się wyrażać moralnościom.
3. Ciało panującej kasty przynosi jakąś moralność.
4. Ciało dla niezbędnej pracy i wielość pracy.
5. Utrzymanie typu wyłania jakąś moralność. Elementy ginące {danego} typu a niemoralizm.
zatem na pozór bez środków chemicznych zmieniać ciało – – tak naprawdę w {każdej} moralności chodzi [o to], by zmienić właściwości chemiczne ciała.
Ogromna droga okrężna. W jakiej mierze możliwe jest podążać bardziej bezpośrednio?
„Pojęcie zdrowia i ideał zależne od celu człowieka” –? ale sam cel jest wyrazem określonych właściwości ciała i ich warunków.
Ciało i moralność.
Gdy któraś z jakości komórki ma takie cechy chemiczne, że asymilacja przewyższa rozkład, zatem następuje nadkompensacja zużywanego, wzrost: ta ważna właściwość uzasadnia panowanie nad innymi j[akościami].
Nie znamy takiego organizmu, takiej komórki, które w jakimś stadium swego życia nie miałyby tej siły: bez niej życie nie mogłoby się krzewić.
Walka o pożywienie i przestrzeń ma miejsce w komórce, jak tylko między składnikami występuje nierówność.
Procesy, które w ich zdolności do życia, mianowicie w asymilacji, wznosi na wyższy poziom dopływ bodźców: gdzie zatem bodziec ma tropiczne działanie, korzystnie wpływające na odżywianie – podstawowy warunek u roślin, których odżywianie całkowicie zależy od światła słonecznego i temperatury (również światło elektryczne skutkuje szybkim rozwojem i owocowaniem.
Zatem wpływ bodźców na szybszą asymilację – w moralności: pomnożenie mocy tam, gdzie występuje mnóstwo najdelikatniejszych zranień, przez co zostaje zintensyfikowana potrzeba przyswajania. (Raczej z obcymi zagranicznymi wyobrażeniami – Grecy.)
Łatwiej pobudliwa substancja przyjmuje więcej bodźców.
Wyobraża sobie, że był obecny, gdy powstawały organizmy: co w procesie tym można było dostrzec oczyma i {zmysłem} dotyku? Co można ująć liczbowo? Jakie reguły ukazują ruchy? Zatem: wszystko, co się dzieje, człowiek chce sobie ułożyć jako coś dziejącego się dla oczu i dotyku, zatem jako ruch: i chce znaleźć formuły, które pozwolą uprościć ogromną masę tych doświadczeń. Redukcja wszystkiego, co się dzieje, do człowieka zmysłowego i do matematyka.
Chodzi o inwentarz ludzkich doświadczeń: założywszy, że człowiek – czy raczej ludzkie oko i {ludzka} zdolność pojmowania – był wiecznym świadkiem wszystkich rzeczy.
Jak powierzchowne i ubogie jest wszelkie wnętrze:
na przykład cel (obraz przeżuwania i rzeczywiste przeżuwanie)
na przykład pojęcie konia w porównaniu z {konkretnym} koniem,
na przykład poczucie ciepłoty w porównaniu z tym, co się dzieje
na przykład „ja” w porównaniu z „byciem sobą”
na przykład widzenie w porównaniu z mechaniką widzenia,
na przykład bicie serca w porównaniu z jego mechaniką.
Wszelkie zachowania larw tuż przed przepoczwarzeniem nie zmierzają do {ich} własnego utrzymania się, lecz do utrzymania gotowego insekta, nie są odpowiedzią na potrzeby stadium larwalnego, lecz na potrzeby w pełni rozwiniętego zwierzęcia”, itd. Schneider, I, s. 58[787].
Na gruncie popędów wykształcają się wyższe narządy, a narządy te walczą ze sobą o pożywienie, bodźce[768] – – –
Ręka pianisty, przewodzenie {do niej} i obszar mózgu razem tworzą jeden narząd (który musi się zamykać, aby móc mocno się skurczyć). Oddzielne części ciała połączone telegraficznie – to znaczy popęd.Schopenhauer dodał do tego jeszcze nieuświadamiany cel!
7 [212]
Istotne {elementy} wszelkiego postępku są bezcelowe czy obojętne w stosunku do wielości celów.
Nasz intelekt nie potrafi ogarnąć różnorakich {aspektów} inteligentnego współdziałania (już nie mówiąc o ich generowaniu), na przykład współdziałania w procesie trawiennym. Jest to współdziałanie bardzo wielu intelektów! Wszędzie, gdzie znajduję życie, znajduję już owo współdziałanie! Pośród tych licznych intelektów jest też panujący. – Ale gdy ujmujemy postępki organiczne jako spełniane za pomocą licznych intelektów: stają się one dla nas całkowicie niezrozumiałe. Raczej musimy sam intelekt ujmować jako ostateczną konsekwencję owej organiczności.
