- Owszem - odparła - co dowodzi, że istotnie jesteś głupiem, półgłówkiem i... matołkiem.
- Zakutym łbem - podsuną Tristran. - Stale nazywałaś mnie zakutym łbem i osłem.
- Cóż, jesteś tym wszystkim i jeszcze mnóstwem innych rzeczy. Czemu kazałeś mi tak długo czekać?
Mały ludek nie lęka się niczego (…) i często gada bzdury, ale mówi też mnóstwo mądrych rzeczy. Słuchasz ich na własne ryzyko, lecz na swe własne ryzyko także puszczasz ich słowa mimo uszu.
Człowiek mógłby wędrować, zatrzymując się jeno na nocleg przez czas, gdy Księżyc pół tuzina razy rósłby i malał nad jego głową, poprzez zdradzieckie góry i ogniste pustynie, nim dotarłby do miejsca, w którym spadła gwiazda.
Jednakże dzisiejsza młodzież była słaba i wydelikacona. Brakło jej energii, wigoru i zapału, który pamiętał z czasów, gdy sam był młody...
Rzeczy nieożywione zawsze trudniej zmienić niż te ożywione .
Teraz, gdy ocaliłeś mi życie, według prawa mojego ludu odpowiadasz za mnie, a ja za ciebie. Tam, gdzie ty pójdziesz, ja także muszę iść.
- Boli? - spytała.
- Tak - odparł. - I to bardzo.
- To dobrze - rzekła Yvaine.
Jazda na jednorożcu - to informacja dla ludzi, którzy mają możliwość jej zakosztować - miała w sobie coś niezwykłego, różniącego ją od wszelkich innych przeżyć: coś podniecającego, oszałamiającego i cudownego.
Kiedy osiągniesz mój wiek (...) dobrze poznasz wszelkie możliwe żale i zrozumiesz, że jeden mniej czy więcej na dłuższą metę nie czyni żadnej różnicy.
Wszyscy zebrali się wokół jego łóżka, czekając z szacunkiem - żywi po prawej stronie, martwi po lewej.
Lepie, żebym pokrzyczał trochę do ludzi, których tu nie ma, niż żeby ci ludzie dostrzegli nas, bo się nie odezwałem.
- Jest może ich więcej? - spytał Tristran, uświadamiając sobie nagle, jak bardzo jest głodny. Czasami tak właśnie działa na człowieka kęs jedzenia.
- Nie mam już imienia. Jestem niewolnicą. Odebrano mi imię. Odpowiadam na "hej ty!" albo na "dziewczyno!", "głupia dziewko!" i wiele innych złorzeczeń.
- (...) Nie chciałbym poślubić kogoś, kto miał już żonę. Zupełnie jakby ktoś inny oswoił mojego własnego kucyka.
- Osobiście uważam, że to jedyna dobra strona poślubienia wdowca. Ktoś wcześniej pozbawił go już złych nawyków, oswoił, jeśli chcesz użyć tego określenia.
Matka twierdzi, że odpowiednia ilość puddingu ryżowego uodparnia człowieka na chłody, przeziębienia i inne jesienne choroby.
Wyobraził sobie też, że dostrzega twarze gwiazd – były blade, uśmiechnięte, jakby ich właściciele zbyt wiele czasu spędzali ponad światem, obserwując krzątaninę, radość o ból ludzi w dole, i nie mogli powstrzymać rozbawienia, gdy kolejny maleńki człowiek zaczyna wierzyć, iż jest środkiem wszechświata. A przecież wierzy w to każdy.
(...) złodziej czas zagarnia w końcu wszystko do swego zakurzonego wora...
- Powiem ci trzy rzeczy. Dwie teraz, a trzecią, gdy będziesz potrzebował jej najbardziej. Sam musisz osądzić, kiedy nadejdzie ta chwila.
Cały czas przeklinała dzień, w którym spadła na ten mokry i wrogi świat. Oglądany z wysoka, z nieba, wydawał się taki łagodny i przyjazny. Ale to było kiedyś. Teraz nienawidziła w nim wszystkiego prócz jednorożca.
- Uratowałeś mi życie. Prawda?
- Owszem, chyba tak.
- Nienawidzę cię. Już wcześniej nienawidziłam cię za wszystko, ale teraz nienawidzę cię jeszcze mocniej.
- Kiedyś związał mnie łańcuchem podobnym do twojego. Potem mnie uwolnił, a ja uciekłam. On jednak znalazł mnie i przywiązał do siebie wdzięcznością, która więzi takich jak ja mocniej niż jakiekolwiek kajdany świata.
Niewątpliwie był to bardzo piękny strój. I choć, jak twierdzi przysłowie, nie szata zdobi człowieka i nie pióra ptaka, czasami mogą one jednak dodać nieco smaczku, a Tristran Thorn w szkarłatach i kanarkowej żółci nie był już tym samym człowiekiem co Tristran Thorn w płaszczu, niedzielnym ubraniu i meloniku.
- Powiedziałbym jej, żeby wepchnęła swą piękną twarz do chlewika, i poszukałbym innej dziewczyny, która pocałowałaby mnie, nie prosząc o Bóg wie co. Z pewnością jakąś byś znalazł. W waszych krainach nie można rzucić kamieniem, bo na pewno się w jakąś trafi.
- Nie ma innych dziewczyn - rzekł Tristan z pewnym siebie tonem.
str. 71.
(...) srebrne łańcuchy miewają najróżniejsze kształty i postaci.
Można było odnieść wrażenie, że składa się głównie z łokci (...).
Zatrzymały nas sprawy wagi światowej. Wrócimy, kiedy wrócimy.