cytaty z książki "Wybrałem życie"
katalog cytatów
Jeśli twój ojciec się upija aż do utraty kontroli nad sobą, to krok po kroku tracisz do niego zaufanie.
W naszym domu panowała niepisana zasada, że o emocjach i przeżyciach się nie rozmawia i nigdy nie komunikuje się ich wprost. To od rodziców nauczyłem się odwracania uwagi
od własnych emocji.
Byłem już u kresu sił. Dobiło mnie osamotnienie, poczucie winy za śmierć ojca, narastająca beznadzieja i nawracające czarne myśli. O świecie myślałem nie najlepiej, ale najgorzej zawsze o sobie samym. Byłem też zmęczony brakiem jakichkolwiek relacji emocjonalnych z kimkolwiek.
Smutne jest to, że choć mnie te burzliwe rozmowy pomogły, to w mojej mamie nie wywołały gruntownej przemiany. Sam jestem przekonany, że zmiana jest mozliwa w każdym momencie, dopóki człowiek oddycha. Ale trzeba jej chcieć. Myślę, że w tym wieku i momencie życia, w jakim jest moja mama, to już po prostu dla niej za trudne. Ciężko jest mi się z tym pogodzić, ale przecież ma do tego pełne prawo.
Od skończenia szkoly powtarzałem za Janem Englertem, że nie muszę odnieść sukcesu do poniedziatku (śmiech).
Po dwudziestu latach ciężkiej pracy nad sobą, samooceną, poczuciem własnej wartości udało mi się osiągnąć stan spokoju i luzu, jeśli chodzi o moją pracę. Teraz mam tak jak Meryl Streep, która powiedziała, że kiedyś jak wchodziła do pokoju pełnego ludzi, to myślała o tym, kto ją wśród nich lubi, a teraz zastanawia się, kogo ona z tych ludzi lubi.
Katolicyzm w polskim wydaniu oparty jest głównie na bezkrytycznej i bezwarunkowej adoracji cierpienia. I choć ja nie wyszedłem z bardzo religijnego domu i nie czuję się częścią Kościoła to jestem konsumentem polskiej kultury, która jest tym przesiąknięta do cna. A przecież to jest nieludzkie to wieczne wmawianie sobie, że ylko przez cierpienie które w dodatku.cie uszlachetni możesz dość do rzeczy wartościowych, że odbieranie sobie, karanie i kajanie się, niedostatek to jest coś co nas ubogaca i wzmacnia. To jest sprzeczne z ideą miłości do siebie i do innych ludzi. A zostało wymyślone po to, żeby łatwiej było nami rządzić i sprawniej manipulować. (...) Poza tym [katolizcyzm] jest najlepiej wymyślonym interesem wszechczasów, marketingiwym majstersztykiem. My mamy 'know how' i ci to załatwimy. Jesteś przeciwko nam - idziesz do piekła i koniec. Poza tym obrzydliwe jest to, że ktoś posługuje się obietnicą, która jest z oczywistych względów nieweryfikowalna.
W końcu któraś z sióstr mojej mamy powiedziała, że fajnie, że się już lepiej czuję i że wszystko się dobrze skończyło. Po czym pochyliła się i na ucho wycedziła mi: "Coś ty nam zrobił?". Nie jestem w stanie precyzyjnie określić, co wtedy poczutem.
Wiem jedno - w tamtym momencie postanowiłem,że na pewno spróbuje to zrobić jeszcze raz. Poczułem w kazdej komórce mojego ciała, że bardzo źle się stało, że się obudziłem, że nie udało mi się umrzeć.
Myślę (i moje życie jest na to dowodem), ze decyzje podejmowane w wyniku racjonalnej kalkulacji nie przynoszą tak dobrych efektów. Jeśli wybór i działanie jest wynikiem głębokiej intuicji, to zawsze bardziej się opłaci, nawet jeśli od razu nie widać efektów. Jak w "Planecie singli" Mitii Okorna - nie Zawsze to, czego chcesz, jest tym, czego potrzebujesz.
Ból wewnętrzny był nie do zniesienia, więc ten zewnętrzny przynosił mi ulgę. Wiem, że obecnie sporo dzieciaków praktykuje samookaleczanie w różnych formach i natężeniu. Wiem też z autopsji, że to niestety działa.
Okazuje się, że to my sami jesteśmy dla siebie najwiekszym zagrozeniem. Najtrudniej jest chyba pokonać lęki przed stawianiem granic i podejmowaniem decyzji z poziomu serca, a nie tylko rozumu czy z poziomu odwagi do obrony siebie, a nie lęku o pracę.
- A czy dzięki temu, że jesteś coraz bardziej czuły i wyrozumiały dla siebie, łatwiej też wybaczasz innym, zapominasz?