Mnogość urządzeń kompensacyjnych w ciele, s. 195[1161].
12 [33]
Świadomość jest zlokalizowana na powierzchni obu hemisfer. – Każde „doświadczenie” jest faktem mechanicznym i chemicznym, który nie może stać w bezruchu, lecz „żyje”: jedynie my nic o tym nie wiemy!
12 [34]
Gdzie widzimy życie, tam zakładamy „ducha”: lecz znany nam duch jest całkowicie niezdolny cokolwiek czynić. Jakże ubogi jest wszelki obraz świadomościowy! On sam jest zapewne jedynie skutkiem jakiejś zmiany, która oto teraz pociąga za sobą kolejną zmianę ({kolejny} postępek). Każdy postępek, którego „chcemy”, istnieje wszak jedynie jako pozór zjawiska, które sobie przedstawiliśmy. –
Wszelka świadomość jest tylko ubocznym przejawem intelektu (?). To, co sobie uświadamiamy, nie może dostarczać przyczyny czegokolwiek.
Wystarczy porównać trawienie i to, co z niego doznajemy!
Żyję, aby poznawać. Chcę poznawać aby nadludzie kiedyś żyli.
Eksperymentujemy dla nich.
W wykształcaniu się myślenia musiał nastąpić punkt, gdy uświadomiono sobie, że tym, co określano jako właściwości rzeczy, {w rzeczywistości} są doznania doznającego podmiotu: w konsekwencji właściwości przestały należeć do rzeczy. Pozostała „rzecz sama w sobie”. Rozróżnienie na rzeczy same w sobie i rzeczy dla nas bazowało na dawniejszym, naiwnym spostrzeżeniu, które przypisało rzeczom energię: analiza wykazała jednak, że również siła stanowi zmyślenie, podobnie – substancja[1755]. „Rzecz pobudza podmiot?” Korzenie przedstawienia substancji {tkwią} w języku, a nie w „bycie poza nami”! Rzecz sama w sobie nie jest w ogóle problemem!
Byt należy ujmować jako doznawanie, u którego podstaw nie leży już nic bezdoznaniowego.
W ruchu nie jest dana nowa treść doznawania. Byt nie może treściowo być ruchem: zatem {ruch} formą bycia.
NB. Można próbować wyjaśnić {zachodzenie aktów, które tutaj} się dzieją: po pierwsze, za pomocą przedstawienia ich obrazów, które je poprzedzają (cele)
po drugie, za pomocą przedstawienia ich obrazów, które po nich następują (wyjaśnienie matematyczno-fizykalne.
Żadnego nie powinno się odrzucać za pomocą drugiego. Zatem: wyjaśnienie fizyczne, które świat obrazuje na gruncie doznawania i myślenia, samo nie jest zdolne wywieść i wskazać genezy doznawania i myślenia: przeciwnie, fizyka konsekwentnie musi również świat doznający konstruować jako {świat} bez doznawania i celów – aż po najwyższego człowieka. A wyjaśnienie teleologiczne jest tylko historią celów, nigdy {natomiast wyjaśnieniem} fizykalnym!
Apercepcja najpierw jest tylko czynnością (ruchy „dowolne”)
7 [64]
Moja teoria: w każdym postępku człowiek przebywa cały rozwój {swego} życia psychicznego
już spostrzeżenie zmysłowe jest postępkiem: aby coś mogło zostać dostrzeżone, musi już funkcjonować aktywna siła, która odbiera bodziec, pozwala mu oddziaływać i go jako taki bodziec dostosowuje i modyfikuje.
Jest faktem, że nieustannie wytwarza się coś absolutnie nowego. „Przyczyna i skutek” to nic więcej jak popularne uogólnienie „środka i celu”, to znaczy jeszcze popularniejszej funkcji logicznej, której w rzeczywistości nie odpowiada nic. Nie istnieją zjawiska końcowe, co najwyżej dla istoty, która już stworzyła początek i koniec.
Wciąż wytwarza się coś nowego również w rozwoju duchowym. Doznanie i wyobrażenie absolutnie nie są wywiedlne jedno z drugiego. Myśl i uczucie!
7 [65]
Ruch „dowolny” najniższego organizmu jest – – –.
Istota organiczna ma 1) zdolność asymilacji chemicznej 2) pewne eksplozje, które regulują {przebieg} tych procesów chemicznych. Jeśli jedno i drugie przypadkiem znajdą się w relacji do siebie, żeby czasowe wystąpienie oraz siła tych eksplozji działały jako czynnik regulatywny asymilacyjnych i dezasymilacyjnych procesów, to powstaje istota organiczna. Jest to więc następstwem owych starszych rodzajów istot: takich regularnie eksplodujących i takich procesów wzrostu[714].
