cytaty z książki "Marksizm : nadzieje i rozczarowania"
katalog cytatów
Nadbudowa ideologiczno-instytucjonalna jest funkcją bazy ekonomiczno-technicznej: N = f(B).Między innymi znaczy to, że nadbudowa zmienia się wolniej niż baza; w nadbudowie nic istotnego się nie dokona, jeżeli nie dokonała się już uprzednio jakaś istotna zmiana w bazie. Myśl ta zdaje mi się dziś równie głęboka i prawdziwa jak wtedy, gdy siedemdziesiąt lat temu doszła do mnie po raz pierwszy. W tym sensie mogę też rzec, że nadal jestem marksistą. Nie zależało to i nie zależy od politycznej koniunktury(Bogusław Wolniewicz).
Śmierć utopii wcale nie oznacza śmierci materializmu historycznego! Przeciwnie, kapitalizm uwolniony od strachu przed komunistycznym „królestwem wolności” coraz bardziej przypomina to, co pisał Marks, sprawiając, że marksistowska krytyka kapitalizmu zyskuje na aktualności, a nie traci. Żyjemy w kapitalizmie coraz bardziej dzikim, w Europie jeszcze nie, ale w Polsce na pewno, a w skali całego świata także. Dlatego „antykapitalizm” nie musi być obskurantyzmem, a krytyka niekontrolowanej globalizacji też obskurantyzmem nie jest (Andrzej Walicki).
W Polsce, kraju, w którym marksizm przez wiele lat był oficjalną doktryną rządową, a do partii marksistowskiej w okresie szczytowym należało 2 miliony ludzi, przez długi okres nie tylko marksizm, lecz także lewicowość wydawały się skompromitowane. Obecnie jednak i w Polsce mamy wysyp „nowych komunistów”, produkowanych masowo przede wszystkim przez wydziały nauk społecznych i filozofii dwóch uniwersytetów polskiej Ivy League – Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński, ale także uczelnie prowincjonalne. Grupują się oni wokół czasopisma „Krytyka Polityczna”, w organizacjach pozarządowych, a od niedawna mają swoje ramię polityczne – Partię Razem. Podkreślając przynależność do marksistowskiej tradycji, jeden z liderów tej partii pojawił się kiedyś w koszulce z podobizną Marksa na piersi. Występując w jego obronie, dziennikarz „Polityki”, w PRL najważniejszego organu oświeconych, zokcydentalizowanych komunistów, wskazywał, że „koszulka z Marksem to jednak nie koszulka z Leninem czy Stalinem” (Szostkiewicz 2015). Zestaw ideowy proponowany przez polskich „nowych komunistów” jest podobny jak wszędzie – ideologia egalitaryzmu, krytyka globalizacji i wielkich koncernów, wyzwolenie nie od pracy, ale od ograniczeń w konsumpcji, także seksualnej (Zdzisław Krasnodębski).
Lewica – jest to jej cecha nieodmienna i niezbędna, jakkolwiek niewystarczająca – jest ruchem negacji wobec zastanego świata(Leszek Kołakowski).
Wielką zasługą filozofii idealistycznej – również z punktu widzenia Marksa, który wszak idealizmu nigdy nie potępiał w czambuł – było odkrycie, że u podstaw wszelkiej jedności znajduje się działanie, czynność. W filozofii dawniejszej, nie tylko materialistycznej, porządek z reguły traktowano jako coś oczywistego, niewymagającego wyjaśnienia. To raczej nieporządek, chaos domagał się wytłumaczenia, wskazania winnego, jakiegoś ontologicznego czy kosmicznego bałaganiarza. Po części wiązało się to z tym, że w filozofii przednowożytnej za źródło i dawcę porządku uważano Boga albo jakąś na nim wzorowaną transcendentną instancję. Skończony podmiot, myślenie i wolę – o ile próbowały one uniezależniać się, odrywać od owego nadrzędnego porządku – traktowano raczej jako źródło chaosu, zepsucia i zła, zarówno w wymiarze ontologicznym, jak i moralnym. Dopiero filozofia nowożytna, łącząc idealizm z nominalizmem, stopniowo odwróciła tę zależność: nawet jeśli świat jest boskim tworem, sam z siebie dąży on do chaosu. Jeżeli w ogóle pojawia się w nim – zawsze lokalny i tymczasowy – porządek, to jest to możliwe jedynie dzięki nakładom energii i pracy. Ostatecznie źródłem tej energii jest zawsze jakiś skończony podmiot, a za najpełniejszą jak dotąd realizację tak rozumianej podmiotowości należy uznać rozumny podmiot ludzki (Marcin Poręba).
Część współczesnych badaczy marksizmu wydaje się nie dostrzegać tego problemu. Twierdzą, że wspominanie obozów koncentracyjnych w ZSRR, Chinach czy Korei Północnej w kontekście dyskusji o marksizmie jest uwagą nie na temat. Nie chcą pamiętać, że tyrani XX wieku często legalizowali swoje zbrodnie, powołując się na pisma Marksa i Lenina, a nie Kanta czy Johna Stuarta Milla.
Współczesny Marks to także Marks swoich czytelników i kontynuatorów. Nie ma sensownego podręcznika do historii ekonomii, socjologii, filozofii, nauk politycznych, kultury, w którym nie byłoby stron poświęconych teorii Marksa i jego uczniów, kontynuatorów. Bez marksizmu nie ma współczesnej teorii i współczesnej kultury.
Pisząc to, czuję, że piszę truizmy. Czy w Polsce trzeba te oczywistości ilustrować przykładami? Czy trzeba pisać o Antoniu Gramscim, Róży Luksemburg, Györgym Lukácsu, szkole frankfurckiej, Louisie Althusserze, Oskarze Langem, Michale Kaleckim, Michelu Foucaulcie, Ewaldzie Iljenkowie, Davidzie Harveyu, Terrym Eagletonie, Slavoju Žižku i setkach, tysiącach wybitnych badaczy z różnych dyscyplin naukowych, na wszystkich kontynentach, we wszelkich dziedzinach poznania? Pewnie i w Polsce jest to potrzebne, ale intelektualnie dla mnie dość niewymagające oraz nudne. Dla ludzi wykształconych są to oczywistości. Zdziwienie i zainteresowanie może budzić raczej nieobecność, a nawet kryminalizacja tych oczywistości w warunkach polskich (jerzy Kochan).
Stalinizm to nie było jakieś niebywałe monstrum; to był naturalny produkt ludzkiej nikczemności. Drzemie ona w naturze ludzkiej stale, choć osobniczo nierównomiernie w niej rozłożona, i czeka tylko na okazję. Tę zaś stwarzała chwila dziejowa (Bogusław Wolniewicz za Zinowjewem).