- Zależy od sytuacji. Chyba lepiej niż kiedyś umiem ludzi zrozumieć i chyba bardziej niż kiedyś tego chcę. Po jakimś czasie dociera do mnie, że człowiek, który zrobił coś przeciwko mnie, jest przecież zbudowany z tych samych klocków co ja. I że na jego decyzje miała wpływ historia, którą ze sobą niesie. W takich sytuacjach pomaga mi też myślenie, że wszystko, co się nam przytrafia, jest nieprzypadkowe i że skoro się zdarzyło, było potrzebne i ma sens. Dzięki temu wszystkiemu łatwiej wybaczam, ale nie zapominam. Nigdy nie zapominam doznanych upokorzeń i czyjejś nielojalności.
Często musiałem przegrywać i po jakimś czasie zrozumiałem, że są dwie możliwości: albo zawsze będę wygrywać, albo nauczę się przegrywać. Z tą pierwszą opcją, jak wiemy, może być pewien kłopot. Więc jakoś wypracowałem w sobie mechanizm akceptowania porażek. Sport mnie tego nauczył.
Często w moim życiu to, co odbierałem za swoją największą porażkę, w krótkim czasie okazywało się moim największym zwycięstwem. I odwrotnie. Coś, co miałem za ogromny sukces, po jakimś czasie okazywało się największymi malinami, w które się wpieprzyłem. Dzięki temu nauczyłem się ostrożnie ferować wyroki na temat tego, co jest porażką, a co zwycięstwem. Cieszę się ze swoich małych sukcesów, ale doceniam porażki. Nawet synowi wczoraj mówiłem, że więcej się nauczy z błędów. Podobnie mam z wrogami. Oni uczą mnie więcej niż przyjaciele. Tak jak choroba - pokazuje, w jakim stanie jest mój organizm. Oczywiście to nie tak, że mnie porażki nie dotykają, że przez nie cierpię Cierpię ale to jest tylko ból tu i teraz. Staram się myśleć w ten sposób. że jeśli coś się nie udało w tej chwili, nie oznacza, że nie uda się nigdy. Jeśli mi na czymś bardzo zależało, to prędzej czy później to osiągałem. Jak mnie wrzucali drzwiami, to wracałem oknem.
Dziecko jest najczęściej papierkiem lukmusowym relacji rodziców i tego, co dzieje się w domu.
Krótko mówiąc - nic dla siebie nie byłem wart. Zbierałem do wyimaginowanego pudełka te wszystkie zranienia. I w pewnym momencie pudełko przestato się domykać. Sam sobie zadajesz te mikrourazy i nadchodzi chwila, że krwawisz już ze wszystkich stron. Nie masz na nic siły i na niczym ci nie zależy. Ale paradoksalnie, w tej sytuacji bez wyjścia czujesz się jak w domu. Wiesz, że jest bardzo źle, ale jednocześnie bardzo dobrze, bo zyskujesz wspaniałe potwierdzenie tego, co o sobie myślisz. Myślisz, że jesteś do dupy i nic nie wart i za chwilę właśnie przez kolejne porażki, złe oceny w szkole, fatalną relację z bliskimi dostajesz potwierdzenie, że tak właśnie jest.
Teraz widzę po swoich dzieciach i potwierdza mi się to, co sam kiedyś czułem, że nastolatek to najbardziej chwiejny i nieprzewidywalny wynalazek wszechświata. Wystarczy często jeden mały błąd, jedna nielojalność albo niekonsekwencja ze strony dorosłego i dzieciak z miejsca zrywa tę relację, traci zaufanie.
- Co byś powiedział młodym adeptom tego zawodu, którzy będą czytać tę książkę z myślą, że jakieś twoje doświadczenie może być dla nich cenną lekcją?
- Wszystko, co wtedy robiłem, wynikało z mojej historii i nieprzerobionych latami zranień. I to jest materiał tylko dla mnie. A dla kogoś, kto zaczyna, mam jeden patent: zanim dasz się komuś do czegoś użyć, zważ, czy to się zmieści w tobie, czy się na to godzisz. Zalecałbym wzmożoną czujność, ponieważ osobą chcącą cię użyć w imię "wyższych celów" możesz być także ty sam.
Mamy dziedziczną nieumiejętność odczuwania bliskości. Ja też to w sobie noszę. Bardzo chcę się do kogoś zbliżyć, a gdy już się to stanie, odczuwam paniczny lęk i wycofuję się.
Andrzej Wajda na moich oczach powiedział do aktorów takie zdanie: będziecie tutaj stali jak na apelu w Auschwitz, dopóki wszyscy się nie znajdą.
Miarą wielkości człowieka jest dla mnie to, jak traktuje się ludzi, którzy w hierarchii stoją niżej.