256. Mędrzec jako astronom. – Dopóki odczuwasz gwiazdy jako coś, co „nad tobą”, dopóty brakuje ci spojrzenia {człowieka} poznania: dla poznania nie istnieje już ani żadne „nad”, ani żadne „pod”.
Możemy swe ciało rozłożyć w przestrzeni, otrzymujemy wówczas taki sam obraz jak obraz układu gwiezdnego, a różnica między „organiczny” i „nieorganiczny” nie rzuca się już w oczy
Hymn na cześć oceny wartościującej.
Niegdyś wyjaśniano ruchy gwiazd jako skutek działania istot świadomych celu: nie jest to już potrzebne; również w odniesieniu do ruchu cielesnego i zmiany cielesnej nikt od dawna nie wierzy już, że wystarczy świadomość wyznaczająca cele. Zdecydowana większość ruchów nie ma nic wspólnego ze świadomością: a także z doznawaniem. Doznania i pomyślenia są czymś nadzwyczaj nikłym i rzadkim w porównaniu z niezliczonymi {procesami}, jakie dzieją się w każdym momencie. Odwrotnie, spostrzegamy, że {nawet} w najmniejszym {procesie, jaki} się dzieje, występuje celowość, której nie dorównuje nasza najlepsza wiedza, przezorność, selekcja, gromadzenie, naprawianie itd. Krótko mówiąc, stwierdzamy aktywność, którą należałoby przypisać niepomiernie wyższemu, przenikliwemu intelektowi niż intelekt, którego jesteśmy świadomi. Uczymy się nadawać mniejsze znaczenie temu wszystkiemu, co sobie uświadamiamy: przestajemy już czynić samych siebie odpowiedzialnymi za swe „bycie sobą”, ponieważ my jako świadome istoty, które wyznaczają {sobie} cele, jesteśmy jedynie jego najmniejszą cząstką. Z licznych oddziaływań, jakie zachodzą w każdym momencie, na przykład {oddziaływań} atmosfery, elektryczności, niemal niczego nie doznajemy: mogłoby istnieć dość sił, które stale wywierałyby na nas wpływ, choć nigdy nie stawałyby się {treścią} naszego doznawania. Przyjemność czy ból są zupełnie rzadkimi i sporadycznymi zjawiskami w porównaniu z niezliczonymi bodźcami, jakie dana komórka {czy} dany narząd wywołuje w innej komórce {czy} w innym narządzie.
1) Materia nie istnieje – nie istnieje atom, s. 53
2) Przestrzeń nie istnieje. Przesąd dotyczący „próżni bez materii” stworzyło dopiero założenie o przestrzeniach.
3) Nie istnieją również przyczyna i skutek. Wszelako: gdy tutaj pojawia się naprężenie, {gdzieś} w pozostałym świecie musi się pojawić rozprężenie. (Fakt, że pojawia się naprężenie, jest z kolei „następstwem” rozprężenia gdzieś indziej.) Nie może to jednak być zachodzenie jednego po drugim: lecz {sytuacja}, gdy tutaj naprężenie rośnie, a jednocześnie tam naprężenie maleje. Procesy, które rzeczywiście pozostają ze sobą w związku, muszą przebiegać absolutnie równocześnie. Jako „skutek” wyodrębniamy poszczególny punkt, na przykład upadek człowieka zastrzelonego. {W rzeczywistości} jednak jest to ogromny łańcuch powiązanych ze sobą „skutków”. Gdyby czas był niezbędny do {zaistnienia} „skutku”, to istniałby pewien plusbez przynależnego minus, przynajmniej w odniesieniu do chwili: to znaczy siła byłaby już to większa, już to mniejsza
Vogt, s. 654
musimy zakładać {występowanie} żywych rytmów, a nie przyczyn i następstw!
4) nie mamy prawa przyjmować założenia o stworzeniu, ponieważ „pojęciem” tym nie da się nic pojąć. Nieistniejącą siłę raptem stworzyć z nicości: nie jest to w ogóle hipotezą! (wbrew Vogtowi, s. 2 itd.)
5) Nie możemy na podstawie „popędów moralnych” człowieka poznać powstania organizmu, z tego stającego się procesu wyciągać wniosków o stawaniu się najniższych organizmów. Popędy moralne są historią samoregulacji i wykształcania funkcji całości (państwo, wspólnota): w jaki sposób jednostka zostaje doprowadzona do poczucia funkcji?
Indywiduum jest jajkiem. Wykształcenie kolonii jest zadaniem każdego indywiduum.
Nauka – dotychczas było to usuwanie całkowitej zawiłości {w świecie} rzeczy za pomocą wszystko „wyjaśniających” hipotez – {płynące} zatem z niechęci intelektu do chaosu. – Ta sama niechęć ogarnia mnie, gdy rozpatruję samego siebie: również świat wewnętrzny chciałbym sobie przedstawić obrazowo za pomocą jakiegoś schematu i wyjść poza intelektualną zawiłość. Takim uproszczeniem była moralność: uczyła o człowieku jako czymś poznanym, jako czymś znanym. – Unicestwiliśmy moralność – i sami znów staliśmy się dla siebie całkowicie ciemni! Wiem, że o sobiesamym niczego nie wiem. Fizyka okazuje się dobrodziejstwem dla umysłu: po usunięciu moralności nauka (jako droga do poznania) uzyskuje nowy czar – a ponieważ znajdujemy tu jedynie konsekwencję, musimy swe życie nastawić na zachowanie {nauki} dla nas. Z tego wynika swego rodzaju namysł praktyczny nad warunkami egzystencji nas jako {istot} poznających.
Zasady
Ostatni stan fizykalny siły, jaki {daje się} wywnioskować, koniecznie musi też być pierwszym.
Roztopienie siły w latentną siłę musi być przyczyną powstania najżywszej siły. Po stanie negacji musi następować stan najwyższego utwierdzenia.
Przestrzeń jest, podobnie jak materia, formą subiektywną. Czas nie.
{Pojęcie} przestrzeń powstało dopiero dzięki założeniu o pustej przestrzeni. Nie istnieje ona. Wszystko jest siłą.
Czegoś poruszonego i czegoś poruszającego nie potrafimy myśleć łącznie, ale właśnie to stanowi o materii i przestrzeni. Izolujemy.
Rozwój danej rzeczy pozwala na wsteczne wnioskowanie o jej powstaniu.
Wszelki rozwój jest powstawaniem.
Materia, tworzywo jest formą subiektywną.
Nie potrafimy sobie niczego pomyśleć inaczej niż jako materialnego. Również myśli i abstrakty otrzymują od nas bardzo wysubtelnioną materialność, której przeczymy, być może: niemniej jednak mają one taką {materialność}. Przyzwyczailiśmy się pomijać tę subtelną materialność i mówić o „immaterialności”. Zupełnie tak samo, jak rozdzielaliśmy „martwy” i „żywy”, „logiczny” i „nielogiczny”, itd. Oduczyć się naszych przeciwieństw – to jest zadaniem.
1 [4]
Również pojęcia powstały. Skąd? – Występują tu przejścia.
E. F. Moldenhauer, Obrót osiowy ciał niebieskich, Berlin 1871, Wszechświat i jego rozwój, Kolonia 1882.
Obecny świat sił kieruje wstecz do najprostszego stanu tych sił: oraz naprzód do najprostszego stanu – czy dwa te stany nie mogą i nie muszą być identyczne? Z systemu określonych sił, zatem z mierzalnie pewnej siły, nie może się wyłonić niezliczoność stanów. Tylko przy błędnym założeniu o nieskończonej przestrzeni, w której siła {miałaby} się niejako ulatniać, ostatni stan byłby nietwórczym, martwym stanem. Najprostszy stan jest jednocześnie – i +.
odpowiednikiem aktywnego wyboru ilościowego i jakościowego pożywienia przez komórki, które determinują całość rozwoju, jest to, że człowiek wybiera sobie również wydarzenia i bodźce, zatem zachowuje się aktywnie wobec wszystkiego, co mocą przypadku napiera nań – przed niejednym więc się broni. Roux s. 149[759].
7 [197]
Pasożyt zmusza gospodarza, żeby go oprządł siecią kapilarną i przyległym większym naczyniem, s. 151[760].
7 [198]
Popędy są wyższymi narządami, w moim rozumieniu {narządów}: postępki, doznania i stany uczuciowe wzajemnie zrośnięte, organizujące się, odżywiające – – –.
Przemożna zasada organiczna tak mi imponuje, właśnie przez łatwość, z jaką inkorporuje substancje nieorganiczne. Nie wiem, jak tę celowość można wyjaśniać po prostu intensyfikacją. Prędzej bym uwierzył, że istoty organiczne istnieją odwiecznie.
123. Nigdy jeszcze nie zostało dowiedzione, że istnieje coś takiego jak zapominanie: lecz tylko, że niejedno nie przychodzi nam do głowy, choć chcemy.
Co Ty możesz wiedzieć o miłości którą szaleniec ma dla rozumu?
Ja” – jest to hipoteza pomocnicza, którą przyjmujemy, aby świat był możliwy do pomyślenia – zupełnie tak samo jest z materią i atomem.